Zbyt dobrzy piloci

MG: Na planecie jest miasto, które wygląda – o, jak tamten nawilżacz.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

O: Polecieliście po statek i warsztat, a wróciliście ze statkiem, warsztatem, częściami, technikami i droidami do złożenia.
D: Powinieneś się cieszyć!
O: Cieszę się, tylko zespołu Mazowsze tu nie ma, a czerwony dywan trochę się przetarł.

[Miasto jest ruchomą bazą wyścigu, prawie kilometrowej wysokości]
O: Dobrze że nie ma opłat za windy. Nie zapłacisz – wyjeżdżasz z tego piętra, na którym jesteś.

MG: Są gorsi od was.
MW: No na pewno są, jakaś załoga pewno wybuchła od razu na starcie.

[Nawigator załogi kolejny raz kiepsko przygotował trasę, postanowiłem trochę pomóc]
MG: Wow! On jak robił mapę, to sobie powiększył skalę! To było sprytne!

[Coś się czai…]
MG: Rzuć percepcję. Poziom trudności [duży].
MW: Oho.
O: Czterdzieści snotlingów. Patrzą zdziwione.
MW: „Co my tu robimy?”

[…A nasz główny naparzacz akurat zajął się czym innym.]
MG: On ma [krytyczną porażkę]. Zamiast się rozglądać, poszedł się wysikać.
R: Trzymam karabin w ręku.
O: Nie, karabin trzymasz w obu rękach.
R: Nie pamiętam, w jakiej to było książce – że trzymał w obu rękach i jeszcze mógł mu wróbel usiąść.
MW: Dobrze że nie dzięcioł. Jakby mu zaczął wybijać dziuplę…

MG: Krytyk.
D: [do M. kręcącego się po terenie] Widzisz, jaki twój ojciec jest bezwzględny? [do MG, swojego męża] Śpisz na kanapie dzisiaj.

MG: Spikselowali mu tą fujarę.
MW: A długie te piksele?

[Stakeout hangaru]
MW: To jak już dojechałem tam remotem, to on ma na 24h prądu, zostawię go tam i niech nagrywa ich zwyczaje godowe.
L: Gamorreańskie zwyczaje godowe?
MW: O rany, teraz pomyślałem o tym, dzięki! Ugh!
O: Już wiemy co ci chodzi po głowie, zwyrolu!

[Nauka medycyny na żywym organiźmie]
MW: Jesteś zaszyty.
O: Nie będę mógł pić!
MW: Dla ojczyzny se wyrwiesz.
O: Mam nadzieję że frytki mi nie zaszyjesz, bo nie będę mógł jeść.

[Kodo robi droidy sabotażowe]
O: Wlezą do nich wentylacją, zagnieżdzą się w samochodzie i będą żreć. Jak
silnik działa, mają żreć. Jak nie działa – mają nie żreć, tylko siedzieć i
udawać przewód. Patyczaki takie.

[W wyścigu, zresztą, sabotują wszyscy jak leci]
MW: Ktoś przyszedł i próbował przekupić nam technika. Wypłaciłem mu premię za lojalność, a techniczce powiedziałem, że jak do niej ktoś przyjdzie, to ma się zgodzić i dać nam znać.
L: I ktoś przyjdzie do nas do hangaru – i zniknie.
O: Pamiętaj że nie ma przestępstwa, jeśli nie ma ciała – a ja się trochę znam na chemii, mamy żeliwną wannę…

Jedi in training

[BG umówili się w fancy obrotowej restauracji na szczycie wysokiej wieży, opisuję widoki i ogólny klimat]
J: …A ponieważ restauracja obraca się w tempie jednego obrotu na minutę, to wrażenia z jedzenia są ekstremalne.

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, archeolog/pilot, Duros: K.
Rishan Vox, przemytnik, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, technik/hacker, Bothanin: P.

MG: Statek nazywa się „Rimward Bound”, znaczy taki co podąża w stronę krawędzi, znaczy krawędzi galaktyki.
J: „Ku Krawędzi Zwrócony”.
MG: Dziękuję ci bardzo, nie miałem pomysłu jak to przetłumaczyć. Poetycko żeś pojechał, no.
J: Mam takie napady, od kiedy mnie prąd Mocy przeszył.

