Zniszczyliście bezcenny zabytek!

17 listopad 2009 - autor: majorwitek

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

MG: Wy nie widzieliście nigdy nylonowej linki.
E: A on tak? Dlaczego?
MW: Bo tak, no.
E: Najwyraźniej ma jakąś historię której my nie mamy.
A: Tak naprawdę jest cyborgiem, a nie studentem.
MW: Tak, bierz kij i idź przodem, odkryłeś moją tajemnicę i nie mogę pozwolić ci przeżyć. Zapierdalaj!
K: Bo będzie strzelał pod nogi! Za czasów wojny był faszystą!

MG: Zrób sobie jakiś tam test.
MW: Hehe, “turl, jakiś tam wynik”?
MG: I co, mam opisać jakiś tam efekt?

[Grzebiąc kijem w szlamie wzbudziliśmy wielki bąbel gazu, odskakując stłukliśmy żarówkę - efektem był...]
MG: Potworny wybuch! Proszę natychmiast wykonać test akrobatyki.
[wyniki testu - ja zdałem znakomicie, K. wcale, E. i A. tak sobie]
MW: Haha! Evasion!
K: On nie bierze żadnych obrażeń, ja całość, a E. i A. połowę?
MG: A zabawne, bo dokładnie tak.
[Evasion występuje w DND i jest nieodmiennym atrybutem rogue'a - czyli odcinek kolejny nieustającego serialu pt. "bo MW to zawsze thiefem gra"]

MG: Tracisz wystające elementy urody.

MG: Zombiak wiesza się na tobie, ryczy coś, gryzie, dźga cię bagnetem…
MW: Zajebiście, dokładnie mój pomysł na udany wieczór.

[Na scenie pojawia się zarośnięty, brodaty gość, od trzech lat ukrywający się w starej bazie]
Emi: Masz tu jakieś – mieszkanko?
Henryk: Kurwa, jej to tylko jedno w głowie. No dawaj, zaprowadź ją, dawno tego nie miałeś, my się tu – rozejrzymy. Kurna, piętro wyżej leży taki gość, z nim też chciała…
Malec: Nie, jego chciała ciągnąć do siebie do mieszkania…!

Wiśniak: A czemu ma nie disować? To jego natura.
Henryk: A postrzelić cię w stopę? Szlam byś teraz żarł! Z mojej natury, takiej dobrej, podniosłem cię z błota i użyłem do osłony przeciw zombiakom!

[Robimy plany zbicia wielkiej kasy na sprzedaży starych fantów na Allegro]
Wiśniak: Ale będziemy musieli sprzedawać po troszku, bo załamiemy rynek.
Malec: Patrz, ochroniarz a jaki kumaty.
Henryk: Wpadł do szlamu, to dlatego. Potem mu minie.
Malec: Taki Algernon zasilany szlamem?
Henryk: Iszlamabad.

MG: Kurna, ja różne rzeczy chciałem prowadzić tej drużynie, survival horror, konspiracje, coś w stylu “obcy są wszędzie” – a i tak wychodzi zawsze komedia.
MW: No co ty, to jest normalna reakcja na szok! Pamiętasz “Shaun of the Dead”?
MG: No ale oni byli Angolami.
K: A my jesteśmy Polakami. Ale też z Londynu.

[Zupełnym przypadkiem zatopiliśmy wielką, tajną bazę]
K: No, co by nie mówić, zrobiliśmy to z wielką pompą.

MG: Dostaniecie ode mnie po cztery ekspy, a MW dostanie piątego…
MW: …Za zatopienie kampanii?
MG: No, nie zatopiliście, coś wykombinuję…
MW: Kampania jest chwilowo pod wodą, liczy się jako zatopiona.

A: Nieno, stary, ile nam zajmie kurs płetwonurkowania teraz?
K: Ale ja mówię o działaniach bezsensownych i niezbornych, a nie przemyślanych i metodycznych.

