Oakland a’la bracia Grimm

J: A wiesz, że hrabina biczuje się rzeżuchą?

System: Changeling 2nd ed.

Grają:
Silver, Sidhe, właściciel sklepu z gadżetami z filmów: J
Steve, Pooka, po prostu Pooka: P.
Javier, Knockers, mechanik samochodowy: C.
Rashid, Eshu, włóczęga: MW.

Prowadzi: E.

[Grzebanie w bibliotece pozwoliło nam przetłumaczyć imię potencjalnej podejrzanej]
MW: Taaak. Imię z jednego języka Dreamingu w drugi język Dreamingu, a z niego dopiero na angielski.
C: Przez autotranslator, nie zapominaj.

[Mamy dwa tropy: jeden w Dreamingu, drugi w Oakland – mateczniku Unseelie]
MW: Tak, ale w Dreamingowej krainie chcę być, a w Oakland nie.
C: Ale pomyśl, jaka z tego będzie opowieść!
MW: No jaka? „Dostałem w tubę, skroili mnie z Glamouru i zabrali portfel”? Słaba opowieść!

[No i pojechaliśmy do Oakland]
MG: No i jest tam studio, w którym kręcą pornole.
J: Ktoś chce zagrać w filmie?
C: Pooka pewno, w końcu zmienia się w ptaka.
MW: A w jakiego, w pterodaktyla może?

P: Wjechałeś do Oakland? Nie dostałeś w mordę?
J: Czekaj, noc jest jeszcze młoda.

[Wysłaliśmy Pookę na zwiady]
P: A czy jest tu jakieś pomieszczenie biurowe?
J: Jest, ale w nim też kręci się pornole.

J: I czyja wycieczka do Oakland obfituje w przygody?
MW: Dla ciebie to przygody, dla mnie to czwartek.
C: Technicznie rzecz biorąc, to jest poniedziałek.
MW: Czepiasz się mało ważnych szczegółów.

MG: Wpisz sobie 1 punkt temporary Banality – za czytanie biznesplanu. Nawet pierwszych trzech zdań.
J: Ej, akurat pierwsze trzy zdania to czyste bajki.

Śledztwo na wyżynach społecznych

System: Changeling 2nd ed.

Grają:
Silver, Sidhe, właściciel sklepu z gadżetami z filmów: J
Steve, Pooka, po prostu Pooka: P.
Javier, Knockers, mechanik samochodowy: C.
Rashid, Eshu, włóczęga: MW.

Prowadzi: E.

[Wybieramy się na bal maskowy do księżnej]
MG: Możesz się przebrać za Hana Solo. Zamrożonego.

[P. zmienił postać]
MW: Gdyby to nie był gracz, to wycofanie się ze sprawy i przysłanie Pooki w zastępstwie śmierdziałoby na kilometr.
J: No, toż to sabotaż. To jakbyś, nie wiem, wziął komisję śledczą i zrobił kierownikiem Macierewicza.
C: Macierewicz – wcielenie Banalności.
MW: Nieee, Macierewicz to Unseelie Pooka!
[Pooka to szachraj i chaos wcielony, Unseelie – to ten zły aspekt baśniowych stworzeń]

[Przygotowujemy się do przesłuchania]
Silver (do Steve’a): A ty umiesz przesłuchiwać społecznie czy dynamicznie?
Javier: Jest jednocześnie dobrą Pooką i złą Pooką.

[Kantorek w winnicy, prowadzonej przez satyry]
MG: To jest jedyne miejsce, które nie jest pełne Glamouru [esencji bajkowości].
C: Tutaj mieszkają cyferki. I one muszą się zgadzać.

MW: Na przyszłość musimy się podzielić rolami przy przesłuchaniach.
J: Zły Sidhe, dobry Eshu, dziwaczny Pooka?
MW: Tak, zły glina, dobry glina i surrealistyczny glina.

J: Kto to jest ta Maire?
MG: To redcapica. Służy w kuchni u księżnej. Jako niszczarka.
[Redcapy znane są z tego, że mogą zjeść wszystko.]

J: Dobra, przez następną godzinę przesłuchuje go Pooka.
MG: Wystawiacie gościa zaklętego do mówienia prawdy na pastwę Pooki?
J: Tak, chcemy go skołować kompletnie…
MW: …Zacieramy ślady, no.

