Na pewno jest jakieś racjonalne wytłumaczenie

System: SF w kosmosie, na pokładzie rozpadającego się statku kolonizacyjnego – “Non-stop” meets “Metro 2033″

Grają:
Prawdopodobnie surwiwalista: K.
Prawdopodobnie technik: P.
Prawdopodobnie żołnierz: MW.
Prawdopodobnie naukowiec: Pl.

Prowadzi: J.

[Po kolejnej porażce na polu niezasypiania na warcie, budzę się ze znakiem namazanym na czole przez lokalnego kanibala-psychopatę]
K: Zodiakalny wartownik.
P: Taa. Może następnym razem wystawmy jakieś warty?

MG: Zostałeś sam. Nerwowo świecisz wkoło…
Pl: No przecież mówiłem, że idę z nim!
MG: Tak, on poszedł grzebać w tych rzeczach, jest dziesięć metrów od ciebie.
Pl: To o osiem metrów za dużo!

[Wreszcie działający prysznic]
K: Ha, teraz się przyda to mydło, co je mam w ekwipunku! Śmieliście się, wpierdalał będziesz, mówiliście…!
Pl: Nie „śmieliśmy się” – obawialiśmy się tego.

MG: W momencie kiedy jesteś pod prysznicem – gaśnie światło.
Pl: Ekstra. Biorę pręta do ręki…
K: No ładnie, tylko światło zgasło, a on już chwyta pręta.

Pl: Do mostka mamy osiem stacji [kolejki].
K: Stacja trzydziesta – Jezus idzie do wojska. Wszyscy śpiewamy „przyjedź mamo na przysięgę”.

[Niespodziewana pobudka w nocy]

MW: Nie ma doktora.
K: Widzę. Myślałem że go zjadasz.
MW: Nawet się nie obrażę.
K: Masz najlepsze predyspozycje, no offense.

[Kolejna scena masakry – ale tym razem sprzed wielu lat]
MG: Nie ma drobnych wartościowych przedmiotów – obrączek i tak dalej.
P: To były inne czasy, jak tu plądrowali.
MG: No, dla niektórych takie rzeczy wciąż mają wartość.
P: Spodziewają się, że będzie jakiś ciąg dalszy? Ach, te dalekosiężne plany.

A miało być tak pięknie…

System: SF w kosmosie, na pokładzie rozpadającego się statku kolonizacyjnego – „Non-stop” meets „Metro 2033”

Grają:
Prawdopodobnie surwiwalista: K.
Prawdopodobnie technik: P.
Prawdopodobnie żołnierz: MW.
Prawdopodobnie naukowiec: Pl.

Prowadzi: J.

[Obudziliśmy się w wyniku awarii hibernatorów, stanowczo po terminie, słabi i w opuszczonym statku. Półżywi usiłujemy znaleźć żywność, wodę i jakikolwiek ekwipunek…]
K: Jak każdy rozsądny australopitek nieustannie usiłuję poprawiać swoje narzędzia.

[…między innymi plądrując bagaż podręczny tych zahibernowanych, którym się on już na pewno nie przyda]
K: …I zbieramy paski. Z pasków można zrobić różne rzeczy. Cywilizacja prymitywna, neolit i paskolit.

[Znaleźliśmy pistolet]
Pl: Czy któryś z panów jest żołnierzem?
K: Albo przynajmniej bandytą?

K: Zawsze możesz zatknąć sobie za pasek i przypadkiem postrzelić się w jaja.
Pl: Gorzej, że wtedy naruszy integralność kombinezonu.
K: Próżnia wyciągnie mu donga na zewnątrz i zamrozi. A potem odpadnie, ptong!
MW: I będzie orbitował wokół statku.
Pl: Dookoła ciebie. Chujowy satelita.
K: Satelita „Wacław 1”.

[Podążając za notatkami, zostawianymi najwyraźniej przez żonę postaci Pl., natrafiliśmy na minę zapalającą]
MW: To też twoja żona?
K: Gra małżeńska taka, strzelacie do siebie pirożelem?
MW: O rany, nie mogłeś nam tego wcześniej powiedzieć?
Pl: Nie zdradzam sekretów alkowy.
K: Obawiam się, że sekrety twojej alkowy wybuchły nam w twarz.

[Znaleźliśmy prymitywną osadę w magazynie kontenerów]
MW: To my idziemy sprawdzić wioskę.
K: OK, zapewniamy wam z góry osłonę meteo. No co, to on ma giwerę, co mam mu zapewnić więcej?

[Osada okazuje się być wymordowana, i to stosunkowo niedawno]

MG: Ludzie są, jakby to powiedzieć, nadjedzeni. Ktoś sobie zabrał z nich fragmenty. Jest też jedna kobieta.
Pl: Kobiety są podobno smaczniejsze.
[Pauza]
MW: W książkach taki moment się nazywa „zapadła krępująca cisza”.
Pl: Opuszki to podobno delikates.
K [grzebiąc w leżącej na stole stercie przekąsek]: Paczka paluszków.

MG: W drugim kontenerze są prefabrykowane budynki.
P: Trudno mi wyobrazić sobie coś mniej przydatnego.
MW: Łożyska. Albo lepiej, towot.
K: Szpiczaste czapeczki i serpentyny.
MW: Szczęśliwej kolonizacji, -fweee-.

[Napotkana dalej kolejna osada wpuściła nas do swojego magazynu, gdzie wypróbowaną metodą otworzyliśmy kontener – trafiając na żywność]
K: No, teraz mamy czym się dzielić, to możemy się dzielić. Jak mieliśmy trzy batony to wiesz.
MW: A teraz mamy pełen kontener żarcia, w dodatku w ich magazynie, więc stać nas na szczodrość.