Ponure klimaty krain umarłych

22 czerwiec 2009 by majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnej dwuręcznej kosy: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

J: …A czy możemy zostać konsultantami?
MG: Jakimi konsultantami?
E: Konsultantami do spraw wygrzewu!

MG [jako NPC]: Sądzę, że przekażą nam na jakiś czas budynek i tam się rozłożycie.
MW: W kontekście Thorns [miasta umarłych] to nie jest najlepszy dobór słów.

[MG opisuje wszechobecny ponury nastrój krain cienia]
J: …Mąka jest pełna plew, nawet ogórki się nie kiszą…

[Złowrodzy rycerze mroku mają pretensjonalne imiona]

J: A wyobraźcie sobie, że jeden deathknight zajmuje się plagami i nazywa się “Ta Choroba, Po Której Krwawisz Z Odbytu”…

[Jesteśmy we wspomnianym wcześniej Thorns]

J: No i to jest rozwiązanie problemu gołębi w mieście: gołębie-zombie. Przynajmniej nie srają.
[Dalej nastąpiła parominutowa głupawa pt. "jak gruchają gołębie-zombie"]

J [do E.]: A ty rozejrzyj się za metodami wkradnięcia się do miasta, obejmującymi…
MW: …paralitów.

J: Idziemy się najebać, idziemy zakisić a potem dopiero idziemy po pamiątki.
MG: Zakisić? W Thorns?
J: No, będzie leżała jak kłoda, ale poza tym OK.

MG: No, widzicie jak do knajpy wchodzą dwa duchy, biorą dwa piwa…
J: …I szmatę do podłogi.
MG: Nie, jedzą i piją normalnie.
MW: I nie wylewa im się?
MG; Nie, są materialni całkiem, bladzi, smutni, umarli…
J: A po czym to widać?
MW: Są sztywni i skrzypiący.

[Konkluzja dłuższej dyskusji o nieumarłych]

MG: …No, to jest po prostu inny typ urody!
MW: Zleżała! I zamiast dezodorantu używa się naftaliny, bo mole cię jedzą!
[Śmiech]
MW: Och, toczy mię robak! Kaszl, kaszl, o ten!

J: To już drugi posiłek w tym tygodniu, czuję się strasznie obżarty.

[Nieznacznie wychodzimy z popijawy]

J: Siedem sukcesów, mam wymówkę roku! “Przepraszam bardzo, od dzieciństwa cierpię na wstydliwą chorobę o której nie chcę mówić, mianowicie wypada mi odbyt…” – i wszyscy pokiwają głowami ze zrozumieniem…
MW: I pójdziesz, wlokąc wystający z nogawki…
J: …Tak, wszyscy wiedzą że całą noc będę…
MW: …Wtykał pogrzebaczem…
J: …I nawet jeśli ktoś usłyszy z mojego pokoju dziwne odgłosy to ominie szerokim łukiem.
C: Pomóc ci? Jestem już trochę napruty!

E: No, mi koedukacyjny pokój nie przeszkadza.
MW: Nawet jak Rake wyjmie pogrzebacz?
J: Właśnie miałem deklarować, staram się zrobić tyle dziwnych odgłosów żeby Sonja mogła się wymknąć cichaczem…
C: Pamiętasz że deklarowałem pomoc?
J: Tak, zaraz się wtoczysz zionąc alkoholem, “daj, teraz ja POMANEWRUJĘ!”

Szkolenie z dyskrecji pilnie potrzebne

31 maj 2009 by majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnej dwuręcznej kosy: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

[Zdryfowaliśmy]

MW: “Wczorajsza kawa”
E: ?
MW: Astronauci na ISS tak nazywają wodę z recyklera odpadów.
P: To więcej niż chciałem wiedzieć.

[W mieście coś wybuchło, łuna pożaru, obserwujemy z wieży...]

Rake: …Ale słychać szczęk broni!
NPC – wysoki stopniem wojskowy: Pewnie się biją.
Surya: Dziękujemy, pułkowniku oczywistku.

[Nabijania się z caste marków ciąg dalszy]
C [do MW]: Masz światła mijania, połowę tylko!
MW: Sam jesteś to co powiedziałeś.
E: On ma słoneczko GG, więc pomyśl co gorsze.

