Archiwum kategorii ‘inne pogrywy’

—[ deleted for security reasons ]—

23 sierpień 2008

System: Conspiracy X, rządowe spiski, latające talerze, czarne helikoptery i kosmici.

Grają:
Ms Brown – rządowa telepatka świeżo po przeszkoleniu: E.
Mr Johnson – specjalista od bezpieczeństwa misji, czyli cyngiel o szerokich kwalifikacjach: J.
Mr Fisher – specjalista od podsłuchów, faceman i dowódca misji: T.
Mr Smith – “czyściciel” od usuwania śladów po misji: MW.

Prowadzi: Z.

[Tworzymy postacie]

MW [do MG]: Ty, gdzie jest napisane co to jest Awareness: Media?
MG: Nigdzie. Drugi człon umiejętności Awareness jest samoobjaśniający.
E: Może widzisz bieżącą wodę po prostu?
MW: “Ta działka jest uzbrojona!”

MG [do J.]: …A jak agenci ci się posypią, to przerywasz misję i rekomendujesz terapię.
J: Ołowiową?
MG: Tych ludzi rekrutuje się kilka lat, nie po to żeby ich zaraz zastrzelić! Co najwyżej kieruje się ich do innych zadań! I to nie oznacza od razu dołu z wapnem!

T: Jam jest środkowy palec niewidzialnej ręki rynku!

[Wszyscy agenci Dyrektoratu, pracodawcy BG mają wszczep komunikacyjny, który monitoruje ich wszelkie działania]
J: A ten wszczep to jak w zasadzie działa?
MW: Masz taki wielki obiektyw, w samym środku czoła!

[Przypadkowa dyskusja na temat wyglądu flagi brytyjskiej]
D [z offu]: To inwalidzi są. Nie potrafią dojść do żadnej konkluzji bez Google.

T [do MG]: W zasadzie to my jesteśmy tak [faszystowski salut] czy tak [salut normalny]?
MG: Tak [faszystowski salut], ale weseli [zmienia na normalny].

T: To będzie taka parafraza hasła rekrutacyjnego British Army. Oni mają tam “Even our backup has backup”, a ja tam zmieniłem po jednej literce i wyszło nasze ConX.

[Wydział Dyrektoratu w którym pracuje Mr Fisher ma slangową nazwę "Chessmen"]

T: Jaką mamy ksywkę?! To podpada pod harassment!
J: Nie możesz zaskarżyć organizacji, która oficjalnie nie istnieje.

T: …Czyli kto – komuniści?
MG: A może któraś z ras Obcych, co?
T: To że jesteś zielony nie oznacza, że nie jesteś czerwony! Taki plakat w biurze mam!

J [do T]: Tylko salutów nie pomyl!

MG: Ogólnie to na początku rekrutacji wychodzi gość z piersią obwieszoną medalami…
T: Znaczy ruski generał. Amerykańscy noszą same baretki!

[Prócz wszczepu monitorującego wszyscy agenci przechodzą też intensywne warunkowanie na lojalność dla Dyrektoratu i kraju]

J [do E]: Nie, niech oni (tj. Mr Smith i Mr Fisher) idą, oni są po przeszkoleniu z działania undercover. Jak ktoś powie “Stany Zjednoczone” to my stajemy na baczność i salutujemy, a oni tylko się nieznacznie prężą.

(Przez całą sesję się z tego podśmiewaliśmy. Jeśli tylko w rozmowie padło słowo “kraj”, “Dyrektorat”, “Stany Zjednoczone” lub kompatybilne, nie przerywając rozmowy wszyscy salutowaliśmy. Sesja momentami przypominała przez to Paranoję…)

D [ponownie z offu, obserwując saluty]: W kwaterze głównej dowcipnisie wchodzą do kibla i krzyczą “Ku chwale Dyrektoratu!”
J: Ta, i wtedy wszyscy co leją – salutują…
E: Albo “Niech co krwawy Dyrektorat?”