K: Skoro przeszliśmy na ty, proponuję „ty chuju”.

J: Ja medytuję nad medalionem, oczyszczam umysł z pytań, „ommmm”
K: No, a ja mu przeszkadzam, no cóż taka cena. Możemy się tam umówić, że raz dziennie tam nie będę mu przeszkadzał.
J: Jak skarpetka jest na klamce.

[K. długo opisuje, jak będą podchodzić do J. medytacji nad medalionem]
B [z offu]: Chyba się wpieprzyłeś w badania kliniczne.

[BG mają droida z rynku wtórnego, którego przesłuchują przed podłączeniem do krytycznych systemów statku]
K: Czy będąc w szkole szedłeś zawsze pod prąd, czy może uważałeś że plan lekcji
jest spoko. Czy prowadząc statek kosmiczny po kosmicznej autostradzie jakbyś
musiał rozjechać małego pieska żeby uratować takiego swojego J., to czy
rozjechałbyś pieska?
J: Co sądzisz o białkowych formach życia?
P: Czy jakbyś kierował tramwajem i musiał rozjechać droida albo człowieka, to
kogo byś wybrał?

J: Jezu jezu, podłączy robotowi moduł dowcipów, który wykopał na Rakata Prime i będziemy mieli Cz. [kolegę znanego z bardzo czerstwych żarcików]

MG: No takie lądowisko, no. Czynne od ósmej do szesnastej, bo potem facet idzie do domu. Z pomocy nawigacyjnej to co tam może być, VOR?
K: No, PAPI, Precision Approach Path Indicator, jak jesteś na ścieżce, to dwa białe i dwa czerwone światła, jak za nisko to więcej czerwonych, jak za wysoko to więcej białych.
B [z offu]: Taki Smoleńsk?
K: Tak, jak jest mgła to musisz poczekać aż mgły nie będzie.

K: Weź wyjdź na powietrze!
P: Ja tu mam powietrze!
K: Tak, i to jest morowe powietrze!
J: Powiedział koleś co się wychował na Duro.

[Zagrożenia na „torze IPSC„]

K: Nie wiem, może pociągnę za jakiś sznurek i belka będzie w ciebie lecieć albo co…
J: Może jednak nie, co?
K: No to nie wiem, kartonowe pudło?
J: O nie, Hanka Mostowiak nam pokazała, co może zrobić pudło z człowiekiem!
K: Ta, „zdradziecki zabrał cię karton”.

Marzec na uczelni

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, archeolog/pilot, Duros: K.
Rishan Vox, przemytnik, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, technik/hacker, Bothanin: P.

Prowadzi: MW.

[Trudną rozmowę z Rishanem Nimda postanowił poprowadzić w masce przeciwgazowej, żeby ustrzec się przed próbami chemicznej manipulacji]

K: Trudne dzieciństwo, musisz mi wybaczyć.
J: Ktoś tryskał na ciebie feromonem w dzieciństwie?

[BG znaleźli komputer nawigacyjny z krążownika, należącego niegdyś do zakonu Jedi]
P: …Kimkolwiek byli ci Jedi.
MW: Nieno, jest 10 lat po wojnach klonów, pamiętacie kim byli Jedi.
J: „Jedi: pamiętamy”?

[Nimda opisuje warunki atmosferyczne]
K: Chuj widać, nie wiem czy byliście kiedykolwiek na Duro.
P: Nie miałem tego szczęścia.
K: No, kurna, tak jakbyście rurę wydechową z powrotem do skafandra.

[Rozpytywali na uczelni, która zmaga się z gatunkiem inwazyjnym, tj. bojówkarzami, i niestety bojówkarze ich dogonili]
K: Pilotem jestem, latam. Przez okno mnie wyrzucą.
MW: Tak, trochę cię zdefenestrują.
J: Jak można kogoś zdefenestrować trochę?!

J: Trump jakby miał cybernetykę, byłby mechaniczną pomarańczą.
K: Orange is the new black. W ogóle spodobało mi się, dlaczego Trump zabronił sprzedawania tartego sera. To make America grate again.

