Zakosami przez plany

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Skullport, handlowe miasto w Underdarku]
Ew: Ale co, to tu są drowy i tak dalej?
K: No tak, ale nie napierdalają ludzi, bo mają restraining bolty.

Ew: To z kolendrą jest tak, że jest genetycznie uwarunkowane, czy ona smakuje mydłem czy nie?
MG: Tak.
Ew: No więc to jest dziwne, bo mi ona smakuje mydłem, ale to jest dobre mydło!

K: Przepraszam bardzo, ale zawsze jak jesteśmy w nowym miejscu to pierdolimy bez sensu przez cztery godziny i nic się nie dzieje! Jak czymś nas zaraz nie zaatakujesz, to będziemy tak ględzić do nocy!

MG: Widać sporo nietoperzy, które przenoszą tuby ze scrollami we wszystkie strony…
Ew: Gotyckie gołębie pocztowe!

MG: On się podrywa…
MW: Tak zwany podrywacz zwłok.

MG: W wozie jest klatka, a w klatce – taki mały włochaty beholder, ale na jednej szypułce ma zawiązaną różową wstążkę.
E: Aw, taki york, tylko beholder?

[Mikrobeholder wygląda na oswojonego, ciekawe czy się zaprzyjaźni z familiarem maga?]
MG: Jak postawiliście mu sowę, to on z jednego oka zap! strzela ją błyskawicą, potem telekinetycznie przyciąga i zaczyna wpierdalać.
K: Kurwa, wisisz mi sowę.
Ew: Ile taka sowa kosztuje?
K: Dziesięć golda.
Ew: To masz.
K: W rare herbsach.
Ew: Wystaw mi fakturę.

Ew: Pierwszy long rest od kiedy wsiedliśmy na te wozy. A nie, spaliśmy u Cyriaka. Boriaka!
MW: Jakbyśmy spali u Cyriaka, to byśmy nie spali raczej.
MG: Albo obudzili się pokręceni. Łokieć za uchem…

E: Jak coś, to mam taką featurę, że mogę rzucić Command bez wydawania slota.
K: „No, to teraz wujo robi laskę Henrykowi!”
Ew: Jak rany, to jest pogrzeb.
K: „To wujo pogrzebie Henrykowi.”

MW: „Zabieraj te łapy albo przestawię ci czakry”.
E: To jest tekst którego nas nauczyłeś?
MG: Oni wprawdzie nie wiedzą, co to są czakry…
MW: O, mogę któremuś zaraz pokazać.

Ew: Pytam się Stefana, gdzie jesteśmy? Znaczy nie mid coitus…!
MG: A chciałabyś coś poważniejszego, pierścionek?
Ew: Nie, co to za kraina!

[Postkoitalne rozmówki]
Ew: Wóz mamy? E, to komfortowo leżę.
MW: Komfortowo zdrętwiała.
Cz (z offu): To on raczej.
K: Znowu jesteśmy w nowym miejscu, co?

K: Ej, ale jak ten beholder strzela do małych zwierzątek, to żeby on Stefana nie przypalił, jak wyciągnie robaka! Traumę będzie miał…
MG: No, jakby Stefan miał płonącą salamandrę…
Ew: Kurde, mam nadzieję że ta jego salamandra nie jest plamista.

[Zatrzymamy sobie tego mikrobeholdera]
Ew: Jak to wydala?
MG: Podlatuje w pewnej chwili do rogu i tak chark! chark! chark!
K: …Wypada przedramię.
Ew: Nauczę go, żeby rzygał w rogu. Zwierzątko mam, trzeba je tresować. Muszę je jakoś nazwać.
K: Rzygmunt.

MG: …Bo trochę nie uchodzi, żeby cygański lowelas był prowadzony pod łokieć przez kobietę.
K: Za drąga go prowadź. Paganini dyszla.