[MG czyta nazwiska NPC]

T: Ja pierdolę, czy to są nazwiska z jakiegoś generatora?
[ogólny rechot - Z. generator personaliów NPCów ma i hołubi]

MG [do E.]: Można używać komunikacji w drugą stronę, przekazując myśli, ale w manualu napisano żeby nie nadużywać bo to źle wpływa na morale agentów.
MW: Podaję przekład: “Głosy w głowie są niezdrowe”.

[Planujemy wyeliminowanie niewygodnego osobnika, oczywiście w imię bezpieczeństwa narodowego]
Mr Fisher: To co ty mu wstrzykniesz?
Mr Johnson: Schizofrenię paranoidalną w roztworze soli fizjologicznej.
H [z offu]: Prosimy nie oblizywać narzędzi.

[Akcja udana, osobnik w szpitalu]
MW: Powiedziałbym “żółwik“, ale jestem przecież poważnym agentem.
[MW i J przybijają żółwika]
J: No, to był tajny żółwik. Nic nie mówiliśmy przecież.

T: Czarny helikopter? Czemu?
J: Bo takimi latamy.
T: Pieprzona polityczna poprawność. Pieprzone parytety.
J: Tak, prócz czarnego mamy też biały, żółty i jeden w kształcie burrito.

[Mr Smith i Mr Johnson po burzliwej dyskusji krążą po terenie paranoicznej milicji przebrani za myśliwych, a nie zamaskowani i cichociemni]
MG: Udajecie lokalnych myśliwych; a że na ambonie macie radio, futrzaną czapę i kałasznikowa? Bo spadochron zdążyliście zakopać…?

They’re taking the hobbits to Isengard!

12 marzec 2008

System: jednostrzałówka z symboliczną mechaniką, jawna tajna policja w świecie który nie jest Planescape’em

Grają:
Jaszczurowaty szermierz-samochwała: E.
Duch-wampir, podzwaniający łańcuchami: K.
Ściśle trzymający się prawa pancerny koleś z kosą i kodeksem: MW.

Prowadzi: H.

[Mission briefing]
MG: …No i w jednym z tych światów jest gość który nazywa się Sauron i trzeba mu odebrać potężny magiczny pierścień.
MW: Dlaczego? Popełnił jakieś przestępstwo?
K: Weź w tym swoim kodeksie sprawdź, na pewno coś znajdziesz.

[Dostaliśmy tomiszcza materiałów, które zapoznają nas ze światem]
E: To ja rzucę na nie taki czar, żeby się automatycznie zrobił indeks! Na pewno mam takie coś! [Na boku, półgłosem] Cholera, za dużo Exalted…

MW: Czytam te akta, czytam, po czym wyjmuję oficjalny druk i ołówek.
MG: ?
MW: Wystawiam temu światu mandat.

MG: Gość [Sauron] mieszka na takim płaskowyżu z wulkanem…
MW: Wulkan? Zatruwanie środowiska naturalnego. I na pewno nie ma na niego licencji.
K: A czy urząd kontroli przestrzeni powietrznej ma wpisane loty Upiorów Pierścienia?

K [do MG]: Ale słyszałeś, że mam takie małe bags of holding, w których trzymam łańcuchy i nimi dzwonię, a potem wciągam je jak odkurzacz kabel?

MG: O hobbitach nic w aktach nie napisano.
E: A propos, słyszeliście że jest taka teoria, że hobbici to Żydzi?
K: A co, teraz przy okazji Marca wyszło?

MG: Wierzchowce wam mogą dostarczyć, nie ma problemu.
K: Chodzi mi raczej o taran, no wiesz: “pole, las, woda, wieś, nadszedł czas – taranie nieś”. Po pierwsze żebyśmy budzili respekt jako przedstawiciele władzy, po drugie żebyśmy zapierdalali szybko i do celu.

