Niestety ewidentnie Firefly

L – Będziemy Kosmonautami Wyklętymi.

Uncharted Worlds, hack Apocalypse World w klimatach Firefly, Star Wars czy Star Treka, w zależności od konfiguracji. Grają:
Kabuki Ono, pilot i handlowiec: E
konsul John Wakefield, dyplomata Federacji Panświadomości: P
Anaru Helix, weteran sił zbrojnych Imperium Człowieka: L
Max Smith of Lambda Free-Five Alpha, technik z Akademii: G
Prowadzi: Z

[Z usilnie namawia wszystkich graczy żeby jako jeden z 3 sprzętów startowych wykupili sobie EVA suit, P woli jako zasób wziąć grupę podwładnych, pierwszy pomysł to modelki, class 1 Staff z cechą „beautiful”]
P – Zakładam, że mamy na statku wszystko wymagane przez przepisy BHP.
L – Możemy mieć w statku takie kule ratunkowe, bierzesz, odpalasz, wsiadasz do środka i czekasz na ratunek.
P – U mnie w kabinie jest takich 10!
E – Dla wszystkich modelek.
G – „Dziewczyny, znowu rozszczelnili statek, wsiadajcie do kuli.”

P – Mogę wziąć garnitur „impressive” albo „mesh armor”.
L – Kwestia czy chcesz ładnie wyglądać, czy nie umrzeć jak będą do ciebie strzelać.

[P ciągle rozważa, jaką ekipę podkomendnych sobie wziąć, pomysł z modelkami jednak odpadł]
G – Możesz też wziąć white and nerdy.
Z – To grad students.
L – Nie, to class 2 crew, jeden atrybut to „white”, drugi to „nerdy”.
Z – To ludzie ze startupu z Doliny Krzemowej, „potrzebujemy zrobić appkę do tego”

E – Usłyszałam Anaru Chemix i wyobraziłam sobie celtyckiego wojownika który potrafi wszystko naruchać.
Z – W szczególności chemikalia.

[tworzymy frakcje, aktualnie omawiamy „Ligę Panświadomości”, niewielką, bardzo zaawansowaną technologicznie frakcję wtrącającą się wszystkim w ich sprawy]

L – Może nie mają żadnych planet, tylko same statki i stacje kosmiczne?
Z – Oryginalny pomysł, L. sam go wymyśliłeś?

L – Nie wiem czy międzyplanetarna frakcja libertarian nie zerwie mojego kołka do zawieszania niewiary.
Z – Międzygwiezdni korwiniści, no nie wiem.

[„Federacja Panświadomości” to Secretive High Tech Federation]

L – To na czym polega ich secretiveness?
P – Na tym że używają wywiadu i działają potajemnie.
L – A poza tym opierają się o demokrację bezpośrednią i transparencję.

[zastanawiamy się czy mamy kapitana czy demokrację]
P – Nie robimy kuców wyklętych.
Z – Możecie być latającą komuną anarchosyndykalistyczną.

P – Jakbyśmy mieli w wyborach 50% to byśmy mieli większość.
Z – ZALEŻY W JAKIEJ ORDYNACJI!

G – Ja się nazywam Max Smith of Lambda Free-Five Alpha
Z – Wszyscy na Twojej stacji nazywają się tak samo?
P – Nie, to jak w średniowieczu, jak ktoś się nazywał „z jakiejś miejscowości” to w tej miejscowości sobie tak nie mówili.
G – Hej, Zbyszku z Bogdańca, hej, Jagno z Bogdańca!

L – A jak nazywa się nasz statek kosmiczny?
G – Serenity.
Z – NIE.

P – Jakie to są pojazdy naziemne?
L – Class 0, obawiam się.
Z – Rower i deskorolka.
E – 2 segwaye.

L – Pojazd zamiast granatów wydaje się niezłym dealem.
Z – Mam proszki na ból głowy, zamiast tego mogę wziąć pojazd.

P – Biorę sobie Crew na 3, bo wezmę Leadership zamiast Stealth.
L – Rozsądnie, ten Stealth tak ci średnio pasował do dyplomaty, mogłeś się gdzieś pojawić ze swoim niewykrywalnym pistoletem i zostać zabitym.
Z – Great job!

Z – A może jednak EVA suit?
E – Kiedy Mistrz Ceremonii…
Z – Żeby nie było że nie zachęcałem!

Z – Wolałbym, żebyś nie był oficjalnym dyplomatą Federacji.
P – No dobrze, nie będzie ambasador Wakefield, będzie konsul Wakefield.
Z – Dużo nie ugrałem, ale trudno.

L – W liquid democracy wybraliśmy na kapitana E.
P – I tak umiera demokracja.
Z – I tak umiera demokracja, w oklaskach, jak by powiedziała Amidala… która była wtedy dyplomatą, tak jak twoja postać!
P – Nie wiem, czy jestem Inarą czy Amidalą.
Z – Why not both?

Z – Jezu, wiem co puszczę!
G – Soundtrack z Firefly?

G – Nie wysyłaliby ich tutaj gdyby można było wysłać postdoców.
Z – Class 0. A nie, Class 0 to grad students, postdoce to Class 1 crew.

[korweta Imperium chce nam przeprowadzić inspekcję, podwładni P to komandosi Federacji]
L – Komandosi mogą udawać eksploratorów.
P – W szczególności z ich cechą Intimidating.
L – Mają też Stealthy.
Z – Może się pochowają? Otwiera luk bagażowy, a tam co?
L – Komandosi!

L – Korweta może się do nas podłączyć takim 10-metrowym korytarzem z tkaniny i mieć na nas wycelowane działa point blank, nie widzę problemu!
Z – No dobra, faktycznie.
L – Udało nam się przekonać MG, że mogą nas rozwalić jak będziemy im podskakiwać.
Z – You’re on fire!
E – I po co nam to było?

P – Czy mamy jakąś możliwość zbadania tego wraku?
L – Nie! [spogląda na P] … gdybyśmy zamiast dużych kabin dla pasażerów mieli system stealth…
[postać P to Diplomat/Clandestine, mógł wybrać system stealth dla statku jako Clandestine, ale wziął przestrzeń dla pasażerów jako Diplomat]
Z – Dałbyś już spokój!

L – O, mega, w moim workspace jest holoprojektor topograficzny, możemy wyświetlać mapy planety albo trajektorię lotu, jaką sobie wybraliśmy.
G – Albo… trójwymiarową pornografię!

Z – To jest totalnie jak odcinek Expanse, wszyscy jesteście w promie a wasz główny statek zostawiliście z tyłu.

P – Usiłuję ich przekonać, że nie mają prawa dokonać inspekcji. [rzuca fatalnie]
E – Ja mu pomagam!
Z – Jak mu pomagasz?
G – „NIE MÓW TAK, KURWA, NIE MÓW TAK!”

[badamy rozwalony krążownik, pardon, katedrę Kościoła Solarnego]
Z – Widzicie kapsuły z jakimiś szkieletami w środku.
E – Wrogowie?
Z – Raczej zasłużeni dla wiary
L – Poprzedni kapitanowie tej Katedry
P – Przy religijnych kultach trudno powiedzieć czasami, czy ktoś był nagradzany czy karany.

P – Następnym razem biorę laser rifle od jednego z moich komandosów.
L – Co za cziterski sposób na obejście braku zasobu Class 1.

Reklamy

Dungeons & The Socialist Republic of Free Beings

Z [do MG]: Musisz bardziej wykonywać swoje ruchy. Ale nie bój się nic, będziemy exploitować system dopóki nie zaczniesz!

Pierwsza sesja Dungeon Worlda, czyli skrzyżowania klasycznych dedeków z silnikiem Apocalypse World

Dramatis personae:

Aria, (pół)elfia rangerka z czarną panterą jako towarzyszem: Ł
Ariana Erilla Maeve, elfi wojownik: I
Isolde, człowiek czarodziej: H 
Mithralan, elfi druid: Z
Pellas, zwany wyspiarzem, człowiek złodziej: P

I: Czy mamy kogoś, kto będzie operować mózgiem?
H: O, tak!
L: Macie H.!
H: Ja mogę operować każdy mózg!
P: W grach wyobraźni każdy kreuje sobie takie alter-ego, którego nie może mieć wrzeczywistości. Ja jako prawnik gram złodziejem, łotrzykiem, H. bierze sobie postać inteligentną.

Ł: Co to jest adventuring gear?
L: To jest generalnie sprzęt do chodzenia po lochach. Trzymetrowa tyczka, lina, inne tego typu…
Ł: Trzy… metrowa… tyczka?!!!
H: No tak, bo segmenty są na 10 stóp, więc żeby można było coś nacisnąć stojąc na następnym segmencie!
L: Trzymetrowa tyczka jest klasycznym przykładem wyposażenia do adventurowania.
Ł: Wiele mnie ominęło w życiu.

I: czy ktoś ma jakieś wyposażenie w postaci monet na dzień dobry?
Ł: Nie mam takiej możliwości.
Ł: Rozumiem, że szybko wpadniemy w jakieś kłopoty, które będziemy monetyzować?
L: Tak, monetyzujecie kłopoty.

Ł: Mam postać zrobioną. Muszę tylko imię wymyślić. Tutaj mam takie fantastyczne imiona jak Celion.
Z: Widać Rangerzy mają takie imiona.
Ł: Również Diana, jak oryginalnie.
L: O, Diana! Może jesteś…
Ł: boginią łowów?!
L: Nie, księżniczką.
Ł [facepalm]

Ł: Elfie imiona są nie do wymówienia, jakiś Dambrah!
Z: Wymówiłaś!
P: Ale ze słabym akcentem.

[Z wybrał postać druida i zapoznaje się ze zdolnościami]
Z: Ha, nie muszę jeść racji!
L: Breatharianizm normalnie.
Z: Dieta paleo.

L: Tak, wlócznia jest zdecydowanie lepsza od kostura albo drąga. Nie ma żadnych minusów.
P: Pewnie dlatego armie w średniowieczu używały włóczni a nie kosturków. Sounds legit, brzmi jak legitymacja.

Z: Sapphire islands… [do P.] To raczej nie twoje, to te na które się jeździ na wakacje, nie na które się zsyła więźniów.

Z: Mógłbym się w delfina zmieniać.
P: W sensie w następcę tronu?

P: Jak się ląduje w lochach to golą wszystkie włosy, żeby wszy nie było…
Ł: Więzieniu, nie lochach, nie mylmy ze sobą.

Ł: Ja ciągle nie wiem, jakie ma być moje zwierzę. [towarzyszące rangerowi]
L: Bóbr.
Z: Weź sobie panterę.
Ł: Tak myślałam, ale jest trochę cheesy.
Z: No tak! Jak nie masz czegoś, co jest trochę cheesy to źle grasz w tę grę.