MW: A co by było, jakbyśmy im tutaj wpierdolili?
K: Pewno byśmy dostali mandat.
Ew: Ale tu nie ma tych twarzy co się unoszą?
K: Ale są te trójki bokserskie. Oferują wpierdol tymi wielkimi mieczami. Trzy razy płazem po ryju.
Ew: Żabą?

Ew: Jaki kształt ma Sigil w końcu?
MW: Pączka.
K: Wyobraź sobie Dunkin’ Donuts; jesteś dżemem.

Reklamy

„Na skróty”

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Podczas ostatniego spotkania z powracającym badguyem postać K. została skokonowana i K. trochę narzeka]
E: Dobrze, następnym razem cię zostawimy w kokonie.
MW: A na razie mogę coś wysnuć z dupy i cię tym owinąć, chcesz?
MG: A czy to się rozpada od słońca?
MW: W końcu.

MW: Oddalę się, zanim koleś zacznie nam prezentować swoją kolekcję chorób wenerycznych.
K: Baza wirusów została zaktualizowana.

K: Radykalne ogrodnictwo, hop hop hop! Kto nawozi fosforem, ten jest chyba potworem, kto nawozi potasem…

MG: To faktycznie są takie odgłosy myśliwskiego nawoływania, ale nie ssaków.
Ew: To co, robale?
MG: Albo gady.
Ew: Jaszczury, jaszczury!
MG: A w lesie faktycznie jakby coś się rusza.
Ew: Tyranozaury, biegną zdeptać nasze wozy!

K: Żeby było jasne, podpalonemu, oślepionemu wilkowi zapakowałaś miecz do dupy…?
Ew: Scimitar!
K: Liga Ochrony Przyrody drze twoją legitymację właśnie.

[MG liczy hitpointy potwora]
MG: Moment, chwila matematyki.
Ew: Właśnie miałam pytać jak się ma. [śpiewa] Jak się masz, jaszczurze, jak się masz…

MG: Nie, żyje bardzo prosto, garnki ma proste…
MW: To mu się wylewa, musiałyby być wklęsłe…
Ew: To talerze są!

MG: Co macie do oclenia na osiem procent, a co na dwadzieścia dwa?
B (z offu): Dwadzieścia trzy!
MG: Nie, dwadzieścia dwa, Skullport nie jest złodziejskie.

Znów na powierzchni

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Wróciliśmy ze zwiadu, przyprowadziliśmy kilkudziesięciu uchodźców]
MG: Książę pan wyjdzie na balkon, popatrzy na tą całą czeredę…
MW: …I każe ich wybatożyć.

K: Przydałoby nam się coś do scryowania, bo zawsze mamy z tym problem.
Ew: Endoskop!
E: Żeby nie wysyłać sowy wszędzie.
Ew: Znaczy się potrzebujemy nie sowy, tylko żurawia!

MG: Dwa dni później napotykacie na szlaku martwe ciało.
Ew: Szlag go trafił.

MG: Zauważyłaś tak naprawdę podkute pięty.
MW: Buty w sensie.
Ew: Boso ale w podkowach.

Ew: Jeśli koń się zesrał zanim w niego walnął piorun, to mamy pieczone jabłka.

Plan…?

Ew: O, a wiesz, jak się nazywa pająk topik, jak schodzi z tematu? Pająk offtopik!

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

C [z offu, zdalnie]: Dobra, to ja mutuję, grajcie sobie.
MW: Zmutuj w coś przydatnego. Albo przynajmniej zabawnego.

[Schody wytarte od chodzenia]
MW: A jak one są wytarte? Bo jak masz schody w zamku, to one są w taki charakterystyczny sposób wytarte. A jakby chodziły po nich istoty mniejsze niż medium, to wytarte byłoby mniejsze.
MG: Wygląda jakby chodziły tu istoty większe niż medium, a także takie, które
nie używają nóg jako, hehe, medium transportu.

