A comedy of biology and manners

System: Amber

Skład i prowadzenie: ci sami co zawsze.

[Gabriel, spóźniony, wykonuje efektowne wejście na przyjęcie]
Roland [do Garreta]: Co za wyczucie dramatyzmu, w teatrze powinien pracować.
[pauza]
W [do B]: Nie słyszysz tego, oczywiście…

[Corwin przedstawia swojej córce narzeczonego…]
Roland: O rany, jak ta się też przez niego zabije to będzie skucha.
[pauza]
W: Tego też nie słyszysz.

[…którym to narzeczonym okazuje się Mallory, a nie Roland…]

MG: W miarę jak dziewczę zbliża się do Mallory’ego, jej uśmiech gaśnie…
A: Tak wygląda życie, dziecko.

[…więc dziewczyna robi scenę, na środku przyjęcia, przy całej rodzinie]

B: Dziesięć na dziesięć na gównometrze.

Roland [bardzo szybko]: O, jak późno, obiecałem tacie że dzisiaj wcześnie się położę, na-ra-zie…
MG [jako Eryk, regent]: Rolandzie, pozwól na słowo.
W: No i za wolno.

[„Terapię” Corwina prowadził Brand, człowiek o – powiedzmy – nie najlepszej reputacji]

B: Musiał mu nieźle nasrać w głowie, jeśli Corwin pęta się z Erykiem…
MW: Lepiej nie mów tego głośno.
B: Ja jestem jego wewnętrznym głosem sumienia, już to dziś stwierdziliśmy.
MG: Rozsądku chyba.
B: Jak chcesz, możemy się zamienić – ty będziesz sumienia, a ja rozsądku.
MW: Głosem sumienia? Ja?!

MG [jako Eryk, do Mallory’ego]: Do tego małżeństwa musi dojść.
W: W tym samym czasie w ogrodzie – „Nie możesz za niego wyjść!”

MG [jako Random, o ubieraniu się odpowiednio w Vegas]: …Albo ubierz się jak Elvis, to zawsze działa.

[Corwin i Mallory odwiedzają narzeczoną tego ostatniego]
Mallory: I jak się czuje?
MG: Uciekła.
B: I właśnie bije rekord na setkę.

[Negocjacje z wysoce nielubianym osobnikiem]

MG: Co, chciałbyś żeby obraził twoją narzeczoną?
B: Oj tak, czekam tylko co powie…
MW: …Co mógłbyś opacznie zrozumieć?

B: Wiesz co, daj mi tą książkę, ja to szybciej zrobię. [Do MG] Będę czytał tą książkę hasło po haśle, aż trafię na „Jak uratować Amber w dziesięciu łatwych krokach”!

MG1: Czy wspominałem już, że Bleys jest szalony?
MG2: Nie, Bleys jest królem.
G: Czyli jest ekscentryczny?

[Postacie mijają się w drzwiach Bleysa, który ewidentnie czeka na kogoś]
Garret: O, widzę że przeszkadzam…?
Gabriel: Nie, właśnie wychodzę.

MG: Falkor przechodzi, nie Falar.
G: Ten którego w kluczowym momencie nie zdzieliłeś w łeb.
W: No, ty oddałeś ciało postaci mitycznej, więc nie rezonuj mi tu.

MG: No, Elaine go trochę zaskoczyła – ale niestety dziewczyna nie miała przedtem do czynienia z psychopatycznymi, paranoicznymi tyranami…
MW [do MG]: Dlaczego tak na mnie patrzysz?

Reklamy

Ktoś dopisał „lub czasopisma” do traktatu z Genesh

System: Amber
Skład i prowadzenie: ci sami co zawsze, minus Mallory i Roland.

[Dzielni bohaterowie wjeżdżają do Amberu]

MG [zwracając się do S.]: …A ty wjeżdżasz nawet bardziej okazale niż inni, bo dostałeś eskortę…
S [bolesne spojrzenie]: Za co?

[Rozpolitykowane podwieczorki i herbatki z wyrazami poparcia dla różnych kandydatur na stanowisko króla]
G: Pewno znajdzie się nawet ktoś, kto popiera Deirdre.
MW: Pewno że tak. W porównaniu z niektórymi innymi to jest zupełnie dobra kandydatura.
G: Jedynym minusem jest to, że jej nie ma.
MW: To wcale nie jest minus.
(Deirdre – matka Hassa, tak przy okazji – jest odrobinę niezrównoważona.)

