Ktoś tu Bugim manipuluje

D: C., jak cię słucham, to mam ochotę, żeby mnie ktoś uderzył szpadlem!

System: Warhammer, pierwsza edycja.

Grają:
Kat, najemnik, elfka – D.
Inge, medyk, eks-najemnik, człowiek – C.
Max, strzelec, halfling – J.
Johann, banita, eks-podżegacz – MW.

Prowadzi: P.

[Podczas rozmowy z niemym naukowcem, komunikującym się za pomocą tabliczki i kredy, wpadają skrytobójcy i mordują naukowca celnie rzuconym nożem]
MG: …Kunz z rozpędu pisze jeszcze…
MW: …”aaaargh”.

[Kat rzuca się na skrytobójców, poniewczasie orientując się że jest ich czterech]
D: Aj, to był głupi pomysł. Ale jesteście za mną, tak?
MW: Nie, ale kontynuuj.

MG: [Dowódca skrytobójców] pokazuje coś do nich, ale rozumiesz, bo to język bojowy. Może z lekkim akcentem, ale nadal bojowy.

C: Patrzymy na niego wzrokiem sugerującym tęsknotę za rozumem.

J: Nasz kolega banita ma rację.
MW: Banitą jestem z przypadku, zasadniczo jestem studentem. Jakbyś studiował na uniwersytecie w Nuln…
J: …To też byś został banitą.

[Wyprawa na Jałowe Ziemie]
J: Gramy w misie-patysie! Wrzucamy patyk po jednej stronie mostu, a po drugiej sprawdzamy, w co zmutował!

J: Ty jesteś wykształcony, to mi powiedz: co było pierwsze – troll czy most?

C: W umiejętnościach mam „Uniki” – czy prokrastynacja też pod to podchodzi?

J: Mam „Opiekę nad zwierzętami”.
MW: Znaczy, że umiesz je opiekać.

D: Dziękuję bardzo, dokładnie tego mi było trzeba – mutant z macką większą niż [patrząc na J.] ty!
MW: Skąd wiesz, jak wielką on ma mackę?

J: O rany, mogę mieć 89 zręczności. Bo mam 59 podstawy, z jakiegoś powodu.
D: Czemu nie zostałeś złotnikiem? Albo fałszerzem?
J: No idea. Za to pomyśl, co mogą zrobić moje zręczne palce.
MW: Bez problemu odebrać bardzo skomplikowany poród u krowy.

Port wielki jak świat

MG: No i zepsuliście im nastrój na wieszanie…

System: Warhammer, pierwsza edycja.

Grają:
Kat, najemnik, elfka – D.
Inge, medyk, eks-najemnik, człowiek – C.
Max, strzelec, halfling – J.
Johann, banita, eks-podżegacz – MW.

Prowadzi: P.

D: A ty co sobie zrobiłeś?
MW: Studenta.
D: Magii?
MW: Nie, uniwersytetu.

D: Ale student to podstawowa profesja przecież?
MW: Tak, potem zostałem podżegaczem, a teraz jestem banitą.
MG: Taka naturalna progresja.

D: Masz 21 lat i już jesteś banitą?!

MG: Halflingi nie są bardzo bitnym ludkiem.
J: We came after the battle – to cook your dead.

MW: Graffiti w społeczeństwie w którym większość nie umie czytać to ciekawy pomysł.
C: Romani ite domum.

[Słuchamy plotek]
D: Fala zabójstw? Bo znaleźli czterech ludzi z poderżniętymi gardłami? Przez rok? W MARIENBURGU?
J: Ale ludzi!
MW: Ale znaleźli!

[Lincz]
NPC: …Sprzedał mi jajko Z DWOMA ŻÓŁTKAMI! Ani chybi wylęgnie się z takiego…
MW: …Kura Chaosu!

Orki, najemnicy, demon, martwy arcykapłan – dzień jak co dzień

System: Warhammer, druga edycja

Skład:
Theodora, szlachcianka – M.
Ingrid, z zawodu szczurołap – E.
brat Magnus, akolita Sigmara – Z.
Sigurd, rybak z włócznią – MW.
Zygfryd, przepatrywacz i zwiadowca – K.

Prowadzenie: H.

MG: Daj mi dwa podręczniki. Do Warhammera.
Z: Zastrzegł, cholera. Dostaniesz podręcznik do Wilkołaka, bo jest na wierzchu.
K: No weź, chcesz mu dać podręcznik do Wilkołaka?! „Atakuje was to, to, to i to!”