Ew: Pochylę się i powącham te schody.
MG: Czuć jakby dołem do zasypywania trupów.
Ew: Padliną jakby?
MG: Nie nie – wapnem.
MW: Hahaa, to znaczy że to – bardzo stary potwór!

MG: Na suficie jaskini, między stalaktytami, widzisz takie białe obiekty.
Ew: Łupież.

E: Czy ten mój Bardic Inspiration będzie działał, jak oni będą gdzieś tam się bić, a ja zostanę w drzwiach?
MW: On pewno ma zasięg.
E: No, głosu chyba?
MW: Jeśli tak, to dopóki słyszymy, dopóty będą hitpointy.
Ew: W jaskini będzie się nieźle niosło. Echo! Echo, echo…!
MW: Hitpoint! Hitpoint, hitpoint…!

Dziura pełna ciemności

[Recap]
K: Byłeś gwiazdozbiorem dupy!

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

Ew: Tu jest jakiś żart do zrobienia, że podpłomyk, i podmrok [Underdark], ale jakoś go nie mogę. Wyobraźcie sobie, że tu jest żart i że jest śmieszny.

MG: Jak dusza wychodzi z ciała, jej ciało astralne jest połączone z fizycznym ciałem trzema nićmi – złotą, srebrną i brązową.
K: Zgadnijcie, gdzie są przyczepione.

MG: Na dnie krateru leży wieża oblężnicza.
MW: Skąd ona się tu wzięła?
MG: Nocowali w niej, ale się nie zainteresowali nigdy.
Ew: Leży wieża to leży, na chuj drążyć temat.

K: Living la vida locha.

MG: Z komnaty jest dwoje wyjść. Jedno wyjście…
K: …Jest samicą.
MW: A ja się powstrzymałem! [pauza, cisza] Dobra, dajcie mu prowadzić bo eksploduje, stąd to słyszę.

[Blokada tunelu, za nią plac budowy]

MW: Rozumiem zaprawę, ale czemu chcesz im podsypkę kraść?
K: To dość chodliwy towar. Pójdziemy do jakiejś okolicznej wioski, spytamy czyby nie chcieli drogi poza budżetem, a jak się zgodzą to im wybudujemy.
MW: I jak mówisz my, to masz na myśli że ja będę zapierdalał, a ty odcinał kupony? Ten plan ma zasadniczą wadę.
K: Tak, nie mamy walca.

Ew: Flaming Sphere. Przyszła i zaczęła się wykłócać z nami.

Ew: Jeśli ona ma macki, to może to nie jest matka, tylko macocha?

MG: Pułapka, jeśli ją odpalić, wypełni pomieszczenie trującym gazem.
Ew: OK, potrzebuję żebyście wzięli wszyscy głęboki oddech dla mnie.
MW: A co, potrzebujesz kilku?
Ew: Ale jesteś śmieszny. Myślę że udusisz się pierwszy.

[Niezdany Wisdom save w magicznej bibliotece]
MG: Wchodzisz do pomieszczenia, wyciągasz książkę z półki, zaczynasz czytać.
E: Słowo pisane. Moje ulubione.

K: Madislaku, nie wchodź tam.
MW: Po co miałbym? Tam są książki.

K: No była taka sytuacja, że trzeba was było wyciągnąć, trzy tygodnie żeście tu siedziały…
MW: Kurwa, K., znowu zjebaliśmy. Znowu była okazja, żeby sobie najpierw przyprawić brody, a potem je wyciągać.
K: No.

K: Kurna, nigdy nie sądziłem, że rozjebanie biblioteki sprawi mi tyle radości. Nie tak mnie mama wychowała…
Ew: Dobrze, że nie trafiłeś Fireboltem w te książki, byłoby słabo.
K: Ale jeszcze mogę! -ptew, ptew ptew-

E: Cele do przetrzymywania – czego?
MG: Istot żywych.
Ew: Mitochondriów. Które są a powerhouse of the cell.