H: Rzeka Gromu. Jest na niej mnóstwo katarakt i innych potworów.
Ł: Moja babcia kiedyś miała kataraktę.

Ł: Jestem brzydka jak noc listopadowa.
Z: Jako elfka?
Ł: Mam niską charyzmę.
P: Nie, to po prostu uznacza że masz nudną osobowość.

Ł: Jestem dziką postacią.
P: To tłumaczy niską charyzmę, nie używasz sztućców, wycierasz sobie tłuste palce we włosy.
I: Ty jesz w kuchni razem z panterą.

Z: [przedstawia się] Mitralan!
Ł: Mi…th… tam jest h, tak? Mithralan?
Z: H jest nieme.

Z: Jestem druidem o zielonych oczach. Znaczy, takich całych zielonych.
P: Fucking weirdo.
H: Wpadł kiedyś do kociołka.

Z: Jestem raczej milczący.
L: Obiecujesz?!
Z: Nie, może się rozkręcę.

H: Nazywam się Isolde i jestem magiem.
P: I jesteś kobietą?
H: Jestem facetem.
Ł i I: Izolda?
L: Jest Izoldem. I…zol…dem!
H: Ja to czytam jako „J”! Jsoldem!

I: Złodziej zawdzięcza mi swoje życie, czy chce się przyznać czy nie.
H: Na przykład nie skopałaś go na śmierć.

L: Jakie macie alignmenty?
Ł: Neutral.
Z: Neutral.
I: Neutral.
H: Neutral.
P: Dobry! [złodziej ma zdolność „flexible morals” pozwalającą podawać dowolny charakter. Oczywiście naprawdę jest neutralny :-)]

H: I., może chociaż ty nie pochodzisz z lasu?!
I: Nie. Ja pochodzę z rozbitej rodziny [szlocha]

L: Ario, od ilu lat idzie za wami oddział koboldzich… znaczy, orczych komandosów.
Ł: LAT?!
L: Eee, od ilu dni, przepraszam.
Ł: Już od pięciu! Nie mogą nas dogonić.
P: Zawsze jesteśmy o krok przed nimi.
H: wolałbym o długość strzału z łuku
P: Robimy ich na Zenona z Elei.

P: [w lochu] Jest ukryty przeklęty diadem, ale przeklęty diadem jest wysadzany takimi kamieniami szlachetnymi, jak głosi legenda, że jeden z nich mógłby kupić całe miasto.
Z: Są inteligentne i przedsiębiorcze?

[Druid może się zmieniać w zwierzęta żyjące w terenach, z którymi jest powiązany]
Z: Jestem z lasu i z wysokich gór.
L: No tak, w wysokich górach gnieżdżą się WIELKIE ORŁY.
Z: I niedźwiedzie, wilki…
P: I susły, nie zapominaj o susłach!
H: Jak się nazywają te, co zawijają w sreberka?
P: Świstaki!

H: Przeklęty diadem objęty przekleństwem bezwartościowości, każdy myśli że jest warty 1000 razy mniej niż jest warty.
Z: Diadem może kupić miasto pod warunkiem, że ktoś mu na to da pieniądze.

[skąd się biorą orki]
Z: Orki się chyba lęgną w lochach?
H: Nie, to koboldy się lęgną w lochach!
L: Orki się lęgną w orczych miastach. Znaczy, kiedy tata ork i mama ork…
P: A nie ze zgniłej słomy jednak i koguciego jaja?
L: To jest elfia propaganda.
Z [elf]: To prawda!

[czemu chaotic druid jest lepszy od neutral druid]
Z: Jako neutralny mam „Eliminate an unnatural menace”, a jako chaotic „Destroy a symbol of civilization”. Spalisz karczmę i jesteś do przodu!
Z: Albo mógłbym przewracać znaki drogowe.
P: Abo przekręcasz, że w złą stronę wskazują.

L: Drzwi otwierają się przed wami same z siebie.
H: Wszystkie w domu mam takie.

L: No właśnie, jak nazywa się kult?
H: to jest stary kult boga krwawego kamienia.
L: Tak właśnie myślałem że jakoś krwawy ten kult.
P: Bóg Krwawego Kamienia. God of the Blood Stone!
I: God of the Bladder Stone.
P: Krwawszego kamienia.

P: Towarzysze…
Z: Przyjaciele! Towarzysze to są na północy.
[Na północy jest Socjalistyczna Federacja Wolnych Istot, znaczy, orków i koboldów]

H: Złodziej niech idzie pierwszy.
Z: „Specjalista do spraw zabezpieczeń.”

[wielki pentagram, w środku głęboka studnia bez dna]
Z: Dobra, to ja w takim razie… czy ta studnia jest szeroka?
L: Tak, jest tak szeroka że 4 ludzi obok siebie się zmienia.
Z: Więc ja zmieniam się w nietoperza i wlatuję do studni sprawdzić co tam jest. You didn’t see that coming, did you?

Ł: na co powinnam uważać? Odpowiedź „na nietoperze” mnie nie usatysfakcjonuje.
Z: Bo ci się wkręci we włosy.

P: Nie możesz zawołać po pomoc.
Z: Mogę zapiszczeć!
L: Ale nikt cię nie usłyszy!
P: Usłyszą cię tylko inne nietoperze!
Z: Mogę wezwać inne nietoperze! Właśnie, jakie mam ruchy jako nietoperz?
L: Masz widzenie w ciemnościach, znaczy, echolokację.
P: Polowanie na małe owady.
Z: Milcz!
P: Jedzenie owoców. Wkręcanie się we włosy.

L: Krótki korytarzyk i takie większe pomieszczenie.
I: Schowek na szczotki.
P: Można by pomyśleć że ludzie ryjący pod ziemią oszczędzili by sobie niepotrzebnej roboty i nie ryli tego krótkiego korytarzyka, tylko zrobiliby od razu drugie pomieszczenie, ale najwyraźniej lubili ten sport.
H: Może to nie byli ludzie.
Z: A fakt że drążą pomiędzy kurwa kolejnymi pokojami 30-metrowe korytarze nie wzbudził twojego podejrzenia wcześniej?
P: Może to po to, żeby mieli czas opędzić się od pająków?
H: Może mieli czar „drążyć” i trwał 30 sekund.

[gracze dalej drążą temat korytarzy]
P: Albo mieli czerwie.
H: To był bardzo prostokątny czerw.
P: Nie, te korytarze mogą być takie okrągławe.
L: Nie, są takie (pokazuje zaokrąglony sufit i płaską podłogę)
P: Czyli są okrągłe, a na dole wykończyli posadzką, coś wysypali, podłoga samopoziomująca… a spróbuj robić samopoziomujący sufit. W świecie fantasy!
Z: Do tego takie rowki po bokach żeby krew spływała bokiem.
H: Może być podłoga a pod spodem kanał odprowadzający krew.
Z: A, czyli podłoga techniczna! Jakby trzeba było dołem puścić rury albo przewody magiczne.

L: Możecie zrobić discern realities na podłogę.
Z: Oczywiście że robię discern realities na podłogę! [rzuca] Świetnie! Nie wyszło!
I [załamana]: Jestem uwięziona pod ziemią z bandą intelektualistów.

[jakie będą negatywne konsekwencje nieudanego testu Z.]
H: Spada ci na głowę kawał płyty samopoziomującej, którą ktoś przyczepił do sufitu!
P: Kaseton spada.

L: Jest skrzynia.
Ł i H: Mimik!

[jak się leczy stany „confused”, „weak” itd.]
L: Leczy się z nich na postoju automatycznie.
Z: Postój automatyczny, dziękuje, proszę przegląd i usunięcie confused.
P: Nie traktujesz tego poważnie!

L: Szkielety mają ślady na kręgosłupie po cięciu.
P: Chciałem powiedzieć, że pomysł szkieleta wiszącego w łańcuchach jest tak nierealistyczny…
L: Nie, leżą.
L Jak się rozglądasz i przyjrzysz tym szkieletą to mają na kręgosłupie ślady po cięciu, znaczy, ktoś im poderżnął gardła. [po chwili] CSI: Lochy.

I: jak będzie zbierał pamiątki w każdym pomieszczeniu…
H: Na tym polega łupienie lochów!

[szkielet przewrócił Arianę i siedzi na niej]
L: Możesz go z siebie zrzucić, jest ciężki jak na szkielet, ale nadal nie jest to dużo.
P: Jest zaskakująco cięzki… wychodzi na to, że jest przy kości!

Ł: Czy moja pantera może chwycić go za nogę?
L: Może. Prawdę mówiąc to totalnie zapomnieliśmy o panterze.
Ł: Ja nie zapomniałam, tylko nie wiem, jak jej używać.

H: Podgryzając słodki korzeń przyglądam się walce.
L: Słodki korzeń jest zmarznięty na kość.
H: Lody! Wymyśliłem lody!

[szkielety miały na szyi srebrne kołnierze]
Ł: Sprawdź, czy nie są przeklęte.
P: Bo na pewno by nosiły przeklęt… oh, wait.

Z: Ja mam go cucić? Niech sam się ocuci, czarem!
Ł: ja nie mam do niego szacunku, nie będę go cucić!
H: Tak, zostawcie mnie tutaj!
Z: A uprzedzałem go że niebezpieczeństwo za nim idzie!

Z: Jak szeroki jest ten otwór?
L: Sześć metrów.
Z: O kurde.
H: Jakbyś zamienił się w coś przydatnego… na przykład małą katapultę.
Z: Jakbyś ty zamienił się w kogoś przydatnego to może byśmy sobie jakoś poradzili.

Z: Jak się nazywa pantera? Bo my ją nazwiemy!
P: Może Guenhwyvar?

[Kilka strzał wystrzelonych przez Arię zabija orczego berserkera]
Z: [w formie niedźwiedzia] Uuu… <klaszcze> Klaszczący niedźwiedź!

L: Pantera teraz rozszarpuje gardło leżącego orka zamiast biec na kamiennego potwora, więc nie dodaje ci do obrażeń.
P: Jak to kot, mówisz „kamienny potwór” a on cię ignoruje!

Z: Wymyśliłem sposób na idealny desant powietrzny, zmieniam się w orła, nadlatuję nad kogoś a potem zmieniam się w niedźwiedzia w locie!

[Pellas znalazł u orków trochę drogocennych przedmiotów, z którymi się dzieli z Isoldem i Arianą, ku irytacji Ł. pomijając Arię i Mithralana którzy poszli tropić orczego szamana]
Ł: Zabieram moją tyczkę, linę i kredę.
Z: To się nazywa niszczenie kapitału społecznego.
P: Ale srebrny kapitał zbieram!

