Buce w kłopotach

K: Jest [w tym mieście] ktoś kto maguje, nie?
Ew: Ty.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

K: Do atramentu wsypię zmiażdżony klejnot, no nie wiem kurwa, coś takiego co się robi żeby mieć atrament za 50 gp na lewel czaru.
MW: To wiesz co, poczekaj…
K: …Kupisz w sklepie, sprzedasz mi za 50 gp i zostanie w drużynie jeszcze, po co dawać zarobić obcemu?
Ew: Kupisz atrament i zmiażdżysz mu klejnot?

MG: Rzućcie na percepcję.
Ew: Jeden.
MG: Zasłuchałaś się w jej balladę.
E: Sześć.
K: Emitujesz balladę.

[Madislak siedzi po starciu z bucami z przejezdnej karawany handlowej, NPC wyjaśnia mu, czemu lepiej będzie jeśli sprawę załatwić lokalnie]

MG: Konstabl jest powołany ze stolicy, jest młodszym synem rodu mocno powiązanego z handlem.
MW: Aha. A nie, jestem za tępy na to. A co to ma do rzeczy?
Ew: Jak ty przeżyłeś na tym dworze?!
MW: Na polowania jeździłem!
K: Był na dworze.
MG: Wiesz, on miał do wojska iść…
MW: Nie, zaraz ci powiem – miałem zostać takim tym, misjonarzem, szerzyć wiarę w Tyra…
Ew: Miałeś tyrać w polu!

MG: …Porzucone, wybite, połamane szable i tarcze…
MW: Myślałem że zęby.
Ew i E chórem: Ja też!

[Przygnieciona martwym koniem paladynka]
MG [jako NPC]: Jak widzicie, moja sytuacja…
Ew: …Przytłacza cię?

K: Uważajcie, zatrutymi bełtami go ubili.
Ew: Kurde, musiała być niezła dawka.
MW: Końska!

E: Napiszę balladę „Ciemność miała kły”.
MW: No ja wiem, to jest coś co robisz…
MG: Dworskie diskopolo.
Ew: „Straciłaś konia, bo co? Bo sama tego chciałaś…”

MG [jako potwór]: „Ciebie zostawiam sobie na koniec, bracie.” Po elfiemu mówi.
K: „Jebie ci z pyska jak psu z dupy”, odpowiadam.
Ew: Rozumiem całą tą znakomitą wymianę zdań!
E: Mało jesteś wyrafinowanym magiem.
K: Mam to zapisane na karcie, o tu!

Reklamy

Za pisemnym pokwitowaniem

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

MG: One działają dziwnie: najpierw łapią mackami, a potem próbują wbić się dziobem.
Ew: Nie wiem co w tym dziwnego, tak samo bym robiła.
MW: No, jakbyś miała tylko macki i dziób…

K: To ja wykonam teraz cantrip…
Ew: Tak przy ludziach?
K: …I to jest cantrip przy użyciu mojego miecza, green blade cośtam. [Turl] Cztery na kości, nie trafiam. Taki fajny cantrip, mieczem – i gówno.
Ew: Gra wyobraźni.

[Dłuższą chwilę wertowania opisów czarów później]
K: Dobra, kurwa, rzucę 2d8 i zobaczymy co będzie.

MW: Mój robak płonie? Zdzielę go kijem w łeb.
Ew: Bij robaka póki gorący!

E: Sprawdzę ile Tasha zadaje.
Ew: Hohoho, jesteś połową ośmiornicy, i to nawet nie tą lepszą. Srasz tą samą dziurą co jesz.

K: Ile masz siły, dziewięć?
MW: Twoja stara. Trzynaście.
K: Kurde, najwięcej w drużynie chyba. Wszyscy inni wzięli dziewięć.
MW: Dziewięćsił!

K: Słabo się rymuje.
MW: A musi?
K: Tzw brązowy wiersz.

[Roper mie zjadł, ale przeżyłem]
MG: Wyłazisz, ale coś ci w nim pobłyskuje.
MW: To wracam do środka.
Ew: Pojebało cię? Komórkę zostawiłeś?

