Geek the mage first

[Nasza szamanka leje się z duchem w przestrzeni astralnej, z niepokojem obserwujemy porzucone ciało]
Ew: Może zrobimy jej preemptywnie kroplówkę? Z kawy. Albo z bigosu.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

D: Mam moralny problem z klepaniem ludzi, którzy nie chcą mnie klepać.
MG: Wystarczy im pomachać.

[Jak sobie poradzić z duchem?]
Ew: A nasz szaman nie może go wysłać do shadow realmu czy gdzieś tam?
MW: Może.
D: Próbowałam, teraz krwawię z otworów od tego.

MG: Wiesz, tu promieniowanie jest, a oni tu żyją. Ich life expectancy nie jest duże.
K: Czas półrozpadu to się nazywa.

[Niestety jednak przez wentylację]
K: Ty jesteś najzręczniejsza, więc idziesz przodem, ja za tobą, a cała reszta zaklinuje się za nami.

[Oględziny strupieszałego wroga]

K: Gość był szefem korporacji medycznej, odmłodził się. Podciągnął sobie suty.
MW: Dziękuję ci za ten mental image. Do chuja Wacława…
K: Nie, podciągnął a nie obniżył.

MW: Nie, nie będę mu nic kasował, bo zostaną ślady…
K: …Uznają że coś ważnego, przyjdą, będą pytali…
MW: …Przypalali nam pięty żelazkiem, niepotrzebne nam to.
Ew: No, a jak to twoje pięty to będzie cuchnęło.
MW: W dupę mnie ugryź.
Ew: Nie, pewno też cuchnie.

MW: Jestem bardzo zadowolony, że to nie ja prowadzę rozmowy z pracodawcą.
Ew: Czemu?
K: Bo go wyruchaliśmy, takim wielkim gumowym członem. Jakoś to ubiorę.
Ew: Wyobraziłam sobie gumowego takiego…
MW: …W tutu!
Ew: W sweterku!
K: W muszce, takiej w czerwone świnie.

NPC: No i jak tam praca?
K: No syf ogólnie, syf syf. Dla was oczywiście. No bardzo nam miło, że nie powiedzieliście nam co tam będzie, bardzo miło.
NPC: No za to dostajecie ciężkie pieniądze.
K: No właśnie nie takie ciężkie, obawiam się…
NPC: Ach więc kasa była niedobra?
K: No ja właśnie w tej sprawie – pojawił się lepszy kupiec i ojebaliśmy to im.
[MG udaje sygnał rozłączonego telefonu]

K: Nieno, wyszłoby na to samo, tylko po jakimś czasie. Powiedziałaby no tak, no tak, a potem wysłałaby swoich operatiwów tam, zobaczyliby że zostały koszyczki w racku po serwerach i wkurwiłaby się i tak. Przynajmniej byliśmy szczerzy.
MW: Wyszliśmy na chujów, ale nie na kretynów.

D: Czy ja się mam uczyć czaru „Detox”…?
Ew: Ucz się, będziemy mogli bezkarnie pić ruski spirytus.

D: Mam group Enchanting.
Ew: Grupon Chanting, ona chantuje, a potem mamy rzeczy taniej od tego.

Ew: Potłuczone kawałki kamieni? Znaczy wieziemy mu gruz, tak?

Reklamy

Spotkania biznesowe i zakupy

D: Zasadzka? W Strefie? O piątej rano?
K: Random wpierdol generator.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

Ew: Załóżmy ogródek.
MW: Za wcześnie, jeszcze nic nie rośnie.
Ew: Załóżmy taki z kamieni.
K: No jesteśmy po części Polakami!
MW: To taki z butelek załóżmy.

K: Mój garniak jest custom fit…
Ew: Na krasnoludzką kobietę?
K: Nie, poszedłem do krawca się zmierzyć, a nie klikałem online.
[Nick ma papiery na krasnoludkę, na lepsze nie miał pieniędzy]

D: Pięć Etykiety?! Ile ty masz Charyzmy?
K: Cztery.
D: Dokonałam chyba jakichś złych wyborów w życiu.
K: Tak, wybrałaś mnie.

