Pogranicze w ogniu

System: Apocalypse World, postapokaliptyczne Podlasie.

Dramatis personae:

Alex, egzekutorro (płci nieustalonej): L
Bumier, kierowca (z czołgiem z traktora): C
Matka Boska, guru (z własnym zakonem żeńskim): Ł
Natasza, gubernator (umundurowany szef wioski): E

Dochodzi Szprotka, mała drobna psycholka: MW

MC za konsoletą: P.

MG: What was wygumowanie stays wygumowane, że tak sobie zażartuję.
Ł: Już sobie nie żartuj.
L: Mniej żartowania, więcej prowadzenia.

[Kwatera we wraku furgonetki]
MG: To można w takim spać dość wygodnie.
MW: Pod warunkiem, że jest w nim coś więcej niż goła, blaszana, ryflowana podłoga.
MG: To jest ponury świat niebezpiecznych przygód, blaszana ryflowana podłoga to więcej niż ma wielu tutaj.

L: Mamy ambonkę. Znudziło mi się leżenie na dachu, teraz mogę utrzymywać porządek na odległość – spod daszku.
[Porządek na odległość Alex utrzymuje przy pomocy snajperki]

L: A ja mam lepsze pytanie, czy jesteś człowiekiem, czy robotem udającym człowieka?
MW: Hehehehehehehehehehehehehehehehehehehehehehe.
C: Co ją zdradziło, subtelny bzyk serwomotorów?
MW: Oczywiście że jestem człowiekiem, przecież zachowuję się jak człowiek, prawda?

C: Zaprosiłem Major Nataszę do szopy, szopa ma pięterko – ale bez żadnych podtekstów.

E: Postapokaliptyczny dalmierz.
C: Na razie tylko postapokaliptyczny kątomierz, bo nie mogę powiedzieć czy to się zbliża czy rozszerza.
MW: Poza tym nie znasz się na trygonometrii.

C: Domyślam się, że Szprotka mogła tu przyjechać z Matką Boską, Matka Boska pewnie przyjechała do Major Nataszy, więc pewnie wszystkie są na rynku, więc idę tam.
MG: Niezła dedukcja, podlaski szerlok.

MG: Szprotka siedzi z tyłu.
WW i L [równocześnie]: Tak powiedział.

MG: Nomad taki. Coś jakby połączyć Berbera z Ukraińcem.
C: Conan the Berberian.

C: To jest sześć, plus 2 za spryt, +2 za moc mojego auta.
E: On jest mocniejszy jak jest w aucie. I lepiej laski głuszy.
MW: Bedę brał cię – w aucie.

Reklamy

Wsi spokojna, wsi wesoła

System: Apocalypse World, postapokaliptyczne Podlasie.

Dramatis personae:

Alex, egzekutorro (płci nieustalonej): L
Bumier, kierowca (z czołgiem z traktora): C
Matka Boska, guru (z własnym zakonem żeńskim): Ł
Natasza, gubernator (umundurowany szef wioski): E

MC za konsoletą: P.

C: W poprzednim odcinku.
P: Nie, nie w poprzednim odcinku.
Ł: To piracki, nie ma odcinków.

P: Jak się nazywa matka Muchy?
L: Muszysko.
C: Pani Muszyńska.
P: Nie, do chuja. Znaczy, przepraszam, nie chcę wam psuć humoru, ale to słabe.

Ł: To Podlasie, seksizm ma się tu nieźle. Ja jestem ostatnią ostoją feminizmu.
L: Tak? A kto gotuje u Ciebie jedzenie, kobiety czy mężczyźni?
C: Powinni mieć jakichś facetów w lochach do gotowania.

L: Widzę w twojej przyszłości rękawicę psychogwałtu.
C: Psychosamogwałtu.

P: Ale to nie jest tak że wydajesz zatrzymanie i nagle znikąd zbiega się tłum.
L: … jak w Assassin’s Creed: Brotherhood, gwiżdżesz i przybiegają znikąd assasyni.

E: Mamy taką stodołę do przesłuchań.
Ł: A, tę słynną stodołę.
L: Dźwiękoszczelną.

P: Wygląda tak przeciętnie, chłopski syn.
L: Czy nikt nie pomoże chłopskiemu synowi?
P: Hehehe, synowi wdowy.

P: Umawiacie się na wyjazd tak w przybliżeniu, przecież nikt nie ma zegarków!
L: Ja mam zegarek.
P: Ale niedziałający! Z czym go synchronizujesz, z pierwszym programem polskiego radia?
L: A nie ma Radia Maryja?
P: Jest tylko szeptane, w tradycji oralnej.

