Happy!

MG: Jako że zmusiliście mnie do prowadzenia Shadowruna jak normalnego RPGa, poproszę o imiona waszych postaci.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

M: Kupuję gumowe kule i ładuję jako pierwszą do każdego magazynku.
K: Rozwój postaci, gratulujemy!

[Lina neutralizuje świra z pistoletem, nasyłając na niego przyzwane właśnie duchy borsuków]
MG: Jeden z twoich badgerów trzyma go kłami za rękę, drugi na nim leży i dociska go do ziemi…
K: Objection – badgering the witness!

[Przez internet przyleciał do nas rozpikselowany latający dinozaur, prosić o pomoc w uwolnieniu porwanej dziewczyny]
MG: On się nie zachowuje jak normalny software agent, wiesz.
D: Wiesz, ja pracuję z [MW.], dla mnie nie ma czegoś takiego jak normalne.
K: Usunęliśmy grzyba z łazienki, no po co się tak przypierdalać.

[Rozpikselowane internetowe latające dinozaury sa nieco nielegalne]

MW: Jak przyjdą do mnie w sprawie tego sprita, to będę się zarzekał że nic o nim nie wiem. Zalągł się.
Ew: Nie wiem nic o żadnych sprajtach!
K: Nie pijam sprajta, tylko wodę gazowaną!
MW: Nic nie wiem o komputerach w ogóle!
Ew: Tak będziesz krzyczał, zasłaniając ciałem swoje dziesięć monitorów.

Reklamy

Zamykaj batyskaf i w drogę

Ew: Con jaki jest, każdy widzi. [pauza] Powiedziałam śmieszne, a ty co?

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

K: Jak pojazd mieści się w baseniku pięć na trzy metry, to nie wiem jak my tam podróżujemy.
MW: W kucki. Ta łódź podwodna ma endurance trzy godziny, bo potem się pozabijamy.
Ew: Ktoś w końcu pierdnie i wtedy będę musiała ukręcić mu głowę.

D: To ja chcę tu zostawić ducha o sile trzy, niech pilnuje.
K: Dzik o sile 1 pozostanie tu aż ktoś go pokona.

M: Podchodzę do tego astralnego pomieszczenia. Co napisane na drzwiach?
Ew: „Idź stąd”.

[W astralnie zabezpieczonym pomieszczeniu ktoś mieszkał, w kogo Takumi bez zastanowienia wypalił ze śrutówki]
MW: Metahuman model podwodny, OK.
D: Syrenka! Zastrzeliłeś syrenkę!
K: Nie poruchasz w tym odcinku.

[Nurkowanie, w ciemnej zimnej wodzie, bez przeszkolenia]

D: PO CO my tu przyszliśmy.
MW: Płacą nam za to pieniądze.
MG: I to duże. Starczy ci na parę miesięcy, jak będziesz oszczędzać.
Ew: Parę miesięcy terapii.

[Przepędzony killteam zostawił nam ducha na do widzenia, Lina usiłuje go odgonić przez banishment]

Ew: Usuwacz plam astralnych „Banish”

[Parkowanie batyskafu w ciasnym miejscu]
MW: Nie, wiesz co, ty właź. Ktoś musi riggera nawigować żeby wieżyczkę wystawił w habitacie.
K: Dobra, to ja włażę. Będę mu mówił lewiej, prawiej, ale przyjebałeś.

Po cichu i dyskretnie

D: Ten gość nie ma moralnego kompasu w ogóle!
Ew: Jego moralny kompas pokazuje zawsze w kierunku portfela i ja to szanuję.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

[Nick magicznie konwertuje sobie gębę na bardziej orkową, ale budowy ciała nie poprawi]
MG: …Orki mają body +3, więc zaczynają z 4.
K: Dobra, to jestem cherlawym orkiem, chodziłem do matfiza.

D: To ja może pójdę z nią porozmawiać?
K: „Czy chce pani może porozmawiać o C3PO, naszym panu i zbawicielu?”
D: Kto by nie chciał?