MG: Wokół doliny [Rivendell] jest bariera, która wykrywa złych.
MW: E, to nas nie wykryje. Ja jestem Praworządny Urzędowy, E. jest Chaotyczna Wyszczekana, a K. jest Chaotyczny Przezroczysty.

E: Chcę znaleźć jakieś pomieszczenie, na pewno jest, w którym mogę poćwiczyć wypady.
K: Z okna se poćwicz!
E: W końcu jestem szermierzem.
K: Chyba defenestratorem.

E [do K]: Proszę mnie tu nie smagać tymi łańcuchami.
K: Masz łuskę.
E: Ale to nieuprzejme – smagać damę.
K: Weź, jaką damę? Dama nie ma steku!

MG: …I jest nawet coś o fajkowym zielu.
K: Fejkowe ziele. Mandat. Nie dość, że ziele, to jeszcze podróba.

[Po okolicy krąży chmara przepatrującego zakamarki ptactwa]
K: To rzucamy taki czar, że wyglądamy jak wielki drapieżnik co żre chmarę ptactwa, wielki, czarny, ma taaką paszczę i ma żółte oczy jak Stirlitz!

MG: Całej wioski [orków] nie zeżresz, mają szamana.
K: Szamana? To jego zeżrę najpierw – jak sama nazwa wskazuje, od niego trzeba zacząć śniadanie.

[Walka z Drużyną Pierścienia]
MW: Jako że próbuję jeszcze pokojowego rozwiązania, nie chcę ich zapierdolić. Próbuję im tylko upieprzyć dłonie i stopy.
MG: Ludzkie panisko…

[K. znalazł Pierścień, pada na niego wzrok Saurona]
MG: Wszystko wokół staje się rozmyte, eteryczne, jakbyś sam nie był eteryczny, czułbyś się nieswojo.

Bardzo dziwne hobby

20 styczeń 2008

System: Delta Green

Grają:
Helena, magister religioznawstwa – M.
Ewelina, doktorantka kulturoznawstwa – E.
Jarek, niedoszły absolwent archeologii – MW.

Prowadzi: A.

[W wyniku długiej, skomplikowanej akcji staliśmy się posiadaczami trefnego mózgu]
MG: Zabrałaś mózg do domu, gdzie go trzymasz?
M i MW, chórem: W lodówce!
MW: Obok pierogów!

MG: Pytanie, czy pan choreograf jest pedałem?
E: Jest. Oni wszyscy są. Nie spotkałam mężczyzny w tym środowisku, który byłby hetero.

MG: Widzisz typowy pokój w akademiku, pełen trzech abnegatów. To są malarze, więc zamiast papierzysk, kabli i komputerów wszędzie są sztalugi, farby i modelki.

M: Fakt, on [tj. Jarek] jest rzeczywiście potrójnym agentem!
A: No takim dwa i pół.

MG [opisując treść księgi]: …No i jest rytuał przyzwania tej “Wielkiej Matki”.
MW: Przepraszam, muszę pójść położyć się w kącie.
E: Nogami w kierunku wybuchu?

[Na premierze spektaklu teatru tańca dzieje się coś niedobrego...]

Jarek: Aha, przyzwanie, tak? [Sięga po pistolet]
Helena: Weź, kurna, przestań – jesteśmy gośćmi. No co, dzieje się coś?
Jarek: Przyzwanie jest, z definicji coś się dzieje.
Helena: No i co, od razu klamkę wyciągasz?
Jarek: A co mam wyciągać?
Helena: No przestań, zaprosić cię do teatru do od razu wieś robisz.
Jarek: Odczep się, nikogo jeszcze nie zastrzeliłem, tak?

[W wyniku przyzwania pojawiły się kuloodporne potworki, na które działa tylko proszek przeciw potworom]

M: Posypuję go tym drugim proszkiem, żeby zobaczyć to czego nie widzę. Będę tego żałować…
MW: Osłaniam ją.
MG: Jak?
MW: Solniczką. Mam solniczkę gotową do otwarcia ognia.