L: Zapalam latarkę.
Ł: Zombie uciekają w popłochu.
L: Zombie bojące się światła, to by było coś.

Ł: Czyli nie są oszabrowani?
C: Bo hodowali ludzi do przeszczepu organów za granicę.
P: Za granicę województwa.

C: Ustalamy sygnały na zgaszenie świateł.
Ł i L: KURWA!
L: … zgaś kurwa te światło!
P: A sygnał na zapalenie to ZAPAL KURWA.

L: Plan jest taki że jedziemy i atakujemy z marszu.
P: Razwiedka bojem.
L i E: Tam dam da da da dam! [Ride of the Valkyries]
P: Tylko z takim podkładem na syntetyzatorze w melodiach disco polo.

[zastanawianie się, z czego zrobić koktajl Mołotowa i dlaczego z bimbru]
C: To będzie psuć ich morale, rzucają płonące pieniądze! Będą się rzucać gasić!
P: I wypijać, tak tylko gasząc ręką butelkę.

Ł: Strzelam mu w twarz krzycząc „Gdzie jest Twój Bóg teraz”.
C: Matka „Gdzie jest Twój Bóg teraz” Boska.

Apocalypse Podlasie

E: Może być po prostu Pan Bimberek, jak Pan Kanapka.

Dramatis personae:

Alex, egzekutorro (płci nieustalonej): L
Bumier, kierowca (z czołgiem z traktora): C
Matka Boska, guru (z własnym zakonem żeńskim): Ł
Natasza, gubernator (umundurowany szef wioski): E

MC za konsoletą: P.

L: Jestem ze wschodu, i to słychać.
C: Zaciągasz?
L: Zaciąąągam. I blędy robie.
C: Zadajesz się z niewłaściwymi osobami, na przykład.

[L otwiera laptopa]
Ł: Nareszcie będziemy mieli kwiatki z sesji!

Ł: Umówimy się, że coś zostawisz, jako znak, że nie jest dobrze.
L: Cztery doniczki.
E: Dwadzieścia trzy żelazka!
P: Znak wpadki!

[rozważanie wielkości stodoły pod kątem „ile traktorów się zmieści”]
P: No dwa się zmieszczą.
Ł: To taki mały budynek na siano raczej niż stodoła.
L: Myślę, że budynek, w którym trzyma się siano nazywa się, hm… stodoła?

[kazanie nawiedzonej sekty]
P: Opowiadają, jaką wartością dla człowieka jest wartość pracy własnych rąk, jaka jest cenna…
L: Jaką wartością jest dla człowieka praca własnych rąk? Wartością… DODANĄ!

P: Zza zakrętu wypada w twoją stronę motocykl z koszem.
C: Spod kasku wystaje niebieska chusta.
Ł: Jakiego kasku?!
C: OK, ma chustę a na niej kask taki mały.
Ł: Matka Boska nie nosi kasku, Matka Boska ma boską protekcję!

Ł: To ja wyjeżdżam tym traktorem [opancerzonym]
C: Czuję się jak w tym Bollywoodzkim filmie z traktorem.
P: Chciałem, żeby był taki standoff jak w westernie, ale może być i jak w bollywoodzie.

L: Nudzi mi się ta cała rozmowa. Zastanawiam się, czy go nie odstrzelić.
C: Znaczy, jakbyś słyszał tę rozmowę to już byś ich odstrzelił?
L: TAK!

C: Mnie tam i tak nie ma, prowadzę sielskie życie na wsi.
E: „Zbieram chrust w lesie, laboga!”

[gang zlokalizowany w pobliżu usiłuje wymusić dodatkowy haracz w amunicji]
Ł: Możecie też wrócić z dużą ilością ran.
E: Możecie wrócić… z amunicją.

L: Stawiaj się! Ja chcę strzelaniny! Co z ciebie gubernator jak się nie stawiasz?!
E: Ej, przestańcie wywierać na mnie presję.
L: To nie ja, to psychiczny wir.

P: Nie spodziewałem się, że do tego dojdzie.
L: Wysłałeś do naszej wioski grupę uzbrojonych ludzi!
Ł: I nie spodziewałeś się bitwy? :-)

Ł: Wybuchy! Ogień! Swąd palonego mięsa rozchodzi się po okolicy!
L: Matka Boska nie wykazuje miłosierdzia.
Ł: Nie wybacza.

Ł: No opisz wybuch!
P: Czy chcesz zniszczyć jeden czy uszkodzić kilka?
Ł: Jak wybuchnie jeden to pozostałe też się uszkodzą!
P: Samochody nie wybuchają tak jak na filmach z Hollywood, to ponury świat niebezpiecznych przygód.
Ł: Niebezpieczne przygody dla samochodów! To nie jest film „Autka”!

