Morskie opowieści

Z: Podkradam się do trupa, cały czas mam go na celowniku, w razie jakby mu coś do głowy przyszło.

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Problemy z kontrolą agresji wyszły na badaniach lekarskich Victorii, czego wynikiem jest skierowanie do psychologa]
Z: A co do tej pani psycholog to ja się dowiem gdzie mieszka.
M: Hehehe, i co jej zrobisz?
Z: Nic! Nie wiem, może ma psa albo coś…

MG: Macie już pewne chody w agencji i możecie zarequestować…
Z: …Wsparcie orbitalne.

[Po zakończonym planowaniu sprzętu na misję obstawiania VIPa w czasie podróży morskiej]
Z: Już wiem o czym zapomnieliśmy!
MG: O parasolce?
Z: O prognozie pogody.

MG: Widzicie w wodzie wielki czarny cień, który bezgłośnie schodzi głębiej…
L: Moby Dick!
Z: Z naciskiem na dick.

Victoria: Ktoś mu skręcił kark.
Jane: Może się potknął?

L: Joe Black to ten co wlazł do morza na ostatniej sesji, człowiek-ryba?
MG: Tak.
Z: Mówiłem? Mówiłem że mają płetwy! Własne!

[Jane dostała w palnik i jest cokolwiek posiniaczona]
Michel: Nie pokazuj się w nocnych klubach przez następne parę dni.
Jane: Wiesz, mój drogi, to zależy w jakich klubach.

MG: W porcie czeka już na was telewizja i w ogóle.
L: To ja się przebiorę w kostium.
MG: O, jak się przebierzesz to wywrzesz odpowiednie wrażenie. Ty masz jakąś tam Atrakcyjność, tak?
L: Mam Magnetyczną osobowość.
MG: No to wszyscy faceci – i dwie babki – zwracają na ciebie uwagę. Z wyjątkiem jednej osoby – waszego VIPa.
L: Ooo, skurwysyn…
Z: Może lubi chłopców.
L: Może niech Michel przebierze się w kąpielówki i przed nim poparaduje?

L: Nieee, nie mamy paranoi, w ogóle, mwahaha. [do MG] Mogę sobie dopisać Paranoję?

[Dalsze przygotowania do końca cywilizacji jaką znamy]
L: Konserwy, mresy, makatki…
Z: Gniazdo karabinów maszynowych…
L: Foteliki…

Z: Już wiem, trzeba kupić poduszkowiec! Czemu ja na to wcześniej nie wpadłem?
MG: Bo jesteś głupi jak wór cementu?

Interludium w zupełnie innym stylu

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Gerhard, Aryjczyk, specjalista od pistoletów – MW.

Prowadzi: M.

MW: Nazywa się Gerhard Haagenbeck i tak też wygląda.

[Przetasowania personalne]
L: To kto teraz będzie dowódcą?
MG: Stanley.
L: Shit!
A: Kurwa. Powinienem się w zasadzie cieszyć z awansu, więc się cieszę.

MG: Dostaliście nowego gościa, świeżo po szkoleniu.
L: Zielony się będzie nazywał. Bo jest biały.

A: Ja oglądam jego akta.
L: Uu, jego akty? Nie wiedziałem, że gustujesz…

Jane: Nie wprowadzamy go w detale naszych poprzednich spraw, bo pomyśli że jesteśmy wariatami.
Stanley: Ale wy jesteście wariatami.
Jane: Zapomniałam, ty jesteś Scully.

[Spotkanie ze zleceniodawcą]
MG: Jego garnitur ma inny krój.
A: Sportowy?
L: Nie, klerycki.
MG: Tak, mniej więcej.
L: Może turnować undeady.

[Gerhard i Jane idą rozejrzeć się w Kościele Nowej Gnozy – briefing przed startem]
Stanley [do Gerharda]: Ty się nie odzywaj za bardzo, bo wiadomo że faceci niezbyt myślą.
Jane [do Gerharda]: Ja szukam porady, a ty masz pieniądze.

L: Nie mam jaj ani pepeszy.
MW: Dzisiaj jesteś undercover i to dlatego?

Jane: Te, Niemiec, a czytać potrafisz?
Gerhard: Potrafię, a ty potrafisz korzystać z toalety? Bo z tego co słyszałem, u was w Azji to tak niezbyt.

Gerhard: Te filmy [w samolocie] pewno już widziałem wszystkie, wiele razy….
Stanley: To ty tyle latasz?
Gerhard: Nie, tyle oglądam telewizji.

Stanley: Nieno, do kumpli nie zadzwonię, przyczyny ku temu są co najmniej trzy…
Jane: Pierwsza taka, że nie masz kumpli…

Stanley [do Jane i Gerharda]: To co, Brusy Willisy?
Jane: No, wchodzimy i rozmawiamy.
Stanley: To wchodźcie i rozmawiajcie. Mam nie gasić silnika?

MG: Dobra, następny dzień. Budzicie się?
L: No, jakbym się nie obudził, byłbym poważnie zaniepokojony.

