Prawie TPK

K: Ja mam tu języki [czytając z karty] – starocerkiewnofrancuski i ten drugi.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

Ew: Czemu tak na mnie patrzysz?
MW: Widzę że jesteś w dobrym humorze, i czuję że zaraz będę jego celem.
K: Nazwijmy sprawy po imieniu…
MG: …Ofiarą.

[Film z latania samolotem]
K: A to jest Radom, uczęszczany wtedy tylko przez nas. Chuj tam zimuje. Znaczy nie, tam chuj mieszka cały rok.

MG: Znaleźliście pozostałości po kilku roślinożercach.
Ew: Znaczy klocki?
MG: Tak.
Ew: Znaczy to co konie tam, jabłka? Czy placki, że tak kulinarnie zapytam?

Ew: Czy ty nie masz ptaszora, przepraszam że tak pytam?
K: Mam, wywalić?

[Wspinaczka]
K: To ja wykorzystuję moją umiejętność Survival, żeby z kawałka liny zrobić taką uprząż, żeby w razie jakbym spadał…
MW: …To żeby cię przecięło w połowie?

MG: E., rzuć sobie Perception.
K: Widzisz że jesteście w dupie.

[Meduza!]
MG: Straszne cięcie rozcina jej szaty, ukazując apetyczne bardzo…
MW: I so don’t care right now.
Ew: Naprawdę? Nie ma przerażonego bonera?

Ew: A on zazwyczaj ma spiczaste uszy?
MW: No ma, to halfling.
Ew: Myślałam że to hobbit.
K: Nie, hobbity są zastrzeżone.
MW: Nie jest portly i nie lubi zjeść, tylko jest chudy jak szczapa i kradnie. Coś jak ja, tylko niższy.

Reklamy

The troll(ey) problem

Ew: Masz czyste smite’y na każdą okazję.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

[Recap]
MW: …I wróciłem pełen poczucia dobrze spełnionego obowiązku, które mi minęło jak sobie przypomniałem co to jest rakshasa.
MG: Czemu?
MW: Bo to diabeł devil demon, i mógł łgać jak pies, a ja jestem matołem i nie mam Insight [umiejętności wykrywania kłamstw], następnym razem idę z paladynką.
Ew: Dzień dobry, to ja – the truth police.

K: Nadciągam okrakiem na dwóch mułach.
MG: A nie masz już tylko jednego?
K: Myślę że odkupiłem muła.
MW: Jesteś odkupicielem mułów?

MG: … I główny problem jest taki że ten robal tu składa jaja.
Ew: No tak.
E: Tak.
Ew: Trzeba mu będzie podwiązać jajowód…?
K: No to macie już wprawę.
Ew: Tak, to nie nasze pierwsze robaleo.

MG: …Ty znasz trasę, przekradałeś się tędy nie raz – no, dwa razy, w tę i z powrotem.

[Inwestygacji mięs ciąg dalszy – konfrontacja z gigantyczną polędwicą]
K: Dobra, idę obejrzeć co to jest za diplodok. Jestem wykształcony, na wydziale niejednego takiego diplodoka jedliśmy.

[Opisuję ohydne źródło mięsa – zdeformowanego trolla trzymanego w piwnicy – na tyle plastycznie, że gracze rzucają fortitude save]
MG: Ty rzygasz, ty utrzymałaś, a ty to w ogóle – żaden kłopot. Może jakby pentametrem jambicznym pojechał…
MW: Mogę i pentametr jambiczny!
Ew: Trzymaj swój pentametr tam, gdzie go zazwyczaj trzymasz.

[Może by trolla otruć? Ale skąd by tu truciznę?]
K: Ty znajdujesz jakieś jagódki, ja jakiegoś węża, let our powers combine…
Ew: …Kapitan Trucizna?
K: Heart! Liver! Kidneys! Collapse.