MW: Jeszcze go kopnę na do widzenia.
Ew: Czy to było bardzo zen?
MW: Nie jestem zaawansowany na drodze do oświecenia.
Ew: A jak idziesz przez miasto, to czy zamiatasz przed sobą żyjątka miotłą?
MW: Jak już mówiłem, nie jestem zaawansowany na drodze do oświecenia.
K: Z kopa je przesuwa.

Ulało nam się

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

MG: Czy wszyscy mają kostki?
MW: Ja nie mam. Ona nie wzięła karty, a ja kostek.
B [z offu]: Razem tworzycie jednego kompletnego gracza?
Ew: Kompletnego tak, ale kompetentnego…?
MW: Huknę ci zaraz.
Ew: A ręce wziąłeś?

MG: Ktoś liczy uszy?
E: Ja liczę! To dla mnie ważne bardzo!
K: Mam je w arkuszu.
Ew: Ark-uszu! Wręcz Ork-uszu! Orkusz kalkulacyjny!
K: Dwanaście i dwadzieścia dwa.
Ew: Jesteśmy objuszeni.

[Natrafiliśmy na parę orkowych sex slaves]
K: Jak obiecasz im, że weźmiesz ich na pokład i zawieziesz do nowego świata w zamian za usługi seksualne, to ja po trzech tygodniach poinformuję ich że jednak są na pokładzie promu Wolin – Świnoujście – Wolin.

MG: Krata jest zardzewiała, wygląda na dawno nieużywaną.
Ew: Szarpnę ją trochę.
MG: Posypie się troche rdzy z góry.
Ew: Dostaję tężca i umieram.

K: To możesz ziać…
Ew: Dobrze, dobrze.
MW: …Smegmą.
Ew: Niedobrze!
K: Mastkodont.

Quest, model standardowy

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Burmistrz zlecił nam wybicie okolicznych orków-rajderów, idziemy przez przedquestową czeklistę]

K: Chciałem żeby mi odczyścili rapier, czy mój rapier został obsłużony?
MW: Jest tu jedna pani co obsługuje rapiery, ale dziś ją boli głowa.

[Madislak wymachuje dwumetrową dębową pałą i kopie jak wściekły]
K: To był bonus action, ki action, normal action?
MW: Tak.
Ew: Kij action?

[Quest płaci od orkowych uszu]
MG: Orki mają pokaźne bagaże, takie po czterdzieści kilo.
E: Mają uchwyty?
K: Te orki?
MW: Właśnie im urżnęliśmy.

E: Tak! Trzeba zabezpieczyć uszy, z tego będą pieniądze na moją lutnię! To jest mój fundusz młodych talentów.
Ew: Fund-USZ!

[W orkowych jaskiniach nie ma światła, bo orki widzą po ciemku…]
K: To ja sobie przypomnę, z grubsza, gdzie na tym obszarze nie było naszych…
Ew: Przecież ty widzisz.
K: Ach, o rany, faktycznie, to _zobaczę_ gdzie nie ma naszych, i tam kastuję
Flaming Sphere.
Ew: Kurna, jakbyś kastował na ślepo, to mielibyśmy rozmowę.

[…w odróżnieniu od ludzi.]
MG: Epileptyk tańczy.
Ew: Dobra, to ja omijam Madislaka i jego znakomite kung-fu…

MG: …I widzicie orki, które rąbią linowy most.
K: Orki z Minorki.
Ew: Za każdym jebanym razem. O rany – Orka Gdynia!
wszyscy chórem: Kurwa świnia!

MG: Obraca się w twoją stronę.
Ew: Wykonuję w jego stronę obraźliwy gest.
K: Nie uderzysz chyba tieflinga w okularach?