[Czy wrogi kult, w którym Bumier robi za agenta i z którego ucieka ma psy]
L: Oczywiście, że mają psy! Każdy opresywny reżim ma psy. Ł, masz psy?
Ł: Nie, bo ja nie jestem opresywnym reżimem.
L: Karygodne przeoczenie. Załatw sobie jakieś psy!

P: To nie jest tak, że jak ci nie wyjdzie to cię od razu zabiję.
Ł: Najpierw będzie cię torturować.
E: Jak to prawdziwy fan, rodem z Misery.

[Do graczy przybiega przerażone dziecko]
L: „Łaaaaa, potwór, porwał, łaaaaa!”
P: „Porwał, w chuj wielki!”
Ł: Używa takiego słownictwa?
P: Tutaj wszyscy używają takiego słownictwa, to Podlasie.
Ł: I całujesz tymi ustami mamusię na dobranoc?
L: Chuja tam całuję!

L: Nie maż się, nie mazgaj, nie jesteś babą!
C: „… sniff, sniff, jestem!”
Ł: Wszyscy ładnie odgrywają dziecko.
L: Tzw. dziecko przechodnie.

P: Widzisz coś na czterech łapach.
L: Czterech, to i tak nieźle.
C: Pozostałe cztery są w powietrzu.

P: Strzęp wygląda jakby nie dało się z niego nic uratować.
Ł: Możesz głowę mu uciąć i zawiesić sobie nad kominkiem.
L: GŁOWĘ DZIECKA?!
Ł: Aaa, myślałam że mówi o potworze.

[Samochód kierowany przez Nataszę stoi na drodze, a ona przygląda się biegnącym w jej stronę wrogom]
Ł: WYKRĘĆ, DO CHOLERY! (Matka Boska mówi Ci z psychicznego wiru)
E: Czuję jakiś dziwny impuls żeby wykręcić.

Ł: To ja się otwieram na psychiczny wir, mimo że nie daje mi to punktów.
P: Po co?
Ł: No chciałabym się dowiedzieć jak wygląda sytuacja.
P: Myślałem, że to taki ruch w stylu L. żeby sobie punkty nabić.

P: Znasz tę osobę, która zabiła tego chłopaka, i jest to Kantor.
Ł: Kantor?!!
L: Ten matematyk?

Rozprzężenie i degrengolada

MW: Opowieści o dentystycznym horrorze pasują do Apocalypse Worlda!

System: Apocalypse World, postapokaliptyczny metasystem z domyślnym udziałem graczy w tworzeniu settingu

Grają:
Joshua, teknik redneck – P.
Jezus, operator (pośrednik, załatwiacz, ogólnie fikser) – MW.
Bob, psychol (lubi patrzeć na ludzi, którzy śpią) – Ł.
Crill, egzekutor (człowiek o subtelności strzału z magnum) – H.
Pojeb, governator (awansował się z szefa gangu) – L.

Xiao-Li została odesłana na szczęśliwą emeryturę.

Prowadzi: Z.

P: Kalam-bur.
H: To taka orkowa twierdza.

P: Daj spokój, byłem pracownikiem etatowym i przechodziłem szkolenia BHP, wiem kto to Staplerfahrer Klaus.

P: Ofiaruję mojej dziewczynie – dwa barteru i zatrzymanie…

L: Chciałbym powiedzieć, że czytanie na głos Robotiki przed sesją Apocalypse Worlda może mieć zły wpływ na naszą sesję.
H: Może nas naprowadzić w złym kierunku.
P: Sorry, zaraz przestanę. Ale z drugiej strony nie mogę się oderwać!

[czytania Robotiki na głos ciąg dalszy]
H: Nie, nie, ja nie chcę!
L: P., zaprzestań tego psychogwałtu.
MW: Nawet rękawicy nie założył.

Ł: Nie wiem, czy dzisiejsza sesja będzie taka bardzo…
L: Nie wiesz, czy dzisiejsza sesja będzie bardzo poważna, w przeciwieństwie do poprzednich?

MG: Właśnie wywalił mi się program i wyzerowały mi się notatki.
Ł: Normalnie jak „pies mi zjadł pracę domową”.
P: Przypomniał mi się taki obrazek z psem żrącym i mówiącym „i tak nikt ci nie uwierzy”.

P: Nie słuszałem, żeby komuś się notepad wywalił i stracił przez to notatki, ale Z. zamiast wykorzystywać sprawdzone programy napisane przez wielkie korporacje, które wydają miliony po to żeby programy działały niezawodnie woli jakieś hipsterskie indie…
MG: Ten program się nazywa programmers notepad, więc się jebcie.

