Phat L3wt!

System: DND Dawnforge

Skład i prowadzenie: ci co zwykle.

[Konfrontacja z mówiącym mieczem]
MW: Nie no, nie jestem głupi, mam już parę leveli za pasem…

Graem: William, spojrzyj mi proszę na ten miecz True Seeingiem…?
K: Ja to się za czym innym rozglądam, więc tak szybko luknę – inteligentny, bardzo magiczny, Chaotic Good.
MW: Biorę.

(MG opieprzył nas potem za gadanie mechaniką.)

MG: Miecz nie macha do ciebie znacząco brwiami…

[Leczenie]
K: Kurwa, to ty wcale nie byłeś chory! L4 chciałeś, żeby do podziemi nie schodzić!

MG: Miecz cię zaakceptował.
MW: No, jeszcze nie wiadomo czy ja jego zaakceptuje!
MG: To nie tak, będziecie raczej partnerami…
[Chwila niezręcznej ciszy]
O: W dni parzyste on jest dziewczynką, w dni nieparzyste…?
E: Chyba że są akurat te dni, w które trzeba robić to co miecz każe, BO TAK!

[Walka]

K: Raz normalnie i dwa krytyki.
MW: Mówi się dwóch krytyków.

MW: Ty normalnie rzucasz tyloma kośćmi…?
K: Nie, tylko w outsidery które cierpią podwójnie od ognia, bo co?

Tazs [rzucając czar na Graema]: Od tej pory będziesz niewidzialny.
K: Ha! Ale miecz masz śpiewający! Jesteś niewidzialny, ale za to dobrze słyszalny!
MW: Gorzej by było, jakby miecz jeszcze przymuszał do tańca.
K: A co byś powiedział na miecz śpiewający „Feel”? A na miecz, który klaszcze jak u Rubika?
E: Twoja szpada klaszcze u Rubika!

K: …A ja go unikam.
MG: Ale nie powiedziałeś tego.
K: Ale jeszcze nie rzuciłeś kośćmi.
MG: Ale skończyłeś już rundę.
K: A kto tak powiedział?

MW: Chwila przerwy.
O: A co ty tam znowu robisz?
MW: No wiesz, Detect Magic i plundr.
O: Kurrrrna, ty sobie wziąłeś ten poziom wizarda nie po to żeby zostać bladesingerem, tylko po to żeby plądrować sprawniej!
MW: Nieprawda, to uboczna korzyść.
K: Jasne, ale jak sobie zapiszę że robimy przerwę żebyś mógł opierdolić zwłoki z kosztowności to się wiele nie pomylę, co?

K: A ja porozmawiam z tym elfem. Jak nie rozumie języków które mam, to mam tu jeszcze parę luźnych.
E: Masz luźne języki? Możesz się spleść z tym elfem…
[Ogólny niesmak]

MG [do MW]: A ty, o dziwo, elfa rozumiesz. On rusza ustami, a ty, z lekkim opóźnieniem, słyszysz przekład w głowie.
O: Subtitle ma przed oczyma.
MW: Nie, na dole ekranu i łypię na nie.

O: Czy mogę zanalizować twój dweomer, przepraszam bardzo? [Analyze Dweomer to czar identyfikujący efekty magicznych przedmiotów]
MW: Tak przy ludziach?
O: No, nie patyczkuj się, wyciągaj miecz!

O: Nie, tego twojego nowego to nie muszę analizować, on jest inteligentny i sam ci powie: „No cześć Zenon, mam tutaj taki fajny dizajn że czytam wszystkie subtitle…”
MW: DivX też czyta?
MG: Nie, on jest Good…
MW: …Ale Chaotic! Wszystko będzie czytał i do tego będzie olewał regiony!
MG: Fakt, to DivX też czyta.
E: I ma mały napis „Manta” na rękojeści?

K: Kładź się na kowadle – zmienimy ci Charyzmę!

O: Scroll of Resurrection? Healerce? Po co?
E: Zawsze mi go ktoś może wyjąć z napierśnika i odczytać.
MG: No, zapuszczenie łapy w twój napierśnik to podróż sama w sobie.
O: Zależy jak długo nie żyje.

K: …Gains great presence and personal magnetism.
O: Będziesz sobie mogła żelazka przyczepiać, tak -mlask- [Demonstruje]

Mroczne miasto Mrocznych Elfów

System: DND Dawnforge

Skład i prowadzenie: ci co zwykle.

[Podziemne korytarze nieopodal miasta mrocznych elfów]
K: Tak, byliśmy obok w takim korytarzu. W którym wszyscy leją. Jeszcze wtedy nie znali trójkąta i kółeczka.