Kampania robi się coraz dziwniejsza

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Postacie przygotowują się do konca cywilizacji jaką znamy w związku z Y2K]
L: Jak będzie nuclear winter, będę ogrzewać tylko jedno pomieszczenie
M: Hehehe.
MW: A ty się nie śmiej, ty sobie kupiłeś ziemię w Północnej Karolinie czy innej takiej.

MW: Willi z betonu nikt tu nie robi, to nie polska wieś.

MW: Dobrze pamiętam, że spotkałeś mężczyznę swojego życia?
Z: Nie, kobietę.
MW: O, niestety, to nic ci nie wyszło, nie masz doświadczenia w stosunkach z kobietami.
Z: Może byś na coś rzucił, kurwa?
MW: Nie, jesteś takim typem osobowości że nie muszę.
L: Obawiam się że jesteś skazana na mnie, moja droga…

L: Poczekam aż się zrelaksujesz…
MW: Ostatni raz zrelaksowana to ona była chyba w górnym paleolicie.

MW: Już mieliście… niee, tak naprawdę to nie mieliście nadziei na spokojny weekend…

[Postacie szykują się do wyjazdu w teren jako dyskretna ochrona osobista]
L: Flashbangi są chyba nawet legalne.
MW: Nie wiem gdzie, chyba w Zairze.

Jane: Weźmy karabiny szturmowe. Chodzi o to, żeby nie zwracać na siebie za bardzo uwagi…
[MG się załamuje]

L: W zasadzie jedna skrzynka amunicji starczy… więc weźmy dwie.

MG: W ogóle nie będziecie się rzucać w oczy jak przyjedziecie we cztery osoby dwoma samochodami.
L: Będziemy dwoma parami…
[Pauza]
Jane: Vicki, jedziesz ze mną.
Michael: Forget about it. Vicki, jedziesz z klientem, Jane, jedziesz ze mną.

L: Wezmę pokrowce na wędki.
MG: A wędki weźmiesz?
L: Nieno, do środka włożę…
MG: …Karabiny. Jasne.

[Broń nieupychalną w pokrowiec na wędkę schowali na czas transportu w kajaku]
L: „A co panu tak grzechocze w kajaku? Wiosła!”

Z: Głęboka ta rzeka?
L: To nie rzeka, to morze.
Z: I’ll take this as a yes.

Vicki: Dobra, kobiety na piętrze, faceci na dole.
Michel: Nie, dzielimy się na pary.
Jane: Chyba śnisz.

MG: Jak biegniesz, plażą?
M: Plażą.
MG: To się schetasz z deka.
M: Po to się biega, nie?
MG: No tak, racja.

MG: Sądząc po deskach surfingowych to niekoniecznie są koreańscy terroryści.
Z: Surfujący terroryści?
MG: Z wyglądu aryjscy.
M: Naziści.
Z: Surfujący naziści.

MG: Wyciągają deski i surfują. Dość marnie im to idzie, bo…
Z: Aha! To agenci! Dlatego kiepsko im idzie!
MG: …Bo kiepska fala jest.
Z: Dobra dobra, każdy agent by się tak wymawiał.
MG: Rzuć sobie na Wysportowanie. [turl] Tak, zdecydowanie surfują nieźle, ale warun jest nie ten.
Z: Cholera, a tak się człowiek stara do czegoś przyjebać…

[Kolejni goście w pensjonacie]

Z: Goci.
M: Co tu robią goci?
L: Opalają się!

[Drużyna obserwuje rozpakowujących się gotów, którzy mają futerał na jakiś instrument]

Z: Goci – płatni mordercy!
L: E, pewnie trąbkę mają.
MG: Za duże na trąbkę.
L: Puzon?
M: Skrzypce?
L: Aa, tylko nie skrzypce!

MG: Co robicie w ciągu dnia?
L: Nerwowo nasłuchuję, czy z sąsiedniego bungalowu nie słychać skrzypiec.
Z: A co, masz jakiś uraz?
L: Niewiele jest gorszych rzeczy niż ktoś kto uczy się grać na skrzypcach.

MG: Goci tak jedzą… [pokazuje] Tak z odrazą…
L: Cielesność boli.
MG: Tak, w jednym zdaniu trafiłeś dokładnie w to co chciałem powiedzieć.
L: To trochę przerażające.

NPC: Wichura uszkodziła most, jest nieprzejezdny.
MG: Surferzy wyglądają na niezadowolonych.
Jane: Ale za to jakie są fale.
MG: Surferzy robią tak „hmmm” – wyraźnie o tym nie pomyśleli. Teraz panny surferów łapią się za głowy.

L: Bez noktowizora nic nie widać, z noktowizorem – gówno widać.
Z: Widoczność: słaba.

Z: To był strzał czy strzały?
MG: Strzały.
Z: Więcej niż dwa?
MG: Tak.
Z: To nie jest samobójstwo gotów w takim razie…

MG: Pierwsze co ci się rzuca w oczy to kolekcja broni gotowej do użycia.
L: A jednak! Goci-zabójcy!