[Zastraszanie jeńców]
C: [gestykuluje dziwacznie]
Grupa: [patrzy w zadziwieniu]
C: Wydłubuję czubkiem kosy brud zza paznokci. Jestem ze wsi, wiem co robi wrażenie na takich jak ja.
MW: Jakbyś był ze wsi, wiedziałbyś że tak się nie da.
C: Bardzo się staram!
MW: Jak upierdolisz sobie palec to dopiero zrobisz wrażenie.

P: W piwnicy beczki, butelki – winnica.
E: Winiarnia chyba?
P: Tak, oczywiście.
E: Winnica! Pola, winorośle…
MW: Słońce napierdala…

[Zakradliśmy się do piwnicy z wrogami, najciszej jak umieliśmy]

C: Wycelowuję w niego kosę i STRZELAM!
J: E, chodź, potrzebuję żeby mnie ktoś przytulił, TERAZ.
E: Potrzebujemy zrobić pogadankę na temat dyskrecji.
J: Potrzebujemy zrobić pogadankę na temat ŻYWCEM!
(Strzelanie energią z kosy umożliwił Xenonowi charm Iron Raptor Technique)

C: Uśmiecham się możliwie opętańczo.

J: Zwiąż ich.
C: Jak mam ich związać, klasycznie czy po japońsku?
MW: A pomyśl, to jest zwykły chłopak z farmy. Ciekawe na jakich zwierzętach ćwiczył?
J: A ja myślałem że gumofilce to szczyt wyrafinowania.

Koniec epoki bohaterów

23 maj 2009 by majorwitek

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge

Grają:
William – tank, healer, człowiek-orkiestra: K.
Tazs – mag-elektryfikator: O.
Graem – rogue, mimo że fighter: MW.
Elaine – funkcjonalny odpowiednik półboga, wsparcie dystansowe z imponującym wyglądem: E.

Prowadzi: J.

E: Przybyły mi trzy czary siódmego poziomu!
O: A mi dwa kilo.

O [do MW]: Jak ty się wyrażasz o Mistrzu Gry!
K: Zginie zaraz.
O: Ale wiesz że on zginął już tyle razy że go to pierdoli?

E: To mój król, więc podchodzę do niego z pokorą.
MW: No, my jesteśmy raczej anarchosyndykalistyczną komuną, więc nie uznajemy króla.
K: E, to nasz król. W sensie my go tu sprowadziliśmy, więc jest nasz.

J: Chromatic to są kolorowe smoki właśnie. Czerwone, żółte… nie, nie ma żółtych smoków.
O: Ale za to żółty śnieg jest.
J: Białe, lekko przybrudzone.

J: Miałeś jakiś czar do łączności telepatycznej, nie?
O: Tak, Telepathic Bond.
MW: Bond. Telepathic Bond.

J: Kto zostaje z królem?
E: Ja. To mój król. Jak będzie trzeba to i podnóżkiem mu będę.
J: Nanóżkiem. I innymi rzeczami też.
MW: Naplet… eee…

MW: No dobra, idę do krasnoludów. Mam szacun u nich i krasnoludzkie nazwisko.
O: I krasnoludzką brodę. No dobra, brodawkę.
E: Czym się różni krasnoludzka brodawka?
O: Ma cztery takie włosy. I zapas żywności.
K: Tak, smalcem jest nasmarowana. I ma paszport?
E: ?
K: Bo przekracza granice obrzydliwości!

K: Postarajcie się jakoś tak skoordynować, żeby nie pierdolić bez sensu podczas finalnej walki, co?

O: A ja pamiętam. W tej sali wizji, gdzie prawie zabiłem resztę drużyny magią…
MW: O której z tych okazji mówisz, bo wszystkie mi się ZLAŁY!

[Patron Williama transcendował i stał się pierwszym bogiem świata Dawnforge]

MW: O, stary. You knew him before he was big.
K: Startup.

J [jako król, do E.]: …A ty zawsze będziesz ozdobą tego dworu.
E: Ejno! Mam skille też!
O: No to zostaniesz żoną. A czy z umiejętności to potrafisz otworzyć butelkę wina bez korkociągu? [zasysa]

K: Nie było mnie przez sześć minut, ostatnia rzecz jaką mam zapisaną to że zawsze będziemy mile witani na dworze; nie wiem, eksplodowaliście coś po drodze i już nie jesteśmy…?