MG [jako NPC]: Jeszcze krok i was zabiję.
Graem: Ale, przepraszam, krok do przodu, do tyłu, na boki…? Bo żeby się cofnąć musimy krok do tyłu…
William: Ty, nie wkurwiaj jej.
Tazs: Te, stopy ci się dezintegrują…

[Płyniemy, Elaine się przytopiła, więc ją holujemy metodą ratowniczą]
MW: Nieno, co ty, wleczemy ją na plecach, wlotem do góry.
K: No, przypomina wieloryba, co jakiś czas strzyka do góry strugą szlamu i gupików.

MG: Spadające na miasto stalaktyty wystarczają, żeby ludzie zaczęli zwiewać i chronić się pod dachami.
O: I tylko my, heroiczne debile…

E: Ej, moje skrzydła nie wydają dźwięków!
K: Teraz już wydają, bo pasek klinowy im się ślizga.

K: Szukamy pewnych gadżetów, więc uznaliśmy że będą w najlepiej strzeżonym miejscu – w świątyni. Oczywiście możemy się jednak mylić, więc możliwe że potem będziemy musieli spenetrować też miasto. Karczmę, kowala…
MW: Ty.
K: Co?
MW: Ty będziesz penetrował kowala.

[Zbuffowany zylionem czarów wzmacniających William sieje zniszczenie i trwogę]
O [patrząc na efekty]: Stworzyłem sekatora.

K: Oj, nie dodawałem żadnego modyfikatora z siły. Ani żadnego innego modyfikatora. To jeszcze dziesięć do każdego z tych obrażeń, jeśli ktoś notuje jakieś high score’y…

MG: A wiecie, w czwartej edycji nie ma już BABa, tylko pół levelu…
K: Mam się wypiąć, żeby ci pokazać gdzie mam czwartą edycję?

K: So much for stealth.
MG: No weź, wcześniej dwa Flamestrike, Holy Smite, -whooom-, -whooom-…
K: Eee, pomyślą że to klimatyzator…

K: Niewidzialne włócznie nadleciały znikąd, uderzyły w mój bok i zniknęły.
MG: Nie, widzieliście je doskonale…
K: No co ty, to tylko część raportu do PZU który piszemy…

MG: Rzucaj.
K: Co „rzucaj”? „Co robisz”, a nie „rzucaj”! Jak ty mnie traktujesz?

MG: …A jeden z nich ma rogi.
MW: U, powinien porozmawiać z żoną.
MG: Nie jelenie – demonie. To co, powinien porozmawiać z babcią?

O: Disintegrate.
MG: Oo-kay. Ale wiesz, że musisz nim trafić?
O: Wiem.
MG: I przebić się przez magic resistance?
O: On nie ma magic resistance.
MG: Ma.
O [wykonując gest Jedi Mind Trick]: Nie ma.

Interludium liryczne

Z powodu niedyspozycji MG sesja się nie odbyła: siedzieliśmy, lewelowaliśmy postacie i gadaliśmy głupoty. Parę kwiatków jednak było:

E: Coś jeszcze powinnam podnieść? Obwód w biuście?
K: A, właśnie, sejwy.

MG: Bo lateks inny niż czarny to nie perwa, tylko wiocha.
[pauza]
MG: Możesz tego nie notować, dziękuję bardzo.

B: Spider Climb?
MW: Bardzo chętnie.
B: Wiesz, że do tego musisz zeżreć żywego pająka?
MW: Nie jestem obrzydliwy.
B: Tylko z twarzy.

Dzisiejszy odcinek sponsorują czary Silence, Lightning Bolt i Raise Dead – jak zwykle.

System: DND Dawnforge

Skład i prowadzenie: ci co ostatnio.

[E. patrzy w przestrzeń]
O: Zamyśliła się.
MG: To niedobrze. To dedeki.

[Przekradamy się przez tunele wiodące do podziemnego miasta pełnego wrogów]
MG: Zachowujecie tu dyskrecję, bo głos się strasznie niesie.
K: OK, rzucam na O. Silence.
[Dalsza rozmowa, podczas której O. w milczeniu robi głupie miny i gestykuluje jak podupcony]
K [do O.]: Ty nie jesteś normalny, prawda?

E: OK, rzucam na ciebie Protection from Elements, na prąd. Sama na siebie też mam rzucić czy mam błyskawicę wziąć na suty?

[Elaine przewraca się z hukiem i zjeżdża w dół śliskiego korytarza, zgrzytając blachami zbroi]
K: Uciszam ją.
MG: Dobra, staczasz się w milczeniu. Wiesz że nie możesz rzucać czarów teraz?
K: Ładna, cichutka taka, znakomicie.
MW: Pamiętaj to z niej zdjąć jak przyjdzie co do czego.
K: Ten metal cały?

[Walka!]
MG: Pozostałe elfy rozsunęły się w tyralierę i wyjmują bronie strzeleckie…
O: Obejrzały sobie nagranie z kamery ochrony z poprzedniej walki i spodziewają się, że Graem będzie chciał do nich doskoczyć i planują zestrzelić go w locie.