L: Będą lochy z większą ilością potworów, ten jest taki pusty bo jest dla początkujących.
P: Loch startowy.

Apocalypse Podlasie

E: Może być po prostu Pan Bimberek, jak Pan Kanapka.

Dramatis personae:

Alex, egzekutorro (płci nieustalonej): L
Bumier, kierowca (z czołgiem z traktora): C
Matka Boska, guru (z własnym zakonem żeńskim): Ł
Natasza, gubernator (umundurowany szef wioski): E

MC za konsoletą: P.

L: Jestem ze wschodu, i to słychać.
C: Zaciągasz?
L: Zaciąąągam. I blędy robie.
C: Zadajesz się z niewłaściwymi osobami, na przykład.

[L otwiera laptopa]
Ł: Nareszcie będziemy mieli kwiatki z sesji!

Ł: Umówimy się, że coś zostawisz, jako znak, że nie jest dobrze.
L: Cztery doniczki.
E: Dwadzieścia trzy żelazka!
P: Znak wpadki!

[rozważanie wielkości stodoły pod kątem „ile traktorów się zmieści”]
P: No dwa się zmieszczą.
Ł: To taki mały budynek na siano raczej niż stodoła.
L: Myślę, że budynek, w którym trzyma się siano nazywa się, hm… stodoła?

[kazanie nawiedzonej sekty]
P: Opowiadają, jaką wartością dla człowieka jest wartość pracy własnych rąk, jaka jest cenna…
L: Jaką wartością jest dla człowieka praca własnych rąk? Wartością… DODANĄ!

P: Zza zakrętu wypada w twoją stronę motocykl z koszem.
C: Spod kasku wystaje niebieska chusta.
Ł: Jakiego kasku?!
C: OK, ma chustę a na niej kask taki mały.
Ł: Matka Boska nie nosi kasku, Matka Boska ma boską protekcję!

Ł: To ja wyjeżdżam tym traktorem [opancerzonym]
C: Czuję się jak w tym Bollywoodzkim filmie z traktorem.
P: Chciałem, żeby był taki standoff jak w westernie, ale może być i jak w bollywoodzie.

L: Nudzi mi się ta cała rozmowa. Zastanawiam się, czy go nie odstrzelić.
C: Znaczy, jakbyś słyszał tę rozmowę to już byś ich odstrzelił?
L: TAK!

C: Mnie tam i tak nie ma, prowadzę sielskie życie na wsi.
E: „Zbieram chrust w lesie, laboga!”

[gang zlokalizowany w pobliżu usiłuje wymusić dodatkowy haracz w amunicji]
Ł: Możecie też wrócić z dużą ilością ran.
E: Możecie wrócić… z amunicją.

L: Stawiaj się! Ja chcę strzelaniny! Co z ciebie gubernator jak się nie stawiasz?!
E: Ej, przestańcie wywierać na mnie presję.
L: To nie ja, to psychiczny wir.

P: Nie spodziewałem się, że do tego dojdzie.
L: Wysłałeś do naszej wioski grupę uzbrojonych ludzi!
Ł: I nie spodziewałeś się bitwy? :-)

Ł: Wybuchy! Ogień! Swąd palonego mięsa rozchodzi się po okolicy!
L: Matka Boska nie wykazuje miłosierdzia.
Ł: Nie wybacza.

Ł: No opisz wybuch!
P: Czy chcesz zniszczyć jeden czy uszkodzić kilka?
Ł: Jak wybuchnie jeden to pozostałe też się uszkodzą!
P: Samochody nie wybuchają tak jak na filmach z Hollywood, to ponury świat niebezpiecznych przygód.
Ł: Niebezpieczne przygody dla samochodów! To nie jest film „Autka”!

[Czy wrogi kult, w którym Bumier robi za agenta i z którego ucieka ma psy]
L: Oczywiście, że mają psy! Każdy opresywny reżim ma psy. Ł, masz psy?
Ł: Nie, bo ja nie jestem opresywnym reżimem.
L: Karygodne przeoczenie. Załatw sobie jakieś psy!

P: To nie jest tak, że jak ci nie wyjdzie to cię od razu zabiję.
Ł: Najpierw będzie cię torturować.
E: Jak to prawdziwy fan, rodem z Misery.

[Do graczy przybiega przerażone dziecko]
L: „Łaaaaa, potwór, porwał, łaaaaa!”
P: „Porwał, w chuj wielki!”
Ł: Używa takiego słownictwa?
P: Tutaj wszyscy używają takiego słownictwa, to Podlasie.
Ł: I całujesz tymi ustami mamusię na dobranoc?
L: Chuja tam całuję!

L: Nie maż się, nie mazgaj, nie jesteś babą!
C: „… sniff, sniff, jestem!”
Ł: Wszyscy ładnie odgrywają dziecko.
L: Tzw. dziecko przechodnie.

P: Widzisz coś na czterech łapach.
L: Czterech, to i tak nieźle.
C: Pozostałe cztery są w powietrzu.

P: Strzęp wygląda jakby nie dało się z niego nic uratować.
Ł: Możesz głowę mu uciąć i zawiesić sobie nad kominkiem.
L: GŁOWĘ DZIECKA?!
Ł: Aaa, myślałam że mówi o potworze.

[Samochód kierowany przez Nataszę stoi na drodze, a ona przygląda się biegnącym w jej stronę wrogom]
Ł: WYKRĘĆ, DO CHOLERY! (Matka Boska mówi Ci z psychicznego wiru)
E: Czuję jakiś dziwny impuls żeby wykręcić.

Ł: To ja się otwieram na psychiczny wir, mimo że nie daje mi to punktów.
P: Po co?
Ł: No chciałabym się dowiedzieć jak wygląda sytuacja.
P: Myślałem, że to taki ruch w stylu L. żeby sobie punkty nabić.

P: Znasz tę osobę, która zabiła tego chłopaka, i jest to Kantor.
Ł: Kantor?!!
L: Ten matematyk?

Sekretne znaki guwernantki

M: Trzeba szukać dużo powodów do niepotrzebnych testów, zawsze jest szansa na 50-tkę.

System: Wolsung

Dramatis personae:
Erich Krieg, ogr zabijaka z Wotanii: M
Mary-Ann Crawley, skandalizująca córka bogatej arystokratycznej elfiej rodziny z Alfheimu, dziennikarka i republikanka: L
Emma Wilcox, guwernantka Mary-Ann i jednocześnie tajny szpieg Wotański: K
Prowadzi Z.

Z: Podebrał was wotański trawler rybacki.
L: Czy miał na pokładzie przedstawicieli wotańskiego wywiadu?
Z: Nie.
L: to co to za trawler rybacki?

M: Jeżeli z nim współpracowała, to dlaczego przeszukała jego kajutę?
L: No dobra, ona nie współpracowała z nim. Zostałam przekonana.
M: To ja, ogr.
L: Jestem bardzo przenikliwa, dlatego wiedziałam o tym od początku.

L: Miał 3 kostki, nie mógł zginąć.
Z: Zauważył przytomnie L.
L: Z 3 kostkami w naturalny sposób unosi się na powierzchni morza.
M: Ma końcówkę harpuna wbitą w wieloryba i za nim na kilwaterze zasuwa.

A: Gracie przecież teraz w taki fajny system.
B: Taki średnio fajny.
C: Mocne 5 na 10.
D: Nie zapisuj tego.
A: Właśnie zapisuj!
D: Nam trochę nie wypada, uważamy że wszystkie systemy wydane w Polsce są dobre.

Z: Oj, przecież totalnie zanonimizowane są te cytaty. L., zanonimizuj te cytaty.
L: Ale to bym musiał pozmieniać inicjały wszędzie, w tych poprzednich też powinienem.
Z: Nie, teraz od tego momentu powinny być pozmieniane.

Z: Teraz jest jeszcze narracja, którą prowadzę tak powoli.
L: Narrator…
L: prowadzi…
L: narrację…
L: bardzo…
L: powoli…
L: bo…
L: między…
L: wyrazami…
Z: Dobra, L., starczy tego dobrego.
L: czyta…
L: przygodę…
Z: No co za człowiek!

M: Odczep się od mojego gorsetu!
L: Mój fiszbin ma gorsety ze stali.
[wszyscy parskają]
L: Znaczy, na odwrót.
Z: Twoja stal ma gorsety z fiszbinów?

L: Swoją drogą, jaki adekwatny rekwizyt.
Z: Co?
L: Żelazko na parę.
K: Można mu jakąś dyskretną zębatkę dokleić.

M: Co ryzykujemy?
L: No, Z. się zastanawia czy nie poprowadzić po skończeniu tej kampanii czegoś, wymyślając przygody.
M: A więcej kampanii nie wyszło?

K: Jest po polsku takie powiedzenie, gra w trony. Ma mniej więcej takie samo znaczenie jak po angielsku.
L: Coś jak muzyczne krzesła, tylko więcej sztyletów?

K: Czy Wilhelm tu mieszka?
L: też myślałem, że chodzi o cesarza. Ale to trochę nadmiernie familiarne określenie, „Wilhelm”.

M: Badanie nago? To jakiś lekarz-naturysta?
L: Kto by się rozbierał do badania?!
M: To by było zupełnie niewłaściwe.

M: Jak to się u nas mówi, dowody wpadły do wody.
M: Taki żarcik rozbitków.

K: Zawsze kiedy Z. prowadzi to M. go jakoś dobija mechaniką.
M: Dobre mechaniki się bronią.
L: Ta mechanika broni ciebie.

K: Kupuję jej długie suknie z głębokim dekoltem.
L: Kupuję sobie krótkie suknie z niewielkim dekoltem.
M: Jej przekaz rozumiem, twój nie bardzo.
L: Ja niespecjalnie lubię swoje piersi, ale lubię swoje nogi.

L: Daję jej tajne znaki guwernantki. [kręcąc głowa na „nie”]
M: Sekretne znaki!

M [do Z]: No wydaj ten żeton. Jeden żeton daje Ci 100% pewności że się obroni!
Z: OK. [rzuca żetona do puli]
K: No to wydaję kartę.
L: Ha! To się nam opłacało zdecydowanie, za żetona odzyskuje się 3 karty. MG stracił 1 żeton za naszą 1/3 żetonu.
L: Mamy teraz +1 do reputacji na resztę sesji, będzie nas trudniej zabić społecznie.
K: Zwłaszcza, że MG teraz ma mało tych żetonów.
L: Tak, dlatego będą nas teraz przez resztę sesji atakować, strzelać i gonić po dachach.
Z: Niektórzy to tutaj są przenikliwi, ha.

M: Nie idę do opery.
K: Oczywiście, że go bierzemy.
Z: Jesteś w operze.
M: Kiedy przychodzi kelner?