K: Żenujące, trzy sukcesy, dobrze że wziąłem Edge’a…
MW: Wziąłeś?
K: Tak.
MW: Miałeś jakieś szóstki?
K: Tak.
MW: No to weź je przerzuć.
K: Przerzuciłem….

MG: …Jak wiadomo, tytuły własności są zaszyte w węźle komputerowym…
Ew: O rany, jesteśmy reprywatyzatorami. Okropne!

K: Idziemy porozmawiać z taką niebieską panią.
Ew: Z której strony ona jest niebieska?
MW: Ze strony ikonki na swoim telefonie.
Ew: Znaczy Twitter do ciebie zadzwonił?

D: Ale czemu wy nie chcecie, żeby [korporacja A] nie chciała tych danych?
K: Bo chcą mieć na to wyłączność. [korporacja B]…
MW: …Też nie będzie tego rozdawać na ulicy.
Ew: W dzisiejszym odcinku dowiedzieliśmy się jak działa kapitalizm.

MW: Nie wiem, czemu się jeszcze komukolwiek opłaca wożenie tofuburgerów ludźmi, a nie dronami.
K: Może ktoś woli żeby człowiek mu dowoził.
MW: Żeby go sobie…
K: „- Oto pański tofuburger. – Zimny. Chuju ty.”
MW: …Poponiżać, tak.

MG: Noo, [korporacja A] jest bardziej wojskowa, [korporacja B] kręci z Yakuzą…
Ew: Ekstra. Wolimy nowoczesny crime czy oldskulowy crime?

[Napadanie szamana w jego norze to zły plan. Jak by go stamtąd wydobyć?]
K: Wiem, trzeba mu włączyć alarm przeciwpożarowy. „Uit, uit, uit, proszę natychmiast opuścić budynek, uit, uit, proszę zostawić wszystkie foci, uit, uit…”

MG: Motocykl, na nim nieduży kierowca…
D: Krasnolud!
MG: Tak, ale w kasku.
Ew: Kasknolud!
[MW robi straszną minę]
D: Wody, dajcie mu wody!
Ew: Wody to mu właśnie odeszły.

MG: A, zaraz zaraz – to nie droid, to drona medyczna. Nie ten system.
D: A myśmy to łyknęli jak świnia kombinerki.
Ew: Jak pelikan cegłę!

[Nora szamana jest w pobliżu postnuklearnego krateru]
MW: Jak otwieramy drzwi, to jak z promieniowaniem?
MG: No zdecydowanie, i nie jest to promienowanie tła. Parę godzin możecie tu spędzić, ale bez przesady.
MW: No to standardowa procedura: proszę się nie tarzać w opadzie, nie nacierać opadem, nie żreć opadu, nie pić opadu…
Ew: Nie wtykać sobie opadu, nie zbierać opadu w małe pudełka…
K: …I nie wtykać sobie do dupy, tak.
Ew: A czy mój odbyt zrobi się od tego zielony i świecący?
MW: Wycieknie, obawiam się.
Ew: To zlikwiduje mój asset!

[Takumi nie może sobie odpuścić komentowania słowotokiem feedu, który prezentuje ze swoich dron]
MW: O, wiem – puszczę go sobie przez mojego agenta, i jak będzie mówił coś ważnego to agent nam napisze.
Ew: Zakodowałeś sobie agenta czy masz mięsnego?
MW: Mam kolesia z Indii na telefonie.

Amatorska archeologia komputerowa

Ew: Nakładam ballistic maskę. [gest]
K: To co pokazałaś, to balistyczny beret.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.

Do grupy dołącza Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

[Zamontować jedno gniazdo do sprzętu czy dwa?]
MG: Masz dodatkową dziurę w głowie?
K: W ramach narkozy włożyliśmy mu tam…
Ew: …palec!
K: To była pierwsza próba. Prąd mnie kopnął. Pendrajwa z kołysankami mu włożyliśmy.