MW: Na opiekuna duchowego? Mnie?! Skąd ten pomysł?
MG: Polubił cię. Jesteś przystojnym facetem…
MW: Hm, a on…?

[Długi opis NPCki w stroju czarnym z różowymi akcentami, akompaniowany strasznymi minami niektórych graczy]
MG: No dobrze, nie różowy – wiśniowy, OK?
MW: Od razu lepiej.
S: A ta wiśnia to dojrzała…?
G: Przedtem nie byłeś pewien swojej pamięci, a teraz – orientacji?

[Mathias obserwuje rozmowę rodziny z lekkim niezrozumieniem na twarzy]
MG1 [jako właśnie odkryta siostra Mathiasa]: On jest starszy ode mnie, prawda? Zawsze chciałam starszego brata.
MG2 [jako Random, niezbyt-dobry-ojciec Mathiasa]: Tak sądzę. Zobacz jaki jest zblazowany, musi być starszy.

S: Jak ja go mam tytułować, „regencie”?
MG: Tak, „regencie” będzie w sam raz, w żadnym wypadku nie „królu”.
MW: Znaczy możesz, ale wtedy będzie że mu włazisz bez mydła. Możesz też w drugą stronę, per „książę Eryku”…
MG: …albo wręcz „lordzie”…
MW: …ale najbezpieczniej – jeśli akurat nie jesteś ambasadorem – jest „wuju”.
S: Ale ja jestem ambasadorem.
MW: No to przegrałeś.

[Rodzina zebrana w sali, napięta sytuacja, młode pokolenie usiłuje manewrować między stronnictwami, zebranymi w różnych miejscach w sali]
B [do S]: Nie wiem, jaką książkę ci pokazuję, może to jest atlas przyrodniczy z grzybami, ale chcę, żebyś podszedł i to ze mną obejrzał. Moja psychika nie zniesie tej sytuacji.
MG: To akurat jest album z dość wysmakowaną sztuką erotyczną z Rebmy.
Gabriel [podtykając Mathiasowi album pod nos]: Serio tak jest u ciebie?
(Mathias jest – od niedawna – lordem Rebmy)

[Regent Eryk opisuje przebieg kradzieży]

NPC: Osobnik uderzył mnie drzwiami wybiegając, zostałem obalony…
Hass [pod nosem]: Interesujący dobór słów…

[Oględziny miejsca kradzieży wskazują, że ktoś otworzył na chwilę okno]
Hass: To znaczy, że nasz tajemniczy osobnik…
Mathias: …lubi świeże powietrze.

[Dzielna drużyna odnalazła osobnika i właśnie go przepytuje]
Gabriel: …I zastanów się nad każdą odpowiedzią, zanim postanowisz udzielić mi złej.
MW: Gabriel „Łamacz Szczęk” Gaetano.
B: Podwijam rękawy, moje tatuaże z kotwicami są teraz wyraźnie widoczne…

[Przepytywania ciąg dalszy]
MW: Źle! źleźleźleźle!
MG: Ciebie tam nie ma.
B [z gestem wyciągania Atutu]: Myślę, że Hassan miałby w tym momencie dobry pomysł…

Zasady używania artefaktów, reguła #3

System: Amber
Skład i prowadzenie: ci sami co ostatnio, minus Mathias.

Garret: Ciotka Fiona nie żyje? Jak to sprawdzono?
[pauza]
Mallory: Organoleptycznie.

Mallory [do Rolanda]: Jak tam tata [czyli Brand]? Nadal słyszy głosy w głowie?
Roland: Każdy czasem słyszy głosy w głowie, to się kontakt atutowy nazywa!
Mallory: A przestał już nosić damską bieliznę?
Roland: Nigdy nie nosił!
Mallory: A skąd wiesz?

[Mallory podczas jazdy przez Cienie przywołał dwa duże, groźnie wyglądające psy]

Roland: Co to za brytany? Czemu się oblizują na widok koni?

MG: Garret, jaka jest twoja ulubiona broń? Taka jak tatusia?
B: Oskarżenie o homoseksualizm?