[W zemście za przysrywy po wcześniejszej niezbyt udanej akcji obudziłem się o piątej rano i zgoliłem Kentowi brwi.]
MG: On teraz naprawdę dziwnie wygląda – bo wiesz, halflingi mają takie krzaczaste brwi…
Ew: Takie breżniewy?
K: Take my brew away.

K: …Ale jak już i tak będziemy do stwora wchodzić, to jak on jest związany i na haku to możemy mu truciznę wlać do ryja, i ave maria.

[„Proszę się nie nadwerężać, bo szwy się rozejdą i będzie blizna”]
E: Blizna jest pożądana.
MW: No, well, jakbyś bliznę jeszcze w walce odniosła.
E: Nie powiesz mi, że to się często trafia – blizna po zatruciu pokarmowym.

[Monster of the week w stercie do produkcji węgla drzewnego]
MW: Stoję i tak w zamyśleniu patrzę na stertę.
K: Myślisz, że coś się zalęgło w stercie i jak rozgarnąć, to się rzuca?
MW: Nie, myślę że nigdy w życiu nie skalałem się fizyczną pracą i nie zamierzam teraz zaczynać.
Ew: Aha, jasne. Bierz łopatę i nie rezonuj.
MW: Super, biorę łopatę. To wy rozgarniajcie stertę, ja poczekam aż ostygnie, a potem ewentualnie rozważę załadowanie na wóz.
K: No dobra, to bierzcie widły i naprzód. No co, nie będzie półmetrowy koleś przecież widłował!
Ew: No kurwa!
K: Kobiety na traktory.
Ew: Wy to jesteście chuje. Nawet więcej powiem: jak was zebrać obu do kupy i podzielić na dwa, to wyjdą dwa normalne chuje.

Ew: Ile ci dać HP?
MW: Dwa mi starczą, wypiję sobie trutkę.
Ew: Trutkę?
MW: Trutkę. Jak mnie podniesiesz, to specjalnie se wypiję trutkę na szczury, żeby znów paść.
Ew: Powstałeś? Padnij. Depowerade.

Afera mięsna

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Kent w delegacji.

Prowadzi: J.

[Recap]
MW: …I oni to mięso marynują w czymś żrącym bardzo…
Ew: W Domestosie.
E: I wyście w końcu znaleźli gdzie oni to marynują?
MW: Tak, w karczmie marynują.
Ew: Dostaliśmy przepis na marynatę, jakbyśmy sobie chcieli kibel wyczyścić.

MG: …Wypiłaś browar z wkładką, jeden, drugi…
Ew: Zaraz, z jaką wkładką?
MW: Z ubootem.
Ew: A, bo już wizualizowałam kotleta w moim piwie.

MG: Ty się trzymasz lepiej, bo…
Ew: Bo jestem kowalem.
MG: Tak, a do tego jesteś bohaterem ludowym. Bohater ludowy musi umieć pić.

[Włamanie do podejrzanej piwnicy z samobieżną chabaniną]
MW: Wyciągam z mojego podręcznego bandoletu maluteńką olejareczkę…
Ew: Przepraszam – masz bandolety na pierdolety?

MW: Czy w okolicy tej klapy wisi jakiś oczywisty sprzęt BHP? Gruby fartuch, cattle prod, gaśnica, krucyfiks?
MG: Tylko takie wielkie tasaki do dzielenia mięsa.
J (z offu): Bezpieczeństwo i Higiena Patroszenia?

[Zawiesiliśmy inwestygację mięs, wyruszyliśmy w teren, napotkać monster of the week]
MG: Coś sunie po kamieniach, taki szeleszczący odgłos.
MW: Gigantyczny wąż.
Ew: W gigantycznej kieszeni.

MW: Rozstawiam antenę i idę spać.
Ew: Z anteną na wierzchu? Budzisz się i coś ci mamla antenę?

[Potwór z dodatkowym atakiem od gorąca]
MG: Twoje piękne elfie włosy zaskwierczały od gorąca…
Ew: Półelfie.
MG: Włosy ma po tatusiu.
MW: Po mamusi akurat.
Ew: Twoja matka była labradorem?