MG: Kto siedzi obok riggera?
MW: Gramy w marynarza może?
Ew: A co, stopy mu śmierdzą?
M: Drona siedzi obok!
Ew i MW chórem: Drona siedzi z tyłu, tak powiedział!

MG: Taki gang, oni się nazywają „Fleshmongers”…
Ew: Kanibalizm czy prostytucja?
MG: Kanibalizm. Oni handlują z ghoulami, sprzedają im mięso…
Ew: Na gulasz?

Ew: Mieszamy się w to? To nie nasz biznes w sumie?
MG: No, to tak jakbyś widziała że kogoś leją…
Ew: Wtorek. No co, moja empatia była dwa punkty esencji temu.

MG: Nie trafiasz, odrywasz kilka drzazg od futryny…
MW: Jedną drzazgę! To nie są starwarsy, to była jedna kula!
K: To wszystko kosztuje!

[Spóźniliśmy się na walkę: na arenie człowiek i elf – zaraz, który jest fajterem a który sędzią? Raczej człowiek, więc sędzia to elf, więc…]
Ew: Sędzia wróżka? Tak jak kalosz, tylko…?

[Fajterem był jedak elf, który włomotał trollowi właśnie.]
MW: Kto go sponsoruje?
MG: Sid.
Ew: Sid Meier’s Wpierdol?

[Po briefingu]
MW: No to proste, load up on guns, bring a friend
Ew: Jakbyśmy mieli znajomych.

MW: Mieszkają tu hejterzy.
Ew: Czego?
MW: Wszystkiego. Jak coś tu łazi, to oni to hejtują.
Ew: I can relate.

[Wkradliśmy się do budynku, rozglądamy wewnątrz dronami]
MG: Na końcu hali są takie chatki ze strzechami, a koło nich kręcą się tacy – z włóczniami, w skórach, barbarzyńcy.
Ew: Historical reenactors!
K: Kurwa, konwent. ChicagoCon.

MG: Jak będzie nadawać feedem z kamery, to będzie zostawiała ślad danych. Krótkie wiadomości będą spoko, ale feed – nie.
MW: Wysyłam ci wiadomość tekstową: „Wyłącz to. Ona jest technomancerem, zobaczy to.”
Ew: Dobra, będziecie dostawać emoty.
MW: Umówionym sygnałem że potrzebujesz pomocy i odwrócenia uwagi, będzie emotka gówna?

Ew: Łeeee, jakie to jest…! Strzelam się ze szczurami w trudzie i gnoju!

Ew: Pingam was: „Drzwi skrzypią. Please advise.”

[Wycofując się, Ren ma jeszcze obfotografować antyczny hardware w antycznej serwerowni.]
K: Zrób jeszcze zdjęcia szczurów.
Ew: Już wam zrobiłam!

Z wizytą w strefie wolnego ognia

MG [o riggerze]: …Generalnie skądś ten wszczep dostał – może odziedziczył.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.

Prowadzi: P.

[Spotkanie ze zleceniodawcą, w przyzwoitej knajpie]
MG: …Świeczki rozstawione…
K: Obrusy?
MG: Tak.
K: Wow, i sztućce metalowe!
M: Jaki ty masz lifestyle?

K: Jakby przyszedł astralny żul, to mogę go jebnąć.
MW: ?!
K: No jak wchodzisz w astrala i coś sensujesz, to stajesz się obiektem astralnym, i może przyjść astralny żul, szarpać cię za fraki i „kerowniku…!”. Może też przyjść taki astralnie scybernetyzowany pan, to wtedy muszę spierdalać. A żula mogę [plask], i wyjść z astrala.

M: Zabieram hunting gear ciężki [bardzo pękatą, nijak niedyskretną zbroję].
MW: CO.
K: No kupił sobie takie, na tą pogodę idealne – wygląda jak bałwan. I marchewka na straponie. Stanie w parku, nic mu nie będzie grozić, chyba że go dzieci przewrócą.

