Geek the mage first

[Nasza szamanka leje się z duchem w przestrzeni astralnej, z niepokojem obserwujemy porzucone ciało]
Ew: Może zrobimy jej preemptywnie kroplówkę? Z kawy. Albo z bigosu.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

D: Mam moralny problem z klepaniem ludzi, którzy nie chcą mnie klepać.
MG: Wystarczy im pomachać.

[Jak sobie poradzić z duchem?]
Ew: A nasz szaman nie może go wysłać do shadow realmu czy gdzieś tam?
MW: Może.
D: Próbowałam, teraz krwawię z otworów od tego.

MG: Wiesz, tu promieniowanie jest, a oni tu żyją. Ich life expectancy nie jest duże.
K: Czas półrozpadu to się nazywa.

[Niestety jednak przez wentylację]
K: Ty jesteś najzręczniejsza, więc idziesz przodem, ja za tobą, a cała reszta zaklinuje się za nami.

[Oględziny strupieszałego wroga]

K: Gość był szefem korporacji medycznej, odmłodził się. Podciągnął sobie suty.
MW: Dziękuję ci za ten mental image. Do chuja Wacława…
K: Nie, podciągnął a nie obniżył.

MW: Nie, nie będę mu nic kasował, bo zostaną ślady…
K: …Uznają że coś ważnego, przyjdą, będą pytali…
MW: …Przypalali nam pięty żelazkiem, niepotrzebne nam to.
Ew: No, a jak to twoje pięty to będzie cuchnęło.
MW: W dupę mnie ugryź.
Ew: Nie, pewno też cuchnie.

MW: Jestem bardzo zadowolony, że to nie ja prowadzę rozmowy z pracodawcą.
Ew: Czemu?
K: Bo go wyruchaliśmy, takim wielkim gumowym członem. Jakoś to ubiorę.
Ew: Wyobraziłam sobie gumowego takiego…
MW: …W tutu!
Ew: W sweterku!
K: W muszce, takiej w czerwone świnie.

NPC: No i jak tam praca?
K: No syf ogólnie, syf syf. Dla was oczywiście. No bardzo nam miło, że nie powiedzieliście nam co tam będzie, bardzo miło.
NPC: No za to dostajecie ciężkie pieniądze.
K: No właśnie nie takie ciężkie, obawiam się…
NPC: Ach więc kasa była niedobra?
K: No ja właśnie w tej sprawie – pojawił się lepszy kupiec i ojebaliśmy to im.
[MG udaje sygnał rozłączonego telefonu]

K: Nieno, wyszłoby na to samo, tylko po jakimś czasie. Powiedziałaby no tak, no tak, a potem wysłałaby swoich operatiwów tam, zobaczyliby że zostały koszyczki w racku po serwerach i wkurwiłaby się i tak. Przynajmniej byliśmy szczerzy.
MW: Wyszliśmy na chujów, ale nie na kretynów.

D: Czy ja się mam uczyć czaru „Detox”…?
Ew: Ucz się, będziemy mogli bezkarnie pić ruski spirytus.

D: Mam group Enchanting.
Ew: Grupon Chanting, ona chantuje, a potem mamy rzeczy taniej od tego.

Ew: Potłuczone kawałki kamieni? Znaczy wieziemy mu gruz, tak?

Reklamy

Czego się nie robi dla audytu?

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, początkujący Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, początkujący Jedi – Advisor, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, początkujący szpieg, Bothanin: P.

Prowadzi: MW

[Pierwsze oficjalne zlecenie jako najemników – wysadzić stację transmisyjną]
P: Do motorów wkładamy materiały wybuchowe…
K: Tak, żeby jak ktoś nas trafi, to żebyśmy od razu wiedzieli.
J: To się pancerz reaktywny nazywa, nie znasz się.

P: WD40 i trytytki to są rzeczy które szanujący się technik ma zawsze przy sobie.
J: Latasz z nami, nie jesteś szanującym się technikiem.

[Jakiś czas temu Jastrę ostro poturbował nexu]
J: Bardziej ci szkoda karabinu niż ręki, co?

