Balon meteorologiczny.

Sesja dawniejsza

D: Nie nadążasz? Czytaj wiki na bieżąco, właśnie wklepuję…
T: A, Sullivan się właśnie pojawił…

D: Fuckup był w CIA czy w SS?
MG: Taaak, chronił Kennedy’ego i spierdolił! Nie, fuckup był w CIA.

Surrey – Spoko, jeżeli [nas zastrzeli] w biurze FBI, to FBI zwinie jego, Hooda i wszystkch dookoła…
Camara – … i nas w plastikowych workach.
Surrey – No tak…
Camara – A my wciąż jesteśmy martwi. Widzę dziurę w twoim rozumowaniu.

T [konspiracyjnym szeptem]: Myślisz, że agent Davies jest kretem?
M.: Co?
T: No, podwójnym agentem?
M.: To ja jestem agent Davies…

MG: Jak Ci plazma wypali oczy to zmienimy ci sceptyka na blindness.

MG: Gramy według mechaniki – jest jeden udokumentowany przykład dostania PD-ka.
D: Kto? Kto dostał pedeta?
MG: Nie pamiętam, ale ktoś dostał.

L: A ci goście agenci mają jakieś imiona?
D: Którzy?
L: No, ci, Brooks, Haze, McKay, Daniels, Owen, Michales…
MG: Tak, Agent!

[M. nie ma, więc Daviesa na sesji też nie ma]
D: Co robi? Siedzi i psychotrony ładuje. To najgorsza możliwa robota jaką może psionik dostać, odpowiednik pisania raportów.
MG: Nie, D, gorzej, to… bo ja wiem… jak instalowanie Windowsów.

L: Czy my mieliśmy w ogóle jakiś sukces?
A: Hahaha!
MG: No, to że Alantyda was w dupę wyruchał to w zasadzie sukces, bo dzięki temu nawiązaliście kontakt z Antlantydą.
D: No, operacja Flute w zasadzie była sukcesem, ale nie jest dokładnie opisana.
MG: No tak, sukcesów nie ma co opisywać…

A: Delta Green ma trzy zasady, dwóch nie pamiętam, a trzecia jest taka “Chronić życie i zdrowie obywateli Stanów Zjednoczonych”. A wy?
D: AEGIS nie ma takiej zasady. AEGIS zabił Kennedy’ego.
A: OK.

MG: W sumie fakt, jesteście lepsi od Black Booka o tyle, że nie kolaborujecie z Obcymi.
D: No dobra, z Atlantydami trochę kolaborujemy.
L: “Może laseczkę, panie Atlantydo?”

L: Taylor? Taylor jest sierżantem…
MG: Już nie. Trzeba zaktualizować dane.

[gracze bardzo nie chcieli się ruszać na północ]
MG: Teraz on będzie guglać zasięg Predatora…
L: No, tak…
MG: To ja pójdę do łazienki.
L: Hm. Nieno, źle. 500 mil morskich.
MG: Ha! Wsiadaj w samolot, bierz Predatora pod pachę i leć do Nowego Jorku!

MG: Musicie zrobić udaremnioną akcję terrorystyczną w Denver.
D: Co, skąd ja Ci wezmę żywego terrorystę? Van Buren ma jakiegoś kloszarda zaprogramować?
MG: No, no, właśnie czekałem aż na to wpadniecie!

[Stwierdzamy, że do 9/11 mamy jeszcze ponad 2 lata]
D: Pytanie kto w naszym świecie będzie za tym stał i kto może na tym skorzystać.
MG: Połowa drużyny chce to zrobić.
D: Co?
MG: No, M. by chciał…

D: Ja, jako second in command bym chciał zaznaczyć że stanowczo zabraniam.
D: Działalność terrorystyczna nie jest naszą główną działalnością. It is not one of our core activities, I repeat, it is not one of our core activities.

H: Jezu, UFO, ale się ta operacja zjebie, zjebie! na całego…
H: Zachorować w tym systemie to bardzo kiepski pomysł, niezależnie od tego, gdzie pójdziesz, czy do szpitala wojskowego, czy do cywilnego, czy do szpitala naszej własnej komórki, to i tak ci coś wszczepią.

MG: Ja się zgodziłem na czwórkę? [Influence’a]
H: Tak, nawet z palcem w tyłku.
MG: Tego palca w tyłku sobie nie przypominam.
H: Nawet mówiłeś coś o piątce.
MG: Jeżeli mówiłem coś o piątce to “NIE KURWA”.

MG: Weźcie sobie inżynierów, wiesz ile będziecie produkować…
L: Lazer Pistole…
MG: Lazer Pistole z dwoma inżynierami? Odpal sobie UFO i sprawdź…

L: Nie, folia aluminiowa rzuca się w oczy, a coś owiniętego standardowym wojskowym brezentem w bazie wojskowej się w ogóle nie będzie rzucać.

L: W momencie kiedy mamy starcie z Saurianami to co wolimy mieć, Apache czy Bella?
H: To spierdalamy, obywatelu. Jak zestrzelą Apacha i pilota to co ja napiszę, protokół zniszczenia pilota Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych?

L: Czy McKay dalej obserwuje szwagrów Hendersona, czy ten wpis jest przestarzały?
MG: A kazał mu ktoś przestać?

[Zrzut na spadochronach nad lasem]
L: Czy ja słyszałem coś o spadochronach?
MG: Noo…
L: Nieee, to jest absolutnie megafatalny pomysł!
H: Połowa się pozabija o te drzewa a druga połowa zginie w płonącym lesie.
Sanford – OK, panowie, zostaniecie zrzuceni na niskiej wysokości z odrzutowca nad terenem zalesionym. Czy rozumiecie już czemu uważam, że będą fuckupy?

[D. jest jedyną osobą która została w bazie, a przy okazji jedyną która może np. autoryzować wpuszczenie kogoś do bazy]
D: Ja idę spać.
H: Nie, co ty!
D: Nie da rady, mam takiego Flawa.
H: Ty buraku!
D: Jak go brałem, to myślałem, że jest nieszkodliwy.

L: Kompasy i GPS-y też mają?
H: No, kompasy mają na pewno. GPS to ja mam w laptopie…

[L bulwersuje się na zrzucanie na spadochronie w nocy]
D: Co, tych agentów?
L: MNIE!
D: “Nie skakał pan na spadochronie jeszcze? No widzi pan, każdego życia uczy się czegoś nowego.”
Sanford – OK, zorganizujemy w windzie szybu szkolenie spadochronowe.

[zbliża się pora zrzutu na spadochronie]
Surrey – Owen, Brooks, idziemy, pokażmy im że FBI jest twarde.
MG: Hehehe. Rzuć se na coś. Najlepiej na Good Lucka.
Surrey – Ten Blueflight jest zdecydowanie przeceniony, następnym razem lecimy PanAmem.

D: Ten morderca z CIA to Daniels, tak?
L: Tak.
MG: Operator. The word is “operator”.

[NPCe którymi dysponowali gracze, byli opisani na poręcznych kartonikach]
L: Owen skręcił sobie kostkę.
H: Jest stapowany.
L: Hehe. [po chwili] Spierdalaj.

D [wynosząc z pokoju rozkładany mały stoliczek z blatem z kratownicy z listewek]: Znalazłem rozkładany stolik sztabowy.
MG: Ten stolik jest kurwa anty-sztabowy. Ma wszystkie cechy, których stolik sztabowy nie powinien posiadać.
D [Podając Howi karteczki z wypisanymi imionami i specjalizacjami]: Oto twój oddział. Tap to fire.

D: Jak nie masz życia osobistego to możesz wziąć Driven.
L: Nie, nie. Ja ten czas, który poszedłby na życie osobiste przeznaczam na dołowanie się i depresję.
H: Jest psychologiem, to tylko naturalne.

[MG puszcza soundtrack do Spooks]
L: Nie, nie, do strzelaniny w lesie to coś zupełnie innego jest potrzebne.
MG: No dobra. [zmienia muzykę na Blackhawk Down]

MG: Ja pierdolę, możecie robić tak że oni zaświecą w górę i analitycy będą wami kierować. I to jest dopiero klimat, używanie satelity za pierdolone kilkaset milionów dolarów do nawigacji po pieprzonym lesie, bo nie macie dwóch GPSów…
D: I to świadczy, że jesteśmy rządowi. Jesteśmy z budżetu federalnego.

L: Nie, nie, nie, nie! Będą jechały drogą autobusy pełne psioników, nie będziemy się zaczajać przy drodze.

MG: Czy można ufokowi wytoczyć sprawę? Nie można, bo nie ma obywatelstwa. Można go uznać za enemy combatanta i rozwalić.
L: Albo za illegal alien.
D: I zdeportować do Meksyku.
MG: Ale nie macie nikogo ze straży granicznej.

D: Może mają taki wielki… statek-wazę, o!

Surrey – Balon meterologiczny.
Goldstein – Nikt tego nie łyknie. Obawiam się, że coverup z balonem meterologicznym po Roswell jest spalony.

Goldstein – No, niestety, to jest nasza robota, żeby turyści chodzący po lesie nie trafili na zwłoki pierdolonego ufoka. Cholerne cele statutowe.
MG [do L.]: Weź extraterrestrials, przeczytaj co tam jest, a resztę tego co wiesz zapomnij.
Surrey – Jestem za tym, żeby, jak już będą wyjeżdżać z bazy, to ostrzelać ich z Hellfire’ów a później ostrzelać płonące szczątki samochodów z działka.

Surrey – Jeżeli UFO wystartuje i będzie lecieć w stronę was, to jestem za tym, żeby Apache wykonał samobójczą akcję opóźniającą…
[L pokazuje ręką na T.]
T: Co?
D: Będziesz strzelać do spodka.

Sanford – Lecicie Apachem obejrzeć teren, jak zobaczycie cokolwiek w przybliżeniu humanoidalnego to grzejecie.
MG: “W Apallachach niedaleko Nowego Jorku zaginęło trzech grzybiarzy.”
H: Trzeba było nie łazić po tym terenie…
MG: “Ciała znaleziono trzy miesiące…”
L: JAKIE CIAŁA?
MG: No dobra.

A więc pan też jest mrówką?

System: Wolsung

Dramatis personae:
Erich Krieg, ogr zabijaka z Wotanii: M
Mary-Ann Crawley, skandalizująca córka bogatej arystokratycznej elfiej rodziny z Alfheimu, dziennikarka i republikanka: L
Emma Wilcox, guwernantka Mary-Ann i jednocześnie tajny szpieg Wotański: K
Prowadzi Z.

Z: Co się ostatnio działo?
L: Jakiś gubernator Nowego Ness zaoferował nam podniesienie bogactwa o 1 poziom na tę sesję  albo jakiś absolutnie śmieciarski gadżet z jedną cechą, więc powiedzieliśmy mu, gdzie może go sobie wsadzić i wzięliśmy czasowe bogactwo, to będziemy mieli na statku na balowanie i na panów negocjowalnego afektu.
Z: To był wicekról! No dobra, czy ktoś inny podejmuje się bardziej obszernego podsumowania poprzedniej sesji?

K: Poznałam jeszcze trolla, który zawrócił mi w głowie.
L: Bo miał cztery kostki.
M: Nie, tylko trzy.
L: Zaraz, co, to my rzucamy tylko dwoma?
M: Tak, jesteśmy kompletnymi patałachami.

M: Erich Krieger, czarodziej.
Z: Jaki czarodziej?
L: Czarodziej alkowy.
K: Łotrzyk alkowy. Wojownik alkowy.
M: Wojownik to buduaru.

L: Nie wiem, czy szydzenie z Mistrza Gry przed sesją jest optymalną strategią.
K: Będziemy z niego też szydzić w trakcie sesji, to się wyrówna.

Z: … złoto, srebro, heban, dąb, drewno tekowe…
M: Heban-dąb? To coś jak żelazobeton?

K: Czy jej nie można tak jakoś związać, zakneblować i zostawić?
L: Nie na tym polega rola guwernantki.

M: Są jakieś stoły bilardowe?
Z: Są.
M: Na statku?!
Z: … no dobra, nie ma.

M: Co to znaczy, że test jest trudny?
Z: Nie wiem.

[M i K nie wzięli swojego egzemplarza, więc znowu mamy tylko jedną podstawkę – dyskusja o tym, że fajnie byłoby móc kupić polską wersję elektroniczną]
L: … kupiłbym sobie ebooka…
Z: Ale uważają, że jesteś złodziejem i spiracisz, więc musisz ściągnąć sobie z chomika.

K: Nie może być tak, że jakaś arystokratka źle się prowadzi! To kwestia edukacji młodzieży [spogląda na L.], muszą wiedzieć, że takie wzorce nie popłacają!
L: Reedukacji.

L: Alfred jak?
M: Nie zapisuj, przed chwilą nie miał jeszcze imienia.
K: Lokalny enpec.

Z: Jest za wcześnie żeby rzucać jasne podejrzenia…
M: To może chociaż niejasne podejrzenia?!

M: Jak się jest ogrem i widzi 300-metrową statuę to się robi, co się musi.
Z: Mówi HALT!
K i L (równocześnie): OGER-ZEIT!

