Curse your sudden but inevitable betrayal!

MG: …I wygląda jak pączek. W sensie Sigil tak wygląda, nie Pani Bólu.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud nieobecny.

Prowadzi: J.

[Borsuk ma koszmarny sen, epidemia jakaś]
MG: …I w tej ciemności czujesz głód.
K: Przedwieczny Głodek.
MW: Ciekawe co się zjada na przedwiecznego głodka.
K: Przedwiecznego Danonka.

MG [patrząc na trzech graczy z laptopami na kolanach]: Muszę powiedzieć, że czuję się nieswojo, nie mając na kolanach laptopa i nie pisząc na nim!

MW: Pewnie, scryuj, zdalne oczy zawsze w cenie. Nie, nie, zupełnie nie, cofam to. Ugh.
E: Czy to w kontekście tych oczu, które ci krzyczą w torbie żebyś je oddał?
MW: Jakby krzyczały w torbie to by nie było problemu, one mi krzyczą w głowie.
K: Oczy krzyczą w torbie.
MG: Torby mają oczy.
[Sovelienowi od dłuższej chwili śni się posiadacz oczu, noszonych w Bag of Holding, i żąda zwrotu]

[Magiczny zwiad wnętrza magicznego konstruktu z uwięzionymi ludźmi]

P: Oni tam są rozumiem nago, bez ekwipunku poprzykuwani?
K: Próbuje dress code obczaić, żeby nie być nie na miejscu. Myślę że jaszczur ma smart kazuar.

MW: Hm, kilkaset metrów w dół, analogowe środki bezpieczeństwa typu lina nie wchodzą w grę…
K: No, porwie się.
MW: …Chyba że zamienisz się w gigantycznego pająka i wysrasz nić, ona się nie zerwie. Tylko czy dasz radę wysrać kilkaset metrów liny?
K: Jak mnie będziesz karmił cały czas, to spoko.

P: No dobra, no to przygotowujemy się i siup.
MG: Kto idzie pierwszy?
P: No nie ja.

K: Ja potem.
MW: No dobra, ale ty jako ty czy ty jako pająk? Bo ja serio mówiłem.
K: No jako ja, W. już poleciał już.
MW: No to go dogonisz przecież.
K: Tak, za trzy dni. To jest dupa, a nie przędzalnia na Piotrkowskiej.
MW: E, nie doceniasz się.

[Walka powietrzna, wszyscy obłożeni czarami latania, Dispel Magic jest jednym z lepszych zaklęć bojowych – i wróg właśnie dostał]

MW: To jak spada, to dogonię go i nałożę na niego Tashę.
E: Co to jest?
MW: Zabójczy dowcip.
P: Będzie spadał, szaleńczo się śmiejąc.
MG [turla]: Zdał.
MW: Ueee.
E: Może nie zrozumiał? Roześmieje się pojutrze.

MW: Czy wystarczy mi move’a, żeby podlecieć do niego i miłośnie opleść go nogami?
MG: Pozwolę na to, jeżeli go opleciesz i czule pocałujesz.
MW: Spoko, zero problemu. Podlatuję, oplatam, czule całuję w czoło i dźgam go kurwę sztyletem raz za razem!

E: Rozumiem że tego maga już widać?
K: Tak, MW już go tam zajął sobą. Lecą razem w kierunku jądra.

MW: Czy to jest jeden z głosów w głowie które już znam?
MG: Tak.
K: „Nie ma pieprzu. JEST TYLKO SÓÓÓL!”

MW: To wrzeszczę do B: „ISKANDER PRZYWOŁUJE DRACOLICHA!”
MG: Dobra, ale poczekaj, napełnianie portów w swojej inicjatywie.

[Dracolich to licz, tyle że smok. Zupełnie jakby smok nie był wystarczająco mocny.]
K: No otrząsa się z mięsa, to musi chwilę potrwać. Jak Ciapek z wody, tylko że z mięsa.

K: Bo Iskander jest w tej tradycyjnej części.
MW: Tak, on jest, tym – ortodoksyjnym kultystą smoka.
[Ortodoksyjni robią dracoliche, nieortodoksyjni chcą przyzwać smoczą boginię zła Tiamat. Nie lubimy ani jednych, ani drugich i cała kampania jest o tym.]

MG: O, stary. Ból w plecach osiąga shatnerian level.
MW: Pain! So much! Pain!

[Przez portal w plecach Soveliena zaczyna wyłazić Przedwieczne Zło, Halón zawraca je metodą perkusyjną.]

MG: Czujesz uderzenia.
MW: No raczej.
K: Wpycham ci mackę z powrotem. Alien ci się rodzi, moc truchleje, „właź tam, kurwa!”

[Zionięcie dracolicha]
MW: No, muszę to zdać. Bo jak nie zdam, to nic mnie nie uratuje, żadne tam evasion.
[turla – grupa wybucha śmiechem: jedynka na kości]
MG: No, to dracolich skauteryzował ranę między światami. Najlepiej jak umiał.

P: No to „Na Bahamuta!” – Heal! 70 HP do przodu!
MW: Jestem jak nowy.
MG: Taki byłeś chrupki i zwęglony, a teraz – bing! Wraca ci blask na łysinie!

MG: Smok leci za wami.
K: Ale my mamy 180 move, a on ma mniej, zwłaszcza że robi ataki więc nie może podwójnie.
P: Ale on tam ma legendary actions, więc robi podwójny ruch.
MW: Ale i tak go odsadzamy. 20 stóp na każdą rundę.
P: Czekajcie, mam odpowiednią muzykę na taką sytuację.
[MW i K wykonują w duecie Yakety Sax]

[Borsuk zatrzasnął dracolicha w kulistym Wall of Force]
MG: Dracolich podlatuje… A nie, on jest w Wall of Force.
K: Łapię Wall of Force i tak trzęsę żeby tam śnieg zaczął padać!

MW: Jakby się dało zmniejszać, to wall of force byłoby najbardziej przegięte ever. Bierzesz i prffft, miażdżysz aż wyjdzie paprykarz.
B [z offu]: To są pokemony, ja w to gram.
MW: I też wychodzi paprykarz?

[Na szczęście miałem pomysł i przeszukałem truchło maga, który stworzył dracolicha, przy którym znalazłem – filakterium dracolicha. Dalej było już prosto.]
P: Chłopaki, jak chcecie kawałek dracolicha, to za chwilę zdejmuję Wall of Force.
K: Tak, ustawimy się z podbierakiem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s