[Purytańskie Stany Zjednoczone]

J: Pamiętaj że jesteśmy w San Francisco, tam sytuacja z cyckami może być bardziej elastyczna.
MW: No, do Silicon Valley niedaleko.

J: Bite my shiny metal ass! Nie, nie mówie tego redcapowi. Zrobiłby to i nie miałbym shiny metal ass.

Toys in the attic

System: Changeling 2nd ed.

Grają:
Silver, Sidhe, właściciel sklepu z gadżetami z filmów: J.
James, Sidhe, właściciel wszystkiego, co może zobaczyć z okna swojej posiadłości: P.
Javier, Knockers, mechanik samochodowy: C.
Rashid, Eshu, włóczęga: MW.

Prowadzi: E.

C: …A królowa siedzi w rezerwacie jako relikt przyrody.
J [z kamienną twarzą]: To nie było zabawne. (parska) Kurde, muszę nad mimiką pracować!

MG: A w marinie siedzi hrabina, która się brata z fokami.
(śmiech)
C: Hrabina może ci też przysłać fokę aprobaty.
J: Foki przyjdą i powiedzą ci, że nie ma już przejść do Dreamingu: all have been sealed!

C: A ja wyglądam jak skrzyżowanie klauna z mechanikiem samochodowym.

J: A teraz podstawowe pytanie – ilu knockersów da się zmieścić w samochodzie?
C: Wszystkich!
(C. i J. przybijają piątki)

Faerie we Freeholdzie

L.: Ja bym w końcu chciał pójść do kibla, ale ciągle ktoś w nim knuje…

W rolach głównych:

Bob – Knocker, marudny specjalista od techniki: A.
Felix – kocur-Pooka, rozkoszny kłębek futra i problemów: L.
Galadan – szlachetny skrzydlaty rycerz Sidhe: Z.
Pete – redcap, wredny i marudny: W.

Scenariusz i reżyseria – E.

[L. wychodzi z ubikacji rozglądając się ostrożnie]
Z.: Spadło ci coś na kark?
[L. fuka]
Z.: Raczej na głowę.
W.: Nie czaisz klimatu. L. wykorzystał kibel jak Clark Kent budkę telefoniczną.

Z.: Miejmy nadzieję że L. nie wykorzystuje budek telefonicznych jak Clark Kent kible.
W.: A masz w domu budkę telefoniczną żeby się przejmować?
Z.: Nie, ale chodzi mi o dobro publiczne.

E.: Redcap już poszedł… a wy nie poszliście za nim?
L.: Nie. Jesteśmy grupą, która stoi.

Felix – Potrafię być bardzo milczący, kiedy sytuacja tego wyma…
Galadan – Tak, bardzo męczący, nie wątpię.

W.: To jak on tak gada to ja biorę szpulkę.
Felix – Nie, za trzecim razem to nie zadziała!
E.: Nie działa?
Z.: patrz jak się fajnie toczy!
Felix – Aaaa! Szpulka! [biegnie za nią (po raz trzeci)]

E.: Za drzwiami jest komnata, a na jej środku…
Z.: Galaretowaty sześcian?
W.: I patrzy na nas…

Z.: Klasyczny dungeon crawl.
E.: No, tak…
L.: Fajnie! To kto robi mapę?

L.: Przedwieczny glamour? Fajnie, ma macki?

[MG opisuje jak wyglądają porwaniu przez faerie ludzie kopiący tunele pod Freeholdem]

E.: Nie, zombiakowaci nie są, ale…
L.: Są lekko przestraszeni, bo są NIEWOLNIKAMI W PODZIEMIACH WRÓŻEK! MWAHAHAHAHAHAHAHA! Przepraszam.
Z.: Co, nie wierzyliście w bajki o Wróżce Zębuszce? To teraz macie!

E.: Masz Empathy?
A.: Nie..
Z.: No tak, po co Knockersowi empathy. Knockers to może mieć najwyżej Machine Empathy.
L.: Knockersie, masz Machine Empathy? Tak? Zap zap zap!
E.: W kompleksie Goblintown.

E.: Powietrze robi się rzadsze i bardziej rześkie, jak byliście kiedyś w górach…
L.: W życiu nie byłem w górach.
A.: Ja głównie na strychu siedzę…

[postacie spotykają w podziemiach postać prosto z dedeków]
L.: No tak, to fajter przecież. Ciekawe gdzie są kleryk, mag i złodziej.