[ogr dostaje karteczkę wyznaczającą na następny wieczór schadzkę na pokładzie wieczorowym]
M: Na pokładzie spacerowym? Dobrze, że nie „na statku!” Liczyłem na jej numer kajuty!
Z: No dobra, o północy.
M: Na pokładzie spacerowym…
K: „… ale tu piździ”.

M: Moja postać porusza się krokiem polskiego turysty na all inclusive.

[Z poszukuje Alfheimskiego nazwiska]
M: Suffolk.
Z: Nie może być tak jak w rzeczywistości, musi być lekko zmienione.
L: Nothing-ham!
M: Sir Gis z Guybourne.

Z: Lord Otto von Ausburg, wywiad Wotański oraz Hrabia Winston Nothingham, przedstawiciel wywiadu alfheimskiego.
L: Czy można zobaczyć jakąś legitymację?

L: Zmarnowałem dobry rzut!
Z: Tak, bo następny będzie kiepski.
L: Oczywiście! To podstawy prawdopodobieństwa!

L: Tajny znak – wywiadu!
[Z pokazuje różne dziwne gesty, Leslie odpowiada udając że ma czułki i nimi porusza]
L: „A więc pan też jest mrówką?”

Z: „Za oknem piękna sawanna i lwy.” „Ale mi bardziej podobają się żyrafy.”
M: Wotański instytut spraw specjalnych przygotował tylko jedną wersję odzywki identyfikacyjnej, i było to za czasów wojny burskiej.

M: Ale to jest jakiś outsourcing w skali nie wiem jakiej. „Jesteśmy agencją wywiadowczą, poszukajmy kogoś kto prowadzi śledztwo i ma wyniki.”

[zastanawiamy się, dlaczego wywiady wotańskie i alfheimskie chcą, żeby jacyś ludzie z ulicy prowadzili śledztwo]
L: Może mają śmieciarskie skille społeczne?
M: Wiecie co? Założę się, że oni mają po 3 kostki.

M: To nie jest moja area ekspertyzy.
L: Areał ekspertyzy, dwa hektary.

L: Mogą być faktycznie fletoidami rzucającymi jedną kostką!
Z: Tak, na to wstępnie wygląda.
M: … ale jak tam znajdę u nich jakieś dwie kostki.
L: Może spróbuj z nimi konfliktu społecznego?

Z – Nie mam plenipotencji…
K: Jakiej potencji pan nie ma?

K: Możemy go jakoś wspierać?
L: Nie!
M: Dlaczego?
L: Bo chcemy zobaczyć, jak sobie poradzi.

L: Jesteśmy lepiej wykwalifkowani od nich faktycznie, znają swoje miejsce fletoidy jednokostkowe.

[Z marudzi, że go plecy bolą]
L: Może nasmarować ci plecy żelem rozgrzewającym, mistrzu gry, za jakiś punkcik?
Z: A masz żel rozgrzewający?
L: Nie.
Z: Kurwa.

K: Oczywiście, Fraulein Marianno.
L: Nie nazywam się Marianna, nazywam się Mary-Ann… A.

Z: Czujesz, że ociera się o ciebie coś twardego.
K: Johann?
L: O tym samym pomyślałam.

K: To może zniszczmy krystalograf?
M: Punkt pierwszy, odciąć nas od świata.
L: Sounds legit.

K: Do brydża potrzebne są cztery osoby.
L: Można grać z dziadkiem.
K: Proszę tak nie mówić o profesorze Kunstmanie.

L: Mogę się dowiedzieć [korzystając ze zdolności zawodowej dziennikarza] jego wiek, rase i profesję – czy jest golemologiem na przykład? Hm?! Hm?!
Z: Z tego co mówił to nie.
M: To bardzo przydatna zdolność pozwalająca ci dowiedzieć się o kimś tego, co mówił przy tobie na poprzedniej sesji.

L: Można wyrzucić go za burtę i zobaczyć, czy ataki ustaną. Jeżeli nie, to wyrzucamy kolejnego podejrzanego.

L: Proste porady dla mistrzów gry.
K: „Rób notatki kiedy gracze nie zwracają na ciebie uwagi.”

M: Mam pytanie, dlaczego oni wypuścili ten statek z portu?
L i K: Ćsśśśśś.
K: My jesteśmy na pokładzie, powstrzymamy złoczyńców.
M: Oszczędzamy tyle pieniędzy na budżecie na policję i wywiad.
Z: M., zaraz cię huknę tą książką.

M: RPG to jedyna rzecz gdzie przerzut jest czymś pozytywnym.
L i K [równocześnie]: M.!
Z: Co to ma do rzeczy? … AUA.

[propozycja wieczornego tete a tete]
M: Nie wiem, czy panna ven Üss chciałaby ryzykować swoją reputacją.
L: Właśnie dlatego trzeba by wysondować sytuację. Myślę, że pan Erich powinien delikatnie zgłębić temat.

[dyskusja o prawidłowej wymowie]
K: Nie mówi się statui, mówi się statuy.
L: A nie, obie formy są poprawne.
[i już in character]
M – W kwestii tej statuy.
Z – Ależ może pan mówić statui, obie formy są poprawne.

[L. rzucił na włamywanie 42]
M: Niechcący zdemontowała poszycie statku i przebiła się na zewnątrz z rozpędu.

[leci „My heart will go on”]
M: Zabieram ją na dziób, wiatr rozwiewa moje włosy… nie wiem czemu wyobraziłem sobie wersję, gdzie ogr trzyma tylko takie dwie urwane ręce…

M: Czy ja ją odprowadzam do kajuty, czy ją odprowadzam do kajuty?
Z: Dobra, zróbmy sobie konfrontację społeczną na bliskim dystansie. Badoom-psh.
M: Zmniejszam dystans.
Z: Już bardziej nie możesz.

M: Na szczęście mam odpowiednią kartę, kara, pokonanie zamka, zabezpieczenia, przeszkody.
L: Jej gorset sam się rozepnie. Zupełnie jak Archer i rozpinanie staników.

Z: A, to może żetony miałem 4 a karty miałem 3? Czy nie, karty tez miałem 4… nieważne.
L: DOŚĆ WAŻNE.

K: Mam wrażenie że Z. jest jakimś rasistą antyogrowskim.
L: Ewidentnie nie jest laską.

L: Nie możemy zamykać go w brygu bez dowodów.
M: Bez sensu byłoby zamykać go razem z dowodami.

B [przysłuchująca się sesji z boku]: Słyszę ciągle że macie kolację.
M: Tak jest właśnie, gramy głównie kolacje.
K: Dałbyś nam czas na jakiś podwieczorek.
Z: Dobrze, macie teraz podwieczorek.
K: Świetnie, po podwieczorku będzie czas na kolejne działanie.

M: Za chwilę dojdziemy do tego punktu, gdzie wyrzucamy wszystkie golemy za burtę. Byłem tam dwie godziny temu.

[Tytani…, przepraszam, Graf Rutrich, trafił na górę lodową i wlewa się doń woda]
Z: Rozumiem, że biegniecie na pokład?
M: Nie! Biegniemy do Adeli! „To już jesteście na pokładzie!” „Nie! Biegniemy do Adeli!” „Czyli rozumiem, że już wchodzicie do szalup?” „Nie, biegniemy do Adeli!” [Adela wygrała miażdżąco konfrontację z Erichem]
Z: Dobra, dobra, rozumiem. Macie 3 znaczniki…
L: I będziemy sobie dodawać znaczniki biegnąc w głąb statku! Do Adeli.
Z: … na to wygląda.

L: Zrywam kiecę i begnę w spodniach!
K – Panno Crowley!
L – Statek tonie, myślę że to nie jest moment na zachowywanie pozorów.
K – No dobrze, możemy przymknąć na to oko.

Z: A, pewnie sfora ma tyle znaczników ilu ma…
L: Członków. Wielkich, nieumarłych członków.
M: Nie słyszałem tego.
Z: … członków.

[dyskusja o tym, czy przesiąść się na górę lodową]
M: Zdobyliśmy górę lodowa, wprawdzie szalupy odpłynęły, ale góra lodowa jest nasza.
K: Jak oni tu przeżyli? [nieumarli Wotańczycy]
L: OK, widzę pewne minusy tego planu.

[jakie wziąć osiągnięcie za sesję]
L: Dobicie undeada porucznika.
Z: Dobrze, bierz sobie. Takie słabe osiągnięcie.
L: Za każdym razem kiedy będę musiała pokonać undeada będę mogła wykorzystać.
Z: … pieprzony munchkin!

[kolejne rozważania nt. osiągnięć]
M: Albo jak będzie pojazd na morzu, albo jak inny pojazd zderzy się z górą lodową. Hmmmm…

M [narzekając na mechanikę Wolsunga]: A mam krzepę 3, do tego jeszcze skill strzelania, bonus z rewolweru i tak dalej i nagle mam bardzo wysoki rzut.
L: Ale z rewolweru strzela się na zręczność.
M: [chwila ciszy]
Z: Awkward.

Nie jesteśmy Ewokami!

System: Wolsung

Dramatis personae:
Erich Krieg, ogr zabijaka z Wotanii: M
Mary-Ann Crawley, skandalizująca córka bogatej arystokratycznej elfiej rodziny z Alfheimu, dziennikarka i republikanka: L
Emma Wilcox, guwernantka Mary-Ann i jednocześnie tajny szpieg Wotański: K
Prowadzi Z.

K – Jakim ty jesteś kontrolującym mistrzem gry…
Z – Wcale nie! Milcz!

L – Nie chcę być republikanką, chcę być marksistką-leninistką!
Z – Bardziej rewolucyjnie w tym systemie się nie da.

L – Niepokorny dziennikarz. Kiedy zostanie zraniony jest szczególnie niebezpieczny.
[zaleta „niepokorny” daje bonus do ataku po utracie żetonu odporności]

M – Co to jest aktywna obrona?
K – Czynny żal.
L – Czynny żal to aktywna obrona przeciwko urzędowi skarbowemu.

Z – Proszę, jako gadżety jest laska z ukrytym ostrzem. Czyli postać L.

L – Bez sensu, na wszystkich kartach są królowie a są tylko 4 króle.
Z – Specjalnie wybrałem żebyś miał takie ładne karty. Doceniłbyś, że masz poczet królów angielskich.
K – Alfheimskich.
M – Tam to akurat jest Tytania, Tytania… czemu na wszystkich 52 kartach jest Tytania?

M – Karta wizytowa daje wejście wszędzie.
L – Mógłbym to wziąć zamiast rewolweru ukrytego w torebce, ale jednak wolę moją wierną broń. Może jestem dziennikarką, ale wziąłem sobie do serca to co nam mówił Z.
Z – Może trochę przesadziłem.

L – Blizny, blizny, bez sensu. Mam na karcie 4 linijki na blizny, co ja tam mam wpisać, jestem przecież młodą elfką, nie mam żadnych blizn!
M – Usłyszałem „bielizny”, myślę że bez problemu całość zapiszesz.

Z – Blizny po operacji powiększania piersi.
K – Chyba uszu.
M – Operacja wydłużania uszu.
K – Wydłużanie uszu do takich Warcraftowych.
Z – Te gry komputerowe tworzą takie nierealne oczekiwania wobec elfów.
K – Potem elfy mają kompleksy.

Z – Podziwiasz sylwetkę wielkiego liniowca o nazwie…
L – Tytaniaic.

K – Kobietom wieku się nie wypomina.
L – W szczególności elfkom.

L – Jakby to był sterowiec, to by nie mógł wpaść na górę lodową.
Z – Nie spoiluj! Znaczy, co ty, żadnej góry lodowej nie będzie.
M – Przyznaj się, przygodę czytałeś?

[rozmowy o wydawaniu Mary-Ann za mąż]
L – Jestem bardzo ładna, to prawda.
Z – Ale masz paskudny charakter.
L – To również prawda, jestem straszną zołzą.
K – Muszę ją jakoś opchnąć.
M – A jakaś prowizja jest?

Z [wertując podręcznik w poszukiwaniu mechaniki społecznej] … dyskusja…
L – Dyskusja jest tutaj wybitnie nie na miejscu. Przekonanie kogoś do pójścia do łóżka przy pomocy dyskusji byłoby trudne.
„Szanowna pani, pragnąłbym zauważyć, że jestem trollem, argumenty na rzecz pójścia za mną do łóżka to fakt, że mam dużego członka.”
Z – Cierpię trochę.

[panna Wilcox stara się przekonać trolla żeby był nią zainteresowany, a on ją żeby ona była nim zainteresowana]
Z – On rzuca 3k10.
M – Co, jest legendarny?
Z – No nie opisali go tak dokładnie, ale tak, rzuca trzema kostkami.
M – Bad news jest taki, że chcesz czy nie chcesz, masz kochanka. Good news jest taki, że jest legendarny.

K – Zaczynam się zastanawiać czy by jednak nie wracać tym statkiem, jest tyle argumentów za i przeciw.
L – Ja jestem za.
M – To jest właśnie główny argument przecw.

L – Zapamiętuję wszystko i notuję rozmowę później wymykając się do toalety.
Z – Możesz mówić, że to pamiętnik.
L – No ale nie będę notować w pamiętniku podczas rozmowy!
M – „Mam taki pamiętnik i krótką pamięć, dlatego notuję wszystko na bieżąco.”

