Wpław do domu?

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

[W wyniku nieudanego remontu pod koniec zazeszłej sesji 27-3G nieomal zresetował się do ustawień fabrycznych, a wydarzenia całej zeszłej sesji tylko mu się wydawały]
MW: Wiesz co, dzięki, teraz już do końca funkcjonowania będę się zastanawiał, które moje wspomnienia są w porządku, a które spierdolone. So I got this going for me, which is nice.
K: Ale to dobrze, jesteś bardziej ludzki!
MW: I to ma być dobre?!
K: No tak, trochę losowości wchodzi!
MW: Jakbym chciał losowości, włączyłbym sobie generator! „Bardziej ludzki”, też mi coś – jakbym chciał być bardziej ludzki, nosiłbym mięso na sobie! Mam zacząć zbierać skórę?

J: Rozglądam się, słyszałem kiedyś o rozkazie 66, daję baczenie czy ktoś mi zaraz noża nie wbije.
K: Wszystkie Lanniki rzucą się na ciebie. I odetną ci torbę, bo wyżej nie sięgną.

MG: Wróż mieszka wygodnie, ładny dom, ogródek…
K: Wiedział kiedy kupić, kurs dolara był niski akurat.

[Pilotka-NPC rozbiła świeżo wyremontowany pojazd, dookoła banda idiotów na dinozaurach]

K: Krytyk, 96 na tabelce.
MG: Hmmm – odciąłeś mu łapkę.
MW: No weź, w przypadku t-rexa to chujowy krytyk!
K: Klaskać nie może? I tak nie mógł!

[Walka z Toydarianami]
MG: Dopadasz do tej grupy, tniesz, padają jak – muchy…?

Reklamy

Off to see the wizard

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

J: Masz teraz gigabajty falleeńskiej opery. Tylko wiesz, bez mimiki w ogóle.
K: Nic na wierzchu.
MW: Jeśli twój Falleen jest na wierzchu dłużej niż cztery godziny, skontaktuj się z lekarzem.

[Dygresja]
K: Ty się śmiejesz, a mi antywirus znalazł ostatnio Yankee Doodle’a [bułgarskiego wirusa z 1989], jak zgrywałem stare dyskietki.
J: Nie znalazłby się w takim nowoczesnym środowisku.
K: Potrzebowałby dosboxa żeby się rozmnażać.

MG: Biegnie do ciebie ten Nikto i ma całkiem solidny staff.
K: Wodnik Szuwarek i jego staw.
MW: Idź stąd. Wsadź głowę w ciasne miejsce i utknij tam.

MG: …A ona podnosi ręce, bolty z twojego blastera zatrzymują się w powietrzu i lecą z powrotem w twoją stronę. Ile ty tam zadajesz?
MW: Wymyśliłem właśnie pingponga Dżedajów. Sędzia strzela z blastera, a Jedi odbijają bolta między sobą.

MG: Wiedźma łapie twój miecz [lightsabre]…
MW: I zgina go!
K: Robi z niego takiego [gestykuluje] pieska!
MW: Teraz ile razy go włączysz, będziesz miał pieska zamiast ostrza!

MW: Dobra, przekazuję mu to, tylko pozbawione tych terminów z mechaniki. To nie ty jesteś zjebany tylko to miejsce.
K: No, tego nie wiadomo…
MW: Tu się zgodzę, wiesz o sobie więcej niż ja o tobie.

MG: Król przyjmuje was z wielką pompą…
[MW parska]
MG: No jak rany gościa…!
K: Ale co, na wierzchu?
MW: Nie, hydrant mam na myśli. A jeszcze powiedz, jest też oficjalna prasa?

[Gramy w karty z lokalesem]
J: Dwa sukcesy, trzy podbicia, triumf.
K: Wygrałeś jego sokoła. Nazywa się millenium.

MG: No miasto jest wspaniałe, technologia zachwyca, czujesz się prawie jak na Coruscant.
J: Na Coruscant byłem tylko przelotem.

MG: Widzicie że przy tej palisadzie też kilku gości wsiada na raptory i rusza w stronę brontozaurów, ale nie wiadomo co tam planują z nimi zrobić.
MW: Jeździć w kółko i spętać im nogi linami.
K: A ja tam skoczę od dołu, taki mocą wspomagany skok, i rozpruję mu brzuch! Nie mam granatu żeby mu wrzucić do środka, ale jak mu wypadną flaki to też będzie nieźle.

