Prime Material, gdzieś pod Pułtuskiem

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Sfinks pilnujący mostu pobiera opłatę w postaci pieśni]
MG: Zaśpiewałaś, sfinks przyjmuje opłatę – i orientujesz się że nie pamiętasz ani słów, ani melodii. Została dziura.
E: O kurdę, teraz będę się męczyła, próbując odtworzyć…!
MW: It’s not the greatest song in the world, it’s just a tribute.

MG: Teraz słudzy Malara…
K: Czyli malarze.
MG: Pokojowi.
MW: To na pewno nie są pokojowi malarze, skoro już jesteśmy czerstwi.

[Wraży NPC ucieka, zasłonięty irytującą mgłą – czym by go tu na do widzenia?]
MG: Nie wiesz jaki efekt będzie miał czar obszarowy na portal w który koleś wchodzi.
MW: Ty, a weź mu walnij Magic Missile: on się autotargetuje, więc jak koleś jest valid target to strzeli, a jak nie no to nie.
K: No nie chcę być uznany za jakiegoś maga gorszego sortu, albo coś, ale…
MW: Nie masz Magic Missile?!
K: No chciałem uniknąć takich porównań.
MW: Dobra, nic nie szkodzi, są tacy co mają jedno jądro, i są tacy co nie mają magic missile, spoko…

[Dawno niewidziany NPC]
MG: Opowiada ci o losach tej drużyny, ten się ustatkował, ten zginął, a jedną spotkał los gorszy od śmierci…
MW: Wyszła za mąż?
MG: No, przespała się z poborcą podatkowym i musiała w trybie pilnym za niego wyjść.
E: Została wyruchana przez skarbówkę?

MG: Tylko elf nie śpi, tylko siedzi i się patrzy.
Ew: Ależ to jest kripi, zacznę na niego ręczniczek zarzucać.
K: Ale wiesz że ja jestem świadom i mogę ci się odwinąć?
MW: Możesz być świadom i pod ręczniczkiem.

Gdzie spojrzę, dokoła dżungla

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

MG: To jest dialekt Sylvana, języka ojczystego dla ciebie, więc nie masz z nim bardzo dużo problemów. Trochę masz, bo to stary dialekt, wrażenie jakbyś czytał rozmowę dwóch dresów z czternastego wieku.
K: Daj ać ja pobruszę a ty mu pierdolnij.

[Boooom, zaczynamy walkę z raptorami od 5lv fireballa]
K: Co ty tam robisz, piszesz skargę do towarzystwa opieki nad zwierzętami?
E: „Pszepani, a K. przerobił dinozaury na skwarki…!”

Ew: Czy raptory mają dupy wogle?
MW: Steki mają.
E: Po takim fireballu to stęki chyba…

E: A ja pójdę w ślady K. i walnę tam obszarowym czarem; 5lv shatter, 37 damage, niech się sejwują żeby wziąć połowę.
K: Żryjcie gówno. Tylko smarujcie cienko, bo bieda…

Ew: Mam wręcz 40 stóp ruchu, to mogłabym pójść tam, i wrócić, i jeszcze na pocztę…
MG: Tylko pamiętaj że na poczcie każde okienko ma attack of opportunity.

[Schyłkowa część walki, kolej Elaine]
K: Ty to już tam pieśń układaj.
Jl: Czy pieśń o raptorze to jest rap?
K: Tylko jeśli jest broadcastowana w nielegalnym internecie.

Konszachty ze smokami

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Walka na raczej muzealnym statku]

MG: Na statku widać krąg przypalonych desek, tam gdzie zostały przyzwane płomienie, strzępy żagli zapaliły się i zgasły…
K: Konserwator zabytków nie lubi to.
Jl: Ale te uszkodzenia to na smoku czy na statku?
K: Tak.