K: To będzie tak bardziej kinowo, on się tam z demonem napierdala a ja kroczę w ich kierunku i rzucę sobie czar…
MW: …z krocza?

[Ostatni hitpoint, O. przygotowuje się do Lightning Bolta]
MW: Jeden hitpoint! Został mi jeden hitpoint! Nie mogę nawet włożyć głowy między kolana i pocałować dupy na do widzenia…!

K: No jak tam, zrobiłeś mu coś?
MG: No, krytyka mu zrobił, za całe 16.
K [z wyrazem niesmaku na twarzy]: Co, miecz ci się zgieł?
MW: Ty, spierdalaj, ja nie jestem powiększony [przez Righteous Might].
K: No dobra, dobra, nieźle mu tam zadałeś, nieźle…
MW: Nno.
K: …Manikiur-pedikiur mu zrobiłeś…

MG: A Elaine nie żyje.
E: Hmph. Mamy tylko jeden Raise Dead na zwoju, tak?
K: Tak, ale zaklęcie mamy jeszcze. Włożymy cię do Bag of Holding.
E: Co?
K: No odrodzisz się dzień później. Śpieszy ci się gdzieś?

[Walka z potężnym demonem]
MW: To ja się oddalam porąbać magów.
K: Co?! To ja na niego Heala użyłem, zwróciłem mu wszystkie hapeki a on sobie idzie? Kurrrrwa! To ja zrobię trzy ataki i rzucę Cure Serious Wounds, bo Heala zużyłem na jakiegoś… kosmonautę.

[Zamrożona oddechem demona Elaine ma wizję…]
MG: W wielkim soplu lodu lądujesz na lodowej równinie, pełnej takich lodowych brył z uwięzionymi wewnątrz istotami. W oddali widzisz tego demona z którym walczyliście – kroczy w twoją stronę.
O: Obawiam się że nie obdarzy cię ciepłymi uczuciami.

Graem [do Tazsa]: Wiesz co, po dwa tysiące trzysta dwunastym spotkaniu z Explosive Runes chcę, żebyś mnie nauczył czytać.
[Ogólna wesołość]
O: „To jest runa A, to B, C, D, a wszystkie razem znaczą Explosive Runes.”
MG [do K.]: Ty też tak możesz, jest takie zaklęcie Symbol of Pain
K: „Jak to przeczytasz bez krzyku to pójdziemy dalej.”
[Śmiech]
K: No dobra, uczymy, „A, B, C, -bum!-, E…”

K [do E.]: Po zdjęciu zbroi masz plus dwa do Charyzmy.
E: Jak to?
K: Wydajesz się bardziej kobieca. I taka, wiesz, mniej niedostępna.
E: Sugerujesz że w zbroi jestem bardziej konserwatywna?
K: No. Jak paprykarz.

“To jaką masz inicjatywę…?”

System: DND Dawnforge.

Skład i prowadzenie: ci co zawsze.

[Walka!]
K: Nie, poczekam, niech oni przyjdą. No, chyba że nie przyjdą i poczekają żebym się dalej buffował.

O [do E.]: Ale wiesz, że musisz biec tak…
E: Tak, będę biec majestatycznie. I zarzucać grzywą.
MW: Obsmarkałem się.
O: Będziesz prócz tego rżeć?

[Ewakuacja ciężko rannego członka drużyny, znaczy znowu mnie, w kierunku healera]
O: To ja się teleportuję z nim do niej. [Do E.] Masz go pod stopami, możesz go kopać. Free action – kujawiak! [Gestami pokazuje glanowanie]

MG: Słyszysz „Stój!” – rzucaj will save.
K: [turla] Zdałem. „Sam stój!”, odpowiadam mu we free action.

[MG zbiera d8 ze stołu, rozsypując je przy tym]
MG: Ktoś mi podpierdala moje leczące kostki.
E: Ej, to moje leczące kostki!
K: Leczą ci z rąk.

K [do O.]: Możesz do mnie mówić, mamy komunikację. Ring of walkie-talkie.

MG: Dostajesz krytykiem.
MW: Na K. spada chudy gość w swetrze!
E: Wyniosły i z garbatym nosem!

MG: Gość coś zawodzi. [pokazując gest]
K [z tym samym gestem]: „Gdańska Lechia, aeaeao!” Jeb, spada na nas wór smalcu! I sypią się takie plastikowe krzesełka!

E: Czy któryś z tych kolesi jest kapralem?
[Ogólne niezrozumienie]
E: Tfu! Kapłanem!

MW: No, skoro już te wszystkie ciała tak tu leżą, cóż, no to chyba ich przeszukam…
O: To jest nasz Google: wyszukiwarka!

O: Po co nam złoto…!
K: Ta. Pracujemy dla chwały i magicznych przedmiotów.

