Alicja w Krainie Grzybów

Ew: A, bo ja myślałam że to było gdzie indziej.
MG: Nie, trafiliście na taką boczną aleję.
Ew: Aleję grzybów?
MG: To jest wręcz kraina grzybów.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Zmaltretowaliśmy grzyby i teraz musimy się gęsto tłumaczyć]
K: Ten grzybek zaraz wstanie, on tylko odpoczywa!

[Okazuje się, że grzyby miały właściciela, któremu nie pasuje, że sobie kilka wzięliśmy]
MG: Hsss… Za kradzież trzeba zapłacić… Hsss… Fiolka krwi od każdego złodzieja…
K: Mogę zamiast tego zaproponować sto dwadzieścia fiolek krwi kozy.

K: Może zrobimy tutaj taką tabliczkę: „nie zbierać grzybów pod karą syczenia”. Ręka z grzybem przekreślona w czerwonym kółku…

E: No ale i tak będziemy musieli się tam [do dziury pełnej pajęczyn] spuścić.
K: Myślisz, że nasza wydzielina rozpuści te pajęczyny?
[heheszki]
E: No co ja ci poradzę? To samo tak wychodzi!
MG: A zazwyczaj w nocy!

[Wtem! Walka z metalowym bykiem]
K: [zadając mu ostateczny cios] Ihaaa! Matador i kutador!
MG: To ty naraz?

[Zgubiliśmy Madislaka i wypytujemy lokalesów]
K: Halo mieszkańcy, widzieliście tutaj Madislaka? Taki koleś bez kija, ale normalnie w sandałach…
E: Taki łysy z warkoczem!

Reklamy

Bitwa w kanionie!

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

[Wsysanie danych z baz danych]
MW: Kopiuję to akurat szybko, bo mam taki kabel specjalny do tego. Czas to może mi zajmować indeksowanie tych danych potem.
K: No, niekoniecznie, w Rogue One to wciągali te plany Gwiazdy Śmierci przez dłuższą chwilę.
MW: Bo nie mieli takiego kabla.

J: Z naszych połączonych moczy powstanie kapitan Prostata.

[Konstruujemy domowej produkcji pocisk sterowany]
MG: No nie jest to jakaś sztuczna inteligencja…
MW: …Ale jest to technologia rakietowa.

MG: Może lepiej Gunnery, nie Pilotaż. Jako pilot unikałbyś zderzania się z rzeczami.
J: Teraz też unika, z wyjątkiem tej ostatniej.
[rzut]
MG: O, pięknie. Pokochałeś bombę. Piękne precyzyjne uderzenie, trafiliście właściwie w ten otwór w namiocie.
J: Zostaliśmy Amerykanami.
MW: Nie, żeby zostać Amerykanami, musielibyśmy…
K: …W szpital trafić!
MW: Tak, albo w wesele.

J: Zobacz, tu się odbywa regres technologiczny. Ty skonstruowałeś kierowaną bombę…
K: …Skondensowaną śmierć.

MG: Macie tam kilka włóczni wbite w pojazd…
K: Wzmacniają tylko strukturę!

[Technologicznie zacofani krwiożercy tubylcy kontra dwa ciężkie karabiny maszynowe w kanionie]
MG: Obawiam się, że wprowadzasz ich w szał bojowy. Dopisz sobie spadek moralności tam.
K: Krzyczałeś do nich „Za-pier-do-lić ich!”, więc jesteś trochę odpowiedzialny.
J [pokazując faka]: Patrz, co dla ciebie znalazłem przy martwym Toydarianinie.
MW: Hm, rzeka spływa krwią. I kawałkami Toydarian.
K: „Żaden trąbonosy nie wyjdzie żywy z kanionu!” -ratatatat-
MW: Przepraszam, ale muszę zacytować Kiplinga: „Whatever happens, we have got the Maxim gun, and they have not.”
[sprawdziłem po sesji – to nie Kipling, to Hilaire Belloc.]

K: A gdzie wódz i syn?
MG: Wodza nie ma, a syn…
MW: Znaleźliśmy połowę.
K: Górną, i strasznie się awanturuje.

