Plankton aparatu przymusu

L: Mamy połowiczny sukces.
MG: Macie tą tylną połowę sukcesu.

System: ideefixe

Grają:
st. sierż. Lucjusz Pawlak, weteran drogówki, w policji od zawsze: L.
ppor. Marcin Dobrowolski, chłopak z dobrej rodziny, posiadacz PLECÓW W WARSZAWIE: Z.
ppor. Wit Szołajski jest na chorobowym.

Prowadzi: MW

[Pół godziny po tym, jak wszyscy się zebrali]

L: No dobra, ostatnia sesja skończyła się na tym…
MW: Whoa!
Z: Nie rzucajmy się tak od razu do grania.

L: Ostatnia sesja była we wrześniu.
MW: Wychodzi że gramy średnio co miesiąc.
L: To w sumie niezłe tempo jak na osoby w naszym wieku.
MW: Ho ho ho, ale żeś pojechał. [Pauza] Ale masz rację.

L: Mówisz nam o facetach w czerni i latających spodkach?
Z: Nie! Sami się przekonacie jak ich spotkacie!

L: Czym się zajmował twój ojciec? W wywiadzie był czy czymś takim?
Z: Jakimś naukowcem był, coś w ten deseń.
[MW robi cierpiącą minę]
Z: No co, wysyłałem ci to pół roku temu, już nie pamiętam.
MW: To nie jest uzasadnienie! No dobra, trochę jest.
Z: Może ty pamiętasz?
MW: Pamiętam. Ale nie powiem.

L: Pociągi są szybkie.
MW: To nie dwudziesty wiek.
Z: Nieno, w dwudziestym wieku jeździły jeszcze szybko, dopiero później zaczęły jeździć wolno. Przynajmniej w Polsce.

[Nowi w zespole]
L: O, to jak są z wydziału zabójstw, to może będą mieli jakieś pomysły na inwestygację tego morderstwa Włodarza. Chociaż nie, jakby byli dobrzy w inwestygowaniu morderstw, to by ich nie przenieśli do nas.
MW: Oglądałeś The Wire, co?
L: Też, ale to akurat mój zdrowy rozsądek.

MW: Brda dopływa do Wisły pod takim kątem, i tam jest cypelek, na którym jest…
Z: Taka muzyka się włączyła, że myślałem że powiesz „tajny bunkier Hitlera”.
MW: No co ty, w Bydgoszczy? W Toruniu jest.

MW: Mówiłeś że świerzbi cię palec na spuście, czuję się w obowiązku dostarczyć.
Z: Świetnie.
MW: Uważaj o co prosisz, bo możesz to dostać.
Z: Nie mówiłem, że w tej kampanii!

Z: No, to sadzamy go w korytarzu, mówimy „Proszę tu poczekać” i idziemy sobie na godzinę.
L: Ja będę tym dobrym policjantem, będę burkliwy i małomówny.
MW: Innymi słowy, szykanujecie go.
Z: To nie jest szykanowanie, po prostu mamy dużo pracy.
MW: Czyli szykanujecie go.
Z: To nie jest szykanowanie, to są normalne metody pracy policji. Byłeś kiedyś na komisariacie?
MW: Byłem dwa razy, oba napełniły mnie niechęcią i zgrozą.

MW: O, to będzie dużo lepsze. [Puszcza soundtrack z Ghost in the Shell]
Z: Fuck. Wjazd cyborgów na komisariat.
MW: Heh. Skąd wiesz, może to wasze cyborgi.

[ppor Dobrowolski nabył nielegalny telefon, mimo przyzerowego Sobieradka]
MW: Twój pierwszy nielegalny zakup.
Z: Zaraz tam pierwszy. Kto nie kupował cracku na studiach, niech pierwszy rzuci kamieniem.

L: Tylko musimy jeszcze pomyśleć, jak to wrzucić z powrotem w śledztwo. Fikcyjny informator? Nie miałem jeszcze fikcyjnego informatora.
Z: No co ty?
MW: On w drogówce był.

Z: Zastanawiam się, gdzie przechowywać ten lewy telefon.
L: W szafce z dowodami.
Mw: No, schowasz go do torebki, napiszesz jakiś z dupy wyjęty numer sprawy i gotowe.
L: Najciemniej pod latarnią, wiadomo.

