Wściekłe pięści węża!

System: Exalted, White Wolfowy system kinowy. Z gałką kinowości ustawioną na 11.

Grają:
Tepet Zarya, laska z łukiem, Dragon-Blooded – E.
Tepet Cavis, doświadczony żołnierz z PTSD w odpowiednich dramatycznie momentach, Dragon-Blooded – P.
Tepet Nassev, przysposobiony przez rodzinę człowiek wielu talentów, Dragon-Blooded – MW.

Prowadzi: J.

[E. ogląda listę broni i dochodzi do Grand Grimscythe – gigantycznej kosy]
E: Whhoooooaa.
MW: No widzisz, tu jest dire dwuręczna kosa, a J. mówi że nie ma festynu.
J: To że tu są bronie wielkości zaostrzonego blatu od biurka nie oznacza że jest festyn!

MG: Dostaliście wiadomość, że Tepet Kagato potrzebuje kilku utalentowanych ludzi…
MW: To ja!
MG: No, nie jest napisane że potrzebuje mordercy i złodzieja.
MW: No co ty, każdy potrzebuje mordercy i złodzieja. Takie czasy.

MG: Gość wybrał tak zwaną wiejską posiadłość na łonie, czyli raczej zdrowe rozrywki…
MW: Jasne, znaczy jedną naraz.
MG: No wiesz, na emeryturze oni mają do wyboru monastyr…
P: …Albo w przeciwnym kierunku.

[Rozmowa na temat rozrywek emerytowanych Dragonblooded nieco zdryfowała…]

J: …Kurwa, i to jest sposób w który ja chcę zejść! Autobus pełen cheerleaderek w szkolnych mundurkach!

E: Moi słudzy to tacy generyczni służący, pokojówka i ten, no, yy – koniuszy!
J: Ta, to jest ten facet którego twój wierzchowiec gryzie jak jest w złym humorze.
(Wierzchowiec Tepet Zaryi to coś w rodzaju ułożonego do jazdy skrzyżowania konia bojowego z lwem.)

[Pilotaż magitechnologicznego pojazdu latającego, sterowanego pieśnią prowadzącą zaklętego weń ducha]
MG: …Pieśń bez ozdobników brzmi „leć naprzód, leć naprzód, leć naprzód”.

[Walka! Wreszcie!]
P: A ja spokojnie, metodycznie, trzy ataki. Staram się nie ruszać rannych…
MW: …Niech sobie skwierczą na ziemi…
P: …Jeśli mam wybór. Mam wybór?
MG: No, nie, jednego rannego już musisz, zdrowi się skończyli.
P: Noooo doooobra…

[Właśnie wydałem niesamowitą ilość energii magicznej]

P: Podziwiam.
MW: Co, mam Esencję na starość oszczędzać?

MG: No, trafił cię. Chcesz zobaczyć, iloma kostkami rzuci na obrażenia?
[Pokazuje dwie garści pełne d10]

[Po wydaniu jeszcze większej ilości Esencji potworny cios wielkim młotem spłynął po mnie jak woda po kaczce]
MW: Ssij moją trąbkę, mały. Znaczy, cholera, miałem tego nie mówić…!

MG: Przyjrzałeś się teraz i widzisz, że te młoty którymi on walczy to są tak naprawdę kowadła na trzonkach.
MW: Uo. OK.
MG: Kurwa, jak ja to lubię, żadnych kłótni! „- Kowadła na trzonkach. – OK.”

E: Gryź go.
MW: Po kostkach chyba.
E: No przecież nie po kowadłach.

MW: Rzucam mu „co, zdziwiony?” i walę go w paskudny ryj!
E: Kurna, on faktycznie jest z nizin społecznych.

[Sprawdzamy stan po walce]
E: Jakbyś czuł że jakaś infekcja cię bierze…
MW: Od uderzenia kowadłem?!

E: Coś po nim zostało, czy tylko gruz i kowadła?

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s