[Postacie spędzają pięć lat na działalności zgodnej z upodobaniami i talentem]
J: A ona leczy ziemię.
E: “Dobra, tu postawcie tamę…”
O: Nieno, tama jest wbrew naturze. “Bobry, tu postawcie tamę.”
J: Jak ona się z tymi bobrami komunikuje?
O: Odkrywa wewnętrznego bobra.
K: A bobry wyłażą i ogonami o wodę. Bóbr klepie do nich, a bobry klepią do niej.
J: Aura of bóbr.

Dziś głównie walka

16 maj 2009 by majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnego dwuręcznego miecza: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

MG: Teraz Rake i wodne potwory.
MW: Brzmi jak nazwa kiepskiego zespołu.
C: Albo marnego horroru.
E: Albo marnego pornosa!

J: Nadstaw się, Zuzanno!

[Wodne potwory atakują przez wskoczenie na przeciwnika i wciśnięcie mu się do środka]
J: Wyobraź sobie gorącego, niechcianego ślimaka.

[Rake w porę przypomniał sobie pieśń, której użył w przeszłym życiu do uwięzienia potężnej bogini]
MG: Słowa zaczynają się od “O piękna pani, władczyni mórz…”
E: “…Nie będziesz długo władczynią już”?

[Opisuję kombo które mam zamiar sobie wykupić]

MW: …No, i wtedy wpadam do ciemnego pokoju pełnego kolesi i widać tylko błyski wystrzałów – a potem wychodzę…
MG: Tylko będę musiał pamiętać żeby umieścić ci kolesi w ciemnym pokoju.
J: Jak będzie trzeba to sam ich tam zapędzę!

J: W końcu pasterz rozumie też, że nie pasie tych owieczek ot tak, tylko po to, żeby je opierdolić. Choćby z wełny.

Metapost i Świątynia Zagłady

5 maj 2009 by majorwitek

Dawno nie było searchtermów.

“jak goci spędzają sylwestra” (dwa hity – ale się nie dziwię, sam jestem ciekaw)
“jaki jest snieg” (czy to pytanie pułapka?)
“otwieracz do konserw instrukcja” (zawsze mi się wydawał dość intuicyjnym narzędziem)
“jestem po terapii i nadal jest zle w malzenstwie” (tutaj nie szukaj odpowiedzi)
“racje zywnosciowe dla owczarka” (Purina podobno dobre psie żarcie robi)
“penis domowej roboty” (najbliższy mężczyzna powinien mieć przy sobie)

Król w karbonicie. Zupełnie jak nowy.

3 maj 2009 by majorwitek

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge

Grają:
William – tank, healer, człowiek-orkiestra: K.
Tazs – mag-elektryfikator: O.
Graem – rogue, mimo że fighter: MW.
Elaine – funkcjonalny odpowiednik półboga, wsparcie dystansowe z imponującym wyglądem: E.

Prowadzi: J.

[Lris, postać J., po ostatniej walce leży i nie reaguje na bodźce, mimo że żyje...]

K: Skoro on leży, to jest taki plan żebyśmy go zanieśli do lasu elfów, skąd go wzieliśmy. Rękojmia.
O: Może jeszcze jest na gwarancji.

J: Lamia, ściągaj tę pilotkę, zobaczymy czy jest odporny na pokacycki.
K: Pokabobra zrób.

K: Możesz go zabić i wskrzesić, ale to marny plan.
MW: Czemu, przejście przez tamtą stronę resetuje.
E: Have you tried turning it off and on again?

K: Goła laska z Charyzmą 26 powoduje, że staje ci w każdej wodzie!
E: Nawet ciężkiej?
J: Nawet królewskiej!

J [kończąc opis]: …Na grzbiecie lodowego smoka niepozorna figurka.
O: No. Więc jadę na tym smoku…
[Śmiech]
O: Ta, w dupę mi zimno, dostałem wilka i ten wilk wyje…

E: Jak ja się zapadłam potąd [pokazuje do piersi] to on głębiej i nic nie widzi.
J: Naturalna pływalność. Królewna Niezatopka.

[Zionięcie poniszczyło magiczne przedmioty, ale nie wszystkie]
E: Dobrze że napierśnik ocalał. Miałabym z cyckami na wierzchu walczyć? Wiecie jak to przeszkadza?
O: Nam!

[Walka!]
J: Robale zrobiły swoje…
MW: …Robale mogą odejść!

O: “Natrzyj mnie wazeliną zanim zardzewieję!”