[BG idą obejrzeć podejrzany pojazd z wyraźnie przestraszonym lokalesem]
Z: Oj, chyba znaleźliśmy nasz poduszkowiec. Masz kałacha?
L: Tak, w bagażniku został. Ale spoko, jest jeszcze technik z nami.
Z: Świetnie, człowiek-tarcza.

[Z. narzeka, że jak na totalitarne państwo nadzoru to są mocno pilnowani]

L: Wiesz, jesteśmy takimi chujami aparatu przymusu.
MW: No troche jesteście.
Z: Plankton przymusu.
MW: Tak, jesteście planktonem aparatu przymusu. Krylem, takim trochę większym zooplanktonem, zjadacie najmniejszy.

Z: W poniedziałek rano biorę urlop na żądanie i lece z narzeczoną do Warszawy.
L: Znaczy co, mam sam jechać sprawdzać OSTATNIE DWA PODUSZKOWCE, gdzie będą do mnie strzelali?
MW: Nie, skończymy sesję teraz, pojedziesz tam z tym drugim, z terroru kryminalnego [postacią J.].
Z: No tak, do was będą strzelać, a ja będę jeść ostrygi w Warszawie. Nie planowałem tego w ten sposób, ale im dłużej o tym myślę, tym bardziej sensowne się wydaje.

Reklamy

W uścisku paranoi

System: ideefixe

Grają:
st. sierż. Lucjusz Pawlak, weteran drogówki, w policji od zawsze: L.
ppor. Marcin Dobrowolski, chłopak z dobrej rodziny, posiadacz PLECÓW W WARSZAWIE: Z.
ppor. Wit Szołajski, ambitny z powiązaniami “na mieście”: J.

Prowadzi: MW

L: Masz kostki?
Z: Nie.
MW: Heh. Nikt nie ma.
Z: Appkę sobie ściągnijcie.
L: Mamy appkę.
MW: Nie mamy kostek.

J: Zastanawiam się, czy jeżeli przyjęliśmy doktrynę amerykańską, tą z taserami i tak dalej to czy mamy też to że dowody uzyskane…
L: Owoce zatrutego drzewa.
MW: Nie, raczej nie bardzo.
Z: To się zupełnie nie opłaca z perspektywy totalitarnego państwa.

L: Z., nie flejmuj na FB.
Z: NIE MOGĘ! Tam jest tylu głupich ludzi!

Z: Pamiętaj, TPK może się zdarzyć również tobie.
L: Tak, ktoś może wysadzić w powietrze komendę.

L: Ja teraz się nigdzie nie ruszam bez broni palnej, wszędzie są strzelaniny!
J: Wszędzie gdzie ty się pojawisz.
MW: Czyli z jego perspektywy wszędzie.

MW: Czy ty nadal flejmujesz na fejsie?
Z: Tak, przepraszam, już przestaję.
MW: Przynajmiej się przyznaje.

J: Spotykamy się w „Przaśnym”, w centrum handlowym.
L: Tu kaszanka, w domu kaszanka, no ile można…

J: Nieno, co ty, w tanim filmie szpiegowskim jesteś? Nie kret, policjant który robi lewe interesy.

J: Zapuszczenie sobie wąsów dobrze przeszkadza w czytaniu z ruchu warg.
Z: Nie wiem, czy to regulaminowe.
J: No co Ty. Wąsy dają Ci awans. Jesteś w policji.

Z: Zapiszę sobie!
MW: W swoim notatniku.
J: Elektronicznym.
MW: Służbowym notatniku.
Z: Nie, w prywatnym, żeby było bezpieczniej.

Z: Ta, zgaszenie kamery w Google Glass…
MW: … jest niezłym początkiem konspiry, owszem.

Z: CSI Bydgoszcz. Przepraszam.

L: Nic nie znalazłem, ale co narzucam kurwami na nasz system policyjny to moje.
L: „Cienki klient, cienki klient, kurwa. Wielki gruby klient, a jak się go nakłuje szpilką to wybucha.”
MW: Aua, teraz mam wizję pękniętego grubego klienta.

[Znowu potrzebują pogadać z ludźmi w kostnicy, a Z. już tam ma przechlapane]
L: To ja idę i biorę wódkę.
J: Wysyłamy Lucjana, użyje swojego uroku osobistego i uroku tego pół litra.

