Pewnego razu w Warszawie, wersja C

System: ideefixe, przygoda startowa

Grają:
Józef C., ślusarz kombinator – R.
„Skała”, kark w Proximie – P.
„Dok”, podziemny chirurg – A.

Prowadzi: MW

A: Dobra, to kup mi fajki po drodze.
R: Ja już jadę w drodze jestem, w śródmieściu, tam nie ma sklepów, poza tym nie wziąłem drobnych [rozłącza się].

P: Mam nadzieję że to nielegalna robota? Bo jeszcze faktycznie bedziemy przetykać rurę.

[„Pani pokaże nagrania z monitoringu nooo” – a pani po polsku w zasadzie nie]
R: Policja nie, pieniądz za patrzeć w kamera!
NPC: Ile?
R: Kolczyk.
G (z offu): Chwila, muszę princa alberta odpiąć.

MG: …I ma naszywkę z sową na mundurze.
R: Oddział bibliotekarzy.
MG: Przeterminowane książki, poważna sprawa. Dlatego typ ma dziurę w głowie i protetyczną rękę.
G (z offu): I blizny po Joyce’ie.

P: Nie ma komu wpierdolu spuscić.
R: Sąsiadowi możesz.
P: To co Goździkowej – wpierdol.

R: To są komandosi, nie muszą mieć twarzy na tym zdjęciu.
P: Ale oni są w stanie spoczynku.
MG: Niektórzy wiecznego spoczynku.

R: No kurwa, pamiątki po tatusiu im dowieźć. Zadzwonił złodziej co ukradł telewizor, chce żeby pilota donieść!
P: Psycholog im powiedział, że łatwiej się pogodzić ze stratą, jak nie ma rzeczy które ci przypominają o utraconej osobie, może mają nadzieję że przestanie szukać.

Sprząta orbity, czyści przedpola, usuwa osady

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

K: Ale mamy jeszcze mój bike.
MW: Gdzie niby?
K: Na orbicie.
MW: I co, nie zwieźliśmy go do tej pory niby?
K: No może być zgięty albo coś. Wiesz, raczej nie zwoziliśmy, bo co zwieźliśmy to on nam psuł.
MW: Wiesz co, weźmy bike Jastry. Mam takie przeczucie że się nie popsuje.
[Jastra to postać P.]

[Potrzebujemy dokonać niewielkiej ale istotnej zmiany w świętym miejscu Toydarian. Absolutnie nie ma szans żeby przyjęli to dobrze, a w okolicy są osady. 3G postanawia poradzić sobie z osadami tak samo, jak Jedi ostatnio radzili sobie z wrogą armią – ale Nimda kręci nosem.]
MW: Co, jak Jedi zrzuca asteroid na armię to jest dobrze a jak droid zrzuca to jest źle, tak?
K: Tamto była samoobrona.
MW: To też jest. Preemptywna!

MG: Na Gwieździe Śmierci? Więcej, z pół miliona.
K: No, Luke Skywalker rozwalił i medal dostał, i wszyscy się cieszyli.
MW: Mi też dadzą.
D [z offu]: Nie wstrzymuj oddechu.

MG: Lądujecie w pobliżu struktury…
MW: Wysiądę, zaciągnę się powietrzem, rozejrzę z satysfakcją.
MG: Nic już nie musisz mówić.
K: Co, zapach asteroidy o poranku?
MW: No, pachnie jak zwycięstwo.
D [z offu]: A on co?
MG: Jego pierwsze bombardowanie orbitalne.
MW: Zapaliłbym, gdybym miał płuca.

K: Kurwa, droid medyczny, archiwista, zarchiwizował całą cywilizację Toydarian.
MW: Jedną wioskę zostawiłem.
K: Twoja hojność mnie wzrusza.

[Domykanie wątków]
MW: Wysłuchaj mnie do końca, zanim zaczniesz krzyczeć. Może by tak w ramach znaku z nieba zesłać im asteroid z instrukcją obsługi na płycie.
K: Kurwa, spodobało mu się. Bombardowanie orbitalne sposobem na niwelowanie różnic w nauczaniu początkowym.
MW: Okazuje się że asteroid z orbity jest jak szwajcarski scyzoryk!

MG: Wśród Toydarian też opowieści – że najpierw deszcz ognia z nieba na armię, potem na siedziby szamanów wokół świętego miejsca, że gniew bogów…
MW: Kurde, mogłem sprawdzić jakie oni tam w tych wioskach specjalizacje mają, zostawić tylko tą z uzdrowicielami… No trudno, kamienia raz zrzuconego z orbity nie da się od-zrzucić.

Bitwa na wulkanie!