Ewelina: Wpakowaliście w niego tyle ołowiu a on się nie złożył!
MG: No, to dinozaur. Może mieć naturalny pancerz.
Jarek: Zaraz go wyginiemy.

MG: Ona nie chce o tym mówić, bo to taka rodzinna tragedia i ma zadrę w duszy…
M: O-nie!
[MW się wykrzywia]
MG: No istnieją tacy ludzie, naprawdę.

M: Mam pokerowy wyraz twarzy.
MG [do E.]: Tak, masz takie wrażenie jakbyś rozmawiała z policjantką. To nie policjantka, oczywiście…
MW: Jedyny moment, w którym widziałaś nas z twarzami innymi niż pokerowe to jak się kłóciliśmy o kebab.

MW: A propos, czy ty czytałaś “Objawienia Glaakiego”?
[M. milczy przez chwilę]
M: What kind of question is this to ask a lady?

MW: A co masz trefnego w domu?
M: Mózg?!
MW [z lekceważącym wyrazem twarzy]: Oj weź…

MW: Nic nie mówię, nikomu nie przeszkadzam, reperuję prymus, a prócz tego pragnę zauważyć że dowódca komórki to zwierzę starożytne i nietykalne…

Byłem w drodze do najgorszego sektora w Kompleksie Alfa i nawet o tym nie wiedziałem

28 lipiec 2007

System: Paranoia

Grają:
Dowódca Misji: M.
Oficer Szczęścia: T.
Oficer Zapisu: E.
Oficer Higieny: Z.

Prowadzi: MW

[Obywatel-kierowca pojazdu transportowego ma na twarzy szeroki uśmiech i malutkie źrenice]
M: Obywatelu, kiedy ruszamy?
NPC: Ruszymy jak przyjdzie pora, człowieku! Pokój!
(Po czym następuje dobre pięć minut prób wyszukania czegoś, za co można by obywatela kierowcę oskarżyć o zdradę…)

[Robot wymieniający żarówki spada kilkakrotnie z sufitu po tym, jak Dowódca Misji włącza światło w hangarze]
MG: Bo widzisz, on ma bardzo czułe fotoreceptory i jak mu tak dajesz po nich, to zasłania je łapkami i spada…
[Robot włazi znów na sufit, wymienia następną żarówkę i spada znowu]
M: Empatyzuję z nim.
T: Z maszyną?
(Machine Empathy to najbardziej zdradziecka mutacja w całej Paranoi)

MG: Twój zapasowy klon wymienia przepalone fotoreceptory w robotach które wymieniają przepalone żarówki.
M: Taa, to praca dla mnie.
E: Karma.

MG: Facet w dziwnej czapce mówi “Witajcie w sektorze VNM”.
T: Hm, Kill-G-ORE powinien powiedzieć “Witajcie w sektorze HEL”
(Kill-G-ORE dowodził oddziałem dzielnych żołnierzy Kompleksu Alfa, którzy przed chwilą nadlecieli dwudziestoma helikopteropodobnymi pojazdami uniwersalnymi i obrócili w perzynę osiedle terrorystycznych zmutowanych zdrajców)

E: Uwielbiam zapach nieznanej mi płonącej substancji o poranku!
T: Smells like happiness!

[Dowódca Misji dostał nagłych boleści i ewidentnie nie jest szczęśliwy]
MG: To ile [pigułek szczęścia] jej dajesz? Podwójną czy potrójną porcję?
T: Podwójną. Jak nie wiem o co chodzi – podwójna dawka.

[Po zaaplikowaniu pigułek szczęścia Dowódca robi się szczęśliwy...]
M: Ej, ale nie tyle żebym zaczęła mówić “Pokój!” i kiwać się w rytmie reggae?
MG: Nie, “Pokój” to nie…
M: “Zawieszenie broni!”