Ew: Nie będę brać halabardy, po chuj mi halabarda!
K: Dobrze, ja ją będę nosił.
Ew: Tak, ze swoim -1 do Siły.
K: Ale może da mi +6 do Inta. Dopóki nie wezmę i nie spróbuję, nie będę wiedzieć, nie?
Ew: Halabarda najlepsza dla barda.
K: Halabardic inspiration.
MW: Halabardic knowledge.

Alicja w Krainie Grzybów

Ew: A, bo ja myślałam że to było gdzie indziej.
MG: Nie, trafiliście na taką boczną aleję.
Ew: Aleję grzybów?
MG: To jest wręcz kraina grzybów.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Zmaltretowaliśmy grzyby i teraz musimy się gęsto tłumaczyć]
K: Ten grzybek zaraz wstanie, on tylko odpoczywa!

[Okazuje się, że grzyby miały właściciela, któremu nie pasuje, że sobie kilka wzięliśmy]
MG: Hsss… Za kradzież trzeba zapłacić… Hsss… Fiolka krwi od każdego złodzieja…
K: Mogę zamiast tego zaproponować sto dwadzieścia fiolek krwi kozy.

K: Może zrobimy tutaj taką tabliczkę: „nie zbierać grzybów pod karą syczenia”. Ręka z grzybem przekreślona w czerwonym kółku…

E: No ale i tak będziemy musieli się tam [do dziury pełnej pajęczyn] spuścić.
K: Myślisz, że nasza wydzielina rozpuści te pajęczyny?
[heheszki]
E: No co ja ci poradzę? To samo tak wychodzi!
MG: A zazwyczaj w nocy!

[Wtem! Walka z metalowym bykiem]
K: [zadając mu ostateczny cios] Ihaaa! Matador i kutador!
MG: To ty naraz?

[Zgubiliśmy Madislaka i wypytujemy lokalesów]
K: Halo mieszkańcy, widzieliście tutaj Madislaka? Taki koleś bez kija, ale normalnie w sandałach…
E: Taki łysy z warkoczem!

Złowrogie stado

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Bezludne wzgórza, na nich studnia]

MG: Wiecie, że istnieją malutkie żyjątka, które powodują choroby, magowie stwierdzili to dawno temu. Gotowanie wody pomaga na to.
E: No to możemy pić tą wodę w postaci herbaty.
MW: Zaraz nastawię zupę, mam też skrobaczkę do pięt, przy pomocy której nageneruję zaraz wkład do tej zupy.
K: Parmezan.

[W nocy obóz nawiedziło stado kóz. Miedzy kozami czaili się wrogowie.]
MG: I nagle strzela w ciebie wiele kusz.
E: Kóz?
MG: Kusz.
E: Oj. To gorzej.

MG: Madislak trafia go kijem, jego głowa pęka jak dojrzały melon, gość wiesza się na tobie, próbując jeszcze dopchnąć ten sztylet, wieszacie się oboje na tym ostatnim…
K: …do którego doskakuję i odcinam mu ręce.
MG: Obydwaj się wywracają, jeden sika krwią z odciętej ręki, drugi przygniata postać E., mózg mu wycieka…
MW: Zupełnie bez związku, odświeżyłem ostatnio Staplerfahrera Klausa

[Medical coma metodami polowymi]

E: To się letarg nazywa.
MW: No dobra, przygotowuję ziółka, wcieram jej w dziąsło czy gdzie tam, i biegniemy dalej. Przynajmniej przestało ją telepać.
MG: Telepie ją dalej, ale w zwolnionym tempie.

[Odsiecz]

K: Daję im znak światłem. Wystrzeliwuję zieloną racę.
MW: Czerwoną powinieneś.
K: No tak, tak, czerwoną, bo od zielonej jeszcze mi się zatrzymają do kontroli granicznej.

MG: Stworzenie się miota, ryczy, w końcu atakuje K., bo to jedyny sensowny cel w zasięgu.
K: Nie pochwalam, ale akceptuję.