L: Ach, pani hrabina. Łączy nas pewna rzecz, pani męża ręka na naszych pośladkach.
K: „molestował mnie pani mąż”
Z [załamuje się]

L: Jakbym poszła tam i uzyskała materiały na artykuł, to bym odzyskała jeden żeton.
Z: Możesz o tym anonimowo napisać, seans spirytystyczny u hrabiny.
L: Zamknięty seans, anonimowe źródło, nie do zidentyfikowania.

[słuchamy Wagnera jako akompaniamentu sesji]
K: Trochę męcząca jest ta muzyka, może można by ją było jednak zmienić.
L: Albo mógłbyś ją ściszyć tak, żeby jej NIE BYŁO SŁYCHAĆ.
Z: Odważna propozycja.

[Erich umawia się na spotkanie]
Z: Generalnie nie ma najlepszej reputacji, bo to aktorka.
L: Spodoba ci się.
M: Brzmi doskonale.

M: Nieważne co się dzieje, nie hajtaj się z drugoplanowcem.
Z: Jak się z nią ochajta to zostanie pierwszoplanowcem.
L: Chce się ze mną ożenić dla moich kostek!

[postacie dostają ofertę zaproszenia na seans spirytystyczny]
L: Możemy przyjąć. Brzmi jak plot point.

L: Żeby nie było, muszę zdobyć informacje NA ARTYKUŁ. Nie muszę go potem napisać.
Z: El cheapo.

Z: Następnego dnia w gazecie w rubryce towarzyskiej jest notka, że widziano ją w niezwykłej zażyłości w towarzystwie tego młodzieńca.
M: Przychodzę do niej rano z tą gazetą i rzucam.
Emma – Czy jest w tym jakieś ziarno prawdy?!
Mary-Ann – Wysłałaś mnie z nim na diabelski młyn! Nie wiedziałam co zrobić!!! [płacze rozpaczliwie]
Emma – No już, już.
K: Pocieszam ją .

K: Może powinniśmy coś z tym zrobić?
M: Ja chętnie, mam do tego +3.
Z: Kill him.

Z: Jest kościół będący odpowiednikiem anglikanizmu, L. zaraz sprawdzi jak się nazywa bo jest dobrym graczem.
L: Nie mogę sprawdzić, bo pracuję.
Z: Co?! Jak możesz!
L: Gram, notuję cytaty i jeszcze w wolnym czasie tłumaczę bez wpływu na performance, nie powinieneś narzekać tylko dlatego, że nie możesz przerzucić na mnie wykonywania części swoich obowiązków.

L: Jak możesz zarzucać mi brak zaangażowania! <chlip> Jestem taką dzielną graczką!
K: Nie graczką, tylko postacią.
L: Fakt.

L: Nie chcę być bardziej żenująca od trolla.
K: To jest ogr.
M [patrzy się załamany]

M: Już niedługo będzie grzał ręce o pośladki moich przyjaciółek i bezpiecznie wróci do domu.
M: Nie mówię tego!

Erich – Dzień dobry, będziemy potrzebować dwóch sterowców.
Mary-Ann – Dwa sterowce i oddział komandosów.
NPC – czy można podać herbatę? Napoje?
Erich – Dwa sterowce.

M: Rozwalmy ich społecznie! Rozwalamy tę przygodę.

L: Spoko, za -1 do reputacji to jak przegramy to on [Erich] będzie chodzi w takiej reputacyjnej chmurze a my przeżyjemy.
M [krzycząc z toalety]: Ja się na nic nie zgadzam!!

L: Czy to +3 jest przeciwko Venrierowcom zawsze czy tylko ujawnionym? Bo można tak chodzić i atakować społecznie każdego, i pytać czy się ma normalnego skilla czy +3.

Z: „Szlachetny panie, Wotania jest panu wdzięczna, ale nie ma pan doświadczenia w sprawach polityki.”
M: No, ja w zasadzie czuję się już przekonany.
[Z rzuca jakieś smutne 12]
Z: Niestety, zupełnie nie czujesz się przekonany.

L: Jesteś tutaj po to żeby wchłaniać jego ataki dopóki nie umrzesz.
Z: Tank! Nie, zaraz, nie tank, meat shield.Tank ma dużo odporności, ty jesteś po prostu supportem, któremu kazali pójść w krzaki przodem.

M: Dywersja. jestem profesjonalistą w rozlewaniu herbaty. Nie powinni nam przynosić nic do picia kiedy dyskutujemy.

Z: Rzucił 18. Nie udało mu się, w takim razie.
L: Zygu zygu marchewka. Formalna sytuacja! Aczkolwiek herbata leje się gęsto.

K: Powinniśmy mieć dużo więcej żetonów, jak się dostaje przy tylu okazjach.
Z: Maksymalnie jeden.
L: CO NAJMNIEJ JEDEN.
Z: Khm. Tego.

L: [cytuje zasady odzyskiwania punktów] …kiedy któryś z graczy powie coś, co was szczerze rozbawi…
Z: [śmiejąc się przez zaciśnięte zęby] NIC MNIE NIE ROZBAWIŁO.

[przeciwnik wyeliminował już z dyskusji Ericha i Mary-Ann, została Emma z ostatnim znacznikiem]
L: Zawsze możemy poddać konfrontację.
Z: Ale nie potrzeba na to żeby miała kostkę?
L: Nie. „Gracz może zawsze poddać konfrontację.”
Emma – „Czuję się przekonana. [odchodzi]
Z: Somehow, czuję się oszukany.
L: W sumie wydaliśmy trochę żetonów ale Z. zużył dużo więcej.
M: Ile ci tam zostało tych żetonów?
Z: … jeden. Mogę jakoś odzyskać żetony?
L: NIE.

To sprawa bezpieczeństwa planetarnego

System: idee fixe – ale tym razem agenci kontrwywiadu w czasie najazdu Obcych.

[Ten post to dostępne wcześniej na innej stronie cytaty z pierwszych czterech sesji Earth Defense 2020]

Grają:
kpt Nowakowski, były pracownik Biura Ochrony Rządu – MW.
kpt Biernacki, były pracownik Wojskowych Służb Informacyjnych – K.
mjr Delagrange, wypożyczony psionik z kompanii Omega – L.

Prowadzi: Z

[pierwsza sesja]

Z: No dobra, kapitanowie, Centrala przysyła wam nowego człowieka.
K [do L]: Jesteś odpowiedzią na zażalenie? „W odpowiedzi na zażalenie przysyłamy wam TO, i niech to was powstrzyma od przysyłania nam dalszego takiego spamu…”
L: „W odpowiedzi na zażalenie przysyłamy wam TO, jak wyślecie kolejne zażalenie przyślemy wam drugiego takiego.”

K: A ja nazywam się Robert Biernacki i mam na koszulce taki napis: „Nazywam się Major Biernacki i mam stopień kapitana.”

K: Czy pan jest spokrewniony z tym słynnym matematykiem?
MW: Nie znam żadnego matematyka który by się nazywał „Major”.
K: Matematyk Kusanagi.

K: Czy ktoś pamięta jak wyglądałem?
Z: Dobre pytanie, też je zadałem na sesji Star Warsów na początku.

Z: No, widzisz tych dwóch kolesi, takie słowiańskie paszcze, ale sympatyczni nawet.

Nowakowski – Na stałe czy czasowo?
Delagrange – Mam nadzieję że czasowo, ale to nie wiadomo.
MW: No, nie ma jak to pierwsze wrażenie.
K: Zainstaluj się w schowku na papiery.

Z: Chyba powinieneś do niego mówić ‚panie majorze’.
Biernacki – Panie majorze, ochujałeś?

Nowakowski – Ooo, trzeba się będzie wybrać z nim na picie wódki.
Biernacki – Zniszczymy kurwa żabojada winochłapcę.
Z: Jak w zasadzie chcecie ze sobą rozmawiać żeby nie zrozumiał?
MW: A to on mówi po polsku?
L: Tak, nawet się wam na lądowisku po polsku przedstawiłem…
MW: A, jakoś mi umknęło…

[Jacques ogląda przeszłowidzeniem scenę rzezi grupki dzieci z enklawy rolniczej podczas ataku Obcych]
Z: Rzuć sobie na Determinację… zaraz wam się psionik porzyga.
L: Aaaa! [turl… przerzut… turl… turl…] Na co ja kurde marnuję taki rzut!
Z: Nieno, nawet się nie skrzywił.
L: 23 z samej kostki!
K: Nawet się trochę uśmiechnął, u niego w kraju nie takie rzeczy robi się z dziećmi… trochę się oblizał… to nie dzieci, to prawdziwe skurwysyny były…

Z: Masz rację…
MW: Napisałem taki plik nawet kiedyś.
Z: Jaki?
K: Że miałeś rację?

K: Jeden z nas pójdzie do tego dziennikarza i zrobi z siebie idiotę…
MW [do K]: Ty!

[zaszła konieczność zneutralizowania potencjalnego przecieku informacji o agentach Obcych]
K: Musimy zorganizować jakiś wypadek samochodowy czy coś.
MW: Gdzie on [dziennikarz] teraz jest?
Z: W domu.
MW: Dobrze…
K: W głównym pokoju przejedzie go TIR?

L: Nieno, mój motocykl jest skomputeryzowany, ma mapę Warszawy wmontowaną…
Z: Ale to nieaktualna mapa…
K: Tajna, nie ma na niej żadnych mostów.
Z: Tak, stara mapa Warszawy z czasów napoleońskich.

L: Dlatego się pytałem czy są już motocykle z zamkniętą karoserią.
Z: Możesz mieć prototyp.
K: Ta, prototyp, takie kanciaste szybki ci wystają.

K [w czasie identyfikacji postaci L]: Tak, to Jaques le Grande, wynalazł przenośny biustonosz.

Z [opisuje trupa agenta Obcych]: … miał buty, takie wojskowe glany. Zdejmujesz mu te buty?
L [chwila wahania]
MW: W środku znajdują się osławione „stopy Obcych”.

L: Mój następny motocykl będzie miał działko obronne. Nie, obronno-zaczepne, działko tylko obronne to kiepski pomysł.
Z: Działko obronne samą swoją obecnością zaczepia.

Biernacki – Trzeba trafić w usta żeby wyglądało na samobójstwo…
Nowakowski – Z karabinu, kurwa…
Biernacki – Broni nie znaleziono…

Biernacki – A może upozorujemy napad?! Przecież wyglądamy i zachowujemy się jak totalni bandyci!

Z: Panowie, nie generować tu cytatów tylko brać się za granie.

MW: Gdzie ja o tej porze załatwię sobie pistolet nielegalnie?
K: Jak to gdzie? W Podspodzie! A, nie ma jeszcze…
Z: Jak sobie zbudujesz to będzie.