Jane: A potem zbierze się mgła i wyjdą z niej…
Michael: Duchy? Zombiaki? Ufoki?
Jane: Wolałabym ograniczyć się do jednego rodzaju istot nadprzyrodzonych, więc ufoki.

Wycieczka w tropiki

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

[Stanley idzie zwiedzać starą kopalnię]
MG: Masz hardhata?
A: Zapomniałem. Trudno, będzie bez hardhata.
L: To niebezpieczne. Kids, don’t try this at home!

[Postacie przygotowują się do nurkowania w wodzie pełnej rekinów]
Stanley: Co to są boomsticki?
Jane: Takie kijki z nabojem do śrutówki na końcu, przytyka sie do rekina i bum!
Stanley: Wtyka się im w dupę?
Jane: Nie, raczej do głowy.
Stanley: Dobra, wiecie co, to ja chyba zostanę na powierzchni.

[W zatopionym samolocie znaleziono dwie torby z białym proszkiem]

MG: Otwierasz je?
L: Nie, sprawdzałem tylko czy są szczelne.
A: Wyobraź sobie nawalone rekiny.
L: Cukrem pudrem? OK, możemy założyć że to nie cukier puder…

[3 kg kokainy]

Jane: Ciekawe ile to jest warte?
Michael: Dwadzieścia lat więzienia?
MG: Tak, ze ćwiartkę w więzieniu. Albo kulę w łeb jeśli wcinasz się komuś w biznes.

Jane: Proponuję zostawić straż na noc.
Stanley: Dobry pomysł.
Jane: Stanley, ty się wyspałeś w samolocie, strażujesz pierwszy.

A: Na górę biorę tylko noktowizyjny celownik od SWD.
MG: Jakby co, zawsze zdążysz zejść na dół i dokręcić do niego resztę.
A: Dokładnie. Bez przesady, nie jesteśmy na wojnie.

[Podczas desantu na plażę postacie zauważają strażnika]

Michael: Jane, znieruchomiej. Chyba nie jest pewien, czy nas widzi.
Jane: Czuję się jak w Jurassic Parku.

[Stanley siedzi na łodzi z karabinem snajperskim, Jane i Michael leżą na plaży i usiłują wkopać się w piasek siłą woli]

Stanley: Jest tak – jest ciemno, mokro i wieje, wszyscy się patrzą na was, bo z mojej strony w oknach nikogo nie widać.
Jane: Stwierdzenie że leżymy dość dobrze oddaje sytuację.

Michael: Stanley, widzisz coś?
A [rzuca]: Chuj.
M: Coś cię dzisiaj kostki nie lubią.
Stanley: Ciemno jak w mojej dupie.

MG: Widzieliście już takich commando.
A: Ja ich widziałem, ale w nich nie wierzę.

L: To drewniany budynek?
MG: Tak. Zaraz się zajmie i tyle będzie z waszej osłony.
L: E, dalej będzie osłoną, tylko się trzeba będzie odsunąć żebyśmy się nie upiekli. Mamy na sobie piankę, byłyby marshmellows.

MG: Masz dziurę przez obojczyk i kulę gdzieś w brzuchu.
Michael: Kurwa.
M: Klnę z cicha.
L: Kaszlesz z cicha krwią. Wetknij sobie tampon.
M: Żebym ja tobie nie wetknął.

Jane: To ci goście od czarnych helikopterów.
Stanley: Pokaż mi tu jakieś czarne helikoptery.
Jane: Noc jest, nie byłoby ich widać.
Stanley: Mogę ci zaraz pokazać inne rzeczy, które są czarne, ale żadnych helikopterów.

Jane: Jesteś ranny?
Michael: Tak, nie zauważyłaś wcześniej?
Jane: Prawdę mówiąc jest środek nocy, mamy na sobie czarną piankę do nurkowania i jesteśmy cali mokrzy. Trochę trudno to zauważyć, było mówić od razu!

[Postacie płyną łodzią w gęstej mgle i zauważają, że GPS łapie tylko dwa satelity]

Jane: Albo ktoś w okolicy zakłóca sygnał GPS, albo nastąpiła [dramatyczna pauza] GLOBALNA WOJNA TERMOJĄDROWA!

Stanley: Kurwa, my jesteśmy w Trójkącie Bermudzkim?

[Jane i Stanley wypłynęli z łodzi na pontonie, szukając wyspy, ponton był przytwierdzony do łodzi dwustumetrową liną… którą ktoś przeciął]
Stanley: Ale byliśmy głupi. Na pontonie w Trójkąt Bermudzki. Na sznurku.

L: Patrzę na niego podejrzliwie.
Jane: Stanley, wierzysz w Trójkąt Bermudzki?

[We wraku statku z którego zniknęły bez śladu poszukiwane osoby Stanley znajduje model Colta, który nigdy nie istniał]

L: W jakimś świecie o którym czytałem w bibliotekach jest taka książka „So you came here from an alternate timeline…”, która pozwala przybyszom zorientować się, w jakiej linii czasowej się znaleźli.
Znaczy, to tak mi się tylko przypomniało. Zupełnie bez związku.