P: Au!
H: Wsadziłeś palce w zgniatarkę i się zdziwiłeś?!
P: Nie zdziwiłem się, ale i tak bolało.

MG: O, znalazłem waszą teczkę.
P: Jak w IPNie.
H: Jak w SB!

P: [czyta na głos Afterbomb Madness]
MG: Czy ktoś mu to może zabrać?
P: Ej, to jest przecież postapokaliptyczny RPG.

MW: Myślę że zrobimy tak, że P. będzie mieć Afterbomb Madness a ja Roboticę i będziemy czytać na głos dopóki nie zaczniesz prowadzić.

MG: Jak stłumiłeś ostatni bunt, Pojeb?
L: Krwawo!
MW: Co to za pytanie?!

L: Karawana jedzie dalej. Chyba że ją całą wystrzelam.
MG: Na tym polu zatrzymała się karawana.
MW: Zostanie tutaj dopóki ktoś jej nie pokona.

[wtyka Pojeba w ekipie Jezusa]
MW: Nazywał się Banan.
L: Tak go znałeś, ale w moim gangu nazywał się Pomarańcza.
MW: Pełna konspira. BTW, wiecie jak poznać że rosyjski wywiad założył Ci podsłuch? W mieszkaniu jest nowa szafa.

MW: Totalnie nie panuje nad sesją.
P: Zupełnie nie potrafi zdominować gracza.
L: Może to i lepiej.
MW: Po pierwsze fuj, po drugie fuj.

P: Byłem kiedyś w Bubble Tea i tam można mieć herbatę z kulkami Boba.
Ł: Chcesz zobaczyć moje kulki?
P: W herbacie?
Ł: Mogą być w herbacie.

Ł: kurde, nie wzięłam głębokiego skanowania mózgu.
MG: Pokaż te swoje ruchy.
Ł: [tuląc kartę do piersi] Nie!

z: Skąd dowiedziałeś się o tym, że Pojeb przymyka oko na handel niewolnikami?
MW: Po prostu zobaczyłem targ niewolników.

MG: Wiesz o tym, że twoi ludzie pracują przy ochronie targowiska?
L: No, to moi, dorabiają sobie w wolnym czasie.
MG: To lokalne siły samoobrony, z wyposażeniem zakupionym w sklepie.
L: Moi żołnierze wyglądają jednak bardziej jak szkoleni w Polsce faszyści z Majdanu.

MG: Krill, jak poznałeś osobę mocno przeciwną władzy Pojeba i czemu jej nie zabiłeś?
MW: No przecież się ziomimy!
MG: Nieno, mam na myśli odpowiedzialną za część zamachów.
MW: Still!

MW: Z., czemu tego nie notujesz?
MG [przysuwając się do laptopa]: Trochę notuję.
L: Notuje w głowie, notatka krótkoterminowa.
MW: Write once, read never.

L: Szybka nazywa się Szybka, bo ma taki motocykl co się na nim siedzi pochylonym do przodu i jedzie szybko. No i awansowała na porucznika.
H: Szybko awansuje. Potrafiła awansować kilka razy jednej nocy.

Ł: Ma fajne rzeczy w głowie. Lubię patrzeć w nią.
L: Łojezu.
Ł: Zły dotyk boli całe życie.

MW: Postanowiłem płacić podatki samemu sobie.
P: Utraciłeś kartę młodego zajezdniaka.

MW: W mojej ekipie się nic nie zmieniło, bo przyszedł niejaki Banan, ale okazał się być zgięty, więc został relegowany do innych zadań i teraz użyźnia teren.

MG: Jaki naprawdę wypasiony kawał sprzętu jej ściągnąłeś?
L: Taki wyjebisty robot kuchenny, Kitchen-Aid.
MW: Ty ostatnio masz jakiś hardon na malaksery!

MG: Na czym będzie jeździć ten pojazd, na kołach czy gąsienicach?
L: Na nogach! [pokazuje robota kroczącego]
P: W He-Manie był taki pojazd w kształcie lwa, co się tak obracał w poziomie i kabina się przesuwała do przodu [demonstruje na przykładzie ołówka].
MG: Pierdolisz, naprawdę było coś takiego?
P: Można znaleźć na jutubie.
MG: Koła albo gąsienice!
P: Half track.
P: … w He-Manie half-track działał tak, że się przesuwał wzdłuż koła a potem gąsienica się obracała dookoła koła do przodu.

H: To odkładam broń i patrzę co się dzieje dalej.
L: „Odkładam broń.” Doskonała deklaracja, kiedy w pobliżu czai się robot-zabójca.