MG: W tej bitwie w ogóle nie braliście jeńców. Może trochę Toydarian się chowa po jaskiniach…
J: „W tej brzęczy!” [pokazuje wrzucanie granatu]

J: „Bitwa w Płonącym Kanionie”? To brzmi jak poranek po ostrym kebabie!
MG: Koniec kanionu ci płonie…
K: …Wypadają z niego T-rexy…
J: A rzeką spływa krew.

Podwórkowe rozrywki

System: ideefixe v2.0

Grają:
Adam „McGyver” Szymański, nieudany student, dość udany włamywacz: P.
Lech „Stachu” Stachowiak, silnoręki surwiwalista, wyznawca teorii spiskowych: B.
Maria „Mary” Krzemińska, sarkastyczna hackerka ze zwierzątkiem domowym: Ew.

Prowadzi: MW

[Drużyna kupiła nieco rozpadniętego vana]
Ew: Kto będzie naszym specjalistą od pojazdów?
B: No ja umiem jeździć, ty naprawiać, to nas czyni znaczną częścią drużyny A.

[Idą kraść drzewka z lasu]
P: Potrzenujemy liny, jakichś łopat…
Ew: Szmaty nasączonej nie chloroformem, tylko chlorofilem…

[Kontrola międzystrefowa – obaj panowie trafiają na szczegółowe przeszukanie]
P: Ale jaka rutynowa kontrola, ja nic nie zrobiłem, spokojnie sobie jadę…
Ew: Rutynowa, zostaliście losowo wybrani, to że obaj macie na imię Muhamed o niczym nie świadczy.

[Stachu ma wadę Wątpliwa biometryka, co powoduje sporadyczne kłopoty z uwierzytelnieniem]
MG: …No chyba że ktoś ma taki problem jak Stachu, że raz na jakiś czas lodówka odmawia wydania mu jedzenia.
P: Masz zakodowaną lodówkę?!
B: Pewno. Jak myślisz, czemu jestem taki fit?

[Po bójce ze sterydziarzami i poszczuciu jednego z nich bulterierem grupa wysyła ich automatycznym samochodem pod komendę policji]
P: Przyjechali, rozbijali się, pobili się sami ze sobą…
MG: Pogryźli się po worach…
Ew: No gryźli się nawzajem, narkotyki robią straszne rzeczy z ludźmi.

P: Musisz mnie nauczyć się bić, bo czułem się trochę bezradny.
B: Musisz się pizgać.
P: Sam?
B: No nie, innych musisz.

Złowrogie stado

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Bezludne wzgórza, na nich studnia]

MG: Wiecie, że istnieją malutkie żyjątka, które powodują choroby, magowie stwierdzili to dawno temu. Gotowanie wody pomaga na to.
E: No to możemy pić tą wodę w postaci herbaty.
MW: Zaraz nastawię zupę, mam też skrobaczkę do pięt, przy pomocy której nageneruję zaraz wkład do tej zupy.
K: Parmezan.

[W nocy obóz nawiedziło stado kóz. Miedzy kozami czaili się wrogowie.]
MG: I nagle strzela w ciebie wiele kusz.
E: Kóz?
MG: Kusz.
E: Oj. To gorzej.

MG: Madislak trafia go kijem, jego głowa pęka jak dojrzały melon, gość wiesza się na tobie, próbując jeszcze dopchnąć ten sztylet, wieszacie się oboje na tym ostatnim…
K: …do którego doskakuję i odcinam mu ręce.
MG: Obydwaj się wywracają, jeden sika krwią z odciętej ręki, drugi przygniata postać E., mózg mu wycieka…
MW: Zupełnie bez związku, odświeżyłem ostatnio Staplerfahrera Klausa

[Medical coma metodami polowymi]

E: To się letarg nazywa.
MW: No dobra, przygotowuję ziółka, wcieram jej w dziąsło czy gdzie tam, i biegniemy dalej. Przynajmniej przestało ją telepać.
MG: Telepie ją dalej, ale w zwolnionym tempie.

[Odsiecz]

K: Daję im znak światłem. Wystrzeliwuję zieloną racę.
MW: Czerwoną powinieneś.
K: No tak, tak, czerwoną, bo od zielonej jeszcze mi się zatrzymają do kontroli granicznej.

MG: Stworzenie się miota, ryczy, w końcu atakuje K., bo to jedyny sensowny cel w zasięgu.
K: Nie pochwalam, ale akceptuję.

