Le Finale Grande

System: policyjne ideefixe.

Skład i prowadzenie: ci co zawsze.

Zalewska: Nie jestem gotowa stawiać mojej kariery pod znakiem zapytania, w razie gdyby ta akcja nie wyszła.
Hwang: A nasze życie? Hm, jak tam z nim? Bo wiesz, w szczególności to pierdoli mnie twoja kariera, już się na mieście rozeszło że słabo z nią…!

MG: Przyszło takich dwóch więcej wygadanych, nie używali zbyt wiele dresiarskich znaków interpunkcyjnych…

M: Pojadę, odbiorę córkę ze szkoły…
MG: …Córce opadnie szczęka…
M: …Zabiorę ją gdzieś, nie wiem co dzieci lubią.
MW: To nieźle podsumowuje twoją postać, niestety.
K: Wyguglasz coś na forum.
MG: K., który jest?
K: Dziewiąty sierpnia.
MG: To z jakiej szkoły?
E: Językowej na przykład. „All day with english”.
M: W sumie to pasuje, niestety.
K: Szkoła pod znakiem „Hate your mom”.

MG: Gość wyskakuje, ląduje przed tobą…
E: Mogę mu strzelić, jak tak leci?
K: Attack of opportunity? Nie ten system.
[Attack of opportunity to konstrukt z DND]

E: I teraz pytanie, wydawać punkt fuksa żeby wstać czy nie…?
K: Nie, lepiej nie denerwować idioty.

M: Jeśli miałeś przedtem pretensje do K., za psucie klimatu noir…!
K: No, ja jestem zwyczajowym kozłem ofiarnym, więc przyjmuję to kurwa z pokorą.

Reklamy

Sfrustrowani brakiem postępów postanowiliśmy się rozerwać…

System: policyjne ideefixe

Skład i prowadzenie: ci co zwykle.

K: Nie ma już Węgrów. Węgierski jest językiem martwym. Nawet śliwki się inaczej nazywają.

[Sierż. Zalewska kontynuuje podryw]
Zalewska: Myślisz że po co do tego profilera poszłam? Zapytać o profil gościa?
Strugow: W pracy jesteś!
Zalewska: W policji, w budżetówce!
Strugow: Nno dobra.

MW: Bierzemy wszystkie te fakty i piszemy na ich podstawie kwita.
K: Niee, kurwa, bierzemy tylko te fakty, które pasują nam do teorii.
MW: Ok, część faktów wypieprzam.

[Planujemy „przeszukanie bez wiedzy przeszukiwanego”]

Zalewska: Bez kombinezonów intruzyjnych? Ooo, szkoda, to byłby powód żeby ubrać się w coś czarnego i obcisłego…
Strugow: Potrzebujesz powodu, żeby ubrać się w coś czarnego i obcisłego?
Zalewska: W pracy?
Hwang: Dobra, już piszę kwit, żeby zabrali nam samochód i przydzielili rowery.

MW: A ja sprawdzę czy, starą metodą, nie przyczepił włosa na framudze.
K: Łonowy.
MW: Proszę nie dotykać, to mojej żony.
M: Nieżyjącej?
MW: Ta, gość całą szufladę ma…

[Rozprzężenie na sesji, wszyscy gadają bez sensu]

K [do MG]: Obawiam się, że musisz natychmiast zrobić jakąś strzelaninę, inaczej nic z tego nie będzie. Dawaj, otwiera do nas ogień mikrofalówka.

M: Wiecie co, tak siedzę i się zastanawiam – w którym momencie moje życie skręciło na taką ścieżkę, której kulminacją jest to że siedzę tutaj i słucham was?

[Rozmowa o nadzorze wideo]
MG: Wizji na 360 stopni nikt nie ma.
K: Światowid miałby przejebane.

[Życie seksualne kpr. Dębskiej]

E: Poderwanie kogoś nie jest proste, moja postać jest terminalnym nerdem…
MG: …I tylko z terminalem?

MG: O 2200 dzwoni do ciebie twój kontakt, właśnie udawałeś się w stronę dziewczyn…
K: Kurna, już miałem założoną!