MG: Dziewiąta Chmuro, teraz ty. Przepraszam, ja też jestem dzisiaj rozproszony jakiś.
Jl: Usłyszałam coś o pałach i mózg mi się wyłączył.

MG: Masz wrażenie, że głowa Ren nie jest w treningu; nie skupia się tak jak byś oczekiwał.
MW: Kijem.
K: No tak, konsekwencją walenia w pręta będzie walenie prętem.

[Tasha’s Hideous Laughter zawsze na propsie]
Jl: Śmieszy mnie, że Lorraine krzyczy ten dowcip z, ile tu jest, 20 stóp, i jeden koleś słyszy, a drugi nie.
E: To jest handcrafted dowcip, każdy słyszy własny.
Jl: Dowcip z celownikiem.

MG: Ten symbol nie jest wytatuowany, on jest wypalony.
Ew: Napiętnowany Marzenami.
MW: Moja krew!
Jl: Nikt inny by się nie przyznał.

Lochy i smoki (w formalinie)

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Recap, gigant którego szukamy starł się z poprzednią grupą, NPCami]

K: …Paladyna Tempusa nabił na drzewo, a resztę jego wycieczki wrzucił do jaskini i zatkał czopem kałowym.

Ew: Próbuję tej krwi z ostrza, ciamk ciamk. To jest Investigation, Animal
Handling? Survival?
MG: Survival to jak w kupę wkładasz.
MW: Oesu. Why?
K: …No.

E: Kieruję płonący [latający] miecz na golema…
Ew: Nago Lema?

Ew: Jak wszyscy idziecie za mną, to czy można powiedzieć że idziemy rzędem?
[groan]
Jl: Takie żarty to doprawdy żenada.
[Imię postaci Ew. wymawia się, w przybliżeniu, „Żen”]

K: Dobra, sprawdzam co za przedmiot. [turl] Ale kiła, przerzucam. [turl] No, dużo lepiej.
Jl: Przetarł okulary.

[Szkielet czteroręcznego potwora]

Ew: To brzmi jak coś takiego co żeśmy się z tym już napierdalali w tej kampanii, glazurnik? glazebo? A, glaabrezu!

[K. stracił łączność z Roll20, którego używamy do grania]

MG: Rozumiem że mam ruszać twoim ludzikiem?
K: Byłbym zobowiązany.
Ew: Grałem twoim i umarł.

Trolle i studnia z przedwiecznym złem

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Rozdzielać się czy nie?]

Ew: Pamiętacie co było jak zeszłym razem się rozdzieliliśmy i niektórzy się rzucali solo na potwora i trzeba ich było ratować? To ja byłam, o sobie mówię.

K: To rozejrzę się rano ptakiem [familiarem w sensie], wyciągnę go z rana…
Ew: Oessuu…
MW: Potoczy wkoło jego jedynym okiem…
K: 120 stóp zasięgu, bejbe.

[Druga runda badziewnych rzutów trolla]
MG: Niee, ten troll jest jakiś spierdolony.
Jl: Spiertrollony?

Ew: Uwaga, rozbrajam pułapkę.
K: Żywot rozbrajana.

Problemy rodowodowe

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Recap]
K: …Dotarliśmy do doliny gdzie się znajduje moja posiadłość rodowa, zamek.
Ew: To różne rzeczy są.
K: Mniejsza o to, no.
Ew: Hacjenda?
K: Skład czerstwego pieczywa oraz czerstwego dowcipu się znajduje tam także, tak.

MW: Czekaj, bo tak do mnie dotarło właśnie – jak cię banishują, to lądujesz na własnym planie, w losowo wybranym miejscu, ale czy to oznacza w powietrzu także? Tak mnie oświeciło właśnie.
K: Do tego banishmentu można dokupić taki upgrade, dawali mi ulotkę ale nie wziąłem, że w komplecie jest też strój wiewiórki.
Ew: Jakiej znowu wiewiórki?!
K: No takiej że jak się pojawisz w powietrzu, to rozkładasz ramiona i masz moment żeby się zastanowić nad sobą.
Ew: A, bo ja myślałam…
K: …Że z uszkami i puchatym ogonem, tak.
Ew: Że spadasz i ten ogon tak za tobą…!

