Makieta potwora

[MG opisuje świat]
MG: …Zostały miejscowości które były zbyt biedne żeby mieć portal i dojeżdżał do nich autobus.
MW: PKS do Kłodzka.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

[Golemy-dźwigi portowe]
MG: Wydawało się takiemu olbrzymowi polecenia, na przykład „weź i rozładuj ten statek”.
K: A on przynosił cały i mówił „przyniosłem ci cały, znajdź sobie sam, nie będę ci w tym grzebał”.

[Przepływająca przez miasto rzeka zamieniła krater po detonacji portalu w spore, idealnie okrągłe jezioro]
K: Najgorsze że ta rzeka komuś cieknie na łeb dziurą po portalu. Wkurwia to, no ale co można zrobić. Ze spłuczki cieknie.

[Czytamy umowę, szukajac kruczków]

E: Czy ja też mogę rzucić? Mam trzy.
K: W sumie?
MG: Nie za dobrze.
K: Podpisałaś kota.
MG: Wzięłaś kredyt w złotówkach.
Ew: W Providencie.

K: Jestem dwa razy mniejszy od przeciętnego reprezentanta ich drużyny.
Ew: Czy nie powinniśmy mieć dwóch takich?
K: Czy jest jakiś problem?

E: Co tu się krzyczy jak nie ma bogów?
Ew: Za reasonably priced love i jajko na twardo?
MG: Za cywilizację! Za ludzkość!
K: Ona to za orczość.
MG: Jako półork może wybrać czy za ludzkość czy za orczość.

[Pierwsze dwie walki, festiwal jedynek]
MW: Jeśli następne walki będą mi szły tak samo dobrze, w następnym mieście kupuję bałałajkę i będę przygrywał.
E: Bardowie są fajni.
Ew: Będzie krzyczał, i z jakiegoś powodu nam będzie od tego lepiej.

MG: Uważasz że umiejętność rozmawiania ze zwierzętami nie jest magiczna?
Ew: Jest księżniczką Disneya.
MG: Ma to w pakiecie.

[W potyczce z przygodnym potworem Kent stracił jednego ze swoich mułów.]
Ew: Może byśmy coś ojebali na śniadanie?
MW: Muła.
K [ciężko patrzy]: Oswajam sobie kruka. Karmię go.
MG: Czym?
MW: Mułem.
K [patrzy ciężko]: No jebnę mu.
MW: Rozładowuję sytuację humorem.

Ew: Czuję się bardzo źle z tym, że żartuję ze śmierci niewinnego zwierzęcia.
Masz na mnie zły wpływ.
MW: Jako ja czy in character?
Ew: Tak.

Ew: Czyli nie dość że w nic nie trafiasz, to jeszcze jesteś tępy…?
MW: Jak cię zaraz strzelę w łeb…
B (z offu): …To pewno sobie coś zwichniesz.

[Potwór napadający wioskę okazał się podróbką, szukamy śladów w lesie i…]
MG: W pewnym momencie z krzaków zionęło na ciebie ogniem, chmura ognia obejmuje cię, oblepia…
K: Znalazłem coś.

[Walka! RNGJesus nadal nas nie cierpi.]
E: Jedynka.
K: Zacięłaś się przy goleni.

MG: Istota otwiera usta, które są pełne takich iglastych zębów.
Ew: Zupełnie jak moja polonistka.

[Apoikilea przyznaje się, że ma patrona, z którym komunikuje się przez magiczny komunikator]

E: To cię nie kosztuje many?
Ew: I to jest twoje pierwsze pytanie? Facet ma wtopiony kryształ w cycka, gada chuj wie jak, chuj wie z kim, chuj wie o czym, a twoje pierwsze pytanie jest, czy roaming ma za darmo?!

Zbyt dobrzy piloci

MG: Na planecie jest miasto, które wygląda – o, jak tamten nawilżacz.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

O: Polecieliście po statek i warsztat, a wróciliście ze statkiem, warsztatem, częściami, technikami i droidami do złożenia.
D: Powinieneś się cieszyć!
O: Cieszę się, tylko zespołu Mazowsze tu nie ma, a czerwony dywan trochę się przetarł.

