Problemy z kontrolą agresji

System i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.
Skład: ci sami co zawsze, minus Jane.

MG: A Jane pojechała na Bahamy ze swoim nowym facetem.
M: Tak, musi go oswoić.
A: Złamać mu ze trzy żebra…

Z: Moja postać jest zdezorientowana. Bo nie może temu facetowi przypierdolić, a ma wielką ochotę.

E [z boku, oglądając mapę Miami]: O, w Miami też jest WTC.
A i M [chórem]: Wszędzie jest.
MW [pogodnym tonem]: Nie wszędzie. W Nowym Jorku nie ma.

Victoria: To ja pójdę na zakupy.
Wszyscy: Kupisz sobie kieckę?
Victoria [ponuro]: Tak.
M: Złamała się!
Victoria: Poproszę sprzedawczynię, żeby mi coś doradziła. Z taką spłoszoną miną proszę.
MG: Pomoże ci, nawet ci swój numer telefonu da, jakbyś porady potrzebowała…
Z: Ładna chociaż? To wezmę ten numer. W końcu jeszcze nie zdecydowałem, jaką moja postać ma orientację.
MG: Sądząc z tego jak ją prowadzisz, to żadną.

Stanley: Nasz Wielebny Mechanik jest pedałem.
Victoria: No to mu wpierdolimy!
Stanley: Jeśli chcecie mu zrobić z dupy jesień średniowiecza…
MW: …To jest już za późno.
Stanley: Chciałem powiedzieć, że nie widzę przeciwwskazań…

Victoria [taszcząc ogłuszonego gościa]: A, może udzielę mu pierwszej pomocy czy coś. Ale włożę mu szmatę w usta. I położę obok trupa jego kochasia, żeby miał ładny widok jak się ocknie.
[Po chwili]
MG: Facet ma teraz pełno rzygowin w ustach. Teraz mu udzielaj pierwszej pomocy, proszę bardzo…

MG: Facet ma garderobę pełną obcisłych, srebrnych kombinezonów. [Niewinny uśmiech] Poważnie.

Z: Podaje mi namiary?
MG [ironicznie]: Nie, nie podaje! Będzie dziś twardzielem, specjalnie po to, żebyś mogła odpiłować mu stopę zardzewiałą piłą!
Z [wesoło]: Mam nóż z piłką!

Victoria: Jest ktoś nad tobą? Macie przecież jakiegoś guru.
NPC: Jest Wielki Pilot, ale on przebywa w tajnej kryjówce. Nie powiem gdzie ona jest, bo jest… tajna…

[Victoria strzela NPCowi w głowę]
Victoria: No co, miałam zrobić tak żeby nigdzie nie dzwonił.
Stanley: Miałaś mu zepsuć wszystkie telefony!

[Dyskusja na temat pozostawienia śladów w domku NPCa]
MW: A drzwi co, siłą woli otworzyłeś?
Z: On otwierał [pokazuje na M.]
M: Spalimy ten domek.

Reklamy

Dziewczyna Bonda spotyka narzeczoną Rambo

System, skład i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.

[Grupa planuje wjazd do hacjendy w wenezuelskiej dżungli…]
Jane: Jak dobrze strzelasz z moździerza?
Victoria: Całkiem nieźle.

[…którego celem ma być wykradzenie danych z systemu komputerowego.]

Stanley: Możemy wziąć dyski.
Michael: Możemy nawet wziąć plecaki ze stelażem.
Jane: Plecaki i tak będą potrzebne na całą tę amunicję.

Z: To może jakiś erkaemik?
MG: A skąd go weźmiecie?
Z: Z mojej szafy? [uśmiecha się szeroko]
(Postać Z. miała zaletę Szafa pełna broni, co w czasie kampanii było niejednokrotnie bardzo widoczne…)

MG: W każdym razie masz tłumik do Tigra [snajperki], zupełnie legalny.
L: …w Finlandii.

Z: I granatnik!
MG: A skąd go weźmiesz?
Z: Z mojej szafy!
(…notorycznie o tej szafie zapominałem.)

MG: Jaką ty masz broń?
Z: SOCOMa i Rugera… [wielki pistolet i wielki rewolwer]
Jane: Ktoś tu ma kompleksy.
Victoria: A kto tu używa szotgana?
Jane: E, broń długa to co innego…

Jane: I kamuflaż.
Victoria: To się mundur bierze, nie różowy…
Jane: Nie noszę różowych mundurów.
Victoria: A wyglądasz jakbyś mogła.

Jane: A do pomieszczeń gdzie są komputery będziesz jakie granaty wrzucać, odłamkowe?
Victoria: No…

Jane: A, jeszcze oprócz bikini do nurkowania wezmę pełną piankę.
Victoria: Niezły pomysł, dziewczyno Bonda.
Z: W sumie „dziewczyna Bonda” to niezłe określenie na postać L.