[Wszystko wskazuje na to, że poszukiwane osoby ot-tak, znikły]

Stanley: Poszli się odlać i zniknęli.
Jane: Tak, bo to Trójkąt Bermudzki, haha! E, znaczy to jest Trójkąt Bermudzki, ale ja nie wierzę w takie rzeczy.
Stanley: Aha, ty nie wierzysz, już to widzę.

Jane: Moja wierna kamera filmowała już wiele rzeczy, na przykład czarne śmigłowce, w które on [pokazuje Stanleya] uparcie nie chce wierzyć…
Stanley: Wierzę że można kupić śmigłowiec i pomalować go na czarno…

[Powrót wynajętą łodzią, po nocnej strzelaninie i wyprawie w tajemniczą mgłę]

MG: Przez całą drogę szyper jest dziwnie milczący i tak na was patrzy…
L: Damy mu jakiś bonus, co?

[Stanley pokazuje Jane raport laboratorium na temat tajemniczo wymazanego dysku twardego laptopa, w celu przetłumaczenia na normalny angielski]

MG: …Ale struktura domen magnetycznych na talerzach dysku jest nadzwyczaj interesująca i chcieliby ten dysk jeszcze zatrzymać i dokładnie zbadać…
Jane: Innymi słowy, they never saw shit like this and are freaking out, tłumacząc na angielski.

[Stanley prowadzi badania na temat nieistniejącego modelu Colta]
MG: Colt przyśle ci swoje materiały reklamowe.
A: To to ja sobie mogę w dupę wsadzić.
L: Nawet nie, są na bardzo gładkim papierze.

L: A co zrobiliśmy z tymi trzema kilo kokainy?
A: Daliśmy szyprowi jako premię?

Terroryści w spokojnej dzielnicy willowej

System:
“Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

Prowadzi: MW.

MG: W sali siedzi bardzo przystojny facet.
L: Ma obrączkę?

MG: Hydraulik jest na etapie kończenia pracy, założył panel, posprzątał po sobie… Bardzo schludny jest.
L: Tacy są najgorsi.

A: Chcę sprawić wrażenie że mamy coś wspólnego z przestrzeganiem prawa.
MG: Poniekąd to prawda.
A: Niekoniecznie z tym przestrzeganiem.

MG: Patrzy na ciebie nabzdyczonym okiem.
A: To mały białas, nie będę się z nim pieścił.

Jane: Ale pomyślcie o jednym: dobrze że nie ma z nami Vicki.
Stanley: Tak, zbombardowałaby całe osiedle i obrzuciła napalmem.

[Jane stwierdza, że nie będzie stojąc na straży korzystać z notebooka]
L: Jestem w pracy, mogę sobie darować czytanie poczty.
A: Brawo.

MG: Kto z was rozumie po arabsku?
A: No, ja rozumiem.
M: I ja rozumiem.
MG: OK, to wiecie o czym mówią.
L: Jeee! To nasi starzy znajomi, arabscy terroryści!

[BG podsłuchują terrorystów]

NPC-terrorysta: To zastrzelimy ich i wysadzimy w powietrze dom, co rozwiąże prywatne porachunki i przy okazji będzie dobre dla sprawy…
A: Jak są zamknięte te drzwi?
L: Nie wchodźcie tam beze mnie!

Jane: You can’t shoot him. You’ve just called the police.

NPC – agent FBI: Skąd pan wie że to arabscy terroryści?
A: Mówili po arabsku.
NPC: Ale skąd pan wie, że to terroryści?
A: Bo mówili że chcą ostrzelać ten dom i wysadzić go w powietrze.
L: Co jest niezłą wskazówką terrorystycznych zamiarów.

[Plan zakłada, że ochraniana para zainscenizuje rozstanie]

MG: Gość nie ma talentu aktorskiego, natomiast ona robi realistyczną awanturę.
L: Nie będzie potem chciała do niego wrócić…

A: Odstrzeliwuję mu dupę.
MG: Facet zaczyna zawodzić.
L: To muezzin!

Unmarked helicopters

System, skład i prowadzenie: bez zmian.

Stanley: Żeby tam wejść, potrzebuję dywersji z drugiej strony.
Victoria: Dywersja to nasze drugie imię.
A: W tym samym momencie w którym to powiedziałem, zacząłem tego żałować.
Stanley: Ale coś małego.
Victoria: Dyskrecja to nasze trzecie imię.

[Z. ogląda mapkę, szukając miejsca w którym znajduje się Stanley]

Z: Tu? Daleko zaszedł.
A: A mówią, że murzyni nie mogą awansować.

A [patrząc na kartę postaci]: Pilotować nie umie… co ja umiem? Kurwa, nic nie umiem…
(nieprawda, strzelał całkiem przyzwoicie.)

L: Idziemy ich obezwładnić.
E [komentując z boku]: „Jane – dzień bez obezwładniania jest dniem straconym”.