A: Jak gwałtownie ta woda tam runęła?
K: W skali gwałtowności – od chuja i trochę.

K: Grunt żeby się nie osunął zamek, bo mi zmiażdży samochód.

Obrońcy heroiczni, choć nieproszeni

14 listopad 2009 - autor: majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnej dwuręcznej kosy: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

MG: Juggernaut [gigantyczny stwór z fortecą na plecach] to jest istota humanoidalna, na czworaka. Widziałeś “Evangeliona”?
C: Nie.
MG: To bardzo podobny.

MW: Słowa nie powiedziałem. Słowa nie powiedziałem!
J: Ale ja jestem już tak wyczulony, że twojego facepalma wyczuwam nawet za plecami.

[Miasto zalewa czarna, złowroga mgła, słychać odgłosy walki, a my idziemy zbadać sytuację]
E: Idziemy walczyć z mroczną mgłą w Central Parku.
J: Takie bitwy ten park już pewno widział, jeśli choć trochę przypomina Park Skaryszewski.

C: Mroczne hatifnaty ciemności!

J: Caste mark w postaci facepalma!
MW: Czasami tak się z wami czuję.

[Po rzucie kosą przeciwnik został rozcięty na pół]
J: C. zakosił E. sukces.

C: Może jestem powolny, ale jak się rozkręcę…
J: Nie w tłumie. Przynajmniej nie w naszym tłumie.

E: Ej, czemu ktoś mi ciągle podbiera kille?
J: Jakbyś pracowała w kuchni, byłabyś…
C: …Na filetowaniu!
E: Gram w pomocy, kurde.

[Pajęczakowaty potwór opluł Xenona, zapaskudzając mu złotą zbroję]
C: ORŁA MI UBRUDZIŁ!
J: Kurde, mógłby mu odgryźć pół twarzoczaszki, a nie zrobiłby takiego wrażenia.

[J. wraca z WC akurat na początek walki z głównym bossem]
J: Dobra, zaczynamy. LEEEEROY – JENKINS!!

[Wydawanie Esencji powoduje widowiskowe efekty świetlne, tym bardziej spektakularne im więcej się wydało]
J: Wokół mnie rozkłada się i buduje świetlista mandala.
E: Wyglądasz jak mój wygaszacz ekranu.

J: Kurde, mam nadzieję że zryliśmy mu psyche. “Stoję sobie w potężnym warstriderze [magicznym pancerzu wspomaganym], rozpieprzyłem wszystkie oddziały, które wypatrzyłem…”
MW: “…Nagle zza rogu wypada jakaś banda idiotów i odcina mi nogi w kolanach.”

[Tłuką warstridera, tłuką, zadają mu nieprawdopodobne ilości obrażeń...]
J: Ja cały czas mam wrażenie, że budujemy atmosferę dla jego wystrzału z działa.
MW: No, mogę jeszcze nie trafić, to będzie mega obciach.
J: Wtedy podejdę i zerwę ci ten celownik [caste mark] z czoła!
E: Będziesz musiał zdać legitymację Solara.

Another level

3 listopad 2009 - autor: majorwitek

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

[Nadal zwiedzamy tą samą tajną bazę, w której napotkaliśmy nanotechnologiczne zombie - tym razem zeszliśmy poziom niżej, do maszynowni zalanej wodą]
Henryk: Nie wiem czemu jesteś taki oporny.
Malec: Wiesz, to te wszystkie zombie.
Henryk: I co, spodziewasz się zombie-ryb? Zombie-leszcza?
Malec: A spodziewałeś się zombie-żołnierzy?
Henryk: Znaczy co, zombie-nurek? Jak zobaczysz fajkę, wal zaraz obok fajki.

K: Nie mam nic takiego, kurwa. Jestem zarządzaczem, artystą, pilotem, ale do cholery nie monterem.