[Czas trwania czaru
Endure Elements a podróż przez lodową pustynię]
K: Tylko wiecie, nie wiem czy nie mamy 13×10 minut. Nie czujcie się źle, chciałem tylko na spotkaniu statusowym zaadresować problem…

J: Nie ma takich rzeczy jak dracolich. Nekromancja nie jest jeszcze tak rozwinięta.
O: Wreszcie jakieś pole do popisu dla mnie!
K: Startupa załóż.

J: …Że jest -70 stopni poznajemy po tym, że psy w zaprzęgu pękają na zakrętach.

O: Lecę za nią. I trochę z dołu.
J: Wind beaver flash.
MW: …Technique.
[Śmiech]
E: Na pewno jest taki charm w Exalted!

[Wyliczamy argumenty których możemy użyć w dyplomatycznej rozmowie]
K: Poza tym razem mamy 52 levele!
MW: No właśnie, jakieś anse? Nie? No.

[Tłumaczymy Elaine sytuację]

K: Otóż mamy tutaj legalnego, prawdziwego i licencjonowanego króla Kingsmarch. Od dwóch lat. Zamroziliśmy go i czekamy na odpowiedni moment, i to jest teraz. Znaczy nie teraz-teraz, tylko za jakiś tydzień-dwa, jak się możnowładcy pokłócą. Tyle leżał, poleży jeszcze tydzień, nie zepsuje się.
MW: Co więcej, mamy nie tylko legalnego króla, ale i papiery na niego!

O: I teraz pomyślcie, jedzie koleś ze sztandarem i wszystkim, dojeżdza do armii, odwraca się i tak [kciuk w górę]
K: I na plecach ma ledowy wyświetlacz – KING
O: FOLLOW ME
MW: No dobra, teleportujmy się po niego, co?
K: Tylko światła mu zmienimy na karmazynowe, pomarańczowe królowi nie przystoją.

Podwodne życie z bandą Solarów

18 kwiecień 2009 by majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnego dwuręcznego miecza: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

J [o Xenonie]: No, ty też wyglądasz jakbyś był synem kowala.

MG: Wiesz że takich miejsc trzeba unikać. Słyszałeś opowieści o wybuchającej mansie, ale niezbyt dokładne.
J: Z trzeciej ręki. Pierwsza i druga nie zdążyły odbiec zbyt daleko.

[Pigułki na oddychanie pod wodą działają przez godzinę]

C: Można je doładowywać pod wodą?
MW: Zależy czy się rozpuszczają. Trzeba będzie sprawdzić.
MG: Wyglądają jak takie czekoladowe kulki.
J [scenicznym szeptem]: Problem w tym, że to czopki!

MW: Będziemy potrzebować ze dwa worki…
[chichoty]
MW: …Albo nawet po jednym na głowę…
[rechot ogólny]

[Nurkujemy, scena jak z "Otchłani", wszędzie ciemno...]

J: Chciałbym powiedzieć że w związku z tym że Niepokonane Słońce nas wybrało, to wybrało nas także po to, żebyśmy nigdzie kurwa nie musieli chodzić po ciemku. Wzium, rozjarzam się!

MG: Ja próbuję bez skojarzeń, ale z wami się nie da.
[pauza, wszyscy oglądają narysowaną przez MG mapkę]
C: To wygląda jak jajnik. Z uszami.

MG: Zanim dopłyniesz, opada ci szczęka.
MW: Zawisam w wodzie i gapię się na mansę w podziwie.
J: Pod wodą nie widać że się ślini.

MG: Nie rozumiesz tej dokumentacji. Tam są wzory na przepływy Esencji. To jest technomagia najwyższych lotów.
J: Suwak logarytmiczny ci zmiękł.

[Wynurzyliśmy mansę w celu dokonania napraw]

MG: Teraz mansa może nie działać z powodu niewłaściwego położenia względem otoczenia.
E: Stoimy na kanale.
MW: Wolałbym określenie “w suchym doku”.

E: A Alicja [sztuczna inteligencja kierująca mansą] współpracuje?
MG: Współpracuje, oczekiwała brygady naprawczej.
J: Czworo Solarów jako brygada naprawcza, strasznie się zdewaluowali…
C: Fachowiec od tyłu.
J: Pokazują buttcrack?
MW: Ale to świetlisty buttcrack!

E: Paradoks Xenona: jak to jest że on siedzi i się wierci w czasie medytacji, a potem i tak ma wypiard?
J: Fasolówka.