MG: Trochę wam nakłamałem na zeszłej sesji, on nie jest byłym gościem od ochrony mafii, on jest obecnym. Robi teraz ochronę dla takiego byłego szefa mafii, u którego mieszka.
D: No to trochę zmienia plany nam! Czuję szacunek wobec byłych szefów mafii! Oni mogą zmienić nasze życie bardzo!
K: Tak, na przykład przed poznaniem takiego szefa nie miałeś pomysłu, żeby zjeść własnego pytonga, a teraz masz!
MW: Dobrze żeśmy zrezygnowali z planu wjeżdżania mu do domku buldożerem…

MG: Prąd ma pewno podtrzymanie bateryjne, i pewno można wyłączyć jedno i drugie.
K: Ale wtedy zacznie wyć.
MW: No i wtedy wyłączymy też dona, a wtedy będziemy mieć inny level problemów.

[Domek dona ma system do wypuszczania gazu]
K: Czy ten system gazowania jest strefowy, można go odpalić tylko w konkretnym pokoju?
Ew: Strefa Gazy!

K: Bez naszej wyraźnej prośby nie strzelaj, nie odpalaj wyjących dron, po prostu siedź w samochodzie i dronuj.
M: Dobra, spokojnie, i got this, don’t worry.
Ew: I’m very worry.

K: Pierwsze trzy plany nie zakładają użycia wyjących dron, a mamy tylko dwa.

[Idziemy przez kanały]

K: Czy mój olfaktoryczny sensor właśnie się na mnie wyrzygał?
MG: Co?
K: No mam takiego psa w pudełku, co go noszę na kurtce, i on się na mnie e-wyrzygał.
Ew: E-wyrzygał? To brzmi jak coś co ministerstwo cyfryzacji by mogło zrobić.
K: Nawet już wdrożyło.

MG: Zostawiasz mu coś zamiast tych danych?
MW: Hmmmm – kutasy i swastyki, myślę.
K: No właśnie miałem mówić!

[Wady postaci]
Ew: …I jeszcze mam Lightweight, więc niewiele mi trzeba.
K: To po wizycie u Sida było wleczone. A że ty masz sześć Body, a my po trzy, to faktycznie było wleczone.

MW: To jest jednak życie. Pomiędzy jedną robotą a drugą siedzę i trzy tygodnie drapię się po torbie.
D: Może ty!
MW: No pewno że ja. Siedzę, robię nic, uprawiam ogródek…
K: Uprawiasz bezpieczny ogródek?

MG: Batyskaf jest zrobiony pod riggera, więc jak się podłączasz, to wow! zupełnie jakbyś pływał.
M: O mój boże NIE UMIEM PŁYWAĆ!
K: Przewracasz się na plecy i machasz łapami.

Tradycyjny twist na koniec misji

MG: I’m pulling dice out of my ass!

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

MW: A po co się przeprowadzać?
Ew: No weź! W łazience jest taki grzyb że powinien sam płacić czynsz!

[MG czyta z podstawki o bazyliszkach]

MG: …Zazwyczaj po wylęgnięciu imprintują się do swojego handlera…
Grupa chórem: Aaaaww!
Ew: Zupełnie jak kaczuszki! Mordercze kaczuszki to są!

Ew: Teren urban czy nie urban?
MG: Urban, ale taki swampy bardziej.
K: Są bloki, śmietniki i samochody, a nie drzewa, liany i tygrys.

M: Jestem w ubraniu bałwana. Do którego przyczepiłem granaty.
K: A, czyli skrzyżowanie bałwana i choinki, pełen świąteczny klimat.

MG: Nowa inicjatywa.
K: Trzeba rzucać co rundę, taaa.
MG: Raz na pół godziny.

MW: Rozglądam się, będę przechwytywał połączenia telefoniczne, jeśli się jakieś zestawią.
MG: Nie mają żadnych telefonów, żadnej technologii, żadnych smartgunów – rewolwery, wiesz.
Ew: Nie mają smartgunów na swoich naganach!

MG [czyta zasady]: …przeciwko logic i willpower, oesu…
Ew: …Did your non-returnable outgoings

D: Jak wy to robicie, że rzucacie tyloma kośćmi?
Ew: Jesteśmy szybcy, i mądrzy, i fajni, i ładnie pachniemy.
[K robi minę]
Ew: A co, nie?