[Utraconą rękę zastąpił podrasowaną cyberprotezą]
K: Mogłeś sobie urwać nogi, miałbyś siłę a nie zręczność.
J: Następnym razem jak spotkasz nexu to wiesz, kopnij.

[Snajper! Jastra ciężko postrzelony, Nimda go ratuje]
MG: Przychodzisz do siebie, widzisz nad sobą znajomą mordę, grzebie ci w pysku zszywaczem, więc chyba to nie jest afterlife jednak – mogło być gorzej.
P: Uff.
B (z offu): Weź go jeszcze ojojaj!
K: Tak, ojojam go, jeszcze mu strain zniknie.

K: Wiecie że my to robimy żeby kontrolę przejść?
J: No.
K : Jebać Sithów, kontrola trudniejsza. A czy myśmy się umówili na jakieś pieniądze?
P: Robimy to dla referencji chyba?
B (z offu): Będziecie mieli do portfolio!

P: Przygotuję pokój przesłuchań: stół, kamery…
J: Nawet pokój przesłuchań mamy na pokładzie.
K: A ja zapalę kadzidełka, powieszę choinkę o zapachu „New Ship”, wyłożę miskę cytryn, bo to najtańszy dekor…

[Hackowanie sieci łączności z budki telefonicznej]

MW: Z droidem się nie zmieścicie, to jest serio budka.
P: Ja jestem mały, droid jest duży, stanie nade mną, będzie dobrze.
K: „- Co pan tu robi? – Laskę robotowi, move along.”

K: Ja tam daję baczenie na pacjenta, żeby tam jak najlepszą opiekę dostał, potem się zdrzemnę dwie godzinki, potem znów coś poklikam, potem znów się zdrzemnę, zegar biologiczny mam całkiem rozpierdolony.
P: Twoimi własnymi rękami.

[Zaparkowali statek w miasteczku, wrogie siły planują go ostrzelać – ale czy z jednej, czy z obu stron?]
P: Kurde, nie wiem czy nasze sensory przejdą przez miasto.
MG: No, jak odpowiednio dodasz mocy to przejdą, tylko wszyscy po drodze dostaną raka.
P: A jak im [pokładowym Jedi] to powiem i dostanę zgodę, to co – dostaną jeden punkt konfliktu za jednego raka?

[Wrogie siły rozstawiły działko w lasku, trzebaby im jakoś dać odpór]
MG: Wasza główna artyleria jest dobra do tego też.
J: Tak, ale…
MG: Co, trofea chciałeś?
K: Skroplisz se!

Spotkania biznesowe i zakupy

D: Zasadzka? W Strefie? O piątej rano?
K: Random wpierdol generator.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka Firebringera, niezwykle ciepła osoba: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.
Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

Ew: Załóżmy ogródek.
MW: Za wcześnie, jeszcze nic nie rośnie.
Ew: Załóżmy taki z kamieni.
K: No jesteśmy po części Polakami!
MW: To taki z butelek załóżmy.

K: Mój garniak jest custom fit…
Ew: Na krasnoludzką kobietę?
K: Nie, poszedłem do krawca się zmierzyć, a nie klikałem online.
[Nick ma papiery na krasnoludkę, na lepsze nie miał pieniędzy]

D: Pięć Etykiety?! Ile ty masz Charyzmy?
K: Cztery.
D: Dokonałam chyba jakichś złych wyborów w życiu.
K: Tak, wybrałaś mnie.

K: Żenujące, trzy sukcesy, dobrze że wziąłem Edge’a…
MW: Wziąłeś?
K: Tak.
MW: Miałeś jakieś szóstki?
K: Tak.
MW: No to weź je przerzuć.
K: Przerzuciłem….

MG: …Jak wiadomo, tytuły własności są zaszyte w węźle komputerowym…
Ew: O rany, jesteśmy reprywatyzatorami. Okropne!