K: A teraz spróbuję zrobić coś takiego co jeszcze nie robiłem – assensing.
D: To się zabawnie nazywa.
K: Tak, wyczuwam – właśnie to.

K: On na pewno ma lockpicking, żadna z jego postaci nie wyszła z fabryki bez lockpickingu.
MW: Nawet jeśli to prawda…

MG: Z dachu poleciało chyba stado gołębi…
MW: Wron.
MG: Czemu wron?
MW: To containment zone, wrony bardziej pasują.
MG: Niech będą gołębie, może ktoś ma gołębnik.
K: Wronnik może ma.

[Takumi dostał w głowę, jeden test pierwszej pomocy i jeden Heal później jest jak nowy]
MW: Padłeś – powstań. [razem z K.] Powerade.

[Snipers gonna snipe]
M: Teraz to osobiste! Ja do niego nie strzeliłem!
MW: Jak będziesz do wszystkiego tak podchodził, nie wróżę ci długiej kariery.
K: Autoryzuj nas do samochodu.
MW: Pft.
K: Co, na piechotę mamy wracać?
MW: Nie, „autoryzuj nas do samochodu”, też coś.

[Magiczna rekonfiguracja rysów twarzy]
MW: To jak on chrzęści twarzą to ja muzykę sobie włączę, nie znoszę tego odgłosu.
K: No, cztery featury, całkiem inny ryj se zrobię. I głos inny, bo do tego też mam featurę.
MW: Kurwa, jakiś klips ci trzeba na ucho, żeby się rozpoznać dało.
K: Safeword musimy ustalić.
MW: O nie, mój drogi – musimy ustalić hasło rozpoznawcze. Wybacz, ale nie zamierzam się z tobą znać tak dobrze, żeby potrzebować safeworda.

[Creepy podziemne opuszczone laboratorium, wewnątrz zbiorniki z klonami przypadkiem uratowanej przez nas dziewczyny]
MG: Hm, masz rację. Robicie rundkę i widać, że wszystkie klony mają podetonowane cortex bomby.
MW: Uff. Znaczy szkoda, ale uff.
K: Poziom komplikacji, co?
MW: No.

Las zwyczajny, średnio zamieszkany

Dzisiejsze kwiatki nadesłała Noya.

System: Warhammer 2nd ed, w klimacie Darkest Dungeon (czyszczenie lokacji grupą, do której gracze wybierają po jednej z kilku prowadzonych przez siebie postaci)

Grają:

Illy – aptekarka, człowiek.
Val de Maar – leśnik, człowiek
Natan – przepatrywacz, człowiek
Falin – uczeń czarodzieja, człowiek
Geralt – łowca nagród, człowiek
Silia – niziołka, hiena cmentarna

Prowadzi: AL

[Natan napatoczył się na niedźwiedzia, który się zirytował]
Illy: Zamknij oczy!
(rzuca paraliżującymi grzybkami w niedźwiedzia, nie trafia)
Natan: Walę mieczem na oślep.
Illy: Możesz już otworzyć oczy..

[Kwestia niedźwiedzia została ostatecznie rozwiązana przez cios mieczem, który po krytyku przebił niedźwiedzia na wylot i zranił Val de Maara]
Illy (opatrując Val de Maara): A to co?
Val de Maar: Niedźwiedź dźgnął mnie mieczem.

[Oprawianie niedźwiedzia]
Natan (do Falina): A ty skórę wymyjesz, masz w tym jakieś doświadczenie.
Falin: A myślałem że idąc na wyprawę uniknę szorowania podłóg…

[Val de Maar, znający sekretny język drwali, znalazł najpierw znaki podające hasło i odzew (wiewiór – spada), a potem oznaczenie że w pobliżu jest warta]
Val de Maar: Wiewiór spada!
Wartownik z ukrycia: To ja miałem powiedzieć że spada, idioto!
Val de Maar: No to mów…

[Wartownik pilnował obozu przemytników. Przekonany, że Val de Maar jest swój, pozostawił go na swoim miejscu i wrócił do obozu, ale wkrótce wysłano go z powrotem, żeby przyprowadził „nowego”]
NPC: Rzucaj drabinkę!
Val de Maar: Nacinam tak, żeby się pod nim zerwała i zrzucam.
[NPC wchodzi, drabinka się zrywa]
Val de Maar: Chwytam go za rękę, a potem jak w „Królu Lwie”, mówię „Long live the king” – i puszczam.

