A great day

C: Z naszej dyskusji wynikło tyle, że wziąłem sobie Pharmaceuticals na jeden i prócz tego podstawy hiszpańskiego.
J: Te rzeczy wcale nie są takie niezwiązane.

System: nie bardzo filmowy Millenium’s End.

Grają:
Tulip, społecznie uzdolniona gun-bunny: E.
Tally, specjalistka od ciężkiego sprzętu: D.
Hank, dwumetrowy murzyn, weteran: P.
Jeremi, medyk wojskowy: C.
James, hacker i spec od komunikacji: J.

Prowadzi: MW.

[Tworzenie postaci]
D: Operate Heavy Machinery bardziej się przyda?
J: Bardziej niż Demolition, w mieście łatwiej spotkać spychacz i traktor…
MW: …Niż kilo trotylu.

J: A z budowy jesteś taką enerdowską sportsmenką?
E: Ej, bez przesady! Jestem po prostu bardzo wysportowaną…
J: …Szafą gdańską.

[Skutki imprezy mobilnej]
MG: Nie przyjmą wam z powrotem zarzyganego pojazdu, macie go umyć i wtedy zwrócić.
P: On już jest zwrócony.

E: Możesz też mieć PTSD. Pierwszy raz strzeliłeś do człowieka, teraz go widzisz wszędzie.
J: Tak szybko?
MW: Może to szybkie PTSD.
E: Galopujące. Jak suchoty.

[Misja zakończona przez strzelaninę z klientem]
J: Klient złożył dziewięciomilimetrową rezygnację.
C: A myśmy mu wysłali potwierdzenie rozwiązania umowy.

Reklamy

Potąd mam tej Jugosławii!

System: Millenium’s End

Skład i prowadzenie: ci co przedtem plus James, faceman z CIA.

[Kevin, rezydentny snajper i Jo, spotterka siedzą na stanowisku snajperskim i zapowiada się przedłużone czekanie]

MW: Lornetkę macie?
S: Mamy.
MW: Aparat macie?
S: Mamy.
MW: Kanapki macie?
S: Nie.
MW: Dobra, z kanapkami wyślę wam umyślnego.

[Planowanie osłony dla ekstrakcji snajpera – osłony przez dywersję]
S: A dywersja to myślałem że będzie zdalna.
MW: Strzelanie z rgppanca w ogólnym kierunku wioski jest wystarczająco zdalne jak dla mnie.
S: Ale to ma płomień na pięć metrów z tyłu!
MW: Your point? Znaczy, jeśli nie chcesz rgppanca to nie będzie rgppanca. Ale nie myśl, że będę teraz zapierdalał do Belgradu kupić ci C-4…
P: …Zwłaszcza że ostatnia podróż kosztowała nas parę tysięcy baksów.
MW: Łapówki?
P: No. Omijaliśmy patrole i transportery z wojskiem.
S: Ale nie dawałeś im kasy przecież tylko kanistry ze spirytusem.
P: A spirytus co, sam napędziłeś? Proszę, to jest właśnie socjalistyczne myślenie. Myślą, że spirytus rośnie na drzewach!

[Facet, którego Kevin ma odstrzelić, siedzi w willi i myślimy, jak by go wywabić]
P: Mam wrażenie, że niebezpiecznie zbliżamy się do koncepcji drewnianego konia.

[Czekanie na stanowisku, zgodnie z oczekiwaniami, dłuży się]

MW: Dobra, umyślny Virgil…
D: Nie jestem umyślny, jestem przypadkowy!
MW: …Umyślny Virgil ma zasobnik z kanapkami, picie, rgppanca i nabój, oraz kubeł po farbie. Jako toaletę.
MG: Nie, loperamid im daj, będą mieć zatwardzenie.
MW: Całodzienne? Będą musieli udrażniać wyloty łyżką do butów potem…!
S: O nie, sam to żryj!
MW: A może – nie. Zachowajmy pewien minimalny poziom powagi, nie wmieszam im tego do kanapek.

S: W zrujnowanym budynku nietrudno o zawał.

P: …Poza tym jakbyśmy mieli do czynienia z zombimi szukającymi mózgów, ja jako doktor miałbym obawy. Ale nie wszyscy muszą się martwić.
X: Ty jesteś doktorem? Czego?
P: Arabistyki.