[Ostrożnie otwieram skrzynkę]
MG: Na zamku skrzynki jest malutka runa. W wolnym przekładzie z elfiego znaczy ona „dzisiaj wymedytowałem Explosive Runes„.

MW: Ja nie mam farta do run. Albo wybucha, albo mnie hipnotyzuje.
O: To dlatego sie nie nauczyłeś czytać jeszcze?
MW: Owszem.
O: No tak, to jest argument przeciwko szkole.
K: Pierwszego dnia w szkole dostał podręcznik z Explosive Runes.

K: Znaczy no on się na ciebie gapi bezczelnie przez cały czas. Masz 26 Charyzmy, kurde. „Możesz się tu rozebrać i pospać, heeee.”
[Ogólny ROTFL]
K: Łatwo będzie do wyjścia trafić, bo ślinił się całą drogę.

K: „W życiu nie widziałem nikogo słodszego w tych woderach. Znakomicie do ciebie pasują, podkreślają twoje nóżki…”

MG: Doświadczasz wrażenia bezpośredniego kontaktu z bóstwem. Od dawna tak nie było. Twoje bóstwo ostatnio udzielało ci wymijających odpowiedzi…
MW: …I odpowiadało półgębkiem. Wyobraziłem sobie smoka, siedzącego w fotelu i czytającego gazetę, K. tak do niego nadaje, bóstwo „mhm…”, K. nadaje-nadaje, bóstwo „taa…”
O: „Panie mój, panie, czy ty mnie jeszcze kochasz czy już zupełnie nie?” „Nooo…”

O: Co, nie znałeś tego dowcipu? Po czym poznać że zakonnica nie ma majtek? Po łupieżu na butach.

MW [do E., półgębkiem]: Chodź, rozmawiaj z nim.
O: Pokaż mu cel! „We come in peace” [robi gest podnoszenia koszulki]

[Walka z gigantycznym kotem]
O: To ja go teraz zakwaszę, świnię.
MG: Pojawia się taka wielka beka…
K: Kot w zalewie.

O: No to Magic Missile. [turla]
K [patrząc na wynik]: Kurwa, ale nędza. Co ty, w konkursie startujesz?

K: Bo zawsze jak on tak siedzi i myśli to mi się zdaje że to już następna runda. Rzuć na nią Invisibility. Problem zniknie.

[Lightning Bolt wypłacił 40 obrażeń K. i MW., nie ruszając stwora, który go uniknął]

MW: Weź, kurwa, jego trzeba jakoś inaczej wykorzystać. Przywiązać go do kija, wycelować w stronę wroga, do walki ruszyć dopiero jak się wystrzela. Albo lepiej nawet, rzuć na siebie Righteous Might, powiększ się i używaj go jako różdżki!

A skończyliśmy tuż przed porządną walką

System: DND Dawnforge.

Skład i prowadzenie: ci co ostatnio.

[MW odpala laptopa, który rzęzi wiatrakiem]
K: Te, kosiarka ci się zbutowała.

[E. przegląda czary]
E: Aaaa, Summon Celestial Orca!
MW: E, weź sobie Summon Celestial Whale, rozwiąże ci wszystkie problemy z wrogami.
K: Tak, i od razu Summon Celestial Flower Pot.
(Nie kumających odsyłam do „Autostopem przez Galaktykę”. I wstydzić się.)

K: Summon Dire Bear też jest dobry. Albo Summon Dire Straits, pojawią się takie kanciaste kolesie i wyniosą przeciwnika… [K. nuci „Money for Nothing”, fałszując]

J: O. ma fiksację na temat odbytów elfów.
O: Nie, byłem na obozie harcerskim, to mi starczy.
E: Harcerze kojarzą ci się z elfami?
MW: Nie, ze sraniem w lesie.

O: Papierzaki. Najczęstsze grzyby w polskim lesie.
K: Kiepskie na zupę. Za to dobrze się suszą.

[Dolina zasnuta ponurą mgłą]
MG: Kiepsko wam się tu śpi. Dręczy was niepokój egzysten… – nieee.
E: Budzimy się wszyscy w porozciąganych swetrach?
MW: I z petami!
J: I w sartre’owskich beretach.

[Rozmowa na temat kapłanów Tiamat]
J: Jakbym napierdalał wszystkich ze smokiem w godle…
K: …Mógłby narobić sobie tyłów na dowolnej publicznej imprezie.

E: Masz intuicję?
K: Kobiecą.
O: I przenośny biustonosz.
K: Przenośny prototypowy biustonosz!

E: Dzisiejszą sesję sponsorują hemoroidy? Znowu?
O: Zespół The Hemoroids. Grają muzykę która boli.

MG: Widzicie że pod szatami jest szkielet – ale ze stali…
K: Elementalny plan nierdzewki.

