I choose you!

MG: Atakujesz smoka w jego naturalnym środowisku i uważasz że to on będzie miał problem?!

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

MG: Który ty masz poziom?
W: Dwunasty.
MG: To się zgadza?
MW: Nie, jest poziom do tyłu.
K: Retarded.
MW: Nieno, jak ty do niego mówisz. Chociaż zaraz, nie – jak jest poziom do tyłu, to faktycznie jest opóźniony w rozwoju…

W: A mamy jakąś drogę ewakuacji, przez teleport czy coś?
P: Mamy.
K: A są tu drzewa?
MG: Nie. Grzyby.
MW: W grzyby potrafisz wchodzić?
K: Nie. Znaczy potrafię, ale zostaję w grzybie wtedy.
W: Teleportacja przez huby.
K: Znakomite, w sandale bym komuś wylazł.

[Okazuje się, że w mieście jest plaga impów – irytujących magicznych stworzonek, które wpychają się wszędzie, szczają do mleka i ogólnie są uciążliwe…]
K: Impa? Na chuj ci taki imp!
P: Brzmi boleśnie.
K: Co z tego że familiar, ja mam ptaka i nie mam czasu się nim zajmować, bo ciągle w delegacji.

[…Więc lokalnym pomysłem na ogarnięcie problemu jest łapanie tych impów do małych magicznych kulek.]
MG: No taki pomniejszy przedmiot magiczny. Rzucasz tym w małą istotę, a potem na powszechnie znane słowo aktywacyjne wypuszczasz.
MW: I to słowo to „I choose you”?
K: Ciekawe, jak się czuje istota w takiej kulce.
P: Chcesz sprawdzić?
K: No pewnie! To może być rozwiązanie mojego problemu z ptakiem!

K: I kto skupuje te impy?
MG: Jakichś trzech bogatych kolesi, właściwie nie wiadomo po co.
K: Trzech kolesi – Nin, Ten i Do.

[Siedzimy w knajpie, pijemy browary, czekamy aż lokalesi postanowią nas ograbić]

MG: Kolesie wykonują pierwszy ruch, jak gnom idzie się odlać. Wstają i ruszają za nim.
MW: To my wstajemy i idziemy za nimi.
K: Tak zwana impreza kanapka.
MG: Zostawiacie kogoś przy stole?
E: To ja zostanę i popatrzę.
MW: Może jeszcze kogoś zostawimy, żeby się zaraz nie zrobił drugi odłam imprezy?
W: To ja zostanę, dajcie mi sygnał jakby co.
MW: Umówiony sygnał: wrzaski i odgłosy rozróby.

[Próba lokalesów skończyła się dość żałośnie]
MG: Koleś ma sztylet, dwie kule na impy i taką zbroję, lekką, utkaną z takiej pajęczyny z metalu.
W: Żonojebkę, no.
K: Z mitrylu!

MG: Taki gówniarz, mały, brudny, obrotny…
MW: …Rasa nieokreślona, już mówi w trzech językach…
MG: …A przeklina w pięciu. Tak, wiesz – łezka ci się w oku zakręciła.

[To jaki imp nam się złapał?]
P: O kurde, phase imp? To faktycznie, może nie będę tego sprzedawał, dokupię kulek…
MG: …I „gotta catch them all”?

MG: Zacznijmy od tego, że w knajpie jest smok. Czerwony.
MW: Dyskretnie wytrząsam z nogawki.

[Nawiązaliśmy dyskretny kontakt z potencjalnym sojusznikiem, ale trzeba to obgadać jakoś paszczowo. Sojusznik proponuje, żeby Liza się do niego dosiadła…]
MW: Misja jest dla ciebie.
W: Musisz udawać łatwą.

MG: W., siedzisz sobie, rozglądasz się po karczmie…
W: …Z głupim wyrazem twarzy, to mi dobrze wychodzi.
MG: Umysł nieskażony myślą, to też ci nieźle idzie…

K: Przypominam, że najpierw chwyciłem za różdżkę, a potem poleciało gówno!
E: Nie wiem co mnie ominęło, ale chyba się cieszę.
K: P. złapał gównianego impa.
MW: A ja dostałem od gównianego impa.
MG: Tylko proszę cię, nie mów że to rzadki imp.
P: Unikalny!
MW: Nie, próbowałem, ale nie uniknąłem.
K: Jak się trzęsie tą kulką, to na pewno nie śnieg pada.

W: Jeszcze Sanepida ściągniesz.
MG: Sanepid? To jakiś sławny potwór?
MW: Sławny bohater!
P: Zależy po której stronie lady się znajdujesz.

[Szukamy dobrego miejsca na rozróbę]
MG; Jest tu taka dzielnica, gdzie się napierdalali magowie niedawno; budynki są poniszczone, ludzie stamtąd pouciekali, będą to odbudowywać ale jeszcze nie teraz.
P: Po co to odbudowywać? Trzeba przystosować! Piaseczkiem wysypać, odpływ zrobić…

MG: Na środku jest placyk, wyłożony kamiennymi płytami. Te płyty są poorane, poznaczone kwasem…
MW: Kurde, kolesie się napierdalają impami tu.
P: O rany! Zajebisty pomysł!

MG: Co ten mag mógłby ci zrobić, żeby ci zaszkodzić…
K: Mógłby ją podjebać do ZUSu.
MW: Za co?
K: Za niepłacenie składek. Nigdy nie deklarowała że płaci składki.

[Bam! Fireball! E. przerzuca saving throw z Lucka, ale nadal fail.]
K: Odpisz sobie Lucka. I włosy. I wierzchnią warstwę skóry.
MW: I brwi.
K: Ale brwi ci odrysujemy od szklanki.

P: Jeden Disintegrate raczej mnie nie zabije, musiałby mieć naprawdę niezłe rzuty.
E: Uważaj.
MG: Nie mówi się takich rzeczy przed rzutem MG.
E: Jesteś ze szkoły Divination, powinieneś wiedzieć takie rzeczy.

[Czterech kultystów weszło w strefę rażenia aury wokół Halóna, i padli od razu]

K: Wreszcie znalazłem swoją niszę: biegam i niszczę miniony.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s