Przypadkiem przekierowaliśmy inwazję

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

[Okazuje się, że P. nie podobał się Czas Apokalipsy]
MW: No pewnie, możesz mieć swoje zdanie, po prostu go nie szanuję. Czego to się człowiek nie dowie przy graniu…
J: O przyjaciołach…
MW: …Ta, znasz człowieka dwadzieścia lat…
K: Dobra, zakopmy te niesnaski i wracajmy do grania.
MW: Nie no, żadne niesnaski –
K: – Po prostu nim gardzisz?
[Nie gardzę]

[Z resztek rozdeptanego przez dinozaura pojazdu zbudowaliśmy dwuosobowy latacz. Trwają próby.]
MG: Przy manewrach niepokojąco skrzypi oraz silniki się grzeją w tych drewnianych gondolach.
MW: I teraz tak: albo poczekać i jak się gondole zapalą od środka i zwęglą…
K: To się uszczelni.
MW: Tak, albo nawiercić wentylację.
J: Decisions decisions.
MW: To zostawię to tak na razie, zobaczymy co będzie.
K: Tylko pamiętaj o ściółce. Jak będziesz sypał żarem i iskrami, to po wylądowaniu podpalisz las. Wypalanie traw jest nie-le-gal-ne.

MG: Jak się zbliżacie, rozpoznajecie kilka twarzy. Jest Kolmar…
K: Prócz tego Kolmar, Kolmar i Kolmar, oraz Santa Maria de Lupe, Pepe de Kolmar.

[3G przeciskając się przez ruiny, wetknął głowę w ciasne miejsce i utknął]
MW: Na szczęście roboty pajęcze mają mikronarzędzia.
K: Piłę moja-twoja. Twoja moja, twoja moja, prezes znowu utknął w słoju.
MG: Czyli co, odpiłują ci głowę…?
MW: Nie, kurwa!
K: Słój piłują.

K: No na forasku jakimś dla młodych matek było: „- Wzięłam APAP Noc w dzień, czy umrę? – Wszyscy umrzemy. – Boże, co ja narobiłam…!”

Ursynowski folklor

System: ideefixe v2.0

Grają:
Adam „McGyver” Szymański, nieudany student, dość udany włamywacz: P.
Lech „Stachu” Stachowiak, silnoręki surwiwalista, wyznawca teorii spiskowych: B.
Maria „Mary” Krzemińska, sarkastyczna hackerka ze zwierzątkiem domowym: Ew.

Prowadzi: MW

B: No to stajemy na środku i wymuszenia! rozboje! z naszych połączonych mocy powstaje on – Kapitan Kryminał!

[Wbrew oczekiwaniom wszystkich zainteresowanych, BG pomogli człowiekowi zniknąć nie przez wrzucenie go do dołu z wapnem, a poprzez znalezienie mu nowej kryjówki i sterylizację starej]
Ew: Wracamy, unosząc się na aurze naszej dobrej roboty.
MG: I ogólnej zajebistości
B: Ja się unoszę na aurze ogólnej konfuzji całą tą sytuacją.
Ew: To wystarczająco dobra aura.

[Natchnieni sukcesem, BG postanawiają założyć nielegalny biznes usuwania śladów i trefnizny – tylko jak go nazwać?]
Ew: Polzniktex.
B: Znikpol.

Drowie placki

Ew: Ciągle zapominam, że mam tu w karcie wpisane „She’s always polite and respectful”. Nie wiem czemu to sobie zrobiłam.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

[Czy z Leomund’s Tiny Hut ucieka dym, jeśli rozpalić w nim ognisko?]

Ew: A nie możesz zrobić Leomund’s Tiny Hut with Leomund’s Tiny Okienko?
MW: Nie.
Ew: Lame!
E: Leomund’s Tiny Komin.
Ew: Nieno, nie wiemy czy Leomund miał mały komin.