MW: …No i taki filmowy montaż naszego wieczoru: dziewczyny na tangu, cięcie, Hwang z dwoma panienkami, cięcie, Strugow łoi wódkę, cięcie, dziewczyny piją wino, cięcie, Hwang nadal z dwoma panienkami, cięcie, Strugow wali kogoś po ryju…

Praca, praca, ostrzał ogniem ciągłym, znowu praca…

System: policyjne ideefixe.

Skład i prowadzenie: ci co zwykle.

[Referujemy nieobecnej M. wydarzenia na zeszłej sesji]
K: A ona chodziła do pokoju analityka, sama…
MW: Wróciła w bluzce na lewą stronę…
E: Ty się moją bluzką nie zajmuj!
K: Stanik miała do góry nogami…

M: Co było w kontenerze?
MW: Nie wiadomo, śmieciarze w międzyczasie opróżnili.
M: Shit!
K: Kurna, ciesz się że mamy gościa furgonetkę. Przyszłaś i narzekasz, rano mieliśmy same sukcesy!

[Po strzelaninie]

E: Mogę ruszać palcami?
MG: Możesz.
K: E, to tylko sztuczna skóra. Albo sztuczny skaj, zależy jakie masz ubezpieczenie medyczne.

MG: …Przybiega pielęgniarka i wypieprza was z wrzaskiem z oddziału.
M: Ale pół szklanki wódki zdążyłam przyjąć.
MG: I wiesz co się potem stało?
K: Nanoboty zwariowały i zamiast nóg zbudowały ci zieloną dupę z czułkami.

E: Zastanawiam się, jaki stopień ma ten mój wojskowy adorator…
MG: Porucznik.
E: Wyobrażałam go sobie trochę starszego.
K: Nieudacznik.

Strugow: Mamy taki, rozumiesz, deal: ja nie kroję trupów, a ona [wskazując na kpr. Dębską] nie strzela do ludzi.
Hwang: Ale ludzie strzelają do niej.
Strugow: Nie mówię, że to dobry deal.

K: Dobra, złazimy do Podspodu, ja wyluzowany jakbym do piwnicy po przetwory szedł…
(Podspód to ponura i niebezpieczna część Warszawy)

[Siedzimy w barze, który właśnie kończy działalność na dziś]
K: No, trzeba się zwijać, bo zaraz nas zamiotą.

Zalewska: Niech ci dadzą dowództwo, co?
Hwang: Nie. Mi nie dadzą, bo jestem żółty i nie mam wujka. Znaczy mam, ale robi w krewetkach.

[Po strzelaninie nasz samochód poszedł do kasacji, więc dostaliśmy nowy, stary i bardzo śmierdzący]
K: A my bierzemy pizzę na wynos, odjeżdżamy dwie przecznice, jemy na bagażniku a do środka wpierdalamy granat z gazem łzawiącym – niech się przegryzie.
MG: Zapach „nowy granat”.

K: Jebać to, opinia publiczna nie płaci nam pensji.

Kolejne morderstwo, to zaczyna być nudne…

System: policyjne ideefixe

Skład i prowadzenie: ci sami co zawsze, minus sierż. Zalewska.

[Opisujemy kpr. Dębskiej ostatnio znalezioną scenę zbrodni]

Strugow: …Gość przybity do góry nogami no i dookoła pełno maniany, bo jak komuś wypuścisz jelita to zawsze jest maniana…
Hwang: No, zwisały mu tak na twarzy…
Strugow: …Girlandy i festony…
Hwang: …Więc pierwszy ticket wystawiliśmy na Cthulhu.

[Zbadany wnikliwie kadawer okazał się być poddawany torturom]
E: Jeszcze go z czystej zawodowej ciekawości wypytam o tą sekwencję działań i środków chemicznych.
K: Dobra, wpisz sobie Tortury na osiem i już. Do domu.

[W samochodzie na miejscu niezwiązanej strzelaniny znaleźliśmy pantofel…]

Strugow: Jak to, pantofel bez taga RFID?
Hwang: Masz do czynienia z pantoflem z nielegalnej produkcji. Ktoś ma minifabrykę, na której napierdala wieczorem pantofelki, a w dzień kałasze.

MW: Otwieram bagażnik.
MG: W środku jest…
K: …Szanowany pedofil.

[…oraz części damskiej garderoby]
K: Dobra, damska bielizna. Jadalna?
MG: Nie, elegancka.
MW: Ale możesz przeżuć na próbę.
(Potem nastąpiło ładnych kilka minut opisów tego, co się dzieje jak pies zje sznurek albo foliową torbę. Nie będę ich przytaczał.)