Wreszcie coś trudnego

9 kwiecień 2009 by majorwitek

System: DND Dawnforge

Grają:

William: niby healer, ale strasznie tłucze: K.
Graem: niby fighter, ale rogue: MW.
Elaine: niby charyzmatyczna i groźna, ale leczy: E.

Prowadzi: J.

K [do MG]: …I jeszcze daj mi Shocking Grasp i Magic Missile.
MW: Magic Missile?!
K: No, w sklepie jestem. Mam talon na pięć, jak wezmę trzy to dwa się zmarnują.
MW: Ale po co ci?
K: Uzupełniam magazynek w magicznym przedmiocie.
MW: A, zapomniałem że masz spell storing…
K: I co, myślałeś że tak to na klatę biorę?!

E: Aha, i mam jeszcze Fear trzy razy dziennie z napierśnika.
K: Phe, Fear
E: Odsłaniam napierśnik i – Fear!
MW: Straszliwe suty.

[Żarciki z mocno stuningowanej postaci K.]
K: A ty co, kurna? Może nie lubisz sobie czegoś zoptymalizować?
E: Optymalizować Gniewomira?

K: …I prócz tego dostajesz 27 HP, więc jesteś teraz duży, zwarty, silny i masz tylko jeden cel – usunąć kamień z muszli klozetowej.

[Złowrogie zionięcie...]

MG: Dawajcie wszystkie d8 które macie.
MW: O kurwa, to nie brzmi dobrze.

[...Złowrogiego smoka!]
MG: No, ten smok nie trafia was jeśli wyrzucę 1.
K: Coś czuję że zrobimy tu wiele powrotów.
MW: Jak zrobimy chociaż jeden powrót to już będzie dobrze.

MW: Ile on może mieć HP?
K: Z dziewięćset?
MW: Kurwa, całym rajdem trzebaby przyjść.

MG: Stwierdziłem że wystawię wam taki encounter żebyście się zesrali.
[Głośna aprobata całej drużyny]

K: To ile masz? (hitpointów)
MW: Minus 23 – ale jestem stabilny.
[Śmiech]
MW: No co? Jestem skwarą, która trzyma się kupy. Możesz mnie wziąć w garść a nie zmiatać na szufelkę.

MW: Ty, a może byś się healnął?
K: Ty to kurna jesteś skwarką. Ale bardzo mądrą.

E: Zakładam, że jako bohaterka gier fabularnych jestem wydepilowana gdzie trzeba.
MW: Depilacja brazylijska.
E: Depilacja bohaterska.

MG: No to teraz smok.
K: Nienawidzę go! Dostanę +2?

K: Nie głaszcz smoka! Choćby się łasił!

K: No to wykonuję ataki, uwaga…
E: Za-bij-smoka, za-bij-smoka…
K: [turl] nie trafiam, [turl] nie trafiam, [turl] znów nie trafiam, i [turl] nie trafiam.
E: To ja już nic nie mówię.

MW: Kurna, umarłem dwa razy w czasie tej walki. Nowy rekord.

Nikt nie spodziewa się Słonecznego Patrolu!

4 kwiecień 2009 by majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnego dwuręcznego miecza: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

[O Suryi, który - wedle MG - jest wszechstronnie wykształcony]

E: On jest twilightem Renesansu.
MG: Dobrze że nie jesienią średniowiecza.

[Próbna walka]
J: Na twoje konto w banku wjeżdża CZYSTY BÓL!

J: Impotencja to męski sposób na powiedzenie “nie”.

[Tłumaczymy C. zawiłości świata]
MW: Tutaj od wszystkiego jest jakiś bóg. Weź, ja mam w ekwipunku baryłeczkę, na której jest modlitwa do boga detonacji z prośbą, żeby zainteresował się nią dopiero jak zapalę lont, i nie wcześniej. I to nie dlatego że jestem zdewociały, ale dlatego że to działa!

J: Szeregowy bez choroby wenerycznej to pół szeregowego!

C [do MG]: Chciałbym mieć przy sobie jakiś przedmiot…
MW [wcina się]: OK. Łapeć.

MG: W Lookshy nie ma różnicy w traktowaniu mężczyzn i kobiet w armii.
E: Innymi słowy nie ma wszechobecnego dominującego dyskursu patriarchalnego.

