Morskie opowieści

Z: Podkradam się do trupa, cały czas mam go na celowniku, w razie jakby mu coś do głowy przyszło.

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Problemy z kontrolą agresji wyszły na badaniach lekarskich Victorii, czego wynikiem jest skierowanie do psychologa]
Z: A co do tej pani psycholog to ja się dowiem gdzie mieszka.
M: Hehehe, i co jej zrobisz?
Z: Nic! Nie wiem, może ma psa albo coś…

MG: Macie już pewne chody w agencji i możecie zarequestować…
Z: …Wsparcie orbitalne.

[Po zakończonym planowaniu sprzętu na misję obstawiania VIPa w czasie podróży morskiej]
Z: Już wiem o czym zapomnieliśmy!
MG: O parasolce?
Z: O prognozie pogody.

MG: Widzicie w wodzie wielki czarny cień, który bezgłośnie schodzi głębiej…
L: Moby Dick!
Z: Z naciskiem na dick.

Victoria: Ktoś mu skręcił kark.
Jane: Może się potknął?

L: Joe Black to ten co wlazł do morza na ostatniej sesji, człowiek-ryba?
MG: Tak.
Z: Mówiłem? Mówiłem że mają płetwy! Własne!

[Jane dostała w palnik i jest cokolwiek posiniaczona]
Michel: Nie pokazuj się w nocnych klubach przez następne parę dni.
Jane: Wiesz, mój drogi, to zależy w jakich klubach.

MG: W porcie czeka już na was telewizja i w ogóle.
L: To ja się przebiorę w kostium.
MG: O, jak się przebierzesz to wywrzesz odpowiednie wrażenie. Ty masz jakąś tam Atrakcyjność, tak?
L: Mam Magnetyczną osobowość.
MG: No to wszyscy faceci – i dwie babki – zwracają na ciebie uwagę. Z wyjątkiem jednej osoby – waszego VIPa.
L: Ooo, skurwysyn…
Z: Może lubi chłopców.
L: Może niech Michel przebierze się w kąpielówki i przed nim poparaduje?

L: Nieee, nie mamy paranoi, w ogóle, mwahaha. [do MG] Mogę sobie dopisać Paranoję?

[Dalsze przygotowania do końca cywilizacji jaką znamy]
L: Konserwy, mresy, makatki…
Z: Gniazdo karabinów maszynowych…
L: Foteliki…

Z: Już wiem, trzeba kupić poduszkowiec! Czemu ja na to wcześniej nie wpadłem?
MG: Bo jesteś głupi jak wór cementu?

Reklamy

Interludium w zupełnie innym stylu

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Gerhard, Aryjczyk, specjalista od pistoletów – MW.

Prowadzi: M.

MW: Nazywa się Gerhard Haagenbeck i tak też wygląda.

[Przetasowania personalne]
L: To kto teraz będzie dowódcą?
MG: Stanley.
L: Shit!
A: Kurwa. Powinienem się w zasadzie cieszyć z awansu, więc się cieszę.

MG: Dostaliście nowego gościa, świeżo po szkoleniu.
L: Zielony się będzie nazywał. Bo jest biały.

A: Ja oglądam jego akta.
L: Uu, jego akty? Nie wiedziałem, że gustujesz…

Jane: Nie wprowadzamy go w detale naszych poprzednich spraw, bo pomyśli że jesteśmy wariatami.
Stanley: Ale wy jesteście wariatami.
Jane: Zapomniałam, ty jesteś Scully.

[Spotkanie ze zleceniodawcą]
MG: Jego garnitur ma inny krój.
A: Sportowy?
L: Nie, klerycki.
MG: Tak, mniej więcej.
L: Może turnować undeady.

[Gerhard i Jane idą rozejrzeć się w Kościele Nowej Gnozy – briefing przed startem]
Stanley [do Gerharda]: Ty się nie odzywaj za bardzo, bo wiadomo że faceci niezbyt myślą.
Jane [do Gerharda]: Ja szukam porady, a ty masz pieniądze.