[A co, jeśli ktoś nam zemrze? Za parę poziomów paladynka będzie wskrzeszać mocą rozsądku]
Ew: „Wszyscy na tobie polegaliśmy! Jak mogłeś teraz umrzeć!” I guilt trip do świata żywych!

Przypinaj odznakę i w drogę

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Kent w delegacji.

Prowadzi: J.

[Rozważamy wzmocnienie pancerzy – może kolczuga z mithrylu?]
MW: Mitrylowa żonobijka.
Ew: Ależ to musi obcierać suty!
MW: Zakłada się pod to włosiennicę i jest spoko.

[A może, jako że jesteśmy przy pieniądzu, emerytura…?]
MW: Jeszcze jest taka kwestia nadchodzącego inevitable doom.
Ew: A tak. To.
MW: Ty to wiesz, nie doczekasz, ale ja jakbym poszedł na emeryturę teraz, to jeszcze to zobaczę.
Ew: Wow. Ale przyjemny jesteś.
MW: No co? Człowiek.
MG: Your lifespan is a joke!

MW: Nigdy nie wiadomo czy będzie okazja żeby poprawić, więc daję z siebie wszystko pierwszym strzałem.
Ew: Czy to twoja strategia na dziewczęta?
MW: Tak.
[A potem była runda potwora i Apoikilea się złożył]
Ew: Raz jebnął i padł. Czy to także jest twoja strategia na dziewczęta?

MG: Leży takie wielkie, przebite, powietrze z niego schodzi…
Ew: Jak z przebitej piłki? Fuj. Ciekawe co ma w środku. Nie chcę wiedzieć.

MW: Dobra, co to jest i czy można z truchła pozyskać coś przydatnego?
[jeden rzut na Arcana później]
MG: To jest beholder. Można z niego uzyskać oczy i kły.
Ew: Czy w jego oczach mieszka piękno?
MW: No to zakładam rękawice po pachy i przystępuję do demontażu truchła na komponenty. Potem je schowam do Bag of Holding. [Do E., która nosi BoH] Cieszysz się? [pauza, brak odpowiedzi] Dobra, to cichcem schowam, będzie mieć niespodziankę.

MW: Przepraszam, ale czy z braku Kenta jestem jedyny, który się wyznaje na Arcana?
E: Tak.
Ew: Tak. Nie żeby mnie to napawało otuchą, ale tak.

[Wypowiedź o „zarządzaniu oczekiwaniami” spotkała się z niezrozumieniem]
MW: …To ja upraszczam ze dwa oczka.
Ew: Tak, poproszę, bo ja napierdalam młotkiem w rzeczy for a living, a ona jest półorczycą.
E: Ej! Ja jestem prosty wojownik, moja rasa nie ma tu nic do rzeczy.
Ew: A to przepraszam.
MW: Wow. Human privilege.

MG: Serwują tu lokalne piwo z wkładką wzmacniającą, ten lokalny specjał faktycznie zrywa buty.
Ew: Rosną nam od niego włosy na piersiach pierwsze, całej trójce?

MW: Czy stwory mają jakieś oznaki cywilizacji na sobie?
Ew: Znaczy co, tablice rejestracyjne?

[Wymaksowany rzut na obrażenia, najwyższe wyniki na wszystkich użytych kościach]
MG: Straszliwe cięcie rozpłatuje istotę, odpada mu płyta pancerza, posoka bluzga wszędzie, stwór zaczyna się cofać…
Ew: Zaczynam cię szanować jako mężczyznę.

[W starciu z hipnotyzującymi potworami Velda WRESZCIE zdaje save]
MG: Widzisz przed sobą wielkiego stwora, który cię tak w zamyśleniu żuje: patrzy ci w oczy, hipnotyzuje, takie światełka mu się kręcą, i tak cię delikatnie przeżuwa od dołu.