J: Znaczy co, bierzesz ten soft co go jakiś programista pisał za ciężkie pieniądze i po prostu go piratujesz, tak?
P: Tak!
K: Jest w końcu slicerem.

K: Nieno, nie będziemy po prostu strzelać do studentów.
MW: Przypominam, że blastery mają stun setting.
J: Totalnie będziemy strzelać do studentów. Nie my pierwsi i nie my ostatni.

Prawie nówka w leasingu

J: Mój piękny ryj! Chociaż nie, mój piękny pysk; ja mam pysk, on ma ryj.

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, archeolog/pilot, Duros: K.
Rishan Vox, przemytnik, Falleen: J.
Jastra Ora’nel, technik/hacker, Bothanin: P.

Prowadzi: MW.

MG: Ten blaster możesz rozłożyć i wstawić w kosmetyczkę: nie rzuca się w oczy między dezodorantem a szczoteczką do zębów. Może wyglądać jak, nie wiem, urządzenie do usuwania włosów w nosie albo co… O, zestaw do czyszczenia futra!
K: Będzie ci pasować, Alf.
P: Czekaj, muszę ten blaster wypróbować…

[Statkiem rzuca, Rishan biegnąc do sterówki trafia gębą w ścianę]
J: Będę ci pomagał! (wypluwa zęba)
K: Masz kilka rzędów zębów, strata jest mała.

P: Są jakieś skafandry na pokładzie?
MG: Są.
K: Tylko na niego nie pasują, ale dobrze że mamy trymer, sie go ogoli to się zmieści.

[Przygotowania do zwiadu na potencjalnie wrogiej planecie]
P: No risk – no fun. Wychodźcie.

J: To idę, jak kapitan Kirk.
P: Uważam, że jednak powinieneś mieć jakieś wsparcie w tej misji.
J: Dobra, zakładaj czerwoną koszulę i wyłaź.

K: Trzeba być czujnym jeśli chodzi o perforację.
MG: To jest zawsze dobry pomysł.

[Zupełnie nielegalna automatyczna fabryka]
MG: Możesz pochodzić za ludźmi, którym można to opchnąć i nie strzelą ci w tył głowy. To nie jest aż tak gorący towar, to nie jest Imperial Star Destroyer w częściach do samodzielnego montażu.
J: ISD w częściach? Totalnie wiem komu to sprzedać.

P: Ciekawe czy spłacimy kiedyś ten leasing, bo statek jest fajny.
K: Nie sądzę.
J: Prędzej znajdziemy jakiegoś slicera, który nam poprawi papiery.
P: Czy on mnie specjalnie obraża?

Smok w wersji SF

O: Sprawdzam parametry życiowe droida.
MG: Nadal nie żyje.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Wokół Korriban, macierzystej planety Sithów, jest pas wraków oraz kręci się tam flota Imperium. Debatujemy czy odsprzedać kontrahentowi namiary na salvage.]
MW: Możemy dać mu namiary, ale nikt z tego nie skorzysta – tam latają tylko takie zjeby jak my!

[Ale co tam robiła flota Imperium? Może przyleciała w jakichś sithowych sprawach?]
O: Znaczy co, Darth Vader przyleciał odwiedzić planetę dzieciństwa? „Oo, tutaj się bawiłem moim pierwszym mieczem świetlnym, wycinałem tu wzorki w niewolnikach…!”
R: To było zanim dostałem astmy…

[Trasa wycieczkowa, znów przez całą galaktykę]
O: A jakąś high-tech planetę po drodze trafimy?
MG: Duro.
O: O. Ooooo. To nie tylko pamięci do droidów, ale i statek cały.
MG: No, najlepsze hipernapędy w galaktyce.
MW: Ale pamiętasz, że lecimy gdzie indziej?
O: Pamiętam, ale już się zmoczyłem.