MW: Dostałem nerwowego słowotoku.
E: Bliskość nagiej zielonej kobiety tak na ciebie działa?
MG: Kobieta jest taka wiesz, mmm…
O: Fajną ma dziuplę. Szkoda że porośniętą mchem.
K: Z dziupli żółte zdradzieckie oczy.

[Sadzawka, która pozwala na respec]
O: Jedyne co bym chciał zmienić w sobie to rogi. Wolałbym wygięte do tyłu.
K: No to już! [do MG] Łapię go, zapieram się kolanem…
MG [do E.]: No i wyłaniasz się z sadzawki i widzisz, jak jeden drugiego złapał za rogi i tak szarpie rytmicznie.
K: No i tak wynurza ci się pierwsza, druga, trzecia, czwarta para rąk, ale jak nas zobaczyłaś to wszystkie ci odpadły i tylko dwie zostały. I chuj z przemiany.

E [do O.]: Jesteśmy w drugim szeregu i walimy czarami, ty prądem, ja światłem.
J: Kurwa, STOEN.

Sesja pod znakiem bardzo złej fazy

System: DND Dawnforge

Grają: ci co zawsze.

MG: Jakiś drażliwy dzisiaj.
MW: Mam okres, odwal się.
K: Ta, okres masz. Ciecze ci. Ale Z DUPY.

[K. referuje fazę na ostatniej sesji]
K: …I na takie dictum M. postanowiła się mentalnie wyrzygać.

O: Na pewno mogę cię spolimorfować w coś ciekawego. W kozę w kaloszach?

[Walka, Tazs znowu przymierza się do Lightning Bolta]
O: Ustawiłem się już odpowiednio? To jak każdy dobry fotograf przymierzam [gest] i flesz.

O: Trzeba będzie koledze dać inny ring. Of enlargement.
K: Potem, po walce. Pokażę ci, wiesz, Righteous Might.

[Elaine rzuca Flamestrike]
MG: Kilka metrów nad ziemią otworzyło się wejście do innego planu [egzystencji]…
MW: …Subplane elementalnej rozjeby.
MG: Ale świętej elementalnej rozjeby, bo połowa obrażeń jest holy.

[Tazs trafił na sekcję dowodzenia wrażego oddziału]

O: Rozumiem, że są dość daleko ode mnie, tak?
MG: Niee….
O [milczy i tylko uśmiech mu się poszerza]

MG [opisując przeciwników, raz juz trafionych przez Tazsa]: …Ale trzeba ich jeszcze przysmażyć żeby byli full crispy bo na razie są medium rare.

O: …I wszystkie pięć Orbów w panią.
K [z zawodem w głosie]: Myślałem że we mnie…
MG: Co?
K: No wiesz, to Lesser Acid Orb. On się naprowadza.

MG: O, potwierdzam krytyka…
E: Co?!
O: Szukałaś krzaków, nie? A tu rosną tylko osty, nadziałaś się na taki wielki szpikulec…

K: Elektryzuj MOJĄ PAŁĘ!

[E. dzwoni telefon]
K: Co to za dzwonek? Wygrałaś go na aukcji chujowych dzwonków? Na Wawelu była? Dzwon Zygmunta?
MW: Nie, taki to najwyżej dzwon czesława.
O [wchodzi i patrzy z niezrozumieniem na zaśmiewającą się grupę]
K: Jak usłyszysz jeszcze raz telefon E. to zrozumiesz. Jakby szopka spadała po schodach.

MG: Zastygasz.
O: O, to fajny czar. Szkoda że trwa dość długo. Aaaaa…
K: Mhm, tak. Pójdę cię potem pozamiatać.

E: Unoszę się więc i szukam przytulnego drzewa…
MW: …Żeby uwić gniazdo!
O: No wiosna!

MW: „Wodnista, płynna sraczka”.
E: Co?
MW: No O. zaraz to na niego rzuci.
K: Myślałem że obiad zamawia.

MW: Martwy jest już, tak? Bezczeszczę zwłoki.

MW: Katapulta strzelająca owcami.
K: Sheep happens.
MG: Po polsku to brzmi lepiej – krowopulta.

O: Jak wygląda pole bitwy teraz?
MG: No kurna, jesteś w krzakach, zasłonięty klatą tego kolesia.
E: Intymna sytuacja…

K [do E.]: Do walki w pierwszej linii też się nie nadajesz, spierniczaj na flankę i tam się lecz.
MW: Otoczona jest, nie ma jak spierniczyć.
K: Połóż się i udawaj martwą, play dead.
MG: To nie są niedźwiedzie.
K: Śmierdź!

MG: Nazwałaś maczugę „Twój Wac”?!
K: Nie, „Twoja Stara”.
MG: Twoja stara ma na końcu gałkę.

O: To ja krótkimi seriami z różdżki, popatrując przy tym na panienkę.
MG: Panienka coś przywołuje.
O: Ja zaraz też coś przywołam, odkryłem trzy scrolle u siebie.