MG: Nie ma rodziny. Znaczy ma, ale w Białymstoku.
MW: Jakby była z Białegostoku, żywcem by jej nie wziął.
K: Jakby była z enklawy, też mogłaby być twarda. I żylasta.
MG: Dobra, jest z jakiegoś Pierdziszewa.
K: No, z Pierdziszewa nie pochodzi na bank. Nie ma żadnego Pierdziszewa już.
MW: Może być z Trójmiasta, z ABT, z Krakowa…
K: O, jak z Krakowa to się nada, pod kloszem chowana…
(W ideefixe w Polsce pozostały same duże miasta, z nielicznymi ufortyfikowanymi osiedlami produkcyjnymi zwanymi enklawami. Więcej informacji tu.)

[Śledztwo prowadzi nas do burzowców, wypełnionych wartko płynącą wodą]
K: Dobra, niech nam podstawią ponton albo riba. Rafting!
MW: Nie no, zaraz, po cholerę my się tam pchamy, kanalarzom to zdajmy. Po czorta cię tam niesie?
K: Bo jestem wodniakiem. Mój pierwszy assignment był na ribach.

Serial thrilla

System: policyjne ideefixe.
Skład i prowadzenie: ci sami co zawsze, minus kpr. Dębska.

MG: Rzućcie sobie na Prawo.
MW: 11
K: 18
M: 22
K: Kujon.

[Wezwanie w trybie pilnym odrywa postacie od rozrywek rozmaitych]
MG: Mniej więcej po trzech kwadransach stawiacie się na komendzie. Pani pachnie trochę talkiem…
K: Ja trochę gumą…
MW: A ja spoconym Ruskiem.
K: Kurwa, ale zestaw. Dobrze że między mną a nim jest talk.

[Kolejne okrutne morderstwo – oficjalnie mamy seryjnego mordercę]
MG: Gość na zdjęciu wygląda na młodszego.
K: Bo na zdjęciu nie ma flaków na wierzchu. To postarza.

[Zwłoki znaleźliśmy na budowie]
M: Jak była ogrodzona ta budowa?
MG: Zgodnie z normami ISO.
K: Czyli wszędzie tak samo.
MW: I są na to procedury.

[M. przez dłuższą chwilę opisuje prawdopodobny profil psychologiczny mordercy]
Zalewska [do NPCa – psychologa]: …Ale nie wiem, co pan o tym sądzi?
NPC: No, mniej więcej.
K: Trzy plus. Proszę podać indeks.

[Wyglądamy przez klapę na dach]
Strugow: Daj mi lusterko.
Zalewska: A skąd ci wezmę?
Strugow: Nie masz kosmetyczki?
Hwang: Kosmetyczka ci potrzebna? Czekaj, już ci daję numer.

[Na dachu była zdalnie sterowana platforma snajperska, z karabinem wycelowanym w stronę klapy. Strugow od tego mało nie padł na zawał]

MG: Dobra, ale czemu uważacie, że gość patrzył na konsolę i usmażył elektronikę karabinu dopiero jak MW wyjrzał przez klapę?
M: Poczucie kontroli nad sytuacją.
MW: No i musiałem wyglądać jak debil, gość się chciał pośmiać.
K: Filmik z tobą już pewnie jest na jutubie.

K: Czekaj, ale kto strzela z teleoperacyjnej platformy snajperskiej do satyryka? Co, nieśmieszne było?

K: Kurwa, miałem takiego gościa w robocie. Jak wchodził to nie musiał karty odbijać, bramki się same obracały od smrodu.

Gliny wysoce znieczulone

System: policyjne ideefixe.
Skład i prowadzenie: ci sami co zawsze.

[Hwang chce prezentować Strugowowi nieco okrojone zdjęcia ze sceny mordu a’la Kuba Rozpruwacz]
K: Pokażę ci taki wycięty kawałek…

[Hwang, w ramach wypoczynku po ciężkim tygodniu zabiera poderwane laski w teren]
K: Może by wziąć koszyk piknikowy…
MW: …Namiot wygłuszany…
J: Po co, niech się wstydzi ten kto słyszy.
K: No, jadę w głuszę.