Biernacki – Trzeba mieć jak najwięcej elementów charakterystycznych! Zapamiętają czapkę bejsbolówke, pomarańczową kurtkie, łańcuch na szyi i kalosze.
K [gest]: I ja to wszystko właśnie zakładam na siebie.
MW: Kupuję sobie czerwone dżinsy.
K: A ja szal modlitewny.
MW: To się stuła nazywa.
K: Nie, taki żydowski…

Z: A gdzie ty kupisz szal modlitewny?
K: Na szrocie.

Biernacki – A naszemu samochodu napiszę „huj” z boku. Przez jedno „h”.
Nowakowski – Nie, to już przesada.
L: Lepiej HWDP.
Biernacki – O, to HWDP chociaż.
Nowakowski – Nie!
Biernacki – Z szablonu?
Nowakowski – Nie!!

L: Muszę sobie samochód snajperski przygotować.
K: Z takim wielkim celownikiem?
MW: Będziesz nadzwyczaj precyzyjnie prowadził…

Z: Koleś odchylił żaluzje.
Delagrange – Mogę zdjąć go teraz…
Nowakowski – Ale to by wyglądało jakby ktoś go zastrzelił z karabinu snajperskiego.
Z: Samobójstwo przy goleniu..
K: Tak, tylko jak mu kurwa trafisz teraz w goleń? Przez okno?

K: Uyyeeyeyyyyyy.
MW: Co ty za walenia zrobiłeś?
K: Chewbaccę.
Z: Dźwięk mu wyszedł wyjątkowo udany… ueeeyyyyyyyy.
Wszyscy: Co ty?
Z: Trenuję, może następnym razem zagram Wookieem.

Z [NPC się przedstawia] – Wojciech Giermaż.
K: Mam duże opanowanie, więc udam, że mi się nie skojarzyło z garmażem i kąciki ust mi do góry nie poszły.

[dziennikarz NPC] – Ale on ma płaszcz na sobie.
Biernacki – A co pan myśli, że ten płaszcz był jakoś zarejestrowany? My nie mamy bazy płaszczy, a on nie miał dokumentów. Przypuszczam, że to był obcy w płaszczu.
MW: Rekord świata w chujowej nawijce.
Biernacki – Płaszcz najprawdopodobniej pochodził z Ziemi. To ziemski płaszcz był. Dlatego się nim nie zainteresowałem. Obcy w ziemskim płaszczu.

Biernacki – Ta nadzwyczajnie potężna istota mogła spokojnie podnieść pański samochód.
[dziennikarz przyjechał plastikowym tzw. toczydłem, samochodem który pusty waży jakieś 200 kg]

[postacie sprawdzają emaile i podsłuchują telefon dziennikarza z którym miał spotkać się zabity przez nich potencjalny przeciek]
Z: Powiedział że to oszust, a faceta dodał sobie do killfile’a.
K: My też go sobie dodaliśmy do killfile’a.

L: Moja postać ma dwa poziomy atrakcyjności i dodaje sobie trzeci odpowiednim ubraniem i makijażem.
Z: Tak, zauważyliście że się makijażuje.
K [do MW]: Stary, szykuj granat plazmowy!

L: Robię analizę danych osobowych. [kiepski rzut]
K: Okazało się, że ochroniarz jest agentem owcy.

L: Szukam jakichś takich rzeczy, typu że pies mu zaginął a dwa dni później wrócił i oczy mu się świecą na czerwono.
K: I strasznie dymi z lufy…
Z: Nie ma nóg, ale lewituje…
K: Levitare necesse est.

Z: Podstawowy czas… rok… no co, rozpracowanie alfabetu obcych?
K: O, spadaj, to ja Tolkiena czytam.
Z: Cheater, cheater… Wziąłeś podwójny czas, to po dwóch latach możesz spróbować znowu.

K: W centrum miasta mogą robić sobie prace nad alfabetem, on im w twarz nie wybuchnie… a ze źródłami energii to wypierdalać do Łodzi, tej kurwie nic nie zaszkodzi.
[w Idee Fixe ludność Łodzi została wysiedlona do Warszawy, więc miasto jest puste]

[K wyrzucił -15 na teście umiejętności Samokontrola, żeby podkręcić sobie Budowę przed chlaniem z Francuzem, więc padł przed wypiciem pierwszego kieliszka wódki]
Delagrange – Wy, Polacy, macie słabe głowy…

MW [po zauważeniu że Delagrange nie interesuje się rozebranymi paniami tańczącymi przy rurze w barze]: Panienki na niego nie działają… faktycznie, na następne picie pójdzie chyba do knajpy z Chipendejlsami… ale sam!
K: Bo nas Superekspres przyuważy i będzie ryfa.

Z: Jak się podpił to patrzy na ciebie przychylniejszym okiem…
K: Tego brakowało, najpierw nie patrzy się na cziksy a potem się na ciebie jopi…
MW: Tak mnie to trochę sfreakowało, więc idę szybko do domu.

[dyskusja czy w świecie IF jest gra komputerowa „UFO: Enemy Unknown”]
L: Może być taka gra „Faerie Attack”, o elfach które wychodzą z sąsiedniego wymiaru, atakują, mają magiczne technologie które można researchować… latają na miotłach i atakują miasta…

L: W świecie IF też nie ma takiego RPG jak Idee Fixe, bo inaczej prędzej czy później jacyś gracze chcieli by grać postaciami, które by grały w IF, a poza tym można by było przeczytać rozdział MG i wszystkiego się dowiedzieć.
MW: Przede wszystkim dlatego że split od naszej historii był w 1999…
L: Ale już byli tacy pracujący nad systemem IF, to co, mieli wszyscy tajemnicze wypadki?

L: Aj, -14 z samej kostki… to rzuciłem w sumie -2 na interpretację aury.
Z: Facet jest lewy. Jest psionikiem i ma wszczepy…
K: I ma w środku wielki wszczep: pompę do betonu.
MW: Strzelaj! Strzelaj, ale w głowę, bo niżej zrykoszetuje od pompy.

Biernacki – Jak się woła na agenta, „cip cip, kurwa”?
Nowakowski – Jesteśmy w pracy, nie rób sobie jaj.

[druga sesja]

Z: Przejebaliście sprawę, więc wy dostaliście po naganie a on dostał pochwałę. Jak można się domyślić nie przyczyniło się to do poprawy…
K: Stosunków polsko-francuskich.
Z: To też.

MW: No tak, to musi być coś ważnego, wyślijmy naszych najlepszych ludzi w teren i zostawmy Warszawę bez ochrony.
Z: Jego [pokazuje L] zostawili w Warszawie.
MW: No tak, on się do tego lepiej nada, zna teren.

L: Ściągam taki program do symulacji układu słonecznego, bzibzibzi… [pokazuje jak się kręcą planety]
K: Uważaj, bo przedłużenie celuje w te żółwie, na których stoi układ słoneczny.

MW: Żołnierz-inteligent.
K: Respekcik. Po enklawie gówno krąży… to nie gówno, to chorąży!

Z: Rzuć sobie na analizę danych.
L: Minus sześć z rzutu.
MW: Gratulujemy.
L: To osiem.
K: Ustaliłeś że ona jest facetem…

[dyskusja o pancerzach wspomaganych]
Nowakowski – Chociaż nie, z czteropiętrowego budynku byśmy nie zeskoczyli.
Delagrange – Byście zeskoczyli.
Biernacki – Byśmy zeskoczyli… ale byśmy nie pobiegli dalej.

Delagrange – Mamy trop!
Biernacki – Jak nie znajdziemy Obcych to przynajmniej sektę sobie wystrzelamy!
Biernacki – Bezpieczeństwo planetarne, ręce do góry! Blam blam blam!
Nowakowski – Zawsze będzie w raporcie można coś naściemniać.

Nowakowski – Sprzedajmy to jakiejś służbie bezpieczeństwa, to nie nasze zadanie…
Delagrange – Ale to my jesteśmy służba bezpieczeństwa.

Biernacki – Własnie, atrakcyjna jest czy nie?
Nowakowski – Nadużywasz władzy.
Biernacki – Nie, jeeeszcze nie….

Z: Macie zdjęcie laski.
K: Mam nadzieję że laska nie ma laski, bo przestaję się interesować infiltracją.

MW [gada o różnych bzdurach]
MW [do Z]: Prowadź, co?!
Z: Bezczelność, no.
K: Od godziny siedzimy i pierdolimy o gównie, a potem opieprzamy Z żeby prowadził…

Delagrange – Nie będę z nią gadać.
Biernacki – Właśnie będziesz się czuć komfortowo, pogadasz sobie z nią o ciuszkach, kosmetykach…

Delagrange – Możemy zagrać w marynarza, albo w papier-nożyce-kamień, albo cokolwiek, możemy rzucić monetą…
K: Też masz umiejętność „rzucanie monetą”?
L: Nie, mam przyszłowidzenie.
Z: Jest prekogiem, nie grajcie z nim w gry losowe.

Delagrange – Jak zlecacie wszystkie takie zadania buciejom to nic dziwnego że macie takie wyniki.
Nowakowski – Może go sprzedamy na organy?
Biernacki – Tak, miał wypadek, przejechała go cztery razy furgonetka zwiadu radioelektronicznego…

K: Umiecie się włamywać, jeden z drugim?
L: Nie, ja umiem strzelać.
K: Doskonale, ja też, możemy zastrzelić jej zamek.

K [opisuje jak postacie przebierają się za monterów]
L: Ja wezmę pad elektroniczny, będę nadzorcą.
K: Nadzorcą… a ja wkręcę mu dwie śruby w plecy.

K: Te, nadzorca, przyczepiłbyś sobie jakieś ostrogi.
K: Jawohl, Herr Hauptmann!

K: Już wiem, biorę taką wielką słuchawę i wieszam sobie na pasku.
MW: Głupi jesteś, do czego ci taka słuchawka, jesteśmy pogotowiem internetowym.
K: Normalnie, mam RJ, wtykam i rozmawiam…
MW: Umarłeś chyba i jesteś głupi…

L: Biorę coś co będzie się nadawać do psychometrii, jakbym chciał ją zlokalizować… skarpetkę…
K: Wiedziałem, że będzie wąchać jej skarpetki!

L: Skarpetki często giną [chwila zastanowienia] chociaż nie wiem, czy kobietom też…
K: Możesz zostawić artykuł na stole: „Skarpetki często giną”.

NPC, bandzior – Ty, dziwak, masz papierosy?
Nowakowski – Nie, nie palę. To niezdrowe.
NPC – A masz może dziesiątaka?
MW [pokazuje że wystawia pistolet]
Nowakowski – Nie, ale mam dziewiątkę. Spadaj.