Felix – No jak on mógłby nie mieć wielkiego dwuręcznego miecza…
[Galadan się prostuje]
Felix – … w końcu musi sobie kompensować.
[Galadan się wkurza]

L.: Kłębiąca się klimatycznie mgła…
A.: Kolorowa?
E.: Tak.
L.: CO?!? Kolorowa się nie kłębi klimatycznie…
Z.: Zielona się zajebiście klimatycznie kłębi.

E.: Rzućcie na willpowera.
L.: No, ja nie mam żadnych sukcesów.
L.: To ja biegnę we mgłę!
L.: Nikt mnie nie łapie… ech… przyjaciele, cholera.

Felix – Weź ten miecz ognisty dany tobie, zapal go, zaszarżuj i pomachaj!
Pete – A potem przywiążemy ci do nogi linę żeby cię wyciągnąć.

[Felix wypuścił na zwiady małego chimerycznego smoka z przywiązaną do ogona nitką ze złotego kłębka]
A.: Jak długo to się rozwija?
L.: No, to jest taki kłębek który wystarcza do przejścia Labiryntu Minojskiego.

W.: Ciekawe czy Pookę da się nadmuchać… tam może być jakiś kompresor.
Z.: Wiesz, on ma Primala, można by go namówić żeby się zmienił w żabę.

E.: To taka mała sluagh…
W.: To tym bardziej będę na nią wrzeszczał, tupał i ział osobowością.
L.: Bo nie może ci odwrzeszczeć…
W.: Tak, dokładnie dlatego. „CO?! NIE SŁYSZĘ!!!”
(Sluagh mówią wyłącznie szeptem)

L.: Idę do stołówki, poszukać jakiegoś pocieszenia.
E.: Pocieszenia?
L.: No… może Sarę spotkam, albo co… jakąś inną ładną…
E.: Wszystkie osoby w stołówce wydają ci się odrażające.
L.: Ojjj, to mam poważny problem.

W.: No tak, wszyscy mają tajemnice.
L.: Nie, ja nie mam! Wszystkim bardzo chętnie wszystko mówię!
W.: Tak, ty wszystko masz na wierzchu…

Felix – Myślałem że chcesz zlikwidować tę osobę, to dośc typowe dla ciebie rozwiązanie, Sir Galadanie.
Pete – Hehehe. Przeciąć wszystko na dwie części swoim wielkim mieczem.
Felix – Czasem na trzy części, żeby być pewnym.
Z.: Olewam ich wyniośle…
L.: Paraboliczną strugą?

Pete – Głupek i żarłok.
Felix – Look who’s talking now.
Galadan – Który z was jest głupkiem a który żarłokiem?

[drogę blokują różowe trombony rodem z Muppetów]
E.: Tym razem zniknęły dopiero po dłuższym kawałku mahna mahna.
Z.: Eskalacja żądań.
Felix – Następnym razem trzeba będzie je zabić.
Galadan – Myślałem o tym. W swoim aktualnym nastroju nie wykrzesałbym z siebie ani jednego mahna mahna.
E.: Mają wyskoczyć znowu?
Z.: Musiałbym im obciąć głowy.

W.: Czy on teraz będzie się z nią mrocznie i wyniośle ten tego…
L.: Nie, on z nią nie mrocznie i wyniośle, wyglądają całkiem słodziacko…
W.: Ale dzisiaj jest mroczny i wyniosły…

[Galadan rozmawia z mędrcem Izaakiem Glassem o problemach trapiących freehold]
Glass – Może to ma coś wspólnego z tymi pogłoskami o banalności…
Galadan – Jakimi pogłoskami o banalności?
L.: No, że Baronowa jest banalizowana… każdego ranka… od tyłu.
[pozostali gracze się załamują]
W.: Taką wielką szprycą…

Galadan – Ja tam z siebie jestem zadowolony.
Pete – No, ja się specjalnie nie dziwię. Samozadowolenie dostałeś chyba razem z mieczem.

L.: Mam się zmienić w sluagh? Hm… w sumie… będę miał cycki!
L.: Nie żebym już wcześniej tego nie robił. Ten Primal to jednak bardzo przydatny jest.
E.: To jest faktycznie bardzo dobre zastosowanie Primala…

L.: Skąd ja wezmę prezerwatywy we Freeholdzie?
E.: No, któryś knockers powinien mieć jak popytasz. Albo któraś.
L.: O, to jest pomysł. Będę pytać co ładniejsze czy któraś ma prezerwatywy, może przy okazji coś z tego szukania wyniknie.
Pete – To już mój sposób na buty jest bardziej subtelny…
Felix – „Jesteś bardzo ładna. Masz może jakieś wolne prezerwatywy?”