L: Nie mam jaj ani pepeszy.
MW: Dzisiaj jesteś undercover i to dlatego?

Jane: Te, Niemiec, a czytać potrafisz?
Gerhard: Potrafię, a ty potrafisz korzystać z toalety? Bo z tego co słyszałem, u was w Azji to tak niezbyt.

Gerhard: Te filmy [w samolocie] pewno już widziałem wszystkie, wiele razy….
Stanley: To ty tyle latasz?
Gerhard: Nie, tyle oglądam telewizji.

Stanley: Nieno, do kumpli nie zadzwonię, przyczyny ku temu są co najmniej trzy…
Jane: Pierwsza taka, że nie masz kumpli…

Stanley [do Jane i Gerharda]: To co, Brusy Willisy?
Jane: No, wchodzimy i rozmawiamy.
Stanley: To wchodźcie i rozmawiajcie. Mam nie gasić silnika?

MG: Dobra, następny dzień. Budzicie się?
L: No, jakbym się nie obudził, byłbym poważnie zaniepokojony.

Kampania robi się coraz dziwniejsza

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Postacie przygotowują się do konca cywilizacji jaką znamy w związku z Y2K]
L: Jak będzie nuclear winter, będę ogrzewać tylko jedno pomieszczenie
M: Hehehe.
MW: A ty się nie śmiej, ty sobie kupiłeś ziemię w Północnej Karolinie czy innej takiej.

MW: Willi z betonu nikt tu nie robi, to nie polska wieś.

MW: Dobrze pamiętam, że spotkałeś mężczyznę swojego życia?
Z: Nie, kobietę.
MW: O, niestety, to nic ci nie wyszło, nie masz doświadczenia w stosunkach z kobietami.
Z: Może byś na coś rzucił, kurwa?
MW: Nie, jesteś takim typem osobowości że nie muszę.
L: Obawiam się że jesteś skazana na mnie, moja droga…

L: Poczekam aż się zrelaksujesz…
MW: Ostatni raz zrelaksowana to ona była chyba w górnym paleolicie.

MW: Już mieliście… niee, tak naprawdę to nie mieliście nadziei na spokojny weekend…

[Postacie szykują się do wyjazdu w teren jako dyskretna ochrona osobista]
L: Flashbangi są chyba nawet legalne.
MW: Nie wiem gdzie, chyba w Zairze.

Jane: Weźmy karabiny szturmowe. Chodzi o to, żeby nie zwracać na siebie za bardzo uwagi…
[MG się załamuje]

L: W zasadzie jedna skrzynka amunicji starczy… więc weźmy dwie.

MG: W ogóle nie będziecie się rzucać w oczy jak przyjedziecie we cztery osoby dwoma samochodami.
L: Będziemy dwoma parami…
[Pauza]
Jane: Vicki, jedziesz ze mną.
Michael: Forget about it. Vicki, jedziesz z klientem, Jane, jedziesz ze mną.

L: Wezmę pokrowce na wędki.
MG: A wędki weźmiesz?
L: Nieno, do środka włożę…
MG: …Karabiny. Jasne.

[Broń nieupychalną w pokrowiec na wędkę schowali na czas transportu w kajaku]
L: „A co panu tak grzechocze w kajaku? Wiosła!”

Z: Głęboka ta rzeka?
L: To nie rzeka, to morze.
Z: I’ll take this as a yes.

Vicki: Dobra, kobiety na piętrze, faceci na dole.
Michel: Nie, dzielimy się na pary.
Jane: Chyba śnisz.

MG: Jak biegniesz, plażą?
M: Plażą.
MG: To się schetasz z deka.
M: Po to się biega, nie?
MG: No tak, racja.

MG: Sądząc po deskach surfingowych to niekoniecznie są koreańscy terroryści.
Z: Surfujący terroryści?
MG: Z wyglądu aryjscy.
M: Naziści.
Z: Surfujący naziści.