[Kostnica]
L: Przedstawiam się, mówię że ciągle trafiają tu przeze mnie jacyś ludzie…
MW: No to nieźle zacząłeś.
J: I chciałeś sprawdzić, jak się mają?

L: Wydział wewnętrzny roi się jak kopnięte mrowisko. Składające się z czterech mrówek.
J: Nieno, więcej, to duża metropolia.

MW: Facet po jakimś czasie otwiera intranet i zgłasza to do wydziału wewnętrznego.
J: That escalated quickly.
MW: Tak, facet po 15 minutach czytania logów znalazł guzik „zgłoś nadużycie” i oparł się o niego.

L: Możesz sprawdzć w podręczniku!
MW: Taaaak!
[wszyscy klaszczą]
MW: Proszę zanotować że to pierwsze bojowe użycie podręcznika ever.

L: Nie zanotuję tego cytatu, bo obniżałby poziom.
MW i Z: Nie notuj, nie notuj.

MW: Member of the public jest dziewczyną.
L: Ładna?
MW: No dość ładna nawet.
L: To wysyłamy jego [Z.] na pierwszą linię interakcji. Naszego toruńskiego gładysza.

L: Dobrze że nie ja poszedłem pierwszy do pracy…
MW: Bo byś założył że to już zwidy?
L: Tak, delirium.

J: To jest ostatni moment na decyzję – drążymy dalej czy odpuszczamy?
[Długa dyskusja]
L: Ja bym drążył. Zabili nam podejrzanego! To są takie typy, co w czasie kontroli drogowej mówią „Pan nie wie, kto ja jestem! Nic mi pan nie może zrobić!” – i faktycznie nie mogę! Mam już tego dość!

Szybka akcja bydgoskiej policji

Z: Jako perk zawodowy mam odporność na przepisy.

System: ideefixe

Grają:
st. sierż. Lucjusz Pawlak, weteran drogówki, w policji od zawsze: L.
ppor. Marcin Dobrowolski, chłopak z dobrej rodziny, posiadacz PLECÓW W WARSZAWIE: Z.
ppor. Wit Szołajski, ambitny z powiązaniami „na mieście”: J.

Prowadzi: MW

[Z. pomyliły się godziny sesji]
Z: A, to wyjaśnia czemu wszyscy już są…
L: To jest jakiś specjalny achievement, jesteśmy u Z. na sesji, a on i tak się spóźnia!

L: Mamy przygotowanego stinga…
Z: Wyjmiemy go z pudełka i zacznie śpiewać.

J: Czekając na umówiony dzień wykonujemy czynności pozoracyjne.
L: Pozorujemy pracę.

L: Ja już nie chcę strzelać do ludzi!
Z: To trzeba było wybrać inną pracę.
J: No i miał inną – drogówkę! Strzelał do ludzi z radaru.

[We wspomnianym stingu postać Z. dokonuje zakupu kontrolowanego]
Z: Dobra, jaka jest moja legenda?
J: Jesteś z Torunia, akcent cię zdradza.

Z: Powinienem mieć jakąś ksywę chyba.
L: Storczyk, bo jest z Torunia.
Z: Jakie to słabe.

[Postaci J. i L. siedzą w pobliskiej kebabiarni i wtapiają się w tło dzielnicy]

Z: Coś jednak zdradzało w nich policjantów; może kogut na dachu samochodu…
J: …A może napis POLICJA na kamizelce.

Z: Nie mogę przed akcją kebaba?
J: Nie możesz, musisz mieć czyste jelita w razie jakby cię postrzelili.

[Mieszkanie fiksera jest całe zastawione towarem]
Z: Zastawione czym, pudłami?
MW: Tak.
Z: Usłyszałem „widłami”.
MW: To by było bez sensu. Zastawione widłami i pochodniami.
Z: „To ile chcecie tej broni?”
MW: Instant mob kit. Wystarczy dodać ludzi.

L: Jedziesz na komisariat zdać automaty do depozytu, żeby zachować łańcuch, ten…
J: Łańcuch dowodowy.
Z: Łańcuch dowodowy to ja mam na szyi!
(miał sprzęt nagrywający ukryty w niegustownym kajdanie na nek)

[Po zakupie kontrolowanym wkroczyli antyterroryści, fikser i ochroniarz próbowali się ulotnić i nadziali się na postać L.]
Z: Piszę smsa „Czy sierżant znów zastrzelił podejrzanego?”
J: Odpisuję smsem z ikoną z facepalmem, że owszem.
L: Czy możecie nie zostawiać takich rzeczy w śladzie dowodowym? Przy piwie se możecie tak pogadać, nie przez policyjny komunikator!