K: Może to trzeba odkręcić?
MW: Kwadratową klapę?
K: Może ma pod spodem jakiś gwint…?
MW: Gwint na kwadratowej klapie?

MG: Jakbyście mieli dozymetry jak na łodzi podwodnej, zrobiłyby się szare.
MW: E, przez następne pół roku nie będziemy się kręcić koło otwartych reaktorów i będzie dobrze.

[Przeglądamy pliki na cudzym komputerze]
MG: Rzucajcie na Analizę danych.
K: Meh. Dziewięć.
MW: Osiem. Nie jestem od tego.
E: Dwadzieścia.
K: No tak, HR – masz doświadczenie w czytaniu cudzych maili.
MG: Dobra, przeglądasz te maile…
K: …I wyrzuciłabyś go z roboty.

MW: No kurwa, na napierdalanie łomem w ścianę wyrzuciłem dziewiątkę.
MG: To pokazuje, do czego się nadajesz.
E: Może jesteś po prostu ułomny.

MG [do A.]: A ty nie idziesz dalej, nie jesteś w stanie.
K: Dzik o sile 1 pozostanie tutaj, aż ktoś go pokona.

E: Tutaj nikt nie znajdzie twojego pawia.

Emi: A ty w swojej karierze studenta nie byłeś na medycynie?
Malec: Jakoś nie, wole rzeczy które jak je stuknąć młotkiem robią -pong- a nie -splat-.
MG: I tak dobierasz kobiety?

[Heroicznie powstrzymaliśmy się od pyrgania trzymetrowym kijem podejrzanego znaleziska - nietkniętego rozkładem ciała]
MG: A ty jak?
K: A ja pyrgam. Nie wiem po co oni mają Ciekawość, ale ja mam bo lubię pyrgać.

[Niespodziewany telepatyczny kontakt ze znaleziskiem!]
MG: Słyszysz w swojej głowie głos, rezonuje jak na stadionie…
MW: No tak, w końcu jest pusta.

MG: Nie, nie reagujesz na bodźce zewnętrzne, jesteś w środku swojej głowy…
MW: Jaki tam jest krajobraz?
MG [milczy w stuporze]

MG: Wielkie boisko piłkarskie, na środku twój mózg wielkości piłki.
MW: Tak długo jak nikt go nie kopie, jestem zadowolony.
A: Tylko nie wiedzieć czemu piłka jest do siatki.
MG: Nie, do tenisa – jest mała, zielona i włochata.

E: Wiecie co mnie korci? Podejść do niego i pogilgotać go po stopach.
MW: Jak po stopach to pół biedy.

A: Jeśli to jest pół-boss, to co będzie całym bossem?
K: Dwa razy taki gość. Z erekcją.

[Gość okazał się nadspodziewanie żywotny i bardzo spodobał się Emi]
K: Masz ochotę mieć go w domu, wynieść go sobie, usunąć jakoś tego kolesia który ci się zalągł w mieszkaniu nie wiadomo dlaczego…
MW: W domu go mieć to jeszcze pół biedy.
K: Wszędzie!
MW: W aucie, ehe…

K: To co, może go wyniesiemy?
MW: Nie wiem, czemu nucisz melodyjkę z “Sąsiadów”.
K: Ja wiem.
MW: W dywanie?
K: Parę razy nam upadnie…

[K. ciągle nuci "Sąsiadów"]
MG: Nie wiem czemu ciągle mam złe wizje wynoszenia tego kolesia. “O, zaczepił masztem!”

Witajcie w Niebie

1 listopad 2009 - autor: majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnej dwuręcznej kosy: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

MG [do C.]: A ty nie masz czegoś co mogłoby ci pomóc skakać?
E: Nie ma zbroi.

C: Premature exaltation…?

[MG szuka większego żetonu wroga]
E: O, będzie ktoś większy?
J: No, metr siedemdziesiąt. W barach.