[Postacie trafiły na bagienną ośmiornicę, starcia nie przeżyła Silia]
Geralt: Uczcijmy jej pamięć tak, jak czyni się to wśród jej ludu, przez zjedzenie…
[Grupa w śmiech]
Geralt: …kawałka potwora, który ją zabił.

Niestety ewidentnie Firefly

L – Będziemy Kosmonautami Wyklętymi.

Uncharted Worlds, hack Apocalypse World w klimatach Firefly, Star Wars czy Star Treka, w zależności od konfiguracji. Grają:
Kabuki Ono, pilot i handlowiec: E
konsul John Wakefield, dyplomata Federacji Panświadomości: P
Anaru Helix, weteran sił zbrojnych Imperium Człowieka: L
Max Smith of Lambda Free-Five Alpha, technik z Akademii: G
Prowadzi: Z

[Z usilnie namawia wszystkich graczy żeby jako jeden z 3 sprzętów startowych wykupili sobie EVA suit, P woli jako zasób wziąć grupę podwładnych, pierwszy pomysł to modelki, class 1 Staff z cechą „beautiful”]
P – Zakładam, że mamy na statku wszystko wymagane przez przepisy BHP.
L – Możemy mieć w statku takie kule ratunkowe, bierzesz, odpalasz, wsiadasz do środka i czekasz na ratunek.
P – U mnie w kabinie jest takich 10!
E – Dla wszystkich modelek.
G – „Dziewczyny, znowu rozszczelnili statek, wsiadajcie do kuli.”

P – Mogę wziąć garnitur „impressive” albo „mesh armor”.
L – Kwestia czy chcesz ładnie wyglądać, czy nie umrzeć jak będą do ciebie strzelać.

[P ciągle rozważa, jaką ekipę podkomendnych sobie wziąć, pomysł z modelkami jednak odpadł]
G – Możesz też wziąć white and nerdy.
Z – To grad students.
L – Nie, to class 2 crew, jeden atrybut to „white”, drugi to „nerdy”.
Z – To ludzie ze startupu z Doliny Krzemowej, „potrzebujemy zrobić appkę do tego”

E – Usłyszałam Anaru Chemix i wyobraziłam sobie celtyckiego wojownika który potrafi wszystko naruchać.
Z – W szczególności chemikalia.

[tworzymy frakcje, aktualnie omawiamy „Ligę Panświadomości”, niewielką, bardzo zaawansowaną technologicznie frakcję wtrącającą się wszystkim w ich sprawy]

L – Może nie mają żadnych planet, tylko same statki i stacje kosmiczne?
Z – Oryginalny pomysł, L. sam go wymyśliłeś?

L – Nie wiem czy międzyplanetarna frakcja libertarian nie zerwie mojego kołka do zawieszania niewiary.
Z – Międzygwiezdni korwiniści, no nie wiem.

[„Federacja Panświadomości” to Secretive High Tech Federation]

L – To na czym polega ich secretiveness?
P – Na tym że używają wywiadu i działają potajemnie.
L – A poza tym opierają się o demokrację bezpośrednią i transparencję.

[zastanawiamy się czy mamy kapitana czy demokrację]
P – Nie robimy kuców wyklętych.
Z – Możecie być latającą komuną anarchosyndykalistyczną.

P – Jakbyśmy mieli w wyborach 50% to byśmy mieli większość.
Z – ZALEŻY W JAKIEJ ORDYNACJI!