[Postać Z. zrobiła awanturę w kostnicy, żądając szybkiego przeprocesowania zabitego podejrzanego]
MG: „Chciał pan sekcję, będzie pan miał sekcję.” Wyciąga piłę.
Z: Szykuję sobie kubeł.

L: Jesteś przystojny, idź porozmawiać z żoną, ja porozmawiam z córeczką.
Z: That sounded so wrong.
L: Lubię dzieci!
Z: Pogrążasz się.

[Córeczka zatrzymanego patrzyła na policjantów wielkimi szarymi oczyma]

Z: Ma wielkie, szare oczy? I wielką, szarą głowę?
MW: Tak, nie ma nosa i ma takie wąskie małe usta.
J: I kokardkę założoną na skórę ściągniętą z tyłu, żeby z daleka wyglądała jak człowiek.

[Teściowa zatrzymanego, żylasta starsza pani, ma w kołnierzu koszuli malutki znaczek szturmowców Armii Terrańskiej]
L: …No tak, jakbyśmy próbowali odebrać jej prawa rodzicielskie do wnuczki, to zmieniamy sesję w survival horror, z babcią-komandosem grasującą po komisariacie.
MW: Myślę że to by było raczej coś w rodzaju „Taken”.
L: Z babcią jako Liamem Neesonem, tak.

[Zabity ochroniarz siedział wcześniej za ekoterroryzm – podłożenie bomby w przetwórni genemodowanych truskawek]

MW: Jego organizacja podeszła do sprawy profesjonalnie i były ofiary.
Z: Rozumiem, że nie tylko wśród truskawek?

Z: Dwadzieścia trupów i dużo konfitury.

L: Ja weekend spędzam rodzinnie. Z alkoholem.
MW: Pfff!
L: I z żoną!
J: Właściwa kolejność została zachowana.

Nasi górą

Z: Wrak pańskiego samochodu jest do odebrania z policyjnego parkingu, razem z mandatem za brak trójkąta.

System: ideefixe

Grają:
ppor. Marcin Dobrowolski, chłopak z dobrej rodziny, posiadacz PLECÓW W WARSZAWIE: Z.
ppor. Wit Szołajski, ambitny z powiązaniami “na mieście”: J.

Sierż. Pawlak jest na przedłużonym chorobowym.

Prowadzi: MW

[Przygotowanie prowokacji policyjnej]
J: Bierzesz sprzęt do nagrywania i przycisk alarmowy, w czasie rzeczywistym niczego nie nadajesz.
Z: Mam nadzieję, że ten sprzęt do nagrywania będzie mały.
J: Staramy się.
Z: Jak to STARACIE SIĘ?
J: Opcję nagrywarki rozmiarów diskmana odrzuciliśmy.

[Derby ABT]
Z: Jako że jestem rozsądnym kibicem, szalik Apatora założyłem dopiero po wejściu na komendę.
J: Jako że ja też jestem rozsądnym kibicem, nie skomentuję jego szalika.
Z: Tak, obaj mamy broń, akty przemocy mogłyby skończyć się smutno.

[Derby zakończone, rozpoczynają się tradycyjne gonitwy uliczne, chłopaki oglądają feed z policyjnych dron]
Z: Teraz dla odmiany kibicujemy…
J: …naszym!
[przybijają żółwika]

Z: Ej, ale to niezły pomysł jest, ruszasz na miasto w szaliku Apatora, do kibica który na ciebie wyskoczy strzelasz w obronie własnej. Na osobistej kamerze szalika nie widać.
J: Tak, ale jak zastrzelisz gościa który nie wyciągnął na ciebie broni, będziesz miał sprawę o przekroczenie obrony koniecznej.
Z: Zawsze mogę po nogach.
MW: Tazer masz od tego.
Z: O, też znakomicie. Fajnie wtedy skaczą.

[Po dłuższej rozmowie na powyższy temat]

Z: Kurna, to jest cały skill. Pod czym to powinno być?
J i MW chórem: Procedury policyjne.
J: A zauważ, że jak umiejętnie kopiesz, to kamera naramienna się nie rusza…

Z: Ja ci mówię: tajny wojskowy kompleks hoduje mordercze psy-cyborgi. [Pauza] Znaczy nie, nie mówię ci tego.