Z: Widzisz jednego który ma ten, DSG 111.
MW: Na plecach niesie?
Z: Nie, w ręce trzyma.
Nowakowski – Zgromadzenie 20 gości, jeden ma karabin, macie zamiar interweniować?
Dyspozytor – Tak, tak, wyślemy jakiś patrol.
Biernacki – Chyba parafialny…

MW: On się nadaje na mrocznego…
L: Mogę zrobić sobie makijaż.
MW: Będzie mówił po francusku, pierdolnie sobie makijaż…

MW: Mam nadzieję że nie narobi nam wstydu i będzie miał spodnie które mają materiał na tyłku.
L: Bardzo zabawne. A ja mam nadzieję że ty, jako zagorzały heteryk, nie będziesz łapać wszystkich kobiet w zasięgu za cycki i tyłki.
MW: Jeszcze się zastanowię.

MW: Pytam się czy mają tutaj depresso. Wiesz co to jest depresso? Czarna kawa z tłuczonym szkłem i gwoździami.
K: Dawaj, bo umrę.
MW: Odsuwam się od ciebie, ty pozerze…
MW: [jęcząc] Co za beznadziejny lokal…
K: …niemożemy się śmiać… [jęcząc] umrę….

MW: Z, kto jest mroczniejszy od nasz w okolicy?

MW: Stary, jesteśmy najbledsi w okolicy, jakby ktoś na nas spojrzał w podczerwieni to mielibyśmy co najmniej ze dwa stopnie niżej…

MW: Patrzę na nią głęboko i staram się przekazać jej głębię mojej depresji…
K: Twojej latryny.
MW: Przy mojej depresji twoja depresja to high, wiesz.

L: Patrzę na niego astralnie.
Z: To psionik.
L: Jaki rodzaj?
Z: Telepata.
L: Rzucam na dwójmyślenie! „Jestem gotem! Gotem! Siedzę tu i gocę!”

Z: Możecie sami uzyskać dostęp do tych kamer z datapada.
K [jęcząc]: Niee… zadzwonię…
L: Wyłączcie dwójmyślenie, ćwoki!
K [jęcząc]: To ja tak depresyjnie wyciągam datapada…

Delagrange – Idziemy do samochodu!
Nowakowski [jęcząc] – … dobrze… idziemy… tylko ja prowadzę!
Delagrange – Nie!

Biernacki [jęcząc] – Nie masz żadnego sprzęgła… wciśnij ten gaz… i zabijmy się…
Nowakowski [jęcząc] – Dobry sposób… na spędzenie wieczora…
Biernacki [jęcząc] – Tak… znajdźmy awatara… i zaparkujmy w nim…
Delagrange – Tak, widzę że wykazujecie się dobrym gustem.

MW: L, ty zadzwoń do centrali, nie brzmisz jak agent PESMu.

MW: To ja tak melancholijnie nacisnę pedał gazu.
K: Melancholijne zaprę się nogami w deskę rozdzielczą.

[postacie lokalizują pod trawnikiem coś, co jest najprawdopodobniej miną]
L: To ja do niej strzelam.
K: A jak to będzie wyskakująca to będę ci kurwa wdzięczny.
L: Nieno, nawet jak jest wyskakująca to jak dostanie z dezintegrującego przeciwpancernego pocisku z wolframu to nie przeżyje.
K: Dobra, dobra, to dawaj, mam backup w Nowej Zelandii.
MW: To nie ta bajka, wiesz…
[w równoległej kampanii pulpowego IF K. grał Sztuczą Inteligencją z backupem w Nowej Zelandii]

Z: K, miałeś nogi, całkiem niezłe.
K: Spierdalaj, podskakuję.

Z: Kto z was jest bardziej z przodu?
K: Wszystko jedno.
Z: Kto z was woli parzyste?
K: Ja.
Z: [rzuca] To ty jesteś pierwszy.
K: Zaraz, jak ja wolę parzyste, to powinienem mieć szczęście i być drugi…
[nie miał szczęścia, rękę stracił]

[trzecia sesja]

L: Mogę wydać jakieś punkty z ogólnych na zdolności PSI?
Z: Możesz. Jeden. Pewnie ci to nic nie da, ale zapisz sobie, bo po przyszłej sesji też będziesz mógł wydać tylko jeden.
L: Nie, mam jeszcze coś poniżej atrybutu kontrolującego.
Z: O ty chuju, przechytrzyłeś mnie, że tak powiem.

Z: Co idzie do prasy?
MW: Wybuch gazu.

Z: Apropos, fajny dowcip ostatnio słyszałem. Przychodzi ojciec do syna i mówi „Ojcze, jest coś, co chcę ci powiedzieć. Jestem gejem.” „Synu, a garnitur od Armaniego masz?” „No, nie.” „To ty zwykły pedał jesteś.”
E [kibic z boku]: To tak apropos postaci L?
Z: Tak, jego postać jest gejem.
L [przegląda kartę postaci]: Garnitur mam Hugo Bossa… nic nie mam Armaniego.
Z: Armani jest dla pedałów.

[historia życia poszukiwanego dzikiego telepaty]
Z: … urodził się w ubogiej rodzinie.
MW: Musiał zgadywać życzenia rodziców żeby dostać coś do żarcia i dlatego został telepatą.

L: W jakich firmach pracował? Coś związanego z wojskiem, obronnością?
Z: To były generalnie firmy typu HR.
L: A, dobra, dobra… NIEDOBRA!

MW: To skąd wiadomo, że to on, jak używa anon-remailerów?
K: Bo zostawił sobie .signature.
L: Nieno, to można zrobić w sumie…
K: Tak, wpisujesz .signature i jedziesz.

[Z opisuje nową cyberrękę postaci K]
Z: No i upierdolili ci przy okazji nogi tak na wszelki wypadek.

K: Stopy Obcych są! W mojej dłoni! [pokazuje rękę]
MW: A ma chociaż kciuk przy tej ręce? Bo jak to są stopy obcych to może nie mieć.
L: Nieno, stopy obcych są chwytne.
MW: Może twoich.

MW: No więc tak, pomysł wstrzelenia gościowi nadajnika z haubicy nie przeszedł: mógłby nie przeżyć.

[włamanie się i powkładanie facetowi nadajników w ubrania, długopisy, buty etc.]
L: Trzeba tak zrobić, na filmie było.
K: Nieno, tego filmu nie widziałeś?
MW: Film widziałem, ale…
L: Musimy tak działać, bo jesteśmy źli. Znaczy, dobrzy jesteśmy!

MW: Trzeba gościowi napuścić gazu, to się nie obudzi.

L: MW ma już statycznego bloga, to się nazywa strona WWW.
A [z boku]: Mógłby zrobić stronę o postępach pracy nad Idee Fixe.
L i Z: To by była bardzo statyczna strona.

Z: Podejrzana najbardziej na górze listy to nie żaden polityk ani wojskowy. To sekretarka. W Ministerstwie Obrony.
MW: Zastrzelić ją. Prewencyjnie.

Biernacki – Służba Ochrony Kolei!
Nowakowski – Nie, stary, Służba Ochrony Planety! Legitymację nie z tej kieszeni wyciągnąłeś.

K: Strzelam do niej, przypominam, amunicja żelowa.
Z: I w tym momencie eksploduje jej głowa.
K: High explosive żele. Nie wytrzymała presji.

MW: To ja podchodzę do tej kostki i wyciągam kable.
L: Zwracam uwagę że mam przyszłowidzenie bojowe, więc wrzasnę akurat kiedy będzie wybuchać i urywać mu rękę.

L: To alieńska kostka! Rubika!

MW: Ja mam kaca i dlatego jestem w złym humorze.
Z: Możesz łyknąć nowy, eksperymentalny proszek.
MW: Odwal się.
Z: Na kaca też pomaga…

L: A jak się nazywała sekretarka?
K: Nieważne, pani Wybuchłjejłeb.
MW: Czesława Wybuchłjejłeb.

[postacie jadą aresztować ważnego biznesmena]
Nowakowski – Czy mamy jakieś kajdanki?
Biernacki – No co ty, czarne paski samozaciskowe bardzo dobrze się komponują z garniturem.

MW: Po pierwsze, nie będziemy jechać na akcję autobusem, po drugie agenci ED mają darmowe przejazdy.
Z: Nieno, agenci ED mają tylko 50% zniżki.
K: Darmowy to jeżeli cię Obcy goni, bo jeżeli przestępca to tylko 75% zniżki.

L: To ja spróbuję zobaczyć przyszłość. [rzuca] Wow, 16 z samej kostki.
Z: Widzisz jak rozmawiają z sekretarką, która tłumaczy im, że nie ma go, wyszedł.
L: Nie powiem im o tym, bo jak im powiem, że wyszedł to nie będą rozmawiać z sekretarką, czyli zmarnowałem wyczesany rzut na zobaczenie czegoś, co się jednak nie wydarzy.
[chwila później: przeszłowidzenie ujawnia, że poszukiwany wyszedł]
L: Szit, powiedziałem im, teraz nie będą rozmawiać z sekretarką!

Z [do K]: Od razu mogłem kazać ci rzucić na gadanie!
K: Właśnie! A tak to tu dajesz mi pyskować…

[Nowakowski i Biernacki przygotowują się do desantu ze śmigłowca bojowego]
Delagrange – Jak zginiecie to poślemy ochroniarzy. Znaczy, ja poślę, bo ja nie zjeżdżam z wami na dół.
Z: Ty poślesz, bo oni będą martwi.

MW: Ja, na przykład, mam na sobie garnitur.
L: Ale kuloodporny?
MW: A czy niedźwiedź sra w lesie?

[jak wygląda zakładanie uprzęży desantowej]
Delagrange – Ja się nie macam po worku, ja się z wami nie spuszczam.
Biernacki – No mowa.

Z: Rzucę sobie. Może pilot coś spierdolił i wszyscy zginiecie. To byłoby niezłe zakończenie kampanii… [rzuca kostką]
L [z lekkim niedowierzaniem]: MINUS OSIEM?
K: Spierdolił! SPIERDOLIŁ! Jak dobrze że mam uprząż! Jak źle że mam linę!

Nowakowski – To po co my w zasadzie spuszczamy się na linach?
Biernacki – Nie wiem.
Nowakowski – To cieszę się, że przedyskutowaliśmy tę sprawę jeszcze na pokładzie.
Biernacki – W filmach sensacyjnych zawsze zjeżdżają.