[Miasto jest ruchomą bazą wyścigu, prawie kilometrowej wysokości]
O: Dobrze że nie ma opłat za windy. Nie zapłacisz – wyjeżdżasz z tego piętra, na którym jesteś.

MG: Są gorsi od was.
MW: No na pewno są, jakaś załoga pewno wybuchła od razu na starcie.

[Nawigator załogi kolejny raz kiepsko przygotował trasę, postanowiłem trochę pomóc]
MG: Wow! On jak robił mapę, to sobie powiększył skalę! To było sprytne!

[Coś się czai…]
MG: Rzuć percepcję. Poziom trudności [duży].
MW: Oho.
O: Czterdzieści snotlingów. Patrzą zdziwione.
MW: „Co my tu robimy?”

[…A nasz główny naparzacz akurat zajął się czym innym.]
MG: On ma [krytyczną porażkę]. Zamiast się rozglądać, poszedł się wysikać.
R: Trzymam karabin w ręku.
O: Nie, karabin trzymasz w obu rękach.
R: Nie pamiętam, w jakiej to było książce – że trzymał w obu rękach i jeszcze mógł mu wróbel usiąść.
MW: Dobrze że nie dzięcioł. Jakby mu zaczął wybijać dziuplę…

MG: Krytyk.
D: [do M. kręcącego się po terenie] Widzisz, jaki twój ojciec jest bezwzględny? [do MG, swojego męża] Śpisz na kanapie dzisiaj.

MG: Spikselowali mu tą fujarę.
MW: A długie te piksele?

[Stakeout hangaru]
MW: To jak już dojechałem tam remotem, to on ma na 24h prądu, zostawię go tam i niech nagrywa ich zwyczaje godowe.
L: Gamorreańskie zwyczaje godowe?
MW: O rany, teraz pomyślałem o tym, dzięki! Ugh!
O: Już wiemy co ci chodzi po głowie, zwyrolu!

[Nauka medycyny na żywym organiźmie]
MW: Jesteś zaszyty.
O: Nie będę mógł pić!
MW: Dla ojczyzny se wyrwiesz.
O: Mam nadzieję że frytki mi nie zaszyjesz, bo nie będę mógł jeść.

[Kodo robi droidy sabotażowe]
O: Wlezą do nich wentylacją, zagnieżdzą się w samochodzie i będą żreć. Jak
silnik działa, mają żreć. Jak nie działa – mają nie żreć, tylko siedzieć i
udawać przewód. Patyczaki takie.

[W wyścigu, zresztą, sabotują wszyscy jak leci]
MW: Ktoś przyszedł i próbował przekupić nam technika. Wypłaciłem mu premię za lojalność, a techniczce powiedziałem, że jak do niej ktoś przyjdzie, to ma się zgodzić i dać nam znać.
L: I ktoś przyjdzie do nas do hangaru – i zniknie.
O: Pamiętaj że nie ma przestępstwa, jeśli nie ma ciała – a ja się trochę znam na chemii, mamy żeliwną wannę…

Prawie nówka w leasingu

J: Mój piękny ryj! Chociaż nie, mój piękny pysk; ja mam pysk, on ma ryj.

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, archeolog/pilot, Duros: K.
Rishan Vox, przemytnik, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, technik/hacker, Bothanin: P.

Prowadzi: MW.

MG: Ten blaster możesz rozłożyć i wstawić w kosmetyczkę: nie rzuca się w oczy między dezodorantem a szczoteczką do zębów. Może wyglądać jak, nie wiem, urządzenie do usuwania włosów w nosie albo co… O, zestaw do czyszczenia futra!
K: Będzie ci pasować, Alf.
P: Czekaj, muszę ten blaster wypróbować…

[Statkiem rzuca, Rishan biegnąc do sterówki trafia gębą w ścianę]
J: Będę ci pomagał! (wypluwa zęba)
K: Masz kilka rzędów zębów, strata jest mała.