Gabriel: Ojciec [Benedykt] zareagował spokojnie, patrzył z politowaniem przy niektórych fragmentach naszej historii…
Hass: No nie dziwi mnie to, ja też patrzę z politowaniem jak słyszę niektóre fragmenty waszej historii.
Garret: Ty prawie na wszystko patrzysz z politowaniem.
Hass: Tak, ale nie o tym w tej chwili mówimy…

[Trafiliśmy w Cieniach na obóz nazistowskich archeologów]

W: Ruszmy teraz, bo się naziści denerwują…

Roland: Ruszajmy, a ja zadzwonię do ojca.
A: Częściej dzwonisz do ojca niż moja żona do mnie.

[W wyniku nieodpowiedzialnych zabaw z wspomnianymi wcześniej kawałkami artefaktu Garret zamienił się miejscami z mieszkańcem jednego z nich]
Gabriel: Trzeba mu nowe ciało. Wsadźmy go w wydrę!

[…W końcu załatwiliśmy mu inne ciało, ludzkie – zatem dość słabe]
Gabriel: Ty mi dałeś po głowie raz?
Garret: Ale mi oddałeś.
Gabriel: Ale mogę ci oddać jeszcze raz.

[Sprawdzamy kontrolę Garreta nad nowym ciałem]

MW: Jak zaśnie porządnie to go obudzimy.
MG: Budzi się – to nadal on.
B: „Gdzie są kluczyki od czołgu?”

(Tytułowa reguła jest prosta: „Jeśli nie masz do artefaktu instrukcji obsługi, nie używaj go. W szczególności nie nawiązuj z nim kontaktu psychicznego.”)

Hi, we’re on a mission…

System: Amber
Skład i prowadzenie: ci co ostatnio

Roland [o Mathiasie]: Ten niewdzięcznik, mimo że rok go pielęgnowałem, nadal mi nie wierzy!
Hass: Trzymałeś go w wieży.
Roland: Ale dla jego dobra!

Roland: Tak, przeszedłem Wzorzec z tatusiem, wszyscy to wiedzą!
(Strasznie jest – drażliwy – na tym punkcie…)

Roland [nadal o amnezji Mathiasa]: Przypominam, psychoanalizy już próbowaliśmy, i co? -pfrrrrt-!

[Gabriel zwija się na ziemi, trzymając się za twarz]

B: Nie wiem, pomocy? Egzorcyzmy? Sprawdźcie czy mam twarz? Niee, nie przejmujcie się mną…

Garret: Miał go ten gość, który…
Roland: Niemówtegoniemówtego!
Garret: …spłonął na Wzorcu.
Roland: No i masz.
(I tak zakończyła się bita godzina namawiania Mathiasa, żeby spróbował i przeszedł jednak ten Wzorzec…)

Gabriel: Ty się tytułujesz „lord”, tak?
Roland: Tak.
Gabriel: Dobra. Mi wystarczy „książę”.

[Przygotowania do złożenia wiążącej, ciężkiej przysięgi]

G [nadal o Mathiasie]: On oficjalnie nawet nie wie, o czym mówimy.
W: To nie oznacza że nie może przysięgać. W końcu nie każdy jest tak do końca trzeźwy na własnym ślubie, nie?

MG: Atut wypadł ci z ręki – oparzył cię!
Hass: Fajna sztuczka.
Gabriel: Załóż rękawiczki i próbuj jeszcze raz.
Roland: Tak, akurat. [do wszystkich] Garret wydaje się być nieosiągalny…

[MG opisuje przechodzenie przez Cienie z rwaniem ich po drodze]

Mallory: No dobra, czy ktoś zna wandala? Który chodzi w kolcach po świeżej murawie boiska?

[Garret zdobył dwa kawałki artefaktu w lekko niecodzienny sposób]

Mallory: Dobrze, opisz w prostych żołnierskich słowach co to piiii jest.
Roland: Dlaczego masz rubiny zamiast sutków?

Garret: Nie chciałem od razu robić fajerwerków na pół Cienia.
Gabriel: A my nie jesteśmy do tego przywykli, nieee.

Rodzina stanowczo dysfunkcyjna

System: Amber, drugie pokolenie Rodziny.

Grają:
Gabriel, syn Benedykta, spec od dyplomacji ręcznej i strategii: B.
Roland, syn Branda, rozrywkowy koleś i pokładowy spin doctor: W.
Mallory, syn Eryka, w „misji dyplomatycznej” jak najdalej od Amberu: A.
Garret, syn Caine’a: G.
Mathias, syn Randoma, z powodu amnezji „goszczony” przez Rolanda: S.
Hass, syn Deirdre, permanentnie znudzony degenerat: MW.