L: O, właśnie, zaraz się otwieram na psychiczny wir.
MG: Trzeba mu będzie ujebać coś, może rękę, to się nauczy.

MW: Miałem jakiś deal do załatwienia…
P i L [na raz]: Dildo!

MG: Jezus, rzuć sobie na rany-0.
L: Im mniej tym lepiej.
MW: No nie, rzuciłem 9.
P: Ha ha, na rany Chrystusa.

Z: Pobiła dwóch twoich ludzi w burdelu i wezwali ciebie, wychodząc z założenia że pańska ręka konia tuczy.
L: Konia tłucze.
Z: Nawet wali.
H: Poziom zartów wali nam w ziemię.
Z: Pańska ręka konia wali?
Ł: Aaargh.

MG: Działasz pod presją.
L: [rzut] No, to jest działanie pod presją. Organizuję szybko gaszenie oraz dodatkowego pedeta.
MG: A, masz spokój zaznaczony? Ty chuju!

J: Znalazłem tę zdzirę z robotem.
Ł: I robot ją przerżnął.
MG: Jest fatalnie. Pull up, pull up.

L: To co w psychicznym wirze dzisiaj? [rzut] Dwanaście, to jest psychiczny wir!
MW: Prognoza pogody, a potem kreskówki.

MG: Ostatnio psychiczny wir się zmienił, jest taki ciężki i ponury.
MW: Inaczej niż zwykle, przedtem były kwiaty i zajączki.
MG [puszcza „meet the Pyro„]
L: Rozumiem, że psychiczny wir teraz tak wygląda?

MG: Czego się boisz, Pojeb?
L: Zostania wysadzonym przez zamachowca!
Ł: Ooo, paranoja.
L: Jaka tam paranoja.
H: Całkiem zdrowy rozsądek!

H: Puść Mieczysława Fogga! Puść Mieczysława Fogga!
MG: To już nie jest sabotaż, to cichociemni minujący mosty tej sesji.
MW: Wow, ale żeś pojechał.

MG: [opisuje, opisuje, nagle przerywa] O kurwa! [biegnie do kuchni]
H: Z odkrył, że gotuje parówki? Drugą godzinę?
P: Eksplodują jak Tupolew.
[grzane piwo wykipiało]

Pojeb [do Mustang] – Chcę zobaczyć zwłoki!
L: Czy są zastrzelone od przodu, czy od tyłu. CSI Zajezdnia normalnie!

MW: Mozesz wziąć, uciąć mu głowę, wziąć jakiegoś niewolnika pasującego, uciąć mu dół i zszyć.
L: Mogą zauwazyć, że dół nie pasuje.
P: „Ale nasz był od pasa w dół biały!”

MG: [opisuje jak Bob widzi psychiczny wir] Widzisz to co cię otacza, ale takie dużo ciemniejsze…
L: Widzisz świat jak Frodo, kiedy założy magiczny pierścień.
H: Patrzy się na ciebie ognista…
MW: Ogniste! Oko.
H: Ogniste oko, to jest to słowo, którego szukam.

Z: H., przestań, bo bar jeszcze stoi! Jestem Twoim fanem i nie chciałbym, żeby się spalił do końca.
L: „Masz tu ładny bar, byłoby głupio, gdyby się spalił.”

MG: Nie znalazłaś żadnych łusek.
P: Łuski nie spadły Ci z oczu.
MW: Au.
H: Aj, aj, aj, zakwilił piesek.
P: Tak się właśnie czuję jakbym kopał szczeniaka, jak opowiadam dowcip.

Czarne chmury nad kalifem

MW: Chodzi o to, że L. chce udowodnić Z., że otwieranie się na psychiczny wir zawsze przynosi korzyści, Z. chce udowodnić L. że owszem, nie zawsze, a my jesteśmy złapani w krzyżowy ogień.

System: Apocalypse World, postapokaliptyczny metasystem z domyślnym udziałem graczy w tworzeniu settingu

Grają:
Jezus, operator (pośrednik, załatwiacz, ogólnie fikser) – MW.
Crill, egzekutor (człowiek o subtelności strzału z magnum) – H.
Pojeb, chopper (szef gangu motocyklowego) – L.

Joshua i Xiao Li chwilowo nieobecni.

Prowadzi: Z.

MG: Stwierdziłem, że zeszyt jednak się przydaje do zapisywania rzeczy.
L: Jak retro.
H: Jak w średniowieczu!
MW: Ale spójrzcie na niego, przecież widać że to hipster.