G – Ja się nazywam Max Smith of Lambda Free-Five Alpha
Z – Wszyscy na Twojej stacji nazywają się tak samo?
P – Nie, to jak w średniowieczu, jak ktoś się nazywał „z jakiejś miejscowości” to w tej miejscowości sobie tak nie mówili.
G – Hej, Zbyszku z Bogdańca, hej, Jagno z Bogdańca!

L – A jak nazywa się nasz statek kosmiczny?
G – Serenity.
Z – NIE.

P – Jakie to są pojazdy naziemne?
L – Class 0, obawiam się.
Z – Rower i deskorolka.
E – 2 segwaye.

L – Pojazd zamiast granatów wydaje się niezłym dealem.
Z – Mam proszki na ból głowy, zamiast tego mogę wziąć pojazd.

P – Biorę sobie Crew na 3, bo wezmę Leadership zamiast Stealth.
L – Rozsądnie, ten Stealth tak ci średnio pasował do dyplomaty, mogłeś się gdzieś pojawić ze swoim niewykrywalnym pistoletem i zostać zabitym.
Z – Great job!

Z – A może jednak EVA suit?
E – Kiedy Mistrz Ceremonii…
Z – Żeby nie było że nie zachęcałem!

Z – Wolałbym, żebyś nie był oficjalnym dyplomatą Federacji.
P – No dobrze, nie będzie ambasador Wakefield, będzie konsul Wakefield.
Z – Dużo nie ugrałem, ale trudno.

L – W liquid democracy wybraliśmy na kapitana E.
P – I tak umiera demokracja.
Z – I tak umiera demokracja, w oklaskach, jak by powiedziała Amidala… która była wtedy dyplomatą, tak jak twoja postać!
P – Nie wiem, czy jestem Inarą czy Amidalą.
Z – Why not both?

Z – Jezu, wiem co puszczę!
G – Soundtrack z Firefly?

G – Nie wysyłaliby ich tutaj gdyby można było wysłać postdoców.
Z – Class 0. A nie, Class 0 to grad students, postdoce to Class 1 crew.

[korweta Imperium chce nam przeprowadzić inspekcję, podwładni P to komandosi Federacji]
L – Komandosi mogą udawać eksploratorów.
P – W szczególności z ich cechą Intimidating.
L – Mają też Stealthy.
Z – Może się pochowają? Otwiera luk bagażowy, a tam co?
L – Komandosi!

L – Korweta może się do nas podłączyć takim 10-metrowym korytarzem z tkaniny i mieć na nas wycelowane działa point blank, nie widzę problemu!
Z – No dobra, faktycznie.
L – Udało nam się przekonać MG, że mogą nas rozwalić jak będziemy im podskakiwać.
Z – You’re on fire!
E – I po co nam to było?

P – Czy mamy jakąś możliwość zbadania tego wraku?
L – Nie! [spogląda na P] … gdybyśmy zamiast dużych kabin dla pasażerów mieli system stealth…
[postać P to Diplomat/Clandestine, mógł wybrać system stealth dla statku jako Clandestine, ale wziął przestrzeń dla pasażerów jako Diplomat]
Z – Dałbyś już spokój!

L – O, mega, w moim workspace jest holoprojektor topograficzny, możemy wyświetlać mapy planety albo trajektorię lotu, jaką sobie wybraliśmy.
G – Albo… trójwymiarową pornografię!

Z – To jest totalnie jak odcinek Expanse, wszyscy jesteście w promie a wasz główny statek zostawiliście z tyłu.

P – Usiłuję ich przekonać, że nie mają prawa dokonać inspekcji. [rzuca fatalnie]
E – Ja mu pomagam!
Z – Jak mu pomagasz?
G – „NIE MÓW TAK, KURWA, NIE MÓW TAK!”

[badamy rozwalony krążownik, pardon, katedrę Kościoła Solarnego]
Z – Widzicie kapsuły z jakimiś szkieletami w środku.
E – Wrogowie?
Z – Raczej zasłużeni dla wiary
L – Poprzedni kapitanowie tej Katedry
P – Przy religijnych kultach trudno powiedzieć czasami, czy ktoś był nagradzany czy karany.