MG: Wyciągają deski i surfują. Dość marnie im to idzie, bo…
Z: Aha! To agenci! Dlatego kiepsko im idzie!
MG: …Bo kiepska fala jest.
Z: Dobra dobra, każdy agent by się tak wymawiał.
MG: Rzuć sobie na Wysportowanie. [turl] Tak, zdecydowanie surfują nieźle, ale warun jest nie ten.
Z: Cholera, a tak się człowiek stara do czegoś przyjebać…

[Kolejni goście w pensjonacie]

Z: Goci.
M: Co tu robią goci?
L: Opalają się!

[Drużyna obserwuje rozpakowujących się gotów, którzy mają futerał na jakiś instrument]

Z: Goci – płatni mordercy!
L: E, pewnie trąbkę mają.
MG: Za duże na trąbkę.
L: Puzon?
M: Skrzypce?
L: Aa, tylko nie skrzypce!

MG: Co robicie w ciągu dnia?
L: Nerwowo nasłuchuję, czy z sąsiedniego bungalowu nie słychać skrzypiec.
Z: A co, masz jakiś uraz?
L: Niewiele jest gorszych rzeczy niż ktoś kto uczy się grać na skrzypcach.

MG: Goci tak jedzą… [pokazuje] Tak z odrazą…
L: Cielesność boli.
MG: Tak, w jednym zdaniu trafiłeś dokładnie w to co chciałem powiedzieć.
L: To trochę przerażające.

NPC: Wichura uszkodziła most, jest nieprzejezdny.
MG: Surferzy wyglądają na niezadowolonych.
Jane: Ale za to jakie są fale.
MG: Surferzy robią tak „hmmm” – wyraźnie o tym nie pomyśleli. Teraz panny surferów łapią się za głowy.

L: Bez noktowizora nic nie widać, z noktowizorem – gówno widać.
Z: Widoczność: słaba.

Z: To był strzał czy strzały?
MG: Strzały.
Z: Więcej niż dwa?
MG: Tak.
Z: To nie jest samobójstwo gotów w takim razie…

MG: Pierwsze co ci się rzuca w oczy to kolekcja broni gotowej do użycia.
L: A jednak! Goci-zabójcy!

Jane: A potem zbierze się mgła i wyjdą z niej…
Michael: Duchy? Zombiaki? Ufoki?
Jane: Wolałabym ograniczyć się do jednego rodzaju istot nadprzyrodzonych, więc ufoki.

Wycieczka w tropiki

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Stanley idzie zwiedzać starą kopalnię]
MG: Masz hardhata?
A: Zapomniałem. Trudno, będzie bez hardhata.
L: To niebezpieczne. Kids, don’t try this at home!

[Postacie przygotowują się do nurkowania w wodzie pełnej rekinów]
Stanley: Co to są boomsticki?
Jane: Takie kijki z nabojem do śrutówki na końcu, przytyka sie do rekina i bum!
Stanley: Wtyka się im w dupę?
Jane: Nie, raczej do głowy.
Stanley: Dobra, wiecie co, to ja chyba zostanę na powierzchni.

[W zatopionym samolocie znaleziono dwie torby z białym proszkiem]

MG: Otwierasz je?
L: Nie, sprawdzałem tylko czy są szczelne.
A: Wyobraź sobie nawalone rekiny.
L: Cukrem pudrem? OK, możemy założyć że to nie cukier puder…

[3 kg kokainy]

Jane: Ciekawe ile to jest warte?
Michael: Dwadzieścia lat więzienia?
MG: Tak, ze ćwiartkę w więzieniu. Albo kulę w łeb jeśli wcinasz się komuś w biznes.

Jane: Proponuję zostawić straż na noc.
Stanley: Dobry pomysł.
Jane: Stanley, ty się wyspałeś w samolocie, strażujesz pierwszy.

A: Na górę biorę tylko noktowizyjny celownik od SWD.
MG: Jakby co, zawsze zdążysz zejść na dół i dokręcić do niego resztę.
A: Dokładnie. Bez przesady, nie jesteśmy na wojnie.

[Podczas desantu na plażę postacie zauważają strażnika]

Michael: Jane, znieruchomiej. Chyba nie jest pewien, czy nas widzi.
Jane: Czuję się jak w Jurassic Parku.