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

[Żebym miał co robić podczas bitwy, P. dał mi do prowadzenia lokalnego Jedi. Jako że planeta jest dość prymitywna, pewne szczegóły ekwipunku trzeba było wyjaśnić.]

MW: Rozumiem, że baterię do latary mam na plecach?
K: Tak, i dynamo takie, kręcisz kręcisz, a potem wrrrr, trzy rundy machania, potem znowu kręcisz kręcisz… Stąd się bierze para w łapie, żeby tym siłowym stylem walki potem.
J: Dlatego was nazywają warczącymi rycerzami.

J: Jak kogoś wrzucimy do wulkanu to będzie badum tssst!

J: Za walkę w pyle jakieś bonusy…?
K: Kaszlesz.

[Na zeszłej sesji sprowadzaliśmy z orbity meteoryt w celu trafienia nim we wrogą armię. Wyszło, ale z potencjalnym problemem – problem, jak się właśnie okazuje, jest taki, że fragment leci w stronę wulkanu, a konkretnie w stronę jednej z grup lokalnych Jedi.]
MW: Kurna, trafiliście meteorytem w Kolmara.
K: Posmiertnyj dała.

J: Taktyka „jak przyjdzie inwazja Toydarian, to schowamy się w górze aż pójdą” jest z gruntu zła, bo w końcu przyjdzie taka inwazja, której nie przeczekają. Nie namawiam tu do genocydu…
MW i K chórem: …ALE…
J: Nieno, ja patrzę długoterminowo i szukam rozwiązań.
K: Ostatecznych rozwiązań kwestii toydariańskiej.

Zadumać się w szklarni – w dziwną podróż wyruszysz

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Za zasługi dla miasta dostaliśmy willę po dygnitarzu, willa ma bibliotekę, a biblioteka ma…]
MG: Jest tam przedziwny globus.
K: Czy to globus Baldur’s Gate?
Ew [jednocześnie]: Czy ma kształt sześcianu?

MG [jako NPC, o Rzygmuncie]: Straszna bestia! Chciała zjeść moją Muszkę!
MW: Było krawat założyć.
E: Żabot.
MW: Żabot też by zeżarł.

MG: …Pamiętasz też, że najtrudniejsze było nauczenie się reguł nowego miejsca.
Ew: Trzeba pierdolić przez cztery godziny.

[Pomagamy w nowym queście Valowi czy nie?]
E: Val, masz moją lutnię.
MW: Poniekąd masz także moją lutnię, bo co mam z nią zrobić…

[Ma także zatruty sztylet Ren]
Ew: Nie no, dobra, nie chcę żeby mną miotało po planach, ileż można; poza tym jak mnie wrócisz w jakieś losowe miejsce to nie wiem gdzie wyląduję. To już zostańmy, ogarnijmy to. Poznamy twoich starych, narobimy ci siary, będzie dobrze.

MG: Kolorowe proporce, namioty – wiesz co to jest, to jest targ na skrzyżowaniu.
K: Carrefour znaczy się.

MG: Myślałem że tak bez combatu to jakoś głupio będzie.
Grupa chórem: Tak, to było dobre, bardzo godne.
K: Zastanawiałem się, czy w czasie imprezy zaatakuje nas grzybica.
MG: Myślałem o elementalu zatrucia pokarmowego.

Skąd ta zaraza?

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Recap]
K: …Choroba objawia się tym że się ma czarne żyły i się kaszle, ja na razie kaszlę. Jak ktoś jest etnicznie ze wschodu to nie kaszle, a ja jestem importem więc kaszlę.
Ew: Jesteś Calimportem! -badumpsz-
MG: Ach, więc w tą stronę idziemy dzisiaj, tak?

[Nieudany czar]
Ew: Hokus pokus, czary mary, twoja stara to nadal twoja stara.

Ew: Może ten sztylet to jest powód dla którego ludzie w mieście są podtruci? On tu produkuje truciznę…?
MG: Już nie produkuje, ostrze jest pokryte tym goo. On go nie robi w przemysłowych ilościach.
K: No musi w pewnym momencie przestawać, inaczej, bardzo przepraszam, ciekłoby ci z pochwy.
MW: Wysięk.
MG: Czarny!

[Znów wysyłamy Sending, który nadal ma 25 słów limitu.]

MW: Ile?
K: Dwadzieścia trzy.
MW: „Sprzedam Opla”.
Jl: Jak będziecie każdą wiadomość kończyć „sprzedam Opla”, to w końcu wszyscy uznają że to podpis i tak się nazywa wasza grupa.

[Karczowanie fireboltami zarośli]
K: Zap! Zap! Wyłaź z opuszczonymi kłączami! Widzę cię! Zap! Zap! Jesteście otoczeni!