K [do Z.]: Weź, siedź tam cicho! Z tego swojego akolity masz profesję wyjściową na sodomitę!

K: Zapalę drugą pochodnię, wprowadzę tu jakąś redundancję.
MW: Tzw. hot-standby.
Z: Klaster active-active. Wydajność i failover.

E: Jak są pochowani w pobłogosławionej ziemi to nie da się z nich zrobić nieumarłych.
Z: No, jeśli by ją zbezcześcić bardziej niż była pobłogosławiona…?
K: Jest jakiś licznik Geigera mierzący zbezczeszczenie ziemi?

MW: Wiesz, to ja odpuszczę sobie skrót przez las, zgubię się po k10 krokach…
MG: Tak, to jest las imperialny gęsty, przetykany zwierzoludźmi.

E: Jak kapłan mówi do ciebie „przyjaciółko” to nie jest dobrze.
K: Chyba że ma wyjście na sodomitę.

[Katakumby z kaplicą czaszek]
E: Na tym poziomie nic ciekawego nie ma, tak?
Z: No, kości leżą…
K: Poziom niżej trupy zapierdalają dookoła, czterech gra w brydża…

MG: No katedra nie ma dzwonnicy…
K: Jednopiętrowa katedra to jest, amerykańska? Pokryta sidingiem? Kurwa no, parterową katedrę wybudował…
(Dzwonnica szybko się znalazła)

MG: To jak idziecie, szybko czy się chowacie?
E: No tak szybko w skuleniu.
K: Tak, jesteście młode, bogate, zdrowe…
MW: …Ładne…
E: …Ale nie tanie!

[Walka z niefartownym orkiem zakończyła się krytykiem, po którym odpadły mu co najmniej dwie kończyny]
K: M. zarąbała orka-paralitę, szedł do ZUSu po zasiłek!

MG: Ruszacie biegiem, bo za wami słychać ryki i wrzaski orków.
K: „Dziadka pomścimy!”

[Natchniony – i wkurzony – kapłan przewodzi grupie]
MG: Idzie przodem, rozwiana szata…
K: …Młot na wierzchu…

[K. strzela z łuku do orków]

K: Na terenie katedry odbyły się zawody strzeleckie. W programie strzelanie do celi i do wyrzutków.
[turl – trzy pudła i jedno trafienie]
Z: Na zwierzęta polujesz taką metodą że zagadujesz je aż się poddadzą?

MG: Naciera na ciebie ork.
MW: Naciera go. Olejkiem.
E: Nie olejkiem, marynatą.

K [do Z., tradycyjnie ostatniego w rundzie]: Jeszcze ty?! Myślałem że twoja akcja to branie obrażeń.

MG: Stoi ork i chwieje się, ma biurko zamiast górnej części ciała…
K: Opancerzyliśmy go dodatkowo, żeby było wam trudniej.
MW: Wejdę tam na górę i pierdolnę cię w ryj.

Z: Inicjatywa 30.
K: Wyprzedza cię biurko.

[Brat Magnus bohatersko zaszarżował na orki, zeskakując z dachu…]

MW: A jak zeskakiwał, to biedny ork spojrzał mu pod suknię i ujrzał dzwony.
K: I to go zestunowało! Dzwony rurowe!

[…nadział się po tym zeskoku na resztki biurka, odnosząc poważne obrażenia…]

M: Magnus jest na krawędzi!
MW: Nie, zeskoczył z niej.

[…więc zawył…]

Z: Może mnie nie zauważyły?
K: No jasne, najpierw ryknąłeś „Na Sigmara!”, a teraz powinieneś jeszcze robić „łojezułojezułojezu”…

MW: …I przypominam, że wylądowałeś na biurku, nie na orku.
Z [turla]: Haaa! Trzydzieści trzy punkty obrażeń!
MG: Świetnie. W co go trafiłeś?
K: W szuflady.
MG: Straszliwym ciosem miażdżysz mu prawą nogę, lewą nogę…
K: …Sekretarzyk…

E: A czy można spać w dzień?
K: No kurwa, a czy można srać po piętnastej? Nie można, zakaz jest!

K: E, jakbyś przyrósł do ławy to nie byłoby tak źle, uśredniłbyś z nią żywotność, a ona ma na pewno więcej niż ty. Poza tym ława to zawsze jakiś pancerz.
E: A jakby leżał na brzuchu?
K: To wrósłby korzeniem.