Ten pierwszy raz

L: Z początku myślałem, żeby się umówić ze znajomymi spoza pracy, ale sobie uświadomiłem że żadnych nie mam.

System: ideefixe

Grają:
st. sierż. Lucjusz Pawlak, weteran drogówki, w policji od zawsze: L.
ppor. Wit Szołajski, ambitny z powiązaniami “na mieście”: J.

Dobrowolski jest na chorobowym.

Prowadzi: MW

J: Faceci z Wydziału Obserwacji wpadają w taki stan…
L: …Permanentnego znudzenia oglądaniem ładnych lasek.
MW: Co za straszny los!

[Pawlak wdziera się na teren posesji]
L: Płotek jest niski, mam nadzieję? Bo ja nie skaczę.
MW: Sierżant doesn’t jump.

L: Jaki ja mam ten karabin?
MG: Hmmm – kałasznikowa masz.
L: Kurwa, to jakbym teraz z Mosinem biegał. Nie mogę mieć Beryla?
J: Beryle są w Warszawie. Nasza śrutówka to pewnie dwururka?

L: Kurwa, strzelał do policjanta, w Warszawie antyterrorka już by tu była, bo mają orki, a nasza JEDZIE SAMOCHODEM.
J: Nasza ma walenia.

MG: Fordon to niestety wretched hive of scum and villainy. I studentów też.
L: Jedno i to samo.

J: Bardziej niezdrowe byłoby, jakbyś kogoś zastrzelił i zaczął chłeptać potem.
MW: No po czymś takim raczej by nie wrócił na służbę.
J: Eeeee, nieeee. Znaczy oczywiście że by nie wrócił, to miałem na myśli właśnie.

Praca w terenie

Z: Dajcie mi puchar za ten suchar.

System: ideefixe

Grają:
st. sierż. Lucjusz Pawlak, weteran drogówki, w policji od zawsze: L.
ppor. Marcin Dobrowolski, chłopak z dobrej rodziny, posiadacz PLECÓW W WARSZAWIE: Z.
ppor. Wit Szołajski, ambitny z powiązaniami „na mieście”: J.

Prowadzi: MW

MG: Jest maj 2046, dwudziesty trzeci, środa.
L: Środa to była jak zaczynaliśmy, teraz jest czwartek albo i piątek.
MG: No dobra, skupmy się na tym że jest maj i Bydgoszcz wygląda pięknie, jakkolwiek by to nie brzmiało.

Z: Mamy bazę, mamy personel, taki X:COM – Terror from the Street.

Z: Mam elegancki garnitur, a sprzęt przydziałowy też mam taki ładniejszy niż wy.

[Rozmowy o pójściu na układ z zatrzymanym, któremu grozi kara śmierci]
L: No wiesz, obóz pracy jest w Puszczy…
Z: Na pewno będzie wolał karę śmierci, jasne: „Nieee, w obozie będę się męczył, dawajcie zastrzyk!”

[Panowie policjanci ruszają w teren]
J (do Z.): _Tak_ chcesz pojechać?!
Z: Będę musiał pójść na zakupy chyba.
L: Mamy tu w pobliżu jakiś second-hand…
(Z. patrzy na L. ze zgrozą)

[Zatrzymany siedzi za zabójstwo policjanta]
J: Nieno, tam jest Służba Więzienna, nie będą wpuszczać każdego gliny który będzie chciał sobie wpaść i go sponiewierać.
L: Policjant co ma znajomości w Służbie Więziennej załatwi, żeby go tłukli tam regularnie.
J: No niby tak, ale…
L: Będą to robić bez przekonania.
MW: Raz w tygodniu i bez przekonania zrzucą go ze schodów, jakie to polskie.

Z: Czyli nasz kapitan stoi po stronie cywilizacji śmierci, ogólnie rzecz biorąc.
L: Dobrze że tego nie wiem.
Z: Spoko, powiemy ci.

[Oględziny i przeszukanie motocykla zatrzymanego]
J (do Z.): Masz jakieś ubranie robocze do tego?
L: Spoko, ten jego uliczny ciuch nabierze od razu takiego sznytu.