MG: Na obu ołtarzach leży złożony w ofierze demon.
MW: Ale co, tak go złożyli w ofierze, że jest na kilku heksach naraz?
MG: Jest tak duży że i bez tego mógłby być. Leży jeden per ołtarz i wygląda jak wielki komar.
Ew: Syf i malaria!

[Zaraz będzie walka, MG szuka monstera w książce]
K [do Ew]: Chcesz Haste’a?
MG: Ej, zaraz, ja tu szukam!
MW: On kartkuje podręcznik, a my się cichaczem buffujemy.

E: Czy ja mogę zaszeptać do dupy wyverna?
Ew: Kakaowe ucho!

Ew: Potion of greater healing! Chcesz?
[MW patrzy ciężko]
Ew: A, i tak jesteś nieprzytomny. Wlewam ci potion w nieprzytomne gardło.
MW: Topię się i umieram.

[Podział lootu]
MG: Kto ma najmniej AC?
E: Ja mam 17.
Jl: Ja 13!
Ew: To niech kitku weźmie, co?
K: No, niech bierze, 13 AC to nawet korozja ją dotyka.

Sztuka łagodnej perswazji

B: „Zróbcie tak żeby było dobrze” to mój ulubiony rodzaj polecenia.

System: ideefixe v2.0

Grają:
Adam „McGyver” Szymański, nieudany student, dość udany włamywacz: P.
Lech „Stachu” Stachowiak, silnoręki surwiwalista, wyznawca teorii spiskowych: B.
Maria „Mary” Krzemińska, sarkastyczna hackerka ze zwierzątkiem domowym: Ew.

Prowadzi: MW

[Jakby tu wejść człowiekowi do domu, żeby za dwie minuty nie mieć całej policji na głowie?]
Ew: Moglibyśmy na przykład zapukać do niego i powiedzieć „Dzień dobry, czy ma pan ochotę porozmawiać o naszym panu i zbawcy ‚nie chodź za Matką bo spuścimy ci wpierdol’?”

[Okoliczna spółdzielnia robi akcję serwisową, McGyver dzwoni i wypytuje na jakiej podstawie, w jakich godzinach i po czym pozna sprawdzających – po czym przygotowuje odpowiednie rekwizyty]
Ew: Boże, jaki sprytek! Zhakował spółdzielnię mieszkaniową!
P: To się nazywa „social engineering”.

P: Macie czapkę z daszkiem? Dajcie. Przebieram się, żeby mnie trudniej było poznać.
Ew: Zakładasz buty na dłonie?

[Poniewierany NPC boi się, ale jakby nie tylko…]
Ew: O boże, gość ma fearful bonera! Chciałby żeby Stachu był teraz ubrany w skóry! Łapię za telefon i wysyłam Makgajwerowi smsa w którym są tylko trzy emotikony bakłażana!

Wizje od mistycznej grzybni

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

[Tunele pod ruinami miasta są pełne czegoś – wody…?]
K: Ty to w razie zalania se poradzisz, nie? I tak mam tylko dwie maski…
MW: Ta, poradzę sobie. Chyba że mnie w ramach tego remontu także rozszczelniliście. A mogłem się profilaktycznie zasmołować, to nie…
K: Rishan znalazł warstat kolesia co smołę robił, bo łódką chciał pływać, dawaj, zasmołujemy cię. Jeszcze rybę powiesimy, będziesz pachniał starym statkiem.
MW: Stary statek to wy na orbicie macie, otworzyliście go o asteroid!

MG: Pilnują tego miejsca jako źródła wiedzy.
MW: Ale już nie pamiętają, czemu?
MG: Nie, oni nie wiedzieli nawet o tej bibliotece; wiedza o której mówią, bierze się skądinąd.
J: To nie jest cywilizacja techniczna – to jest cywilizacja prze-mocowa.

[Po powrocie do cywilizacji technicznej naukowcy będą mieli problemy – wiedzą jak działa Moc, co oznacza masę problemów z Imperium]
J: Znaczy sugerujesz, żeby ich tu zostawić?
K: No nie, to nie jest rozwiązanie, tak nie możemy.
J: Dlaczego nie?
K: Bo mają wolę.
MW: Jeśli mają wole, to trzeba im jod suplementować, bo to oznacza problemy z tarczycą…

[Jak sobie poradzić z wrogą armią]
MG: Najprościej będzie, jeśli powiecie co byście chcieli osiągnąć.
MW: Potrzebujemy zasiać kawałkami asteroidy obszar o wielkości tyle na tyle set metrów, z taką i taką precyzją i tego a tego dnia. Bombardowanie orbitalne potrzebujemy zrobić, po taniości.
K: Z materiałów powierzonych.

[Terminy sesji]
J: Ja pilnuję śród…
MW: Mówi się „pilnuję śrutu”
J: A co ja, kura?
MW: To byś śruty pilnował.