MW [demonstruje]: Tu jeden pistolet, tu drugi, tu pistolet maszynowy a w rękach erkaem! Wow. The bride of Rambo.
Z: No dobra, z SOCOMa zrezygnuję…

MG: Ile tych granatów do granatnika?
Z: Ze dwadzieścia, trzydzieści…
A: Wyglądamy jak psy wojny.

Jane: Blachy [magazynki] możesz nosić gdzieś przypięte. Przy kostce?
Victoria: Nie, w ładownicy przy pasie. Wiesz, co to ładownica? Ale różowych nie ma.

Stanley: Vicki, a czemu ty nie weźmiesz jakiejś broni uniwersalnej zamiast targać sześć sztuk złomu?
Victoria: Nieno, Steyr AUG jest taki… plastikowy.

[Dyskusja nad wynajęciem samolotu do Wenezueli]
MG: A właściwie dlaczego nie możecie wynająć Beachcrafta?
L: Powiedzieć ci, czemu? Bo A-Team zawsze latał DC-3.
MG: OK, ręce mi opadły.

Victoria: Jane, pożegnałaś się ze swoim facetem? „Nie pasujemy do siebie, [blamblamblam]”
Jane: Ale ja ich nie zabijam, sami odchodzą!
Victoria: Ty tylko łamiesz im ręce.

[MG opisuje klimatyzację, wydającą stylowy warkot po uruchomieniu]
Victoria: Ooo, mój pokój startuje.

MW: Miami ma akurat bardzo ładny klimat, ciepło, wiatr od morza…
A: Moskity znad bagien.
MW: Akurat wiatr jest zwykle od morza, więc moskity zwiewa nad bagna.
A: No to cięższe rzeczy przylatują. No, te, aligatory.

[W Wenezueli grupa wynajmuje łódź od na oko pięćdziesięcioletniego nordyka mówiącego po hiszpańsku z nie-angielskim akcentem]
MG: Gość zgadza się wynająć wam łódź…
Z: Oo, das Boot!

Victoria: Pięć tysięcy dolarów?! Niee, cztery tysiące… No dobra, pięć.
Jane: Wow, ale się targujesz.

MG: Dobra, wynajęłaś ten das Boot od… kapitana.
Z: E tam kapitana, Obersturmbahnfuehrera!

MG: Kto potrafi prowadzić łódź?
Z: No jak to kto? Ja. Captain Victoria.
MG: Nawet jest taka czapka [kapitańska]. Jak ją założysz to wyglądasz, jakbyś grała w pornofilmie.
Z: Nie zakładam.
E [kibicując z boku]: Za to pewnie Jane szybko przymierza.

MG: Laski, opalacie się?
M: Pewnie! Topless!
L: Może ty.

[Obserwacja hacjendy z morza]
MG: Nie ma bata, któraś musi się wyłożyć na deku.
Victoria [do Jane]: To ty idź.
Jane: Kto tu jest specjalistką od zabezpieczeń?
Victoria: Ty jesteś specjalistką od wykładania się.
Jane: No dobra… Ale wyjątkowo, w tym przypadku.

Victoria: Dyskrecja… to moje… to nie moje imię.
(Oj tak.)

Stanley: Czy mamy jakiś plan?
Victoria: Podkradamy się, zabijamy po cichu strażników, wkradamy się do budynku, zabieramy komputer, wykradamy się po cichu a jeżeli coś pójdzie nie tak to zabijamy wszystkich i uciekamy w zależności od sytuacji taktycznej albo helikopterem, albo przebijamy się do przystani i uciekamy powerboatem.
Stanley: Dobra, ja powtórzę, czy mamy plan?
Victoria: To dobry plan. Jest prosty.

Stanley: Jakieś dywersje czy coś?
Victoria: Możemy ich ostrzelać z… o, widzicie, tu by się przydał moździerz.

[Stanley po wizycie w dżungli zaczyna sobie przypominać Wietnam]
Z: Dostanie flashbacków i kogo może zastrzelić? Zobaczy wietnamczyka…
L: Spadaj.
A: Wietnamczycy nie chodzą w bikini.
MG: Nie kupuj sobie czarnej piżamy.
L: Wiesz, moja postać ma czarną piankę do nurkowania.
MG: Uuu, przerąbane. Nie kupuj sobie spiczastego kapelusza…

A [patrząc na ekran stojącego w pomieszczeniu kompa]: Jak się na tym terminalu coś kompiluje to wygląda całkiem cyberowo.
MW: Jakby się szybciej kompilowało to może.

MG: Tłumik masz, na karabin maszynowy?
Z: Nie.
MG: Niedopatrzenie.

MG: W środku jest jakieś wgłębienie.
L: Jacuzzi?
MG: Tak.
Z: Faajnie, można się z niego ostrzeliwać.