K – Ja mówię po wotańsku z bardzo dobrym akcentem, jestem guwernantką więc dużo mówię w obcych językach.
L – Ja mówię po wotańsku z bardzo ciężkim alfheimskim akcentem i momentami wstawiając alfheimskie słowa.
M – To ja przez uprzejmość mówię takim powolnym, wyraźnym wotańskim żałując, że nie mogę przejść na alfheimski jak normalni ludzie.

[Wotańczycy to odpowiednik Niemców]
M: Im większy statek, tym trudniej go zatopić. Wynika to z faktu, że w środku jest dużo powietrza i trudno go całego zalać wodą.
K: No tak, nigdy o tym tak nie myślałam, ale fakt, Wotańczycy muszą się dobrze znać na budowie statków.
M: Tak, nasz wyspiarski lud świetnie się na tym zna.

L [po dostaniu karty z J] – Dżoker! … a nie, zaraz, to walet.
Z – Tak, widać że nie znasz się na tych śmiesznych kartkach z obrazkami.

Z – Jest ta elfka, która ci się przyglądała na wczorajszym balu.
L – Ja też ci się przyglądałam!
M – Ty chichoczesz za każdym razem, kiedy mówisz, że będziemy płynąć razem w jednej kajucie.

[Podczas opisu Statui Zwycięstwa, Z. się przejęzyczył]
M – Słuchajcie, przegapiliście stylizowany hełm antycznej wołowniczki. To taka pastereczka co wypasa woły.

Z – W ramach gestu dobrej woli królowa zdemilitaryzowała statuę. Teraz nie ma na niej załogi. Za to jest garnizon na tej wyspie, gdzie jest statua.
M – Nie ma załogi na statui, jest załoga WOKÓŁ statui, i potrzebują dobrych 5 do 10 minut żeby ją uzbroić.
Z – No teraz nie można od razu burzyć New Ness, trzeba poczekać, to był naprawdę wielki gest ze strony Królowej.

K – Czuję się trochę nieswojo, on pisze na laptopie, on czyta na komórce, tylko ja gram.
Z – Weź sobie żeton.
L – Robię notatki z sesji!
M – Wyjąłem komórkę na 10 sekund!
Z – I to było to złe 10 sekund.

M – High five, Johann!
K – Heil five?
M [facepalm] – Co mówi Wotańczyk Wotańczykowi? „Heil five!”.

K: Panno Crowley, proszę niczego nie dotykać!
L – … jeszcze przed chwilą nie przyszło by mi to do głowy.
K – Wiem!

Elfka: Ciekawa jestem, do czego służą te wszystkie przyrządy.
M: A pani czym się zajmuje?
L – Szpiegowstwem.

M – No dobra, to ja ją spróbuję uwieść… Co muszę przebić do tego testu?
[L parska]
[K parska]
[M parska]
K – To zależy od jej doświadczenia.
M – Zaczekaj chwilę, jestem wyłączony z walki. Au. Au!
K – To akurat jej kwestia.
M – To najgorsze teksty na sesji jakie od dawna słyszałem.

M – I wystarczy, że dojdę do poziomu 20 i potem nic nie muszę robić?
L – Później to już ona będzie.
Z – Co?
K – Nic, kontynuujemy nasz wątek.

M – Szybki test, kogo brakuje?
Z – Garnizonu!
M – Garnizonu, badum pshh!

Z – Możecie też rzucać żeby zatrzymać statuę.
L – Nie możemy! Jak możemy zatrzymać 180-metrową statuę?! Nie jesteśmy ewokami!

L – On chce się dostać do jej środka, jako ogr powinien mieć bonusy, to w końcu kobieta, nawet jeżeli metalowa.
Z – Jesteście dzisiaj poniżej wszelkiej krytyki.

Z – Cel podlega zasadom powalenia.
L – Powaliło cię chyba.
Z – Nie wiem, czy jestem celem, ale czuję się powalony. Czemu wydawało mi się, że to jest prosta mechanika?
K – A grałeś kiedyś w Wolsunga?
Z – Nie!
K – To dlatego.

L – A myślałem, żeby wziąć akrobatykę, ale zamiast tego wziąłem nadzwyczajną kompetencję w Ekspresji.
M – Śpiewaj! Śpiewaj!

[Przy wykorzystaniu karty, trzeba jakoś wpleść element otoczenia. Akcja rozgrywa się w niezbyt dużej sterówce.]
M – To ja tak chwytam się łańcucha i przelatuję przez pomieszczenie tuż nad ich głowami.
Z – This is really weak shit.
L – To nie jest dobry film akcji, to taki really cheesy film akcji.
Z – Muszę popracować nad reżyserią.

[Gracze dostali do wyboru gadżet z jedną cechą, albo bogactwo]
M – To działa tak, że na początku sesji trzeba wybrać te gadżety który się będzie używać, więc to, co mówiłeś
totalnie nie ma sensu, więc mówimy wicekrólowi że może sobie w dupę wsadzić jednopoziomowy gadżet i bierzemy bogactwo.

Nikt nie spodziewa się imperialnej inkwizycji

Dramatis personae:
Mistrzyni Meena Tetsu, Rodianka, fechmistrzyni mieczem świetlnym i dyplomatka. Bez nogi i z lekkim parkinsonem: E
Mistrz Garik Loran, pilot, technik, beznogi mistrz sztuk walki na wózku: chwilowo w komie, leży na wózku i się ślini
Mistrz Toro, zwariowany żwawy staruszek Ryn, mistrz pilotażu, prawie ślepy krótkowidz z demencją: P
Mistrzyni Yumire Ishi, z natury ślepa (rasy Miraluka), z wieku głuchawa i mająca artretyzm staruszka, porusza się o lasce w którą ma wbudowany miecz świetlny: Ł
Mistrz Tuwan Dra-loor, starożytny mistrz Neti żyjący od 26 tysięcy lat, ma zwyczaj zasypiania zawsze i wszędzie: Z
Scenariusz i reżyseria: L

Tuwan – Nie bądź taki w gorącej wodzie kąpany, co nagle to po Sicie.

L: Epizod 3, na skrzydłach wojny.
[wszyscy]: Ostatni tak się nazywał!
L: Epizod 3, jakoś inaczej.

L: Republika przestała istnieć, a na jej zgliszczach powstało Imperium, rządzone żelazną pięścią przez Imperatora Palpatine.
Ł: Piersią?
L: Pięścią!

[postacie odkryły, że Mistrz Garik zapadł w komę i ślini się na przyrządy sterownicze]
Toro – Najlepiej żeby nie zostawiać go w kokpicie, bo będzie przeszkadzać w pilotażu.
P: Mówi mistrz Toro pod nosem przeklinając.

L: Na wszystkich łóżkach w kajutach macie cztery punkty do przypięcia w narożnikach i jeszcze po trzy pasy poprzecznie… Jak tak patrzysz na to łóżko to się zastanawiasz ,po co te wszystkie punkty przypięcia.
E: E tam się zastanawiam.

P: Chciałbym żeby był Lex stylizowany na bazę ze Star Warsów, żeby coś się wysuwało, żeby jak kończysz były efekty jak z hiperprzestrzeni.

Z: Czyli co, opuszczamy Bieszczady Galaktyki i lecimy do Kołobrzegu Galaktyki?

L: Widzisz że w hali przylotów stoi facet w takim eleganckim szarym mundurze, fajną czapkę ma i w ogóle.
E: Hugo Boss?

P: Przepraszam, zapomniałem w co jestem ubrany. Czasem mi się zdarza, na przykład we wtorek.

Z: Który jest rok?
L: No jakoś tak koło 20 BBY.
Z: Ale czy nie ma jakiejś takiej wewnętrznej daty, który rok jest według kalendarza Starej Republiki?
P: Chciałem przekazać Z. żeby nie dręczył MG.

P: Użyjemy do tego starej astrolocji, bo na nowej na pewno są koordynaty zamazane.

P: Dlatego przestałem aktualizować astrolocję 50 lat temu, latam na starych dobrych astrolocjach.

[o mistrzu Tuwanie]
L: Ale gdyby na niego świecić cały czas to będzie wytwarzać tlen.

[czy jeden Neti może zastąpić system podtrzymywania życia na statku]
P: Gdyby tak było to na każdym statku były człowiek z takiej rasy.
Z: Są rzadkimi i mitycznymi istotami.
P: To z pewnością z powodu rozwoju floty kosmicznej.
Z: Tak, byli poddani rabunkowej gospodarce.

P: Właśnie, może jakieś mon calmari w puszce.
Ł: Admirał poleca.
E: Konserwa admiralska, prawie jak konserwa babuni czy jakiś salceson dziadunia.

Z: Ciekawe co jedzą szturmowcy, suchary Imperialne?
E: Oni jedzą imperialny gulasz.
P: Mielonkę palpatina
E: Oni jedzą pulpety Palpatina, zwane Palpetami.

P: Pilnuję żeby droid nie zatankował nam jakichś rozwodnionych prętów do reaktora czy jak się tam oszukuje paliwo do statków kosmicznych.

L: Ale prosiłbym o unikanie na sesji referencji do Smoleńska, bo ile można.

Ł: I jak są Jedi przedstawieni?
P: Jako karły reakcji. Yoda, zapluty karzeł reakcji.

L: Jest taki plakat z piramidą pociętych ciał ludzi, gdzieś tam wystają szczątki dziecka, a na szczycie stoi Yoda z zapalonym mieczem świetlnym.
Ł: Piramida zdrowego odżywiania się.

[kontrola celna]
L: Mistrz Tuwan chyba ma na wierzchu swój miecz świetlny?
Z: Mistrz Tuwan nie używa miecza swietlnego, przypominam. Fuck you, game master.

Ł: to klucz od zakrystii
P: To miecz świetlny w kieszeni czy cieszysz się na mój widok?

[czy można wynająć droida-tragarza]
P: Na przykład takie sześcienne droidy co chodzą na dwóch nogach, zawsze sobie wyobrażałem że można je otworzyć i coś włożyć do środka
L: To są power droidy, one chodzą i ładują ludziom baterie.
Z: Byłem szczęśliwszy nie wiedząc tego.

P: Bo imperium zabierze składki OFE tym pracującym i zabierze je dla emerytów.
Z: Uniemożliwi bogacenie się zaborcom z czasów Republiki, którzy dorobili się na kolaboracji z zakonem Jedi.

P: Kanclerz Palpatine spełnił co najmniej jedną obietnicę wyborczą, znacząco zmniejszył Senat.
Z: Zlikwidował też dopłaty z państwa do instytucji kościelnych. Razem z instytucją kościelną.
Ł: Zaczynam widzieć dobre strony tego człowieka.

[jak wygląda Nowy Porządek Imperium z punktu widzenia feministek]
L: Kobiety powinny siedzieć w domu i płodzić nowych szturmowców.
P: Tak szybko odeszli od klonowania?

P: Szklany sufit jest w Imperium zdecydowanie.

Meena – Mamy dużo drinków, wchodź do środka.
Tuwan – Moc jest w wasz silna.
Z: Wchodzę do środka.
E: Trzeba dbać o poziom midichlorianów w organizmie.

L: Widzisz że w hali przylotów stoi facet w takim eleganckim szarym mundurze, fajną czapkę ma i w ogóle.

[dylemat czy jakoś leczyć Mistrza Garika]
E:Jeżeli Moc uzna, że ma żyć, to będzie żył.

L: Potrzebujecie jakichś pieluch.
Ł: Nie ma jakiegoś cewnika?
L: Które z was ma zamiar cewnikować Mistrza Garika? [pokazuje drżącą rękę]
Z: Przypomniało mi się jak Vader odrywał mocą takie elementy i one się tak odrywały.

Z: Imperium wszystko wyrówna.
E: Przytnie wszystkich do rozmiaru szturmowca.
Ł: Jedna rasa, ludzka rasa.

P: Zapisuję sobie na posticie i przyklejam na kokpicie.

L: Jakaś lampka ci się zapaliła.
E: Check engine?

P: Nasze szanse na przeżycie spadły o 50%, a w zasadzie spadły z 200% do 100%.

Ł: Nie można tego jakoś organoleptycznie sprawdzić?
P: Znaczy co, iść lizać rurę z chłodziwem?

L: … albo można wyłączyć reaktor, opróżnić z płynu chłodzącego, zaspawać arc welderem, napełnić i odpalić, to będzie trwała naprawa.
P: Więc wybieram poksipol, oczywiście.

P: Czuję się jakbym miał 10 lat mnie, to sytuuje mnie w okolicach 80-tki.

Z: Potrzebujemy czwartego do Sabacca.
E: A da się tymi kartami z Sabacca zagrać w brydża a mistrz Garik będzie dziadkiem?

P: Coraz częściej zaczynam odnosić wrażenie, że wcisnęli ci jakiś strucel kosmiczny dwa razy odwinięty z słupa.
Ł: Nie narzekaj, bo zawsze mogło być gorzej.
P: Tak, mogliśmy iść pieszo.
Z: Albo lecieć krążownikiem imperialnym.

P: To już trzeci tir z mieczami świetlnymi ukrytymi w oponach.
Ł: … w tym tygodniu.