[Podczas walki Dziewiąta Chmura wlazła na drzewo, gdzie trafiono ją magiczną pajęczyną, więc jest skokonowana]
K: Najadłaś się? Bo wyglądasz jakbyś się otorbiła i miał się z ciebie wylęgnąć piękny motyl – chyba że zdechniesz z głodu, więc pytanie pozostaje w mocy.

[Monk może odbijać rękoma strzały i inne pociski – ale czy magiczne strzały też?]

MG: No, te efekty są magiczne.
K: No on też nie jest taki całkiem analogowy!

MG: …I znika, przemieszczając się gdzieś.
Ew: Zniknięcie z przemieszczeniem.

E: Dopadam do osoby najbardziej poszarpanej i leczę. Kto wygląda na najbardziej zmaltretowanego?
MG: Demon.

MG: Po kolejnym ciosie stworzenie wybucha.
K: Trafiłeś go w spłonkę.

[Co to za stwór?]
K: Nie wiem co to za stworzenie, ale chyba jest z Woli.
MG: E., na ile się orientujesz, taki stwór to jest demoniczny łowca, to się nazywa orton.
Ew: Antywirus jest taki.

Ew: Różdżka zwana Wandą.
Jl: Czy ty kiedykolwiek przestajesz?!

MG: Rzygmunt jest agresywny, wbrew pozorom.
Ew: Żadnych pozorów tu nie ma! To jest beholder zaczepno-obronny, zaczepia a potem trzeba go bronić.

K: W tajnym przejściu są takie świecące kryształy, behapowiec nam kazał zainstalować, bo przy dorocznym rytualnym oblężeniu zawsze sobie ktoś łeb rozbił, uciekając.
MW: Wasz behapowiec i wasz dekorator wnętrz musieli się zetrzeć w rytualnej walce.

[Ren rozmawia z demonem, który podaje się za jej ojca]
MG: Słyszycie tą rozmowę.
MW: A po jakiemu to mówią?
MG: W Infernalu.
MW: No to co z tego że słyszymy? Hrgpthl.
Ew: Mglfpth.
Jl: Brzmi roszczeniowo.

Klątwa nowego miejsca

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

J: Czy zwierzęta mają odciski palców?
MW: Niektóre tak, koale np mają i to na tyle podobne, że na forensics się mylą.
Ew: Koala mają chlamydię. Wszystkie.
K: Tak, w protokole napisane „caucasian male/koala”.

[Znowu ględzimy bez sensu od pół godziny; nie ostatni raz na tej sesji]
K: Musisz nas natychmiast zaatakować, bo to się nigdy nie skończy. Żadna polityka, żadna detektywistyczna przygoda. Pijawki; przewróciliśmy słój i mamy za swoje.
MG: Pijawki? Na chuj mi pijawki! AAAaa…!

MG: Pod sufitem są podwieszone dziwne przedmioty, kajak…
J: Magiczny kajak?
Ew: Tak, od przodu jest taki sam jak od tyłu.

[Przydrożna karczma w Feywild serwuje dziwne potrawy]
Ew: Mleko z wiewiórki?
K: No tak jak mleko z kokosa, wyciskamy taką wielką prasą. Nawet tą samą, bo kokosy nie mają sutów.
Ew: Ale myjecie ją chociaż?
K: Nie, wtedy mleko ma lekki posmak kokosa, ludzie to lubią.
Ew: Kuchnia elfusion.

K: No sea bass, jak dziekan ma słabo z gustem to wisi mu na scianie, naciska się guzik i ona śpiewa i macha ogonem. W suspended animation jest. A myśmy to pod wódkę opierdolili.
MW: Wszystko jasne.
Ew: A po jakiemu ta ryba śpiewa?
K: Po lokalnemu. Z Gliwic jest.