L: Czy tu są jakieś kostki sześciościenne do rzucania?
MG: Tak.
MW: Trzeba było spytać, gdzie tu są jakieś kostki sześciościenne do rzucania.
L: Zdałem sobie z tego sprawę, jak już było za późno.

[Stosunki – hehe – w gangu Pojeba]

MG: Jaka jest relacja między nimi?
L: Red jest topem.
MW: Wszystko przez te awanse.

[W miasteczku pojawił się kaznodzieja, nauczający miłości bliźniego, a nazywa się…]

L: O, już wiem, mistrz Sifu.
MW: Parsk. Nauczyciel Sensei.
L: Ta, mistrz Master.

MW: Margaret „Gorące wargi” Houlihan.
L: Nazwana tak, bo ciągle miała gorączkę.
MG: Żyła tydzień po dotarciu do miasteczka. So hilarious.

[Walka! Nawet więcej, bitwa!]
H: Mam karabin, który ma +bliski, +daleki, +obszarowy i +jatka, cokolwiek by to nie znaczyło.
L: To znaczy, że możesz z niego strzelać blisko, daleko i robić obszarową jatkę.
MW: Obszarowa jatka by nam się teraz przydała.

L: A, czyli problemem nie jest brak żarcia, tylko nadmiar uchodźców?
MG: Ojezu.
MW: Nazwijmy rzeczy po imieniu.
MG [robi gest przeładowywania broni]

MW (do L.): Może komuś należy się awans?
L: Ale to tylko na ceremonię nadania by przyszedł, potem wypad.
MW: Ceremonię? No dobra, odpuszczę sobie dowcipy o lasce marszałkowskiej.

[MG wychodzi na moment]
L (do MW): Mógłbyś mnie zmanipulować i zaoferować mi pedeta, zasugeruję szybko zanim Z. wróci.
MW: Za coś, co i tak byś zrobił?
H: Jesteś gorszy niż Z. na sesji.

H: No, przekonaj mnie żebym nie szedł.
L: Zawsze możesz zmanipulować go i zaoferować mu pedeta.

[Trudna rozmowa, napięta sytuacja…]
L: Rzuć sobie na czytanie postaci, dostaniesz pedeta.
MW: Po raz kolejny powiem, że nie dostanę, nie za taki rzut.
L: Ale możesz się czegoś o nim dowiedzieć.
MW: E, jebać to.

L: Pojeb nie widzi związku przyczynowo-skutkowego między otwieraniem się na psychiczny wir a wybuchem bazy.
MW: Technicznie rzecz biorąc, nadal masz bazę, tyle że teraz jest w kraterze.
H: Teraz to podziemna baza.

H: Dawajcie tą mapę, ja zaznaczę północ, ja wiem jak to jest.
L (pokazując na H.): Campaign Cartographer!
(jest taki soft do ułatwiania życia MG)

[Autobus kabrio znowu ma pecha]
MG: Możecie poholować ten autobus.
MW: Niby jak?
MG: Motocyklami, zaprząc je jak do dyliżansu.
MW: Myślisz że jesteś zabawny, ale nie jesteś.

MG: Autobus będzie jechać, ale będzie przy tym strasznie dymił.
MW: Poprzednim razem też dymił.
L: To się nazywa półotwarty system chłodzenia, musisz na bieżąco dolewać wody.
MW: Ty też myślisz że jesetś zabawny, i też nie jesteś.
L: Nieno, ja z doświadczenia mówię, mam półotwarty system smarowania w motocyklu.
Z: Zajebiste. Plamy oleju…
MW: On nie gubi oleju, on znaczy teren.

L: Nie wyszło mi, ale zaznaczam sobie pedeta, tak?
MW: Niedługo będzie rzucać czy ktoś w gangu ma łyżkę, bo obiad chce zjeść.
L: Nieno, to by było nadużycie.
MG: Znasz takie słowo?

Podobno jest naszym największym fanem

P: Nie jestem jakimś seryjnym mordercą, żeby ją zamykać w piwnicy.
MW: No, zadeklarował się, nie jest.

System: Apocalypse World, postapokaliptyczny metasystem z domyślnym udziałem graczy w tworzeniu settingu

Grają:
Joshua, teknik redneck – P.
Jezus, operator (pośrednik, załatwiacz, ogólnie fikser) – MW.
Xiao Li, muza (prawdopodobnie jedyny przejaw piękna w paskudnym świecie) – Ł.
Crill, egzekutor (człowiek o subtelności strzału z magnum) – H.
Pojeb, chopper (szef gangu motocyklowego) – L.

Prowadzi: Z.

Z: Poczekajcie, tylko zmienię spodnie.
MW: Aleś się podekscytował.
Ł: Uuu, zamknął drzwi…

Z: I pobierasz haracz od części miasta.
L: No, technicznie rzecz biorąc to nie jest haracz, tylko opłata za ochronę.