D: Proponuję nie robić już nigdy prac dla Lothana.
MW: Jestem za!
M: A czemu?
D: Ja nie mam tyle żyć!

[Sarkanie na kartę]
K: No kurwa ale kondiszon monitor [rozpiska hit pointów] mógłby być jeszcze większy. Jeszcze większy. Siedemnaście cali kondiszon monitor.

Ew: K., masz taki skill, że zawsze wiesz gdzie jest najbliższe lotnisko, jak gołąb?

K: No, kupię sobię lepsze papiery, dobry rating, będę nawet materiał biologiczny miał jakiś.
MW: Możesz go [gest] zdać do zlewki.
K: Rozrzucić go po terenie.
D: Co?
MG: Test DNA będzie mógł przejść.
K: W banku.
MW: Jakim banku?

[M. podnosi Charyzmę]
K: A, czyli jak robiliśmy remodeling chałupy i usunęliśmy czarny mold, to i z ciebie!

Wielki krater

MW: Hit points come and go, but rads are forever.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

K: U zioma dziecko miało do wyboru patrona szkoły, takiego tam wiecie, profesora Bartoszewskiego, Kaczyńskiego…
Ew: …Łupaszkę

MG: To tak jak w dawnych czasach, była taka magia, no, jak ona tam…
MW: Sympatyczna.
MG: Tak, dziękuję bardzo, że jak się chciało zrobić eliksir miłości to trzeba było znaleźć zioła, czy liście, czy grzyby…
Ew: Grzyby w kształcie serca.

[Robimy legwork, żeby się dowiedzieć co właściwie mamy zorganizować dla zleceniodawcy]
K: Jak jeszcze raz w wyniku wyszukiwania dowiem się, że to jest kosmogruz, zarejestrowany w chicagowskim muzeum, to obawiam się że będę musiał komuś jebnąć.

MW: Rozumiem połowę abstraktu?
MG: Gdzie tam.
D: Widziałeś doktorat A.? Ja tam zrozumiałam jeden tytuł rozdziału!
MW: „Bibliografia”?

[W pobliżu krateru jest pełno kokonów insect spirits. Naruszenie takiego kokonu gwarantuje życie pełne wrażeń, acz dość krótkie. Natrafiamy na pierwszy.]
MW: No. Nie szturchać kokona. Najlepiej nie podchodzić do niego w ogóle.
M: Szukam jakiegoś patyka.
MW: Jak sobie chcesz – ale wiesz jaka jest pierwsza zasada uciekania przed niedźwiedziem? „Nie muszę być szybszy od niedźwiedzia…”
Grupa, chórem: „…wystarczy że będę szybszy od ciebie.”
MW: Dokładnie. A jak ci strzelę w kolano, to nie pobiegasz.

K: A jakby ktoś tu próbował assensingować…
D: No gimnazjum, za każdym razem. Za każdym razem jak nazwa tego skillu pada.

[„Dark” po niemiecku czy z angielskim dubbingiem?]

M: Najlepiej to z polskim lektorem!
D: Wiesz co, uprawiaj swoje perwersje prywatnie.

[Na terenie zrujnowanej elektrowni, tuż koło krateru, mieszka toxic spirit, manifestujący się jako „przyjazne” małe dzieci.]
D: Aaa, nie przytulaj radioaktywnych dzieci!
K: Perv.

MG: Rzuć sobie na Stealth.
D: Po pierwsze to się nazywa Sneak, po drugie to jest coś co chciałam kupić, ale nie starczyło mi punktów…

[Ochotnicy z drużyny postanowili pobawić się z manifestacjami ducha, co było pomysłem stanowczo zdrowszym niż wkurzanie go]
K: Yes! Cały Edge wydałeś na babysitting!

[Jesteśmy w zasięgu wzroku od krateru, liczniki terkoczą, MG zarządza rzuty na opieranie się radiacji]
MG: Twarda jesteś, nie miękka, rady się ciebie nie imają.
Ew: Kraj Rad!