[Przeszukanie ujawniło skrytkę w pojeździe]
Z: Jest tam coś ciekawego? Elerium-115?

L: Cała sprawa tego, co ten pan przemycał i dla kogo jest śmierdząca i jest zupełnie nie tym, czym mieliśmy się zajmować.
Z: To może zainteresujmy się tą sprawą?
L: Tak, to jest jedna z opcji…

L: Nie, nikt inny tego nie weźmie, to nie ma znamion…
Z: Co?! Przecież to tamperowanie dowodów!
L: Znamion rozwiązywalności nie ma.

Way down in the hole

L: Pracuję w aparacie przymusu and all I’ve got is this lousy vest.

System: ideefixe

Grają:
st. sierż. Lucjusz Pawlak, weteran drogówki, w policji od zawsze: L.
ppor. Marcin Dobrowolski, chłopak z dobrej rodziny, posiadacz PLECÓW W WARSZAWIE: Z.

Prowadzi: MW

[Z. doszlifowywuje postać]
Z: Dobra, to biorę wiarę w kosmitów. Ktoś w końcu musiał zabić moich starych!
MG: Bierz kosmitów. Nie bez przyczyny za [wadę] ideefixe dostaje się punkty.
Z: Podoba mi się ta postać. Jest taka spójna.

Z: Ojezu, ktoś z wypasionym ideefixe i łatwowiernością… Ale to w zasadzie mieszkaniec forum, w typie Astromarii.

Z: No, to jeszcze jakieś fajne hobby.
L: Ja na przykład jestem blogerem.
Z: Umiesz pisać?
L: Tak.
MG: To ty musisz umieć czytać.

L: Mam Komunikację: chcę móc od czasu do czasu powiedzieć żonie coś miłego.
Z: Żona czyni z ciebie lepszego człowieka.
L: Ta druga. Ta pierwsza to była straszna suka.

MG: Macie przydziałowy samochód: radiowóz przemalowany na cywilno.
L: …Ale zostawili na nim koguta?

[Rejestrator w postaci wielkiej, niegustownej spinki do krawata]
MG: Ale to i tak upgrade w porównaniu z kamerą naramienną, którą miałeś w drogówce.
Z: Z rejestratorem w postaci magnetofonu szpulowego na plecach, z drugim policjantem do wymiany taśm.

L: Czy my mamy jakiś IT support?
Z: No ja się trochę znam, a co potrzebujesz?
L: Nic, tak się pytam.
Z: Co, chciałbyś sobie popomiatać kimś?

Z: Jak się nazywa w IF odpowiednik Biedronki, Stonka?
L: Nie, w Unii Europejskiej.
Z: Amerykańska sieć „Stonka”.
MG: Taką ma pełną nazwę, „Amerykańska Sieć Dyskontów Stonka”.
Z: Mogłaby być. Walmart mógłby być udziałowcem.

[Z. idzie na kolację z panią prokurator]
MG: Ciekaw jestem jak to dziewczynie wytłumaczysz.
Z: Normalnie, praca, dzisiaj nocuję w Bydgoszczy. „Przedłużyło mi się w pracy”, wysyłam wiadomość.
MG: I stwardniało?

L: Możesz mieć fuckpad, znaczy yy, mieszkanie małe w Bydgoszczy.
Z: Tak, nocuję jak mam dużo pracy.
L: Albo jakąś fajną panią prokurator.
Z: No, z narzeczoną mamy taki układ, że… (gestykuluje)
L: Znaczy nigdy o tym nie rozmawialiście?

Z: Jakie miasta w Polsce były dotknięte terrorem [lądowaniami Obcych]?
MG: Gdańsk.
Z: Tylko?
MG: Tak, ale porządnie go to uszczupliło.
L: To nie jest jak w UFO: Enemy Unknown, że kosmici lądują i zabijają czterech cywili i dwóch komandosów.

L: Z moją pierwszą żoną wziąłem ślub miesiąc przed inwazją. Patrząc z perspektywy czasu to był znak.

[Poranny blues]
L: Jak zwykle żona wypiła ze dwie lampki tego wina, a ja resztę kartonu.

Z: Miło dla odmiany pograć kimś, kto robi dobre rzeczy.
MG: Powiedział facet, który na pierwszej sesji zapiął randomiczną panią prokurator.
L: To się nazywa networking!