Tradycyjny twist na koniec misji

MG: I’m pulling dice out of my ass!

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

MW: A po co się przeprowadzać?
Ew: No weź! W łazience jest taki grzyb że powinien sam płacić czynsz!

[MG czyta z podstawki o bazyliszkach]

MG: …Zazwyczaj po wylęgnięciu imprintują się do swojego handlera…
Grupa chórem: Aaaaww!
Ew: Zupełnie jak kaczuszki! Mordercze kaczuszki to są!

Ew: Teren urban czy nie urban?
MG: Urban, ale taki swampy bardziej.
K: Są bloki, śmietniki i samochody, a nie drzewa, liany i tygrys.

M: Jestem w ubraniu bałwana. Do którego przyczepiłem granaty.
K: A, czyli skrzyżowanie bałwana i choinki, pełen świąteczny klimat.

MG: Nowa inicjatywa.
K: Trzeba rzucać co rundę, taaa.
MG: Raz na pół godziny.

MW: Rozglądam się, będę przechwytywał połączenia telefoniczne, jeśli się jakieś zestawią.
MG: Nie mają żadnych telefonów, żadnej technologii, żadnych smartgunów – rewolwery, wiesz.
Ew: Nie mają smartgunów na swoich naganach!

MG [czyta zasady]: …przeciwko logic i willpower, oesu…
Ew: …Did your non-returnable outgoings

D: Jak wy to robicie, że rzucacie tyloma kośćmi?
Ew: Jesteśmy szybcy, i mądrzy, i fajni, i ładnie pachniemy.
[K robi minę]
Ew: A co, nie?

D: Proponuję nie robić już nigdy prac dla Lothana.
MW: Jestem za!
M: A czemu?
D: Ja nie mam tyle żyć!

[Sarkanie na kartę]
K: No kurwa ale kondiszon monitor [rozpiska hit pointów] mógłby być jeszcze większy. Jeszcze większy. Siedemnaście cali kondiszon monitor.

Ew: K., masz taki skill, że zawsze wiesz gdzie jest najbliższe lotnisko, jak gołąb?

K: No, kupię sobię lepsze papiery, dobry rating, będę nawet materiał biologiczny miał jakiś.
MW: Możesz go [gest] zdać do zlewki.
K: Rozrzucić go po terenie.
D: Co?
MG: Test DNA będzie mógł przejść.
K: W banku.
MW: Jakim banku?

[M. podnosi Charyzmę]
K: A, czyli jak robiliśmy remodeling chałupy i usunęliśmy czarny mold, to i z ciebie!

Reklamy

Z powrotem w domu

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

E: Zamiast „piąty krąg” usłyszałam „pięty rąk” i zaczęłam się zastanawiać, czego o postaci MW nie wiem.
Ew: Ma takie suche suche ręce.
MW: A ty masz takie suche suche teksty.
Ew: Widziałam jak to nadchodzi.
MG: Czy ja mogę prosić, żebyście się rozsiedli?

MW: Czyli możesz używać herbalism kitu do produkcji potionów, ale to co ci będzie wychodzić, to nie będą potiony.
Ew: Herbatkę z mięty może.
K: Herbatka paracelsus na bóle i wzdęcia. Nie usuwa bóli i wzdęć.
MG: Powoduje.

Ew: Ochlapać twarz na rozbudzenie, wypić kawę z żołędzi…?
MW: To będzie bardzo mała kawa.
MG: Dick-spresso.

MG: Sfinksy mają alignment jakoś w okolicy Lawful…
MW: Po sfinksie bym się spodziewał Lawful Neutral.
Ew: O, to się dogadamy.
MG: Sfinksy lubią zagadki, intelektualne czalendże…
Ew: O, to się nie dogadamy. Może wy.
MW: Może on.
Ew: A ty co, dziś się czujesz mentalnie słaby? Wstałeś z łóżka lewą półkulą?
MG: Ja pierdolę. Czy ona tak…?
MW: Taaa. Przywykłem.
MG: Kurna, od tej strony co ona zwykle siedzi to masz o tyle grubszą skórę.
K: Cieszysz się że masz koty, co? One nie wstają rano i nie zaczynają mieszać cię z błotem.

[Dygresja]
MG: …I ja wtedy weterynarzowi mówię „nie, kot nie saneczkuje.” O, widzę że pan specjalista, wet mi na to…
K: Dobra, saneczkujmy w stronę tego potwora, co?