Ł: Miała być dziś moja kolej na spanie [podczas sesji].
L: Spokojnie, Z. nie ma konkurencji.

P: Ale może mu ten wózek przeszukają dokładniej.
L: No, jest inwalidą, to podejrzane.

Meena – Dzień dobry panu.
Toro – Staraj się wyglądać zalotnie.

Oficer – Życzę miłego dnia, możecie czuć się bezpiecznie skoro nie jesteście terrorystami.
E: Umyka mi logika tego zdania.
P: Czujesz się bezpiecznie? No powiedz, szczerze.
E: To takie intymne pytanie.
P: Ja na przykład siedzę jak na szpilkach, nie czuję się bezpiecznie, a faktycznie jestem terrorystą.

L: Wszędzie jest pełno plakatów propagandowych. „Lord Vader chroni galaktykę!”
Ł: Powinien mieć taki z małym dzieckiem.
P: Albo dzieci wręczające kwiaty Vaderowi.

P: Jakby [Vader] miał jeszcze małą wiewióreczkę w ręku to by mu dodawało pozytywnych punktów pijaru.
L: Nie ma wiewióreczki!

P: Oczywiście, mają dużo niszczycieli imperialnych, ale nie mają zimowych ubrań, dlatego w ostatecznym rachunku przegrają.
E: Zwłaszcza, kiedy uderzą na zimowa planetę Hoth.

E: Nikt nie spodziewa się Imperialnej Inkwizycji?

Oficer – Co ci Jedi sobie wyobrażali, że są lepsi od zwykłych ludzi?!
Toro – …no na pewno nie od takiego okazu cnót jak pan oficer.
E: Nie przeginaj!
L: Bo ci każę rzucić znowu!

P: Brzydzę się mordem z zimną krwią, ale działamy w stanie wyższej konieczności.

Toro – Jesteśmy rycerzami Jedi!
Yumi i Meena – Ćssss.
Toro – To złe podejście. Strach jest w waszych sercach!

Tuwan – Jaką widzisz w tym moją rolę, mistrzu Toro?
Toro – Głównie w tym dawaniu w łeb i ściąganiu na statek, prawdę mówiąc.
Tuwan – Ach, przemoc fizyczna.

Ł: Był w kolorowych ciuszkach, więc mógł być też kontaktem z podziemia.
P: Mógł być też gejem lub zboczeńcem.
E: Albo hipsterem.

L: Ten ubrany kolorowo facet znowu za wami łazi, tylko jest ubrany trochę inaczej teraz.
P: Miałaś rację, to hipster!

Z: To ja go uderzam tak, żeby go ogłuszyć. Używam Jediowskiego nerve pinchu.

L: Dwie babcie prowadzą nieprzytomnego młodzieńca.
E: Jest bardzo młodzieńcem?
L: Tak.
Meena [do nieprzytomnego] – Oj wnusiu, wnusiu!

L: Ma przy sobie commlinka.
Z: Co?
L: No, telefon komórkowy.

[łowca nagród na okresie próbnym]
Z: Znaczy jest terminatorem?
L: Tak.
E: Czeladnikiem.
L: Tak właśnie, czeladnik łowca nagród. To co innego trochę niż terminator łowca nagród.

L: A widziałeś kiedyś księżniczkę Amidalę z słuchawką blutufową na uchu? Nie!
Z: Bo za nią chodzi człowiek i nosi TAKI WIELKI COMMLINK (pokazuje).
E: We włosach pewnie miała.

E: Może jest szlachetnym łowcą nagród. Jeszcze go nie przyjęli do ligi.

[postacie zaczynają intensywnie korzystać z wszystkich punktów do przypinania znajdujących się w ich łóżkach]
P: Nie wiem, do czego służył ten statek wcześniej, ale od dzisiaj śpię w kokpicie.
E: Nie niepokoi cię nazwa „cockpit”?
P: Fuck.
Ł: Teraz już tak.

P: Stoją dookoła niego tacy dżedaje, jeden odpala miecz świetlny i mówi „boczków przypieczemy”.

L: Nie możesz zapewniać do skutku aż ci nie wyjdzie!
Z: Cholera.
Z: To miał być taki sprytny sposób na zastraszenie go, ale niestety udało mi się go uspokoić.
P: Grasz zbyt wypasioną postacią żeby liczyć na to, że ci test nie wyjdzie.

E: Ale trzy lata temu Republika była jeszcze prężna.
Ł: Ale hello, myślałaś, że co?
L: Że Palpatine ten plan to tak wymyślił w ostatnim tygodniu?
P: „Hej, przyszedł po mnie wielki Murzyn, to dobry moment żeby obalić Republikę!”

Z: Nigdy nie wiesz, kogo znajdziesz pośród farmerów z Tatooine.
L: Z., kurwa!
Z: Moje słowa zostaną kiedyś wspomniane!
P: Drzewo, pliz.

Ł: Myślisz że na tym szkoleniu to ją uczyli dziergania?
E: Myślę że specyficznego rodzaju dziergania.

P: Przez 3 lata to w Akademii Jedi na Coruscant to mnie uczyli jak wynosić śmieci i gdzie są te sienniki starszych mistrzów Jedi co musiałem je odpchliwać.
E: I ile ziarenek ryżu jest w miseczce.

Tuwan – Musisz wiedzieć, że twoja kuzynka jest w niebezpieczeństwie, ale uratujemy ją.
Kuzyn [trochę rozpaczliwie] – Nie ratujcie jej!!
E: A Moc rozpozna swoich.

P: To że nas próbowano wyeliminować bombardowaniem orbitalnym…

P: Zawsze wyglądał dość groźnie, tak jak go pamiętam.

P: Dla tego młodzieńca 3 lata pobytu w obozie karnym Republiki sprawią że stanie się wiernym wojownikiem nowej sprawy. Tacy janczarzy galaktyki.

L: Nie ma jeszcze czegoś, co się nazywa „Rebelia”.
Z: To dobra nazwa, sugeruje obywatelskie nieposłuszeństwo, przeczuwam że się przyjmie.
P: Moglibyśmy zasugerować. Z pewnością gdzieś znajdują się senatorzy zastanawiający, jak nazwać ruch oporu – „La Resistance”? „Armia Krajowa”? A my przylecimy i powiemy „Rebelia” i się przyjmie.

[mistrz Tuwan używa Mocy]
Z: Wyszło.
L: Ile?
Z: Siedem!
P: Mocne słowa, jak na drzewo.

Z: Może jakieś wizje, przeszłość, przyszłość, jakiś cytat? Oneliner?
L: Trzeba sobie było samemu przygotować.

E: A tu jest zakochany w niej kuzyn. Może powinniśmy ich po prostu zamknąć w kajucie?
Ł: A siła miłości wszystko załatwi?
E: Co robi tęczowa siła miłości? Rozpierdala.

L: Usiłował jedną kapsułkę pod językiem schować.
P: Przebiegły jak kot.
E: Chyba koty są bardziej przebiegłe od niego, podawanie im pigułek gorzej idzie.

P: Ja idę za mistrzem Tuwanem, który sadzi, ha ha, pun intended, wielkimi krokami.
Z: Teraz jestem taki mniejszy, więc drobne kroczki robię.
E: Płoży się.

L: To jest to bardzo kiepski pomysł, moim zdaniem, bezpośrednie podłączanie klopów do próżni.

L: Poza tym zamrożone odchody orbitujące dookoła stacji stanowiłyby zagrożenie nawigacyjne.
Z: Można by wykorzystać je jako tarczę.

Z: Ej, Obi-Wan Kenobi jak się przekradał po gwieździe śmierci to nałożył kaptur i pomogło, chciałem wam zwrócić uwagę.

Z: Jedi nowotworem okrężnicy, taki plakat.
Ł: Myślę że Imperator powinien zatrudnić nas jako ludzi od pijaru.
Z: Chyba od pijaru zakonu Jedi.

P: W czasach Imperium czarny pijar jest nowym pijarem.

P: Ja się chowam za filarami, jestem połączeniem Obi-Wana na Gwieździe Śmierci z Solid Snejkiem.

P: We cannot stop here, this is stormtrooper country.

P: Mógłby zasugerować, żeby któraś z dwóch mistrzyń starała się wyglądać zalotnie, ale to byłoby zbyt okrutne.
E: Wtedy szturmowcy uciekliby z krzykiem.

L: Widzicie na środku hali gigantyczną figurę Lorda Vadera.
Z: Holograficzną. A przed nim klęczy ubrana na czarno lasia.
Z: Zesrałem się próchnem. No dobra, moja postać nie, bo się nie boi Vadera.
[przychodzi P z kuchni i się pyta, co go ominęło]
L: No, wielka postać Vadera a przed nim klęcząca ubrana na czarno lasia.
P: To niezbyt dobra wizja.

Inkwizytorka – Zdajecie sobie sprawę, że nie ujdziecie z tej stacji żywą stopą?
Tuwan – Zamierzamy wylecieć z niej statkiem.

L: Zgadza się natychmiast.
E: Sensuję ją.
L: Jest pełna podstępu i nienawiści, oczywiście.

[Inkwizytorka usiłowała przysmażyć mistrza Jedi błyskawicami, ale ten wciągnął je nosem, znaczy, dłonią]
Tuwan – Uważaj, to bardzo niebezpieczna dla zdrowia technika! Wbrew temu czego mogłaś się dowiedzieć w Akademii Jedi nie stosujemy jej nie dlatego, że jest mroczna, ale dlatego, że jest bardzo niebezpieczna dla zdrowia.
Yumi – Szkodzi na wątrobę i nerki w szczególności.

Ł: Nigdy z tego nie wyjdzie, nawet po latach terapii.

Tuwan – Znasz jeszcze jakieś techniki Sithów? Moi młodzi towarzysze mogli by się wiele nauczyć na twoim przykładzie.
Z: Mistrzowi Tuwanowi włączył się tryb dydaktyczny.

Toro – Mistrz Tuwan wyrwał ci miecz i złamał nie używając rąk, to samo może zrobić z twoim karkiem.
Tuwan – Ale nigdy bym tego nie zrobił!

Z: Odzyska swojego kuzyna z pewnego punktu widzenia, znaczy, poleci z nami.
Z: To co obiecał Mistrz Toro jest prawdą, z pewnego punktu widzenia.

E: My już przywiązujemy panią inkwizytor do łóżka, może też damy jej pigułkę?
Ł: Chyba gwałtu!

E: Tłumaczymy jej że to nie gwałt, tylko że robimy jej dobrze.
L: Rzuć sobie na to robienie dobrze.
P: Po prostu ją zaknebluj, to nie jest gwałt jak nie mówi nie.

P: Myślałem że to słynna szkoła Jedi.
Z: To nie był gwałt, z pewnego punktu widzenia.
P: Mmm, jeżeli nie nie mówi, gwałt to to nie jest.

E: Czekam aż strzelą pierwsi!
L: Jak Han Solo.

Z: Medkit mi niepotrzebny, używam medycyny naturalnej.
L: Podajesz mu homeopatyczny lek przeciwbólowy?

P: Może oni znają jakieś plany Imperium.
L: Tak, tajny plan Imperium – trzeba wszystkich Jedi zabić.
Ł: To nie jest chyba jakiś bardzo tajny plan?
P: No sorry, jak ktoś ma stanowisko Inkwizytora to powinien wiedzieć więcej.
Z: Na pewno zna szczegóły planu. „Blasterami!”

Tuwan – Jest jak muszka owocówka w moich rękach.

Toro – Nie pozwólcie nigdy mistrzowi Tuwanowi mnie leczyć.

Yumi – Nie chcemy abyś zdradzała jakieś sekrety…
Toro – Chociaż byłoby to mile widziane.

Inkwizytorka – Nic nie jem z wami! Chociaż zaraz, może być kilka posiłków, i losujemy który zje który, to powinno ochronić przed podaniem trucizny.
Yumi – Hej, i tak to co ona gotuje…
Meena – Ej, nie gotuję, tylko otwieram puszki!

Tuwan – A jeżeli wykorzystamy Moc żeby uodpornić się na truciznę, hm?
Inkwiztorka – Nic nie jem!

E: Chodźmy do mesy.
P: Na statkach Sithów  to się na pewno nazywa Black Mesa.

E: To zrobię jakieś Galactic Mojito dla wszystkich.
L: Galaktik Modżajto dla mojej Inkwizytorki.

Ciąg dalszy nienawiści do Sasów

System: Pendragon
Dramatis personae:
Sir Aethelred z Tisbury, zwany Mściwym – L.
Sir Belias z Berwick St James zwany Prawym – H.
Sir Gilbert z Beverstock, młodszy brat Hervisa – M.
Dochodzi Sir Daffyd z Dinton, zwany Czarnym – P.

H: Ty, uczciwy?
L: Mściwy!
H: A, dobrze.

M: Bierzesz najwyższą cechę charakteru i tak cię zwą
P: Czysty? No kurwa!
M: Zwany czystym, zapisuj.
P: Mam więcej na 13, mogę być również utemperowanym bądź wybaczającym.

M: [do H] Jesteś Belias, zwany prawym.
H: Tak, jestem prawy, jestem wyjebiście prawy, ale jestem głupi.