[ścigany podejrzany zostaje rozstrzelany przez śmigłowce policji, działające bez rozkazu ze strony postaci]
K: Dzwonię do naszego szefa, żeby zadzwonił do szefa policji, żeby pogratulować mu błyskotliwej akcji i powiedzieć, żeby się sam zdegradował.
MW: Nie, wysyłamy tam zespół bezpieczeństwa żeby aresztował gościa i posłał na proces za zdradę.
K: I żeby mu wetknęli okolicznościowy buttplug.
MW: Musimy kontener zamówić.
K: W formie rybki takiej. Fish Called Wanda. Żeby mu ogon z dupy wystawał.
MW: I zakładowego proktologa. Przecież my nie będziemy wrażać.
Z: MW, K, utnijcie buttpluga i gramy.

K: Wpisać mu do akt, że może zostać najwyżej kanarem, ale w nocnym.
MW: Co to za polityczne manewry z ostrą amunicją? Od politycznych manewrów z ostrą amunicją to my tu jesteśmy!

Delagrange – On jedzie na amfie.
Nowakowski – Nie „jadę na amfie” tylko czasem używam.

Z: Ludzie którzy biorą udział w zamieszkach mają dziwne aury, i ogólnie dziwnie wyglądają, niektórzy mają już nawet taką zmienioną skórę.
MW: Napalm.

K: Poproszę orkę! I rifle’a, rifle’a z plecakiem!
L: Laserowego?
K: Tak.
Z: Na Mutony kiepsko działa.

L: Tak jest w mechanice, sam tak napisałem.
Z: Nie przekonuje mnie to do końca.

Delagrange – Trzeba zrzucić bombę na ten budynek. Ilu tam mieszka ludzi?
Z: Standardowy 20 piętrowy mrówkowiec.
L: Spoko, większość poszła na zamieszki.

L: Mission – retrieve alien artifact. Jak wygląda artifact? Nie wiemy.

[Postacie ściągają antypsionika do ochrony zespołu uderzeniowego]
L: Zobaczycie, przyleci jakaś babcia.

Biernacki – Kto dowodzi tą operacją?
Nowakowski – To niezłe pytanie.

Nowakowski – Niech tu przyślą sterowiec z puke gas’em.
Delagrange – Ale od tego dużo ludzi może poginąć…
Biernacki [do Delagrange’a] – Był konkurs na dowódcę? Był. Nie odezwałeś się, to przegrałeś w przedbiegach, a teraz nie protestuj.

[tłumienie zamieszek, ciąg dalszy]
MW: Myśliwce, i zamawiam napalm.
L: Bez przesady, to nie Stany Zjednoczone.

MW: To niech nam kogoś przyślą z R&D w jakimś pojedzie latającym, niech tu loiterują.
L: W latającym talerzu?

[gracze dopytują się, na jak długo starczy im paliwa w ich nowiutkiej, lśniącej, prawie-że-eksperymentalnej orce]
MW: Ile to znaczy „spoko”?
Z: Jeszcze macie dwie godziny lotu.
K: Strzelam do pilota.

Delagrange – Niech mnie ktoś przytuli.
Z: Kończy mu się orgon.
Biernacki – Twój krótki ogon nie sprawi, że cię przytulimy.
L: Jakbym był kobietą, to od razu by inaczej zareagowali.

L: Żeby był działający generator pola negatywnej nienawiści.
MW: To miłości.
L: Wiem, chciałem z początku powiedzieć negatywnej emocji…

L: Gumowe pociski do strzelania do Mutonów to NAPRAWDĘ GŁUPI POMYSŁ!
MW: Dlaczego? Jak się przewróci to można do niego z czegoś strzelić…
L: Przewróci? MUTON?!

K: Ty, on chce nas zbyć jednym pedetem.
L: Ej, kopnijcie go.
MW: Chyba go zaraz kopnę.

[czwarta sesja]

K: Więc teraz jest 14 października albo 13 wieczór, w zależności od tego co nam Z wymyśli.
Z: Minął tydzień…
K: Nagle alarm.

Z: MW, ty masz tam jakieś puszczanie empetrójek z płytek?
K: Nie, za oknem jest.
[za oknem festyn na Targówku]

[„lekko uszkodzony” plasma rifle]
L: Do stosowania broni plazmowej to potrzebujemy oprócz pancerzy jeszcze medycznego nanotechu leczącego DNA, bo pancerz na promieniowanie dużo nie pomaga.
Z: L, ty się tu nie mądrz, jak chce to niech sobie używa przecież.

Z [wymienia podejrzanych]: Janukanis Paweł…
K: To jest Obcy.

[deliberacje nad nazwami partii]
Z: Polska Liga…
L: Narodowodemokratyczna…
K: … Na Maksa Hej Zawsze Dziewica.

Z: Partia…
L: Przyjaciół Piwa?
Z: L!
L: No dobra, Sojpiwa.

K: No to trzech mamy z głowy, pani policjant zostanie odstrzelona w ulicznej strzelaninie…

K: Polska jest w kluczowym momencie, za wcześnie żeby działać dla Systemu a za późno żeby strzelać do bandytów.

L: Mamy czyste ręce.
MW: Od tego mamy rękawice żeby mieć czyste ręce.

Z: [turl] Sorry, muszę wybrać co oznaczało jeszcze.

Z: Wygląda jak typowy księgowy.
L: Rozumiem, evil incarnate.
K: Biegły rewident, nie księgowy.
Z: O, coś w tych klimatach.
K: My go zrewidujemy biegle…

K: Panu księgowemu trzeba zrobić storno. Storno czarne, po drugiej stronie też biegły rewident i się nawzajem zneutralizują.
K: Chyba że storno czerwone, wtedy odejmujemy od biegłego rewidenta drugiego biegłego rewidenta i jest zero.
K: jest jeszcze storno białe, takie nieoficjalne, wtedy się korektorem…
MW: To my jesteśmy tym białym.

K: Myślę, że biegłemu rewidentowi trzeba jakieś powiązania z chórem chłopięcym…
L: Czy on jest z Poznania?
MW: Nie, nie będę biegłemu rewidentowi sprawdzać korzeni.

Z [o kontrwywiadzie]: Jesteście takim rdzeniem wewnątrz ED.
MW: Nie jesteśmy rdzeniem, jesteśmy tym kuzynem, o którym nikt nie mówi.
K: Trzeba nakrzyczeć temu rdzeniu „halo halo, zapalniczka i szlugi alieńskie.”
MW: Ale mamy zapalniczkę alieńską…
K: Mamy, ale wybucha.
MW: To jest problem od kiedy?

MW: Jak chcemy kogoś porywać to potrzebny jest latający talerz i białe światło, a chwilowo nie dysponujemy.
K: Białe światło możemy zrobić z maglite’a.

K: Nie przeprowadzaj astral surveillance’u, skup się na pisaniu kwitów do centrali. Najpierw obowiązki, potem przyjemności.

Z: Skończył seminarium, ale nie przyjął święceń, i jeszcze prawo. Ma trzy fakultety… ten trzeci to jakiś administracyjny, ekonomię skończył.
K: Podjudzasz nas, żebyśmy mu wpierdolili.

K: Możemy nawet rozpuścić takie plotki… chociaż nie, musielibyśmy je rozpuścić a potem szybko zdusić.

Z: O, wasz informatyk może być Murzynem.
L: Dobrze, że nie żółtkiem ani Arabem. [spogląda na kartę postaci] O cholera, Murzynów też nie lubię.

L: To środek chemiczny.
MW: Możemy załadować do pistoletu. Na strzykawki.
L: Do pistoletu na strzykwy.

K: To ja sobie rzucę na nowo nabytą technikę, żeby dać im jakieś takie odpowiednie sprzęty, a nie jakąś alieńską zapalniczkę, która odgrywa alieńskie kolędy.

MW: Ja nie chcę zostać zredukowany do desk jockeya.
L: Ja na przykład nie miałbym nic przeciwko.
K: To ty pojeździsz sobie na biureczku a my sobie komuś pierdolniemy.

L: Mógłbym ich cały czas dalekowidzeniem obserwować jakbym siedział w centrali i ktoś mi orgon regenerował…
K: Może będziesz na takim czarnym obrotowym fotelu przed
iluminatorem siedział? „Here’s your orgon, my master…”

L: Figurka Matki Boskiej z funkcją masowania.

Z: Land Warrior wersja 2020.
K: Wersja na jednoosiowej przyczepce.
MW: Wlokę go za sobą.

L: Musimy wynająć shadowrunnerów…
Z: Żeby zrobili wam ten włam retrospektywnie.
L: Tak właśnie, a potem zginęli.
L: Kurde, jesteśmy tymi gościami co wynajmują shadowrunnerów na fejkowe misje i ich potem zabijają…

L: To na pewno szuje jak z Rosji.
Z: KGB zawsze było niedobre.
K: Jesteśmy z tej strony Stanów Zjednoczonych, to i tak nam wszystko na sucho ujdzie.

L: Musimy ich jeszcze wynająć… a potem zabić.
K: Będziemy się strzelać z profesjonalistami z byłego KGB. Świetnie, świetnie, ilu ich jest, dwunastu?

MW: Mamy z informatykiem taką umowę, on nie strzela do ludzi, my nie hackujemy komputerów.

K: Nieno, mieliśmy zniknąć kogo innego. Tylko kogo?
L: Janukanisa.
K: A, nie, to go nie znikniemy.
L: Mamy wolnego slota na zniknięcie, to Pryjma może zniknąć.

Pewnego razu w Warszawie, wersja B

K: A ja mam pseudnim Śruba, gdyż nazywam się Gwóźdź.

System: idee fixe
Grają:
„Śruba”, eks-żołnierz – K.
„Mengele”, doktorek – O.
„Ripper”, doktorek – M.
„Lewar”, eks-glina – L.
„Młotek”, techniczka – X.

prowadzi J.

K: Wybrałem sobie najbardziej rangera ze wszystkich.
J: Kastomizacja postaci wymaga podania imienia, nazwiska i ksywy.

L: Jestem eks-gliną.
K: Eks-żołnierz, witam.
L: Najbardziej ranger, faktycznie.

L: Jestem zażenowany faktem, że mimo bycia eks-gliną nie mam pistoletu.
J: Jesteś eks-gliną, masz eks-pistolet.

… eks-glina, eks-żołnierz, doktor, doktor…
J: Muszę powiedzieć, że doskonale dopasowaliście się do przygody.
K: I nie zyjecie.

K: Idą lekarze i ich podręczne narzędzia, Lewar, Młotek i Śruba
J: A drużyna nazywa się Szpitalny Toolbox.
O: To co to będzie, Szpital na Peryferiach?

J: Dla uproszczenia znacie się…
K: … z karczmy.
J: Nie będziemy zawiązywać drużyny Pierścienia.