[Galadan wysłał smoka z klejnotów, Ernesta, żeby dowiedział się gdzie są Pete i Felix i co knują.]
Galadan – A co oni tam robią?
Ernest – Rozmawiają… Podrywają dziewczyny…
A.: Redcap podrywający dziewczyny… [pokazuje podnoszenie kogoś za włosy]
Z.: Wyczuwam tu jakąś krzywą akcję.

[czy sir Galadan zostanie na noc z baronową Aleksandrią]
E.: Nie, nie będziemy rzucać…
L.: Ona jest chętna…
W.: Dosyć ma Redcapa, który ją tak… tego… gryzienie w kark każdemu może się znudzić.

E.: „[opis Alexandrii] … and figure like a goddess.”
L.: No tak, twarz ma taką sobie, ale za to ciało…

E.: „She doesn’t walk, she glides.”
L.: To znaczy że ma Legerdemaina…

W.: Coito ergo sum… to twoje motto mogło by być.

E. [o faerie płci żeńskiej]: To duży freehold jest, dużo jest ich tam.
L.: To bardzo dobrze! To się nazywa target rich environment.

Felix – MUSIMY URATOWAĆ FREEHOLD! To zadanie dla…
Bob – Ćśśśśśśś…
Z.: Supermena.

Faerie w podziemiach Nowego Jorku

[MG opisuje wielką komnatę z poruszającymi się, rekonfigurującymi schodami]
L.: Już tu byliśmy, prawda? A nie, to w Harrym Potterze było…

W rolach głównych:
Felix – kocur-Pooka, rozkoszny kłębek futra i problemów: L.
Galadan – szlachetny skrzydlaty rycerz Sidhe: Z.
dochodzi Pete – redcap, wredny i marudny: W.

Scenariusz i reżyseria – E.

Chimeryczny dywanik – Jak na mnie nadepniesz, to będę bardzo zły. Całe życie wszyscy po mnie depczą i jestem wkurwiony!
W.: To ja biorę gwóźdź, biorę dywanik i przybijam go do ściany.
Pete – Teraz jesteś gobelinem. Zadowolony?

Felix – Ja mam w plecaku dużo konserw, jakby co…
Galadan – Wiem, z kocim żarciem… mam nadzieję, że do tego nie dojdzie.
Z.: Na przyszłość muszę ze sobą jakąś chimeryczną krowę nosić.

Z.: Idę do tego trolla…
E.: To taki urzędas jest…
Z.: Cieć taki, nie bójmy się tego słowa. Ten troll to dozorca jest.

Galadan – Pójdziesz do slugi baronowej Aleksandrii i przekażesz jej że chcę się z nią spotkać.
Felix – Tak, tak.
Galadan – Bez żadnych podtekstów ani nic w tym rodzaju.
W.: „E, mój szef chce zapiąć twoją szefową!”

Galadan – Mogła się w nim zakochać.
Felix – Nieno, co ty, ona jest sidhe, ma odrobinę gustu.
Galadan – On jest nieakceptowalnym elementem społeczeńtwa a ona jest Fioną.
Felix – E, ja też jestem nieakceptowalnym elementem społeczeństwa!
Galadan – Ty jesteś dywanikiem pod łózko…
Felix – Mrrr, mogę być dywanikiem pod łóżko…

[Felix zostaje na noc u poznanej właśnie młodej knockerki]
Z.: O nieee, masz szlaban.
L.: Sam jesteś szlaban, to że you’re not getting any nie musi oznaczać że ja mam się frustrować.

L.: Weź ze sobą mnie, w moim towarzystwie nic ci nie grozi.
Z.: Ciebie tam nie ma, więc daj mi chociaż tę chwilę spokoju i jak cię nie ma to milcz. Będziesz gadał jak się zjawisz…

Felix – Saro, może pokażesz Bobowi to nad czym pracujesz, pewnie też chętnie pomajstruje…
Z.: Jeżeli on będzie majstrować przy niej tak jak Felix to będzie już pod paragraf podpadać…

W.: To ja pójdę coś zjeść. Tylko poproszę na papierowym talerzyku, uzupełnię celulozę przy okazji.