MG: Ona [bogini ciemnych elfów] jest jeszcze od wszystkich drapieżców nocy. To jakie byłyby lepsze, wilki? Nietoperze?
MW: Nietoperze to byłby śmiech na sali, weź.
MG: Miałem taki plan żeby ganiały E.
MW: I co, wkręcały się jej we włosy?
K: W turbinę.

MW: Kurna, natural born healer.

K: Spierdoliłeś coś, co?
O: Nie. No, troszkę.

[Desperacka próba leczenia po trafieniu wrażym Flamestrike – udana]
MW: Zgasiłem E. podręczną gaśnicą.
K: Ciesz się że ognia nie chciał zadeptać.

Oraz, jako runda dodatkowa:

<blobman> moze i chujowe sa te dedeki
<blobman> ale zaczely cos czego przedtem nie bylo.
<jarecki_> dokladnie 

Losuj paladyna, Gary.

Miało być heroicznie, a wyszło jak zwykle

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge

Grają:
William – tank, healer, człowiek-orkiestra: K.
Tazs – mag-elektryfikator: O.
Graem – rogue, mimo że fighter: MW.
Elaine – funkcjonalny odpowiednik półboga, wsparcie dystansowe z imponującym wyglądem: E.

Prowadzi: J.

O: Baronowa przestała szaleć jak znalazła się w naturalnym środowisku, znaczy w sklepie z butami.

E: Czy widzę ślady niedawnej imprezy?
MG: Tak.
O: Wszystkie pawie jeszcze leżą.

O: Ja nie mam kaca, bo piję wino, a nie piwo.
E: I co, wydaje ci się że po winie nie ma kaca?
O: No, zależy co pijesz, jak pijesz, czy rozcieńczasz…
J: No wcale nie rozcieńczasz, oczywiście.
O: Mocne, lokalne malinowe wino? O nazwie „Czar Sołtysa”? Dosypuje się do niego żółty proszek, żeby się nie psuło?

[Po imprezie William jest świeżutki…]

K: Ubrany jestem zwyczajnie poimprezowo, jakaś koszula rozchełstana…
MW: …nieświeża…
K: ..ale za to ja świeży spod tej koszuli!

[…a Tazs spędza czas w kiblu]
O: …A do podcierania się mam taką szmatkę, potem rzucam na nią takiego cantripa Oczyszczenie [cantrip to taki mały, prosty czar]
MW: Ale mógłbyś wiesz, bezpośrednio na siebie.
O: Ale musiałbym rezistować.
K: A o czym zasadniczo mówicie?
MW: Szmatkę ma lnianą do podcierania się.
O: Jaką lnianą, jedwabną!
MW: Aha, akurat.
O: Wiem, ślizga się…

MG [o Elaine]: Przyjechała ta kobieta z gestapo, Helga.
K: I to jest ten klimat o którym wszyscy mówią, tak?

K: Dzień bez przysrywu dniem straconym. Na szczęście nie robisz pierwszego wrażenia.

E: A ile masz wzrostu?
MW: Mało. Ale nie mam na tym punkcie kompleksów.
K: Ma zydel.
MW: Albo na uszach się podciągam.
K: Dwa czekany. I raki!

[Atak elfich skrytobójców! Tazs rzuca Lesser Acid Orba i znów nie trafia]
K [robi minę trafionego Lesser Acid Orbem]
MW: Spójrz na to tak – jeśli dostałeś Acid Orbem, to znaczy że mag jeszcze żyje.

J: Krytyk.
MW: No, teraz będzie fajnie.
K: Ta, z dwóch d4. Już czuję nadciągające mrowienie.

O: Nie czuję się jak fighter. I nigdy nim nie będę.
MW: No, owszem.
O: Tak jak i ty.

O: A jak się nachyli żeby mnie dobić, zrobię mu Shocking Grasp – prosto w wora!
[chwilę później, po rzutach]
O: No, to przyjął jedenaście od elektryczności prosto w orzeszki.
MG: Cofa się…
MW: …puszcza to co trzymał, łapie się za trąbę…?
K: No co ty, to dedeki. Najwyżej jego jaja zaskwierczały i powiedziały coś po cichu, ale on stoi twardo.

[Obszarowy Dispel Magic]
MG: OK, William traci całe magiczne dopalanie, a prócz tego gasną magiczne lampy i robi się ciemno.
K: Kurwa, co za muł. Jakąś petycję muszę napisać, niech mu uprawnienia odbiorą.

[Szukamy niewidzialnego gościa – z czarem True Seeing, pokazującym prawdziwą naturę rzeczy]
K: Rozglądamy się wokół.
MG: Pusto, cicho, koń się pasie.
K: True Seeing coś jeszcze pokazuje?
O: Koń ma wrzody.