[Nieznany sabotażysta uszkodził sprzęt drużyny]

E: Ktoś zjadł naszą kamerę – ale nie całą!

E: Czy na tej kamerze da się coś nagrać?
T: Dalej, zjedzmy telewizor do połowy i spróbujmy na nim coś obejrzeć.

[Zasadzka terrorystycznych zmutowanych zdrajców!
]
T: Czy da się ich zrozumieć?
MG: Nie, krzyczą coś terrorystycznego…

E: A ja sobie obejrzę tego terrorystę.
MG: No, wygląda jak terrorysta, ma czarną piżamę.
T: Wietkong – faceci w rajtuzach!

[Sabotażysta-pożeracz uderza ponownie]

MG: Nie ma notesu – został tylko ogryzek ołówka.
T: Ewidentny głód informacji.

Skaveni, Chaos, zmiennokształtni, oh my…

18 czerwiec 2007

System: Warhammer, na mechanice-samoróbce.

Grają:
Inkwizytor o dość żelaznych zasadach – S.
Początkujący mag i zmiennokształtny incognito – K.
Prosty człowiek z prostym mieczem – MW.
oraz L., D. i O. – jako generyczni silnoręcy.

Prowadzi: A.

O: Śmieję się śmierci w oczy!
MG: To zajmie rundę.

MW: …a on oddał [ważny przedmiot] jakimś nieznajomym, bo go poprosili!
L: Było ich ośmiu, mieli miecze, zbroje i łuki. A ja byłem sam, w podpalonej wieży.
K: I co, nie miałeś łuku?
L: Miałem, ale wtedy graliśmy jeszcze na mechanice Warhammera i nic bym im nie zrobił.

MG: Co robisz?
K: Światło.
MG: Jakie światło?
K: Światło! Ogień! Woda! Ziemia! Serce!
Wszyscy chórem: Kapitan Planeta!

K: Czar Lot to czar pierwszego poziomu.
MG: Nie.
K: Czemu?
MG: Bo to zmieniłem.
[pauza]
K: Uczę się drugiego kręgu.

[do wioski, w której stacjonują BG i mały oddział wojska, zbliża się bardzo silny podjazd Chaosu]

K: Mam jeden czar: “Masowa HISTERIA”!

D: A czy możesz przeteleportować tę wioskę trzy kilometry w prawo?
K: Na razie przeteleportowałem kurę! Koniec możliwości!
[pauza]
K: Chociaż nie jestem pewien. Albo ją przeteleportowałem, albo chłopaki zjedli.

D: Pomagali nam Skaveni? [szczurowate, paskudne pomioty Chaosu]
MW: Tak, ale ćśśśśśś – jak inkwizytor to usłyszy, będziemy w gównie.

MG: Zbliżają się dwa kształty – szczur i szczur.
K: Skaveni. Schować inkwizytora!

S [do K]: Cheater – niedźwiedziołak, cheater – niedźwiedziołak!
K [aktualnie wielki i pokryty brązowym futrem]: I’m no fucking niedźwiedziołak!
MG [do K]: Te, fucking niedźwiedziołak!

MW: Ja mu obciąłem ogon a on na to nic?
MG: Ma ważniejsze zajęcie.

D [w stronę truchła pokonanego przez K. drzewca Chaosu]: Zabiłem cię, skurwysynu!

[ostrożne pertraktacje z dwoma Skavenami]
D: Trzynasty głupi, zawszony, śmierdzący Prorok.
MW: Jak to dobrze, że to nie on mówi po skaveńsku!
(Trzynasty Prorok to dla Skavenów coś w rodzaju boga na ziemi.)

Dawno, dawno temu, gdzieś w odległej galaktyce…

14 maj 2007

System: Star Wars, prawie kampania handlowa.

Grają:
Bren Green, napierdalacz i spec od gadania – K.
Caithee Karr, patologicznie optymistyczna pilot-mechanik – L.