[Znaleźliśmy fragment drowiego płaszcza, zrobionego z pajęczyny, rozpadającej się od światła słonecznego]
MG: Widzisz, że już się zaczyna powoli rozłazić ten strzępek.
Ew: Schowam sobie w kieszeń.
K: Będziesz mieć gówno pająka w kieszeni.
Ew: Ugh. Wydzielinę!
K: Gówno be, wydzielina ok?
MW: Wysięk z pająka.
K: Będziesz mieć próbkę w kieszeni. Q-tipem wybierać.
Ew: I będzie się tak ciągnąć, jak mozarelka.
MW: Nie chcesz tego na pizzy.
MG: Pizza drowów, z pajęczyną.
K: Hawajska.

Ew: Znalazłam obozowisko, tam były drowy. Znalazłam kupsztala drowów.
MW: A co, potrzebujesz? Bo mogę…
Ew: No kurde, świeży był!
K: To teraz patrz.

Ew: A jak właściwie srają elfy?
[dłuższe rozważanie]
Ew: Bo ja to sobie wyobrażałam jako coś w rodzaju kutej balustrady z żelaza…
MW: Tylko nie kutej, nie balustrady, i nie z żelaza.
Ew: Ale wzorek podobny.

[Coś jakby dalekowschodnia świątynia – ale zbudowana przez kogoś, kto tylko o nich słyszał]
MW: Ja wiem, że zawsze to mówię w takiej sytuacji, ale jeszcze mi się nie znudziło – „znakomita pagoda, szkoda że was tu nie ma”.
Ew: Ale ta jest jakaś niezbyt. „Pagoda nie dopisuje!”

MW: No, każdy licz jest nekromantą.
MG: Wiecie, że nie da się zliczyć wszystkich magów na Faerunie? Połowa nie przeżyje procesu!
[Grupowy groan]

MG: Na piętrze są takie przesuwne drzwi – tylko że też nie umieli tego, więc są z drewna i skrzypią w chuj.
MW: Dobrze, ninja się nie zakradną. Próbowali słowiczą podłogę, ale nie wyszło i jest słowiczy sufit.

MG: Na elfach jest dużo magii.
K: Skoro tak, to ja się tak zatrzymam i przyjrzę. Buta zawiążę.
Ew: Onucę zacerujesz.

[W okolicy „dalekowschodniej” świątyni jest aura pacyfizmu]
K: Atmosfera jest tu na tyle spokojna, że nawet jakbym komuś zasadził tasiemca, to byłby to tasiemiec nieuzbrojony.

MW: Przepraszam, ale _teraz_ masz wątpliwości na temat spania razem?
Ew: No już widziałam wszystkie wasze genitalia, niestety.
K: Parawany są w pokoju.
B (z offu): Dokładnie jak u mojego dentysty.
MG: I też widziałaś jego genitalia?
K: Odświętnie pomalowane.

[Zwiad sową]
MG: Percepcję rzuć.
K: 16.
MG: Coś się dzieje w stajni.
Ew i K chórem: Poszli ruchać konie!

[Zasięg łączności z sową to tylko 120 stóp]
MW: Biorę go na barana i niosę za kolesiami.
K: A ja przez chwilę lecę za nimi sową i wszystko widzę, a potem jak mną nie zakurwi w futrynę…!
MG: Łbem jedziesz po tym słowiczym suficie…
Ew: Lorraine, czy ty to widzisz? Chyba im oregano weszło za mocno.

MG: Przytrzymujesz go na górze…
MW: Bo ja zakładam, że jak on jest w sowie, to wiotczeje…?
Ew: Chcesz mi powiedzieć, że tam jest sowa i miękki ptak?

[Sending i jego ograniczenie 25 słów]
MW: Tylko pamiętaj po niemiecku układać.
Ew: Czemu?
K: „Wschodnia dziura z której wychodzą drowy” to jest po niemiecku jedno słowo.
MW: Ostdrowenerdholle.

[Mozolnie układamy wiadomość]
MW: „Wyjście drowów na wschód.”
K: „Ich wyjście na wschód.”
MW: No weź, wyjście drowów to tyle samo słów, to nie tak że zaimki są za pół ceny!

MW: „Przystań jest sanktuarium.”
K: „Przystań – sanktuarium”.
MW: No weź, trzynaście słów, mamy zapas!
MG: Po pierwsze „Przystań sanktuarium” to dwa słowa, po drugie to brzmi jak przystanek tramwajowy.

K: No dobra, zostały trzy słowa. Co dodać?
MW: Tradycyjnie, „AAAA Sprzedam Opla”.