J: Koń ma skręt kiszek – jak mu patrzysz True Seeingiem w dupę, to nie świeci mu z paszczy.
MW: Kurwa, to znaczy że nie jest pusty w środku!

K [do Elaine, postaci z niewielką domieszką anielskiej krwi]: Swoją drogą niezłe skrzydła, mała.

MW: …O proszę, jest: jak patrzysz na nimfę i nie zdasz Fortitude save, to ślepniesz. I dostajesz włochatych dłoni.
E: Co?!
J: Odpływa ci krew z oczu.
K: Penetrujesz skórzaną zbroję.

[Fun and games with True Seeing]
O: Zgadnij gdzie mam trzeci pierścień.
K: Widzę. Grzebię.
O: Tak daleko nie będzie ci się chciało sięgać.
K: Przecież widzę że za trzecim zakrętem.

[Wyruszamy w głąb lasu elfów]
K: Niech nam pierdolnie takie szkolenie za czterysta złotych, czego nie fotografować i jazda.
MW: Co?!
K: Noo, takie tam, żeby ich świętych miejsc nie kalać i w ogóle. Saperkę mieć, zakopywać po sobie i takie tam.

MW: Cywilizowane ostępy?!
MG: No jak nazwiesz miejsce, w którym nie widać żadnej cywilizacji a kręci się pełno elfów?
O: Patrzcie pod nogi. Brak cywilizacji, kręci się pełno elfów – ewidentnie zagajnik-srajnik.

K: Idziemy przez las, ciemno ponuro…
O: Gdzie, normalny las – amazońska dżungla, wilgotno, węże, robale włażące w każdy otwór ciała…
K: Rozmarzyłeś się, co? Kupimy ci takie na urodziny.

J: Mogę zepsuć klimat do końca?
K: Nie ma żadnego klimatu, napierdalaj.

MW: Searing Light wymaga trafienia, a z tym masz problemy.
E: Ej!
MW: No co? Przy ostatniej walce były trzy dziury w ścianie a nie trzykrotnie trafiony koleś.
E: Ale raz trafiłam.
MW: Tak, w kulę ciemności.
K: Duża była, piętnastometrowa. I nie unikała.

[MG rysuje planik]

MG: Tu jest urwisko, a tam ognisko.
K: Kurna, rymowanka.
MG: Tutaj jest namiot…
K: …a w nim kurwisko.

K: Demon na zimno reaguje jak trzeba? Znaczy, marźnie?
J: Tak, popija gorącą czekoladę…

MG: Demon próbuje odciąć ci narządy…
MW: To called shot jest, ma minusy.
K: Może ci je odciąć z całą resztą tułowia.

O: …No to z pozdrowieniami od elektrowni: Lightning Bolt!

[Pierścienie z czarem komunikacyjnym]

K: Kurwa, to se oba nałóż, jeden na prącie, drugi na palec, będziesz mógł komunikować się z własną pytą! „- Co tam, Wacek? – Chujowo.”

Scratch one daemon

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge

Skład i prowadzenie: ci co zawsze.

O: A ty co, już Monster Manual [bestiariusz do DND] przeglądasz?
K: Jako że wszyscy dzisiaj wkurwieni, może byśmy coś zabili?
J: OK. Atakuje was gazebo.

[Szukamy siedziby demona]

O: Ale dookoła jest roślinność twisted and evil, więc to na bank zamek demona. Chyba że baronowa tam mieszka i wywiesiła brudną bieliznę.
J: Ale wtedy taki efekt byłby z wiatrem tylko.

MG: I w tym momencie giganty łapią takie wielkie głazy i sruuu! Rzucają w was!
K: We will, we will rock you.

[Tazs rzuca czary na giganta, z którym walczy William]
O: No to – Melf’s Acid Arrow.
K: No tak, na bank mnie trafi tym melfem, już trzeci raz to będzie.
O: O przepraszam, zeszłym razem nie trafiłem cię melfem…!
MG: …Tylko Lesser Acid Orbem.

O: No to – Magic Missile.
MW: Ty, może byś coś konkretnego rzucił?
K: Nie, zachowuje konkretne na demona, a potem się okaże że na niego nie działają i będzie bezużyteczną parówą z 40 hitpointami…
O: O przepraszam bardzo!
K: …Będzie dopierdalał po terenie i skwierczał…
O: O przepraszam bardzo, mam 30 hitpointów.

[O. nie rzucił nic konkretnego i moja postać prawie zginęła, znowu, wbita do pasa maczugą giganta w glebę. William udziela pierwszej pomocy…]
K [rzuca kostkami]: Haahahahah, kurwa…!
O: Co, dusi się?
K [śmiejąc się]: Założyłem ci opaskę uciskową…
MW: …Na szyję?
Tazs: Ty, czy on powinien tak sinieć?

K: No i gadamy, taki kurwa triumwirat: my dwaj i popiersie.