Prowadzi: MW.

MW: To nie jest czas wojny domowej i nie są ciężkie czasy dla Galaktyki.
L: Jest miło i przyjemnie?
MW: Tego bym nie powiedział.

MG: …I przestawił temperaturę w statku na 24 stopnie.
K: W porównaniu z poprzednim sukinsynem, który mroził nas 12 stopniami – dwukrotna różnica.

Kai: Gotuje ten zielony, chyba że ja będę miała trochę czasu.
Bren: Ten zielony gada jak kapitan, jak native – niech ci to da do myślenia.

[O warunkach mieszkaniowych w habitatach Cavaturian, obcej rasy]
K: Na przestrzeni takiej jak ten pokój pewnie by mieszkało małe miasteczko i park rozrywki.

K: W ekwipunku – maskotka, pluszowy Aqualish.

Kai: Miałam na myśli jakiś lepszy lokal, ale ten też będzie dobry, wygląda… rustykalnie.
MW: Tak, to jest knajpa do której przymiotnik “rustykalny” pasuje, jeśli się jest patologicznie cheerful.

MG: Otwiera się przednia klapa i wylatuje taka… -pssshhh-… [pokazuje] smakowita para.
L: Pewnie ma taki specjalny dyspenser smakowitej pary.
MG: …I wyjeżdzają…
K: Porcje szarego goo ucharakteryzowane na dania które zamówiliśmy.
MG: Nie, dania, dania.

Bren: Może zamówimy jakiś stek ze…
Kai: Stek ze stekowca?
MG: Nie mówcie takich rzeczy głośno, ktoś może wziąć do siebie.
L: A co, są tu jakieś stekowce?
MG: A rzuć sobie na Alien Species
(Stekowce były, na szczęście nie dosłyszały – inaczej byłaby rozróba)

L: No nie wiem, może on płaci za mnie?
K: Taka jesteś miła?

MG: Sprzedają tu absolutnie wszystko.
Kai: To może bym sobie kupiła assassin droida do ochrony, bo nie mam ani blastera ani umiejętności walki wręcz…
MG: Dobra, przesadziłem z tym “absolutnie wszystko”.

[Kai poderwała przygodnie napotkanego pilota i skonsumowała znajomość w hoteliku]
MG: Zostawił ci 30 kredytów na stoliku.
K: Ohohohoho!
L: Ejno! [Pauza] To miłe.
K: Przedłuż rezerwację i szyld wywieś.

K: Prowadź księgę przychodów i rozchodów.
MW: I płać podatki.
L: Nie no, to z karty ryczałtowej jest.
K: Mogę cię ochraniać… stręczyciel, hehehe.

K: Mam w ekwipunku wpisaną fajną pochwę na ramieniu.
MW: Ale sobie nie sięgasz.

[Firma transportowa, w której pracują postacie, zdobyła superwielki kontrakt]
MG [jako NPC]: Jeśli wszystko pójdzie dobrze, przed nami świetlana przyszłość.
K: Działo jonowe…

MG: Zamontowanie jakiejkolwiek broni to wizyta w stoczni.
L: A nie ma żadnych takich…
MG: Strap-onów? Nie.
L: Chodziło mi o podwieszane pody, ale niech ci będzie…

MG: Rzućcie sobie na Alien Species, jeśli ktoś ma.
L: Ja mam 2D+1. [malutko]
K: Gratulacje, to znaczy że widziałeś kiedyś aliena.

[K. dwa razy rzuca krytyczny pech na manewry w zerowej grawitacji]
K: Wszystko jest pod kontrolą, jak mi nie wierzysz to możesz skonfrontować [rzuca garść kostek] swojego Cona z moim Conem.

[Postacie odnalazły jedną ocalałą osobę we wraku statku]
L: To wrzucamy go w drugi skafander, włączamy grzanie na maksa i zanosimy go do naszego statku.
K: Już częściowo ugotowanego.