[Banda orków przechwyciła grupę pobratymców w celu konsumpcji]
E: Mam potrzebę wkroczenia i przerwania tej sceny. Czy jesteście w tym ze mną?
K: Będziemy pół kroku za tobą.
Ew: Tak! Kanibalizm jest zły! Jak się właśnie dowiedziałam…

MG: On ci mówi, że prawem silnego jest brać to czego potrzebuje.
E: A ja mu, że prawdziwą siłą jest honor, dbanie o tych co potrzebują pomocy, i takie tam lewicowe frazesy.

E: …Trzeci atak tylko dwanaście.
K: Tyle [AC] to ma jego kolczuga, jak stoi w przedpokoju.

Ew: No to czaneluję diwinity, mój miecz rozjarza się ogarniętym światłem, i to zużywa akcję?
MG: Tak.
Ew: No to tyle. Jeszcze mój święty okrzyk: „kurwa ZNOWU…!”

K: …I wykonam atak, na szczęście z adwantadżem, bo żaden z nich jeszcze nie działał…
Ew: Atak z kuszy nim się kto ruszy.
MG: Ale rozumiem w orka?
K: Tak, w któregoś z tych w środku.
Ew: Orka w worka!

MG: Sfinks teleportuje się do ciebie i lu!
K [nuci]: „Ojciec Pio kiedy chciał, mógł się teleportować…”
Grupa: ?!
K: No przeróbka tej Baśki co miała fajny biust.
MG: No kurwa, skupcie się trochę!
MW: Tak, dostałeś lutę w dwadzieścia.
Ew: Dostał lutę za tę nutę!

MW: Ilu ich tam zostało?
MG: Siedmiu.
MW: Dobrze, polowę już zutylizowaliśmy.
Ew: Nie mów tak, to jej półbratymcy.

[Rozmowa z narzeczonym siostry mojej postaci]
MW: Dobrze, chciałbym się dowiedzieć, co tu zaszło.
Ew: Ona!

MG jako NPC: Wiecie co, to tak nie przejdzie.
MG: Wystawia na stół gąsiorek.
MW: Nooo, biez połlitra…
Ew: …Nie razbieriosz.
MG: Matka zostawiła z czasów przed Upadku, elfią nalewkę.
E: Na śliwkach?
MG: Nie, elderberries.
Ew: As in „your mother smelt of.

Wielki krater

MW: Hit points come and go, but rads are forever.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

K: U zioma dziecko miało do wyboru patrona szkoły, takiego tam wiecie, profesora Bartoszewskiego, Kaczyńskiego…
Ew: …Łupaszkę

MG: To tak jak w dawnych czasach, była taka magia, no, jak ona tam…
MW: Sympatyczna.
MG: Tak, dziękuję bardzo, że jak się chciało zrobić eliksir miłości to trzeba było znaleźć zioła, czy liście, czy grzyby…
Ew: Grzyby w kształcie serca.

[Robimy legwork, żeby się dowiedzieć co właściwie mamy zorganizować dla zleceniodawcy]
K: Jak jeszcze raz w wyniku wyszukiwania dowiem się, że to jest kosmogruz, zarejestrowany w chicagowskim muzeum, to obawiam się że będę musiał komuś jebnąć.

MW: Rozumiem połowę abstraktu?
MG: Gdzie tam.
D: Widziałeś doktorat A.? Ja tam zrozumiałam jeden tytuł rozdziału!
MW: „Bibliografia”?

[W pobliżu krateru jest pełno kokonów insect spirits. Naruszenie takiego kokonu gwarantuje życie pełne wrażeń, acz dość krótkie. Natrafiamy na pierwszy.]
MW: No. Nie szturchać kokona. Najlepiej nie podchodzić do niego w ogóle.
M: Szukam jakiegoś patyka.
MW: Jak sobie chcesz – ale wiesz jaka jest pierwsza zasada uciekania przed niedźwiedziem? „Nie muszę być szybszy od niedźwiedzia…”
Grupa, chórem: „…wystarczy że będę szybszy od ciebie.”
MW: Dokładnie. A jak ci strzelę w kolano, to nie pobiegasz.

K: A jakby ktoś tu próbował assensingować…
D: No gimnazjum, za każdym razem. Za każdym razem jak nazwa tego skillu pada.

[„Dark” po niemiecku czy z angielskim dubbingiem?]