[MG przypomina graczowi o możliwości „edycji rzeczywistości”, dostępnej przy stylu pulp]
MG: Za dwa Punkty Bohaterstwa możesz wyciągnąć sobie z dupy maskę przeciwgazową. Znaczy, nie dosłownie…

[Postacie rozglądają się za czarnymi śmigłowcami]
L: Kurde, już wiem czego nie wzięliśmy – Stingerów! [ręcznych rakiet przeciwlotniczych]
M: Życie w ogóle ssie.
Jane: Vicki, czemu nie mamy Stingerów?
Victoria: No przepraszam…

[Dossier terrorysty]
MG: Próbowali mu przylepić pośrednictwo między jego milicją a Frontem Ariańskim, znaczy, Aryjskim… Aryan Front, no.
L: Front Ariański – arianie kontratakują.
MG: Oj przymknij się.

[terroryści żądają miliona dolarów i śmigłowca]

MG: Policja próbuje z nimi negocjować…
L: Pięćdziesiąt tysięcy dolarów i paralotnia?

A: Zwaliły się media, znaczy?
MG: Tak.
A: Brakuje jeszcze tylko kurwy i fortepianu.

A najgorzej jak dostaną głupawki

System, skład i prowadzenie: bez zmian.

Z: Zmieniłem jeden aspekt historii, stwierdziłem że Victoria nie pasuje do Zielonych Beretów, to raczej po prostu SEAL. [innymi słowy, zamienił jeden rodzaj komandosów na drugi]
L: No tak, przy operacji „Hearts and Minds” [zjednywania sympatii u populacji] raczej jej sobie nie wyobrażam.
MW: Właśnie miałem powiedzieć to samo.
L: [wyciąga przed siebie rękę] „This is your heart” [wyciąga drugą] „This is your mind” [obraca obie, pokazując że coś z nich upadło na ziemię]

[Postacie referują swoje zajęcia nieobecnej na zeszłej misji Jane]

Michael: Słyszałaś o Raelianach? To taka sekta.
Victoria: Jedna komórka mniej.
Jane: Zajmujecie się desektyzacją?

Stanley: Tylko wymyślcie sobie legendę.
Jane: Dawno dawno temu, za siedmioma górami…

L: Oddziały uderzeniowe Raelian. Albo arabscy terroryści.
MW: Nie, arabscy terroryści przyjechaliby ogórkiem.
Z: Następnym razem jak zobaczymy takiego Volkswagena to go sperforujemy, a potem się okaże że zabiliśmy Bogu ducha winnych hippisów.

L: Narzucam na siebie szelki i idę się umyć.
MG: Czterdzieści pięć minut z głowy. Z, co twoja postać robi przez trzy kwadranse?
Z: Broń wyczyszczę.

Stanley: Tobie to się wszędzie zwidują agenci rządowi. Dzisiaj to się już leczy. I to nawet nie elektrowstrząsami.
Jane: Look who’s talking now.
Stanley: Mam na imię Stanley i już od dziesięciu lat nie jestem agentem rządowym.
Jane: Chodziło mi raczej o psychotropy, które powinieneś zażywać – a tego nie robisz.

M: Czy ci ludzie są jakoś specjalni?
L: Tak, bardzo.
Z: Wiesz, każdy człowiek jest specjalny.

MW: Sami młodzi, starych nie ma.
A: Zżerają swoich starych.

[Postacie obserwują nieduży żaglowiec]
L: Ma reje?
MG: Nie wiem. Nie ma. Znaczy, to taki szkuner. Chyba że szkuner ma ożaglowanie rejowe, wtedy to nie szkuner.
Z [czyta definicję szkunera]
A: Może to jest dżonka?
MG: Sam jesteś to co powiedziałeś.
A: Ale dżonka też nie jest ożaglowana rejowo.
MG: Zaraz ci pierdolnę.
Z: To może być jeszcze szkuner sztakslowy, ale zamknę się…

MG: Kajak raczej rzadko ma dwa maszty, chyba że czegoś nie wiem o kajakach.
A: To zależy czy nawodny czy podwodny.
MG: Podwodny kajak też raczej nie ma dwóch masztów.

A: Włączam radio i pytam, gdzie są.
Z [beztrosko]: A, tak się przyczailiśmy…

Problemy z kontrolą agresji

System i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.
Skład: ci sami co zawsze, minus Jane.

MG: A Jane pojechała na Bahamy ze swoim nowym facetem.
M: Tak, musi go oswoić.
A: Złamać mu ze trzy żebra…

Z: Moja postać jest zdezorientowana. Bo nie może temu facetowi przypierdolić, a ma wielką ochotę.

E [z boku, oglądając mapę Miami]: O, w Miami też jest WTC.
A i M [chórem]: Wszędzie jest.
MW [pogodnym tonem]: Nie wszędzie. W Nowym Jorku nie ma.