[Okadzanie katedry wielkim kadzidłem]

Z: To w sumie niezły studencki dowcip, zamienić kadzidło na saletrę. W sumie w tym świecie to już możliwe.
K: W ten sposób nigdy nie awansujesz.

E: Ale świt już jest, nie trzeba pilnować…!
K: Tak, bo świtem orki już nie działają. Wyłączają się jak wstanie słońce.

Z: Będę sobie pokonane orki na młocie zaznaczał.
MW: Au, to musi boleć.
K: Miejmy nadzieję, że nie będzie zaznaczał młotem.

Nowa porcja monstarów oraz stalker, Warhammer style

System: Warhammer.

Skład i prowadzenie: ci co ostatnio.

MG: Skończyło się na tym, jak zdradzieckimi ciosami w plecy zabiliście Wojownika Chaosu…
E: Ale zjadł nam norsemana.
MW: Ale tylko do połowy.

MG: Chaos, chaos, CHAOS!

[Spotkanie ze zwierzoludźmi]

Z: Szarżuję!
MG: Na którego?
Z: Na silniejszego!
MG [patrzy na Z. w oczekiwaniu]
Z: Groźniejszego! Większego! No nie są przecież klonami, różnią się!
MG: No, jeden ma mackę na… nie, przepraszam. Sprawdźmy którego Z. uważa za silniejszego… [turla kostką]

MW [do MG]: Ty, jakie oni mają zęby? Jak mają kozie głowy, to powinni mieć zęby trawożerców.
MG: Ten twój ma takie pokrzywione, wielkie kły, jebie mu z mordy…
Z: No nieee, będziecie mu teraz…
MW: Robić diagnostykę ortodontyczną! Tak!

[Magnus miażdżącym ciosem młota rzucił na kolana zwierzoczłeka]

Magnus: Tak! [do Sigurda] Tak się walczy, wracaj do łowienia ryb!
MW: Bujaj się, rybami mam ich okładać?
E: Aaaa, wyobraziłam sobie że zamiast tłuc ich włócznią walisz ich pstrągiem…!
MW: Nie, pstrągiem nie, martwy halibut byłby w sam raz, płaski…
E: …Oczy ma po jednej stronie…
MW: …No właśnie.
Z: Ale to zaostrzony byłby lepszy.
MW: Jak się zeschnie, to będzie miał ostre płetwy na brzegach.
MG [patrzy w pewnym osłupieniu]

MG [do Z]: Piękna, dziewiętnastoletnia szlachcianka rzuca ci pełne wdzięczności spojrzenie, kiedy opatrujesz jej klatkę piersiową…
MW: Gapię się bezczelnie.
Z: A ja zachowuję spokój ducha.
MW: Jassssne że zachowujesz…

[„Tak, zabiliśmy Wojownika Chaosu, ale zwłoki, eee, już ich tam nie ma…”]
MG: Kapłan cię nie wyśmiał…
Z: …Bo był akurat zajęty?

MG: Nie, wyznawcy Ulryka mają pewnie jakąś Walhallę, inni bogowie wyoutsourcowali życie pozagrobowe Morrowi…
[Gremialny śmiech]
MG: Aaa, wyobraziłem sobie hinduskiego obsługanta, „witamy w życiu pozagrobowym, pan niezadowolona, pan złoży zażalenie…”

[Z norsemana zostało, cóż, dolne pół]

E: A są jakieś modlitwy, żeby zmarły nie wrócił?
MW: No, ten to wiele nie zaszkodzi.
Z: Ta, co może zrobić, skopać dupę?

[Pada, zimno i ponuro – jak to w Warhammerze]
MG: Wiesz, palenisko rozpalono dalej, tam pod dachem…
Z: …Ale zgasło, tak? I zatonęło w bagnie. Jasne.

[Końcówka długiej rozmowy, podczas której brat Magnus usiłował nakłonić postacie do wejścia do spaczonego przez Chaos miasta]
NPC, zwierzchnik Magnusa: Połowa zysków z wszystkiego, co wyniesiecie z miasta – jeżeli dojdziecie do katedry i zdacie relację z jej stanu. Kto idzie?
Sigurd: Ja idę! [do Magnusa] No widzisz, dlatego brat Gotfryd jest kapłanem, a ty – mimo trzeciego krzyżyka na karku – nadal jesteś akolitą.