MG: …Gość wbija kulę ciemności w ziemię. Cienie które były w okolicy zbierają się, zbierają, i po kilku chwilach powstaje przed nim taka glutowata bryła cienia, która zaczyna pełznąć w waszą stronę.
J: Smarki Neverborna.

MW: To jest taka chwila, kiedy dynamika walki spada. Stoimy w bohaterskich pozach, tamten opiera się na kosie, glut pełźnie. Mijają trzy ticki, zmieniamy pozy, koleś przerzuca kosę na ramię, glut pełźnie. Mijają trzy ticki…
J: …Ja się przygotowuję, rzucam na siebie wszystkie Charmy wsparcia!
MW: …Tak, J. się buffuje, glut pełźnie.

J: Solarny żółwik! Piąchy nam się świecą.

[Boginka wytoczyła Rake'owi proces o, ogólnie rzecz ujmując, nadużycie uprawnień przez jego poprzednie wcielenie]
MW: …Więc jeśli tylko ją odstraszył a nie zmienił w menhir, to znaczy że albo nie chce, albo nie może. W dowolnym z tych przypadków oznacza to że nie jest kontynuacją poprzedniego siebie, więc nie można go pociągać do odpowiedzialności. Co było do dowiedzenia, niech sprowadzą boga logiki pierwszego rzędu i pozamiatane.

J: Poza tym nie używałem wtedy Esencji, co jest do sprawdzenia w logach.

[Biblioteka w Niebie]
MG: Oni wam pomogą – i pokazuje na takich kolesi których przyprowadził. Niewysocy, owadopodobni…
E: …Mole książkowe!

MG: …Czym gość dość mocno zapisał się w annałach Nieba, bo oni nie lubią konkurencji.

[Zmaterializowane modlitwy są walutą Nieba]
MG: Takie bardzo kiepskie modlitwy to się gromadzą w misach na placach.
J: “Dżizas kurwa japierdolę!” -pting-
C: Dobra, na ksero map wystarczy.

C: Jesteśmy zbyt słabi, żeby brown faction ogłosiło brown alert.

C: Staramy się ogarniać tę kuwetę.

[MG opisuje posiadłość niebiańskiej szychy, w której ogród, pagoda....]
J: No dalej, wykrzuś to z siebie!
MW: “Znakomita pagoda, szkoda że was tu nie ma.”

[Przygotowujemy się do zejścia z Nieba z powrotem do Kreacji]
MW: No dobra, mamy plecak pełen złotych kielichów i jadeitu, drugi pełen kserówek map i dokumentów…
E: …Trzeci pełen owiec?
J: To zapasy specjalne. Don’t judge me! Ani Xenona!

Nano-zombie?

21 październik 2009 - autor: majorwitek

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

A: …a trupy powodują, że wymiatasz. Wymiotujesz.

[Malca najpierw poraził prąd, a potem...]
MG: Siłownik zrywa się z takiego wielkiego mosiężnego bolca i potężna tuba…
MW: …Rozprostowuje się z całą siłą tam gdzie był mój ryj?
MG: Twoja klatka piersiowa, tak.
MW: Co za jebany dzień. Nie, cofam to, bardzo dobry dzień! Dobry!
K: No. Żyjesz.

MG: Pamiętasz tą scenę w “Top Secret” jak wchodzili do tajnego tunelu?
MW: Tą jak wciskali się pod łóżko?
E: Co to jest “Top Secret”?
MG: Kuuuuurde. No dobra, przeciskasz się przez tą szczelinę i widzisz tunel autostrady. Przynajmniej takie masz wrażenie.
E: Ale razem z ruchem?

MG: Jeżeli kiedykolwiek w erpegach zrobię podziemną wylęgarnię dinozaurów wystrzeliwanych przez jezioro, kill me and end my misery. No, chyba że to będzie Exalted.

E: Zaczynam się czuć jak w środku jakiegoś horroru.
A: Dlatego powinniśmy się rozdzielić.

