Dziewczyna Bonda spotyka narzeczoną Rambo

System, skład i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.

[Grupa planuje wjazd do hacjendy w wenezuelskiej dżungli…]
Jane: Jak dobrze strzelasz z moździerza?
Victoria: Całkiem nieźle.

[…którego celem ma być wykradzenie danych z systemu komputerowego.]

Stanley: Możemy wziąć dyski.
Michael: Możemy nawet wziąć plecaki ze stelażem.
Jane: Plecaki i tak będą potrzebne na całą tę amunicję.

Z: To może jakiś erkaemik?
MG: A skąd go weźmiecie?
Z: Z mojej szafy? [uśmiecha się szeroko]
(Postać Z. miała zaletę Szafa pełna broni, co w czasie kampanii było niejednokrotnie bardzo widoczne…)

MG: W każdym razie masz tłumik do Tigra [snajperki], zupełnie legalny.
L: …w Finlandii.

Z: I granatnik!
MG: A skąd go weźmiesz?
Z: Z mojej szafy!
(…notorycznie o tej szafie zapominałem.)

MG: Jaką ty masz broń?
Z: SOCOMa i Rugera… [wielki pistolet i wielki rewolwer]
Jane: Ktoś tu ma kompleksy.
Victoria: A kto tu używa szotgana?
Jane: E, broń długa to co innego…

Jane: I kamuflaż.
Victoria: To się mundur bierze, nie różowy…
Jane: Nie noszę różowych mundurów.
Victoria: A wyglądasz jakbyś mogła.

Jane: A do pomieszczeń gdzie są komputery będziesz jakie granaty wrzucać, odłamkowe?
Victoria: No…

Jane: A, jeszcze oprócz bikini do nurkowania wezmę pełną piankę.
Victoria: Niezły pomysł, dziewczyno Bonda.
Z: W sumie „dziewczyna Bonda” to niezłe określenie na postać L.

MW [demonstruje]: Tu jeden pistolet, tu drugi, tu pistolet maszynowy a w rękach erkaem! Wow. The bride of Rambo.
Z: No dobra, z SOCOMa zrezygnuję…

MG: Ile tych granatów do granatnika?
Z: Ze dwadzieścia, trzydzieści…
A: Wyglądamy jak psy wojny.

Jane: Blachy [magazynki] możesz nosić gdzieś przypięte. Przy kostce?
Victoria: Nie, w ładownicy przy pasie. Wiesz, co to ładownica? Ale różowych nie ma.

Stanley: Vicki, a czemu ty nie weźmiesz jakiejś broni uniwersalnej zamiast targać sześć sztuk złomu?
Victoria: Nieno, Steyr AUG jest taki… plastikowy.

[Dyskusja nad wynajęciem samolotu do Wenezueli]
MG: A właściwie dlaczego nie możecie wynająć Beachcrafta?
L: Powiedzieć ci, czemu? Bo A-Team zawsze latał DC-3.
MG: OK, ręce mi opadły.

Victoria: Jane, pożegnałaś się ze swoim facetem? „Nie pasujemy do siebie, [blamblamblam]”
Jane: Ale ja ich nie zabijam, sami odchodzą!
Victoria: Ty tylko łamiesz im ręce.

[MG opisuje klimatyzację, wydającą stylowy warkot po uruchomieniu]
Victoria: Ooo, mój pokój startuje.

MW: Miami ma akurat bardzo ładny klimat, ciepło, wiatr od morza…
A: Moskity znad bagien.
MW: Akurat wiatr jest zwykle od morza, więc moskity zwiewa nad bagna.
A: No to cięższe rzeczy przylatują. No, te, aligatory.

[W Wenezueli grupa wynajmuje łódź od na oko pięćdziesięcioletniego nordyka mówiącego po hiszpańsku z nie-angielskim akcentem]
MG: Gość zgadza się wynająć wam łódź…
Z: Oo, das Boot!

Victoria: Pięć tysięcy dolarów?! Niee, cztery tysiące… No dobra, pięć.
Jane: Wow, ale się targujesz.

MG: Dobra, wynajęłaś ten das Boot od… kapitana.
Z: E tam kapitana, Obersturmbahnfuehrera!

MG: Kto potrafi prowadzić łódź?
Z: No jak to kto? Ja. Captain Victoria.
MG: Nawet jest taka czapka [kapitańska]. Jak ją założysz to wyglądasz, jakbyś grała w pornofilmie.
Z: Nie zakładam.
E [kibicując z boku]: Za to pewnie Jane szybko przymierza.

MG: Laski, opalacie się?
M: Pewnie! Topless!
L: Może ty.

[Obserwacja hacjendy z morza]
MG: Nie ma bata, któraś musi się wyłożyć na deku.
Victoria [do Jane]: To ty idź.
Jane: Kto tu jest specjalistką od zabezpieczeń?
Victoria: Ty jesteś specjalistką od wykładania się.
Jane: No dobra… Ale wyjątkowo, w tym przypadku.

Victoria: Dyskrecja… to moje… to nie moje imię.
(Oj tak.)

Stanley: Czy mamy jakiś plan?
Victoria: Podkradamy się, zabijamy po cichu strażników, wkradamy się do budynku, zabieramy komputer, wykradamy się po cichu a jeżeli coś pójdzie nie tak to zabijamy wszystkich i uciekamy w zależności od sytuacji taktycznej albo helikopterem, albo przebijamy się do przystani i uciekamy powerboatem.
Stanley: Dobra, ja powtórzę, czy mamy plan?
Victoria: To dobry plan. Jest prosty.

Stanley: Jakieś dywersje czy coś?
Victoria: Możemy ich ostrzelać z… o, widzicie, tu by się przydał moździerz.

[Stanley po wizycie w dżungli zaczyna sobie przypominać Wietnam]
Z: Dostanie flashbacków i kogo może zastrzelić? Zobaczy wietnamczyka…
L: Spadaj.
A: Wietnamczycy nie chodzą w bikini.
MG: Nie kupuj sobie czarnej piżamy.
L: Wiesz, moja postać ma czarną piankę do nurkowania.
MG: Uuu, przerąbane. Nie kupuj sobie spiczastego kapelusza…

A [patrząc na ekran stojącego w pomieszczeniu kompa]: Jak się na tym terminalu coś kompiluje to wygląda całkiem cyberowo.
MW: Jakby się szybciej kompilowało to może.

MG: Tłumik masz, na karabin maszynowy?
Z: Nie.
MG: Niedopatrzenie.

MG: W środku jest jakieś wgłębienie.
L: Jacuzzi?
MG: Tak.
Z: Faajnie, można się z niego ostrzeliwać.

MG: Z góry dobiega muzyka, chichoty…
Z: Gruby mają strop? Mieliby zestaw kuriozalnych ran postrzałowych…

A: Mam wrażenie że będzie major fuckup.
L: To nasza specjalność.

A: Obsługę widać?
MG: Nie, siedzą w środku.
L: Mają pojazd pancerny i siedzą w środku, no jak mogą…

Jane: Mogę szwargotać po wietnamsku. Ktoś zrozumie?
Stanley: Ja.
Jane: Akurat do ciebie to wolę nie.

[W dżungli odzywa się nadajnik ratunkowy zestrzelonego pilota myśliwca, a Stanley chce po niego wracać]
Jane: No to co że go zestrzelili? DEA go podejmie, to jest ich operacja.
Stanley: Byłaś kiedyś sama w dżungli? A on tam siedzi sam, w dżungli pełnej wietnamców.
[Reszta postaci zaczyna się bardzo uważnie przyglądać Stanleyowi]

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s