[Stanley siedzi na łodzi z karabinem snajperskim, Jane i Michael leżą na plaży i usiłują wkopać się w piasek siłą woli]

Stanley: Jest tak – jest ciemno, mokro i wieje, wszyscy się patrzą na was, bo z mojej strony w oknach nikogo nie widać.
Jane: Stwierdzenie że leżymy dość dobrze oddaje sytuację.

Michael: Stanley, widzisz coś?
A [rzuca]: Chuj.
M: Coś cię dzisiaj kostki nie lubią.
Stanley: Ciemno jak w mojej dupie.

MG: Widzieliście już takich commando.
A: Ja ich widziałem, ale w nich nie wierzę.

L: To drewniany budynek?
MG: Tak. Zaraz się zajmie i tyle będzie z waszej osłony.
L: E, dalej będzie osłoną, tylko się trzeba będzie odsunąć żebyśmy się nie upiekli. Mamy na sobie piankę, byłyby marshmellows.

MG: Masz dziurę przez obojczyk i kulę gdzieś w brzuchu.
Michael: Kurwa.
M: Klnę z cicha.
L: Kaszlesz z cicha krwią. Wetknij sobie tampon.
M: Żebym ja tobie nie wetknął.

Jane: To ci goście od czarnych helikopterów.
Stanley: Pokaż mi tu jakieś czarne helikoptery.
Jane: Noc jest, nie byłoby ich widać.
Stanley: Mogę ci zaraz pokazać inne rzeczy, które są czarne, ale żadnych helikopterów.

Jane: Jesteś ranny?
Michael: Tak, nie zauważyłaś wcześniej?
Jane: Prawdę mówiąc jest środek nocy, mamy na sobie czarną piankę do nurkowania i jesteśmy cali mokrzy. Trochę trudno to zauważyć, było mówić od razu!

[Postacie płyną łodzią w gęstej mgle i zauważają, że GPS łapie tylko dwa satelity]

Jane: Albo ktoś w okolicy zakłóca sygnał GPS, albo nastąpiła [dramatyczna pauza] GLOBALNA WOJNA TERMOJĄDROWA!

Stanley: Kurwa, my jesteśmy w Trójkącie Bermudzkim?

[Jane i Stanley wypłynęli z łodzi na pontonie, szukając wyspy, ponton był przytwierdzony do łodzi dwustumetrową liną… którą ktoś przeciął]
Stanley: Ale byliśmy głupi. Na pontonie w Trójkąt Bermudzki. Na sznurku.

L: Patrzę na niego podejrzliwie.
Jane: Stanley, wierzysz w Trójkąt Bermudzki?

[We wraku statku z którego zniknęły bez śladu poszukiwane osoby Stanley znajduje model Colta, który nigdy nie istniał]

L: W jakimś świecie o którym czytałem w bibliotekach jest taka książka „So you came here from an alternate timeline…”, która pozwala przybyszom zorientować się, w jakiej linii czasowej się znaleźli.
Znaczy, to tak mi się tylko przypomniało. Zupełnie bez związku.

[Wszystko wskazuje na to, że poszukiwane osoby ot-tak, znikły]

Stanley: Poszli się odlać i zniknęli.
Jane: Tak, bo to Trójkąt Bermudzki, haha! E, znaczy to jest Trójkąt Bermudzki, ale ja nie wierzę w takie rzeczy.
Stanley: Aha, ty nie wierzysz, już to widzę.

Jane: Moja wierna kamera filmowała już wiele rzeczy, na przykład czarne śmigłowce, w które on [pokazuje Stanleya] uparcie nie chce wierzyć…
Stanley: Wierzę że można kupić śmigłowiec i pomalować go na czarno…

[Powrót wynajętą łodzią, po nocnej strzelaninie i wyprawie w tajemniczą mgłę]

MG: Przez całą drogę szyper jest dziwnie milczący i tak na was patrzy…
L: Damy mu jakiś bonus, co?