Victoria: To ja pójdę na zakupy.
Wszyscy: Kupisz sobie kieckę?
Victoria [ponuro]: Tak.
M: Złamała się!
Victoria: Poproszę sprzedawczynię, żeby mi coś doradziła. Z taką spłoszoną miną proszę.
MG: Pomoże ci, nawet ci swój numer telefonu da, jakbyś porady potrzebowała…
Z: Ładna chociaż? To wezmę ten numer. W końcu jeszcze nie zdecydowałem, jaką moja postać ma orientację.
MG: Sądząc z tego jak ją prowadzisz, to żadną.

Stanley: Nasz Wielebny Mechanik jest pedałem.
Victoria: No to mu wpierdolimy!
Stanley: Jeśli chcecie mu zrobić z dupy jesień średniowiecza…
MW: …To jest już za późno.
Stanley: Chciałem powiedzieć, że nie widzę przeciwwskazań…

Victoria [taszcząc ogłuszonego gościa]: A, może udzielę mu pierwszej pomocy czy coś. Ale włożę mu szmatę w usta. I położę obok trupa jego kochasia, żeby miał ładny widok jak się ocknie.
[Po chwili]
MG: Facet ma teraz pełno rzygowin w ustach. Teraz mu udzielaj pierwszej pomocy, proszę bardzo…

MG: Facet ma garderobę pełną obcisłych, srebrnych kombinezonów. [Niewinny uśmiech] Poważnie.

Z: Podaje mi namiary?
MG [ironicznie]: Nie, nie podaje! Będzie dziś twardzielem, specjalnie po to, żebyś mogła odpiłować mu stopę zardzewiałą piłą!
Z [wesoło]: Mam nóż z piłką!

Victoria: Jest ktoś nad tobą? Macie przecież jakiegoś guru.
NPC: Jest Wielki Pilot, ale on przebywa w tajnej kryjówce. Nie powiem gdzie ona jest, bo jest… tajna…

[Victoria strzela NPCowi w głowę]
Victoria: No co, miałam zrobić tak żeby nigdzie nie dzwonił.
Stanley: Miałaś mu zepsuć wszystkie telefony!

[Dyskusja na temat pozostawienia śladów w domku NPCa]
MW: A drzwi co, siłą woli otworzyłeś?
Z: On otwierał [pokazuje na M.]
M: Spalimy ten domek.

Dziewczyna Bonda spotyka narzeczoną Rambo

System, skład i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.

[Grupa planuje wjazd do hacjendy w wenezuelskiej dżungli…]
Jane: Jak dobrze strzelasz z moździerza?
Victoria: Całkiem nieźle.

[…którego celem ma być wykradzenie danych z systemu komputerowego.]

Stanley: Możemy wziąć dyski.
Michael: Możemy nawet wziąć plecaki ze stelażem.
Jane: Plecaki i tak będą potrzebne na całą tę amunicję.

Z: To może jakiś erkaemik?
MG: A skąd go weźmiecie?
Z: Z mojej szafy? [uśmiecha się szeroko]
(Postać Z. miała zaletę Szafa pełna broni, co w czasie kampanii było niejednokrotnie bardzo widoczne…)

MG: W każdym razie masz tłumik do Tigra [snajperki], zupełnie legalny.
L: …w Finlandii.

Z: I granatnik!
MG: A skąd go weźmiesz?
Z: Z mojej szafy!
(…notorycznie o tej szafie zapominałem.)

MG: Jaką ty masz broń?
Z: SOCOMa i Rugera… [wielki pistolet i wielki rewolwer]
Jane: Ktoś tu ma kompleksy.
Victoria: A kto tu używa szotgana?
Jane: E, broń długa to co innego…

Jane: I kamuflaż.
Victoria: To się mundur bierze, nie różowy…
Jane: Nie noszę różowych mundurów.
Victoria: A wyglądasz jakbyś mogła.

Jane: A do pomieszczeń gdzie są komputery będziesz jakie granaty wrzucać, odłamkowe?
Victoria: No…

Jane: A, jeszcze oprócz bikini do nurkowania wezmę pełną piankę.
Victoria: Niezły pomysł, dziewczyno Bonda.
Z: W sumie „dziewczyna Bonda” to niezłe określenie na postać L.

MW [demonstruje]: Tu jeden pistolet, tu drugi, tu pistolet maszynowy a w rękach erkaem! Wow. The bride of Rambo.
Z: No dobra, z SOCOMa zrezygnuję…

MG: Ile tych granatów do granatnika?
Z: Ze dwadzieścia, trzydzieści…
A: Wyglądamy jak psy wojny.

Jane: Blachy [magazynki] możesz nosić gdzieś przypięte. Przy kostce?
Victoria: Nie, w ładownicy przy pasie. Wiesz, co to ładownica? Ale różowych nie ma.

Stanley: Vicki, a czemu ty nie weźmiesz jakiejś broni uniwersalnej zamiast targać sześć sztuk złomu?
Victoria: Nieno, Steyr AUG jest taki… plastikowy.

[Dyskusja nad wynajęciem samolotu do Wenezueli]
MG: A właściwie dlaczego nie możecie wynająć Beachcrafta?
L: Powiedzieć ci, czemu? Bo A-Team zawsze latał DC-3.
MG: OK, ręce mi opadły.