MG: Bernard ma taką luźną łuskę, zwiadowców…
MW: “Luźna łuska” brzmi jak choroba skóry.
["Łuska" to określenie pododdziału, mniej więcej drużyny]

J: Jak ktoś narzeka, to ja mu oddam połowę swojej pajdy.
MW: No, połowę zjadłeś, starczy ci co najmniej do przyszłego tygodnia.

J: Jako porządni marines powinniśmy spać w nawie.

J: Nad rzeczką, opodal krzaczka, dopadnie nas egzaltacja!
["Egzaltacja" - proces stania się wybrańcem boga, "the exaltation"]

[Walka!]

J: No, wystękaliśmy sukces.
MW: Ty wystękałeś, mi nic nie wyszło.

[Malowniczy opis wykonywanej właśnie czynności owocuje dodatkowymi kostkami]

J: Tu mam jednego, tu drugiego, więc robię tak [gestykuluje] ciach i ciach: flurry!
MG: No, rozbuchałeś się…
J: Ta, ładnie opisuję, ładnie gestykuluję i NIC SIĘ NIE DZIEJE.

J: P. wymusza stunty na Rumuna. “No daj kosteczkę, no daaaj…”

[Złowrodzy ożywieńcy!]
C: Czy my wiemy co to jest?
MG: On [pokazując na MW] wie.
J: I napełnia szorty.
E: Brązowy alarm!

[Bóg opiekujący się procesem egzaltacji przynosi dokumenty zwierzchnikowi do podpisu]

MG: …I składa zamaszysty podpis.
J: No co, Celestial Bureaucracy. “Sun, Unconquered, The”.

[Po egzaltacji - złowrogi ożywieniec rozcięty na dwa kawałki jednym ciosem]
J: I love to be me.

[Surya, prócz innych umiejętności, posiada też gotowanie]

MW: I’m going to kill you. With this crumpet.

E: Wiesz że masz teraz na czole słoneczko Gadu-Gadu?
[ogólny śmiech]
C: Xenon jest dostępny.
[użycie wielkich ilości magii sprawia, że wybrańcom bogów rozpalają się znaki kast na czołach. znakiem kasty Dawn jest słońce, które faktycznie wygląda jak słoneczko GG...]

Wycieczka w tropiki

26 marzec 2009 by majorwitek

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Stanley idzie zwiedzać starą kopalnię]
MG: Masz hardhata?
A: Zapomniałem. Trudno, będzie bez hardhata.
L: To niebezpieczne. Kids, don’t try this at home!

[Postacie przygotowują się do nurkowania w wodzie pełnej rekinów]
Stanley: Co to są boomsticki?
Jane: Takie kijki z nabojem do śrutówki na końcu, przytyka sie do rekina i bum!
Stanley: Wtyka się im w dupę?
Jane: Nie, raczej do głowy.
Stanley: Dobra, wiecie co, to ja chyba zostanę na powierzchni.

[W zatopionym samolocie znaleziono dwie torby z białym proszkiem]

MG: Otwierasz je?
L: Nie, sprawdzałem tylko czy są szczelne.
A: Wyobraź sobie nawalone rekiny.
L: Cukrem pudrem? OK, możemy założyć że to nie cukier puder…

[3 kg kokainy]

Jane: Ciekawe ile to jest warte?
Michael: Dwadzieścia lat więzienia?
MG: Tak, ze ćwiartkę w więzieniu. Albo kulę w łeb jeśli wcinasz się komuś w biznes.

Jane: Proponuję zostawić straż na noc.
Stanley: Dobry pomysł.
Jane: Stanley, ty się wyspałeś w samolocie, strażujesz pierwszy.

A: Na górę biorę tylko noktowizyjny celownik od SWD.
MG: Jakby co, zawsze zdążysz zejść na dół i dokręcić do niego resztę.
A: Dokładnie. Bez przesady, nie jesteśmy na wojnie.

[Podczas desantu na plażę postacie zauważają strażnika]

Michael: Jane, znieruchomiej. Chyba nie jest pewien, czy nas widzi.
Jane: Czuję się jak w Jurassic Parku.

[Stanley siedzi na łodzi z karabinem snajperskim, Jane i Michael leżą na plaży i usiłują wkopać się w piasek siłą woli]

Stanley: Jest tak – jest ciemno, mokro i wieje, wszyscy się patrzą na was, bo z mojej strony w oknach nikogo nie widać.
Jane: Stwierdzenie że leżymy dość dobrze oddaje sytuację.