K: Idziemy porozmawiać z taką niebieską panią.
Ew: Z której strony ona jest niebieska?
MW: Ze strony ikonki na swoim telefonie.
Ew: Znaczy Twitter do ciebie zadzwonił?

D: Ale czemu wy nie chcecie, żeby [korporacja A] nie chciała tych danych?
K: Bo chcą mieć na to wyłączność. [korporacja B]…
MW: …Też nie będzie tego rozdawać na ulicy.
Ew: W dzisiejszym odcinku dowiedzieliśmy się jak działa kapitalizm.

MW: Nie wiem, czemu się jeszcze komukolwiek opłaca wożenie tofuburgerów ludźmi, a nie dronami.
K: Może ktoś woli żeby człowiek mu dowoził.
MW: Żeby go sobie…
K: „- Oto pański tofuburger. – Zimny. Chuju ty.”
MW: …Poponiżać, tak.

MG: Noo, [korporacja A] jest bardziej wojskowa, [korporacja B] kręci z Yakuzą…
Ew: Ekstra. Wolimy nowoczesny crime czy oldskulowy crime?

[Napadanie szamana w jego norze to zły plan. Jak by go stamtąd wydobyć?]
K: Wiem, trzeba mu włączyć alarm przeciwpożarowy. „Uit, uit, uit, proszę natychmiast opuścić budynek, uit, uit, proszę zostawić wszystkie foci, uit, uit…”

MG: Motocykl, na nim nieduży kierowca…
D: Krasnolud!
MG: Tak, ale w kasku.
Ew: Kasknolud!
[MW robi straszną minę]
D: Wody, dajcie mu wody!
Ew: Wody to mu właśnie odeszły.

MG: A, zaraz zaraz – to nie droid, to drona medyczna. Nie ten system.
D: A myśmy to łyknęli jak świnia kombinerki.
Ew: Jak pelikan cegłę!

[Nora szamana jest w pobliżu postnuklearnego krateru]
MW: Jak otwieramy drzwi, to jak z promieniowaniem?
MG: No zdecydowanie, i nie jest to promienowanie tła. Parę godzin możecie tu spędzić, ale bez przesady.
MW: No to standardowa procedura: proszę się nie tarzać w opadzie, nie nacierać opadem, nie żreć opadu, nie pić opadu…
Ew: Nie wtykać sobie opadu, nie zbierać opadu w małe pudełka…
K: …I nie wtykać sobie do dupy, tak.
Ew: A czy mój odbyt zrobi się od tego zielony i świecący?
MW: Wycieknie, obawiam się.
Ew: To zlikwiduje mój asset!

[Takumi nie może sobie odpuścić komentowania słowotokiem feedu, który prezentuje ze swoich dron]
MW: O, wiem – puszczę go sobie przez mojego agenta, i jak będzie mówił coś ważnego to agent nam napisze.
Ew: Zakodowałeś sobie agenta czy masz mięsnego?
MW: Mam kolesia z Indii na telefonie.

Przetrzymane książki

K: …Dawno dawno temu, kiedy internet był jeszcze na poważnie…

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

MG: Kiedy podjeżdżacie do miasta…
K: Podchodzimy, podjeżdżać nie mamy czym.
MW: Weź, kiedy była ostatnia kąpiel? Podjeżdżamy na pewno. A woda i tak była z hydrą, więc wiesz.

[Gościnę w mieście mamy za darmo, więc postanowiliśmy pomóc]
K: Dziewczęta niech tam opalają bale, one są silne, ja mogę im survivalem jakoś zapasy opierdolić albo co.
Ew: Jak powiedziałeś „opierdolić zapasy”, to całkiem co innego pomyślałam.
MG: Dadzą ci milion ryb do filetowania.
MW: To ja mu pomogę, do niczego innego się nie nadaję.
K: Ja będę machał nożami, a ty się możesz do nich wdzięczyć.
Ew: Plaga filetów.

MG: … i tu się okazuje, że wasz rozmówca jest czarodziejem katalogów.
Ew: Bazodanowcem?