[Po dłuższej rozmowie na temat plagi, jaką w renesansie byli żacy]
MG: Problem studentów w okolicy nie istnieje…
Z: …Został rozwiązany przez Chaos…
MG: …Więc to była, hehe, akademicka dyskusja.

MG: Widzicie kamienicę, ma dwa piętra a zamiast trzeciego – okręt. To dość popularny motyw, magowie w takich mieszkają…
Magnus: Nigdy nie zrozumiem sztuki nowoczesnej. Dwudziesty trzeci wiek schodzi na psy. [spluwa na ziemię]

MG: Kolejność inicjatywy: Theodora, Sigurd, Ingrid, wielki pająk, Magnus.
Z: Tak, ja jak zwykle po zombiakach. Oraz gadającym mchu i oddychającym domu.

H: Kurna no, wszędzie są. Podniesiony garnek potrafi zawierać snotlinga, albo i całą rodzinę.
E: Podniesiony garnek spontanicznie generuje snotlinga?

Z: Obsrane życie.
MG: Obsrane życie to wiesz.
Z: Snotlingi mają, wiem.
(Dlaczego snotlingi mają obsrane życie – wytłumaczenie dwa odcinki temu.)

[Miasto spaczone przez Chaos jest zupełnie jak Strefa z „Pikniku na skraju drogi”…]
MG: Końcówkę kija tak ci szarpnęło i zmieliło, przestała się nadawać do czegokolwiek.
MW: No i gdzie byście byli, jakby nie trzymetrowy drąg? No gdzie?
E: Mój drąg nie jest trzymetrowy.
MW: Już nie jest.
Z: Przypuszczam że bylibyśmy w domu, przed kominkiem, z rodziną…

[…Jednym z efektów jest to, że osoba która zaśnie w mieście – przyrasta do podłoża]
E: Nie śpię! Zwiedzam!

Z: Rzucam na placyk kamień. Nie pękł, nic go nie sprasowało, nie skręciło, nie dostał nóg i nie uciekł, nie wyrzuciło go?
MG: Nie.
Z: To wchodzimy na placyk.
E: A tam wilczy dół!
MG: Ta, i horda zwierzoludzi.
MW: Taka zwykła, analogowa…

E: To ja wyskoczę z ukrycia z pałką, wrzasnę i rzucę się na orka!
MG: To przerażające co mówisz. Słyszałaś kiedyś taką teorię, że większość normalnych ludzi w takiej sytuacji ucieka…

MG: Pierwszą rzeczą którą zobaczyłeś, jak spojrzałeś na orka jak na trofeum, był kredens na jego plecach. Nie sądzę żebyś teraz miał czas grzebać mu po szufladach.
MW: Kurwa, następnym razem jak będę grał czymś wielkim i silnym, będę nosił na plecach kredens. Plecak jest dla mięczaków.

MG: To idziecie szybko czy ostrożnie?
Z: Szybko i ostrożnie.
MG: Ta, i może jeszcze tanio?

Urodzaj na monstary

System: Warhammer, druga edycja

Skład i prowadzenie: ci co przedtem.

[Spławiania się rzeką ciąg dalszy]

MG: Prócz pajęczyn na drzewach co jakiś czas nad rzeką zwiesza się wielka, już zmurszała sieć, trochę zatkana wodorostami…
M: Tu mieszkają wielkie pająki?
MG: Ja coś takiego powiedziałem?

MG: Nie, wy jesteście w stolicy Hochlandu.
E: Tego od serków topionych?

Z: Skąd się biorą pieniądze? To proste: wyciska się je z chłopów.
E: Taką wielką prasą?

E: A wyżywienie psa zapewniają?
MW: No co ty. Zapewniają wyżywienie tobie i wszystkiemu co masz ze sobą. Jakbyś miała wszy to w kontrakcie też by nie było o ich wyżywieniu, prawda? No to psa traktuje się tak samo. Tyle że przydatniejszy jest.
E: No kurde! Czuję się obrażona porównaniem mojego psa do wszy!
MW: Dobra, ładniejszy trochę jest też.

Z [do M]: Tak, pougniataj mnie jeszcze trochę po żołądku, zaraz będziesz umajona.

Z: Ubranie wykonane z materiału słabej jakości – torfu.

MG: Gościu siedzi przy ogniu w rozchełstanej koszuli, nonszalancko kozikiem struga sobie kolano… tfu! polano!

MG: Jeden z najemników ma zapasowe cięciwy, kobietę w potrzebie może poratować ale nie chce za to pieniędzy.
M: A co chce?
MW: To nie jest dobre pytanie.