Bren: Skontaktuj się z siłami porządkowymi i poinformuj ich, że mamy zestrzelony statek, jednego żywego, jednego martwego i jednego przechwyconego, i NIECH PORZUCĄ TEN WRAAAAK I LECĄ TU!
Kai: Ty dzwoń.

[Rozmowa z kapitanem statku]
Kai: Myślałam o tym, żeby na miejsce [ukrycia się piratów] wysłać oddział składający się z komandosa.
K: O ty stara torbo.
Bren: Proponuję na wypadek, gdyby porwanej potrzebna była pomoc medyczna wysłać oddział składający się z komandosa i ratowniczki.

[Załogant-NPC sklecił z fragmentów wraku pojazd, który składa się głównie z potężnego silnika]
Bren: Ja chciałem wam powiedzieć przed startem tym pojazdem że jestem bardzo zadowolony z życia.

Kai: A katapulty nie ma?
Chatterjee [NPC-konstruktor pojazdu]: Katapulta… wiedziałem że o czymś zapomniałem. Ale i tak by nie zdążył użyć.

Kai: Nie możemy wolniej?
Bren: Nie bardzo.
MG: Prędkość zadziwiająca… prędkość absurdalna.

MG: Grota skalna. Na szczęście nie ma stalaktytów ani stalagmitów, bo bylibyście fucked.
K: Są stalagnaty! Aaaa!

MG: Podejście od strony wrogiego statku może być niezłe, bo zasłoni was od kopułek [bazy].
L: Chyba, oczywiście, że w statku ktoś siedzi. Wtedy lepsze będzie podejście od strony kopułek, bo nas zasłonią przed statkiem.
K: Dobre rady zawsze w cenie.

Wilkołaki, rangerzy i magowie

19 kwiecień 2007

System:
Noeworld, fantasy high-mana

Grają:
Pol, lekko zgryźliwa magiczka – S.
Morgon, ranger-agnostyk – K.
Tavion, wilkołak zarośnięty jak wilkołak – Z.

Prowadzi: MW.

S. [o Tavionie]: To na pewno wilkołak! Wilkołaka zawsze można poznać po bakach! [faktycznie, dziwnie częsty element wyglądu postaci]

[Przed miejscem zakwaterowania zgromadził się generyczny tłum z pochodniami i widłami, niebezpieczeństwo linczu zażegnała miejscowa straż]
S: Ciekawe kto by uciekał, my czy oni.
K: Ugh – ich tam było kilku.
S: Jeden fajerbol!
K: Booooże… którego nie ma.

[Tavion jednym kłapnięciem przetrącił kręgosłup wilkowi, który zaatakował grupę w lesie, Pol wciąga energię życiową ze zdychającego zwierza]
S: Czy poprawia mi się węch od tego?
MG: Nie, tak dobrze to nie ma.
Z: Trochę cię kręgosłup jebie co najwyżej.

[Grupa stoi przed drzwiami]

MG: Jak rozumiem, kołaczecie?
S: Niektórzy nawet wilkołaczą.

[Lokalny władyka zarządza święto]
Z: O, to my też mamy wolne!
MG: Nie, wy nie. Wy jesteście straż.
K: Bo to służba, nie praca. Ale nam się liczy chorobowe płatne 100%, a pracownikom tylko 80%.

[Tavion włazi na dach]
MG: Podciągasz się, wlazłeś, jesteś na wysokości…
S i K, chórem: …lamperii!

[Wilkołaki - w tym Tavion - zajmują się walką z systemem...]
S: No proszę, nie dość że włochaty, to jeszcze politycznie zaangażowany.

[...która to walka trwa już sześćset lat.]

S: To jakoś mało skuteczni jesteście.
Z: Wiesz, ich jest jednak więcej.
S: Więc przewracają płoty, odwracają znaki drogowe…
MW: …puszczają śmierdzące bąki w fotoplastykonach…