MG jako NPC, który przed chwilą wymachiwał lightsabrem: Witajcie, nazywam się Łukasz.
[Grupa wybucha śmiechem]
K: Mamy kilka znakomitych pocisków na Łukasza.
MW: Jest niewysoki?
MG: Tak, jest młodym farmerem.
MW: Uprawia wilgoć?

[„My mind is going, I can feel it, Dave.”]
MW: Notatki robię, gdzie w zasadzie jesteśmy, co robimy i po co. Na datapadzie nalepię naklejkę „read me first”.
K: Zdjęcia rób.
MW: O, no, robię fotki, ich podpiszę, „Buc 1”, „Buc 2″…
J: Ej, czemu ja jestem Buc 2? Jestem marszałkiem, powinienem być Buc 1!
MW: W nawiasie dopiszę, „zrzęda”.

Buce w kłopotach

K: Jest [w tym mieście] ktoś kto maguje, nie?
Ew: Ty.

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

K: Do atramentu wsypię zmiażdżony klejnot, no nie wiem kurwa, coś takiego co się robi żeby mieć atrament za 50 gp na lewel czaru.
MW: To wiesz co, poczekaj…
K: …Kupisz w sklepie, sprzedasz mi za 50 gp i zostanie w drużynie jeszcze, po co dawać zarobić obcemu?
Ew: Kupisz atrament i zmiażdżysz mu klejnot?

MG: Rzućcie na percepcję.
Ew: Jeden.
MG: Zasłuchałaś się w jej balladę.
E: Sześć.
K: Emitujesz balladę.

[Madislak siedzi po starciu z bucami z przejezdnej karawany handlowej, NPC wyjaśnia mu, czemu lepiej będzie jeśli sprawę załatwić lokalnie]

MG: Konstabl jest powołany ze stolicy, jest młodszym synem rodu mocno powiązanego z handlem.
MW: Aha. A nie, jestem za tępy na to. A co to ma do rzeczy?
Ew: Jak ty przeżyłeś na tym dworze?!
MW: Na polowania jeździłem!
K: Był na dworze.
MG: Wiesz, on miał do wojska iść…
MW: Nie, zaraz ci powiem – miałem zostać takim tym, misjonarzem, szerzyć wiarę w Tyra…
Ew: Miałeś tyrać w polu!

MG: …Porzucone, wybite, połamane szable i tarcze…
MW: Myślałem że zęby.
Ew i E chórem: Ja też!

[Przygnieciona martwym koniem paladynka]
MG [jako NPC]: Jak widzicie, moja sytuacja…
Ew: …Przytłacza cię?

K: Uważajcie, zatrutymi bełtami go ubili.
Ew: Kurde, musiała być niezła dawka.
MW: Końska!

E: Napiszę balladę „Ciemność miała kły”.
MW: No ja wiem, to jest coś co robisz…
MG: Dworskie diskopolo.
Ew: „Straciłaś konia, bo co? Bo sama tego chciałaś…”

MG [jako potwór]: „Ciebie zostawiam sobie na koniec, bracie.” Po elfiemu mówi.
K: „Jebie ci z pyska jak psu z dupy”, odpowiadam.
Ew: Rozumiem całą tą znakomitą wymianę zdań!
E: Mało jesteś wyrafinowanym magiem.
K: Mam to zapisane na karcie, o tu!

Etnografowie z przypadku

MG: Oj tam, neurochirurgia, to nie rocket science!

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

J: Jak on się na mnie rzuca z włócznią, to ja mu tą włócznię obetnę.
MG: OK, czym atakujesz, mieczem świetlnym?
K: No pewno, czym innym to by musiał wiesz, piłować.

K: …Bo mnie to jednak bardziej interesują takie cywilizacje niż te skorupy bardziej nawet ostatnio.
MW: Oooo, przez całą drogę powrotną będziesz miał poważną rozmowę ze starym.
K: No co, tylko krowa nie zmienia…
MW: …Specjalizacji naukowej, tak.