Prowadzą: K. i D.

[W. opisuje swoją postać]

W: A do tych blond włosów dodam sobie niebieskie oczy, żeby wszystko było jasne.
A: I taki skurcz ręki? [Lewą ręką tłamsi prawą, podnoszącą się w faszystowskim salucie]
W [z tymże salutem]: Cześć!

W [zwracając się do „goszczonego” Mathiasa]: No i jak tam w wieży? Nie męczy lęk wysokości?
[Do reszty graczy] Najgorzej, że dał sobie wmówić że ten koleś co drzwi zamurował to tylko remont robił…

G [kończąc opis postaci]: …Bez atrybutów w rękach.
(Wolałem nie pytać, jakie atrybuty miał na myśli.)

[Psychoterapia Mathiasa]
NPC: Więc pana przyjaciel to – ee, mag?
W: Z tej terapii to nic nie będzie.

S: Czekaj, to kim ty dla mnie byłeś?
W: Władcą. Konkretnie to baronem. I nie byłem, a jestem.

D: A Corwin?
MG: Nadal nie żyje.

[Prowadzenie samochodu przez nietechnicznego z amnezją]
S: Czerwone światło jest, więc staję. Czekam na pomarańczowe, zielone, potem znów pomarańczowe, czerwone. Jak jest czerwone, to widzieliśmy już wszystkie – więc ruszam.
W: Wiesz, to jak on tak jedzie to ja zmieniam Cień. Chcę żeby była taka Newada, środkiem amerykańska autostrada, z lewej pustynia, z prawej pustynia i żadnych świateł.

[Cień zmienił właściwości i samochód stanął, więc Roland załatwia alternatywny transport, konferując z Garretem przez Atut]
Roland: Ej, rowery kup. I przyczepkę rowerową. I wodę, bo tu ciepło. Aha, i olejek SPF 60.
Garret: Coś jeszcze?
Rolland: Nie, to wszystko. [Przerywa kontakt] [Nawiązuje kontakt ponownie] A, jeszcze kapelusze.
MW: Książęta Amberu. Na rowerach.

MG: Kontaktujesz się z jakimiś innymi kuzynami?
W: Niee, od przybytku głowa boli, jak będę każdemu tłumaczył czemu [Mathias] idzie obok roweru zamiast na nim jechać, depresji dostanę…!

NPC: Tylko uważajcie na sfinksy, ostatnio strasznie się wyroiły.
Roland: Wy idziecie przodem, ja jestem od całowania księżniczek a nie od walki ze sfinksami.
Garret: Ej, głosujmy, kto jest za tym żeby Roland szedł przodem?
Roland: Nie, to nie jest demokracja – ja jestem kierownikiem tej wycieczki.

[Grupa zbliża się do miasta-labiryntu, wyglądającego jak narysowane przez ośmiolatkę i zamieszkanego przez podobnie wyglądających mieszkańców. Surrealizm otoczenia (w skali 1-10) – solidne pięć.]

Roland [do Garreta]: No, kurka, jak nie kupiłeś zapięć to zaraz nam te rowery buchną.

NPC: Policja! Z drogi, z drogi!
S: Zejdę z drogi.
W: Nie no, jesteś księciem Rebmy. Wracaj tu.

B: Szansa na to, że w pięciu spotkamy się w tym cieniu jest… Coś nas tu ściągnęło.
A [do W]: Ty!

NPC: Dzień dobry, chciałbym zobaczyć glejt.
B: Jestem Gabriel Gaetano z rodu Amber. Sam jestem glejtem.

[Uparci strażnicy nie puszczają na zamek]
Roland: A macie tu jakiegoś szefa, bo nie zwykłem rozmawiać ze strażą. Niech no tu zejdzie.
NPC: Nie zejdzie.
Roland: A dlaczego?
Hass: Bo jest zajęty a ty jesteś kmiotem. [Pauza] Referuję ci ich podejście, nie bierz tego do siebie.

[Dyskretne przemieszczanie się – tylko że nie.]

MG: Zgrzyt metalu o kamień poniósł się w górę schodów…
W: Nie róbmy scen, to jest izba tortur – nikt tu nie przyjdzie.

Edit: poprawki imion postaci. Tak to jest jak się gra pierwszy raz z nową grupą.