K: Matka nieznana?
Ew: Nieno, pokłóciła się ze starym i poszła…
K: I on cię musiał urodzić?
Ew: Ta, jak kamień nerkowy.
K: No to faktycznie sytuacja z siura.

K: Może tam jest mój ostatni pradziad.
Ew: No to i tak by wyginął.
MW: No jeszcze on jest, nie?
E: Może on tak powinien ród przedłużać?
K: A co, proponujesz coś?

MG: Ten flail w jego rękach dzieli się na trzy i zadaje trzy ataki.
Ew i MW [chórem]: Rozpuszczony dziadowski bicz!

MG: Druga małpa rzuci się na ciebie [Madislak], ponieważ jesteś…
Ew: Łysy.

K: Stajemy sobie z E. na skraju lasu i patrzymy, jak w tym zmierzchu, na łąkach, pasą się takie wielkie kleszcze.

MG: Słońce wstaje nagle i niemiłosiernie grzeje w waszego Leomunda.
K: Wstaję i ściągam tropik z Leomunda, zostawiam tylko tą siatkę na komary.

Zadumać się w szklarni – w dziwną podróż wyruszysz

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Za zasługi dla miasta dostaliśmy willę po dygnitarzu, willa ma bibliotekę, a biblioteka ma…]
MG: Jest tam przedziwny globus.
K: Czy to globus Baldur’s Gate?
Ew [jednocześnie]: Czy ma kształt sześcianu?

MG [jako NPC, o Rzygmuncie]: Straszna bestia! Chciała zjeść moją Muszkę!
MW: Było krawat założyć.
E: Żabot.
MW: Żabot też by zeżarł.

MG: …Pamiętasz też, że najtrudniejsze było nauczenie się reguł nowego miejsca.
Ew: Trzeba pierdolić przez cztery godziny.

[Pomagamy w nowym queście Valowi czy nie?]
E: Val, masz moją lutnię.
MW: Poniekąd masz także moją lutnię, bo co mam z nią zrobić…

[Ma także zatruty sztylet Ren]
Ew: Nie no, dobra, nie chcę żeby mną miotało po planach, ileż można; poza tym jak mnie wrócisz w jakieś losowe miejsce to nie wiem gdzie wyląduję. To już zostańmy, ogarnijmy to. Poznamy twoich starych, narobimy ci siary, będzie dobrze.

MG: Kolorowe proporce, namioty – wiesz co to jest, to jest targ na skrzyżowaniu.
K: Carrefour znaczy się.

MG: Myślałem że tak bez combatu to jakoś głupio będzie.
Grupa chórem: Tak, to było dobre, bardzo godne.
K: Zastanawiałem się, czy w czasie imprezy zaatakuje nas grzybica.
MG: Myślałem o elementalu zatrucia pokarmowego.

Skąd ta zaraza?

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E
Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

[Recap]
K: …Choroba objawia się tym że się ma czarne żyły i się kaszle, ja na razie kaszlę. Jak ktoś jest etnicznie ze wschodu to nie kaszle, a ja jestem importem więc kaszlę.
Ew: Jesteś Calimportem! -badumpsz-
MG: Ach, więc w tą stronę idziemy dzisiaj, tak?

[Nieudany czar]
Ew: Hokus pokus, czary mary, twoja stara to nadal twoja stara.

Ew: Może ten sztylet to jest powód dla którego ludzie w mieście są podtruci? On tu produkuje truciznę…?
MG: Już nie produkuje, ostrze jest pokryte tym goo. On go nie robi w przemysłowych ilościach.
K: No musi w pewnym momencie przestawać, inaczej, bardzo przepraszam, ciekłoby ci z pochwy.
MW: Wysięk.
MG: Czarny!