K: Dobra, kurna, jak chcesz to się rozdzielaj. My poczekamy na umówiony sygnał…
MW: …Krzyk.
K: …A wtedy usuniemy cię z komunikatorów.
MG: I przestaniemy obserwować na blipie.
K: “K. ignoruje tag #pomocy”.

MG: Przewiesiłeś ją przez pierś…
MW: No co ty, czy ja głupi jestem?
K: Tak ma latać z pepeszą na wierzchu, przy ludziach?

A: A, mam ją [tj. Eri] jeszcze w zasięgu?
K: Tak, możesz do niej strzelać.
E: Dziękuję?

A: Mam coś ciężkiego pod ręką?
MG [wskazuje na E., której postać straciła przytomność]
K: No, to jedyna twoja szansa żeby się przydać w tej walce.

E: Ej, a może sprawdźcie czy żyję?
K: Nie, jesteś upaprana w radioaktywnym szlamie, masz garsonkę całą w śluzie i zombiak się na ciebie rozlał. Nie będziemy cię dotykać, brzydzimy się.

K: W okolicy coś zajebiście jebie. To ty.

K: Co jest, żołnierze?
MW: Braaaaaains.

Dzicz nadmorska

8 październik 2009 - autor: majorwitek

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

Malec [do Emi]: Ty masz jakiegoś faceta?!
Emi: No mam, ale to taki wiesz – dochodzący…
[parsknięcia]
Henryk: No, to dobrze że dochodzący. Jakby był niedochodzący, to by na pół przepiłował.
[śmiech]
Emi: No co. Lepszy dochodzący niż taki – niedojda…

[Emi rozmawia z rodziną]
Emi: …Ale ta praca ma perspektywy. Teraz może i jestem popychadłem, ale potem będę starszym popychadłem, a za parę miesięcy to ja będę popychać.
Henryk: Nie chcę cię martwić, ale za parę miesięcy będziesz starszym popychadłem sztabowym.

[Wykupujemy nocleg w "przytulisku artystycznym"]
MG: Musisz na przykład zaznaczyć w kwestionariuszu czy jesteś pełnym czy częściowym weganinem…
A: Jak się jest częściowym weganinem?
MW: Tylko w środy.

[Trójmiasto]
E: Oceanarium nadal jest?
K: Fokarium.
E: To w Sopocie na deptaku.

Henryk: Właśnie, a propos rękodzieło, twój facet nie ma nic przeciwko temu że wyjeżdżasz na dziesięć dni z jakimiś chłopami?

MW: Henrykowi spod spódniczki wystają jaja i pepesza?
A: Mi też, na pewno mam jakąś pepeszę.
K: Tak, stanowimy idealny duet. Będziemy się smyrać pepeszami.

Wspomnień czar

27 wrzesień 2009 - autor: majorwitek

System: Exalted, kampania “reinkarnowani wybrańcy bogów kontra władcy zaświatów”

Grają:
Rake: kasta Zenith, mnich Niezwyciężonego Słońca, prawa dolna bijąca ręka boga: J.
Sonja: kasta Night, ninja babe: E.
Xenon: kasta Dawn, operator ogromnej dwuręcznej kosy: C.
Surya: kasta Twilight, mag rakietowy, okultysta i zawołany łucznik: MW.

Prowadzi: P.

MG: On jest generałem, jednym z dowódców Armii Wschód…
MW: Guderian?

MG: …Zmienił wszystkich swoich służących tak, żeby przypominali Unconquered Sun: złota skóra, cztery ręce…
J: They come in handy.

J: …Tylko pajęczaki, nie humanoidy.
MW: Jakie kurna humanoidy? Alieny to humanoidy?
J: Dwie ręce, dwie nogi – humanoid.
MW: Ogon, kwas i podwójna szczęka!
J: No co, niejedna teściowa pluje kwasem i ma podwójną szczękę.