[Właśnie rozjechaliśmy kilku motocyklistów]

D: Czy oni mają jakieś symbole?
MG: No pewno, wszyscy mają symbole gangu.
D: Jaki to gang?
Ew: „Szybcy i Płascy”

D: Coś ci się rozmnożyły te drony.
K: Przez podział. Oglądałem „Było sobie życie”, to się tam działo cały czas.

[Walka! Pod koniec rundy zaskoczenia na placu są dwaj przeciwnicy – jeden ciężko ranny, a drugi podpalony]

MG: Zostało dwóch…
MW: Jeden ledwo ciepły – i jeden bardzo ciepły.

Geek the mage first

[Nasza szamanka leje się z duchem w przestrzeni astralnej, z niepokojem obserwujemy porzucone ciało]
Ew: Może zrobimy jej preemptywnie kroplówkę? Z kawy. Albo z bigosu.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

D: Mam moralny problem z klepaniem ludzi, którzy nie chcą mnie klepać.
MG: Wystarczy im pomachać.

[Jak sobie poradzić z duchem?]
Ew: A nasz szaman nie może go wysłać do shadow realmu czy gdzieś tam?
MW: Może.
D: Próbowałam, teraz krwawię z otworów od tego.

MG: Wiesz, tu promieniowanie jest, a oni tu żyją. Ich life expectancy nie jest duże.
K: Czas półrozpadu to się nazywa.

[Niestety jednak przez wentylację]
K: Ty jesteś najzręczniejsza, więc idziesz przodem, ja za tobą, a cała reszta zaklinuje się za nami.

[Oględziny strupieszałego wroga]

K: Gość był szefem korporacji medycznej, odmłodził się. Podciągnął sobie suty.
MW: Dziękuję ci za ten mental image. Do chuja Wacława…
K: Nie, podciągnął a nie obniżył.

MW: Nie, nie będę mu nic kasował, bo zostaną ślady…
K: …Uznają że coś ważnego, przyjdą, będą pytali…
MW: …Przypalali nam pięty żelazkiem, niepotrzebne nam to.
Ew: No, a jak to twoje pięty to będzie cuchnęło.
MW: W dupę mnie ugryź.
Ew: Nie, pewno też cuchnie.

MW: Jestem bardzo zadowolony, że to nie ja prowadzę rozmowy z pracodawcą.
Ew: Czemu?
K: Bo go wyruchaliśmy, takim wielkim gumowym członem. Jakoś to ubiorę.
Ew: Wyobraziłam sobie gumowego takiego…
MW: …W tutu!
Ew: W sweterku!
K: W muszce, takiej w czerwone świnie.

NPC: No i jak tam praca?
K: No syf ogólnie, syf syf. Dla was oczywiście. No bardzo nam miło, że nie powiedzieliście nam co tam będzie, bardzo miło.
NPC: No za to dostajecie ciężkie pieniądze.
K: No właśnie nie takie ciężkie, obawiam się…
NPC: Ach więc kasa była niedobra?
K: No ja właśnie w tej sprawie – pojawił się lepszy kupiec i ojebaliśmy to im.
[MG udaje sygnał rozłączonego telefonu]

K: Nieno, wyszłoby na to samo, tylko po jakimś czasie. Powiedziałaby no tak, no tak, a potem wysłałaby swoich operatiwów tam, zobaczyliby że zostały koszyczki w racku po serwerach i wkurwiłaby się i tak. Przynajmniej byliśmy szczerzy.
MW: Wyszliśmy na chujów, ale nie na kretynów.

D: Czy ja się mam uczyć czaru „Detox”…?
Ew: Ucz się, będziemy mogli bezkarnie pić ruski spirytus.

D: Mam group Enchanting.
Ew: Grupon Chanting, ona chantuje, a potem mamy rzeczy taniej od tego.

Ew: Potłuczone kawałki kamieni? Znaczy wieziemy mu gruz, tak?