MW: Czy oni mają tu koty?
Ew: Jak to są tunele, to pewno mają tu szczury, a jak mają szczury to pewno mają koty. Czy ty wiesz jak w ogóle działa życie w życiu?

[Mają koty, koty są interesowne i nie pomogą bez fileta w zamian]
Ew: Wrócisz cały ujebany łuską?
K: Nieno, umyję się przecież. Mamy służbowe koryto, są jakieś benefity tej pracy.

K: Wiem. Alter self.
Ew: Zamieniasz się w książkę?

[Zamienił się w psa posokowca węszyciela]
MG: Od niego pachnie…
MW: …Lawendą. No co? Mole nie żrą mi gatek.
MG: …Lawendą i aluminium, taki dziwny metaliczny wręcz posmak, od niej [Ew.]…
MW: …Potem i kuźnią.
Ew: No co, ktoś tu musi pachnieć jak prawdziwy mężczyzna.
K: To wy dwie.

[Ew. nie znała sposobu na podcieranie się biletem tramwajowym]
Ew: Jesteś ohydny.
B (z offu): Na pocieszenie powiem ci, że jest to ulubiony dowcip także mojego ojca.

[Podziemia koboldów zaczęły się splądrowanym składem ciesielskim]
MW: Ja te chuje znam. Idę przodem i wyszukuję pułapki.
[Chwilę później]
MG: Znalazłeś te wszystkie narzędzia. Dwadzieścia obrażeń, jesteś ciesielskim jeżem.

MW: Nabijajcie się z ochotnika który idzie przodem…
K: Na razie to ty się nabiłeś.
MW: That does it, teraz ty idziesz pierwszy.

[Yup, podziemia koboldów, pełne pułapek]
MG: Przytuliłeś się do ściany, spadająca płonąca paladynka przetacza się koło ciebie i spada dalej po schodach.
K: Super, zaktywuje wszystkie pułapki po drodze.
MG: Tak, aktywuje jeszcze jedną pułapkę po drodze, niestety jest to zapadnia.
K: Wilczy dół z kolcami?
MG: Nie, dół z wodą.
MW: Przynajmniej nie płoniesz.

[Zamieniony w formę wodną Kent skacze do dołu z wodą, żeby wyciągać paladynkę. Usiłuje zahaczyć ją hakiem, żebyśmy mogli ją wydobyć, ale paladynka się miota]
K: Ja tu poluję! Poza tym ja mam advantage, bo jestem w wodzie, a ona ma disadvantage, bo jest w wodzie!

[Kolejny skasztaniony rzut na percepcję]
K: O, mam następną pułapkę. Jeszcze jedna i się zmieniamy.
MW: Teraz czy po następnej?
K: Po następnej, I feel adventurous.

[Sprawdzając jaskinię po walce Kent wdepnął w latrynę koboldów]
K: Jakie kurwa bose stopy, to jest jakiś jebany przesąd! W bestiariuszu sprawdzaliście te halflingi, a nie w plajersie!
Ew: Znaczy co, jak ci ściągnąć buty to dostajesz pierdolca i atakujesz BG?
K: Try me.

[Oprócz wypożyczonych i przetrzymanych przez koboldy książek znaleźliśmy też scroll]
MG: Rozpakowany scroll wisi w powietrzu i obraca się sam z siebie.
MW: Podtrzymywany mage handem?
MG: Nie.
MW: Dobra, wiesz co, ty jesteś już opanowany przez boginię, więc jakby co to opętania się skancelują.
K: OK.
E: To tak działa?
MW: Nie.

MG: Scroll obraca się i wybucha wiedzą w twoją stronę.
K: Jaką wiedzą?
MG: To jest testament.
Ew: Stary, nowy?

MG: Rozdaję ekspy.
K: Rozbroiłem dużo pułapek.
MW: A ja jedną, ale tak że nie wybuchła.

MW: Nie ma czegoś takiego jak pół ekspa!
Ew: Pół ekspa jest wtedy jak idziesz w nocy się wysikać, widzisz się kątem oka w lustrze i robisz tak whoa!