[Napotkanemu clone trooperowi uaktywnił się Rozkaz 66 i musieliśmy mu go wymontować]
MG: …Przeprowadzisz standardową ankietę po operacji na mózgu…
MW: …który mamy rok, kto jest prezydentem…
MG: …imperatorem, i nadal Palpatine…
MW: …to chujowe pytanie w sumie.

MW: O, jak fajnie nie mieć mimiki.
J: Ja też nie mam mimiki. I nie muszę być do tego z blachy!

J: Podlałem kiedyś kwiatek twoją herbatą i umarł!
MW: No, miałem kiedyś taki moment, że jak sobie robiłem herbatę to było 3/4 szklanki fusów.
K: Sałatkę sobie robiłeś.

J: Trzeba uważać nie tyle z używaniem mocy, co z używaniem technologii: jako świat przesiąknięty mocą…
K: …nie znają śrubokrętów. Land untouched by modern dentistry!

MG [jako NPC]: …ja nazywam się Kolmar.
K: Następny Kolmar?
MG: ?
K: Dopiero co spotkaliśmy jednego, w strażnicy, czy to rodzina?
MG: Oj spierdalaj.
K: Na początku wszyscy nazywają się Kolmar, jak się lepiej poznamy, będę się nazywać inaczej.
MG: Muszę ich zacząć zapisywać. Niech ona nazywa się Tawena…
K: Kolmar też ładne imię.

J: Wyobraziłem sobie używanie mieczy świetlnych na koniach. Wiele wypadków…!
MW: Machasz machasz i ciap, ucinasz koniowi cały łeb!
K: Mają specjalnie alchemicznie utwardzane grzywy. Potwornie twardy kołtun. Nie rozczesuje się ich, chyba że diaksem.

[Lokalny zakon „paladynów” ma główną siedzibę obok wraku statku, wbitego w grunt po przymusowym lądowaniu]

MW: Rozumiem czemu mieszkają obok: jakby cały zakon paladynów był przechylony o siedem stopni, chujowo by to dla PR wyglądało.
K: Skolioza!
J: Zakon dzieliłby się na dwa, prawoskrętnych i lewoskrętnych.
K: Teraz patrz jak herbatę będą podawać!

Za pisemnym pokwitowaniem

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

MG: One działają dziwnie: najpierw łapią mackami, a potem próbują wbić się dziobem.
Ew: Nie wiem co w tym dziwnego, tak samo bym robiła.
MW: No, jakbyś miała tylko macki i dziób…

K: To ja wykonam teraz cantrip…
Ew: Tak przy ludziach?
K: …I to jest cantrip przy użyciu mojego miecza, green blade cośtam. [Turl] Cztery na kości, nie trafiam. Taki fajny cantrip, mieczem – i gówno.
Ew: Gra wyobraźni.

[Dłuższą chwilę wertowania opisów czarów później]
K: Dobra, kurwa, rzucę 2d8 i zobaczymy co będzie.

MW: Mój robak płonie? Zdzielę go kijem w łeb.
Ew: Bij robaka póki gorący!

E: Sprawdzę ile Tasha zadaje.
Ew: Hohoho, jesteś połową ośmiornicy, i to nawet nie tą lepszą. Srasz tą samą dziurą co jesz.

K: Ile masz siły, dziewięć?
MW: Twoja stara. Trzynaście.
K: Kurde, najwięcej w drużynie chyba. Wszyscy inni wzięli dziewięć.
MW: Dziewięćsił!

K: Słabo się rymuje.
MW: A musi?
K: Tzw brązowy wiersz.

[Roper mie zjadł, ale przeżyłem]
MG: Wyłazisz, ale coś ci w nim pobłyskuje.
MW: To wracam do środka.
Ew: Pojebało cię? Komórkę zostawiłeś?

MW: Jeszcze go kopnę na do widzenia.
Ew: Czy to było bardzo zen?
MW: Nie jestem zaawansowany na drodze do oświecenia.
Ew: A jak idziesz przez miasto, to czy zamiatasz przed sobą żyjątka miotłą?
MW: Jak już mówiłem, nie jestem zaawansowany na drodze do oświecenia.
K: Z kopa je przesuwa.

