Do baru wchodzi licz, robot i różowy jednorożec

L: Ja nie schodzę po drabince, to nie licuje z moją godnością jako licza.

System: Jawna Tajna Policja

Grają:
Azazel, różowy jednorożec (wojownik/mag) – B
Kościej, mały, zasuszony, martwy od kilku tysięcy lat staruszek trzymający swoje serce w puszce (bardzo twardy mag) – L
Mariolka, magiczna laska-robot z Metropolis (bardzo twardy wojownik) – M
Głosy z offu: E, D i Z
Prowadzi H

B: Ma być bez trupów!
L: Ja będę trupem!
B: L. się nie boję.

[dwie osoby twierdzą, że M już grała tę jednostrzałówkę, ale ani M, ani H tego nie pamiętają]
H: Jakby co, to wyrzucimy cię w połowie i wymienimy na kogoś innego.

H: Pozwolę sobie zacząć wyganiając głosy z offu.

[H zaczyna przedstawiać setting]
L: Mówiąc „wyobraźcie sobie Planescape’a” nie trafiasz do 2/3 publiczności.

H: Mangowe panienki też były.
L: Ingwar grał w tę przygodę, jak rozumiem?

B [przedstawia swoją koncepcję postaci]: Różowy jednorożec.
H: To powiedz mi, dlaczego ta istota jest zła?!
L: TO RÓŻOWY JEDNOROŻEC!

[czym pluje jednorożec]
B: Wiem! Kwasem?
L: A nie lepiej takim białym morderczym światłem, które wypala dziury we wszystkim? To nie jest tęcza, H. nie pozwolił tęczy!
H [przytakując]: Białe mordercze światło to nie jest różowa tęcza.

E: Ssauron?
L: Wielkie bezcielesne usta?

[raport wywiadu na temat Śródziemia]
L: Nie ma żadnych demonów?
H: Nie ma żadnych demonów.
B: Możemy bezpiecznie chodzić po górach i jaskiniach.

M: Mogę mieć jakąś broń technologiczną?
L: Miecz łańcuchowy!
H: Możesz mieć miecz łańcuchowy, proszę.

M: Jak ona pije, przez rurkę?
L: Z miski!
B: Chłepcę sobie.
Kościej – Barman, miskę piwa!
Azazel – Wiadro! Jestem twardzielem.
H: I worek czipsów!

L: Możesz mieć ładowany słonecznie laser, po 2 dniach ładowania może strzelić raz.

L: Ja jestem neutralny zły a ona [pokazuje na B] jest chaotyczna zła.
H: To widać.

H: Ten dywan nie jest taki bardzo latający, bo unosi się nad ziemią.
L: To jest dywan polatujący.

B: Ja na pewno muszę wziąć ostrogi i inny standardowy sprzęt zabezpieczający konia, które mnie zabezpiecza, bo nie mam żadnych gwiazdek na odporność.
L: Nie ostrogi, tylko podkowy!

L: I mam schowanych w podwójnym denku skrzynki kilkanaście kryształów mind altering, takich magicznych, co je biorę, kruszę, wciągam nosem i ta magia wtedy działa na mój umysł!
H: To się da załatwić.

L: No, bo ja jestem martwy, nie mogę pić ani nie mogę palić ani się bzykać, to jakichś narkotyków magicznych muszę używać.

H: To typowa gliniarska knajpa, z barmanem, który jest dżinem, został skazany na potępienie i przypięty tutaj.
M: A spełnia życzenia?
H: Nie! Znaczy, jeżeli chodzi o drinki to tak.

[L pokazuje rozkruszenie i wciągnięcie kryształu]
Kościej – MWAHAHAHAHAHA! HAHAHAHA! HA HA HA! Dobry towar.
H: Z głębi knajpy się ktoś odzywa „dlatego na mieście zabronili wciągania kryształów”.

L: Zastanawiam się jakie może mieć odpowiednie, tematyczne imię mój martwy sokół? Skoro ja jestem Kościej. Nie wiem, Błystek?
L: Błystek będzie dobry. Teraz nie wygląda, ale jak był żywy…
H: … to miał taki charakterystyczny błysk w oku! Teraz mu je przeżarły robaki, no ale przecież nikt nie jest doskonały!

H: Ale to jest istotny problem, jak poradzić sobie z robakami w martwym sokole.

L: Zrobiłbym facepalma, gdyby nie to że nie mam face’a.

Elf – Szanowni podróżnicy, możecie skorzystać z domu gościnnego.
B: O kurwa, ja będę spała w stajni!

Elf – Tu macie stajnię, możecie oporządzić swojego wierzchowca.
Kościej [telepatycznie do Mariolki] = Skoro ty na nim jeździsz to ty oporządzaj.