Z: Możesz wziąć kilka fuch, ale jak rzucisz kiepsko, to część z nich kończy się katastrofą.
H: Odbyt ci wypada.
MW: Od tego mam pogrzebacz, żeby go włożyć z powrotem.

[zdryfowaliśmy na fałszowanie kalmarów]
L: Nie wiem tylko, skąd w świńskich odbytach wzięły się takie małe macki z przyssawkami.
Ł: Tasiemiec.

L: Rzuciłem 11 na dochód z mojej posiadłości.
Z: O ty chuju. Znaczy, co za niefart.
L: Nie brzmisz jak fan mojej postaci.
[„Bądź fanem postaci graczy” to porada nr 1 dla MG Apocalypse World]

H: Opowiedz nam o swojej komunie.
P: Anarchosyndykalistyczna komuna.
L: Supreme executive power comes from having more guns.

[W gangu Pojeba awansuje się przez łóżko]
MW (do L.): Coraz bardziej mi żal twoich poruczników.
L: Nie wiem czemu, używam lubrykantu.
P: Nie wiem, jaki lubrykant może być w świecie postapokaliptycznych przygód.
L: Wazelina techniczna!
P: No tak, dziwiłem się po co jego chłopakom tyle wazeliny, myślałem że do konserwacji broni.

[Rysujemy mapkę]
Z: Co to za ogrodzenie?
H: Taki metalowy płot, fala blachista. Znaczy, blacha falista.

H: Opadły go takie lokalne odpowiedniki wilków.
P [z boku]: Wilkopchły go opadły. Pchły, ale wielkie i zajadłe jak wilki.
Ł: Nie wymyślaj, bo jeszcze się pojawią.

[Joshua budzi się obok De-De]
P: Nawet nie pamiętam, czy do czegoś doszło.
MW: Proste, sprawdzasz czy jesteś lepki czy nie.
P: Zawsze jestem lepki.

H: Muszę zmazać lokalnego landlorda z karty, ma ktoś gumkę?
P: Postaw obok niego krzyżyk, jak ja. Niech żyje na zawsze w twojej pamięci.

H: Spuszczam wpierdol i wrzucam do studni.
P: To by tłumaczyło problemy z wodą.

L: Otwieram się na psychiczny wir, w takim razie.
Z: Jak dla ciebie wygląda psychiczny wir?
L: Jest brązowy i wiruje. Napełnia mnie informacjami.
P: Takie kakao auge się na ciebie spogląda.
[„Psychiczny wir” to stała cecha świata Apocalypse World; nie wiadomo czym jest, biorą się z niego przepowiednie i koszmary. L. stoi na stanowisku, że nadużywanie otwierania się na psychiczny wir przynosi tylko dobre skutki.]

Z (do MW): Jezus, w jaki sposób Crill dowiedział się, że bywasz w pustym domu?
L (z kuchni): Otworzył się na psychiczny wir!
Z: Zamknij ryj!

[Kłopoty z wodą doprowadziły do racjonowania i pobierania opłat za korzystanie ze studni]
MW: Oczywistą rzeczą teraz jest załatwienie cysterny.
L: No tak, i sprzedawanie wody. Żelazna pięść rynku.

L (do Z.): Jak na fana postaci graczy to jesteś trochę bucowaty.

L (do Ł.): Zawsze możesz mnie zmanipulować i dać mi pedeta za coś, co i tak bym zrobił.
Z: …So unfair.

MW (do L.): Jak u ciebie wygląda degradacja?
Ł: Skoro awans jest przez łóżko…
H: Skoro awans jest przez łóżko, to degradacja jest przez okno.

Z: W bunkrze dookoła robota są ciała, dość stare, ale dużo.
L: „Gdzie wasze ciała porzucone?”
Z: Chlip.

H (o Pojebie): On ma ten strój sado-maso. Staram się o tym pamiętać.
MW: Ja staram się o tym zapomnieć.
Z: Cała reszta stara się o tym nie myśleć.

L: No właśnie, Xiao, jedziesz z nami? Może być niebezpiecznie.
Ł: Tam czy tu? To mocno wpływa na moją decyzję.

Dziś – wielki robot

Z: Graczy nie zabijamy, a postacie też nie giną łatwo.

System: Apocalypse World, postapokaliptyczny metasystem z domyślnym udziałem graczy w tworzeniu settingu

Grają:
Joshua, teknik redneck – P.
Jezus, operator (pośrednik, załatwiacz, ogólnie fikser) – MW.
Xiao Li, muza (prawdopodobnie jedyny przejaw piękna w paskudnym świecie) – Ł.
Crill, egzekutor (człowiek o subtelności strzału z magnum) – H.
Pojeb, chopper (szef gangu motocyklowego) – L.