P: Są jakieś skafandry na pokładzie?
MG: Są.
K: Tylko na niego nie pasują, ale dobrze że mamy trymer, sie go ogoli to się zmieści.

[Przygotowania do zwiadu na potencjalnie wrogiej planecie]
P: No risk – no fun. Wychodźcie.

J: To idę, jak kapitan Kirk.
P: Uważam, że jednak powinieneś mieć jakieś wsparcie w tej misji.
J: Dobra, zakładaj czerwoną koszulę i wyłaź.

K: Trzeba być czujnym jeśli chodzi o perforację.
MG: To jest zawsze dobry pomysł.

[Zupełnie nielegalna automatyczna fabryka]
MG: Możesz pochodzić za ludźmi, którym można to opchnąć i nie strzelą ci w tył głowy. To nie jest aż tak gorący towar, to nie jest Imperial Star Destroyer w częściach do samodzielnego montażu.
J: ISD w częściach? Totalnie wiem komu to sprzedać.

P: Ciekawe czy spłacimy kiedyś ten leasing, bo statek jest fajny.
K: Nie sądzę.
J: Prędzej znajdziemy jakiegoś slicera, który nam poprawi papiery.
P: Czy on mnie specjalnie obraża?

I to by było na tyle.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

[Recap]
K: No i wtedy pojawił się taki wielki dżinn…
MW: …Ale nic nie mówił…
K: Tak, przemawiał uniwersalnym językiem wpierdolu.

K: Jak się jutro obudzimy, to będę miał planeshifta. Będziemy mogli wrócić do domu.
[pauza]
K: Jeżeli się jutro obudzimy.
MW: Właśnie nabierałem powietrza.

[Bogini szybko nabiera samodzielności, ale umysłowo nadal nastolatka]
K: …No i oprócz tego jest całkiem niezła.
MW: Wiesz co, jak będzie miała mentalnie koło dwudziestki, to wtedy dopiero zauważę że jest całkiem niezła.
W: Tak długo?
K: Staruszki lubi.
W: Bo wiesz, Borsuk się tu kręci.
K: A Borsuk kręci się, przypominam, na wysokości bobra.
P: Zaraz, bo nie dosłyszałem, co Borsuk miałby?
K: No masz staff, masz Animate Object, masz ostatniego slota, naprzód.
MW: Ejże. Poza tym ja mam Mage Hand, też przydatne, więc no.

P: To ja tradycyjnie wołam „Liza, wzmocnię cię!” i zamieniam ją – ale tu mam wątpliwość, bo jak ją zmienię w wielką małpę, to małpa może wziąć miecz, i to by nie było dobre. Więc zamieniam ją w tyranozaurusa rexa, on nie będzie łapał.
K: Na coś się przydają te małe rączki. Nie będzie łapać miecza, nie będzie klaskać przy lądowaniu, idealny pasażer.

W: Zapomniałem o Defense.
MW: Zasłaniać tyranozaura tarczą…?
W: Przepisy pozwalają!

MW: Czy ktoś może mnie uleczyć?
P: Ilu ci brakuje?
MW: No 54 obrażenia.
P: To wiesz co, mogę cię strzelić w ryj a potem wyleczyć z pełnych 70.

MW: Dobra, bo to może być ostatnia rzecz którą zrobię w życiu – to zanim pójdę, to dam bogini jakieś imię. Żeby było po elfiemu i jakieś ładne w miarę.
W: Aldona.
K: Od tego tipsy jej same wyrosną! 

[Ostateczna konfrontacja – jedynym sposobem na Tiamat jest uderzenie portalu artefaktycznym mieczem, co spowoduje eksplozję której jej fizyczna forma na pewno nie przeżyje, tak samo jak uderzający. Próbujemy z powietrza wrzucić miecz, ale jest problem – nie mogę go puścić.]
MW: Po prostu mnie upuść!
K: Nie! Wiem! Urwę mu ręce! To się zregeneruje!

