Faerie we Freeholdzie

L.: Ja bym w końcu chciał pójść do kibla, ale ciągle ktoś w nim knuje…

W rolach głównych:

Bob – Knocker, marudny specjalista od techniki: A.
Felix – kocur-Pooka, rozkoszny kłębek futra i problemów: L.
Galadan – szlachetny skrzydlaty rycerz Sidhe: Z.
Pete – redcap, wredny i marudny: W.

Scenariusz i reżyseria – E.

[L. wychodzi z ubikacji rozglądając się ostrożnie]
Z.: Spadło ci coś na kark?
[L. fuka]
Z.: Raczej na głowę.
W.: Nie czaisz klimatu. L. wykorzystał kibel jak Clark Kent budkę telefoniczną.

Z.: Miejmy nadzieję że L. nie wykorzystuje budek telefonicznych jak Clark Kent kible.
W.: A masz w domu budkę telefoniczną żeby się przejmować?
Z.: Nie, ale chodzi mi o dobro publiczne.

E.: Redcap już poszedł… a wy nie poszliście za nim?
L.: Nie. Jesteśmy grupą, która stoi.

Felix – Potrafię być bardzo milczący, kiedy sytuacja tego wyma…
Galadan – Tak, bardzo męczący, nie wątpię.

W.: To jak on tak gada to ja biorę szpulkę.
Felix – Nie, za trzecim razem to nie zadziała!
E.: Nie działa?
Z.: patrz jak się fajnie toczy!
Felix – Aaaa! Szpulka! [biegnie za nią (po raz trzeci)]

E.: Za drzwiami jest komnata, a na jej środku…
Z.: Galaretowaty sześcian?
W.: I patrzy na nas…

Z.: Klasyczny dungeon crawl.
E.: No, tak…
L.: Fajnie! To kto robi mapę?

L.: Przedwieczny glamour? Fajnie, ma macki?

[MG opisuje jak wyglądają porwaniu przez faerie ludzie kopiący tunele pod Freeholdem]

E.: Nie, zombiakowaci nie są, ale…
L.: Są lekko przestraszeni, bo są NIEWOLNIKAMI W PODZIEMIACH WRÓŻEK! MWAHAHAHAHAHAHAHA! Przepraszam.
Z.: Co, nie wierzyliście w bajki o Wróżce Zębuszce? To teraz macie!

E.: Masz Empathy?
A.: Nie..
Z.: No tak, po co Knockersowi empathy. Knockers to może mieć najwyżej Machine Empathy.
L.: Knockersie, masz Machine Empathy? Tak? Zap zap zap!
E.: W kompleksie Goblintown.

E.: Powietrze robi się rzadsze i bardziej rześkie, jak byliście kiedyś w górach…
L.: W życiu nie byłem w górach.
A.: Ja głównie na strychu siedzę…

[postacie spotykają w podziemiach postać prosto z dedeków]
L.: No tak, to fajter przecież. Ciekawe gdzie są kleryk, mag i złodziej.

Felix – No jak on mógłby nie mieć wielkiego dwuręcznego miecza…
[Galadan się prostuje]
Felix – … w końcu musi sobie kompensować.
[Galadan się wkurza]

L.: Kłębiąca się klimatycznie mgła…
A.: Kolorowa?
E.: Tak.
L.: CO?!? Kolorowa się nie kłębi klimatycznie…
Z.: Zielona się zajebiście klimatycznie kłębi.

E.: Rzućcie na willpowera.
L.: No, ja nie mam żadnych sukcesów.
L.: To ja biegnę we mgłę!
L.: Nikt mnie nie łapie… ech… przyjaciele, cholera.

Felix – Weź ten miecz ognisty dany tobie, zapal go, zaszarżuj i pomachaj!
Pete – A potem przywiążemy ci do nogi linę żeby cię wyciągnąć.

[Felix wypuścił na zwiady małego chimerycznego smoka z przywiązaną do ogona nitką ze złotego kłębka]
A.: Jak długo to się rozwija?
L.: No, to jest taki kłębek który wystarcza do przejścia Labiryntu Minojskiego.

W.: Ciekawe czy Pookę da się nadmuchać… tam może być jakiś kompresor.
Z.: Wiesz, on ma Primala, można by go namówić żeby się zmienił w żabę.

