DND na obślizgło

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge.

Skład i prowadzenie: ci co zawsze.

MG: Musisz się koncentrować, żeby czar działał nadal.
O: Dobra, dotykajcie moich piersi rytmicznie…
[Wszyscy patrzą na O. w lekkim osłupieniu]
O: …żebym pamiętał o oddychaniu.

O: Weź może rozrysuj tą walkę, bo mamy tu czary obszarowe.
K: Tak, broni zasięgowych nie mamy, bo rozdaliśmy… na festynie…
O: …festyniarzom.
[Znaczy, mojej postaci która straciła łuk]

MG: Za wami -fwooomp-, rozbłysk ognia…
K: Ooo, odwracam się plecami…

[Rozbłysk ognia to był Flaming Sphere, który Tazs postawił na sobie, żeby wypalić węże które go oblazły]
K: Będziesz miał takie zapieczone skwary, wczepione zębami…

MG: …Tracisz trzy punkty Wisdoma.
K: Eee, na chuj ci Wisdom.
O: Jestem na poziomie przeciętnego człowieka teraz.
K: Zajebiście liczysz, ale nie wiesz po co.

K: Volo [NPC z zupełnie innej kampanii] był tak głupi, jak ja brzydki.

[Walka z wężoludami]

MW: Może będzie flatfooted [zaskoczony, z grubsza] w następnej rundzie?
K: Nie. Nie ma stóp.

MW: No, trzydzieści pięć obrażeń dostałem w pierwszej rundzie.
K: Taki zestaw „Witaj w domu”.

O: …Więc Lightning Bolt.
K: Kurwa, Lightning Bolta jebnął w ziemię na wszelki wypadek, najpierw wyszły rosówki grube jak przedramię a potem górnicy. Kurwa, nie miał co robić, więc się uziemił, no co za muł…

[Chwilę później z ziemi wyłania się wielki stwór, pokryty wężami]
K: Wołałeś? To masz. Nawet rosówki są.

MW: Zeskoczę z tych piętnastu metrów…?
K: Łamiąc obie nogi, owszem.
MW: E, i tak miałeś mnie leczyć.

[Zeskoczyłem, wbijając się prawie do pasa w podłoże]

K: Podchodzę tam do niego i nakładam ręce. [turla] Aaale chujowe rzuty, pewno się miotał.
MW: Masz coś jeszcze?
K: Ta, w następnej rundzie. Możesz się wygrzebać. [Do MG] Zajdę go tam z drugiej strony, bo od góry leczenie na niego nie działa.

[Warta w lesie, na zewnątrz przenośnej chatki]

MG: W sumie to nic się nie dzieje, chrustu nazbierałeś, zrobiłeś sobie grzanki…
O: Gniazdo uwił na kominie, złożył do niego jajka i jak zaczął wysiadywać to przyszedł świt…

MG: Czujesz się jakiś pusty w środku, nie widzisz sensu życia…
O: Przecież straciłem Wisdom a nie Inta [inteligencję, znaczy].
MG: No to nie widzisz dalej jak sikasz – ale za to nie otrząsasz.
K: Za to śmierdzą mu pory teraz. Porami.
MW: Kurwa, o czym wy gadacie w ogóle?
MG: Wiesz, ja straciłem wątek już trzy analogie temu, ale się trzymam żeby nie odstawać.
K: Tak, masz sztywnego pora, żeby nie odstawał. Gramy dalej?

MW: Nie wbiegam wrzeszcząc „bonsai”, bo nie mam takiego miecza…
O: Musiałbyś mieć takie małe cążki, a nie miecz.

MG: Pięćset ekspa.
O: No co ty, za spieprzony rzut?
MG: Nie, żartuję, żadnego ekspa.
K: Żadnego ekspa. Giń.
O: Power word – giń.
MW: Haha, wyobrażacie sobie maga-dyslektyka? Power word – gnij.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s