M: …A ja tymczasem zorientuję się w prosektorium, jak idzie przepychanie naszych ciał.
MW [krzywi się straszliwie]
J: No zobacz, zepsułaś MW. Zupełnie był dobry, a teraz wygląda jak suszona śliwka w okularach.

M: Płodzę raport z tą hipotezą.
K: …I wysyłasz na dupochron@policja.pl?

[Nagranie tekstu o zmianie numeru telefonu na pocztę]
K: Kurwa, nie wpadłeś na to? Przecież Hitler w czterdziestym piątym nagrał sobie coś takiego, jak z bunkra spierdalał! Żeby teraz do niego na Antarktydę dzwonić!

[Kolejny denat – tym razem samobójstwo przez wyskoczenie z budynku]
K: Machał w locie?
MW: Kurwa, a ja właśnie zaczynałem robić gesty pływaka w powietrzu. Ależ jesteśmy potworami, kompletna znieczulica.
K: No niestety, taka praca.
E: A na takich to jak się mówi?
K: Burger.
MW: Pilot.
J: Dżemik.

[Rozmowa z żoną skoczka o pracy denata]

NPC: Mąż chciał trochę zwolnić – przynajmniej tak mówił…
M: …Na koniec raczej przyspieszył.

K: Czy na zapisie z kamer widać że gość wyskakiwał sam, czy widać dwie kobiece ręce, które go tego – „I believe you can fly”…?

MW: [Po denata] przyjeżdża koroner z taka szpatułką wielką?
K: Taką do odśnieżania.

E: Czy oprócz żony i pracy miał jakieś jeszcze atrakcje w życiu?
K: Tak, gościa imieniem Fryderyk.

Łomotanie kolbami, pływacy i software perversion attack

System, skład i prowadzenie: ci sami co poprzednio, minus sierż. Zalewska (na chorobowym)

[Planujemy zatrzymanie podejrzanego o morderstwo]

Hwang: No, równo o szóstej rano załomoczemy do drzwi, potem się okaże że denat miał broń…
[Pauza]
Hwang: Powiedziałem „denat”?

J: Co powiedziała Barbara Blida do agentów ABW przed swoją śmiercią?
MW: Nie wiem, „towarzysze nie strzelajcie”?
J: Nie: „Czy mogę iść się załatwić?”

[Zatrzymanie w trakcie]

MW: Może i nie muszę go skuć, ale to zrobię, to ma być police oppression w końcu. Jakby procedura przewidywała, to bym mu worek na głowę nałożył.
MG: Ale nie przewiduje – to już jest police brutality.
K: No, możesz mieć brudny w końcu. Poza tym jak by to miało wyglądać, na barana byś mu wsiadł?

[Oględziny mieszkania samotnie mieszkającego faceta]

E: Brak kobiecej ręki?
J: W lodówce?
K: A gdzie ma mieć? Gdzie indziej by się zaśmiardła.

[Zgłoszenie o trupie, podjętym z rzeki]
MW: Świeży jest?
MG: Jak to z Wisły.
MW: Ale co, pływak?
K: Łyżwy miał.

NPC [do Hwanga]: Ty co, teraz w truchłach robisz?
Hwang: Takie tam, kurwa, prace porządkowe. Jak ktoś umrze z nudów to jedziemy na miejsce zdarzenia. Jest ekstra.

MG: Jak gość teraz trochę przesechł…
K: …To zakwitł?

MG: …No i oni w tych starych fabrykach organizują polowanie na ludzi, słono płatne.
E: Taka gra towarzyska?
K: Taki salonowiec bardziej wyjebany.

[Strugow wrócił z wieczorku taneczno-bokserskiego, co spowodowało liczne komentarze – zwłaszcza w związku z badanym właśnie podejrzanym pobiciem.]

Dębska: Ty serwujesz wpierdol raz na tydzień, tak?
Strugow: Tak, w czwartki.

[Policyjne komunikatory, podłączone do wewnętrznej sieci policji, uruchamiają się samoczynnie i zaczynają grać hardrocka z XX wieku – podobnie jak stacjonarne telefony.]
MW: Aha, czyli ktoś wbił nie na nasze komunikatory tylko do super-secure sieci policji. Jak rozumiem, w wydziale zabezpieczenia technicznego spontanicznie zapaliły się wszystkie głowy i wszyscy tam teraz tak biegają?