E.: Otwierają się drzwi do gabinetu lady Aleksandrii… wychodzi Redcap.
L.: Pewnie ją właśnie… doradzał…
Z.: Nie wkurwiaj.

[opis baronowej Aleksandrii]
E.: Widzisz na razie gorset, nie widzisz dołu…
L.: Może zobaczysz…

Z.: Kurczę, mam tylko 6 appearance, jestem brzydki jak noc.
E.: No więc, mierzycie się takimi powłóczystymi, ociekającymi spojrzeniami…
W.: Nie będę pytał czym ociekają.

Z.: Strach pomyśleć co tu robią z tym Szczurem.
W.: Jak to co? Pieprzą się jak norki.
Z.: W. wzmaga intymny nastrój…

Z. [opisując swoje skrzydła]: One są takie konkretne…
L.: Możesz na nich latać?
Z.: No, przecież nie brałbym Flaw!

[MG opisuje idącą parę, baronową Alexandrię z sir Galadanem]
E.: Ona jest jeszcze śliczniejsza od niego…
Felix – Life isn’t fair…
Z.: Niektórzy idą na ilość… a niektórzy na jakość…

[krótki spór między Galadanem a Petem na temat metod uwodzenia.]
Galadan – Ty pewnie mówisz „ładne buty, chcesz się pieprzyć?”. A jak masz bezpośredniejszy nastrój to omijasz tę wprowadzającą gadkę o butach.
Pete – Działa? Działa.
Galadan – Mam wątpliwości, bo zachowujesz się jakby nie działało.

[gracze widzą jak baronowa rządząca freeholdem skazuje trolla na śmierć]
L.: Zaraz, to nie jest przeciwko konkordatowi?
Z.: No, trzeba by im na głowę inspekcję handlową ściągnąć.

W.: Będziesz musiał baronową też pocałować w rękę.
Z.: Nie denerwuj mnie.
W.: I Felix też.
Z.: Ta, to mnie znacząco pociesza.
Z.: Chociaż Felix, biorąc pod uwagę jego rangę, może nawet w stopę.
L. [bezgłośnie]: spierdalaj…

Z.: A L. notuje. Ale przynajmniej nie ma mojego kurwienia na tej sesji.

[Jak przetłumaczyć na angielski „Kingdom of Pacificia”]
W.: Pacyfiki.
L.: Ale to jak by było „Pacifica”, a to jest „Kindom of Pacificia”.
W.: To Pacyfikii.
L.: Pacyfajki.

Z.: Po co mają siedzieć na najbliższej sesji kiedy ja się będę spotykał z baronową? Żeby mi L. komentował…
W.: Albo, co gorsza, ja…
Z.: Tej opcji wolałem nie rozważać…

Felix – Bomby to fajne rzeczy, można je komuś dać w prezencie na przykład…
NPC [inna ładna knockerka] – Chciałbyś dostać w prezencie ode mnie bombę?
Felix – Bardzo chętnie. Oczywiście niewłączoną.
Z.: … dla mnie bomba.

Faerie w Nowym Jorku

L.: „Chuja tam glamour.” „Widzę, że zacząłeś używać heavymetalowego słownictwa, Galadanie.” „Chuja tam słownictwa”.

W rolach głównych:
Bob – Knocker, marudny specjalista od techniki: A.
Felix – kocur-Pooka, rozkoszny kłębek futra i problemów: L.
Galadan – szlachetny skrzydlaty rycerz Sidhe: Z.

Scenariusz i reżyseria – E.

Z. [do L.]: Podaj mi coś do pisania.
L.: Nie mam.
Z.: To znajdź!!
L.: Tak, panie, natychmiast! [rozgląda się szybko]
L.: [z satysfakcją] Zielona kredka!
Z.: … no tak, zleć coś Pooce.
A.: Ciesz się, że nie biała.
E.: A, tam jest biała kredka.
L.: [patrzy w kierunku piórnika] Hm, poczekaj chwilę…

E.: On jest taki jak te automaty co robili w XVIII wieku, co grały w szachy…
L.: Znaczy, takie z człowiekiem w szafie?
E.: Tak. Znaczy, nie!

Z.: Zachowuję kamienną twarz.
L.: Z kamienną twarzą trudno o odpowiednią mimikę przy podrywaniu panienek.
[Z. rzuca w L. Prince Polo]

Z. [do L.]: Podkładam palec pod twój pysk.
L: Gryz!
Galadan – Brawo… metalowa rękawica.

Z.: Bursztynowe oczy, płomieniste włosy…
L.: Długo się palą?
Z.: Zaraz ci jebnę.