M: Najlepiej to z polskim lektorem!
D: Wiesz co, uprawiaj swoje perwersje prywatnie.

[Na terenie zrujnowanej elektrowni, tuż koło krateru, mieszka toxic spirit, manifestujący się jako „przyjazne” małe dzieci.]
D: Aaa, nie przytulaj radioaktywnych dzieci!
K: Perv.

MG: Rzuć sobie na Stealth.
D: Po pierwsze to się nazywa Sneak, po drugie to jest coś co chciałam kupić, ale nie starczyło mi punktów…

[Ochotnicy z drużyny postanowili pobawić się z manifestacjami ducha, co było pomysłem stanowczo zdrowszym niż wkurzanie go]
K: Yes! Cały Edge wydałeś na babysitting!

[Jesteśmy w zasięgu wzroku od krateru, liczniki terkoczą, MG zarządza rzuty na opieranie się radiacji]
MG: Twarda jesteś, nie miękka, rady się ciebie nie imają.
Ew: Kraj Rad!

[Właśnie rozjechaliśmy kilku motocyklistów]

D: Czy oni mają jakieś symbole?
MG: No pewno, wszyscy mają symbole gangu.
D: Jaki to gang?
Ew: „Szybcy i Płascy”

D: Coś ci się rozmnożyły te drony.
K: Przez podział. Oglądałem „Było sobie życie”, to się tam działo cały czas.

[Walka! Pod koniec rundy zaskoczenia na placu są dwaj przeciwnicy – jeden ciężko ranny, a drugi podpalony]

MG: Zostało dwóch…
MW: Jeden ledwo ciepły – i jeden bardzo ciepły.

Dyplomatyka i łowy

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, początkujący Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, początkujący Jedi – Advisor, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, początkujący szpieg, Bothanin: P.

Prowadzi: MW

[Czy droidy docenią jacuzzi?]
J: Czymkolwiek się smyrasz, lepiej jest w jacuzzi!
K: Nie masz zapiaszczonej wtyki.
J: Nastrojowy zapach towotu…

J: Muszę sobię jakiś mundur marszałkowski załatwić. Z takimi tymi [gestykuluje w okolicy ramion].
K: Skrzydła se jeszcze dopierdol. Dyskretna elegancja.

J: MW., kuszenie Ciemną Stroną Mocy nie powinno się odbywać z takim obleśnym uśmiechem…!

Geek the mage first

[Nasza szamanka leje się z duchem w przestrzeni astralnej, z niepokojem obserwujemy porzucone ciało]
Ew: Może zrobimy jej preemptywnie kroplówkę? Z kawy. Albo z bigosu.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

D: Mam moralny problem z klepaniem ludzi, którzy nie chcą mnie klepać.
MG: Wystarczy im pomachać.

[Jak sobie poradzić z duchem?]
Ew: A nasz szaman nie może go wysłać do shadow realmu czy gdzieś tam?
MW: Może.
D: Próbowałam, teraz krwawię z otworów od tego.

MG: Wiesz, tu promieniowanie jest, a oni tu żyją. Ich life expectancy nie jest duże.
K: Czas półrozpadu to się nazywa.

[Niestety jednak przez wentylację]
K: Ty jesteś najzręczniejsza, więc idziesz przodem, ja za tobą, a cała reszta zaklinuje się za nami.

[Oględziny strupieszałego wroga]

K: Gość był szefem korporacji medycznej, odmłodził się. Podciągnął sobie suty.
MW: Dziękuję ci za ten mental image. Do chuja Wacława…
K: Nie, podciągnął a nie obniżył.

MW: Nie, nie będę mu nic kasował, bo zostaną ślady…
K: …Uznają że coś ważnego, przyjdą, będą pytali…
MW: …Przypalali nam pięty żelazkiem, niepotrzebne nam to.
Ew: No, a jak to twoje pięty to będzie cuchnęło.
MW: W dupę mnie ugryź.
Ew: Nie, pewno też cuchnie.

MW: Jestem bardzo zadowolony, że to nie ja prowadzę rozmowy z pracodawcą.
Ew: Czemu?
K: Bo go wyruchaliśmy, takim wielkim gumowym członem. Jakoś to ubiorę.
Ew: Wyobraziłam sobie gumowego takiego…
MW: …W tutu!
Ew: W sweterku!
K: W muszce, takiej w czerwone świnie.