[Strzelanina! A raczej standardowe czynności postbitewne.]
D: Czy gość ma coś ciekawego przy sobie?
S: Trzy racje żywnościowe, sześć sztuk złota…

[W strzelaninie padło dwóch przeciwników i jeden koń]

D: Czy naprawdę chcecie zakopywać te trupy?
P: No ja nie, na szczęście padło na ciebie.

[Przewożenie porwanego gościa przez granicę zakładało spicie go na umór]

S: Napije się pan z nami, czy napije się pan sam?

D: A na do widzenia damy mu jeszcze wodę mineralną i cytrynkę. I aspirynę.
MW: Tacy jesteśmy. Service with a smile.

Prawie jak tajni agenci

System: Millenium’s End

Skład i prowadzenie: ci co ostatnio plus James, faceman z CIA.

[James właśnie ukończył kurs medyka polowego i nabywa zestaw paramedyka, dziesięciokilową walizę]

James: No targał to będzie ten kto przewiduje że będzie postrzelony, przecież nie będę tego nosił za kogoś.
George: Przecież to twoje narzędzia pracy.
James: Moje narzędzia pracy to pejcz, kajdanki, takie rzeczy.
George: To jest twoje hobby.
James: Moja praca to moje hobby!
George: Nie chcę tego wiedzieć, jasne?

P [tłumaczy coś przez telefon]: …Naciśnij czerwony przycisk i poczekaj na żółtą kontrolkę. Jak się zapali żółta kontrolka to podpalaj.
[Wszyscy patrzą dziwnie]
M: Aż do „podpalaj” brzmiało normalnie…

D: Po urlopie zostały ci tylko idiotyczne okulary przeciwsłoneczne.
P: No zdania są podzielone, one są od Diora.
D: Powiedziałem idiotyczne, nie tandetne.

[MG odpala podkład dźwiękowy, losuje się coś z muzyki poważnej]
P: …I w tym momencie wchodzi ktoś z dyrekcji?

X: Przepraszam, jak się nazywało to co chłopaki używali, że przybliżało i można było strzelać bóg wie dokąd?
[Chwila totalnego niezrozumienia]
M: Celownik optyczny…?

[Wtapiamy się w tło w obcym mieście
]
S: Jak by się tu ubrać… Dobra, długi czarny płaszcz, cyfrowa lustrzanka na szyi, paramilitarne buty oczywiście, przeciwsłoneczne okulary…
MW: W Belgradzie? W marcu?

P: Musimy zaufać Opatrzności i królowej, nic innego i tak nie zrobimy…

D: Co jest lepsze, być wystrychniętym na dudka czy wydudkanym na strychu…?

[Przygotowujemy się koncepcyjnie do porwania podstarzałego prawnika]
M: Środki zerujące pamięć krótkoterminową istnieją, to jest tzw. pigułka gwałtu…
MW: Gwałt jest opcjonalny, mam nadzieję.

[Załatwiliśmy transport, tj ochotnik ukradł dwa Yugo]

X: Zaraz, ale po co nam dwa Yugo?
MW: Bo wejdziemy do jednego w piątkę, ale nie z kałasznikowami.
P: Poza tym zabezpieczamy się na wypadek jakby jedno się zepsuło albo nam ukradli.
MW: Tak, to straszna plaga…

Ciepłe kraje oraz porwanie pod znakiem św. Murphy’ego

System: Millenium’s End

Grają:
Kevin, specjalista od bicia po twarzy rodem z Hongkongu: Sm
George, były szpieg o powierzchowności księgowego, szef komórki: MW
Jo, operatorka broni automatycznej, kobieta z Royal Marines: X
Virgil, były glina, spec od techniki: D

Prowadzi: M.

Jo: Powiem szczerze, ta robota nie jest taka trudna. Myśleć nie muszę, myśli kierownik. Ja mam się tylko skradać jak potrzeba albo strzelać jak potrzeba. Banał.

[Misja mówi ma polegać na wyjęciu danych z samolotu, na Bermudach]
MG: Przychodzi zleceniodawca, ubrany normalnie…
Sm: W bermudy?

MW: Dobra, to teraz na kurs nurkowania. Ale taki hardkorowy.
Sm: Jak pływać wśród rekinów. [pauza] Szybko?