[Istotną częścią języka Twi’leków jest gestykulacja mackami nagłownymi]
MW: Załatwię ci to wideo, ale wiesz, będziesz musiał macki tam rozumieć.
O: Że tu mówi że lutownicą, a mackami pokazuje że dwieście pięćdziesiąt stopni? Widzę to.
R: „Kurna, coś mi nie idzie.”
MW: „No przecież wyraźnie mówi że 250 stopni.”

[Rzut na modyfikację sprzętu – zmniejszenie wagi]
O: Dwa sukcesy.
MW: Zszedłeś do wojskowej definicji przenośności – jeden uchwyt na każde 50 kg.

[„Idź, poszukaj jakich Jawów i zapytaj ich o niestandardowe opcje droidów”]
MW: Stary, ale ja nic nie wiem o niestandardowych opcjach droidów. Nic nie wiem nawet o standardowych. A Jawę na Tatooine jest prosto znaleźć – stawiasz droida na ulicy i nie spuszczasz go z oka.
O: Dude, jakie „spuszczasz z oka” – mrugam raz, i zamiast droida są dwie puszki. Mrugam drugi raz i jest już tylko jedna!

[Ups, jesteśmy w leżu kraytsmoka]
MW: Zabić to nie, ale selfie z kraytsmokiem…?
R: Wiesz co, ale jak cię będzie już przeżuwał, to wyrzuć aparat, będzie na pamiątkę.

[Rzuciłem kamieniem w kraytsmoka i trafiłem go prosto w nos…]
MG: Potworny ryk, czujecie że cała jaskinia zadrżała.
O: To co, Robin – poczekamy z piętnaście minut, a potem zapamiętamy ich jako dobrych kolegów…?

[…A potem chodu, w korytarze!]
MG: Słyszycie, jak po korytarzu niesie się ryk kraytsmoka.
O: Zgubił się!

[Kilka rund natchnionego blasterowania później]
R: Jakiej wielkości jest jego głowa?
MG: Jak on ma dwadzieścia metrów długości…
MW: …To jego głowa nie zmieści nam się we włazie.
O: Czekaj, to zróbmy tak: trzeba pociąć tą głowę na paski – poczekaj, wysłuchaj mnie do końca – i zrobimy z niej kanapę w salonie jachtu!
MW: I będziemy na niej sadzać tylko tych co ich nie lubimy na niej?
O: Tak! Na tych zębach jadowych!

I to by było na tyle.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

[Recap]
K: No i wtedy pojawił się taki wielki dżinn…
MW: …Ale nic nie mówił…
K: Tak, przemawiał uniwersalnym językiem wpierdolu.

K: Jak się jutro obudzimy, to będę miał planeshifta. Będziemy mogli wrócić do domu.
[pauza]
K: Jeżeli się jutro obudzimy.
MW: Właśnie nabierałem powietrza.

[Bogini szybko nabiera samodzielności, ale umysłowo nadal nastolatka]
K: …No i oprócz tego jest całkiem niezła.
MW: Wiesz co, jak będzie miała mentalnie koło dwudziestki, to wtedy dopiero zauważę że jest całkiem niezła.
W: Tak długo?
K: Staruszki lubi.
W: Bo wiesz, Borsuk się tu kręci.
K: A Borsuk kręci się, przypominam, na wysokości bobra.
P: Zaraz, bo nie dosłyszałem, co Borsuk miałby?
K: No masz staff, masz Animate Object, masz ostatniego slota, naprzód.
MW: Ejże. Poza tym ja mam Mage Hand, też przydatne, więc no.

P: To ja tradycyjnie wołam „Liza, wzmocnię cię!” i zamieniam ją – ale tu mam wątpliwość, bo jak ją zmienię w wielką małpę, to małpa może wziąć miecz, i to by nie było dobre. Więc zamieniam ją w tyranozaurusa rexa, on nie będzie łapał.
K: Na coś się przydają te małe rączki. Nie będzie łapać miecza, nie będzie klaskać przy lądowaniu, idealny pasażer.

W: Zapomniałem o Defense.
MW: Zasłaniać tyranozaura tarczą…?
W: Przepisy pozwalają!

MW: Czy ktoś może mnie uleczyć?
P: Ilu ci brakuje?
MW: No 54 obrażenia.
P: To wiesz co, mogę cię strzelić w ryj a potem wyleczyć z pełnych 70.