[Stanley pokazuje Jane raport laboratorium na temat tajemniczo wymazanego dysku twardego laptopa, w celu przetłumaczenia na normalny angielski]

MG: …Ale struktura domen magnetycznych na talerzach dysku jest nadzwyczaj interesująca i chcieliby ten dysk jeszcze zatrzymać i dokładnie zbadać…
Jane: Innymi słowy, they never saw shit like this and are freaking out, tłumacząc na angielski.

[Stanley prowadzi badania na temat nieistniejącego modelu Colta]
MG: Colt przyśle ci swoje materiały reklamowe.
A: To to ja sobie mogę w dupę wsadzić.
L: Nawet nie, są na bardzo gładkim papierze.

L: A co zrobiliśmy z tymi trzema kilo kokainy?
A: Daliśmy szyprowi jako premię?

Terroryści w spokojnej dzielnicy willowej

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

MG: W sali siedzi bardzo przystojny facet.
L: Ma obrączkę?

MG: Hydraulik jest na etapie kończenia pracy, założył panel, posprzątał po sobie… Bardzo schludny jest.
L: Tacy są najgorsi.

A: Chcę sprawić wrażenie że mamy coś wspólnego z przestrzeganiem prawa.
MG: Poniekąd to prawda.
A: Niekoniecznie z tym przestrzeganiem.

MG: Patrzy na ciebie nabzdyczonym okiem.
A: To mały białas, nie będę się z nim pieścił.

Jane: Ale pomyślcie o jednym: dobrze że nie ma z nami Vicki.
Stanley: Tak, zbombardowałaby całe osiedle i obrzuciła napalmem.

[Jane stwierdza, że nie będzie stojąc na straży korzystać z notebooka]
L: Jestem w pracy, mogę sobie darować czytanie poczty.
A: Brawo.

MG: Kto z was rozumie po arabsku?
A: No, ja rozumiem.
M: I ja rozumiem.
MG: OK, to wiecie o czym mówią.
L: Jeee! To nasi starzy znajomi, arabscy terroryści!

[BG podsłuchują terrorystów]

NPC-terrorysta: To zastrzelimy ich i wysadzimy w powietrze dom, co rozwiąże prywatne porachunki i przy okazji będzie dobre dla sprawy…
A: Jak są zamknięte te drzwi?
L: Nie wchodźcie tam beze mnie!

Jane: You can’t shoot him. You’ve just called the police.

NPC – agent FBI: Skąd pan wie że to arabscy terroryści?
A: Mówili po arabsku.
NPC: Ale skąd pan wie, że to terroryści?
A: Bo mówili że chcą ostrzelać ten dom i wysadzić go w powietrze.
L: Co jest niezłą wskazówką terrorystycznych zamiarów.

[Plan zakłada, że ochraniana para zainscenizuje rozstanie]

MG: Gość nie ma talentu aktorskiego, natomiast ona robi realistyczną awanturę.
L: Nie będzie potem chciała do niego wrócić…

A: Odstrzeliwuję mu dupę.
MG: Facet zaczyna zawodzić.
L: To muezzin!

Unmarked helicopters

System, skład i prowadzenie: bez zmian.

Stanley: Żeby tam wejść, potrzebuję dywersji z drugiej strony.
Victoria: Dywersja to nasze drugie imię.
A: W tym samym momencie w którym to powiedziałem, zacząłem tego żałować.
Stanley: Ale coś małego.
Victoria: Dyskrecja to nasze trzecie imię.

[Z. ogląda mapkę, szukając miejsca w którym znajduje się Stanley]

Z: Tu? Daleko zaszedł.
A: A mówią, że murzyni nie mogą awansować.

A [patrząc na kartę postaci]: Pilotować nie umie… co ja umiem? Kurwa, nic nie umiem…
(nieprawda, strzelał całkiem przyzwoicie.)

L: Idziemy ich obezwładnić.
E [komentując z boku]: „Jane – dzień bez obezwładniania jest dniem straconym”.

