W krainie karamby

H: Mogliśmy chodzić po podziemiach i nie chodzimy? Jestem oburzony!

System: Apocalypse World, postapokaliptyczny metasystem z domyślnym udziałem graczy w tworzeniu settingu

Grają:
Joshua, teknik redneck – P.
Jezus, operator (pośrednik, załatwiacz, ogólnie fikser) – MW.
Xiao Li, muza (prawdopodobnie jedyny przejaw piękna w paskudnym świecie) – Ł.
Crill, egzekutor (człowiek o subtelności strzału z magnum) – H.
Pojeb, chopper (szef gangu motocyklowego) – L.

Prowadzi: Z.

Ł: Chciałabym, żeby Jezus został moim przyjacielem.
MW: Znalazłaś Jezusa, znaczy.

MW: Miałem pójść na jedno piwo, a wyszedłem z kartą postaci.

Z: Jak duży jest twój gang?
L: Duży, trzydziestu agresywnych sukinsynów.
MW: I jeszcze pięciu takich sobie.

Z (dłubiąc w muzyce): Czemu nagle przestało grać? L.!
L: Niczego nie dotykałem.
P: Tłumaczysz się jak arcybiskup.

[Gang Pojeba nazywa się „Marines”, bo „marines to najtwardsi wojownicy jacy istnieją!”]
MW: Czy ktoś ci już powiedział, o co chodzi z porucznikami w marines?
L: Nie?
MW: To myślę że możesz wiedzieć, że najgroźniejsza rzecz na świecie to podporucznik z kompasem i mapą, ale nie wiesz czemu.

[Zdolności specjalne postaci]
H: Nie wziąłem tego, że jestem traktowany jak mały gang, wziąłem to że jestem totalnie pojebany.
MW: A możesz to zostawić?

P: To ja się obwiążę liną i niech mnie opuszczają, a jak zagwiżdżę to niech wyciągną.
L: Na dnie studni Joshua odkrył, że nie potrafi gwizdać…

P: Opuszczam się w studni i macam, czy coś tam nie jest zepsute.
L: Jest macantem technologii. Mac mac, działa.
P: [turl] …I nie wychodzi.
L: Włożyłeś palec w tryby?
MW: Tryby studni? To by było osiągnięcie.

Z: Wpadłeś do studni.
L: Dlatego woda jest taka zasyfiona!
Ł: Wcześniej była zasyfiona tylko trochę, teraz jest na maksa.
L: Bo Joshua się nie kąpie.
P: Kąpie się! W takiej wielkiej cynowej balii!
H: …A potem wylewa to do studni.
Z: Tajemnica rozwiązana.

[Przesłuchiwanie jeńca]
Ł: Mogłabym użyć na nim swojego ruchu [zdolności specjalnej], ale muszę do tego być z nim sam na sam.
L: Narzućcie na nich pałatkę.
Ł: Nieno, muszę być na osobności.
H: Może być trudno o osobność w autobusie kabrio pełnym ludzi.

Z: Kilka ptaków rzuca się na trupa, zabierają go w powietrze i odlatują.
L: To są te, jaskółki?
H: Nisko latają, będzie deszcz.
Ł: Jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Reklamy

2 thoughts on “W krainie karamby

  1. Seriously Mike 17 października 2013 / 12:17

    „Ł: Chciałabym, żeby Jezus został moim przyjacielem.
    MW: Znalazłaś Jezusa, znaczy.”
    Był za kanapą? *RYKOŚWISTĄK!*

    „L: Niczego nie dotykałem.
    P: Tłumaczysz się jak arcybiskup.”
    *RYKOŚWISTĄK!* ponownie.

    • majorwitek 17 października 2013 / 12:18

      jezus, jak sie okazalo pozniej, byl w barze. :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s