[Znów wysyłamy Sending, który nadal ma 25 słów limitu.]

MW: Ile?
K: Dwadzieścia trzy.
MW: „Sprzedam Opla”.
Jl: Jak będziecie każdą wiadomość kończyć „sprzedam Opla”, to w końcu wszyscy uznają że to podpis i tak się nazywa wasza grupa.

[Karczowanie fireboltami zarośli]
K: Zap! Zap! Wyłaź z opuszczonymi kłączami! Widzę cię! Zap! Zap! Jesteście otoczeni!

MG: Na obu ołtarzach leży złożony w ofierze demon.
MW: Ale co, tak go złożyli w ofierze, że jest na kilku heksach naraz?
MG: Jest tak duży że i bez tego mógłby być. Leży jeden per ołtarz i wygląda jak wielki komar.
Ew: Syf i malaria!

[Zaraz będzie walka, MG szuka monstera w książce]
K [do Ew]: Chcesz Haste’a?
MG: Ej, zaraz, ja tu szukam!
MW: On kartkuje podręcznik, a my się cichaczem buffujemy.

E: Czy ja mogę zaszeptać do dupy wyverna?
Ew: Kakaowe ucho!

Ew: Potion of greater healing! Chcesz?
[MW patrzy ciężko]
Ew: A, i tak jesteś nieprzytomny. Wlewam ci potion w nieprzytomne gardło.
MW: Topię się i umieram.

[Podział lootu]
MG: Kto ma najmniej AC?
E: Ja mam 17.
Jl: Ja 13!
Ew: To niech kitku weźmie, co?
K: No, niech bierze, 13 AC to nawet korozja ją dotyka.

W mieście zaraza

Ew: Znalazł waginę, ale nie wie czyją.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Dołącza:

Dziewiąta Chmura, tabaxi, divine soul sorcerer: Jl.

Prowadzi: J

MG: Część drużyny która dostała questa, niech się zastanowi, część drużyny która była w dzielnicy biedy…
Jl: …I klepała tam biedę…
MW: Jakbyś tam była!
[nieobecny na poprzedniej sesji Madislak walczył z gangami w dzielnicy biedy]

K: To była jakaś zła różdżka, zrobiona z ludzkiego kręgosłupa…
MW: To taka, no, giętka!
K: Tak, flaccid.

MG [do Jl., grającej człowiekiem-kotem]: Nieno, ty tam pod alter selfem siedzisz, musisz opisać jak wyglądasz.
Ew: Jak wygląda twoja humansona.

MG: Świątynia Lathandera [bóstwo odnowy, świtu, samorozwoju i przystojnych naoliwionych kolesi] ma wysoki taras, na które pada słońce.
MW: Kapłani Lathandera wychodzą tam rano, nacierać się oliwą o świcie.
MG: Tak, witają słońce. Uprawiają jogę.
Ew: „Jogę”.
K: Pies z głową w dupie.
Ew: Innego psa.

Jl: Czy tabaxi się wylizują?
MG: Jak kot to kot.
K: Łee, zaraz się wyrzygam. W czasie long restu odwracam się w drugą stronę.

MW: To trzeba będzie wystawić peryskop…
[Ew parska]
K: Cały Czerwony Październik wystawi [gest].

Ew: Chodź, zapoznam cię z cudowną magią fińskiej sauny.
Jl: Myślałam że powiesz „cudowną magią higieny intymnej”.
Ew: Nieno, jeszcze się na tyle nie znamy!

K: Będziesz mogła wysłać miecz na przeszpiegi szybko.
Ew: Co zrobić?!
K: Wysłać.
Ew: A, całkiem co innego usłyszałam.

MG: Gdzie się przemieszczasz – rozumiem że przy barierce nad rzeką gówna?
K: Brzmi jak korporacyjne stanowisko.

MG: W twoją stronę, E., lecą dwie kwasowe strzały…
Ew: Bełty!