System: Warhammer, druga edycja
Skład:
Theodora, szlachcianka – M.
Ingrid, z zawodu szczurołap – E.
brat Magnus, akolita Sigmara – Z.
Sigurd, rybak z włócznią – MW.
Zygfryd, przepatrywacz i zwiadowca – K.
Prowadzenie: H.
MG: Daj mi dwa podręczniki. Do Warhammera.
Z: Zastrzegł, cholera. Dostaniesz podręcznik do Wilkołaka, bo jest na wierzchu.
K: No weź, chcesz mu dać podręcznik do Wilkołaka?! “Atakuje was to, to, to i to!”
K [do Z.]: Weź, siedź tam cicho! Z tego swojego akolity masz profesję wyjściową na sodomitę!
K: Zapalę drugą pochodnię, wprowadzę tu jakąś redundancję.
MW: Tzw. hot-standby.
Z: Klaster active-active. Wydajność i failover.
E: Jak są pochowani w pobłogosławionej ziemi to nie da się z nich zrobić nieumarłych.
Z: No, jeśli by ją zbezcześcić bardziej niż była pobłogosławiona…?
K: Jest jakiś licznik Geigera mierzący zbezczeszczenie ziemi?
MW: Wiesz, to ja odpuszczę sobie skrót przez las, zgubię się po k10 krokach…
MG: Tak, to jest las imperialny gęsty, przetykany zwierzoludźmi.
E: Jak kapłan mówi do ciebie “przyjaciółko” to nie jest dobrze.
K: Chyba że ma wyjście na sodomitę.
[Katakumby z kaplicą czaszek]
E: Na tym poziomie nic ciekawego nie ma, tak?
Z: No, kości leżą…
K: Poziom niżej trupy zapierdalają dookoła, czterech gra w brydża…
MG: No katedra nie ma dzwonnicy…
K: Jednopiętrowa katedra to jest, amerykańska? Pokryta sidingiem? Kurwa no, parterową katedrę wybudował…
(Dzwonnica szybko się znalazła)
MG: To jak idziecie, szybko czy się chowacie?
E: No tak szybko w skuleniu.
K: Tak, jesteście młode, bogate, zdrowe…
MW: …Ładne…
E: …Ale nie tanie!
[Walka z niefartownym orkiem zakończyła się krytykiem, po którym odpadły mu co najmniej dwie kończyny]
K: M. zarąbała orka-paralitę, szedł do ZUSu po zasiłek!
MG: Ruszacie biegiem, bo za wami słychać ryki i wrzaski orków.
K: “Dziadka pomścimy!”
[Natchniony - i wkurzony - kapłan przewodzi grupie]
MG: Idzie przodem, rozwiana szata…
K: …Młot na wierzchu…
[K. strzela z łuku do orków]
K: Na terenie katedry odbyły się zawody strzeleckie. W programie strzelanie do celi i do wyrzutków.
[turl - trzy pudła i jedno trafienie]
Z: Na zwierzęta polujesz taką metodą że zagadujesz je aż się poddadzą?
MG: Naciera na ciebie ork.
MW: Naciera go. Olejkiem.
E: Nie olejkiem, marynatą.
K [do Z., tradycyjnie ostatniego w rundzie]: Jeszcze ty?! Myślałem że twoja akcja to branie obrażeń.
MG: Stoi ork i chwieje się, ma biurko zamiast górnej części ciała…
K: Opancerzyliśmy go dodatkowo, żeby było wam trudniej.
MW: Wejdę tam na górę i pierdolnę cię w ryj.
Z: Inicjatywa 30.
K: Wyprzedza cię biurko.
[Brat Magnus bohatersko zaszarżował na orki, zeskakując z dachu...]
MW: A jak zeskakiwał, to biedny ork spojrzał mu pod suknię i ujrzał dzwony.
K: I to go zestunowało! Dzwony rurowe!
[...nadział się po tym zeskoku na resztki biurka, odnosząc poważne obrażenia...]
M: Magnus jest na krawędzi!
MW: Nie, zeskoczył z niej.
[...więc zawył...]
Z: Może mnie nie zauważyły?
K: No jasne, najpierw ryknąłeś “Na Sigmara!”, a teraz powinieneś jeszcze robić “łojezułojezułojezu”…
MW: …I przypominam, że wylądowałeś na biurku, nie na orku.
Z [turla]: Haaa! Trzydzieści trzy punkty obrażeń!
MG: Świetnie. W co go trafiłeś?
K: W szuflady.
MG: Straszliwym ciosem miażdżysz mu prawą nogę, lewą nogę…
K: …Sekretarzyk…
E: A czy można spać w dzień?
K: No kurwa, a czy można srać po piętnastej? Nie można, zakaz jest!
K: E, jakbyś przyrósł do ławy to nie byłoby tak źle, uśredniłbyś z nią żywotność, a ona ma na pewno więcej niż ty. Poza tym ława to zawsze jakiś pancerz.
E: A jakby leżał na brzuchu?
K: To wrósłby korzeniem.
[Okadzanie katedry wielkim kadzidłem]
Z: To w sumie niezły studencki dowcip, zamienić kadzidło na saletrę. W sumie w tym świecie to już możliwe.
K: W ten sposób nigdy nie awansujesz.
E: Ale świt już jest, nie trzeba pilnować…!
K: Tak, bo świtem orki już nie działają. Wyłączają się jak wstanie słońce.
Z: Będę sobie pokonane orki na młocie zaznaczał.
MW: Au, to musi boleć.
K: Miejmy nadzieję, że nie będzie zaznaczał młotem.