Z.: Jednak Echa [Przeszłości] to fajna wada, wtedy można na przyczepiającego się policjanta użyć…. [magii]
L.: Chyba że ma jakikolwiek symbol religijny.
Z.: E tam od razu będzie miał symbol religijny.
L.: Na przykład krzyżyk…
Z.: Srutututu, wtedy go mogę mieczem zabić.

L.: Nie zadawaj takich banalnych pytań.
Z.: Bo zaraz cię zbanalizuję.
Felix – Czy to propozycja?

Felix – Widzisz, tak się rozmawia z kobietami.
Galadan – Pierdolisz…
Felix – Nie, no właśnie jak nie rozmawiasz odpowiednio to nie…

Z. [zaspany]: Muszę wam powiedzieć że opierając się o czajnik całkiem się nieźle śpi.
A.: To ma być ten, co dominuje nad konwersacją?

Galadan – To była ironia.
Felix – Faeries shouldn’t use irony.

Felix – Ładna jest?
Melwina [NPC] – No, jeżeli gustujesz w Knockersach…
L.: Hm. Ja w zasadzie gustuję we wszystkim.
Z.: Co się rusza…
L.: Też.

[Satyrka Melwina uśmiecha się zalotnie zarówno do Feliksa jak i do Galadana]
L.: Hmmm, może niewielki trójkącik?
Z.: Właśnie miałem powiedzieć „nie” zanim zdąży zaproponować…

Felix – Sam jesteś hetero.
Galadan – No, jestem.
Felix – Nie wiesz, co tracisz.
Galadan [po zlustrowaniu Feliksa wzrokiem] – Niewiele.

Z.: Konkurs z zagadkami, pierwsza nagroda – śrubokręt, druga nagroda – kosa w brzuch, trzecia nagroda – kosa w łeb.
A.: Nagroda specjalna – kosa w plecy.

L.: Bezdomny leży… i nagle… trzęsie nim… i wciela się w niego agent!
E.: Jest 98, jeszcze nie było Matrixa.
Z.: Jaki miesiąc?
E.: Marzec.
Z.: Zajebiście, niedługo premiera. Będzie można mówić „Witaj, książe Neo, przepraszam, AEon”.

Pułapka zadająca zagadki – Co za zwierzę szybko biega i wesoło skacze? By ułatwić wam zadanie, jest z domu torbaczem.
Felix – Mogę ja? Mogę? Jestem mistrzem rozwiązywania zagadek!
Felix – Wombat!

E. [opisując pułapkę]: Widzicie na podłodze płytkę naciskową, jeżeli się na nią wejdzie to pułapka się uruchamia.
L.: Nadeptuję ją.
E.: Co?
L.: Nadeptuję ją.
Felix – Chcę zagadkę!

L.: Widzicie kamienną komnatę trzy jardy na trzy jardy na trzy jardy.
Z.: A na środku galaretowaty sześcian, patrzy na was.

Żaba – Co to jest…
Felix [wtrąca się] – Po żabie pływa, kaczka się nazywa. Znaczy, po stawie.

Faerie w krainie Wielkiego Elektronika

Z.: Tralalala, koniec przygody, pedety i spać.

System: Changeling the Dreaming (2 edycja, rok 2003)

W rolach głównych:
Bob – Knocker, marudny specjalista od techniki: A.
Felix – kocur-Pooka, rozkoszny kłębek futra i problemów: L.
Galadan – szlachetny skrzydlaty rycerz Sidhe: Z.

Scenariusz i reżyseria – E.

[Z. zastanawia się nad wzięciem dla swojej postaci zalety ‚Surreal beauty’]
Z.: Co to w zasadzie jest surrealistyczne piękno?
L.: Ryba?
E.: Nie, szuflady z boku i płonąca żyrafa na głowie.

E.: Masz jakąś rodzinę?
Z.: Nieno, jestem sierotą, przygarniętym przez changelingi.
A.: Gratuluję oryginalnej koncepcji postaci.

Z.: Wezmę Realm [Scene] 2, nie „room” tylko „cottage”.
L.: Pan i władca w domu i w zagrodzie.
Z.: Będą trupy.