[Po wszystkim okazało się że Grud – nieokrzesany, ciut prymitywny żołdak – tak naprawdę jest smokiem.]
K: A czy jesteś smokiem z brzuszkiem? I wąsem, i plerezą?
MG: Tak.
K: I z nerką, i sprzedaje dolary!
W: Mniej więcej za to mnie zamienili.

[Epilog i dalsze losy postaci]
K [do E.]: Jeszcze ci questów mało? Jakaś jesteś niedodrapana.

W: Wiesz co, to ja jednak bym wziął to miejsce w Radzie Smoków. A jak mi ktoś będzie podskakiwał, będę mówił zawsze to samo: „Nie widziałem cię jak pokonywaliśmy Tiamat, więc cicho tam.”

Lich na pięterku

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud nieobecny.

Prowadzi: J.

[Iskander udawał ostatniego lokatora wieży, potężnego maga Xontala, nosząc jego szaty. Jako że teraz my mamy szaty, próbujemy tej samej sztuczki.]
MW: Masz tam któryś Prestigitation?
P: Mam.
MW: Weź no mi upierz te szaty.
P [wykonuje gest]: Pachną lawendą teraz.
MW: Super, mole ich nie będą jadły. Ciekawe czy działa też na elementale.

MG: Wielkie kamienne zamknięte drzwi.
P: Disintegrate.
MW: Kurwa, kapitan subtelny.
P: No co, nie mamy czasu!

[Rozwaliliśmy drzwi, wpadliśmy na poziom mieszkalny wieży – i okazało się, że mag nadal tam mieszka. Rozmawiamy kulturalnie o kulcie smoka, planującym przyzwać międzywymiarową smoczą boginię zła.]
MG [jako Xontal, lich]: Nie wiem, co kieruje śmiertelnikami, że mają takie zamiary, ale będzie to ciekawy widok do podziwiania z bezpiecznej odległości.

[Specjalnością Xontala są podróże między planami, Halón zawsze o tym marzył i wykorzystuje okazję żeby się czegoś więcej dowiedzieć na temat.]
K: No dostanę Planeshift za chwilę, ale daj mi do tego dojść w sposób bardziej erpegowy niż „za lewel wskakuje mi planeszift i co mam z nim kurwa zrobić?”!

MG: Cały jest zrobiony z płomienia – siada ci na ramieniu, czujesz potworny ból…
K: Chciałem zauważyć że jestem fire resistant, więc czuję połowę potwornego bólu.

MG: Chyba wszyscy trzej spędziliście trochę czasu w bibliotekach, co? Czy ty nie?
K [o P]: On z kory czytał.
MW: Dlatego dał się wciągnąć w ten pyramid scheme z kulami za 1000 gp, jest multi level marketing wizard.

MW: To robimy kserokopiarkę.
K: Tak – otwieramy książkę, on siada przed lewą stroną, ja przed prawą i przepisujemy.
P: Tak to robią w Candlekeep, tak?
MW: Tak. Jakbyś czytał coś więcej poza korą z brzozy, to byś też wiedział.

[Nadal nie wiemy, jak wyjść z tej wieży. Robimy zwiad po piwnicach.]
E: W 1/4 tunelu głos Xontala mówi „zawróć podróżniku”, więc zawróciłam, bo dalej są pewnie atrakcje, których wolałam nie sprawdzać.
P: Dalej są konsekwencje.

[Znaleźliśmy potencjalne wyjście, tylko że trzeba być bezcielesnym żeby go użyć.]
P: Nauczyłem się kiedyś takiego zaklęcia, nie mam pojęcia po co, Gaseous Form.
E: Będziemy obłoczkami!
MW: Ja mogę być zielonym obłoczkiem.
K: Czad.

K: Waterdeep! Waterdeep! Ale tu klepie!
P: W wieży maga było ładnie…
K: …Elementale sprzątały…
MW: …A tu zaraz ktoś będzie nam chciał zapierdolić sakiewkę.
K: A potem po prostu zapierdolić.