H [rozwodzi się nad urodą Rivendell]
B: Będziemy rzygać.
Kościej = Brakuje temu miejscu przemysłu ciężkiego
Azazel = Jakiejś kopalni na przykład.

H: Niedaleko jest ognisko, przy którym pląsają elfie panny [i znowu zaczyna się długo i poetycko rozwodzić]
L: Rzygałbym, gdyby nie to, że nie mam układu trawiennego.

M: Ja się naprawdę rozmarzam!
L: Nie rozmarzasz się, jesteś złym droidem!
H: Jeszcze ci się alignment zmieni i do domu cię nie wpuszczą.

L: Ej, bo ona nawciągała się dymu z ognisk!
Kościej = Żadnego wdychania na służbie!

L: Ja się trzymam tak bardziej z tyłu, bo jestem takim zasuszonym staruszkiem co jest źródłem mądrości w milczeniu.

Mariolka – Jak cię zwą, panie, powiedz.
M: Boże, jakie ja mam niezłe gadane.

H: Glorfinderze.
L: Glorfindelu.
H: Dla was to jest glorcośtam.

Azazel = Nie możemy po prostu powiedzieć że szukamy tego cholernego krasnoluda żeby się go zapytać gdzie jest ten pierścien?
Kościej = Nie możemy, to nie licuje z naszym coverem.

H: Rysunki. Fotki licza jakby znalazł to byłoby niepokojące.

[postać M prowadzi długie dialogi z Glorfindelem]
Kościej = Jak ty się cieszysz, że jesteś koniem, co?
Azazel – Iha!
L: „Nie mogę Ci pomóc, jestem koniem.”

B: Taki nadęty jest.
L: Nie mogę być nadęty, bo jestem ażurowy.
H: Jego klatka piersiowa jest poważnie sperforowana, więc nie może utrzymywać powietrza.

M: Ja się nie boję demonów.
L: Ja na przykład boję się demonów, przyznaję się bez problemu.
B: Nie ma tu żadnych demonów!
M: Ale co mi może zrobić demon?
L: Może mnie zeżreć, przemielić, strawić i to że trzymam moje serce w puszce na innym planie nic tu nie da.
D [z boku]: Demon może ci pokazać gwiazdki.
M: Mam w swojej metalowej dupie jego gwiazdki!

H: [o orku-przewodniku] Niektórzy z was myślą, że byłby nawet bardziej przydatny jakby był nieumarły.
L: Dobry pomysł.
Kościej [do orka] – Urgh, chodź tutaj. [zap!]
L: Zabijam go i przemieniam w zombiaka.
Azazel – Ty, on jest nawet ładniejszy jak nie żyje.
Kościej [przytakując] – Jest ładniejszy jak nie żyje.
Azazel – Nie ślini się tak.

M: Ty możesz tworzyć undeady?
L: Jestem nekromantą, takim wypasionym! Na litość. Mógłbym całą armię stworzyć. Ale nie chce mi się, to strasznie męczące i upierdliwe, generalnie organizacja tego wszystkiego, pilnowanie żeby zombiaki zmieniały się w szkielety jak im mięso odpadnie i w ogóle. Wolę przychodzić na etat do pracy.
M: Jaki leniwy nekromanta!

L: Ja nie schodzę po drabince, to nie licuje z moją godnością jako licza.

M: Jak się ma twój różowy do ciemności?
B: Doskonale! To mroczny różowy, nie zapominaj.

[Azazel został mocno poturbowany w starciu z trollem]
H: Nieźle się trzymasz, ale żebra trochę bolą.
Kościej – Zasugerowałbym, że cię podleczę ale MWAHAHAHAHAHAHAHAAHAHA!
Azazel – Sam się podleczę.
Kościej – Znaczy, musiałbym cię w tym celu najpierw zabić.

L: Ewidentnie gramy w wersję filmową a nie książkową. [LotR]
B: Książkowa byłaby jeszcze dłuższa.

H: Ludzie są w szoku, niziołki płaczą.
L: Też bym płakał, jakby mi trzygwiazdkowiec zginął.

M: A co mnie w ogóle napędza?
L: Biorąc pod uwagę, że ważysz 250 kg to pewnie masz rdzeń uranowy w środku.
H: To taki rdzeń co cały czas krzyczy uraaaaaaaaaa!

H: Z przodu idzie elf i krasnolud, w środku czterech pokurczy a z tyłu idzie tych dwóch ludzi, tu ten bardziej wypaśny, a tu ten mniej.
L: Nazwijmy ich roboczo A i B.