Z.: I mam +2 do Appearance’a, co mi daje prawie przeciętną wartość 6. [ludzie mają maksymalnie 5]
Felix [do Galadana] – Hmmmm… przystojny jesteś. Mrrrrrrr.
Z.: Aaaa!

[Knocker bada sowę]
E.: Sowa cię pochłania.
Z.: Sowa go pochłania? Rozumiem że wystają już tylko nogi?

[Dowiedzieliśmy się że mamy zlokalizować Optyka który posiada Okulary Zająca]
L.: We have located the Keymaker, erm, the Optician.

E.: Nad jego ramieniem znikąd pojawia się ten mechaniczny ptaszek.
L.: Klingon warbird decloaking!
E.: To taki mały ptaszek, wielkości kolibra.
L.: Klingon warbirdie?

E. [jako Alfred, robotyczny kapitan] – Wi-tam pań-stwa na pok-ła-dzie.
Z.: You will be ex-ter-mi-nated… przepraszam, programy mi się pojebały.

Z.: Pewnie chodzi na Linuksie, tu wszędzie pingwiny.
[chwilę wcześniej statek minął ławicę lecących pingwinów]

[jesteśmy w mieście robotów w dalekim Dreamingu]
Z.: Ciekawe co takiemu blaszanemu kotkowi robociątka przywiązują do ogona. Kawałki ludzi, dla symetrii?

Galadan – Może byś się zatroszczył o zaopatrzenie?
Felix – Po co? Mam w plecaku dużo puszek z kocim żarciem…

[sklep z normalnym jedzeniem]
E.: Mają głównie zupki w proszku.
A.: Typowe magiczne elfie jedzenie.
L.: Spytaj się czy nie mają takich zapakowanych w folię lembasów.

Z.: To ja wezmę sobie…
E.: Są butelki z winami.
Z.: Wino. Wezmę sobie wino.

[Galadan, który ma 8 Appearance w Dreamingu użył mocy Grandeur, która powoduje że jego majestat obezwładnia wszystkich dookoła.]
L.: Używanie Grandeura powoduje że faerie często się zakochują w użytkownikach tej mocy.
Z. [po doczytaniu zasad w 2 edycji]: Tylko faerie z romantycznymi legacies.
L.: W sumie fakt, moja postać się w twojej nie zakocha, będzie chciała ją tylko zaciągnąć do łóżka.
Z.: Aj…

Galadan – Drogi… jak mu było… e… drogi przyjacielu.

E.: Widzicie coś wielkiego co idzie w waszą stronę. Jest pokryty wielkimi żeliwnymi płytami. Taki gollum wielki.
Z.: Gollum?
L.: Golem?
Z.: A ma płetwy i robi mój skarbie? Ale kiedyś był hobbitem, zobacz jak się zmienił. Jak Frodo będzie długo nosił pierścień też mu wyrosną wielkie żeliwne płyty.

[w Far Dreamingu moce poszczególnych Kithów ulegają znacznemu wzmocnieniu (stąd 8 Appearance’a u Galladana)]
Z.: Poza tym przypuszczam że w Far Dreamingu Sidhe mogą nie mieć potrzeb naturalnych.
L.: Albo jak się załatwiają to na fiołkowo.

Felix – Może je kup po prostu, co to jest dla ciebie 300 000 denarów.
Galadan – Mogę wziąć na kredyt, jesteśmy w tym dobrzy.

Z.: Zapisujemy Pookę do psychiatry…
L.: Biedny psychiatra.
Z.: Właśnie chciałem to powiedzieć.

Galadan – Ha, co wy byście beze mnie, światłego przywódcy, zrobili?
Felix – Musielibyśmy nosić latarki.

Galadan – Gdzie byście byli bez nas Sidhów?
Felix – Wolni.
Galadan – Teraz też jesteście wolni, pod naszymi skrzydłami…
Felix – Hmmm… pod skrzydłami. Czy to propozycja? Mrrrr…
Galadan [patrzy się podejrzliwie]

[Felix rozmawia z różnymi okularami pytając się je, czy nie są przypadkiem poszukiwanymi przez grupę Okularami Zająca]
Jakieś okulary – Nie, my jesteśmy okulary Piotrusia Pana.
Felix – Piotruś Pan był krótkowidzem?
Okulary – No, nosił okulary zanim kupił sobie szkła kontaktowe.

E.: Ptaszek polatuje nad wami jakoś tak inaczej niż zwykle.

Z.: Będę liczył sesje, na których nie wyciągnąłem swojego morderczego miecza.