Prywatna inicjatywa

K: Możemy tam pójść Wind Walkiem.
E: Z jakiegoś powodu wyobraziłam sobie latający wok.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

[W. nie było przez ładnych parę sesji, to będzie długi recap]
MG: Ponieważ ostatnią sesję twoja postać spędziła pod smoczym pazurem…
W: …W knajpie takiej?

W: Ostatnia rzecz którą pamiętam to jak biliśmy się na bagnach.
K: To było jak mieliśmy trzeci level!

K: Trzy minuty przed lądowaniem zapaliła się taka lampka „posprzątajcie to gówno z moich pleców”, bo smoczyca zniosła jakoś foodtruck i wykopaną latrynę, ale nie chciała się pobratymcom pokazywać z tym na plecach.

MW: …I okazało się, że Scry nie daje się wyłączyć.
K: Tak. Wtedy wpadł taki wielki smok i powiedział „Co do chuja…”
MW: „…Co to za przywoływanie Przedwiecznych w ambasadzie…”
K: A my na to że chcieliśmy tylko zobaczyć, co jest na dwójce, na to smok powiedział że on nam zaraz pokaże, co jest na dwójce…

MW: Jeśli chodzi o kasę, to jesteśmy anarchosyndykalistyczną komuną.
P: …What?
MW: Wszystko zwalamy na kupę, no.

E: Nasza drużyna chyba dawałaby radę w Cards Against Humanity, ludzie vs elfy.
K: Sovelien byłby rozdarty.
E: Musiałby wybrać, którą stronę swojej natury poważa bardziej.
MW: Kogo kocham bardziej, tak? Rodzice też mi tak mówili, dzięki. Obrazy wracają…!
K: Bardzo nam cię brakowało, jak cię nie było. Po co żeśmy za nią poszli?

[Powiedzieliśmy co wiedzieliśmy, Rada Smoków obraduje, a my czekamy]
W: Cztery dni, kurde. Jest tu jakiś alkohol?
K: Mieliśmy taki bardzo drogi rum, pięćset gp za butlę, ale przekazaliśmy smokom. Chyba że jedną zostawiliśmy…?
W: Kurna, pójdę do smoków chyba, odkupię od nich.
K: Na metę poszedł!

K: Ha! Jesteśmy uratowani! Heroes Feast mogę rzucić!
MG: I co to robi?
K: Ucztę! Dziczyzna, wódka…!
MW: Miody, piwa, kwas chlebowy!
W: A muzykantów można?
MW: K. satyry przyzwie.
E: A te satyry to zawsze te same przyzywasz…?
(potem się okazało, że nie może rzucić Heroes Feast – nie miał komponentu…)

E: No dali nam smoka, ale szczawia takiego…?
K: No kurde, ten szczaw ma tysiąc lat! Szacunku trochę!
E: Noale kogoś takiego żeby był rangą odpowiedni do problemu.
MG: Dali wam porucznika, z prerogatywą na wezwanie bombowców.
K: A ten porucznik wiesz jak się nazywa? Porucznik Jaszczur!

[Rada Smoków wysyła nas rozpatrzyć się w wieży Xontala, potężnego czarownika, który niegdyś znany był z tworzenia dracolichy]
W: Czyli możemy się liczyć z liczami?
MG [jako NPC]: Nie, laboratorium tworzące dracoliche już od dawna nie działa. Oraz żart zauważony, gratuluję.

E: Ale zaraz, ja zrozumiałam, że mamy delikatnie właśnie podejść?
K: Tak, mamy nie rozpieprzyć biblioteki.
P: Aluzję zrozumiałem.

[W zamachu bombowym zginął Jawny Lord Waterdeep]
W: I co, nie wskrzesili go?!
P: No nie wskrzesili, oni tu mają zasady.
MW: Których my się po prostu nie trzymamy.
K: Poza tym wiesz, do tego jest potrzebna wiara, tysiąc golda…
MW: No jak ktoś ma „lord” przed nazwiskiem, to tysiąc golda raczej ma.
MG: Dobra, nie żyje to nie żyje, na chuj drążyć temat.

[Wracamy do pomysłu przechowywania części ciała na potrzeby wskrzeszenia]
MW: Ej, ale czekajcie, to trzeba inaczej zrobić. Trzeba będzie wziąć i regularnie odcinać kawałek, i chować gdzietam, żeby cię jakby co przywracali z nowego kawałka.
K: Po co niby? Ważne żeby był w miarę świeży, bo ciało to wiesz…
P: …Tylko opakowanie.
MW: Aaaaa, jasne, a dusza synchronizuje się w chmurze.