Sm: Robinson Hotel? „Tu mają państwo tyczki, tu liście palmowe, proszę skonstruować sobie bungalow. Plaża obfituje w ostrygi…”

X [patrząc w kartę]: Dobra, to co ja umiem robić…?
Sm: Omlet.

MW: OK, pojadę do tego domku w Essex i będę…
Sm: …Uprawiać e-seks.

[Przerwa na paszę]
MG: Jajko na pizzy nie wygląda dobrze.
D: Ty masz to jeść a nie wieszać na ścianie!

[Porywacze użyli kradzionego samochodu – tyle że ukradli go, przypadkiem, matce jednej z postaci…]

Jo: Znaczy, mamy obstawiać samochód jakby był kradziony, tak?
Virgil: Tak, chyba że porywacze tam będą, wtedy ich zabijcie, uwolnijcie chłopaka, a po wszystkim podzielcie się wypłatą. Tylko nie uszkodźcie samochodu mojej matki!

Sm: Dwie niskie kabury, płaszcz i stetson!
D: Na motocyklu?! Znakomity pomysł!
Sm: Dobra, to zamiast stetsona hełm i kogut na przyssawce.

[Sprawdzanie TIRa]

Sm: Dobra, spojrzę mu w papiery, zobaczymy co on tam wozi, porwane arabskie dzieciaki może…
MW: W warstwach.
D: Rozładowuje widłami.
MG: Nie, na europaletach są.

D: Moja panika na punkcie tego samochodu zajebiście odzwierciedla moje współczynniki. Ale nic, każdy ma jakiś słaby punkt. Każda paszczaka ma swego straszaka.

X: Czym ten samochód był polany w środku, benzyną?
MG: Nie, rozpuszczalnikiem.
MW: Nitro.
Sm: Teraz w środku jeszcze gliceryną polejemy.
D: Nie będziecie nitrować gliceryny w samochodzie mojej matki!

Virgil: Wiesz co mnie czeka w domu?
George: Powinny cię czekać wyrazy wdzięczności od matki za znalezienie jej bryki.
Virgil: Widzisz, moja matka tak nie myśli.
Kevin: Ale jakbyś powiedział „Mamo, znalazłem twój samochód, co więcej, znalazłem gości którzy go ukradli, co więcej…”
George: „…Tu są ich głowy!”
Virgil: Byłoby „Co ty mi do domu przynosisz!”
George: „No i widzisz mamo, to właśnie robię w pracy.”

[Kevin włazi na niestabilną stertę samochodów na złomowisku]

Virgil: Czy za sygnał do ataku możemy uznać huk spadającego samochodu?

[Uzgadnianie planu ze snajperem]

George: Które drzwi baraczku widzisz, przednie czy tylne?
Kevin: Tylne
George: Dobra, jak będzie nimi jakiś patafian wychodził, to nie muszę ci chyba mówić co masz robić.
Virgil: Wezwij go do poddania się i oddaj strzał ostrzegawczy.

[Pies strażniczy na terenie]
MG: Tu nie Rumunia, nie pilnują kundle. Pies wygląda jak normalny owczarek niemiecki…
Sm: …Ma hełm, panterkę i opaskę ze swastyką.

[Opłaty szpitalne bywają słone, zwłaszcza przy leczeniu postrzałów]

D: A ubezpieczenie mu wypłaci?
Sm: Tak, ze dwa magazynki jeszcze.

Edit: Imię jednej z postaci i kilka nie dodanych tekstów.

Prawie jak „Psy wojny”

System i prowadzenie: bez zmian od ostatniego Millenium’s.

Gra także:
Jo, operatorka karabinu szturmowego, niska zwarta kobieta z Royal Marines – X.

[Wyjazd do ogarniętego wojną Sierra Leone]
Sm: Tego rodzaju wyjazdy są świetną okazją do uzupełnienia ekwipunku.
MW: Nie podoba mi się twoje podejście.
P: Podejście jak podejście, gorzej że lokalni też tak to widzą.

[Załatwiamy transport w busz]
P: Jak zajebiemy samochód zamiast go wynajmować, to nie będziesz potrzebował faktury VAT.
MW: Ale jak zajebiemy samochód, benzynę będziesz musiał kupować za własne, bo faktury VAT nie weźmiesz.
[Pauza]
P: Okay, przekonał mnie.