[„Wróciliście? Świetnie, to nie zdejmujcie butów, bo następna misja.”]
MW: No to nie ma szans na dzień wolnego, kurna.
K: No, też liczyłem.
P: A co byś chciał robić, jeszcze raz książki skopiować?
K: Nieno, kurwa, ja tu ptaka mam! Chciałem chociaż z nią rundkę wokół miasta zrobić, a tak to co? Przecież do Underdarku jej nie zabiorę, bo zaraz ją tam jakieś pająki rozpierdolą.
E: Ale chociaż możesz z nią pokląskać przy księżycu.

Las zwyczajny, średnio zamieszkany

Dzisiejsze kwiatki nadesłała Noya.

System: Warhammer 2nd ed, w klimacie Darkest Dungeon (czyszczenie lokacji grupą, do której gracze wybierają po jednej z kilku prowadzonych przez siebie postaci)

Grają:

Illy – aptekarka, człowiek.
Val de Maar – leśnik, człowiek
Natan – przepatrywacz, człowiek
Falin – uczeń czarodzieja, człowiek
Geralt – łowca nagród, człowiek
Silia – niziołka, hiena cmentarna

Prowadzi: AL

[Natan napatoczył się na niedźwiedzia, który się zirytował]
Illy: Zamknij oczy!
(rzuca paraliżującymi grzybkami w niedźwiedzia, nie trafia)
Natan: Walę mieczem na oślep.
Illy: Możesz już otworzyć oczy..

[Kwestia niedźwiedzia została ostatecznie rozwiązana przez cios mieczem, który po krytyku przebił niedźwiedzia na wylot i zranił Val de Maara]
Illy (opatrując Val de Maara): A to co?
Val de Maar: Niedźwiedź dźgnął mnie mieczem.

[Oprawianie niedźwiedzia]
Natan (do Falina): A ty skórę wymyjesz, masz w tym jakieś doświadczenie.
Falin: A myślałem że idąc na wyprawę uniknę szorowania podłóg…

[Val de Maar, znający sekretny język drwali, znalazł najpierw znaki podające hasło i odzew (wiewiór – spada), a potem oznaczenie że w pobliżu jest warta]
Val de Maar: Wiewiór spada!
Wartownik z ukrycia: To ja miałem powiedzieć że spada, idioto!
Val de Maar: No to mów…

[Wartownik pilnował obozu przemytników. Przekonany, że Val de Maar jest swój, pozostawił go na swoim miejscu i wrócił do obozu, ale wkrótce wysłano go z powrotem, żeby przyprowadził „nowego”]
NPC: Rzucaj drabinkę!
Val de Maar: Nacinam tak, żeby się pod nim zerwała i zrzucam.
[NPC wchodzi, drabinka się zrywa]
Val de Maar: Chwytam go za rękę, a potem jak w „Królu Lwie”, mówię „Long live the king” – i puszczam.

[Postacie trafiły na bagienną ośmiornicę, starcia nie przeżyła Silia]
Geralt: Uczcijmy jej pamięć tak, jak czyni się to wśród jej ludu, przez zjedzenie…
[Grupa w śmiech]
Geralt: …kawałka potwora, który ją zabił.

Heroiczny lot na smoku!

K: Mamy za mało o czterysta xp do lewelu, więc proponuję na początek sesji zrobić coś bohaterskiego z czterdziestoma szczurami, potem freeze frame, ding! i dalej.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Malark, paladyn Torma, człowiek: O.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud niedysponowany.

Prowadzi: J.

MG: Chciałem zacząć od ogłoszeń parafialnych…
K: …Niniejszym palisz te dwie książki?
MG: Nie, Monster Manual jest jeszcze całkiem dobry – ale co do przygody, to przeczytałem porządnie następne dwa rozdziały i o kurna, nie.

E: …Tylko uprzedzam, że możecie się spodziewać C. z offu, a on jak wiecie bywa czerstwy.
MW: Spoko, zaprowadzimy sobie taką karteczkę, i za każdą czerstwiznę będziemy stawiać kreseczkę, i jak pojedziemy z wizytą to za każdą kreseczkę damy mu kopa w dupę.
E: O, przekażę mu, ucieszy się.
MW: Oraz jak się nazbiera 50 kreseczek, pojedziemy specjalnie po to.
K: I co, będziemy tak co dwa dni jeździć?