Ingrid: Taki z ciebie znawca?
Sigurd: No, bywało się tu i tam…
Z: „Niejeden moczar widziałem, laska…”

MW: Czy Manann jest tylko bogiem morza, bo zgłupiałem już?
MG: Nie, ma też aspekt…
MW: …śródlądowy?

Ingrid: Nie będę wyskakiwać do rzeki w moich nowych butach.
Sigurd: Nowych? Nowe to one były za poprzedniego cesarza.
Ingrid: Ale dla mnie są nowe i tak je będę traktować. A ty ile masz par butów, co?

MG: Przybiliście, wyciągacie łodzie na brzeg…
E: Czy najemnicy przyjmują jakąś formację?
MW: Zbrojną bandę.

Z [czyta znalezioną w Internecie listę kuriozalnych zawodów]: topiarz fryty, operator szlamoforów, trzepacz worków, mygłowacz, manipulant drewna okrągłego, operator rębaka…
[Głupawa]
Z [do H.]: No dobra, prowadź dalej, mam nadzieję że nie rozbiłem ci klimatu tym drobnym wtrąceniem…

MG: Tak, kruk to taka bardziej mroczna, gotycko-celtycka wersja gołębia pocztowego.

Magnus: Potwór jest większy od człowieka, ma zbroję, wielkie zębiska – w paszczy i na rękach – ryczy i wydaje bluźniercze odgłosy.
Ingrid: Znaczy, złorzeczy przeciw Sigmarowi?
Magnus: Nie, takie ogólnie bluźniercze odgłosy.

[Rozmowa z ukrytym w krzakach nieznajomym]
Z: „Jestem Magnus, akolita Sigmara, z kim mówię?” [naśladuje strzał z kuszy] „A ja jestem Hermann, kultysta Khorne’a…”

Magnus: Czemu się ukrywasz?
Z: Zapytałbym „czy jesteś plugawym pomiotem, mutantem Chaosu”, ale mogłoby to rzucić cień na naszą owocną do tej pory konwersację.

E: Generalnie dźwięk bełtu z kuszy wchodzącego w ciało to zazwyczaj „aaaaarghllll”…

E: Hm, a ci kapłani to nie powinni żyć w celibacie?
MG: Niee, oni nie żyją w celibacie.
MW: O, zdziwiłabyś się jak bardzo oni nie żyją w celibacie.

Trzy, err, postacie w łódce, nie licząc psa

System: Warhammer.

Skład i prowadzenie: jak ostatnio.

MG: Wiem już jak działa tarcza!

MG [do E.]: Nie jesteś biedna, jesteś wręcz burżujem. Masz psa, a psa da się zjeść. To majątek!
Z: Ja nie mam psa, ja mam przyjaciół. Przyjaciół też się da zjeść.
(Pies to element startowego ekwipunku postaci szczurołapa…)

E: Dobra, zostawiam te szczury na patyku.
MG: Czujesz się bez nich naga.
E: Nie.
(…podobnie jak kij z k4 szczurami.)

Z: …W sensie czy mam się martwić, jeśli nie pojawicie się wieczorem? Mam montować ekipę z widłami i pochodniami? [Do MG] Znaczy, nie mówię tego w ten sposób…

Z [do MG]: Następny potwór ci wypełzł.
MG: ?
Z: Z drukarki.

MG: Gwóźdź programu – szczucie niedźwiedzia!
E: Mają niedzwiedzia?
MG: No, w każdym razie jest włochate i w klatce.
Z: Funkcjonalny odpowiednik.

Z: Tutaj [w Warhammerze] święta są bardzo ponurym czasem…

Z: Snotlingi? Rozejrzę się po okolicy i poszukam źródła.
E: Źródło snotlingów? Taki ul na drzewie, brzęczy i snotlingi z niego wyłażą?

[Źródło zostało odnalezione, i Magnus postanowił je spalić…]
MW: Kurwa, co za heroizm. Będziemy palić snotlingi, które zalęgły się w starych sławojkach.
Z: Ponury świat niebezpiecznych przygód.

[Trzy minuty cytowania – z bestiariusza – sprzecznych poglądów na temat snotlingów]
MW: Jak widzisz, najtęższe naukowe umysły naszych czasów wciąż obradują.
[Pauza]
MW: Jak mi zostanie jakaś smoła to ci dam.