[Wyliczamy zużycie benzyny]
Sm: Jeden kanister zużyjemy operacyjnie…
MW: Nie.
Sm: Żadnego palenia wiosek?
MW: Nie! Jak chcesz palić wioski, to samodzielnie je podpalaj, hubką i krzesiwem!
Sm: Łaski bez. Mam własne Zippo i własną benzynę.

P: Znaczy co, odbezpieczone i przeładowane MP5 na kolanach?
MW: Nie, bo możesz się postrzelić w trąbę.
P: Niee, w czasie kontroli, nie w czasie jazdy! Ale wzrusza mnie twoja troska o moją trąbę.
MW: Nie o to chodzi, musiałbym cię opatrywać potem.

[Idziemy po śladach]
X: No dobra, to powiedz ile razy mam jeszcze rzucić i kiedy się w końcu zgubiłam.

[Skradamy się w nocy – z testów wynika, że X. widzi okolicę dobrze, ale skrada się kiepsko]
Sm: Aaa, już wiem czemu tak ci idzie! WYŁĄCZ TĄ LATARKĘ!

Sm: Szukamy na miejscu potykaczy i innych niespodzianek.
P: My też szukamy?
MW: Nie, my jesteśmy z tyłu. Jakby oni coś znaleźli…
P: …to my poszukamy ich kończyn?

Sm: Żeby było śmieszniej, to ona jest ze specopsów, nie ja.
X: Ja?!
M: A kto był w Royal Marine Pathfinders?

[Zabici rebelianci okazują się Rosjanami, a nie rebeliantami]

MW [oznaczając ręką poziom gówna]: Potąd.
P [wąchając powietrze]: No.

[Ściągnęliśmy zabitym najemnikom buty, jako dowód – rebelianci noszą łapcie z opon]
Sm: Mamy teraz motyw rabunkowy.

Rozmowy kontrolowane

System:
Millenium’s End, alternatywny rok 1999 po kryzysie energetycznym.

Grają:
Kevin, specjalista od bicia po twarzy, rodem z Hongkongu – Sm.
James, zredukowany z CIA „Atrakcyjny Kazimierz” – P.
George, były szpieg o powierzchowności księgowego, szef grupy – MW.

Prowadzi: M.

MG: Blackeagle/Blackeagle [firma w której pracują postacie] jest podzielona na komórki…
S: …A to [wskazując na MW] jest za przeproszeniem jądro.

P: Dobra, która z nich [pań w recepcji hotelu] wygląda na przyjazną? Zagadam do niej, na kawę zaproszę…
[odpowiadając na zbulwersowane spojrzenie Sm]
P: No co? Wyrabiam miękkie kontakty.

(Przez większość sesji tak wyrabiał.)

[Usiłowałem, z braku broni palnej, nabyć chociaż gaz łzawiący]
MG: Przed północą do twojego pokoju puka gość. „Pan chciał gaz…?”
Sm [z gestem sprajowania]: -fffffssssssss-!

[Grupa przygotowuje się do spędzenia, cichaczem, całego dnia w sali konferencyjnej, podejścia do której są pod obserwacją]
MW: Biorę jedzenie, laptopa, sprzęt podsłuchowy, [tutaj lista], i jeszcze dwuipółlitrową butelkę po koli.
Sm: Przyda się.
P: Jeszcze pudełko po butach weź.

[MG opisuje, jak NPC w sąsiednim pomieszczeniu szuka podsłuchu]
Sm: -bibibibibi- „O kurwa, to nie nasz!”

[Warowania w sali konferencyjnej dzień drugi]
MW: Nie no, nie wniesiemy do Marriotta kibla chemicznego!
Sm: Zawsze można go ucharakteryzować na lodówkę z napojami.

[Rozliczanie wydatków po wyjeździe, czyli zliczanie sum z każdego śmierdzącego papierka]
MW: Idę do Zaopatrzenia i zdaję sprzęt, a jak mi pokwitują odbiór to wracam na dół i włączam rachunek za wypożyczenie do kosztów akcji.
MG: Ale już zdałeś kwity…
MW: To wyjmę, dołączę i zdam jeszcze raz.
Sm: Nie ma litości dla księgowości!