NPC: No i jak tam praca?
K: No syf ogólnie, syf syf. Dla was oczywiście. No bardzo nam miło, że nie powiedzieliście nam co tam będzie, bardzo miło.
NPC: No za to dostajecie ciężkie pieniądze.
K: No właśnie nie takie ciężkie, obawiam się…
NPC: Ach więc kasa była niedobra?
K: No ja właśnie w tej sprawie – pojawił się lepszy kupiec i ojebaliśmy to im.
[MG udaje sygnał rozłączonego telefonu]

K: Nieno, wyszłoby na to samo, tylko po jakimś czasie. Powiedziałaby no tak, no tak, a potem wysłałaby swoich operatiwów tam, zobaczyliby że zostały koszyczki w racku po serwerach i wkurwiłaby się i tak. Przynajmniej byliśmy szczerzy.
MW: Wyszliśmy na chujów, ale nie na kretynów.

D: Czy ja się mam uczyć czaru „Detox”…?
Ew: Ucz się, będziemy mogli bezkarnie pić ruski spirytus.

D: Mam group Enchanting.
Ew: Grupon Chanting, ona chantuje, a potem mamy rzeczy taniej od tego.

Ew: Potłuczone kawałki kamieni? Znaczy wieziemy mu gruz, tak?

Czego się nie robi dla audytu?

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, początkujący Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, początkujący Jedi – Advisor, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, początkujący szpieg, Bothanin: P.

Prowadzi: MW

[Pierwsze oficjalne zlecenie jako najemników – wysadzić stację transmisyjną]
P: Do motorów wkładamy materiały wybuchowe…
K: Tak, żeby jak ktoś nas trafi, to żebyśmy od razu wiedzieli.
J: To się pancerz reaktywny nazywa, nie znasz się.

P: WD40 i trytytki to są rzeczy które szanujący się technik ma zawsze przy sobie.
J: Latasz z nami, nie jesteś szanującym się technikiem.

[Jakiś czas temu Jastrę ostro poturbował nexu]
J: Bardziej ci szkoda karabinu niż ręki, co?

[Utraconą rękę zastąpił podrasowaną cyberprotezą]
K: Mogłeś sobie urwać nogi, miałbyś siłę a nie zręczność.
J: Następnym razem jak spotkasz nexu to wiesz, kopnij.

[Snajper! Jastra ciężko postrzelony, Nimda go ratuje]
MG: Przychodzisz do siebie, widzisz nad sobą znajomą mordę, grzebie ci w pysku zszywaczem, więc chyba to nie jest afterlife jednak – mogło być gorzej.
P: Uff.
B (z offu): Weź go jeszcze ojojaj!
K: Tak, ojojam go, jeszcze mu strain zniknie.

K: Wiecie że my to robimy żeby kontrolę przejść?
J: No.
K : Jebać Sithów, kontrola trudniejsza. A czy myśmy się umówili na jakieś pieniądze?
P: Robimy to dla referencji chyba?
B (z offu): Będziecie mieli do portfolio!

P: Przygotuję pokój przesłuchań: stół, kamery…
J: Nawet pokój przesłuchań mamy na pokładzie.
K: A ja zapalę kadzidełka, powieszę choinkę o zapachu „New Ship”, wyłożę miskę cytryn, bo to najtańszy dekor…

[Hackowanie sieci łączności z budki telefonicznej]

MW: Z droidem się nie zmieścicie, to jest serio budka.
P: Ja jestem mały, droid jest duży, stanie nade mną, będzie dobrze.
K: „- Co pan tu robi? – Laskę robotowi, move along.”

K: Ja tam daję baczenie na pacjenta, żeby tam jak najlepszą opiekę dostał, potem się zdrzemnę dwie godzinki, potem znów coś poklikam, potem znów się zdrzemnę, zegar biologiczny mam całkiem rozpierdolony.
P: Twoimi własnymi rękami.

[Zaparkowali statek w miasteczku, wrogie siły planują go ostrzelać – ale czy z jednej, czy z obu stron?]
P: Kurde, nie wiem czy nasze sensory przejdą przez miasto.
MG: No, jak odpowiednio dodasz mocy to przejdą, tylko wszyscy po drodze dostaną raka.
P: A jak im [pokładowym Jedi] to powiem i dostanę zgodę, to co – dostaną jeden punkt konfliktu za jednego raka?