[Drużyna się rozdziela – Magnus zostaje, reszta spływa świeżo naprawioną łódką]

Z: Jeszcze tu wrócicie.
MW: Zobaczymy jak będziesz gadał jak zima przyjdzie.
(A to już za dwa miesiące…)

[Wypływamy na rzekę]

E: Patrzę podejrzliwie na rzekę.
MG: Rzeka podejrzliwie patrzy na ciebie.

MG: Ryba. O, ma trzecie oko.
Sigurd: Dobra, łeb się odkroi.

M: Wszystko było na razie normalne…
MW: Wioska pełna gnijących trupów to jest twoja definicja normalności?

[Witty banter pomiędzy Z, który został a resztą grupy]

Z: Hahaha, jak wam się pływa, coo?
MW: A ty jak, wybrałeś już wyznawcę do zjedzenia?

[When zombies attack!]

MG: Ci co wcześniej spalili test, mogą znowu rzucać na Siłę Woli.
MW: [turl] 04! Ha! Pozbierałem się!
E: Ale pantalony masz nadal pełne.
MW: Cóż, nie pierwszy raz.

E: Ja też chcę atakować zombiego!

E: Zombie? Siedzą na łodzi?
MG: Może chcą się z wami zaprzyjaźnić?
E: Przygarnij kropka!

[Zombie straciły zainteresowanie, wyciągnęły z rzeki łódź którą przypłynęły i niosą ją do lasu]
MW: Naprawdę nie ciekawi mnie, gdzie zombie poszły ze swoją łodzią.
Z: Olałeś to? Co z ciebie za poszukiwacz przygód?
MW: Żywy.

MW: Aha, i upiorę spodnie.
E: Teraz?
MW: Owszem teraz.

„Ponury świat niebezpiecznych przygód!”

System: Warhammer, druga edycja

Grają:
Theodora, szlachcianka – M.
Ingrid, z zawodu szczurołap – E.
brat Magnus, akolita Sigmara – Z.
Sigurd, rybak z włócznią – MW.

Prowadzi: H.

E: Możemy być dziobaci i garbaci, yes…!
MW: Tego ci brakowało do szczęścia – dzioba i garba?

[Zdolność specjalna Naśladowca daje możliwość udawania głosów zwierząt i nie tylko]
E: Przywabiasz ryby. Syrenim głosem.

H: Miałabyś 110 kg, mogłabyś przysiadać te szczury.

[Zakupy ekwipunku]

MW: Kaptur se załóż.
Z: Kaptur nie ma pancerza.
MW: Jeden punkt, jaka różnica…
Z: To czemu kupiłeś kaftan, cwaniaku?
MW: Poprawia mi morale.
(Kaftan też daje jeden punkt pancerza…)

Z: Szczurołapem byłaś od urodzenia, musiałaś się ze szczurami ścigać o jedzenie…!

MG: Byłaś jedną z osób którym udało się uciec [przed inwazją Chaosu]…
Z: Tchórze!
[pauza]
Z: No, mi się też udało…

Z: Jak MG zacznie budować klimat to przestanę.
MG: Nie zacznę! Odmawiam współpracy!
MW: Jaki klimat?
E: Polewki.
MW: W Warhammerze to czarna polewka, tak?

MG: Ma w oku coś, co osadza ludzi na miejscu…
Z: Mackę?

[MG opisuje postać Z.]
MG: Stoi w ruinach świątyni, szata z namalowanymi płomieniami, wysoki, z młotem Sigmara w dłoni – i akurat słońce się przedarło przez chmury i jedyny promień tak na niego pada…
[Z. się nadyma]
MW: Powiedziałbym „młot z młotem”, ale słowa zamarły mi na ustach…

MG: Z! – a nie, przepraszam – Magnusie!
E: On ma na imię Magnus?
MW: Metr pięćdziesiąt wzrostu…

MG: No, błąkałeś się z tydzień po tym lesie…
Z: I przeżyłem?! Sigmar mnie prowadzi!

Z: Ja nie idę – ja kroczę!

[Po kąpieli w cuchnącej podejrzanie rzece]
Z: Będę was musiał potem obejrzeć na okoliczność macek.
MW: Ty chyba masz jakąś manię.
Z: Tak, ośmiornicę mi do kołyski wrzucili…

(A „ponury…” to podtytuł podręcznika do Warhammera. Każde natrafienie na zwłoki, stado kruków, sępa, spaloną gospodę czy coś takiego – częste na terenach spustoszonych przez wojnę – komentowaliśmy tymże właśnie podtytułem.)