Urodzaj na monstary

System: Warhammer, druga edycja

Skład i prowadzenie: ci co przedtem.

[Spławiania się rzeką ciąg dalszy]

MG: Prócz pajęczyn na drzewach co jakiś czas nad rzeką zwiesza się wielka, już zmurszała sieć, trochę zatkana wodorostami…
M: Tu mieszkają wielkie pająki?
MG: Ja coś takiego powiedziałem?

MG: Nie, wy jesteście w stolicy Hochlandu.
E: Tego od serków topionych?

Z: Skąd się biorą pieniądze? To proste: wyciska się je z chłopów.
E: Taką wielką prasą?

E: A wyżywienie psa zapewniają?
MW: No co ty. Zapewniają wyżywienie tobie i wszystkiemu co masz ze sobą. Jakbyś miała wszy to w kontrakcie też by nie było o ich wyżywieniu, prawda? No to psa traktuje się tak samo. Tyle że przydatniejszy jest.
E: No kurde! Czuję się obrażona porównaniem mojego psa do wszy!
MW: Dobra, ładniejszy trochę jest też.

Z [do M]: Tak, pougniataj mnie jeszcze trochę po żołądku, zaraz będziesz umajona.

Z: Ubranie wykonane z materiału słabej jakości – torfu.

MG: Gościu siedzi przy ogniu w rozchełstanej koszuli, nonszalancko kozikiem struga sobie kolano… tfu! polano!

MG: Jeden z najemników ma zapasowe cięciwy, kobietę w potrzebie może poratować ale nie chce za to pieniędzy.
M: A co chce?
MW: To nie jest dobre pytanie.

Ingrid: Taki z ciebie znawca?
Sigurd: No, bywało się tu i tam…
Z: „Niejeden moczar widziałem, laska…”

MW: Czy Manann jest tylko bogiem morza, bo zgłupiałem już?
MG: Nie, ma też aspekt…
MW: …śródlądowy?

Ingrid: Nie będę wyskakiwać do rzeki w moich nowych butach.
Sigurd: Nowych? Nowe to one były za poprzedniego cesarza.
Ingrid: Ale dla mnie są nowe i tak je będę traktować. A ty ile masz par butów, co?

MG: Przybiliście, wyciągacie łodzie na brzeg…
E: Czy najemnicy przyjmują jakąś formację?
MW: Zbrojną bandę.

Z [czyta znalezioną w Internecie listę kuriozalnych zawodów]: topiarz fryty, operator szlamoforów, trzepacz worków, mygłowacz, manipulant drewna okrągłego, operator rębaka…
[Głupawa]
Z [do H.]: No dobra, prowadź dalej, mam nadzieję że nie rozbiłem ci klimatu tym drobnym wtrąceniem…

MG: Tak, kruk to taka bardziej mroczna, gotycko-celtycka wersja gołębia pocztowego.

Magnus: Potwór jest większy od człowieka, ma zbroję, wielkie zębiska – w paszczy i na rękach – ryczy i wydaje bluźniercze odgłosy.
Ingrid: Znaczy, złorzeczy przeciw Sigmarowi?
Magnus: Nie, takie ogólnie bluźniercze odgłosy.

[Rozmowa z ukrytym w krzakach nieznajomym]
Z: „Jestem Magnus, akolita Sigmara, z kim mówię?” [naśladuje strzał z kuszy] „A ja jestem Hermann, kultysta Khorne’a…”

Magnus: Czemu się ukrywasz?
Z: Zapytałbym „czy jesteś plugawym pomiotem, mutantem Chaosu”, ale mogłoby to rzucić cień na naszą owocną do tej pory konwersację.

E: Generalnie dźwięk bełtu z kuszy wchodzącego w ciało to zazwyczaj „aaaaarghllll”…

E: Hm, a ci kapłani to nie powinni żyć w celibacie?
MG: Niee, oni nie żyją w celibacie.
MW: O, zdziwiłabyś się jak bardzo oni nie żyją w celibacie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s