Objazd przez nietropikalne wyspy

MW [do O.]: No jesteś lepszy w skradaniu od elementala ziemi, rzeczywiście. Należy ci się medal z kartofla.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Malark, paladyn Torma, człowiek: O.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

[Świeżo wyciągnięty z iluzji paladyn referuje, co w niej było]
O: …Swoją magią zmusza ofiary do spółkowania. Ale jakiego!
MW: „Zmusza”, aha.
K: A ogon? Gdzie był ogon w czasie tej akcji?
P: Dobra, musimy go uratować.
K: Trudno, poświęcimy się! Wejdziemy we dwóch!

[Ja pobyt w tej iluzji też miło wspominam, mimo potraktowania nekrotyczną energią]
MW: Szkoda że ssała także hitpointy.

P: Rzucanie Leomund’s Tiny Hut polega głównie na oznaczaniu terenu. Kredą.
MG: Dobrze że dodałeś.

P: No, mam jeszcze wolne pytania, jak macie jakieś osobiste, to proszę.
K: To ja bym chciał wiedzieć, czy mój stary żyje. To mnie interesuje bardzo.
O: O, można takie? To ja też chcę wiedzieć.
K: Osobny serwis załóż.
MW: czymojstaryzyje.pl

[Prorocze sny Borsuka, odsłona nie wiem już która]
O: Masz jakieś fajne rzuty w zanadrzu?
P: Niestety, dzisiaj mam ból i cierpienie.

MG: Diderius jest już martwy, więc właściwie nie zajmuje się już divination.
E: A to nie jest tak, że dopiero po śmierci się zaczyna karierę?
MG: Jeśli się jest liczem.

P: Nie powiedziałem, że twój ojciec nie żyje.
K: Powiedzieli mi, że jego dusza nie opuściła jeszcze tego planu egzystencji.
P: No to dość specyficzne sformułowanie, nie?
K: Chuj, w każdym razie jego dusza odpowiada na smsy.

E: Ja chętnie. Bardzo lubię poznawać ojców moich kolegów z drużyny.
K: Może być martwy. Nie rób sobie dużych nadziei.

[Miałem nadzieję, że rodzinna wyspa Halóna jest tropikalna – no ale niestety]
O: Widzisz, chciałeś plażę – to masz. Niestety jest to plaża Normandii, a my
jesteśmy po niewłaściwej stronie.

MG: Druid pogania konie, wie że będzie je to kosztowało, dziękuje im za to, no ale musi…
O: „Jedź, jedź szybciej! Nie mogę szybciej bo się zesram! Sraj, ale jedź!”

MW: Zostawił rodzinę, żeby uczyć albatrosa grać w szachy.
E: I karmić się z nią śledziami.

MG: Widzicie dużo osób poranionych w sposób, który nie zagraża życiu, ale długo się leczy.
W: Symulanci, znaczy.

P: Kurde, to musi być konkretne drzewo.
K: No, takie że w dziuplach mieszkają elfy, a nie dzięcioły i Stirlitz.

MG: Zionięciem sięgnął aż tu, leżą tutaj…
MW: …Ugotowani obrońcy…
MG: …Tak, a w okolicy unosi się zapach…
MW: …Rosołu.

MW: Co gorsza, rozgotowana cięciwa w takim bolt throwerze może sprawiać wrażenie dobrej, a jak będziesz próbował strzelać to puści i przetnie cię na pół.
O: No co ty – w dedekach?
K: No, ile ona zada, 2d10? Jakby tak przecinała wszystkich, to wszyscy by nosili rozgotowane cięciwy zamiast mieczy! Co robisz? Gotuję cięciwę!
MW: Taa, to jest mój problem z dedekami.

O: Lay On Hands. Zwracam sobie 50 HP, niestety to jest action, więc to tyle. Pomacałem się, pomacałem się, jest mi lepiej od tego i tyle. Jak Michael Jackson.
K: HIHO. Hapy in, hapy out.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s