L: [do H] O, twoja żona to druga dworka na dworze mojej żony.
H: Nie!
L: Tak :-)

M: Mam syna! Za pierwszym razem syna!
H: Co za buc.

M: Ja mam great hall i buduję palisadę! Palisadę na wielkim wale! A potem powstanie wieża, o którą pokruszą sobie zęby Saksoni, jeżeli jacyś przyjadą.

H: A ja tu mam postać Marciniaka jedną i skreśloną i niżej drugą.
M: To mój zacny brat, Hervis, poległy w bitwie pod Mercred Creek

M: Za bardzo nienawidzę saksonów żeby tam siedzieć!
P: Czym uderzyłeś ten stolik?
M: Pięścią! Tak bardzo nienawidzę saksonów.

M: czy gramy kartkowo?
Z: Ja mam komputer.
M: Nie, chodzi mi o to czy gramy na żółte kartki.
Z: nie, konsekwencje będę wyciągał podczas gry.
M: To nieroztropne z twojej strony.

L: Mój herb wygląda tak: a field of argent with a bend sinister or, in the centre – a sword sable
H: Narysowałbyś
L: Ale nie wiem, co to znaczy.

H: Możecie oglądać nawzajem swoje wały.
Z: To nie było uprzejme.
H: Dlaczego sir Gilbert wielki wał posiada?

H: Dwa knury, 8 macior.
L: Ej, ja tego nie mam.
H: Obawiam się, że to tylko 1 wieś opisana, jak ma się ich więcej to stajesz się panem większej ilości prosiaków.

H: Wiecie że coś strasznego się zdarzy jeżeli nie zginiemy z rąk Saksonów? Nasze dzieci będą mogły wyrosnąć nie nienawidząc Saksonów!

Z: Wygląda na to, że trop bestii przypomina trop wilka
L: Maybe… [powstrzymuje się]
L: Maybe it’s lupus?

[z wszystkich giermków został tylko giermek Beliasa]
P – Odważny młodzieniec, rób tak dalej a dosteniesz pas i ostrogi.
H – Tak, świetnie na tym wyjdziesz.

Sir Aethelred – Wilki! Wilki! Jeden wilk, dwa wilki, trzy, cztery wilki!
Sir Belias – Sir Aethelredzie, mógłbyś się nie popisywać swoją znajomością matematyki.

Sir Aethelred –Zabiłem wilka! Ha! Co to był za wilk!
Z: L.!
Sir Dafydd – I uratowałeś mnie przed nim!

Sir Belias – Bardzoś ranion?
Sir Aethelred – Nie, kolczuga mnie ochroniła.
H: W ogóle jesteś zraniony?
L: Nie.
H: Bucu.
M: Nie wiem dlaczego, ale pierwsze co mi się kojarzy to metalowe kości, ale to nie ta bajka chyba.

Z: Wilk uciekł, szybkie są. Wy nie jesteście tacy szybcy.
H: Ale za to jesteśmy pancerni! Czterech pancernych towarzyszy!
L: I giermek.

Z: Rozchodzi się zapach posoki i treści żołądkowej. Niezbyt przyjemny w sumie.
L: Nieno, jak przy bitwie!
Sir Aethelred – To mi przypomina bitwę przy Mercred Creek!
Sir Dafydd – Jak ja żałuję że mnie tam nie było.
Sir Aethelred – Jeszcze będziesz miał okazje zabijać Sasów!
Sir Gilbert – Tak, przy ich płonących chatach!

L: Opieram się o drzewo z mieczem w ręku i tak drzemię.
Sir Gilbert – Bardzo wygodne drzewo, spałem kiedyś na bardzo niewygodnym kamieniu.
Sir Belias – Jak byłem giermkiem!

Sir Aethelred – Co nocy bestia będzie przychodzić na dwór i kogoś zabijać?
Sir Dafydd – Słyszałem kiedyś taką historię.
P: ale to chyba jakaś Saksońska…

H: Najlepsza metoda na starą wiedźmę? Rozsądek mówi mi „omijać”.

[komnata gdzie śpią rycerze i psy]
Z: Taki pies to ciepło daje
M: I mniej wali pod siebie niż koń lub krowa.

P: Klepię jakąś modlitwę przed jedzeniem.
L: Rzucam kawałek sera przez ramię dla skrzatów.
H [otrzepuje się] Gdzie z tym jedzeniem!

H: W czasie bitwy to się musieliśmy dwa razy spać kłaść, taka długa była!
L: Sir Belias zwany zmyślającym.

Z: Ma też kapłana rzymskiego, ojca… [kilka klika]
H: No dajesz, dajesz, panie wymyslibyś dłuższą listę imion!

Sir Gilbert – Sir Aethelredzie, jak klecha mówi o tym szatanie to on o Branie mówi? Bo Bran też ma rogi i jest pod ziemią.
Sir Aethelred – Niee, przecież ten ich nowy bóg ma swojego nowego własnego szatana, Bran to stary dobry bóg.
Sir Gilbert – Czyli co, jest ich dwóch pod tą ziemią?!
Z: Sir Gilbert jest agnostykiem.
Sir Gilbert – No bo ilu może być tych bogów pod ziemią?
Z: Sir Gilbert został ochrzczony i to tyle by tego było.

P: Robię staroangielskiego facepalma.

H: Następnym razem jak takiego Sasa dorwę to go rozerwę gołymi rękoma!
Z: Panowie, spokój.

M: Na piechotę?
P: No, przez wioskę tylko.
M: Nieno, na piechotę?!
H: Żeby głowę na poziomie chłopstwa?
Z: Jak amerykanie, tylko w wersji średniowiecznej, po kawę do Starbucksa konno.

Z: Jak ona się może nazywać…
H: ooo, jak ona się może nazywać, baba ze wsi
L: Nie nabijaj się z naszego Mistrza Gry.
H: On nie miał takich oporów!

Z: Ma w domu taki piec…
M: Z cegieł?!
Z: Nieno, z gliny.
H: I on uważaj, nie wypełnia domu dymem!
Z: Advanced superior technology.
M: No dobrze, ale jak jest dziura w dachu to też działa.

M: Co to za stara kobieta spod lasu, co nie wie, co się działo na dworze poprzedniego wieczora?
L: Może to po prostu stara kobieta?

L: Coś kiepsko poinformowana ta stara kobieta.
P: Szukasz statystyk starej kobiety?
Z: Ta, szukam statystyk starej kobiety… nie!
H: Jest w sekcji Wielkie Potwory.

Z: Old woman to nie to samo co wise woman.
L: Nie?
H: Dożyła czterdziestki, jak ona to zrobiła?!
Z: Magia!

M: Może by tak umocnić dwór żeby się bestia dostać nie mogła?
H: Wy to byście wszędzie te swoje wały budowali.
Z: Sir Gilbert zwany architektem.
P: Sir Bob. I wtedy ksywka by pasowała.

Z: Przestańcie z tymi papistami bo się jeszcze przyjmie!

H: Z Sir Osianem ktoś powinien pogadać, najlepiej ktoś z rodziny.
P: Sir Gilbert jest starszy.
Z: Dobre zagranie.

Sir Belias – Może wy, Sir Aethelredzie, wiecie gdzie ta rodzina dziewki mieszka?
L: Muszę chronić swoje źródła!

L: Wydaje mi się, że chirurgery to może mieć kapłanka…
Z: Albo kapłan, tak. Kapłan nie żyje a kapłanka zaraz zostanie wypędzona.

Z: Kobiety mają Chirurgery standardowo na 10, przynajmniej damy.
M: Kobiety są w domostwie niezbędne!

Z: Jak macie jakieś uwagi?
L: Tak, ja mam uwagi!
Z: Poza twoimi.

Ku chwale Imperatora!

Dramatis personae:
MG – Inkwizytor Z.

System: Dark Heresy (czyli Warhammer 40000 RPG)

Dariel, assasynator Vindicare (oraz kronikarz cytatów) – L.
Grendel, psyker – M.
Litilius, techpriest – O.
Nikodemus, kapłan – T.

18 lutego 2008, sesja u Inkwizytora Z.

L: Grendel. Ładne imię. Wybrane czy losowane?
M: Nigdy się nie dowiesz. Ale bardzo się cieszyłem z wyniku losowania.

O: Mało ciała mam, chodzę w takich obszernych szatach.
M: O., co masz za cyborgizacje, nie ściemniaj nam tu! Masz ręce? Nogi masz?

L: Nie mam żadnego pancerza!
O: Bo uwierzę.
L: No nie mam, nie miałem już kasy jak kupiłem amunicję, tłumik i celownik optyczny

Z: Macie tu briefing, przeczytajcie.
L: Ja nie umiem czytać!
Z: Jemu nie dawajcie, musicie mu opowiedzieć.

L: Przeczytajcie briefing a ja się w tym czasie będę nabijać.

O: Muszę sprawdzić, bo zaraz się okaże, że mam jakieś umiejętności o których nic nie wiem.
M: Ignorancja jest błogosławieństwem.

O: Mnie od razu wszyscy rozpoznają.
D: Po dźwięku serwomotorów?
O: Tak, delikatnym dźwięku.

D: Ja chciałem zauważyć, że jestem tutaj.
O: Jako obserwator?
L: Jako Chaos!
D: No, jako głos Chaosu w waszych głowach.

L: Masz jakieś fajne czary?
M: Nie mam żadnych czarów?
O: To co wolno legalnym psykerom?
M: Wolno wszystko, ale to nie są czary.
O: Ja mam wrażenie że idea psykerów to takie zwalczanie ognia ogniem.
L: Ale nie nazywają tego ogniem, nazywają to termiczną kontrolą pożarów.

O: Mam problemy ze zrozumieniem tego briefingu.
L: Sorry, nie mogę wam pomóc, nie umiem czytać.

L: Czy na tej planecie kiedykolwiek był ork?
M: W sumie wystarczy jeden.
D: Jakby był, to Imperium zbombardowało by planetę z orbity, więc tu nie było orków.

L: Świetnie, jeszcze się nie zaczęła sesja a już mam stronę cytatów.
O: Przecież nie było żadnych cytatów!
M: Jakich cytatów?
O: L!

Z: Dzwonię do T.
M: On mówił że będzie niedługo.
Z: Co on, kurde, na piechotę jedzie?
L: Proponuję żebyś zrzucił go z orbity jak przyjdzie
M: Tak, dorzuć go z orbity!
O: [pokazuje budowanie a’la Dawn of War] … a tu będzie nowa zakrystia.

L: Zaraz, lecimy na planetę bez miasta, gdzie jest niebieskie niebo i zielone? Ja nie chcę!
Z: Mówi się „Ku chwale Imperatora!”
L: E, tak, oczywiście.
O: Przejęzyczył się.
Z: Nie mówi się „ja nie chcę”, zły słownik ci się załadował.

L: Jestem z gangu z hive worlda. Problem polega na tym, że asasynów trenuje się od młodości, tak od wieku 7 lat, więc w gangu byłem w wieku od 4 do 6 lat. A na pamiątkę mam kurtkę w kolorach gangu.
D: Jeżeli jest z tego wieku to rozmiar trochę nie pasuje.

D: [śmiejąc się] Zobaczyłem souvenir psykera numer 2.
L: Co to jest?
D: Zgięta łyżka.

T: A nazywam się jakoś fajnie.
L: Wszyscy nazywają się jakoś fajnie, M. nazywa się Grendel, a podobno wylosował to imię.

[po wylosowaniu pamiątki]
T: To jest pamiątka czy mogę to wyrzucić?

T: Skoro to nie jest użyteczne to sobie wybiorę.
D: Manczkinisz psychicznie

Nikodemus – Co robisz?
Litilius – Służę.
Nikodemus – To wiem, ale co dokładnie, synu?
Litilius – Dobrze służę.
M: Nie mów do niego „synu”, nie masz jeszcze święceń.

L: Ile on ma lat?
M: 21!
L: To taki młodzik, prosto z seminarium!
M: Wszystko będzie nosił!

D: Dobra, ja się zmywam.
M: Poczekaj, niech nas chociaż zrzucą na planetę.

T: Czemu boltery tyle ważą?
L: Widziałeś figurki do WH40K?
M: L, nie!

L: Ile dostaje się doświadczenia za przygodę?
Z: Jakieś 200 expów za 3 godziny sesji, jest stała stawka.
L: Bardzo sensowne. Ale jak ja przyszedłem o 18 zgodnie z planem to dostaję od tego momentu.

D: Kto ma agorafobię?
Z: Połowa drużyny.
T: Ale on [M.] chyba też ma.
L: Nie jest z Hive Worlda.
T: Ale jest voidem. [osobą wychowaną w kosmosie]
Z: On jest przyzwyczajony do przestrzeni pustej.

D: Myślę, że Z. będzie się kierował wolą Imperatora.
Z: Dziękuję, D.

T: Ja chcę kupić dyktafon.
M: Ja protestuję, to początek herezji!

Z: O, proszę bardzo, plecakowy dyktafon.
O: Ty, żartujesz?
Z: Nieno, żartuję. Ale pict recorder waży kilogram, więc kieszonkowy nie jest.

M: Wydrukuj jeszcze ze 2 kopie briefingu.
Z: A co?
M: Bo każdy będzie zaglądać, L. będzie.
L: Ja nie umiem czytać!
M: OK., wydrukuj jeszcze jeden.