J: Siedzi w rogu przy takim dużym stole.
L: Jest karteczka, „rezerwacja, kryminaliści”
J: Tutaj w zasadzie wszyscy to kryminaliści.
L: „Rezerwacja, kryminaliści 3″
J” „Od 19”

K: Dwóch lekarzy szuka Piły. To normalne w pewnych kręgach.
K: Czy ta piła to twoja-moja?
J: To nie jest zabawne.

[postacie rozważają, czy by czegoś nie wpuścić przez wywietrzniki]
X: Jakiś środek porażający nerwy?
K: Tam są zakładnicy! Moskwa! Upiór w Operze!

O: Czy mamy jakiś noktowizor?
K: Jesteśmy biedni. Nie mamy nawet latarki.
L: Ja mam latarkę. Znaczy, mam smartfon, on ma appkę latarki.
K: Chyba cię pojebało.

[K się skrada]
K: Wyciszę telefon żeby mi nie dzwonił bojojojong jak się akurat skradam.
J: Masz notyfikację na fejsbuczku, Zofia polubiła twój post.
K: Zaczekuję się na forsquerze, „Gniazdo meneli”

L: Robimy telekonferencję, bo on jest ukryty w polu pod stertą śmieci za 20 punktów.
K: Żal marnować 20 punktów.

L: Idziesz przodem, gdyż jesteś jedyną uzbrojoną osobą w naszej grupie.
K: Nieno, macie gaz pieprzowy i tasery.

L: No, można wyjąć szyby z kitu.
K: W 2045 z kitu?!
O: Wojna była!
K: Walczyliśmy z Obcymi przy pomocy wielkich kul kitu!

L: No dobra, to ja spróbuję. [turl] 14
J: Koledze idzie manewrowanie jakoś tak zacnie.
K: Lepiej mu idzie wpychanie druta w dziwne otwory.

O: Zaraz, jak tam jest otwór wentylacyjny to faktycznie nie można im czegoś tam napuścić?
L: Nie, nie możemy… Po pierwsze, nie mamy gazu!

Faerie we Freeholdzie

L.: Ja bym w końcu chciał pójść do kibla, ale ciągle ktoś w nim knuje…

W rolach głównych:

Bob – Knocker, marudny specjalista od techniki: A.
Felix – kocur-Pooka, rozkoszny kłębek futra i problemów: L.
Galadan – szlachetny skrzydlaty rycerz Sidhe: Z.
Pete – redcap, wredny i marudny: W.

Scenariusz i reżyseria – E.

[L. wychodzi z ubikacji rozglądając się ostrożnie]
Z.: Spadło ci coś na kark?
[L. fuka]
Z.: Raczej na głowę.
W.: Nie czaisz klimatu. L. wykorzystał kibel jak Clark Kent budkę telefoniczną.

Z.: Miejmy nadzieję że L. nie wykorzystuje budek telefonicznych jak Clark Kent kible.
W.: A masz w domu budkę telefoniczną żeby się przejmować?
Z.: Nie, ale chodzi mi o dobro publiczne.

E.: Redcap już poszedł… a wy nie poszliście za nim?
L.: Nie. Jesteśmy grupą, która stoi.

Felix – Potrafię być bardzo milczący, kiedy sytuacja tego wyma…
Galadan – Tak, bardzo męczący, nie wątpię.

W.: To jak on tak gada to ja biorę szpulkę.
Felix – Nie, za trzecim razem to nie zadziała!
E.: Nie działa?
Z.: patrz jak się fajnie toczy!
Felix – Aaaa! Szpulka! [biegnie za nią (po raz trzeci)]

E.: Za drzwiami jest komnata, a na jej środku…
Z.: Galaretowaty sześcian?
W.: I patrzy na nas…

Z.: Klasyczny dungeon crawl.
E.: No, tak…
L.: Fajnie! To kto robi mapę?

L.: Przedwieczny glamour? Fajnie, ma macki?

[MG opisuje jak wyglądają porwaniu przez faerie ludzie kopiący tunele pod Freeholdem]

E.: Nie, zombiakowaci nie są, ale…
L.: Są lekko przestraszeni, bo są NIEWOLNIKAMI W PODZIEMIACH WRÓŻEK! MWAHAHAHAHAHAHAHA! Przepraszam.
Z.: Co, nie wierzyliście w bajki o Wróżce Zębuszce? To teraz macie!

E.: Masz Empathy?
A.: Nie..
Z.: No tak, po co Knockersowi empathy. Knockers to może mieć najwyżej Machine Empathy.
L.: Knockersie, masz Machine Empathy? Tak? Zap zap zap!
E.: W kompleksie Goblintown.

E.: Powietrze robi się rzadsze i bardziej rześkie, jak byliście kiedyś w górach…
L.: W życiu nie byłem w górach.
A.: Ja głównie na strychu siedzę…

[postacie spotykają w podziemiach postać prosto z dedeków]
L.: No tak, to fajter przecież. Ciekawe gdzie są kleryk, mag i złodziej.

Felix – No jak on mógłby nie mieć wielkiego dwuręcznego miecza…
[Galadan się prostuje]
Felix – … w końcu musi sobie kompensować.
[Galadan się wkurza]

L.: Kłębiąca się klimatycznie mgła…
A.: Kolorowa?
E.: Tak.
L.: CO?!? Kolorowa się nie kłębi klimatycznie…
Z.: Zielona się zajebiście klimatycznie kłębi.

E.: Rzućcie na willpowera.
L.: No, ja nie mam żadnych sukcesów.
L.: To ja biegnę we mgłę!
L.: Nikt mnie nie łapie… ech… przyjaciele, cholera.

Felix – Weź ten miecz ognisty dany tobie, zapal go, zaszarżuj i pomachaj!
Pete – A potem przywiążemy ci do nogi linę żeby cię wyciągnąć.

[Felix wypuścił na zwiady małego chimerycznego smoka z przywiązaną do ogona nitką ze złotego kłębka]
A.: Jak długo to się rozwija?
L.: No, to jest taki kłębek który wystarcza do przejścia Labiryntu Minojskiego.

W.: Ciekawe czy Pookę da się nadmuchać… tam może być jakiś kompresor.
Z.: Wiesz, on ma Primala, można by go namówić żeby się zmienił w żabę.

E.: To taka mała sluagh…
W.: To tym bardziej będę na nią wrzeszczał, tupał i ział osobowością.
L.: Bo nie może ci odwrzeszczeć…
W.: Tak, dokładnie dlatego. „CO?! NIE SŁYSZĘ!!!”
(Sluagh mówią wyłącznie szeptem)

L.: Idę do stołówki, poszukać jakiegoś pocieszenia.
E.: Pocieszenia?
L.: No… może Sarę spotkam, albo co… jakąś inną ładną…
E.: Wszystkie osoby w stołówce wydają ci się odrażające.
L.: Ojjj, to mam poważny problem.

W.: No tak, wszyscy mają tajemnice.
L.: Nie, ja nie mam! Wszystkim bardzo chętnie wszystko mówię!
W.: Tak, ty wszystko masz na wierzchu…

Felix – Myślałem że chcesz zlikwidować tę osobę, to dośc typowe dla ciebie rozwiązanie, Sir Galadanie.
Pete – Hehehe. Przeciąć wszystko na dwie części swoim wielkim mieczem.
Felix – Czasem na trzy części, żeby być pewnym.
Z.: Olewam ich wyniośle…
L.: Paraboliczną strugą?

Pete – Głupek i żarłok.
Felix – Look who’s talking now.
Galadan – Który z was jest głupkiem a który żarłokiem?

[drogę blokują różowe trombony rodem z Muppetów]
E.: Tym razem zniknęły dopiero po dłuższym kawałku mahna mahna.
Z.: Eskalacja żądań.
Felix – Następnym razem trzeba będzie je zabić.
Galadan – Myślałem o tym. W swoim aktualnym nastroju nie wykrzesałbym z siebie ani jednego mahna mahna.
E.: Mają wyskoczyć znowu?
Z.: Musiałbym im obciąć głowy.

W.: Czy on teraz będzie się z nią mrocznie i wyniośle ten tego…
L.: Nie, on z nią nie mrocznie i wyniośle, wyglądają całkiem słodziacko…
W.: Ale dzisiaj jest mroczny i wyniosły…

[Galadan rozmawia z mędrcem Izaakiem Glassem o problemach trapiących freehold]
Glass – Może to ma coś wspólnego z tymi pogłoskami o banalności…
Galadan – Jakimi pogłoskami o banalności?
L.: No, że Baronowa jest banalizowana… każdego ranka… od tyłu.
[pozostali gracze się załamują]
W.: Taką wielką szprycą…

Galadan – Ja tam z siebie jestem zadowolony.
Pete – No, ja się specjalnie nie dziwię. Samozadowolenie dostałeś chyba razem z mieczem.

L.: Mam się zmienić w sluagh? Hm… w sumie… będę miał cycki!
L.: Nie żebym już wcześniej tego nie robił. Ten Primal to jednak bardzo przydatny jest.
E.: To jest faktycznie bardzo dobre zastosowanie Primala…

L.: Skąd ja wezmę prezerwatywy we Freeholdzie?
E.: No, któryś knockers powinien mieć jak popytasz. Albo któraś.
L.: O, to jest pomysł. Będę pytać co ładniejsze czy któraś ma prezerwatywy, może przy okazji coś z tego szukania wyniknie.
Pete – To już mój sposób na buty jest bardziej subtelny…
Felix – „Jesteś bardzo ładna. Masz może jakieś wolne prezerwatywy?”

[Galadan wysłał smoka z klejnotów, Ernesta, żeby dowiedział się gdzie są Pete i Felix i co knują.]
Galadan – A co oni tam robią?
Ernest – Rozmawiają… Podrywają dziewczyny…
A.: Redcap podrywający dziewczyny… [pokazuje podnoszenie kogoś za włosy]
Z.: Wyczuwam tu jakąś krzywą akcję.

[czy sir Galadan zostanie na noc z baronową Aleksandrią]
E.: Nie, nie będziemy rzucać…
L.: Ona jest chętna…
W.: Dosyć ma Redcapa, który ją tak… tego… gryzienie w kark każdemu może się znudzić.

E.: „[opis Alexandrii] … and figure like a goddess.”
L.: No tak, twarz ma taką sobie, ale za to ciało…

E.: „She doesn’t walk, she glides.”
L.: To znaczy że ma Legerdemaina…

W.: Coito ergo sum… to twoje motto mogło by być.

E. [o faerie płci żeńskiej]: To duży freehold jest, dużo jest ich tam.
L.: To bardzo dobrze! To się nazywa target rich environment.

Felix – MUSIMY URATOWAĆ FREEHOLD! To zadanie dla…
Bob – Ćśśśśśśś…
Z.: Supermena.