Ulało nam się

System: DND 5 ed

Ren Yue, tiefling, rogue: Ew
Madislak, człowiek, monk: MW
Valnorlerion, elf, mag: K
Lloreindal, półelf, bard: E

Prowadzi: J

MG: Czy wszyscy mają kostki?
MW: Ja nie mam. Ona nie wzięła karty, a ja kostek.
B [z offu]: Razem tworzycie jednego kompletnego gracza?
Ew: Kompletnego tak, ale kompetentnego…?
MW: Huknę ci zaraz.
Ew: A ręce wziąłeś?

MG: Ktoś liczy uszy?
E: Ja liczę! To dla mnie ważne bardzo!
K: Mam je w arkuszu.
Ew: Ark-uszu! Wręcz Ork-uszu! Orkusz kalkulacyjny!
K: Dwanaście i dwadzieścia dwa.
Ew: Jesteśmy objuszeni.

[Natrafiliśmy na parę orkowych sex slaves]
K: Jak obiecasz im, że weźmiesz ich na pokład i zawieziesz do nowego świata w zamian za usługi seksualne, to ja po trzech tygodniach poinformuję ich że jednak są na pokładzie promu Wolin – Świnoujście – Wolin.

MG: Krata jest zardzewiała, wygląda na dawno nieużywaną.
Ew: Szarpnę ją trochę.
MG: Posypie się troche rdzy z góry.
Ew: Dostaję tężca i umieram.

K: To możesz ziać…
Ew: Dobrze, dobrze.
MW: …Smegmą.
Ew: Niedobrze!
K: Mastkodont.

A żeśmy wylądowali

System: Star Wars Edge of Empire

Grają:
Nimda Oropax, Jedi – Armorer, Duros: K.
Rishan Vox, Jedi – Advisor, Falleen: J.
27-3G, droid „medyczny”: MW.

Prowadzi: P

[Drużyna ustala gdzie w ich dużym statku jest hangar i jak, właściwie, jest zbudowany]
K: Nie dyskutuj z nim o statkach, to do niczego dobrego nie prowadzi!

[Badziewne wyjście z hiperprzestrzeni…]
MW: Oj, wjebaliśmy się w ławicę kosmowielorybów? Wciągamy właśnie warchlaczki w turbiny?
K: Dokładnie tak! Wrzuci się rewers, turbina wypluje młode!

[…pilot, omijając kosmowieloryby, wpalantował się w asteroidę.]
MW: Jakbym wam zrobił coś takiego, to byście mnie ukrzyżowali.
K: To plot point, nic nie możemy zrobić.
MW: Jakbym zrobił coś takiego jako plot point, ukrzyżowalibyście mnie, zdjęli, a potem ukrzyżowali znów.
J: Nie bój się, ja tu ostrzę noże na P. Po co marnować dobre nerki.
MG: O, to muszę jeszcze wykończyć Rishana, żeby J. nie musiał na następną sesję przychodzić.

[Zostajemy na planecie do odwołania]
MG: Znajdujecie sobie wyspę, nie wysepkę ale wyspę, w chuj kilometrów kwadratowych – ale o ile wasz przewoźnik wie, nie ma na niej megafauny.
K: Przynajmniej dopóki nie wymyśli repulsorów.

MW: Trzeba wziąć i polecieć na orbitę, nazbierać szczątków pojazdów i skonstruować jakąś tratwę, żeby nie ryzykować jedynym space-capable pojazdem jaki mamy.
J: A to mi przypomina, w Lidlu jest promocja na spawarki.

[Radości dżungli]
K: O kurwa, widzieliście, jest taki filmik w internecie, jak kolesiowi wychodzi z ucha wij. Taki, kurwa [pokazuje], piętnaście centymetrów wija! [wzdryga się]
MW: Rozumiem że prewencyjnie czopujesz sobie wszystkie otwory ciała.

J: …I jednym z tych podbić zlikwiduję sobie tego straina: przytulę głowę do kamienia i niby tam nasłuchuję, a tak naprawdę utnę komara.

MG: Czekaj, bo ty sobie robiłeś jakieś protruzje – jak ty właściwie wyglądasz?
MW: Nikt nie wie!
J: Wyglądam jak jedna z ras ktorą on zna, jak Nikto.
K: Jak nikto znajomy.

MW: Spytam tego droida czy mówi w binarnym.
MG: Tak, oba mówią.
J: Ale to stary binarny, oni jeszcze przekreślają zera.