Kawaleria moralnego niepokoju

System: DND Dawnforge

Grają:

William: niby healer, ale strasznie tłucze: K.
Graem: niby fighter, ale rogue: MW.
Elaine: niby charyzmatyczna i groźna, ale leczy: E.
Lris: niby wizard, ale smaży na frytki tylko wrogów: J.

Prowadzi: O.

MG: …I trzeci koleś, wygląda jak połączenie leśniczego z barbarzyńcą. Kubraczek, jakaś zbroja i do tego futrzane buty. No i oczywiście hełm z rogami.
(Oczywiście. Bez hełmu z rogami leśniczy się nie liczy.)

MG [jako NPC przedstawiający kolegów]: …A to jest Abacus.
MW: „Abacus„? Liczy na liczydle, oczywiście?
J: Liczmy na Abacusa!

William: No, nie wiem jak wy, ale my mieliśmy kłopot z kontaktem z patronem.
E: No, skąd wiesz, może twój patron zasnął przy telewizji…
K: …Albo grał w Age of Conan.
(Patron to taki Dawnforge’owy odpowiednik bóstwa.)

[Walka z hordą przeciwników, Lris przygotowuje się do rzucenia Fireballa w środek grupy, więc krzyczy do sprzymierzonych NPCów, żeby nałożyli na siebie Protection from Fire…]
MG: …Gość kiwa ci głową i coś tam rzuca, najpierw na nich, potem na siebie…
MW: Sprawdź co rzucił.
[J. turla]
MG: Nie, nie widzisz z tej odległości.
K: Dobra, wal tego Fireballa, jakoś to załatwimy. Na poziomie patronów…

[Na pobojowisku zostało trochę rannych niskopoziomowych NPC]
K [do E.]: Nie rzucaj Cure Criticala, to jest na bohaterów! Rzuć na niego Cure Light [Wounds], zwrócisz mu połowę HP! On ma dziesięć hapów czy coś takiego, ile tam w domu znalazł!

[Oględziny trupów na pobojowisku]
J: A są tu dopplegangery?
MG: Ciężko powiedzieć.

MG: Podnosi się, rozgląda wokoło i… jak może zakląć krasnolud?
MW: Szpetnie!
K: „Donnerwetter!”
MW: „Verfluchte!”
K: Na pewno po niemiecku i z tym podwójnym s! „Scheiße!”

MW: Ilu zostało z tych walecznych krasnoludów?
MG: Siedmiu, ale jeden dostał w łeb za mocno. Siedzi i robi tak -brl brl brl-. Gapcio.

[Wybrańcowi innego patrona niż K. leczenie idzie jakoś lepiej]
K: Ty, a jak on rzuca?
MG: No, wyciąga miecz w górę, a drugą ręką leczy.
E: Antenka!

K: Paprykarz valhedrański. Mielone odbyty z ryżem w sosie pomidorowym.

[William i Graem rzezają właśnie hordę niskopoziomowych wrogów]
J: Potrzebujecie jakiegoś wsparcia?
K: Tylko moralnego.
E: No to nadciągamy jako kawaleria. Moralna.

[Walka z nieumarłym beholderem, który spojrzeniem neutralizuje magię, skutecznie wyłączając z walki tą część grupy która rzuca czary i nie zaszła go od tyłu]
E [do MG]: To ja wiesz co zrobię?
MW: Znowu go tak maczugą palniesz, -dingk-!
K: Zaczniesz go wyzywać. „Ty wielka, zrogowaciała, martwa parówo. Ty astygmatyźmie!”

[Zachodzi nas grupka niewidzialnych wrogów]
K: Kurde, ale jak walnę im tam Dispel Magic to będę ich musiał wskazać palcem i się zorientują…
MW: Ty, jak już mamy coś wskazywać, to może daj namiar artylerii po prostu?
(Przekazaliśmy lokalizację grupki magowi – który walnął tam Fireballa.)

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s