Miasto w kształcie donuta

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud i Borsuk nieobecni.

Prowadzi: J.

MG: Ulicą przewala się tłum, złożony z istot wszelkiego rodzaju. Takich o których istnieniu wiedzieliście, takie które sobie tylko wyobrażaliście, i takie których wolelibyście nie. Ulicą idą drzewa, demony, githyanki, ludzie, elfy…
K: …Wielki czerw…
MG: …Wielki czerw, smokowce, no wszystko.
MW: Cały Monster’s Manual.
MG: Cała inteligentna część, tak.

K: To ja zanim wyruszę, to zreferuję wam mój znakomity plan. Zamienię się w latającego węża i będę godzinę latał po mieście. Pamiętacie jak to się skończyło w ostatnim mieście, więc trzymajcie kciuki.
E: Jakiś kontakt z tobą będziemy mieć?
K: Przez prasę. Ogłoszenie drobne wykupię. „Aaaby zapoznać się z wężem, pisz.
Tylko fotooferty.”

[Mamy kilka spraw w Sigil, postanowiliśmy zacząć od zwrotu oczu prawowitej właścicielce, bo uznaliśmy że to najprostsze. Ależ byliśmy naiwnymi łosiami.]

MG: W powietrzu gromadzi się elektryczność statyczna, słychać potrzaskiwania wyładowań, włosy stają ci dęba – ty masz włosy? Jako twoja postać?
MW: Ej!
MG: No co, upewniam się.

[Właścicielka zaczęła nas okładać piachem, piorunami i rozżarzonymi kamieniami, próbujemy po dobroci]
K: To jeśli to jest duża istota, i ona nas będzie teraz nakurwiać, to ja teraz wystawię czempiona.
MG: Walka z parówką na wierzchu?
K: Tak, żeby mnie piorun strzelił w sam czubek.

[E. wraca po krótkiej przerwie]
E: Coś mnie ominęło?
K: MW grozi Shocking Graspem oczom. „Kultury trochę, bo oczy oberwą!”
E: Szantaż taki? I jaki efekt?
K: Zakaz trybunowy.
E: Co?!
MG: UEFA na nas sankcje założy. Albo Komisja Wenecka.
K: Będzie wiosłem machać.

[Właścicielka oczu okazała się boginią – tylko czego?]
MG: Wiesz, zaginionych bogów na samym Faerunie jest jak psów.
K: Tak, no ale może mi się jakiś rzucił w oczy.
MW: Haaa! I see what you did there.
MG: Haaa! Double pun! Patrzę i podziwiam, milordzie.

[Jako że bogini – na nasze szczęście – nie jest całkiem sprawna, wzięliśmy ją pod opiekę.]
MG: …Sama nie mówi, i robi się niespokojna jeżeli nie ma cię w zasięgu wzroku.
MW: Kurde. Jak to się nazywa u ptaków? Imprint? Że pisklę uważa że pierwsza rzecz którą zobaczyła to matka? Mogło być gorzej, dobrze że się na kombajnie nie zafiksowała.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s