MW: Dobra, bo to może być ostatnia rzecz którą zrobię w życiu – to zanim pójdę, to dam bogini jakieś imię. Żeby było po elfiemu i jakieś ładne w miarę.
W: Aldona.
K: Od tego tipsy jej same wyrosną! 

[Ostateczna konfrontacja – jedynym sposobem na Tiamat jest uderzenie portalu artefaktycznym mieczem, co spowoduje eksplozję której jej fizyczna forma na pewno nie przeżyje, tak samo jak uderzający. Próbujemy z powietrza wrzucić miecz, ale jest problem – nie mogę go puścić.]
MW: Po prostu mnie upuść!
K: Nie! Wiem! Urwę mu ręce! To się zregeneruje!

[Po wszystkim okazało się że Grud – nieokrzesany, ciut prymitywny żołdak – tak naprawdę jest smokiem.]
K: A czy jesteś smokiem z brzuszkiem? I wąsem, i plerezą?
MG: Tak.
K: I z nerką, i sprzedaje dolary!
W: Mniej więcej za to mnie zamienili.

[Epilog i dalsze losy postaci]
K [do E.]: Jeszcze ci questów mało? Jakaś jesteś niedodrapana.

W: Wiesz co, to ja jednak bym wziął to miejsce w Radzie Smoków. A jak mi ktoś będzie podskakiwał, będę mówił zawsze to samo: „Nie widziałem cię jak pokonywaliśmy Tiamat, więc cicho tam.”

Uff! Jesteśmy w Piekle!

MG: Chciałem powiedzieć, że on [pokazuje na MW] osiwiał trochę.
P: On ma włosy?

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud nieobecny.

Prowadzi: J.

K: Bo mieliśmy tu taką todo listę: pozbyć się pleców MW…
E: …Oddać oczy…
MG: …Wrzucić oczy do wulkanu…
MW: Nie oczy do wulkanu tylko monetkę do studni.
K: I coś tam jeszcze z tą Tiamat.
MW: A tak, racja.

MG: Gdyby była…
K: …np. Thajką, to miałaby freda przyklejonego taśmą do pleców. Czerwona Bogini z Thaju, to mam na myśli.

K: Działamy w interesie Wybrzeża Mieczy i istot dobrych, albo przynajmniej średnich.

[W parku w dobrej dzielnicy githyanki rozłożyli się obozem. Przekradamy się…]
MG: Za barierą krzaków okolica wygląda jak zasiedlona przez biednych ludzi.
MW: Jasne.
MG: Takie, wiecie, hovels.
K: Ta. Konstrukcje z europalet…
MG: …blachy falistej…
MW: …kartony po lodówkach…
K: Koksownik stoi, gith-ludzie dziarają sobie kropki…

[„Be careful what you wish for.”]

MG: Z powietrza wyskakuje taka postać – w zbroi pokrytej napisami, które znasz na pamięć, masz je wypisane w sercu.
K: A jaki, bo ja różne takie napisy też rozumiem?
MG: No tak w skrócie to „przybywaj i pożryj ten świat”.
K: Pustka Walcząca!

[Ostatni hitpoint]

E: To ja znowu mass healing wave, MW mówił że ma jakieś braki.
K: Tak, kurwa, jakieś braki, to tak jakbyś powiedziała że wypadanie odbytu to jest drobna przypadłość!
MW: To drobna wypadłość raczej.

[Sovelien padł w ciężkiej walce, a wtedy bogini, która ostatnio się do nas przybłąkała, rozwinęła portfolio i unicestwiła przeciwnika jednoczesnym zionięciem z pięciu smoczych głów]
MW: Powiedzieć ci kto to jest? Serio? Chcesz wiedzieć kto to jest?
K: Powiedz mu kto to jest, my mamy bekę, niech i on ma.
MW: Dobra, to mu powiem.
P: No widzę ją pierwszy raz w życiu.
MW: My już ją chwilkę znamy, ale też byliśmy trochę zaskoczeni. Otóż to jest, uważasz – Tiamat.
P: Jaja sobie robicie?