Armia ciemności

W: Nakradliśmy z ich miasteczka, mamy moralny obowiązek ich uratować.

System: Warhammer, 2 edycja.

Grają:
Franz, najemnik: K.
Klaus, najemnik: MW.
Torrendil, elf morski, łowca: O.
Hans Urgen, cyrulik: W.

Prowadzi: J

[Jakieś dwa dni temu miasteczko nawiedziła armia szkieletów]
O: Ja pójdę do miasta.
MG: Jeden punkt obłędu i już głupota heroiczna.
MW: No, chciałem proponować żeby pociągnąć słomki i kto trafi najkrótszą ten idzie, ale skoro się zgłosił…?
K: Może ma najkrótszą słomkę. W końcu to elf.

MG: Tutaj zmarłych się zakopuje w poświęconej ziemi albo pali – nekromancja to realny problem, a nikt nie chce żeby na cmentarzu zapanowało radosne ożywienie.

K: Co my będziemy pić do tego śniadania, wodę, jak zwierzęta? Do wody ryby szczają!

K: Bo elfy mają za dobrze, wszystkie współczynniki wysoko, jedyna wada jest taka, że ludzie ich czasem traktują tak bardziej z góry. I to właśnie ja!

K: Myśmy se połowili…
MW: …Chuja złowiliśmy…
K: …Ale pomogło nam to na morale.
MW: Moczenie kija, jak wiadomo, robi dobrze na morale.
Ka (z offu): I reumatyzm. Penisa.

[Zeszliśmy w podziemia, wejście się zamyka…]
K: Dwie kozice, morska i górska, wbiegły na górę.
MG: Miejskie, bo po schodach biegli.

[Ogromny undead okazał się odporny na zwykłą broń, toteż próbujemy go tłuc świętym sierpem]

K: [turl] Trafiam, 04! [turl] 9, plus siła ciosu, 12 obrażeń!
W: Twój kamienny sierp rozsypuje się na kawałki. „Oj.”

W: Tego nie lubie w undeadach. Nie wycofa się.
K: Nie ma rodziny. Nie ma kredytów.
W: Wolny człowiek.

MG: Chwieje się już, dopadacie do niego, tłuczecie go…
W: Kujawiaczek!
O: Dresy, kurde. „Dawaj kase! Gdzie telefon!”

[Opatrywanie ran w zalanej wodą jaskini]

W: Gdzie go dziabnął, w korpus? To korpus i tak wystaje nad wodą, co się przejmujesz.

[Podczas pospiesznej ewakuacji pogubiliśmy część sprzętu, w tym łuk elfa]

O [konfidencjonalnym szeptem]: Zauważ, że nie żądałem, żebyście znaleźli moje wiosło.

[Próba rozbrojenia]
MG: A masz Disarm?
MW: Nie, tak sobie popierdalam.
K: Lejcami go omota, bo ma Powożenie.

K [do O.]: Weź miecz, jak mężczyzna!
O: Z mieczem mam jeszcze mniejszą szansę go trafić.
K: Za to będziesz wyglądał zabawnie, ginąc.

MG: Na wyspie nie ma licza.
W: A liczyliśmy na niego…

MG: W momencie kiedy skończyliście walkę, na horyzoncie pojawiają się sztandary.
W: No tak, armia Imperium. „Poszli już?”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s