MW: Widziałem takiego gifa, jak wąż wyłazi z wylinki, i to było w połowie zajebiste, a w połowie obrzydliwe. I trochę sobie wyobrażam że paladyn tak ściąga zbroję.
K: Tak, a pod spodem ma taką nowiutką różową, która w ciągu kilku najbliższych dni pod wpływem ekskrementów stwardnieje i nabierze połysku.

[Zostaliśmy zaproszeni do zeznawania przed radą smoków, co jest wielkim halo i wzbudziło niezdrową ekscytację we władzach Waterdeep. Wychodząc z audiencji u oficjalnej władczyni Waterdeep niektórzy postanowili się dowyposażyć]
P: A oprócz tego szukam jeszcze takiego zaklęcia Disintegrate.
K: Pani podziwiała nasze osiagniecia dyplomatyczne.
P: Nie wiem co to ma wspólnego z dyplomacją.
K: No właśnie!

[Rada smoków obraduje nie wiadomo gdzie, zapraszająca nas smoczyca uznała za stosowne posłużyć nam jako transport – ale miałem przeczucie że lot może być długi i niekomfortowy]
MW: Szanowna pani, czy możemy rozstawić na grzbiecie Leomund’s Tiny Hut?
MG jako smoczyca: Nie ma problemu, rozstawiajcie.
Ka [z offu]: Jeszcze grilla rozstawcie.

K: Czy ona tak leci przez tą chmurę? To może bym się namydlił w leomundzie i wyszedł na zewnątrz się spłukać? „Przepraszam, czy mogę panią traktować jako kabinę przysznicową? Nie, wasz szampon drażni mnie w kloakę.”

[Miałem rację, okazało się że lecieć będziemy dwa dni – co nastręczyło pewnych problemów]
K: Jak to dobrze, że ja się mogę wysrać jak prawdziwy ptak!

P: I tak wygląda heroiczny lot na smoku.
K: Tak, namiot, grill i gdzie tu się można wysrać.

[Dotarliśmy w końcu. Z jaskiń, w których obraduje rada, dochodzi charakterystyczny zapach]
E: Prawdę mówiąc pomyślałam o smoczym guanie.
K: Smoki nie srają, smoki są jak Kim Dzong Il.

[Okazuje się, że rozmawiając ze smokami, w dobrym tonie jest złożyć im jakiś podarek, i zaczęliśmy się zastanawiać jakie smoki mają gusta]
K: O, poradnik przekupywania smokow, super. A mówiłeś, że książka do dupy.
MW: To Monster Manual, nie przygoda.
MG: Tak, to monster, monstera poważam.

K: Zróbmy na razie generyczną kupkę.
[Skarbów, w sensie]

[Chcieliśmy do kupki dołożyć dwuręczny magiczny miecz, którego używa Liza, ale okazało się że jest problem]
K: Ty, ale jak to nie możesz odłożyć miecza? Co ty, piłaś coć? Te flaszki miodu to były na dary!
MW: Nie może odłożyć miecza? Wiesz, co to może znaczyć? Weź tam jej zanalizuj dweomera.

[Próbowaliśmy przemówić Lizie do rozsądku, w naszym niepowtarzalnym stylu]
K: Połóż ten miecz, jesteś medykiem, po co ci ten miecz? Przeszkadza ci kucać.
E: Ale po co miałabym kucać?
K: Bo jak udzielasz pierwszej pomocy to powinnaś kucać, a nie możesz kucać bo masz ogon jak wielki stalowy bóbr! Nie udzielasz nam pierwszej pomocy i nam to przeszkadza.

MG: Nie ma Lizy, za to jest kartka. Na kartce…
P: …Explosive Runes.

(I w ten sposób zorientowaliśmy się, w końcu, że miecz Lizy jest przeklęty. Szesnaście sesji później.)