Michael: Stanley, widzisz coś?
A [rzuca]: Chuj.
M: Coś cię dzisiaj kostki nie lubią.
Stanley: Ciemno jak w mojej dupie.

MG: Widzieliście już takich commando.
A: Ja ich widziałem, ale w nich nie wierzę.

L: To drewniany budynek?
MG: Tak. Zaraz się zajmie i tyle będzie z waszej osłony.
L: E, dalej będzie osłoną, tylko się trzeba będzie odsunąć żebyśmy się nie upiekli. Mamy na sobie piankę, byłyby marshmellows.

MG: Masz dziurę przez obojczyk i kulę gdzieś w brzuchu.
Michael: Kurwa.
M: Klnę z cicha.
L: Kaszlesz z cicha krwią. Wetknij sobie tampon.
M: Żebym ja tobie nie wetknął.

Jane: To ci goście od czarnych helikopterów.
Stanley: Pokaż mi tu jakieś czarne helikoptery.
Jane: Noc jest, nie byłoby ich widać.
Stanley: Mogę ci zaraz pokazać inne rzeczy, które są czarne, ale żadnych helikopterów.

Jane: Jesteś ranny?
Michael: Tak, nie zauważyłaś wcześniej?
Jane: Prawdę mówiąc jest środek nocy, mamy na sobie czarną piankę do nurkowania i jesteśmy cali mokrzy. Trochę trudno to zauważyć, było mówić od razu!

[Postacie płyną łodzią w gęstej mgle i zauważają, że GPS łapie tylko dwa satelity]

Jane: Albo ktoś w okolicy zakłóca sygnał GPS, albo nastąpiła [dramatyczna pauza] GLOBALNA WOJNA TERMOJĄDROWA!

Stanley: Kurwa, my jesteśmy w Trójkącie Bermudzkim?

[Jane i Stanley wypłynęli z łodzi na pontonie, szukając wyspy, ponton był przytwierdzony do łodzi dwustumetrową liną... którą ktoś przeciął]
Stanley: Ale byliśmy głupi. Na pontonie w Trójkąt Bermudzki. Na sznurku.

L: Patrzę na niego podejrzliwie.
Jane: Stanley, wierzysz w Trójkąt Bermudzki?

[We wraku statku z którego zniknęły bez śladu poszukiwane osoby Stanley znajduje model Colta, który nigdy nie istniał]

L: W jakimś świecie o którym czytałem w bibliotekach jest taka książka “So you came here from an alternate timeline…”, która pozwala przybyszom zorientować się, w jakiej linii czasowej się znaleźli.
Znaczy, to tak mi się tylko przypomniało. Zupełnie bez związku.

[Wszystko wskazuje na to, że poszukiwane osoby ot-tak, znikły]

Stanley: Poszli się odlać i zniknęli.
Jane: Tak, bo to Trójkąt Bermudzki, haha! E, znaczy to jest Trójkąt Bermudzki, ale ja nie wierzę w takie rzeczy.
Stanley: Aha, ty nie wierzysz, już to widzę.

Jane: Moja wierna kamera filmowała już wiele rzeczy, na przykład czarne śmigłowce, w które on [pokazuje Stanleya] uparcie nie chce wierzyć…
Stanley: Wierzę że można kupić śmigłowiec i pomalować go na czarno…

[Powrót wynajętą łodzią, po nocnej strzelaninie i wyprawie w tajemniczą mgłę]

MG: Przez całą drogę szyper jest dziwnie milczący i tak na was patrzy…
L: Damy mu jakiś bonus, co?

[Stanley pokazuje Jane raport laboratorium na temat tajemniczo wymazanego dysku twardego laptopa, w celu przetłumaczenia na normalny angielski]

MG: …Ale struktura domen magnetycznych na talerzach dysku jest nadzwyczaj interesująca i chcieliby ten dysk jeszcze zatrzymać i dokładnie zbadać…
Jane: Innymi słowy, they never saw shit like this and are freaking out, tłumacząc na angielski.

[Stanley prowadzi badania na temat nieistniejącego modelu Colta]
MG: Colt przyśle ci swoje materiały reklamowe.
A: To to ja sobie mogę w dupę wsadzić.
L: Nawet nie, są na bardzo gładkim papierze.

L: A co zrobiliśmy z tymi trzema kilo kokainy?
A: Daliśmy szyprowi jako premię?