Koniec nieskończonej sawanny

Ew: Perineum, po polsku Międzyzdroje.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

E: Gotowanie? Jaki to jest skill?
MW: Proficiency w cooking tools.
E: A potrafisz zjeść homara?
MW: Nie, bo to jest proficiency w widelcu. Potrafię go przyrządzić, ale nie potrafię kulturalnie zjeść.
E: Nie mogłoby to jakoś być w jednym kawałku?
MW: Nieno, żartuję. To mój deadpan delivery. W którym też mam proficiency, bo to pan, patelnia znaczy się.

[W DND elfy nie śpią, medytują tylko przez cztery godziny co noc]
MG: …a sen elfa jest taki dziwny dość, siedzi, wodzi za tobą wzrokiem…
MW: Kripi.
E: E, mój ojciec jest elfem, wiem jak wygląda elfi trans.
MW: A, no to spoko.
MG: No, nie próbujesz nawiązywać konwersacji, nie pstrykasz palcami pod nosem…
K: „E, śpij! Miałeś spać!”

[Napotkaliśmy przyjazne plemię lwocentaurów]

MG: Jakoś w połowie tej historii orientujesz się, że głównymi złymi tej historii są trzy kotołaki.
MW: Skup się raczej na tym, że to kutafony były, pół człowiek, pół chuj.
E: Mieliśmy taką definicję chujołaka, koleś który przy pełni zmienia się w polityka.

[Na sawannie są ruiny miasta, na które ewidentnie nadepnął ktoś gigantyczny]
MW: Czekaj, ale ta dziura [gigantyczny odcisk stopy] jest świeża? Czy tak samo stara i zrujnowana jak to miasto?
MG: Rzuć sobie na surwiwal. [Jeden turl później] Nie jest tak stara, jest świeższa, z rok może ma?
Ew: Roczna dziura.

[W ruinach znaleźliśmy zwłoki. Księga maga była zwłokom już niepotrzebna…]
MG: Księga jest zapisana starą wersją draconica.
K: Trzeba się skupić i mocno wczytać, żeby Explosive Runes jebły.
MW: Ye Olde Boom.

[…Podobnie jak pas z komponentami.]
MW: Złoty drut? Diamentowy pył? To brzmi jak audiofilskie komponenty do czarów. Rzucasz Message, zużywasz złoty drut, działa tak samo dobrze jakbyś zużywał miedziany.
K: Tylko drogie w chuj.
MG: Ale masz wrażenie że działa lepiej, bo wyraźniej słychać.
K: Mięsiste treble.
Ew: Lekarz zdiagnozował mi mięsistego trebla.

K: Na złotym drucie rogowacieje ci skóra, jak wciągasz diamentowy pył.
MW: Odciski na złotym drucie.
Ew: Nie rozumiem o czym mówicie, a to nadal jest ohydne w jakiś sposób.

K [czyta]: Kloaka of Protection
Ew: Obrzygam cię zaraz. Wypluwa kloakę a potem się nią owija?
MW: Tak, jak ta, rozgwiazda. Wypluwa żołądek, owija nim to co chce zjeść, a potem wciąga już wstępnie przeżute.
Ew: Fakt że mam pół twojego DNA jest problemem teraz dla mnie.

K: …I być może jakiś mały mosiężny garnuszek.
MW: Akurat w gary jesteśmy zaopatrzeni.
Ew: Gary losu.
MW: Musisz mieć mosiężny?
K: Tak, kurwa, bo familiar mi wyekspirował…
Ew: …I musisz sobie ugotować nowego?

Szczekanie we mgle

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Drzewo na samotnej równinie]
K: Wiecie co, moja sowa [familiar] zauważyła, że ten baobab trochę się rusza.
MG: No i faktycznie, jak żeście zwrócili uwagę, to jakby się przemieszczał.
Ew: Ruchomy baobab? Omijamy szerokim łukiem.
E: Skąd wiesz, może to pomocny baobab?
MW: Wiesz co, w ciągu ostatniego tygodnia nie spotkaliśmy niczego pomocnego. Osobiście jestem biased.
Ew: Baobiased.

[Podpalony gnoll]

MG: Wrzeszczy jak dowolna podpalona istota.
Ew: Zapaliły mu się gazy w dupie. Wydaje takie odgłosy jak bekon jak go przycisnąć szpatułką.