M: Jak się nazywasz?
L: Dariel. Jestem asasynatorem.
M: Tak, tak. Ty to chyba od dziecka chciałeś robić.
L: Tak!

L: Flak Jacket kosztuje 100.
T: Flak Jacket to ja miałem w podstawowym ekwipunku.
L: Spierdalaj.

Z: Spoko, znajdzie się coś żeby wam potrącić.
L: Potrącić? Czy to jest w podręczniku?

[T. rozważa wzięcie jakieś dodatkowej broni]
Z: Z flejmera można strzelać bez skilla, tylko nie wiem co się wtedy dzieje, chyba jest większa szansa że wybuchnie.
L: Jestem przeciw.

Z: Na szczęście uboty się łatwo przekładają na walki statków kosmicznych.
L: Nie będzie walk statków kosmicznych, bo my jesteśmy pasażerami!
Z: Ale może być abordaż, wtedy będziecie mieli z kim walczyć.
L: O kurwa.

Z: To może być kurtka po twoim starszym bracie, który zginął, i teraz nosisz ją z zemstą w sercu.

M: Kto tu normalnie wygląda?
L: Ja! Mam unremarkable, więc wtapiam się w tło i nikt mnie nie zapamiętuje, mimo że jestem ubrany w czarny bodyglove, mam karabin snajperski, miecz, nóż i pistolet laserowy.

Z: Ojezuuu, znaczy, Na Imperatora!

Jak się nazywa Imperator?
A jak się nazywa Bóg?
YHVH.
Fakt, to głupie pytanie, bo się nazywa.
A ten notuje, menda jedna! Proszę bez personaliów.

Z: Chuj z tym skąd jesteście.
L: Cieszę się, że szybko doszliśmy do porozumienia.
Z: To się ustali jak przeżyjecie pierwszą przygodę.

M: Mamy przydział powietrza i wody?
Z: Cieknie woda po ścianach.

Z: Możecie się opisać.
L: Ile macie za sobą zrzutów?
Z: Mój pierwszy, ale posprzątam.

O: Kleryk zarabia ustami, ueee.
Z: Śpiewem i modlitwą.
O: No, to mówię.

M: Ale to są rysunki figurek a nie Inkwizytorów.
T: Czy my gramy w Transformersów?
L: W zasadzie tak.
T: Imperator to taki megatransformers.
L: No, ja bym za to obciął z godzinę ekspów.
M: Mi obciąłeś a jemu nie?
Z: [notując] Godzina.
O: Jeden donosi na drugiego, co za mroczny świat.

T: Czy ja żyję w celibacie? Tak technicznie pytam.
M: W celi to na pewno.

M: Masz już chłostę jako skilla?

T: Naprawdę brakuje mi jakiejś doktryny, czy mam pić dla Imperatora czy nie pić?
L: Musisz pomyśleć czy jakiś czyn można przypisać bogowi Chaosu. Picie? Slanesz. Pieprzenie? Slanesz. Narkotyki? Slanesz.

Z: Gadajcie, jak wygadacie tyle ile byście porozmawiali w ciągu 3 dni to wam dalej poprowadzę.
L: To ja już.

Z: Nieno, cytaty będzie notował, ale musicie kontrolować czy nie przesadza.

T: Bo ja przeczytałem krótki opis Warpa.
Z: Gdzie przeczytałeś?
T: No tam, w podręczniku.
M: Połóż sobie rękę na kuchence za karę przez 15 minut.

T: Co ty, memoryzujesz statystyki broni?
L: Nie, chcę wiedzieć czy istnieje rozwiązanie pozwalające mi czasem trafić do celu.
Z: Hehehe. Erm, przepraszam.

M: Jak on w zasadzie je w tym respiratorze?
Z: Ignorancja jest błogosławieństwem.
M: Ale to ważne dla przeżycia może być.
O: To są ważne pytania, ale nikt pisząc system nie zastanawiał się czy Tech Prieści muszą jeść.

Z: Starszy Agent Inkwizycji.
L: Może starszy Agentor Inkwizytor żeby brzmiało jakoś tak sensownie?

Z: Czy dla Mistrza Gry jakieś kostki się znajdą?
L, M i T: Nie.
Z: Imperator by tego nie pochwalił!

Z: Dostajesz 3 w głowę.
L: Minus mój toughness bonus, czyli 3.
M: Tu jest też syndrom nagiego krasnoluda?
L: Tak.
M: Yeeea!
T: Jaki masz Tougness?
M: Nieważne, od razu mi się lepiej zrobiło.

M: Pamiętaj że systemu Warhammera nie da się zmodyfikować bo tonie,

Z: Nożem zadaje się k5 obrażeń? Bo wiesz, pałą zadajesz k10.
M: To tnę mieczem.

Z: Rzuć, może ci się uda.
L: [turl] Nie, nie udało mi się.
T: Może ja spróbuję?
Z: Możesz, tylko musisz coś powiedzieć.
L: Może ja będę mówić a on będzie rzucać?

L: Jestem heavily wounded. A nie, zaraz, jestem Critically Wounded, potrzebuję pomocy medycznej. [spogląda na O.] Czy Ty jesteś pomocą medyczną?

Z: [do T.] Na 3 poziomie będziesz mógł nauczyć się charma.
L: Ja na 3 poziomie będę się mógł nauczyć chować tak, żeby mnie nie było widać. Wszyscy jesteśmy żałośni.
M: To dark fantasy, nie ma lekko.

T: Mam 45 Fellowshipa, klękaj!
L: Ma 55 procent szans że nie klęknie.

T: Ty masz jakieś moce? Czemu ich nie użyłeś?

Z: No powiedz im jaką moc wziąłeś! Mogłeś wziąć blasta albo lucky.
M: Tak, lucky rozważałem.
Z: Ale ty wziąłeś resist posession!

L: Zaraz, czy ty masz tylko jedną moc?
T: On jest równie beznadziejną postacią co my!

L: Mam pomysł, może dasz nam po półtora tysiąca expów. nie, zaraz, to nadal będzie mechanika warhammera.
M: Może przeniesiemy się do Starego Świata?
L: Nie, tam też dostaniemy wpierdol.

Z: Przepraszam, grałem kapłanem Sigmara, bardzo się starałem.

L: Nie chciałbym zwracać na siebie uwagi, ale zakrwawię mu dywan.
T: To nie zwracaj, ja też krwawię.
O: Z krwawienia nie ma efektów mechanicznych, jego dywan jest czysty.

Z: Jak działa ten medyk?
M: Jak w Warhammerze.
L: Punkty daje, no!

Z: Może poprowadzę bez systemu.
L: Można by założyć na przykład że jak jestem mrocznym asasinem to potrafię kogoś zabić.

Jak my nienawidzimy sasów

System: Pendragon (cytaty zebrane z więcej niż jednej sesji)

Dramatis personae:
Sir Aethelred z Tisbury, zwany Mściwym (a także notowacz cytatów) – L
Sir Belias z Berwick St James – H
Sir Chlotar z Winterbornstock – A
Hervis z Beverstock, giermek Sir Beliasa – M

Suzeren i władca (znaczy, MG) – Z

L: [wybiera sobie umiejętności] … będę tańczyć i będę śpiewać i
będę…
H: Już mnie boli.

H: A słońce na rysunku heraldycznym jest rysunkiem, więc jest
czarne.

M: Tum tu dum dum dum… [zaczyna nucić rycerzy okrągłego
stołu Monty Pythona]

L: Nie!
Z: Sir Beliasie, przywołaj swojego giermka do porządku.
H: Stajnia nieposprzątana!
L: Proponuję za każde zanucenie Monty Pythona ucinać Glory.

L: Nieno, miecz wygląda jak krzyż zupełnie, więc mogą się modlić
do niego.
Z: A ty skąd wiesz, masz umiejętność religia chrześcijańska?
L: Mam na trzy! A, nie, zaraz, chrześcijańskiej to nie mam. Nie
wiem, że miecz wygląda jak krzyż, bo nigdy nie przyszło mi to do
głowy.

Z: O, to skoro z H. jesteście w tym samym wieku to razem
giermkowaliście.
L: O, cze ziom giermek.
Z: Chciałeś powiedzieć „witaj Sir Beliasie”

L: Sir Chlotarze, jaką masz wielką… tarczę…
Z: L!

M: Czy wy nie słuchacie co się o was mówi po targowiskach?
H: Nie, mam od tego giermka.
M: To już wiem, czemu ja tyle wiem.

L: Jak ja nienawidzę s… Saksonów.

H: Mam taki orli nos.
L: Znaczy, brzydki jesteś?
H: Nie! Nie jestem brzydki… znaczy, jestem, no… brzydki nie
jestem.

M: Niski jestem w stosunku do was, olbrzymów…
H: Jak miał 15 lat, to wyglądał że bardziej wyrośnie.
Z: Będą go znać jako Hervisa Zwinnego.

Z: Będziecie sobie rzucać, kto ich nienawidzi bardziej.
M, H i L: Ja, ja, nienawidzę!

Sir Elad [NPC] – Mam dla was prośbę, ja już nie jestem żwawy taki…
L: Teraz dostaniemy questa.
Sir Elad – W okolicznych lasach zalągł się potworny
niedźwiedź-ludojad.

M: Jak masz zamiar rozdawać żółte kartki to powiedz czym to
grozi żebyśmy wiedzieli.

L: Siodłam swojego konia, który nazywa się Płotka
H: Kartkę mu, kartkę!
Z: Masz. [daje L. żółtą kartkę]

Z: Strzemiona już wtedy były? A zresztą, nieważne.
M: Bardzo, bardzo, bardzo ważne!

Sir Belias – Trzeba coś zdobyć na Saksonach, trudno. Może ten dzik
będzie saksoński?
H: Pokaż na mapie ile do tych Saksonów.

A: Zawsze można powiedzieć że niedźwiedzia szukamy.
H: Dzika.
L: Niedźwiedzia!
Z: Ale się wam udał przywódca polowania…

M: Żeby ten niedźwiedź się nie okazał sprytniejszy od nas
wszystkich, rycerze są niezbyt w spryt obfici.
H: Dlatego mamy giermka.
Z: Gorzej jak on zostanie pasowany i przestanie być giermkiem.
A: Zawsze można zablokować nobilitację.

L [ciamka i pokazuje jak się obżera na uczcie]
Z: Ja widzę, że tu Sir Aethelred nie tylko mściwy, ale i
nieumiarkowany.
L: Nie miałem punktów na nieumiarkowanego.

Z: Jedziecie na swoich lekkich koniach.
L [z trudem powstrzymuje śmiech]
Z: Co?
L [pokazuje stukanie dwoma połówkami kokosa o siebie]
Z [bierze żółtą kartkę]
L: No co? Powstrzymywałem się dopóki nie zapytałeś. Następnym
razem nie pytaj.

Sir Belias – Piktów też nienawidzę!
Sir Aethelred – Aaaaa! Nienawidzę Piktów!
L: Nienawidzę Piktów bardziej od ciebie. Dwucyfrowo.
H: Ja też dwucyfrowo, ale to pierwsza „dwucyfrowo”, więc pewnie
tak…

Z: Jedziecie razem, możecie konwersować na jakieś interesujące
tematy
Sir Aethelred – Sir Beliasie… jak ja nienawidzę Saksonów!
Sir Belias – Ja też nienawidzę Saksonów! I Piktów!
Sir Aethelred – Oo, tak, Piktów! Wszystkich bym ich wyciął!
Sir Belias – Tak, wyciąć Piktów w pień! Nienawidzę Piktów!
Sir Aethelred – Nienawidzę! Ale Saksonów bardziej niż Piktów!

L: Potrzebujemy takie włócznie z poprzeczką.
Z: Możecie wziąć po prostu swoje włócznie i dorobić poprzeczki.
H: Poprzeczki to high-tech. Odważnym trzeba być.
L: Jestem odważnym, ale jestem też… [patrzy na kartę]
… zaraz, powinna tu być jakaś cecha…
H: Jest roztropność.
L: O właśnie, jestem roztropny.
H: To jest bestia, nie można być roztropnym, trzeba być odważnym.
L: Ale roztropnie jest być odważnym z poprzeczką.

Harvis – A są tu gdzieś w okolicy jakieś gawry?
Z: Co jest gdzie?
M: Tam gdzie śpi niedźwiedź!

Z [opisując las]: … wądół…
H: Co?
Z: Wądół.
H: Rozwiń.
Z: Nie wiem, w lesie są takie rzeczy jak wądoły. Nie wiem jak to
wygląda.
H: I ile to ma hapeków?

M: Borsuk tu jakiś…
L: Wielki, drewniany…
M: Bajarzu! Powiedz mu coś!
H: Bajarz to będzie za 500 lat. Teraz to dziad będzie.
M: Dziadu! Zrób z nim coś!

[czy można jeździć konno po lesie]
Z: Są wielkie, mroczne, rzadko stojące drzewa.
L: Las fantasy, rozumiem.
Z [daje L. drugą żółtą kartkę]
L: Chyba zacznę kolekcjonować albo co.
M: Za borsuka powinien mieć już trzy.