Victoria: Jane, pożegnałaś się ze swoim facetem? „Nie pasujemy do siebie, [blamblamblam]”
Jane: Ale ja ich nie zabijam, sami odchodzą!
Victoria: Ty tylko łamiesz im ręce.

[MG opisuje klimatyzację, wydającą stylowy warkot po uruchomieniu]
Victoria: Ooo, mój pokój startuje.

MW: Miami ma akurat bardzo ładny klimat, ciepło, wiatr od morza…
A: Moskity znad bagien.
MW: Akurat wiatr jest zwykle od morza, więc moskity zwiewa nad bagna.
A: No to cięższe rzeczy przylatują. No, te, aligatory.

[W Wenezueli grupa wynajmuje łódź od na oko pięćdziesięcioletniego nordyka mówiącego po hiszpańsku z nie-angielskim akcentem]
MG: Gość zgadza się wynająć wam łódź…
Z: Oo, das Boot!

Victoria: Pięć tysięcy dolarów?! Niee, cztery tysiące… No dobra, pięć.
Jane: Wow, ale się targujesz.

MG: Dobra, wynajęłaś ten das Boot od… kapitana.
Z: E tam kapitana, Obersturmbahnfuehrera!

MG: Kto potrafi prowadzić łódź?
Z: No jak to kto? Ja. Captain Victoria.
MG: Nawet jest taka czapka [kapitańska]. Jak ją założysz to wyglądasz, jakbyś grała w pornofilmie.
Z: Nie zakładam.
E [kibicując z boku]: Za to pewnie Jane szybko przymierza.

MG: Laski, opalacie się?
M: Pewnie! Topless!
L: Może ty.

[Obserwacja hacjendy z morza]
MG: Nie ma bata, któraś musi się wyłożyć na deku.
Victoria [do Jane]: To ty idź.
Jane: Kto tu jest specjalistką od zabezpieczeń?
Victoria: Ty jesteś specjalistką od wykładania się.
Jane: No dobra… Ale wyjątkowo, w tym przypadku.

Victoria: Dyskrecja… to moje… to nie moje imię.
(Oj tak.)

Stanley: Czy mamy jakiś plan?
Victoria: Podkradamy się, zabijamy po cichu strażników, wkradamy się do budynku, zabieramy komputer, wykradamy się po cichu a jeżeli coś pójdzie nie tak to zabijamy wszystkich i uciekamy w zależności od sytuacji taktycznej albo helikopterem, albo przebijamy się do przystani i uciekamy powerboatem.
Stanley: Dobra, ja powtórzę, czy mamy plan?
Victoria: To dobry plan. Jest prosty.

Stanley: Jakieś dywersje czy coś?
Victoria: Możemy ich ostrzelać z… o, widzicie, tu by się przydał moździerz.

[Stanley po wizycie w dżungli zaczyna sobie przypominać Wietnam]
Z: Dostanie flashbacków i kogo może zastrzelić? Zobaczy wietnamczyka…
L: Spadaj.
A: Wietnamczycy nie chodzą w bikini.
MG: Nie kupuj sobie czarnej piżamy.
L: Wiesz, moja postać ma czarną piankę do nurkowania.
MG: Uuu, przerąbane. Nie kupuj sobie spiczastego kapelusza…

A [patrząc na ekran stojącego w pomieszczeniu kompa]: Jak się na tym terminalu coś kompiluje to wygląda całkiem cyberowo.
MW: Jakby się szybciej kompilowało to może.

MG: Tłumik masz, na karabin maszynowy?
Z: Nie.
MG: Niedopatrzenie.

MG: W środku jest jakieś wgłębienie.
L: Jacuzzi?
MG: Tak.
Z: Faajnie, można się z niego ostrzeliwać.

MG: Z góry dobiega muzyka, chichoty…
Z: Gruby mają strop? Mieliby zestaw kuriozalnych ran postrzałowych…

A: Mam wrażenie że będzie major fuckup.
L: To nasza specjalność.

A: Obsługę widać?
MG: Nie, siedzą w środku.
L: Mają pojazd pancerny i siedzą w środku, no jak mogą…

Jane: Mogę szwargotać po wietnamsku. Ktoś zrozumie?
Stanley: Ja.
Jane: Akurat do ciebie to wolę nie.

[W dżungli odzywa się nadajnik ratunkowy zestrzelonego pilota myśliwca, a Stanley chce po niego wracać]
Jane: No to co że go zestrzelili? DEA go podejmie, to jest ich operacja.
Stanley: Byłaś kiedyś sama w dżungli? A on tam siedzi sam, w dżungli pełnej wietnamców.
[Reszta postaci zaczyna się bardzo uważnie przyglądać Stanleyowi]

Dyskrecja to nasze drugie imię

System, skład i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.

[Grupa planuje ciche, bezśladowe włamanie do wieżowca w celu kradzieży danych]
Victoria: Nie no, tactical warhead nie mamy, musimy myśleć racjonalnie.