[MG przypomina graczowi o możliwości „edycji rzeczywistości”, dostępnej przy stylu pulp]
MG: Za dwa Punkty Bohaterstwa możesz wyciągnąć sobie z dupy maskę przeciwgazową. Znaczy, nie dosłownie…

[Postacie rozglądają się za czarnymi śmigłowcami]
L: Kurde, już wiem czego nie wzięliśmy – Stingerów! [ręcznych rakiet przeciwlotniczych]
M: Życie w ogóle ssie.
Jane: Vicki, czemu nie mamy Stingerów?
Victoria: No przepraszam…

[Dossier terrorysty]
MG: Próbowali mu przylepić pośrednictwo między jego milicją a Frontem Ariańskim, znaczy, Aryjskim… Aryan Front, no.
L: Front Ariański – arianie kontratakują.
MG: Oj przymknij się.

[terroryści żądają miliona dolarów i śmigłowca]

MG: Policja próbuje z nimi negocjować…
L: Pięćdziesiąt tysięcy dolarów i paralotnia?

A: Zwaliły się media, znaczy?
MG: Tak.
A: Brakuje jeszcze tylko kurwy i fortepianu.

A najgorzej jak dostaną głupawki

System, skład i prowadzenie: bez zmian.

Z: Zmieniłem jeden aspekt historii, stwierdziłem że Victoria nie pasuje do Zielonych Beretów, to raczej po prostu SEAL. [innymi słowy, zamienił jeden rodzaj komandosów na drugi]
L: No tak, przy operacji „Hearts and Minds” [zjednywania sympatii u populacji] raczej jej sobie nie wyobrażam.
MW: Właśnie miałem powiedzieć to samo.
L: [wyciąga przed siebie rękę] „This is your heart” [wyciąga drugą] „This is your mind” [obraca obie, pokazując że coś z nich upadło na ziemię]

[Postacie referują swoje zajęcia nieobecnej na zeszłej misji Jane]

Michael: Słyszałaś o Raelianach? To taka sekta.
Victoria: Jedna komórka mniej.
Jane: Zajmujecie się desektyzacją?

Stanley: Tylko wymyślcie sobie legendę.
Jane: Dawno dawno temu, za siedmioma górami…

L: Oddziały uderzeniowe Raelian. Albo arabscy terroryści.
MW: Nie, arabscy terroryści przyjechaliby ogórkiem.
Z: Następnym razem jak zobaczymy takiego Volkswagena to go sperforujemy, a potem się okaże że zabiliśmy Bogu ducha winnych hippisów.

L: Narzucam na siebie szelki i idę się umyć.
MG: Czterdzieści pięć minut z głowy. Z, co twoja postać robi przez trzy kwadranse?
Z: Broń wyczyszczę.

Stanley: Tobie to się wszędzie zwidują agenci rządowi. Dzisiaj to się już leczy. I to nawet nie elektrowstrząsami.
Jane: Look who’s talking now.
Stanley: Mam na imię Stanley i już od dziesięciu lat nie jestem agentem rządowym.
Jane: Chodziło mi raczej o psychotropy, które powinieneś zażywać – a tego nie robisz.

M: Czy ci ludzie są jakoś specjalni?
L: Tak, bardzo.
Z: Wiesz, każdy człowiek jest specjalny.

MW: Sami młodzi, starych nie ma.
A: Zżerają swoich starych.

[Postacie obserwują nieduży żaglowiec]
L: Ma reje?
MG: Nie wiem. Nie ma. Znaczy, to taki szkuner. Chyba że szkuner ma ożaglowanie rejowe, wtedy to nie szkuner.
Z [czyta definicję szkunera]
A: Może to jest dżonka?
MG: Sam jesteś to co powiedziałeś.
A: Ale dżonka też nie jest ożaglowana rejowo.
MG: Zaraz ci pierdolnę.
Z: To może być jeszcze szkuner sztakslowy, ale zamknę się…

MG: Kajak raczej rzadko ma dwa maszty, chyba że czegoś nie wiem o kajakach.
A: To zależy czy nawodny czy podwodny.
MG: Podwodny kajak też raczej nie ma dwóch masztów.

A: Włączam radio i pytam, gdzie są.
Z [beztrosko]: A, tak się przyczailiśmy…