[Po ciężkiej walce musimy odsapnąć, na szczęście mamy gdzie]
MW: Rozstawiam przenośną chatkę.
Tazs: Nie na mnie! Złóżjązłóżjązłóżją!

[Walka z demonem, który oddalił się na moment, uzdrowić swojego miniona]
MG: …Słyszysz za sobą głos: „Przepraszam, już wróciłem” i czujesz rękę na ramieniu.
MW: Ciesz się, że na ramieniu.
K: I ciesz się, że rękę.

[Tazs, oczywiście, wspiera nas czarami z daleka]

O: O cholera, jedynka.
MG: Sprawdź, którego z nich trafisz.
[O. turla]
MG: K., rzucaj sejwa.
K [do O.]: Dzięki, kurwa. Licencję powinieneś stracić.

K: Ty jak?
MW: Kiepsko.
[K. robi zdegustowaną minę]
MW: Znaczy, jeszcze stoję…
O: …Ale co to za stanie.

DND na obślizgło

System: Dungeons and Dragons, Dawnforge.

Skład i prowadzenie: ci co zawsze.

MG: Musisz się koncentrować, żeby czar działał nadal.
O: Dobra, dotykajcie moich piersi rytmicznie…
[Wszyscy patrzą na O. w lekkim osłupieniu]
O: …żebym pamiętał o oddychaniu.

O: Weź może rozrysuj tą walkę, bo mamy tu czary obszarowe.
K: Tak, broni zasięgowych nie mamy, bo rozdaliśmy… na festynie…
O: …festyniarzom.
[Znaczy, mojej postaci która straciła łuk]

MG: Za wami -fwooomp-, rozbłysk ognia…
K: Ooo, odwracam się plecami…

[Rozbłysk ognia to był Flaming Sphere, który Tazs postawił na sobie, żeby wypalić węże które go oblazły]
K: Będziesz miał takie zapieczone skwary, wczepione zębami…

MG: …Tracisz trzy punkty Wisdoma.
K: Eee, na chuj ci Wisdom.
O: Jestem na poziomie przeciętnego człowieka teraz.
K: Zajebiście liczysz, ale nie wiesz po co.

K: Volo [NPC z zupełnie innej kampanii] był tak głupi, jak ja brzydki.

[Walka z wężoludami]

MW: Może będzie flatfooted [zaskoczony, z grubsza] w następnej rundzie?
K: Nie. Nie ma stóp.

MW: No, trzydzieści pięć obrażeń dostałem w pierwszej rundzie.
K: Taki zestaw „Witaj w domu”.

O: …Więc Lightning Bolt.
K: Kurwa, Lightning Bolta jebnął w ziemię na wszelki wypadek, najpierw wyszły rosówki grube jak przedramię a potem górnicy. Kurwa, nie miał co robić, więc się uziemił, no co za muł…

[Chwilę później z ziemi wyłania się wielki stwór, pokryty wężami]
K: Wołałeś? To masz. Nawet rosówki są.

MW: Zeskoczę z tych piętnastu metrów…?
K: Łamiąc obie nogi, owszem.
MW: E, i tak miałeś mnie leczyć.

[Zeskoczyłem, wbijając się prawie do pasa w podłoże]

K: Podchodzę tam do niego i nakładam ręce. [turla] Aaale chujowe rzuty, pewno się miotał.
MW: Masz coś jeszcze?
K: Ta, w następnej rundzie. Możesz się wygrzebać. [Do MG] Zajdę go tam z drugiej strony, bo od góry leczenie na niego nie działa.

[Warta w lesie, na zewnątrz przenośnej chatki]

MG: W sumie to nic się nie dzieje, chrustu nazbierałeś, zrobiłeś sobie grzanki…
O: Gniazdo uwił na kominie, złożył do niego jajka i jak zaczął wysiadywać to przyszedł świt…

MG: Czujesz się jakiś pusty w środku, nie widzisz sensu życia…
O: Przecież straciłem Wisdom a nie Inta [inteligencję, znaczy].
MG: No to nie widzisz dalej jak sikasz – ale za to nie otrząsasz.
K: Za to śmierdzą mu pory teraz. Porami.
MW: Kurwa, o czym wy gadacie w ogóle?
MG: Wiesz, ja straciłem wątek już trzy analogie temu, ale się trzymam żeby nie odstawać.
K: Tak, masz sztywnego pora, żeby nie odstawał. Gramy dalej?

MW: Nie wbiegam wrzeszcząc „bonsai”, bo nie mam takiego miecza…
O: Musiałbyś mieć takie małe cążki, a nie miecz.

MG: Pięćset ekspa.
O: No co ty, za spieprzony rzut?
MG: Nie, żartuję, żadnego ekspa.
K: Żadnego ekspa. Giń.
O: Power word – giń.
MW: Haha, wyobrażacie sobie maga-dyslektyka? Power word – gnij.