Żabką przez oferty pracy

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, początkujący Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, początkujący Jedi – Advisor, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, początkujący szpieg, Bothanin: P.

Prowadzi: MW

MG: To co, recap?
K: Jebło.

[Nad świeżo założoną przez BG kompanią najemniczą wisi imperialny audyt]
P: Musimy mieć mundury, logo, stopnie…
J: Nadaję każdemu rangę marszałka.
K: Ja mogę być kapitańską papugą.
J: Nie będziesz mi siedział na ramieniu!
K: Aw, a już się zaczynałem gramolić.

[Zdobywanie informacji w okolicy idzie Jastrze raczej marnie]
P: Nieno, ja jestem raczej introwertyczny, niespecjalnie się socjalizuję. Ale mogę kogoś zagrać.
K: Spróbuj zagrać kogoś kto jest uroczy.

Amatorska archeologia komputerowa

Ew: Nakładam ballistic maskę. [gest]
K: To co pokazałaś, to balistyczny beret.

System: Shadowrun 5th ed.

Grają:
Lina, szamanka: D.
Takumi, rigger bez umiejętności społecznych: M.
Nick, wyszczekany adept z kałasznikowem: K.
Le Croc, hacker paranoik: MW.

Do grupy dołącza Ren Yue, komunikująca się emotikonami infiltratorka: Ew.

Prowadzi: P.

[Zamontować jedno gniazdo do sprzętu czy dwa?]
MG: Masz dodatkową dziurę w głowie?
K: W ramach narkozy włożyliśmy mu tam…
Ew: …palec!
K: To była pierwsza próba. Prąd mnie kopnął. Pendrajwa z kołysankami mu włożyliśmy.

MG: Kto siedzi obok riggera?
MW: Gramy w marynarza może?
Ew: A co, stopy mu śmierdzą?
M: Drona siedzi obok!
Ew i MW chórem: Drona siedzi z tyłu, tak powiedział!

MG: Taki gang, oni się nazywają „Fleshmongers”…
Ew: Kanibalizm czy prostytucja?
MG: Kanibalizm. Oni handlują z ghoulami, sprzedają im mięso…
Ew: Na gulasz?

Ew: Mieszamy się w to? To nie nasz biznes w sumie?
MG: No, to tak jakbyś widziała że kogoś leją…
Ew: Wtorek. No co, moja empatia była dwa punkty esencji temu.

MG: Nie trafiasz, odrywasz kilka drzazg od futryny…
MW: Jedną drzazgę! To nie są starwarsy, to była jedna kula!
K: To wszystko kosztuje!

[Spóźniliśmy się na walkę: na arenie człowiek i elf – zaraz, który jest fajterem a który sędzią? Raczej człowiek, więc sędzia to elf, więc…]
Ew: Sędzia wróżka? Tak jak kalosz, tylko…?

[Fajterem był jedak elf, który włomotał trollowi właśnie.]
MW: Kto go sponsoruje?
MG: Sid.
Ew: Sid Meier’s Wpierdol?

[Po briefingu]
MW: No to proste, load up on guns, bring a friend
Ew: Jakbyśmy mieli znajomych.

MW: Mieszkają tu hejterzy.
Ew: Czego?
MW: Wszystkiego. Jak coś tu łazi, to oni to hejtują.
Ew: I can relate.

[Wkradliśmy się do budynku, rozglądamy wewnątrz dronami]
MG: Na końcu hali są takie chatki ze strzechami, a koło nich kręcą się tacy – z włóczniami, w skórach, barbarzyńcy.
Ew: Historical reenactors!
K: Kurwa, konwent. ChicagoCon.

MG: Jak będzie nadawać feedem z kamery, to będzie zostawiała ślad danych. Krótkie wiadomości będą spoko, ale feed – nie.
MW: Wysyłam ci wiadomość tekstową: „Wyłącz to. Ona jest technomancerem, zobaczy to.”
Ew: Dobra, będziecie dostawać emoty.
MW: Umówionym sygnałem że potrzebujesz pomocy i odwrócenia uwagi, będzie emotka gówna?

