Miało być heroicznie, a wyszło jak zwykle

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge

Grają:
William – tank, healer, człowiek-orkiestra: K.
Tazs – mag-elektryfikator: O.
Graem – rogue, mimo że fighter: MW.
Elaine – funkcjonalny odpowiednik półboga, wsparcie dystansowe z imponującym wyglądem: E.

Prowadzi: J.

O: Baronowa przestała szaleć jak znalazła się w naturalnym środowisku, znaczy w sklepie z butami.

E: Czy widzę ślady niedawnej imprezy?
MG: Tak.
O: Wszystkie pawie jeszcze leżą.

O: Ja nie mam kaca, bo piję wino, a nie piwo.
E: I co, wydaje ci się że po winie nie ma kaca?
O: No, zależy co pijesz, jak pijesz, czy rozcieńczasz…
J: No wcale nie rozcieńczasz, oczywiście.
O: Mocne, lokalne malinowe wino? O nazwie „Czar Sołtysa”? Dosypuje się do niego żółty proszek, żeby się nie psuło?

[Po imprezie William jest świeżutki…]

K: Ubrany jestem zwyczajnie poimprezowo, jakaś koszula rozchełstana…
MW: …nieświeża…
K: ..ale za to ja świeży spod tej koszuli!

[…a Tazs spędza czas w kiblu]
O: …A do podcierania się mam taką szmatkę, potem rzucam na nią takiego cantripa Oczyszczenie [cantrip to taki mały, prosty czar]
MW: Ale mógłbyś wiesz, bezpośrednio na siebie.
O: Ale musiałbym rezistować.
K: A o czym zasadniczo mówicie?
MW: Szmatkę ma lnianą do podcierania się.
O: Jaką lnianą, jedwabną!
MW: Aha, akurat.
O: Wiem, ślizga się…

MG [o Elaine]: Przyjechała ta kobieta z gestapo, Helga.
K: I to jest ten klimat o którym wszyscy mówią, tak?

K: Dzień bez przysrywu dniem straconym. Na szczęście nie robisz pierwszego wrażenia.

E: A ile masz wzrostu?
MW: Mało. Ale nie mam na tym punkcie kompleksów.
K: Ma zydel.
MW: Albo na uszach się podciągam.
K: Dwa czekany. I raki!

[Atak elfich skrytobójców! Tazs rzuca Lesser Acid Orba i znów nie trafia]
K [robi minę trafionego Lesser Acid Orbem]
MW: Spójrz na to tak – jeśli dostałeś Acid Orbem, to znaczy że mag jeszcze żyje.

J: Krytyk.
MW: No, teraz będzie fajnie.
K: Ta, z dwóch d4. Już czuję nadciągające mrowienie.

O: Nie czuję się jak fighter. I nigdy nim nie będę.
MW: No, owszem.
O: Tak jak i ty.

O: A jak się nachyli żeby mnie dobić, zrobię mu Shocking Grasp – prosto w wora!
[chwilę później, po rzutach]
O: No, to przyjął jedenaście od elektryczności prosto w orzeszki.
MG: Cofa się…
MW: …puszcza to co trzymał, łapie się za trąbę…?
K: No co ty, to dedeki. Najwyżej jego jaja zaskwierczały i powiedziały coś po cichu, ale on stoi twardo.

[Obszarowy Dispel Magic]
MG: OK, William traci całe magiczne dopalanie, a prócz tego gasną magiczne lampy i robi się ciemno.
K: Kurwa, co za muł. Jakąś petycję muszę napisać, niech mu uprawnienia odbiorą.

[Szukamy niewidzialnego gościa – z czarem True Seeing, pokazującym prawdziwą naturę rzeczy]
K: Rozglądamy się wokół.
MG: Pusto, cicho, koń się pasie.
K: True Seeing coś jeszcze pokazuje?
O: Koń ma wrzody.

J: Koń ma skręt kiszek – jak mu patrzysz True Seeingiem w dupę, to nie świeci mu z paszczy.
MW: Kurwa, to znaczy że nie jest pusty w środku!

K [do Elaine, postaci z niewielką domieszką anielskiej krwi]: Swoją drogą niezłe skrzydła, mała.

MW: …O proszę, jest: jak patrzysz na nimfę i nie zdasz Fortitude save, to ślepniesz. I dostajesz włochatych dłoni.
E: Co?!
J: Odpływa ci krew z oczu.
K: Penetrujesz skórzaną zbroję.

[Fun and games with True Seeing]
O: Zgadnij gdzie mam trzeci pierścień.
K: Widzę. Grzebię.
O: Tak daleko nie będzie ci się chciało sięgać.
K: Przecież widzę że za trzecim zakrętem.

[Wyruszamy w głąb lasu elfów]
K: Niech nam pierdolnie takie szkolenie za czterysta złotych, czego nie fotografować i jazda.
MW: Co?!
K: Noo, takie tam, żeby ich świętych miejsc nie kalać i w ogóle. Saperkę mieć, zakopywać po sobie i takie tam.

MW: Cywilizowane ostępy?!
MG: No jak nazwiesz miejsce, w którym nie widać żadnej cywilizacji a kręci się pełno elfów?
O: Patrzcie pod nogi. Brak cywilizacji, kręci się pełno elfów – ewidentnie zagajnik-srajnik.

K: Idziemy przez las, ciemno ponuro…
O: Gdzie, normalny las – amazońska dżungla, wilgotno, węże, robale włażące w każdy otwór ciała…
K: Rozmarzyłeś się, co? Kupimy ci takie na urodziny.

J: Mogę zepsuć klimat do końca?
K: Nie ma żadnego klimatu, napierdalaj.

MW: Searing Light wymaga trafienia, a z tym masz problemy.
E: Ej!
MW: No co? Przy ostatniej walce były trzy dziury w ścianie a nie trzykrotnie trafiony koleś.
E: Ale raz trafiłam.
MW: Tak, w kulę ciemności.
K: Duża była, piętnastometrowa. I nie unikała.

[MG rysuje planik]

MG: Tu jest urwisko, a tam ognisko.
K: Kurna, rymowanka.
MG: Tutaj jest namiot…
K: …a w nim kurwisko.

K: Demon na zimno reaguje jak trzeba? Znaczy, marźnie?
J: Tak, popija gorącą czekoladę…

MG: Demon próbuje odciąć ci narządy…
MW: To called shot jest, ma minusy.
K: Może ci je odciąć z całą resztą tułowia.

O: …No to z pozdrowieniami od elektrowni: Lightning Bolt!

[Pierścienie z czarem komunikacyjnym]

K: Kurwa, to se oba nałóż, jeden na prącie, drugi na palec, będziesz mógł komunikować się z własną pytą! „- Co tam, Wacek? – Chujowo.”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s