L: Nienawidzę Sasów!
H: Ja też nienawidzę Sasów! Rzucę sobie jak bardzo! [turl] 1,
najbardziej nienawidzę Sasów!
L: [turl] 13, nie, dzisiaj ja bardziej nienawidzę Sasów!
Z: Tak, trzeba rzucić poniżej umiejętności ale jak najwięcej.
H: To ja dziś tak umiarkowanie nienawidzę Sasów.

Z: Opowiadacie Sir Eladowi o waszej walce z niedźwiedziem…
L: Grrrr…
H: … możemy mu też opowiedzieć jak nienawidzimy Sasów.
Z: Nie, to nie trzeba, on też nienawidzi Sasów.

M: To jedziemy. H, jedź!
H: [buja się w górę i w dół] Jadę. Ale jestem poważny.
M: Ja tylko anglezuję.

M: Daj mu kartkę! Co on tam klepie cały czas?
L: Cytaty.
M: Oj.
Z: Zanotowałeś już że nienawidzicie Sasów?
L: Tak
Z: I jak bardzo?
M: Nie wytrzymamy bez Sasów.
H: No, zabiłbym sobie jakiegoś Sasa.

L: E, chrześcijanie są bez sensu. Budują wielkie katedry zamiast
zamków… żeby zabijać Sasów! Grrrrr!

L: Jakby nie było katedry to fortyfikacje mogły by być w całości
kamienne.
H: A co ja będę tłumaczył barbarzyńcy…
Z: … ochrzciłbyś się lepiej.

Z [opisuje zamek]
L: Tak! Na takich zamkach Sasi połamią sobie zęby jeżeli spróbują
napaść na nasz kraj!
Z [robi cierpiącą minę]

H: Zachowuję dworskie maniery.
Z: Ile masz tych dworskich manier?
H: 11.
L: A ja jestem męski, śmierdzę piwem i potem.
H: Ja śmierdzę piwem i potem we właściwy sposób.

Z: Jest córka Earla, tak mówię pro forma bo ona jest nie dla was.
L: A tak potajemnie podymać by można?

L: Ta wdowa może sama sobie wybrać męża, i jest bogata i ma dużo
chwały…
M: Tylko musiałbyś kaganek gasić.
L: No, ma nadal więcej wyglądu od niego (pokazuje na Ha).
Z: Też mi pocieszenie.

H: Ja chcę giermka lepszego.
L: Dostaniesz standard issue.
Z: Standard issue giermek. [pokazuje seryjną produkcję giermków na
linii taśmowej]

L: Daj sobie kartkę!
Z [Bierze żółtą kartkę]

L: Ma 16 wyglądu, to pewnie ma lepsze biodra do rodzenia dzieci
niż taka z 18.
H: Podejrzewam że tutaj to wygląd jest ściśle skorelowany z
rodzeniem dzieci.

Z: Mówi że zastanawia się nad zostaniem zakonnicą.
Sir Aethelred – Nie, to by było straszne marnotrawstwo, pani! Nie
możesz nasz pozbawić…
M: … swoich bioder!
H [śmieje się]
Z: Macie po kartce!
H: Ale ja się tylko śmiałem! Czemu ja mam dostać?
Z: To macie po pół kartki.

H: Ty, giermek, czemu ja twoje kartki dostaję?
Z: Bo to twój giermek, odpowiadasz za niego!

[panna na dworze namawia Sir Aethelreda żeby się ochrzcił]
Sir Aethelred – Przynajmniej mogę z czystym sumieniem mordować
Sasów… KTÓRYCH NIENAWIDZIMY!!! [tłucze pięścią w stół]
H i M: Tak, nienawidzimy Sasów!
Z: Przestańcie, bo po kartce!

Z: Tam jest więcej jakichś panien, muszę je wypisać.
L: No, zrobiłbyś jakiś porządny bestiariusz na tym dworze.

H: Oddaj ołówek!
M: Nie oddam! Wzrósł mi selfish.
Z: To walcz z tym, walcz!
M: Ale odkryłem że to ma pewne bonusy.

Z: Przyszło do ciebie dwóch farmerów, jeden biedny, drugi
bogaty…
M: Takich lubię…
Z: … i ten bogaty chce ci zapłacić dwa funty…
M: SKĄD ON MA DWA FUNTY?!
Z: Nie mam pojęcia!

Z: Chodzi o 6 krów…
L: Jak ten biedny ma 6 krów to nie jest taki biedny…

M: Jeżeli wezmę te dwa funty to ten biedny musi pójść od razu
do ziemianki… i tak zrobimy. Zabójców nie będziemy tolerować.
Z: To rzuć sobie na „Just”
M: Nie wyszło.
Z: To dobrze.

[wszyscy właśnie wykonali po jednym teście za każdego konia jakiego
mają na zamku, czy coś mu się nie stało podczas zimy]

Z: Za krowy, świnie i owce nie rzucamy.
L: Dziękujemy.

Z: Zaginął ci ktoś w rodzinie. Rzuć.
A: 13.
Z: Siostra.
A: Ach.
Z: Ejno, spokojnie to przyjąłeś. Liczyłem na jakiś ślub, „odnajdę
moją siostrę!” czy coś.
A: Ej, mam siedem. Znaczy, teraz już sześć.
Z: A.

L: Też rzucamy na dzieci? Powinniśmy, mimo że się nie ożeniliśmy.
H: Ja nie chcę.
L: A co, chcesz być czysty czy znany jako „Sodomita”?

Z: Rzuć sobie.
L: 11.
Z: Matka i dziecko umarły przy porodzie.
L: Biedna… jak jej tam było.

L: Znaczy co, wygląd nie koreluje z szansami na urodzenie dzieci?
Widzę że ta mechanika ma poważne niedoróbki.

Z [o żonie Sir Hervisa]: Może jest niepłodna?
M: Wypluj to słowo!

H: Jakie może questy dać taka panna?
Z: Zabić dzika bez zbroi na przykład.
M: Ej, wszystkie dziki jakie zabiłem były bez zbroi. Spoko.

[matka z offu]: Ktoś do Ciebie idzie, M.
Z: Ciekawe, kto to może być?
H: Może Saksoni?
L, H i M: NIENAWIDZIMY SAKSONÓW!

L [komentując tabelkę wydarzeń losowych w rodzinie]: W tej
Brytanii to ludzie częściej giną niż się rodzą, dziwnym że w ogóle
ktoś jeszcze żyje.

[Warszawa, 4 czerwca 2006]

Następnego dnia:

[ Z. na ircu do L.]: A ja widziałem twój status na GG. Na następnej
sesji weź sobie zaraz po wejściu żółtą kartkę.

L/**** (dostępny: On second thought, let’s not go
to Camelot. It is a silly place.)

To my tu jesteśmy firmą ubezpieczeniową

System: Ubezpieczyciele
[Postacie są wgranymi do ciał cyborgów zeskanowanymi tożsamościami ludzi, którzy zginęli w 2009 roku. Posiadają ograniczone prawa obywatelskie, nieźle płatną pracę, jako eksperci ds. specjalnych poruczeń firmy ubezpieczeniowej oraz spory kredyt do spłacenia (pokrycie kosztu ciała oraz odkupienia skanu ich tożsamości).]

Miejsce akcji: Warszawa
Czas: rok 2070

Dramatis personae:

Adam Nguyen, genialny, lekko autystyczny 24-latek zabity w napadzie – P.
Michał Żelazowski, biznesmen-informatyk ze startupa, zginął w katastrofie awionetki – H.
Jan Hoffman, przeszedł na szybką emeryturę z ABW i poszedł pracować do wywiadu korporacyjnego The Coca Cola Company, gdzie dopadł go rak płuc – Z.
Scenariusz i prowadzenie (a także notowanie cytatów) – L.

Nguyen: Ja chciałbym się dowiedzieć, co się stanie, jeżeli nie zdecyduję się podpisać tej umowy.
Rawski Jr.: No cóż, oczywiście masz do tego pełne prawo. Wtedy twoja świadomość zostanie umieszczona z powrotem na pamięci masowej, i spróbujemy znaleźć na nią jakiegoś kupca, żeby odzyskać chociaż część poniesionych kosztów.
Z: Nagrają Cię na taśmę i wystawią na Allegro.

[konfigurowanie awatara SI nadzorczej]
P: Najlepiej w postaci bezosobowego punktu, kwadratu, jakiegoś interfejsu.
Z: Spinacz.

H: Niestety nie mogę się pozbyć wizji kuli-szpieguli.

Perez-Kaczmarek: Oczywiście, za chwilę wasze komputery zostaną umieszczone wewnątrz przysługujących wam ciał. W tej chwili informatyk.
Z: Kończy herbatę!
Perez-Kaczmarek: Zajmuje się ważniejszymi sprawami.
P: Faktycznie, kończy herbatę.

L: Wyglądasz tak jak wyglądałeś w chwili śmierci.
Z: Fatalnie.
L: OK., wyglądasz tak jak wyglądałbyś w chwili śmierci gdybyś był zdrowy.
Z: To nadal niedobrze.

L: Wszystkie SI muszą mieć w awatarze jakiś element pokazujący, że są SI.
Z: Muszą mieć nalepkę. i krzyż naszyty na plecach.

L: Energii w bateriach wystarczy wam na jakieś 15 godzin działania przy przeciętnej aktywności. Przy ciągłym intensywnym wysiłku 5 godzin.
H: Ale możesz nieść na plecach akumulator.

H: Słyszałeś, Z.? W Polsce nadal jest serwer z ircem.
P: Ale siedzą tam sami kryminaliści!

[dyskusja o dyrektor będącej szefową postaci graczy]
L: Wieżowiec Universalu ma na parterze recepcję, potem kilka pięter gdzie pracują normalni ludzie, potem wynajmowane, na 44 piętrze jest wasz wydział, a na 45 już tylko gabinet prezesa i jego apartamenty. Wy będziecie podlegać szefowej wydziału a ona już bezpośrednio prezesowi.
Z: To wysoko.
L: Tak, na 44 piętrze!

Z: No tak, jesteśmy pet project dupy prezesa.
H: Ktoś miał wolny budżet i postanowił go wykorzystać po prostu!

Kwarcowy . Mam nadzieję, że spodoba wam się praca i że będzie się nam dobrze razem pracować.
P: Nie mamy wyjścia.

Z: To ja nie wiem czy wam mówię o mojej pracy w ABW.
H: „Pracowałem w ABW, kiedy się tak jeszcze nie nazywało”.
Z: To jeszcze nie jest takie złe, „Pracowałem w UOP, kiedy się jeszcze tak nie nazywał. to zdecydowanie gorzej”.

L: No tak, UOP powstał w 1990 a ty pracujesz od 1983, to wcześniej w SB. ale weryfikację przeszedłeś!
Z: Ja się zajmowałem tylko sprawami kryminalnymi.

[Turcja jest w Unii Europejskiej]
Z: Za dużo tam Turków. nadal! Pomimo wysiłków Komisji Europejskiej za dużo tam Turków.
H: Sugerujesz, że ich tam więcej niż w Niemczech?

L: Koree się zjednoczyły po tym jak 2/3 szych partyjnych nagle popadało na zawały serca. Są na ten temat petabajty teorii spiskowych.
H: Już nikt się nie interesuje, kto zabił Kennedy.ego.

[jakie jest zdanie kościoła o SI i Kopiach]
P: Nie wiesz jakie będzie podejście Episkopatu za 70 lat.
Z: To tylko 70 lat! Przesuną ołtarz o 2 metry w stronę wiernych i się to na tym skończy.

L: Rydzyk nie żyje zresztą…
P: Na pewno ma Kopię!

[jak jest zrealizowane „trawienie” pokarmów jedzonych przez cyberlalkę w celach maskowania]
Z: Zjadasz schabowego, wysrywasz mielonego!
P: Podobnie jak carpaccio i tatar.

L: Zastanawiam się, czy nie sensowniej byłoby żebyście zwracali to jedzenie przodem. Ale w sumie nie, odbyt musicie mieć, jesteście w pełni anatomicznie poprawni. Zresztą.
Z: Tak, zdajemy sobie w pełni sprawę, żeby firma mogła nas ruchać w dupę musimy mieć odbyt!
Z: Ty, nie notuj tego wszystkiego, co?!

Z: Można robić niezłe kombinacje, zjadasz rosół i sałatkę z pomidorów, wychodzi pomidorowa.

L: [co macie] Za wasze podatki? Mnóstwo, na przykład darmową służbę zdrowia.

P: Panowie, to nie Polska, to Szwecja!
Z: Pierdolony komunizm! I po to ja do Stanów uciekałem?

L: Jak się nazywa ta twoja siostra?
H: Skąd ja mam wiedzieć?! Urodziła się po mojej śmierci!

L: Macie mieszkanie w VR w sieci firmowej, jakby co. Nawet jak chcecie możecie wspólne mieszkanie zrobić.
P: Nie, to by przypominało jakiś sitcom. Futurama do potęgi trzeciej, nie, nie.

Z: [o ciałach cyborgów] Ciekawe czy jesteśmy przystosowani do płyty indukcyjnej.

L: Macie ekranowanie elektromagnetyczne dość dobre.
Z: Czy to znaczy, że można nam zrobić MRI?
L: Nie. To znaczy można.
P: Można, ale raz!