Victoria: Możemy spowodować spontaniczny samozapłon budynku.
Jane: Wiesz, Vicki, nie mamy aż tyle napalmu.

MG: Ich specem od komputerów jest niejaki Alan Cox.
[L. parska]
MG: Co?
L: Ten od kernela?
MG: Nie… Inny Alan Cox.

[Pozostali członkowie grupy proponują Jane uwiedzenie Coxa]
Victoria: Wyssij z niego wszystkie informacje. A potem powiedz mu, że chcesz się z nim kochać w cichym szumie serwerowni i sprawa będzie rozwiązana.
Jane: Jeszcze mu powiem że mam fetysz do wiązania Cat5 [czyli kablem sieciowym]…

[Śledzenie]

Michael: Przylepię się do pana Coxa.
Jane: Nie przylepiaj się do niego!
Victoria: On jest jej!

Victoria: Jak się dowie, że zhakowałaś serwer firmy w której pracuje, to cię rzuci.
Jane: Ależ ja nie mam zamiaru pozwalać żeby się dowiedział, że robiłam coś z jego serwerem.
Victoria: No to go zabijesz.

Victoria: Mam prosty plan.
Jane: Co, wchodzimy i zabijamy wszystkich?
Victoria: Nie, żadnego zabijania.
Jane: Vicki, jesteś chora?

[Okazało się, że Cox jest gejem]

Michael: Jane, mam dla ciebie niedobrą wiadomość – nie poderwiesz pana Coxa.
Jane: Co, jest żonaty?
Michael: Nie, gorzej.
Jane: Michael, mam dla ciebie odpowiedzialne zadanie…

[Postacie próbują przekonać Michaela, żeby jednak się poświęcił i poderwał Coxa]

Victoria: No, ja się poświęcam.
Jane: Ty się poświęcasz?
Victoria: A co, zginął już ktoś?

Victoria: Ten pomysł już padł, zastrzelimy jego faceta, a ty Michael potem przyjdziesz i go pocieszysz…

[Jane wkręciła się na imprezę]

MG: Gra jakiś taki Moonspell…
Z: Erpegowcy jacyś?
L: Jacyś popaprańcy.

Victoria: Chętnie bym kogoś obiła. A już twojego faceta to z rozkoszą.
Jane: Zazdrościsz mi, bo tobie nikt nie daje.

[Jane – po raz kolejny – bez trudu kogoś poderwała]
Z: Spooky.
L: E, spooky jak spooky, mam Magnetyczną osobowość.
Z: Przyczepiają się do ciebie małe metalowe przedmioty.

Jane: Jakby wszystkim sprzątającym w tym budynku połamać nogi…
Victoria: To mój wpływ! Przejmuje zbawienne fluidy!

Jane [do Victorii]: Nieno, to może ty zostaniesz ze strażnikiem na górze i ty go bzykniesz?
Victoria: Myślę, że on może nie chcieć.
Jane: Rozsądny samokrytycyzm.

[Niespodziewany atak arabskich terrorystów]
Michael: Skąd oni się tu wzięli?
Jane: Jak to skąd, z Bliskiego Wschodu.

MG: Nie, dajcie spokój, powiedziałem że jest śniady, jakbym powiedział że ma zawój to byście go zastrzelili na miejscu…

[Grupa postrzelała ochronę budynku oraz przy użyciu broni automatycznej i granatów zmasakrowała odsiecz (anonimowych gości w ciężkich kamizelkach, hełmach i z M-16). Wszędzie dziury w ścianach, krew i łuski.]
Jane: Włączyć autozniszczenie laptopa czy zabrać go?
Victoria: Nieno, zgarniaj, nie ma sensu zostawiać śladów.

[Budynek okazuje się być otoczony przez policję]
Victoria: Covert entry, kurwa.
Jane: Covert entry, obvious exit.

MG: Zgaszony halonem router Cisco wprawdzie działa, ale wygląda jakby go wyciągnięto z wraku Titanica.

[Przygotowanie do przesłuchania]
Jane: To co, jak zwykle ty będziesz ta zła a ja ta dobra?
Victoria: Może dla odmiany zrobimy złego glinę i złego glinę? „Gadaj, kurwa!” „No właśnie, gadaj, kurwa!”

[L deklaruje przygotowaną amunicję do śrutówki]

L: Mam jeden magazynek ze slugami, a oprócz slugów mam gumy…
MG: Gratuluję, jak każda rozsądna dziewczyna.

Victoria: Zaraz, on stał na zewnątrz a myśmy mu wjechali Humvee do salonu?
Michael: Nieważne, klimat jest.

[Przygotowanie do przesłuchania, redux]
Victoria: Powiemy mu żeby szedł, i będziemy koło niego strzelać, jak już narobi pod siebie ze strachu to zaczniemy…
Jane: Przypuszczam, że możemy z nim po prostu pogadać i zapytać, ze strachu wszystko wyśpiewa.
Victoria: Ty to zawsze wszystko zepsujesz.