E.: To taka mała sluagh…
W.: To tym bardziej będę na nią wrzeszczał, tupał i ział osobowością.
L.: Bo nie może ci odwrzeszczeć…
W.: Tak, dokładnie dlatego. „CO?! NIE SŁYSZĘ!!!”
(Sluagh mówią wyłącznie szeptem)

L.: Idę do stołówki, poszukać jakiegoś pocieszenia.
E.: Pocieszenia?
L.: No… może Sarę spotkam, albo co… jakąś inną ładną…
E.: Wszystkie osoby w stołówce wydają ci się odrażające.
L.: Ojjj, to mam poważny problem.

W.: No tak, wszyscy mają tajemnice.
L.: Nie, ja nie mam! Wszystkim bardzo chętnie wszystko mówię!
W.: Tak, ty wszystko masz na wierzchu…

Felix – Myślałem że chcesz zlikwidować tę osobę, to dośc typowe dla ciebie rozwiązanie, Sir Galadanie.
Pete – Hehehe. Przeciąć wszystko na dwie części swoim wielkim mieczem.
Felix – Czasem na trzy części, żeby być pewnym.
Z.: Olewam ich wyniośle…
L.: Paraboliczną strugą?

Pete – Głupek i żarłok.
Felix – Look who’s talking now.
Galadan – Który z was jest głupkiem a który żarłokiem?

[drogę blokują różowe trombony rodem z Muppetów]
E.: Tym razem zniknęły dopiero po dłuższym kawałku mahna mahna.
Z.: Eskalacja żądań.
Felix – Następnym razem trzeba będzie je zabić.
Galadan – Myślałem o tym. W swoim aktualnym nastroju nie wykrzesałbym z siebie ani jednego mahna mahna.
E.: Mają wyskoczyć znowu?
Z.: Musiałbym im obciąć głowy.

W.: Czy on teraz będzie się z nią mrocznie i wyniośle ten tego…
L.: Nie, on z nią nie mrocznie i wyniośle, wyglądają całkiem słodziacko…
W.: Ale dzisiaj jest mroczny i wyniosły…

[Galadan rozmawia z mędrcem Izaakiem Glassem o problemach trapiących freehold]
Glass – Może to ma coś wspólnego z tymi pogłoskami o banalności…
Galadan – Jakimi pogłoskami o banalności?
L.: No, że Baronowa jest banalizowana… każdego ranka… od tyłu.
[pozostali gracze się załamują]
W.: Taką wielką szprycą…

Galadan – Ja tam z siebie jestem zadowolony.
Pete – No, ja się specjalnie nie dziwię. Samozadowolenie dostałeś chyba razem z mieczem.

L.: Mam się zmienić w sluagh? Hm… w sumie… będę miał cycki!
L.: Nie żebym już wcześniej tego nie robił. Ten Primal to jednak bardzo przydatny jest.
E.: To jest faktycznie bardzo dobre zastosowanie Primala…

L.: Skąd ja wezmę prezerwatywy we Freeholdzie?
E.: No, któryś knockers powinien mieć jak popytasz. Albo któraś.
L.: O, to jest pomysł. Będę pytać co ładniejsze czy któraś ma prezerwatywy, może przy okazji coś z tego szukania wyniknie.
Pete – To już mój sposób na buty jest bardziej subtelny…
Felix – „Jesteś bardzo ładna. Masz może jakieś wolne prezerwatywy?”

[Galadan wysłał smoka z klejnotów, Ernesta, żeby dowiedział się gdzie są Pete i Felix i co knują.]
Galadan – A co oni tam robią?
Ernest – Rozmawiają… Podrywają dziewczyny…
A.: Redcap podrywający dziewczyny… [pokazuje podnoszenie kogoś za włosy]
Z.: Wyczuwam tu jakąś krzywą akcję.

[czy sir Galadan zostanie na noc z baronową Aleksandrią]
E.: Nie, nie będziemy rzucać…
L.: Ona jest chętna…
W.: Dosyć ma Redcapa, który ją tak… tego… gryzienie w kark każdemu może się znudzić.

E.: „[opis Alexandrii] … and figure like a goddess.”
L.: No tak, twarz ma taką sobie, ale za to ciało…

E.: „She doesn’t walk, she glides.”
L.: To znaczy że ma Legerdemaina…

W.: Coito ergo sum… to twoje motto mogło by być.

E. [o faerie płci żeńskiej]: To duży freehold jest, dużo jest ich tam.
L.: To bardzo dobrze! To się nazywa target rich environment.

Felix – MUSIMY URATOWAĆ FREEHOLD! To zadanie dla…
Bob – Ćśśśśśśś…
Z.: Supermena.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s