[Wrogie siły rozstawiły działko w lasku, trzebaby im jakoś dać odpór]
MG: Wasza główna artyleria jest dobra do tego też.
J: Tak, ale…
MG: Co, trofea chciałeś?
K: Skroplisz se!

Spotkania biznesowe i zakupy

D: Zasadzka? W Strefie? O piątej rano?
K: Random wpierdol generator.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

Ew: Załóżmy ogródek.
MW: Za wcześnie, jeszcze nic nie rośnie.
Ew: Załóżmy taki z kamieni.
K: No jesteśmy po części Polakami!
MW: To taki z butelek załóżmy.

K: Mój garniak jest custom fit…
Ew: Na krasnoludzką kobietę?
K: Nie, poszedłem do krawca się zmierzyć, a nie klikałem online.
[Nick ma papiery na krasnoludkę, na lepsze nie miał pieniędzy]

D: Pięć Etykiety?! Ile ty masz Charyzmy?
K: Cztery.
D: Dokonałam chyba jakichś złych wyborów w życiu.
K: Tak, wybrałaś mnie.

K: Żenujące, trzy sukcesy, dobrze że wziąłem Edge’a…
MW: Wziąłeś?
K: Tak.
MW: Miałeś jakieś szóstki?
K: Tak.
MW: No to weź je przerzuć.
K: Przerzuciłem….

MG: …Jak wiadomo, tytuły własności są zaszyte w węźle komputerowym…
Ew: O rany, jesteśmy reprywatyzatorami. Okropne!

K: Idziemy porozmawiać z taką niebieską panią.
Ew: Z której strony ona jest niebieska?
MW: Ze strony ikonki na swoim telefonie.
Ew: Znaczy Twitter do ciebie zadzwonił?

D: Ale czemu wy nie chcecie, żeby [korporacja A] nie chciała tych danych?
K: Bo chcą mieć na to wyłączność. [korporacja B]…
MW: …Też nie będzie tego rozdawać na ulicy.
Ew: W dzisiejszym odcinku dowiedzieliśmy się jak działa kapitalizm.

MW: Nie wiem, czemu się jeszcze komukolwiek opłaca wożenie tofuburgerów ludźmi, a nie dronami.
K: Może ktoś woli żeby człowiek mu dowoził.
MW: Żeby go sobie…
K: „- Oto pański tofuburger. – Zimny. Chuju ty.”
MW: …Poponiżać, tak.

MG: Noo, [korporacja A] jest bardziej wojskowa, [korporacja B] kręci z Yakuzą…
Ew: Ekstra. Wolimy nowoczesny crime czy oldskulowy crime?

[Napadanie szamana w jego norze to zły plan. Jak by go stamtąd wydobyć?]
K: Wiem, trzeba mu włączyć alarm przeciwpożarowy. „Uit, uit, uit, proszę natychmiast opuścić budynek, uit, uit, proszę zostawić wszystkie foci, uit, uit…”

MG: Motocykl, na nim nieduży kierowca…
D: Krasnolud!
MG: Tak, ale w kasku.
Ew: Kasknolud!
[MW robi straszną minę]
D: Wody, dajcie mu wody!
Ew: Wody to mu właśnie odeszły.

MG: A, zaraz zaraz – to nie droid, to drona medyczna. Nie ten system.
D: A myśmy to łyknęli jak świnia kombinerki.
Ew: Jak pelikan cegłę!

[Nora szamana jest w pobliżu postnuklearnego krateru]
MW: Jak otwieramy drzwi, to jak z promieniowaniem?
MG: No zdecydowanie, i nie jest to promienowanie tła. Parę godzin możecie tu spędzić, ale bez przesady.
MW: No to standardowa procedura: proszę się nie tarzać w opadzie, nie nacierać opadem, nie żreć opadu, nie pić opadu…
Ew: Nie wtykać sobie opadu, nie zbierać opadu w małe pudełka…
K: …I nie wtykać sobie do dupy, tak.
Ew: A czy mój odbyt zrobi się od tego zielony i świecący?
MW: Wycieknie, obawiam się.
Ew: To zlikwiduje mój asset!

[Takumi nie może sobie odpuścić komentowania słowotokiem feedu, który prezentuje ze swoich dron]
MW: O, wiem – puszczę go sobie przez mojego agenta, i jak będzie mówił coś ważnego to agent nam napisze.
Ew: Zakodowałeś sobie agenta czy masz mięsnego?
MW: Mam kolesia z Indii na telefonie.