Ew: Łeeee, jakie to jest…! Strzelam się ze szczurami w trudzie i gnoju!

Ew: Pingam was: „Drzwi skrzypią. Please advise.”

[Wycofując się, Ren ma jeszcze obfotografować antyczny hardware w antycznej serwerowni.]
K: Zrób jeszcze zdjęcia szczurów.
Ew: Już wam zrobiłam!

Blaszki pod kapeluszem

K: Podążamy w ustalonym szyku, ja przodem, [MW] za mną, patrzy mi nad głową i dlatego widzimy chujnię w stereoskopowej wizji. W pionie.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

MW: Mój rekord to dwadzieścia dwie godziny bez zdejmowania butów. Ale to było w liceum, więc się nie liczy.
J: Mój rekord to obóz harcerski.
Ew: Cały?!

[Najpierw była chmura paraliżujących grzybowych zarodników…]
Ew: Jak się z nim kłócisz przez chustkę?
MW: Normalnie, to nie knebel.
Ew: Może powinien być?

K: Grzyb to nie jest beast?
MG: Nie, to plant.
K: No to sorry, nic nie mam. Jakbym wiedział, to bym maść wziął.
MW: Albo masełko.
K: Tak, czosnkiem bym se natarł.

K: Krzyczę do nich nosowo. [mamrocze niezrozumiale]
MG: Rzuć sobie, bo się nawdychałeś.
[K. rzuca, pada]
MW: Pokwakał, pokwakał i padł.

[…a potem i wypuszczające ją, wielkie chodzące grzyby z włóczniami.]

K: Dlatego próbuję mediować. „Potwory…”
Ew: Nie mów do nich „potwory”.
K: „…Grzyby. Szanowne grzyby. Grzybowie. Odłóżmy broń, to się da załagodzić, nie przyszliśmy tu na grzybobranie.”

Ew: Czy jakby te grzyby miały wysoką inicjatywę, to można by było o nich powiedzieć, że to śmigłe rydze?

[Straszny łomot nam spuściły te grzyby, dzielnie wspierane przez strzelającego nam w plecy Kenta]
Ew: J. dąży do TPK. Zmęczył się nami.
K: Zaczęliśmy go mierzić.
Ew: Chce żeby nasze przygody skończyły się w sposób na jaki zasługujemy.
K: Porośnie nas grzybnia, chujnię zapewniliśmy we własnym zakresie.
MG: Jakbyście mieli dostać to na co zasługujecie, zostalibyście zalizani na śmierć przez wielkie alpaki.
K: I to jest właśnie to co przegapiłeś w teście na Percepcję!
MG: Słyszysz dzwoneczki.
MW: ALE ZA PÓŹNO!

[Któryś laptop wydaje dziwaczny odgłos]

MG: Ktoś zaparkował na miejscu dla mykoidów.

[Kent strzelał nam w plecy, bo grzybowa bogini obłożyła go kontrolą umysłu]

K: Dobra, ja mogę spore’a wziąć. Obiecuję spiłować trochę te kurwy i chuje.
Ew: A co?
MG: A bo bogini musiała sobie profanity filter włączyć, żeby mu czytać w myślach.

K: No, to idziemy. Ram pam pam parararam pam pam, wypuść na nas jakieś wielkie pająki.
MG: No, skończyliście dzisiaj trochę wcześniej.
K: No to przerwy kwadrans, a potem dawaj te pająki.

[Zamiast wielkich pająków był Storm Giant. Zaczął od pioruna z chmury, potem zdzielił mieczem i zostały mi 2 HP]
K: Weź go smyrnij ręką, zwróć mu 50 HP!
Ew: Nie mogę, co najwyżej 24 mogę mu zwrócić.
MW: 24 HP…?
K: Nie kalkuluje się, jednym strzałem go nadal zdejmie. Zachowaj na podnoszenie go.
MW: Co?
K i Ew [chórem]: Nic!

K: Dwa hitpointy, kurde: jednego zgubi, a drugi zepsuje.