Rodzina stanowczo dysfunkcyjna

System: Amber, drugie pokolenie Rodziny.

Grają:
Gabriel, syn Benedykta, spec od dyplomacji ręcznej i strategii: B.
Roland, syn Branda, rozrywkowy koleś i pokładowy spin doctor: W.
Mallory, syn Eryka, w „misji dyplomatycznej” jak najdalej od Amberu: A.
Garret, syn Caine’a: G.
Mathias, syn Randoma, z powodu amnezji „goszczony” przez Rolanda: S.
Hass, syn Deirdre, permanentnie znudzony degenerat: MW.

Prowadzą: K. i D.

[W. opisuje swoją postać]

W: A do tych blond włosów dodam sobie niebieskie oczy, żeby wszystko było jasne.
A: I taki skurcz ręki? [Lewą ręką tłamsi prawą, podnoszącą się w faszystowskim salucie]
W [z tymże salutem]: Cześć!

W [zwracając się do „goszczonego” Mathiasa]: No i jak tam w wieży? Nie męczy lęk wysokości?
[Do reszty graczy] Najgorzej, że dał sobie wmówić że ten koleś co drzwi zamurował to tylko remont robił…

G [kończąc opis postaci]: …Bez atrybutów w rękach.
(Wolałem nie pytać, jakie atrybuty miał na myśli.)

[Psychoterapia Mathiasa]
NPC: Więc pana przyjaciel to – ee, mag?
W: Z tej terapii to nic nie będzie.

S: Czekaj, to kim ty dla mnie byłeś?
W: Władcą. Konkretnie to baronem. I nie byłem, a jestem.

D: A Corwin?
MG: Nadal nie żyje.

[Prowadzenie samochodu przez nietechnicznego z amnezją]
S: Czerwone światło jest, więc staję. Czekam na pomarańczowe, zielone, potem znów pomarańczowe, czerwone. Jak jest czerwone, to widzieliśmy już wszystkie – więc ruszam.
W: Wiesz, to jak on tak jedzie to ja zmieniam Cień. Chcę żeby była taka Newada, środkiem amerykańska autostrada, z lewej pustynia, z prawej pustynia i żadnych świateł.

[Cień zmienił właściwości i samochód stanął, więc Roland załatwia alternatywny transport, konferując z Garretem przez Atut]
Roland: Ej, rowery kup. I przyczepkę rowerową. I wodę, bo tu ciepło. Aha, i olejek SPF 60.
Garret: Coś jeszcze?
Rolland: Nie, to wszystko. [Przerywa kontakt] [Nawiązuje kontakt ponownie] A, jeszcze kapelusze.
MW: Książęta Amberu. Na rowerach.

MG: Kontaktujesz się z jakimiś innymi kuzynami?
W: Niee, od przybytku głowa boli, jak będę każdemu tłumaczył czemu [Mathias] idzie obok roweru zamiast na nim jechać, depresji dostanę…!

NPC: Tylko uważajcie na sfinksy, ostatnio strasznie się wyroiły.
Roland: Wy idziecie przodem, ja jestem od całowania księżniczek a nie od walki ze sfinksami.
Garret: Ej, głosujmy, kto jest za tym żeby Roland szedł przodem?
Roland: Nie, to nie jest demokracja – ja jestem kierownikiem tej wycieczki.

[Grupa zbliża się do miasta-labiryntu, wyglądającego jak narysowane przez ośmiolatkę i zamieszkanego przez podobnie wyglądających mieszkańców. Surrealizm otoczenia (w skali 1-10) – solidne pięć.]

Roland [do Garreta]: No, kurka, jak nie kupiłeś zapięć to zaraz nam te rowery buchną.

NPC: Policja! Z drogi, z drogi!
S: Zejdę z drogi.
W: Nie no, jesteś księciem Rebmy. Wracaj tu.

B: Szansa na to, że w pięciu spotkamy się w tym cieniu jest… Coś nas tu ściągnęło.
A [do W]: Ty!

NPC: Dzień dobry, chciałbym zobaczyć glejt.
B: Jestem Gabriel Gaetano z rodu Amber. Sam jestem glejtem.

[Uparci strażnicy nie puszczają na zamek]
Roland: A macie tu jakiegoś szefa, bo nie zwykłem rozmawiać ze strażą. Niech no tu zejdzie.
NPC: Nie zejdzie.
Roland: A dlaczego?
Hass: Bo jest zajęty a ty jesteś kmiotem. [Pauza] Referuję ci ich podejście, nie bierz tego do siebie.

[Dyskretne przemieszczanie się – tylko że nie.]

MG: Zgrzyt metalu o kamień poniósł się w górę schodów…
W: Nie róbmy scen, to jest izba tortur – nikt tu nie przyjdzie.

Edit: poprawki imion postaci. Tak to jest jak się gra pierwszy raz z nową grupą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s