[Posiekane potwory były już niemłode]
MG: W sumie nie jest powiedziane, że wszystko co przez portale wpada na ten świat…
MW: …Musi być młode.
MG: Chujowa emerytura. Zamiast daczy – leczo.

MG: Lokalni bardzo zdziwieni, bo nie widzieli niczego takiego.
Ew: No my tu też mamy naszą półorczycę, która nie widziała, a uwierzyła.

E: Ale to było kripi. Obudziłam się będąc jedzoną. Czuję się zbrukana.
Ew: Można powiedzieć, że obudziłaś się akurat na śniadanie.

Ew: To włazimy do dziury.
MW: Ty idziesz pierwsza.
Ew: To ja jestem ostrym końcem, tak? OK.

[Po kolacji Velda obudziła się ze straszliwymi bólami – operacja ujawniła kawał mięsa, który wydobyty z żołądka zaczął rosnąć. Podejrzewamy mięso z grilla.]
Ew: To jak się teraz dowiedzieć, co to właściwie jest?
MW: Prosto, trzeba zrobić stakeout.
Ew: Haha, steak – out!

MW: Dobra, panie doktorze – czy pani doktór?
MG: Pani doktór.
Ew: Rozchełstuj koszulę i załączaj czarm. Trzeba się uprzedmiotowić czasem.

Potężna uwięziona istota. Znowu.

[Recap]
K: …W środku siedział kolesław i mówił „Rozkujcie mnie, na pewno będę fajny”. Rozkuliśmy. Nie był fajny.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

MW: Ale co, portal to nie jest przestrzeń międzywymiarowa, tak? OK, bo zasadniczo złym pomysłem jest wtykanie przestrzeni międzywymiarowej do przestrzeni międzywymiarowej.
K: Powstaje wtedy przestrzeń Banacha.
MW: Bananacha, a wszyscy się robią żółci i zgięci.

[Wpadliśmy jakby w magiczne śmietnisko, pełne detrytusu…]
E: A czy te rzeczy są znajome? W sensie, czy wyglądają…?
MG: Bardziej to on, bo on żył przed wielkim ups, ale –
K: Stylistykę lat 60 z Fallouta rozpoznaję? „Maaaaybeee…”?

[…szkieletów, rozbitych magicznych przedmiotów, magicznych latających pojazdów…]
MG: Wygląda jakby magiczne przedmioty powybuchały.
K: Czyli chcesz powiedzieć, że statek powietrzny wybuchł od środka, podchodząc do lądowania…? I był król olch? Jesteś pewien że olch?
MW: Pierdolnąłeś się w drzewach?
Ew: W drzewa.

Ew: Czyli dobrze mówiłam, że trafiliśmy do kosza na śmieci.
MW: Na śmietnik historii!
Ew: Trashcan of ideology!

E: Taka ładna literówka, „Król Loch”…

MG: Taka struktura – najpierw była taka gąbka, a potem takie korzenie.
Ew: Najpierw chujnia, a potem grzybnia?

[Wielkie pomieszczenie porośnięte grzybnią, która niestety pęka od nieostrożnego chodzenia po niej.]
Ew: A jak to reaguje na ogień?
MG: A jak to sprawdzasz?
Ew: No mam latarnię.
MG: Latarnia nie jest otwartym płomieniem.
Ew: A jakbym się uparła?
K: To grzybnia opierdoli ci kapcie. Weź wyłaź, podejrzane eksperymenty będziesz robiła później.

MG: O, i dwa takie.
MW: Wygląda zupełnie nie tak jak się nazywa.
MG: Otyugh.
MW: Znaczy utiug. Utiug to po rosyjsku żelazko, one nie wyglądają jak żelazka.
K: Dotknij, sprawdź czy ciepłe.

MG: Bije od nich uczucie wielkiego głodu. Czujecie je w umysłach.
Ew: Znaczy burczy nam w głowach?