C: Demesne?
J: Pierwotna Esencja.
MW: Nie, to nie jest pierwotna Esencja. Pierwotna to by była przed mansą, a ta jest post-mansa.
J: Odbudowa potrwa dobre pół roku.
MW: No co ty?
J: No a co myślisz. Pozwolenie na budowę, fundusze trzeba załatwić…
E: Cała banda skoczybruzdów, badania archeologiczne…
J: Pozwolenie na podłączenie do gridu…
MW: Sprawdzić czy się zagrożonych gatunków nie niszczy…

MG: W dole zieleń, bloki, ludzie pracują – widać że produkują żywność…
J: PGRy.
C: Jakiego skillu używa się do prowadzenia kombajnu?
MW i J [chórem]: Ride.
MW: Chyba że jest kurewsko wielki, to wtedy Sail.
MG: Przepraszam, a o czym mówicie, bo się zgubiłem?

E: Płonie ci czakra? A która?
MW [pokazując na czoło]: Najważniejsza!
E: A czakra dupy ci płonie jak zjesz za ostro?
MW: No, żebym ja nie powiedział kiedy tobie płonie czakra dupy!
E: Ej!
D (żona MG, z offu): Może ja sobie jakąś muzyczkę włączę…?

E: Synestezja w domu i zagrodzie.

E: No to go dopadniemy w ustronnym miejscu…
J: …I zgwałcimy psychicznie…
E: …Przez ucho…
C: …Macką.

E: Kto jest czyim Igorem, bo się zgubiłam?

MW: Jak on tam Igora hackuje, to ja sobie sprawdzę jak gospodarz tu ma sterowanie mansy rozwiązane. Znając Dawnów to idzie po otwartym wifi.
J: Nie, po otwartym nie, ma jakieś zabezpieczenia…
MW: Tak, na WEPie, wybrał sobie pierwsze z katalogu bo mu nie starczyło kasy na ZŁOTE ORŁY NA ŚCIANACH!

Kulty i kompetentni pracownicy publiczni

17 wrzesień 2009 - autor: majorwitek

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

A: Aha, moja postać zaczynała jako krawężnik na Ursynowie, więc trochę przemocy było.
K: Dostałeś wpierdol w drodze do pracy. Skakałeś na koncercie Peji!

MG: Komisja “Nieprzyjazne Państwo”.

MW: Jaka ona jest etnicznie?
MG: A co, znasz się na tym?
MW: Nie chodzi mi o to, czy ona jest Czukczą czy Jakutką, tylko czy jest Rosjanką czy taka bardziej skośna.
K: Czukczę to on by poznał, gdyby pędził reny.

[Rozmowa z religijnie zakręconą NPC]
MG: …Jest w stanie w jednym zdaniu powiedzieć ci, że Jezus wybuchł nad Tunguską…
MW: ?!
K: Silniki manewrowe mu odpaliły, no.

[Wpadliśmy z wizytą do Henryka]
Malec: Kurwa, ale chata. Rozumiem że karton po twojej lodówce jest wielkości całego mojego mieszkania?

Wepchnęliśmy paluchy gdzie nie trzeba. Znowu.

9 wrzesień 2009 - autor: majorwitek

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

MW: Kto idzie pierwszy?
K; Thief.

[Chłodnia w opuszczonej "enklawie rolniczej"]
MW: Tajna baza nie tajna baza, wytyczne Sanepidu trzeba spełniać.
E: Alieny nie mogą leżeć w tej samej lodówce co kaszanka.

K: A są te ruskie konserwy z obcym?

MG: Skończę im, a potem pięć minut dla ciebie.
A: A, znaczy odniosłem obrażenia.
K: Zaraz możesz odnieść.
MW: I odłożyć tam skąd wziąłeś.

K: Kurwa, każdy się w dzieciństwie bawił eternitem. Ja miałem nawet ulubiony kawałek!