MG: Z góry dobiega muzyka, chichoty…
Z: Gruby mają strop? Mieliby zestaw kuriozalnych ran postrzałowych…

A: Mam wrażenie że będzie major fuckup.
L: To nasza specjalność.

A: Obsługę widać?
MG: Nie, siedzą w środku.
L: Mają pojazd pancerny i siedzą w środku, no jak mogą…

Jane: Mogę szwargotać po wietnamsku. Ktoś zrozumie?
Stanley: Ja.
Jane: Akurat do ciebie to wolę nie.

[W dżungli odzywa się nadajnik ratunkowy zestrzelonego pilota myśliwca, a Stanley chce po niego wracać]
Jane: No to co że go zestrzelili? DEA go podejmie, to jest ich operacja.
Stanley: Byłaś kiedyś sama w dżungli? A on tam siedzi sam, w dżungli pełnej wietnamców.
[Reszta postaci zaczyna się bardzo uważnie przyglądać Stanleyowi]

Dyskrecja to nasze drugie imię

System, skład i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME.

[Grupa planuje ciche, bezśladowe włamanie do wieżowca w celu kradzieży danych]
Victoria: Nie no, tactical warhead nie mamy, musimy myśleć racjonalnie.

Victoria: Możemy spowodować spontaniczny samozapłon budynku.
Jane: Wiesz, Vicki, nie mamy aż tyle napalmu.

MG: Ich specem od komputerów jest niejaki Alan Cox.
[L. parska]
MG: Co?
L: Ten od kernela?
MG: Nie… Inny Alan Cox.

[Pozostali członkowie grupy proponują Jane uwiedzenie Coxa]
Victoria: Wyssij z niego wszystkie informacje. A potem powiedz mu, że chcesz się z nim kochać w cichym szumie serwerowni i sprawa będzie rozwiązana.
Jane: Jeszcze mu powiem że mam fetysz do wiązania Cat5 [czyli kablem sieciowym]…

[Śledzenie]

Michael: Przylepię się do pana Coxa.
Jane: Nie przylepiaj się do niego!
Victoria: On jest jej!

Victoria: Jak się dowie, że zhakowałaś serwer firmy w której pracuje, to cię rzuci.
Jane: Ależ ja nie mam zamiaru pozwalać żeby się dowiedział, że robiłam coś z jego serwerem.
Victoria: No to go zabijesz.

Victoria: Mam prosty plan.
Jane: Co, wchodzimy i zabijamy wszystkich?
Victoria: Nie, żadnego zabijania.
Jane: Vicki, jesteś chora?

[Okazało się, że Cox jest gejem]

Michael: Jane, mam dla ciebie niedobrą wiadomość – nie poderwiesz pana Coxa.
Jane: Co, jest żonaty?
Michael: Nie, gorzej.
Jane: Michael, mam dla ciebie odpowiedzialne zadanie…

[Postacie próbują przekonać Michaela, żeby jednak się poświęcił i poderwał Coxa]

Victoria: No, ja się poświęcam.
Jane: Ty się poświęcasz?
Victoria: A co, zginął już ktoś?

Victoria: Ten pomysł już padł, zastrzelimy jego faceta, a ty Michael potem przyjdziesz i go pocieszysz…

[Jane wkręciła się na imprezę]

MG: Gra jakiś taki Moonspell…
Z: Erpegowcy jacyś?
L: Jacyś popaprańcy.

Victoria: Chętnie bym kogoś obiła. A już twojego faceta to z rozkoszą.
Jane: Zazdrościsz mi, bo tobie nikt nie daje.

[Jane – po raz kolejny – bez trudu kogoś poderwała]
Z: Spooky.
L: E, spooky jak spooky, mam Magnetyczną osobowość.
Z: Przyczepiają się do ciebie małe metalowe przedmioty.

Jane: Jakby wszystkim sprzątającym w tym budynku połamać nogi…
Victoria: To mój wpływ! Przejmuje zbawienne fluidy!

Jane [do Victorii]: Nieno, to może ty zostaniesz ze strażnikiem na górze i ty go bzykniesz?
Victoria: Myślę, że on może nie chcieć.
Jane: Rozsądny samokrytycyzm.

[Niespodziewany atak arabskich terrorystów]
Michael: Skąd oni się tu wzięli?
Jane: Jak to skąd, z Bliskiego Wschodu.

MG: Nie, dajcie spokój, powiedziałem że jest śniady, jakbym powiedział że ma zawój to byście go zastrzelili na miejscu…

[Grupa postrzelała ochronę budynku oraz przy użyciu broni automatycznej i granatów zmasakrowała odsiecz (anonimowych gości w ciężkich kamizelkach, hełmach i z M-16). Wszędzie dziury w ścianach, krew i łuski.]
Jane: Włączyć autozniszczenie laptopa czy zabrać go?
Victoria: Nieno, zgarniaj, nie ma sensu zostawiać śladów.