L: Macie gniazdo na kabel [do kopiowania danych] w nosie.
Z [patrzy się ze zwątpieniem]
L: No, bo musi być w naturalnym otworze ciała!
Z: Dobra! Dobra, już nie narzekam!

[czy można się ładować przez kabel, a nie indukcyjnie]
L: Znaczy, można by gdzieś zrobić gniazdo.
H: W drugim otworze nosowym, oczywiście!

L: Komarów już praktycznie nie ma, wszędzie gdzie jest cywilizacja są lasery, co je wypalają.
P: Za moich czasów używało się lampy ultrafioletowej.
Z: Za moich czasów używało się gazety… zwykle Trybuny Ludu.

L: O nim. nic nie ma.
Z (z uśmiechem): Brak kont w serwisach społecznościowych.

L: Dostaliście dowód osobisty.
H: Ibeka, dostaliśmy kurwa ibeka, nie ma się co oszukiwać.

L: Można dostać futro z foki, z hodowanej w kadzi skóry. samej skóry, bez foki w środku.
H: Horror grinpisu, i przeciwko czemu tu protestować?

H: Ja lubię rozmawiać z ludźmi.
Z: [o swojej SI pomocniczo-nadzorczej] To nie człowiek.

Z: Czy to moje ciało jest w stanie unieść ciężar 50 kg?
P: Zależy ile ma w kablu, jak mawiają na siłowni.

[egzamin z pierwszej pomocy]
L: Manekin wygląda jak człowiek i krzyczy „ojezu ojezu!”.

L: Nieno, wojsko ma bardzo dużo roboty gdzie lata i strzela do ludzi. na misjach pokojowych na przykład! Ganiając terrorystów po górach itd.

L: Inteligentne noże są za drogie żeby je kupować do zabawy, najtańszy to 30 euro. Ale fajerwerki można łatwo kupić.
H. patrzy z niedowierzaniem
L: Takie inteligentne fajerwerki, co się nie odpalą dopóki ktoś jest w pobliżu.
H: Tak, i jeszcze będą pouczać pewnie.

L: I taka kobieta, co zabije męża-pijaka nożem po babci zostanie uniewinniona z morderstwa w ramach obrony koniecznej, po czym dostanie pięć lat w zawiasach za posiadanie noża. Zresztą w sumie, areszt domowy jest popularny. Dostanie obrożę nadzoru ze sztuczną inteligencją w środku.
P: I małym materiałem wybuchowym.
L: Na litość, to nie Chiny!!

P: W Chinach jest ładunek wybuchowy, ale za to nie ma sztucznej inteligencji, jest sznurek przywiązany do futryny.

P. Antyczny nóż kuchenny z początków 21 wieku zatopiony w bloku pleksiglasu, z tabliczką z materiału nieostrego.
H: Najgorsze co można nim zrobić to spuścić komuś na głowę.
Z: Pomimo zabezpieczenia wszystkich egzemplarzy nadal mamy zabójstwa przy pomocy noży.
P: I to jest dowód na to, że Polak potrafi.

***

P: Niedługo mają trzecią linię metra oddawać.
L: Jest 7 linii metra, sześć promieniowo i jedna obwodowa!
Z: Ta przyszłość nagle straciła wiarygodność.

P: Jakby było oprocentowane jak Provident to za 2 tygodnie przyszli by kolesie do H. i obcięli mu rękę.
L: Raczej zabrali całe ciało.

H: Ile nas kosztuje życie?
P: No, tyle co rachunek za prąd.

[dyskusja o tym, ile kosztuje jedzenie w VR]
L: Możecie opensourcowe żarcie, oczywiście.

[postacie rozważają w jakim okresie chcą spłacić kredyt za wykupienie praw autorskich do siebie samych, tzw. kredyt emancypacyjny]
H: Sprawdź mi ile mi wyjdzie rata na 25 lat.
P: To nie są agenci ubezpieczeniowi tylko kurwa open finance.
Z: Open Finance RPG. brzmi jak – ciekawy pomysł. Mówię to z pewnym oporem.

H: My nie musimy jeść, więc spoko. Powiedzmy, że często bywamy w firmie, tam nas ładują.
P: Ta, ładują.

[H szuka mieszkania]
L: No, prawie udało ci się znaleźć, jedno było fajne, ale właścicielka zdecydowała się wynająć komuś innemu.
Z: „Robotów nie przyjmujemy!”
L: Bez przesady, nie macie obowiązkowych opasek, nie jesteście SI.

[P siedzi przez cały weekend w biurze i nie wychodzi z VR]
H: Zobaczysz, skończy na oglądaniu seriali.

H: Będziesz rwał laski na sztuczniaka!

H: Tak, drogi kolego, nie wyrwiesz studentki bo żydzisz na mieszkanie! I nie, nie możesz ich przyprowadzać do mnie. chociaż.

L: Teraz jest symulowany jako osoba w kwiecie wieku, tylko z hormonami na 20%. Czyli mniej więcej tak, jak wtedy, kiedy umierał.

Z: Znaczy, nie mówię że pracowałem dla tajnej politycznej policji która wsadzała do więzienia opozycjonistów – chociaż, w sumie. to dawno temu było.
P: To tak jakby teraz się zmaterializował teraz facet i mówił ze pracował dla carskiej ochrany.
Z: How cool is that!

L: Jesteś cyborgiem, więc jesteś bezpieczny, laska nie zajdzie w ciążę, nie zarazi się, a ty nie potrzebujesz viagry ani nic…
H: Nie męczysz się. I zawsze możesz wziąć kabel w zęby.
Z: Nie rozumiem?
H: No, żeby się ładować.
Z: Myślałem o prześcieradle, które ładuje.

H: Teleoperacja teleoperacją a na spotkaniu trzeba się zameldować, im głupsze tym bardziej.
P: To bez sensu.
H: Tak, na spotkaniach bez sensu muszą być wszyscy i żadnej teleoperacji.

L: Za każdym razem jak tracicie łączność z siecią to wam o tym mówię. Zresztą w strefach z ekranowaniem jest znak ostrzegawczy, no net connectivity, na przykład u was w piwnicy tam gdzie macie reaktor i roboty bojowe.
Z: Żacham się za każdym razem jak widzę ten znak.
L: Ale to brak 112!
Z: L., ja pamiętam czasy jak nie każdy miał telefon!

Darowska . Macie swoją pierwszą sprawę, do naszej firmy zostało zgłoszone żądanie wypłaty odszkodowania z autocasco, za samochód BMW.
Z: Co za trudna misja, czy będzie nam potrzebne może ciało cyborga bojowego?

L: No, facet ma żonę i dwójkę dzieci.
Z: Kochankę?
L: Kochanki nie ma na facebooku.
Z: A nie deklarował jej jakoś?

L: Ale wasze SI nie będą jakoś zajebiste w tym.
Z: Tak to jest, w zajawce kampanii wszystko brzmiało świetnie a teraz dostaliśmy pełen produkt.

P: Centralna Sztuczna Inteligencja im. Lecha Kaczyńskiego.

Z: „Lech Kaczyński został zestrzelony przez NKWD kiedy leciał do Katynia uratować 20 000 więźniów, polskich oficerów”, wyobrażam sobie takie wypracowanie z polskiego. Albo „Okrągły stół jako porozumienie, które zakończyło rozbiór Polski”. Wymyślanie humoru zeszytów przyszłości jest dobre.

Z: Mamy jakieś premie w ogóle?
L: Tak, uznaniowe jak się wykażecie w pracy.
Z: CO, TYLKO UZNANIOWE? Co to, kopalnia?!
P: Chciałbyś pracować w kopalni.
H: Tak, przychodziłbyś i naciskał przycisk „fedrować”, a potem przychodził i naciskał przycisk „nie fedrować”.
Z: Myślisz że związki zawodowe by pozwoliły?
H: No dlatego pięć osób musi ten przycisk naciskać.

Z: Niestety prawo krajowe każe postawić pieczątkę.
H: To od tego te komputery takie brudne.

P: Czy w samochodach są ładowarki do nas?
L: Tak, ręczne.
Z: Na korbę!

L: Postępowanie sądowe nie będzie się ciągnęło latami.
Z: Fatalnie, to zupełnie niszczy ideę bycia ubezpieczycielem chyba.

Z: Oto świat natychmiastowej komunikacji! Możesz natychmiast wysłać request o dane, który zostanie zaakceptowany po 3 dniach.

L: Możecie zaktualizować swoje prawa jazdy. Ale to będzie wymagało przejechania określonej ilości godzin w ramach testów na symulatorze.
H: Tak, bo jesteśmy jednymi z nielicznych osób w tym świecie, które mają prawa jazdy.

H: O ile oczywiście nie weźmiemy na warsztat spiskowej teorii dziejów, że w tym autopilocie jest rzeczywiście jakaś wada i psują się częściej niż by wypadało.

H: Tylko trudniej będzie udowodnić że BMW ma wadę niż że ten pan brał udział w nielegalnych wyścigach. bez względu na fakty.

P: Puszczam sobie w jednym okienku feed video od jednego z nich i w drugim od drugiego.
H: To teraz masz widok jak kameleon.
Z: Patrzymy się na siebie wzajemnie.

Samochód – „Zatrzymanie się w tym miejscu nie jest zalecane z uwagi na brak widoczności. W razie spowodowania wypadku firma ubezpieczeniowa może próbować pociągnąć winę na osobę, która wydała samochodowi polecenie zatrzymania się za zakrętem”.
P: To my tu jesteśmy firmą ubezpieczeniową.

L: Odbiera automatyczna sekretarka.
P: Ale to SI niskiego poziomu czy naprawdę automatyczna sekretarka?
Z: Zrób jej test Turinga.

P: Trzeba zrobić dokumentację fotograficzną.
Z: Ta, jakby ktoś przyjechał tutaj ściąć to drzewo.

H: Ja tu zostanę.
Z: I będziesz te 2 dni pilnował drzewa?
P: Nie musi jeść, nie musi spać.

H: Skąd był Herr Flick?
P: Z Allo Allo.
H: Nie, ale z czego był.
P: Z gestapo.
H [do Z]: Te, gestapowiec!

L: Wy nie macie prawa zabrać komuś komputera.
Z: Niestety.

L: Namiar na taki sajt to się dostaje od znajomego znajomego.
P: Na karteczce.
H: Jakaś archaiczna technologia, Google tego nie bookmarkuje?

Z: Czy któryś ze znajomych tego pana podejrzanego ma taką furgonetkę?
P: … zwanego roboczo poszkodowanym.

L: A H. stoi i się nie rusza o dłuższego czasu.
H: Wsiadam najpierw do samochodu, nie robię tak na środku pola bo ludzie mogli by zacząć do mnie strzelać. „Zombie, ooo!”.

H: Skoro ustaliliśmy że farba w puszkach jest znakowana genetycznie to czemu nie [syntetyczny] pot [cyborgów].

Z: … możemy go też zawieźć do lasu.
H: Bardzo mi przykro, okupacja już się skończyła.
P: Stare nawyki umierają najtrudniej.

H: Poza tym ich ubezpieczyciele mogą mieć coś przeciwko,

P: Tych ludzi co obejrzą [ślady po wraku] będziemy w stanie zmonitorować, no chyba że przyjedzie pielgrzymka z Lichenia zobaczyć miejsce wypadku.

H: Wszystkich byśmy ich! Znaczy, zabrali ubezpieczenia.

L: Nie możecie go po prostu zaudytować, bo standard ISO wymaga żeby audyty były losowe.
H: Losowanie przez wskazanie nie jest dobrą metodą. Koszyk ryzyka! Musimy go umieścić w koszyku ryzyka i wtedy audyt.
Z: Wybijmy mu okno.
H: Wyobraziłem sobie 3 panów w eleganckich garniturach, z cegłą.

[postać Z zastanawia się, czego mają szukać postacie obznajomione bardziej z sieciami komputerowymi]
Z: Listę uczestników nielegalnych wyścigów, z nazwiskami i adresami.
H: I zdjęciami, co?
L: Tylko zdjęcia będą spixelowane a nazwiska zarotowane.

L: No, był jeden wypadek kiedy facet wleciał do rowu, nic poważnego ale jego komórka automatycznie wezwała pomoc z uwagi na przeciążenia.
H: Jak wypadniesz przez okno to twoja komórka wezwie koronera i czarny worek.

L: Badanie wraku ustaliło że motocykl był nielegalnie przerobiony na ręczne prowadzenie, no ale motocyklista był martwy więc nie można mu było nic zrobić.
Z: Nieno, jego rodzina nie dostała ubezpieczenia.
L: No tak.
Z: Czyli wygraliśmy! Dobro i sprawiedliwość zatriumfowało!

H: Jak trudno jest zestawić teleoperację? Za obopólną zgodą?
P: Pamiętaj, to nie jest gwałt, jeżeli nie może powiedzieć nie!

P: Macie darmową opiekę techniczną.
Z: Powinniśmy w ramach tego protetykę.

Z: możemy zorganizować stłuczkę, to będzie musiał pojechać na przegląd.
H: … to nic nie wyjdzie, bo pojadą do jednego z warsztatów z certyfikacją prowadzonych przez znajomego… i wtedy…
P: wtedy wpadamy w ciężkich pancerzach bojowych…