[Spanikowany NPC]
MG: On biegnie, krzyczy, obija się o ściany… No teraz masz “Blair Witch Project”.
A: Nie widziałem “Blair Witch Project”.
MG: Ja też nie.

A: Plus dziesięć do Determinacji, byłem w policji.
MG: Byłeś operatorem drony, całą przemoc oglądałeś w telewizji.
K: A tu ktoś zmarł ci w ramionach. Jakbyś był trochę cieńszy to też byś zmarł.

MG [do MW]: Jeszcze raz mi przerwiesz i twoją postać spotka coś takiego, że Hieronim Bosch obsrałby szorty.

[A. szuka danych w internecie]

A: No wiesz, coś jak Pandora, ale nie do muzyki a do karabinów maszynowych.

A: Jeśli ta drona jest wielkości samochodu to czemu na nich po prostu nie wylądowałem?
MW: To nie do nas pytanie.

Emi: Nie obrażaj mnie! Użyłeś słowa “pudernica”!
Malec: Kobieta i bez lusterka?
Emi: Moja stara jest wizażystką i doradza w TVN, dlatego ja tego Nie Robię ™.
K: Twoja stara doradza w TVN?

Malec [do Wiśniaka]: Kurwa, na następne wejście jedziesz w wiadrze na głowie.
Henryk: To będzie rezonował i słychać będzie metaliczny pogłos.

MG: Po ożywionej dyskusji – goście najwyraźniej usłyszeli jak wrzeszczycie do siebie o sentrygunach…
[Dłuższa dyskusja o wrzeszczeniu do siebie przez pomieszczenie]
MG: No wiesz, jak rozmawiacie ze sobą a trzeci gość coraz głośniej usiłuje się włączyć do rozmowy…
K: Dobrze że megafonu nie miał.

K [do A.]: Poza tym jesli korporacja Zawisza Czarny szuka w tobie mikromaszyny szpiegowskiej, to szuka magnetofonu szpulowego w twojej kiszce stolcowej – jak nie znajdą, wszystko jest OK.

MG [jako NPC składa propozycję Malcowi]: Właśnie, możemy panu dać ten dyplom w końcu.
K: Hahaha, wyjebią go z akademika! Do pracy będzie musiał pójść!
Malec: Wie pan, doceniam dobre chęci, ale dziękuję, nie.
MG: Ja tylko chciałem pomóc.

Kampania robi się coraz dziwniejsza

3 sierpień 2009 - autor: majorwitek

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Postacie przygotowują się do konca cywilizacji jaką znamy w związku z Y2K]
L: Jak będzie nuclear winter, będę ogrzewać tylko jedno pomieszczenie
M: Hehehe.
MW: A ty się nie śmiej, ty sobie kupiłeś ziemię w Północnej Karolinie czy innej takiej.

MW: Willi z betonu nikt tu nie robi, to nie polska wieś.

MW: Dobrze pamiętam, że spotkałeś mężczyznę swojego życia?
Z: Nie, kobietę.
MW: O, niestety, to nic ci nie wyszło, nie masz doświadczenia w stosunkach z kobietami.
Z: Może byś na coś rzucił, kurwa?
MW: Nie, jesteś takim typem osobowości że nie muszę.
L: Obawiam się że jesteś skazana na mnie, moja droga…

L: Poczekam aż się zrelaksujesz…
MW: Ostatni raz zrelaksowana to ona była chyba w górnym paleolicie.

MW: Już mieliście… niee, tak naprawdę to nie mieliście nadziei na spokojny weekend…

[Postacie szykują się do wyjazdu w teren jako dyskretna ochrona osobista]
L: Flashbangi są chyba nawet legalne.
MW: Nie wiem gdzie, chyba w Zairze.