Spotkania biznesowe i zakupy

D: Zasadzka? W Strefie? O piątej rano?
K: Random wpierdol generator.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

Ew: Załóżmy ogródek.
MW: Za wcześnie, jeszcze nic nie rośnie.
Ew: Załóżmy taki z kamieni.
K: No jesteśmy po części Polakami!
MW: To taki z butelek załóżmy.

K: Mój garniak jest custom fit…
Ew: Na krasnoludzką kobietę?
K: Nie, poszedłem do krawca się zmierzyć, a nie klikałem online.
[Nick ma papiery na krasnoludkę, na lepsze nie miał pieniędzy]

D: Pięć Etykiety?! Ile ty masz Charyzmy?
K: Cztery.
D: Dokonałam chyba jakichś złych wyborów w życiu.
K: Tak, wybrałaś mnie.

K: Żenujące, trzy sukcesy, dobrze że wziąłem Edge’a…
MW: Wziąłeś?
K: Tak.
MW: Miałeś jakieś szóstki?
K: Tak.
MW: No to weź je przerzuć.
K: Przerzuciłem….

MG: …Jak wiadomo, tytuły własności są zaszyte w węźle komputerowym…
Ew: O rany, jesteśmy reprywatyzatorami. Okropne!

K: Idziemy porozmawiać z taką niebieską panią.
Ew: Z której strony ona jest niebieska?
MW: Ze strony ikonki na swoim telefonie.
Ew: Znaczy Twitter do ciebie zadzwonił?

D: Ale czemu wy nie chcecie, żeby [korporacja A] nie chciała tych danych?
K: Bo chcą mieć na to wyłączność. [korporacja B]…
MW: …Też nie będzie tego rozdawać na ulicy.
Ew: W dzisiejszym odcinku dowiedzieliśmy się jak działa kapitalizm.

MW: Nie wiem, czemu się jeszcze komukolwiek opłaca wożenie tofuburgerów ludźmi, a nie dronami.
K: Może ktoś woli żeby człowiek mu dowoził.
MW: Żeby go sobie…
K: „- Oto pański tofuburger. – Zimny. Chuju ty.”
MW: …Poponiżać, tak.

MG: Noo, [korporacja A] jest bardziej wojskowa, [korporacja B] kręci z Yakuzą…
Ew: Ekstra. Wolimy nowoczesny crime czy oldskulowy crime?

[Napadanie szamana w jego norze to zły plan. Jak by go stamtąd wydobyć?]
K: Wiem, trzeba mu włączyć alarm przeciwpożarowy. „Uit, uit, uit, proszę natychmiast opuścić budynek, uit, uit, proszę zostawić wszystkie foci, uit, uit…”

MG: Motocykl, na nim nieduży kierowca…
D: Krasnolud!
MG: Tak, ale w kasku.
Ew: Kasknolud!
[MW robi straszną minę]
D: Wody, dajcie mu wody!
Ew: Wody to mu właśnie odeszły.

MG: A, zaraz zaraz – to nie droid, to drona medyczna. Nie ten system.
D: A myśmy to łyknęli jak świnia kombinerki.
Ew: Jak pelikan cegłę!

[Nora szamana jest w pobliżu postnuklearnego krateru]
MW: Jak otwieramy drzwi, to jak z promieniowaniem?
MG: No zdecydowanie, i nie jest to promienowanie tła. Parę godzin możecie tu spędzić, ale bez przesady.
MW: No to standardowa procedura: proszę się nie tarzać w opadzie, nie nacierać opadem, nie żreć opadu, nie pić opadu…
Ew: Nie wtykać sobie opadu, nie zbierać opadu w małe pudełka…
K: …I nie wtykać sobie do dupy, tak.
Ew: A czy mój odbyt zrobi się od tego zielony i świecący?
MW: Wycieknie, obawiam się.
Ew: To zlikwiduje mój asset!

[Takumi nie może sobie odpuścić komentowania słowotokiem feedu, który prezentuje ze swoich dron]
MW: O, wiem – puszczę go sobie przez mojego agenta, i jak będzie mówił coś ważnego to agent nam napisze.
Ew: Zakodowałeś sobie agenta czy masz mięsnego?
MW: Mam kolesia z Indii na telefonie.