[Harpersi – organizacja wywiadowcza – nie dała rady wcisnąć żadnego szpiega do
kompanii najemnej, która intensywnie rekrutuje]

W: Może trzeba przejść jakiś test niegodziwości?
K: Tak, musisz zastrzelić małego jamniczka. Harpersi sobie z tym nie radzą.

[Okazało się, że w kwestii Xontala dostaliśmy – no, Harpersi dostali – wiadomość z niezweryfikowanego źródła, od niejakiego Iskandera…]
E: Zaraz, Iskander? Coś mi mówi to imię.
MW: Tak, mi też, dlatego mówiłem ze się wysadzi.

MG: „…Prawdopodobieństwo odkrycia mnie rośnie z każdym dniem, więc śpieszcie się, na miłość wszystkiego co wam drogie!”
E: Jak stara jest ta wiadomość?
K: Trzy miesiące.
MW: Już żółknie na brzegach.

E: Ale jak my tam wpadniemy przebrani za kultystów, to czy ten Iskander nam się zidentyfikuje?
W: Pewnie nie.
MW: Najwyżej wyprawimy mu godny pogrzeb.

MG: W pewnym momencie ten Xontal wykopał swoich uczniów…
MW: Wyrzucił.
MG: Tak.
MW: No bo wiesz, phrasing.

[Na miejscu okazało się, że wokół wieży Xontala jest labirynt, a przed wejściem do labiryntu – wioska…]
MG: Jest płotek, który chroni świnie i dzieci przed wejściem na teren labiryntu. No tak, w tej kolejności – jakby co, dziecko zrobisz nowe, a świnia to poważna sprawa.

[…której głównym źródłem dochodu jest sprzedaż ekwipunku awanturnikom, zapuszczającym się w labirynt – oczywiście po strasznych cenach.]
MG: Przywitają was jak bohaterów, gotowi są nieba przychylić.
W: „Hura, frajerzy!”
MW: Przychylić nieba i córki?

[Wioska ma „mędrca”, ale od zawsze wiadomo że najwięcej wie kto inny.]
MW: Natural 20! Jakieś anse?
MG: Znalazłeś wioskowego głupka, trzymali go w stodółce.
MW: Porozmawiam z nim jak debil z debilem.

[Halón w postaci ptaka zwietrzył podejrzane wydarzenia, przyleciał nas obudzić, udaję się inwestygować]
P: Chcesz niewidzialność?
MW: Jeszcze się pytasz?
P: Dostajesz, i na ptaka też.
MW: Weź, na wróbla?
P: Ptak też.
MG: Będziesz szedł po labiryncie z niewidzialnym ptakiem na wierzchu.

K: Siadam mu na ramieniu.
W: Jeżeli on jest niewidzialny i ty jesteś niewidzialny, to jak go namierzysz?
K: Na węch. Klepie mu spod pachy, więc celuję trochę wyżej – tam powinno być ramię.
P: I jedzie mu z pyska, to sobie striangulujesz.

MG: Budzisz się rano, ich nie ma. Ale wiesz, obudziłeś się powiedzmy o siódmej, gdzieś tak siódma trzydzieści oni wracają, więc nie zdążyłeś nawet zmienić…
W: …Pieluchy…
MG: …Medytacji zmienić.

K: To miej tam ten twój True Seeing.
P: Do tego trzeba mieć grzyby warte 100 gp.
K: Tutaj nie będzie z tym problemu, wystarczy że pieczarki kupisz.

MW: A nie, wiesz co, weź tam wejdź pająkiem.
K: Dobra, wchodzę pająkiem.
MW: Ale wiesz, takim malutkim pająkiem, a nie „Graaaar, czy słyszałeś już dobrą nowinę naszej pani Lolth?”

MW: Haaa, kurwa, wiem do czego bym wykorzystał tą jego zdolność! Kojarzycie, jak muchy siedzą i zacierają te łapki tak muehuehuehue? To bym ich nasłuchiwał i dowiedział się co te chuje knują!
MG: Kurna, to jest „small woodland creatures”!
MW: No nie powiesz mi, że mucha to nie jest small woodland creature!
MG: To jest przewidziane na ptaszki, króliki – Disney, kurna!

MW: Tylko wiesz, zamień się w charakterystycznego pająka, co tu nie występuje. Tylko nie zamarźnij albo co…
K: Zamienię się w pająka krzyżaka, co tu nie występuje jeszcze, bo został sprowadzony później.
MW: A poznawać cię będziemy po takim malutkim płaszczu.
K: Tak, i po przyłbicy, i co jakiś czas będę robił „Tandaradei” cichutko.

P: On ma INT 9. To na poziomie..
K: …Mojego ptaka.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s