[Budynek okazuje się być otoczony przez policję]
Victoria: Covert entry, kurwa.
Jane: Covert entry, obvious exit.

MG: Zgaszony halonem router Cisco wprawdzie działa, ale wygląda jakby go wyciągnięto z wraku Titanica.

[Przygotowanie do przesłuchania]
Jane: To co, jak zwykle ty będziesz ta zła a ja ta dobra?
Victoria: Może dla odmiany zrobimy złego glinę i złego glinę? „Gadaj, kurwa!” „No właśnie, gadaj, kurwa!”

[L deklaruje przygotowaną amunicję do śrutówki]

L: Mam jeden magazynek ze slugami, a oprócz slugów mam gumy…
MG: Gratuluję, jak każda rozsądna dziewczyna.

Victoria: Zaraz, on stał na zewnątrz a myśmy mu wjechali Humvee do salonu?
Michael: Nieważne, klimat jest.

[Przygotowanie do przesłuchania, redux]
Victoria: Powiemy mu żeby szedł, i będziemy koło niego strzelać, jak już narobi pod siebie ze strachu to zaczniemy…
Jane: Przypuszczam, że możemy z nim po prostu pogadać i zapytać, ze strachu wszystko wyśpiewa.
Victoria: Ty to zawsze wszystko zepsujesz.

Radio Crash

System i prowadzenie: bez zmian od ostatniego pulp-ME
Gra także:
Michael, Francuz, spec od strzelania – M.

[Stanley odwiedza najtklub na małej wysepce na Karaibach]
MG: Pani proponuje ci wizytę na pięterku.
Stanley: Za ile?
Jane: Wspomóż lokalną ekonomię.

[Jane wyciąga z bagażu laptopa]
Z: Laptopa?
L: No, Jane to technik w końcu.
Z: Wiesz, to używanie laptopa do wszystkiego nie pasuje mi do twojej postaci.
L: Wiesz, moja postać tylko udaje słodką idiotkę. Tak naprawdę jest znacznie inteligentniejsza od twojej postaci.
Z: Zaraz będą ofiary…

Victoria: Tobie to tylko dwie rzeczy w głowie, albo byś się pieprzyła albo zabijała.
Jane: Zapomniałaś o komputerach i wysadzaniu rzeczy w powietrze.

A: No, mam majtki, pieniądze i pistolet.
L: A pistolet trzymasz w majtkach? Przecież jesteś Murzynem.
A: No to co?
L: Miejsca nie masz…

[Vicky przytargała prawie czterdziestokilogramowy zdobyczny WKM na plecach, trzy kilometry przez las]
MG: Dzięki niezwykłemu hartowi ducha i samozaparciu Vicky macie na pokładzie łodzi Browninga M2HB bez amunicji.
Stanley: Jakbyś była facetem to bym cię podejrzewał o kompleksy, a tak to zostaje tylko edypalna zazdrość o penisa.

[Trafiła się kolejna zdobyczna broń wielkokalibrowa, karabin snajperski 14,5 mm; przy podziale łupów nastąpiły pewne niesnaski]
Michael: Gepard jest mój!
Stanley: No dobra…
Victoria: Nie no, chłopaki, co wy macie, kompleksy?

„Miami Vice” na brutalno

System:
„Millenium’s End” w stylu mocno filmowym

Grają:
Victoria, Latynoska z problemami z kontrolą agresji – Z.
Jane, pół-Wietnamka od kontaktów interpersonalnych – L.
Stanley, Murzyn, weteran Wietnamu i tajnych akcji w połowie świata – A.

Prowadzi: MW.

[Jane poszła do łóżka z szefem gangu w celu wyciągnięcia z niego informacji, stając się tym samym celem docinków Victorii]
Jane [do Victorii]: Jedni muszą znosić różowe dywany i wielkie łóżka wodne, inni muszą nurkować w wodzie portu. W sumie nie wiem co gorsze…

[Victoria założyła właśnie ładunek wybuchowy na kadłubie jachtu podejrzanej, jak się okazało niepotrzebnie]
Victoria: Ona wypłynęła już z portu?
MG: Nie.
Victoria: To płynę tam i zdejmę jej ten ładunek. Miałaby wtopę przy przeglądzie technicznym…

Jane [do Stanleya]: Zamaskuj się.
Stanley: Nie muszę, jestem czarny. Ciemno jest.
Victoria: Ale oczy masz otwarte.

[Czy należy strzelać do wartownika pilnującego statku, przy użyciu którego prawdopodobnie przemyca się narkotyki?]
Jane: Gość ma automat. Nie jest law-abiding citizen.
Stanley: Ty też masz automat.
Jane: Ja nie jestem law-abiding citizen.