B: Nie będę gwałcić człowieka A bo jestem koniem.
H: Jakbyś była świnką morską to byłoby ci trudno, ale koniem?
B: No, to byłaby straszna śmierć dla człowieka A.

M: A jak się nazywa człowiek B?
[Boromir!]

[Legolas dość uparcie stara się uszkodzić Kościeja]
L: Teraz żałuję, że nie mam paru zombiaków.

B: Dla ładnej dupy da się posiekać.
M: Jestem metalowa, tak łatwo się nie dam.

H: Ty dopadasz do brodato-niebrodatej męskiej gejowskiej pary i robisz im to, co różowe jednorożce robią najlepiej.

Reklamy

They’re taking the hobbits to Isengard!

System: jednostrzałówka z symboliczną mechaniką, jawna tajna policja w świecie który nie jest Planescape’em

Grają:
Jaszczurowaty szermierz-samochwała: E.
Duch-wampir, podzwaniający łańcuchami: K.
Ściśle trzymający się prawa pancerny koleś z kosą i kodeksem: MW.

Prowadzi: H.

[Mission briefing]
MG: …No i w jednym z tych światów jest gość który nazywa się Sauron i trzeba mu odebrać potężny magiczny pierścień.
MW: Dlaczego? Popełnił jakieś przestępstwo?
K: Weź w tym swoim kodeksie sprawdź, na pewno coś znajdziesz.

[Dostaliśmy tomiszcza materiałów, które zapoznają nas ze światem]
E: To ja rzucę na nie taki czar, żeby się automatycznie zrobił indeks! Na pewno mam takie coś! [Na boku, półgłosem] Cholera, za dużo Exalted…

MW: Czytam te akta, czytam, po czym wyjmuję oficjalny druk i ołówek.
MG: ?
MW: Wystawiam temu światu mandat.

MG: Gość [Sauron] mieszka na takim płaskowyżu z wulkanem…
MW: Wulkan? Zatruwanie środowiska naturalnego. I na pewno nie ma na niego licencji.
K: A czy urząd kontroli przestrzeni powietrznej ma wpisane loty Upiorów Pierścienia?

K [do MG]: Ale słyszałeś, że mam takie małe bags of holding, w których trzymam łańcuchy i nimi dzwonię, a potem wciągam je jak odkurzacz kabel?

MG: O hobbitach nic w aktach nie napisano.
E: A propos, słyszeliście że jest taka teoria, że hobbici to Żydzi?
K: A co, teraz przy okazji Marca wyszło?

MG: Wierzchowce wam mogą dostarczyć, nie ma problemu.
K: Chodzi mi raczej o taran, no wiesz: „pole, las, woda, wieś, nadszedł czas – taranie nieś”. Po pierwsze żebyśmy budzili respekt jako przedstawiciele władzy, po drugie żebyśmy zapierdalali szybko i do celu.

MG: Wokół doliny [Rivendell] jest bariera, która wykrywa złych.
MW: E, to nas nie wykryje. Ja jestem Praworządny Urzędowy, E. jest Chaotyczna Wyszczekana, a K. jest Chaotyczny Przezroczysty.

E: Chcę znaleźć jakieś pomieszczenie, na pewno jest, w którym mogę poćwiczyć wypady.
K: Z okna se poćwicz!
E: W końcu jestem szermierzem.
K: Chyba defenestratorem.

E [do K]: Proszę mnie tu nie smagać tymi łańcuchami.
K: Masz łuskę.
E: Ale to nieuprzejme – smagać damę.
K: Weź, jaką damę? Dama nie ma steku!

MG: …I jest nawet coś o fajkowym zielu.
K: Fejkowe ziele. Mandat. Nie dość, że ziele, to jeszcze podróba.

[Po okolicy krąży chmara przepatrującego zakamarki ptactwa]
K: To rzucamy taki czar, że wyglądamy jak wielki drapieżnik co żre chmarę ptactwa, wielki, czarny, ma taaką paszczę i ma żółte oczy jak Stirlitz!

MG: Całej wioski [orków] nie zeżresz, mają szamana.
K: Szamana? To jego zeżrę najpierw – jak sama nazwa wskazuje, od niego trzeba zacząć śniadanie.

[Walka z Drużyną Pierścienia]
MW: Jako że próbuję jeszcze pokojowego rozwiązania, nie chcę ich zapierdolić. Próbuję im tylko upieprzyć dłonie i stopy.
MG: Ludzkie panisko…

[K. znalazł Pierścień, pada na niego wzrok Saurona]
MG: Wszystko wokół staje się rozmyte, eteryczne, jakbyś sam nie był eteryczny, czułbyś się nieswojo.