[Gęby otyughów są brudne i paskudne]
MG: …Ty możesz być zarażona chorobą?
Ew: Nie! Jestem odporna na wściekliznę, albowiem zostałam zaszczepiona!
MG: Możesz mieć alternatywną robotę.
MW: Możesz być rakarzem.

MG: Trafia cię macką.
Ew: On ją maca, mimo ACa.

MG: Jesteś złapany mięsistą macką i delikatnie żuty.

Ew: Złapał cię i mu się spodobało.
MW: Ten co mnie złapał to już nie żyje.
K: Zaraził się.
Ew: Czym, byciem półelfem?

[Jak stoimy z prowiantem?]
K: Spoko, w Bag of Holding mamy ogórki kiszone.
MG: Małosolne, w Bag of Holding bakterie się nie mnożą i kiszone nie wychodzą.

[Uwalniamy potężną istotę czy nie?]
K: Tak, to dobry pomysł. Jest nas tu czworo melepetów, nie znamy się na niczym, kluczową dla losów świata decyzję podejmijmy przez rzut monetą. Będzie to znakomicie wyglądało w podręczniku historii, nawet jeśli przez trzy lata.

Nie doczytaliśmy drobnego druczku

MG: W nozdrzach czujesz delikatny zapach eteru. Ozonu! Ozon miałem na myśli!

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

MG: Turlnij sobie.
K [rzuca]: O jezu.
MG: Jedynka na kości?
K: Nie, uczciwe sześć.
MW: To ja sprawdzę jakich bzdur on tam napisał. [turla] O kurwa.
MG: Ile?
MW: Osiem.
K: Zaczęło się.

E: Czyli Sending to czar szpiegów.
MG: No a nie? Każdego ze scrollem Sendingu powinno się rozstrzeliwać.

K: …A nie mam Tourette’a. Przynajmniej zdiagnozowanego.
MW: Zespół Turreta. Obracasz się w kółko i strzelasz do czego popadnie.

Ew: Ja mam hooded lantern.
K: Lantern Hood. Świeci biednym i zabiera bogatym.

Ew: To jak wy wszyscy macie night vision, to może ja nie będę zapalać tej latarni…?
K: Tak, powiemy cię jak cię coś będzie gryzło.

[Paladynka rzuca Sacred Weapon i…]
MG: Twój miecz rozjarza się rozsądnym światłem; nikogo nie oślepia, ale wszystko widać.

[Martwiaki dziwnie oporne na odwracanie]
MW: Co on, advantage ma?
MG: Tak, Turning Defiance.
K: Turning the fajans.

MW: Co to było?
MG: Ghasty.
Ew: Czyli to była – drobna ghastronomia.

[Jak się pozbyć zezwłoków nieumarłych? Polać wodą święconą? A może spalić?]
MG: Kurwa, wyobraziłem sobie poszukiwaczy przygód, siedzących przy takim ognisku z ghastów…!
Ew i MW chórem: Ogniska już doghasta blask!
[przybijają piątkę]

MG: Myślę że moim następnym achievementem będzie prowadzenie bliźniakom.
K: Zrośniętym.
MG: Dupami.

MW: Jak się nazywał ten twój ptak zeszłym razem? Matylda?
K: Klara.
MW [do Ew]: Oswoił sobie mewkę, ale nie miał czasu się nią zajmować, bo ciągle w delegacji.
MG: Tak, on się tam teleportował, latał latającym statkiem, a ta mewa tam za nim… Umięśniona taka że mogłaby skrzydłami łupać orzechy.
K: Stekiem.

MW: To ja słowo na niedzielę, miecz zapala się czarnym światłem i spróbuję jej dokurwić.
MG: Słowo na niedzielę: ablucja.
K: Wydzielina.
MG: Miecz mu nabrzmiał.