Prowadzi: Z.

[Z. szuka wolnej karty postaci Operatora, przekopując się przez kolejne sterty papierów]
H: Zaraz do piwnicy pójdzie.
P: Narąbać kart.

L: Jestem grubym facetem w ubraniu sado-maso, przypominam.
Ł: CO?! I ja się o tym teraz dowiaduję?
L: Od początku mówiłem.
Ł: Jakbym wiedziała, to bym się nie budziła teraz z tobą rano…!

MG: Pojeb, czemu siostra Joshuy zaczęła ci się podobać, od kiedy spotyka się z Sierżant?
L: Bo teraz ubiera się w obcisłe ciuchy, a nie w jakąś pedalską sukienkę.

MG: Xiao Li, co wiesz na temat powodów, dla których gwiazdy są ułożone w równe rządki?
MW: No gwiazdy są w porządku, co tu więcej mówić?

MW: Zobaczyć szefa gangu motocyklowego w warsztacie motocyklowym, największe zdziwienie świata.
MG: Wiesz co mógłbym teraz zrobić? Zapytać, czemu cię to zdziwiło.
MW: Musiałbym cię wtedy wyśmiać.

[W okolicy wioski pojawił się wielki robot-morderca, ale zamiast mordować, po prostu się unosił…]
MG: Co najbardziej zaskoczyło Joshuę w widoku wielkiego robota?
L [głośnym szeptem]: Całkowity brak uzbrojenia.

MG: Jak wyglądał tatuaż siostry Joshuy?
Ł: To było serce z wpisanym imieniem Sierżant.
MW: Jak Sierżant ma na imię?
L i Ł chórem: Sierżant.
(nie wiem, czego się spodziewałem)

L: To wielki robot ogrodniczy.
MG: Nie, jest morderczy!
MW: Dla trawy.

MG: Jezus! What’s up?
L: The robot.

MG: Dunwich mówi, że trzymasz z tymi tam, z lasu…
Ł: No wiesz? Nie zadaję się z religijnymi pojebami.
MW: No wiesz?
P: Świetnie, obraziłaś dwie postacie jednym zdaniem.

MG: W którym miejscu robiłaś tatuaż dziewczynie z gangu Pojeba?
Ł: W takim, w którym pewno niewielu go widziało, bo nie jest zbyt ładna…

L: Ja w sumie lubię mówić. Czasami mówię do siebie jak jadę na motocyklu.
Ł: Nie wiem, co ja w nim widzę.
MW: Symbol dobrobytu.
MG: On symbolizuje wiele misek ryżu.

L: Będę trzymać tą osadę żelazną pięścią!
Ł: Już wiem, co mi się w nim podoba.

H: Zwróć uwagę, że jego gang jest zdyscyplinowany. Tam zazwyczaj nie gwałcą członków.

MG: Jak nazywa się laska z cyckami?
L: Nazywa się De-De.
MG: …Fair enough.

L: No dobra, strzelam do robota.
Ł: Famous last words!

MG: Spotykacie się wszyscy przy robocie, w zasadzie brakuje wam tylko Jezusa.
P: Po sobocie, przy robocie.

P: To nie jest żaden czołg…
MG: „Co to jest czołg?” – pyta jakaś młoda laska.
P: Taki traktor, tylko z bronią.

[Robot przestawia nogę i miażdży kogoś z gangu Pojeba]
MG: Kto jest twoim ulubionym człowiekiem w gangu?
L: De-De.
MW: Zostały z niej tylko implanty.

[Tymczasem w osadzie Jezus ma poważną rozmowę z nowym szeryfem]

MG: Tylko wiesz, pamiętaj, jak nie jesteś ze mną to jesteś przeciwko mnie.
MW: Czy to jest groźba?
MG: No. A jak jesteś przeciwko mnie, to wiesz. Po czym wstają i wychodzą.
P: Po drodze nonszalancko łamiąc ci rękę.

MG: Co cię w nim [Joshui] niepokoi?
Ł: Sposób w jaki na mnie patrzy. Nie tak jak inni faceci, na cycki czy makijaż, tylko…
P: …Tak niepokojąco patrzy w oczy.
Ł: Widzę w jego oczach tę piwnicę.

Ł: Dobra, oferuję mu pedeta, jeśli nie powie Tomowi.
MG: Odegrajcie to.
L: „Masz tu pedeta, nie mów.”

H: Równam stragan z ziemią.