P – Następnym razem biorę laser rifle od jednego z moich komandosów.
L – Co za cziterski sposób na obejście braku zasobu Class 1.

Opowieści płachty i szpadla

K: Gdzie jest papuga? Miałeś mieć papugę!

System: Pirates of the Spanish Main

Grają:
Roland, marynarz potężny: J.
Tim, marynarz wygadany: K.
John, marynarz z muszkietem: O.
James, marynarz z wytrychem: MW.

Prowadzi: W.

[MG i mapa]
MG: …No i stąd dotąd to jest – tak ze dwadzieścia centymetrów [pokazuje najwyżej dziesięć]…
K: …Tak ci mówili.

[Rozważamy ofertę zatrudnienia]
J: Uważam że trzeba brać pod uwagę możliwość bycia przybitym za kutasa do galionu…
K: To się może zdarzyć zawsze.

K: …Poza tym taki okręt wojenny jak nam pokazałeś, to nie przybijał do brzegu, tylko spuszczał 127 łodzi i napierdalał.
MW: Ciekawe co by było, jakby miał jedną więcej.
K: Miałby minus jedną! Dopchnijmy mu naszą!

MW: Totalnie toczone korupcją miasto.
MG: Takie Gotham, tylko po hiszpańsku.
J: El Gotham.

[Zapoznawcze picie z kontraktorami]
K: Więc z mojej historii rozwodzę się głównie nad rzeczami, które nie miały miejsca.
O: Czyli trzeba cię nazwać Gruby Tim?
K: Ta, gruby i z żyłami.

MG: Jak żeście go już wyremontowali trochę, to cieśla wam coś powie o tym statku. Jest mianowicie zrobiony solidnie z drewna…
[cisza, parsknięcia]
K: …I pływa po takiej solidnie mokrej wodzie?

MG: A, jeszcze co wieczór są zajęcia alkoholowe.
O: Co wieczór?
MG: A co, nie pijesz? Abstynent? Wątroba cię boli?
K: Kto nie pije, ten kapuje, masz -2 do Charyzmy.

MG: No to deklaracje.
K: Wiesz co, jak oni ładują muszkiety, to ja poczekam. Bo jak oni naładują, a ja ruszę do przodu, to będzie miało konsekwencje.

[When zombies attack]
MG: …Ci tutaj [pokazuje na mapkę] są mocno zajęci.
K: Nażrą się to pójdą spać.

K: Jak oni mierzą, to ja czekam, przecież on też nie umie strzelać.
MW: O wypraszam sobie, trochę umiem.
K: Tak, ja też robiłem notatki, jak zeszłym razem strzelali.

MG: Trafiłeś, obrażaj go.
[Rzut, wybuch śmiechu]
MG: A żeś go obraził. Urwałeś mu szczękę.
MW: Umrze z głodu, w końcu.
K: Zlikwidowałeś jego szansę na wczesne zamążpójście.

MG: Znakomicie, przeciąłeś go na pół.
K: Świetnie, mamy teraz dwa zombiaki, górnego i dolnego.
MW: Ojtam, dolny może tylko kopać, a po górnym będziesz skakał.
K: Górny będzie gryzł!
MW: Dobra, w następnej rundzie przejdę do konkretów i upierdolę mu łeb.
K: To będą trzy zombiaki, gryzący, kopiący i łapiący! Pojebało cię?

[Następnego dnia]
O: A ten przecięty na pół?
MG: Dół został, góra gdzieś poszła.

[Zrobiło się tak, że musieliśmy wykopać zwłoki]
MW: I znowu potrzebujemy łopat.
MG: Jak tak na was patrzę, to częściej używacie łopat niż rapierów.

K: Jak nas kto złapie, to powiemy że kocmołucha do inkwizytora wieziemy.
MG: Ta, i zmarła wam po drodze?
K: Korki były, oezu.