[Kostki zawiodły nas przy rozważaniu umowy z potężnym Fae, dla śmiechu rzuciliśmy na inteligencję oswojonemu krukowi – natural 20.]
MW: Kapitan Melepeta i Melepetarianie.
E: A kto jest kapitanem?
K: No przecież powstawał z połączonych mocy. Kruk daje inteligencję.

Makieta potwora

[MG opisuje świat]
MG: …Zostały miejscowości które były zbyt biedne żeby mieć portal i dojeżdżał do nich autobus.
MW: PKS do Kłodzka.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

[Golemy-dźwigi portowe]
MG: Wydawało się takiemu olbrzymowi polecenia, na przykład „weź i rozładuj ten statek”.
K: A on przynosił cały i mówił „przyniosłem ci cały, znajdź sobie sam, nie będę ci w tym grzebał”.

[Przepływająca przez miasto rzeka zamieniła krater po detonacji portalu w spore, idealnie okrągłe jezioro]
K: Najgorsze że ta rzeka komuś cieknie na łeb dziurą po portalu. Wkurwia to, no ale co można zrobić. Ze spłuczki cieknie.

[Czytamy umowę, szukajac kruczków]

E: Czy ja też mogę rzucić? Mam trzy.
K: W sumie?
MG: Nie za dobrze.
K: Podpisałaś kota.
MG: Wzięłaś kredyt w złotówkach.
Ew: W Providencie.

K: Jestem dwa razy mniejszy od przeciętnego reprezentanta ich drużyny.
Ew: Czy nie powinniśmy mieć dwóch takich?
K: Czy jest jakiś problem?

E: Co tu się krzyczy jak nie ma bogów?
Ew: Za reasonably priced love i jajko na twardo?
MG: Za cywilizację! Za ludzkość!
K: Ona to za orczość.
MG: Jako półork może wybrać czy za ludzkość czy za orczość.

[Pierwsze dwie walki, festiwal jedynek]
MW: Jeśli następne walki będą mi szły tak samo dobrze, w następnym mieście kupuję bałałajkę i będę przygrywał.
E: Bardowie są fajni.
Ew: Będzie krzyczał, i z jakiegoś powodu nam będzie od tego lepiej.

MG: Uważasz że umiejętność rozmawiania ze zwierzętami nie jest magiczna?
Ew: Jest księżniczką Disneya.
MG: Ma to w pakiecie.

[W potyczce z przygodnym potworem Kent stracił jednego ze swoich mułów.]
Ew: Może byśmy coś ojebali na śniadanie?
MW: Muła.
K [ciężko patrzy]: Oswajam sobie kruka. Karmię go.
MG: Czym?
MW: Mułem.
K [patrzy ciężko]: No jebnę mu.
MW: Rozładowuję sytuację humorem.

Ew: Czuję się bardzo źle z tym, że żartuję ze śmierci niewinnego zwierzęcia.
Masz na mnie zły wpływ.
MW: Jako ja czy in character?
Ew: Tak.

Ew: Czyli nie dość że w nic nie trafiasz, to jeszcze jesteś tępy…?
MW: Jak cię zaraz strzelę w łeb…
B (z offu): …To pewno sobie coś zwichniesz.

[Potwór napadający wioskę okazał się podróbką, szukamy śladów w lesie i…]
MG: W pewnym momencie z krzaków zionęło na ciebie ogniem, chmura ognia obejmuje cię, oblepia…
K: Znalazłem coś.

[Walka! RNGJesus nadal nas nie cierpi.]
E: Jedynka.
K: Zacięłaś się przy goleni.

MG: Istota otwiera usta, które są pełne takich iglastych zębów.
Ew: Zupełnie jak moja polonistka.

[Apoikilea przyznaje się, że ma patrona, z którym komunikuje się przez magiczny komunikator]

E: To cię nie kosztuje many?
Ew: I to jest twoje pierwsze pytanie? Facet ma wtopiony kryształ w cycka, gada chuj wie jak, chuj wie z kim, chuj wie o czym, a twoje pierwsze pytanie jest, czy roaming ma za darmo?!