Jane: Weźmy karabiny szturmowe. Chodzi o to, żeby nie zwracać na siebie za bardzo uwagi…
[MG się załamuje]

L: W zasadzie jedna skrzynka amunicji starczy… więc weźmy dwie.

MG: W ogóle nie będziecie się rzucać w oczy jak przyjedziecie we cztery osoby dwoma samochodami.
L: Będziemy dwoma parami…
[Pauza]
Jane: Vicki, jedziesz ze mną.
Michael: Forget about it. Vicki, jedziesz z klientem, Jane, jedziesz ze mną.

L: Wezmę pokrowce na wędki.
MG: A wędki weźmiesz?
L: Nieno, do środka włożę…
MG: …Karabiny. Jasne.

[Broń nieupychalną w pokrowiec na wędkę schowali na czas transportu w kajaku]
L: “A co panu tak grzechocze w kajaku? Wiosła!”

Z: Głęboka ta rzeka?
L: To nie rzeka, to morze.
Z: I’ll take this as a yes.

Vicki: Dobra, kobiety na piętrze, faceci na dole.
Michel: Nie, dzielimy się na pary.
Jane: Chyba śnisz.

MG: Jak biegniesz, plażą?
M: Plażą.
MG: To się schetasz z deka.
M: Po to się biega, nie?
MG: No tak, racja.

MG: Sądząc po deskach surfingowych to niekoniecznie są koreańscy terroryści.
Z: Surfujący terroryści?
MG: Z wyglądu aryjscy.
M: Naziści.
Z: Surfujący naziści.

MG: Wyciągają deski i surfują. Dość marnie im to idzie, bo…
Z: Aha! To agenci! Dlatego kiepsko im idzie!
MG: …Bo kiepska fala jest.
Z: Dobra dobra, każdy agent by się tak wymawiał.
MG: Rzuć sobie na Wysportowanie. [turl] Tak, zdecydowanie surfują nieźle, ale warun jest nie ten.
Z: Cholera, a tak się człowiek stara do czegoś przyjebać…

[Kolejni goście w pensjonacie]

Z: Goci.
M: Co tu robią goci?
L: Opalają się!

[Drużyna obserwuje rozpakowujących się gotów, którzy mają futerał na jakiś instrument]

Z: Goci – płatni mordercy!
L: E, pewnie trąbkę mają.
MG: Za duże na trąbkę.
L: Puzon?
M: Skrzypce?
L: Aa, tylko nie skrzypce!

MG: Co robicie w ciągu dnia?
L: Nerwowo nasłuchuję, czy z sąsiedniego bungalowu nie słychać skrzypiec.
Z: A co, masz jakiś uraz?
L: Niewiele jest gorszych rzeczy niż ktoś kto uczy się grać na skrzypcach.

MG: Goci tak jedzą… [pokazuje] Tak z odrazą…
L: Cielesność boli.
MG: Tak, w jednym zdaniu trafiłeś dokładnie w to co chciałem powiedzieć.
L: To trochę przerażające.

NPC: Wichura uszkodziła most, jest nieprzejezdny.
MG: Surferzy wyglądają na niezadowolonych.
Jane: Ale za to jakie są fale.
MG: Surferzy robią tak “hmmm” – wyraźnie o tym nie pomyśleli. Teraz panny surferów łapią się za głowy.

L: Bez noktowizora nic nie widać, z noktowizorem – gówno widać.
Z: Widoczność: słaba.

Z: To był strzał czy strzały?
MG: Strzały.
Z: Więcej niż dwa?
MG: Tak.
Z: To nie jest samobójstwo gotów w takim razie…

MG: Pierwsze co ci się rzuca w oczy to kolekcja broni gotowej do użycia.
L: A jednak! Goci-zabójcy!

Jane: A potem zbierze się mgła i wyjdą z niej…
Michael: Duchy? Zombiaki? Ufoki?
Jane: Wolałabym ograniczyć się do jednego rodzaju istot nadprzyrodzonych, więc ufoki.