K: Czy ktoś ma pojęcie, jaki tu jest najgroźniejszy drapieżnik na tej równinie?
E: Baobab.

E: To ja go wyszydzę, Vicious Mockery! Powiem mu że jest kozą, a jego matka była gorszą kozą!
Ew: To jest pierwszolewelowy Vicious Mockery.

MW: Czy oni tu mają garnek?
Ew: A po co ci, chcesz włosy obciąć?

[Pierwszy solidny posiłek od dawna]

Ew: A ty nie powinieneś być wegetarianinem?
MW: Totalnie jestem wegetarianinem.
Ew: Wyjem ci mięso z tego gulaszu. Znaczy nie bez pytania!
K: „Będziesz jadł to krzesło?”

MG: Przez całą noc słychać pohukujące gnolle…
Ew: Silent night, gnolly night.
MG: …Mgła się podnosi, baobab powoli wędruje po równinie…
Ew: O co chodzi temu baobabu?
MW: Idzie gdzieś, daj mu spokój.
E: Może zbadamy zagadkę tego baobabu?
Ew: Zbaobadamy.

MG [do K]: Wódz gnolli goni cię zajadle…
Ew: On jest psem, a ty listonoszem!

E: To ja tam podbiegnę do Vladislaka i będę dźgać.
MW: To chwilę ci zajmie, bo brat jest w mieście rodzinnym…
E: Powiedziałam Madislak!
MW: Na pewno?
K: Kurrrrrwa, walczyć tam!!

Gnoll party crashers

MG: Wywracają mu się oczy i wpada do wody.
MW: Żegnam.
Ew. Rzek-nam. Bo jesteśmy w rzece, nie?

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

K: Podoba mi się że jak opowiada to czasami mu się wymyka spod kontroli: „miejsce jest miłym przystankiem na drodze”, ale „należeliśmy do dworu”…
MW: Skąd wiesz czy mu się wymyka, może miasto nadal jest, a my już stanowczo należeliśmy…

[W lokalnej populacji często występuje likantropia – ale niecodzienna, kotołactwo.]

E: A czy w D&D panuje się nad tą likantropią?
MG: Panuje się, ale od czasu do czasu odczuwa się niepowstrzymane żądze.
Ew: Tuńczyka.
K: Saneczkowania dupą po trotuarze.
Ew: Zrzucania kubka ze stołu.
K: I znowu, i znów.

E: To jak się do ciebie zwracać?
MW: Po imieniu, Madislak. Nie trzymam się mocno formalności, w odróżnieniu od mojego brata. Który, nawiasem mówiąc, ma na imię Vladislak.
Ew: Czy twój tatuś ma na imię Dadislak?

MG: Ona łączy ballady heroiczne z hiphopem, to jest zbroja z kapturem, jo.
MW: I hełm tyłem do przodu.

[Gnoll party crashers! Bardka rzuca Sleep]
MG: Zobaczymy ile gnolli otrzyma dar…
MW: …przedwczesnego snu.
Ew: Nargnolepsja.

K: Tworzę dzban. Będę się chował w dzbanie.
MW: Jak rzucał to kucał.
K: Jak rzucał to nie kucał, na czas rzucania się wychylam.

MG [jako NPC]: „Nie ich, moje dzieci, co do nich mam inne plany.”
Ew: Jeśli te gnolle to są jej dzieci, to znaczy że to jest po prostu suka.

MW: W czasie twojej rozmowy telefonicznej doszliśmy do wniosku, że mamy obstawione wszystkie ważne języki.
Ew: Znamy Infernal, Common, Shou…
K: …Primordial, Draconic, elfi…
MW: …Undercommon…
MG: Kto mówi po krasnoludzku?
MW: To nas kurwa zagiął.

[Wóz-więźniarka, dostosowany do robienia pod siebie]

MG: Zapach jest, no, taki jak gnolli.
Ew: Czuć gnollowicą?