Miasto w kształcie donuta

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud i Borsuk nieobecni.

Prowadzi: J.

MG: Ulicą przewala się tłum, złożony z istot wszelkiego rodzaju. Takich o których istnieniu wiedzieliście, takie które sobie tylko wyobrażaliście, i takie których wolelibyście nie. Ulicą idą drzewa, demony, githyanki, ludzie, elfy…
K: …Wielki czerw…
MG: …Wielki czerw, smokowce, no wszystko.
MW: Cały Monster’s Manual.
MG: Cała inteligentna część, tak.

K: To ja zanim wyruszę, to zreferuję wam mój znakomity plan. Zamienię się w latającego węża i będę godzinę latał po mieście. Pamiętacie jak to się skończyło w ostatnim mieście, więc trzymajcie kciuki.
E: Jakiś kontakt z tobą będziemy mieć?
K: Przez prasę. Ogłoszenie drobne wykupię. „Aaaby zapoznać się z wężem, pisz.
Tylko fotooferty.”

[Mamy kilka spraw w Sigil, postanowiliśmy zacząć od zwrotu oczu prawowitej właścicielce, bo uznaliśmy że to najprostsze. Ależ byliśmy naiwnymi łosiami.]

MG: W powietrzu gromadzi się elektryczność statyczna, słychać potrzaskiwania wyładowań, włosy stają ci dęba – ty masz włosy? Jako twoja postać?
MW: Ej!
MG: No co, upewniam się.

[Właścicielka zaczęła nas okładać piachem, piorunami i rozżarzonymi kamieniami, próbujemy po dobroci]
K: To jeśli to jest duża istota, i ona nas będzie teraz nakurwiać, to ja teraz wystawię czempiona.
MG: Walka z parówką na wierzchu?
K: Tak, żeby mnie piorun strzelił w sam czubek.

[E. wraca po krótkiej przerwie]
E: Coś mnie ominęło?
K: MW grozi Shocking Graspem oczom. „Kultury trochę, bo oczy oberwą!”
E: Szantaż taki? I jaki efekt?
K: Zakaz trybunowy.
E: Co?!
MG: UEFA na nas sankcje założy. Albo Komisja Wenecka.
K: Będzie wiosłem machać.

[Właścicielka oczu okazała się boginią – tylko czego?]
MG: Wiesz, zaginionych bogów na samym Faerunie jest jak psów.
K: Tak, no ale może mi się jakiś rzucił w oczy.
MW: Haaa! I see what you did there.
MG: Haaa! Double pun! Patrzę i podziwiam, milordzie.

[Jako że bogini – na nasze szczęście – nie jest całkiem sprawna, wzięliśmy ją pod opiekę.]
MG: …Sama nie mówi, i robi się niespokojna jeżeli nie ma cię w zasięgu wzroku.
MW: Kurde. Jak to się nazywa u ptaków? Imprint? Że pisklę uważa że pierwsza rzecz którą zobaczyła to matka? Mogło być gorzej, dobrze że się na kombajnie nie zafiksowała.

Planeta z której się nie wraca

MG: Lecieliście taką wycieczkową trasą…
MW: To jest hipernapęd x3, każda trasa jest wycieczkowa.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Przeglądamy oferty spedycyjne w celu zorientowania się w lokalnej produkcji]
MG: A co byś chciał wiedzieć?
MW: Chciałbym wiedzieć, co tu gdzie rośnie.
O: Bo wiesz, to się łączy tak: jak jest kawa, to jest kokaina.

O: To ja zrobię coś czego moja postać do tej pory nie robiła dla siebie.
MW: Manipedi?
O: Chciałabyś!

O: Za pomocą incydentala mogę sobie skądś przyciągnąć pistolet. Z kabury też.
MW: Taka, wiesz, Moc jak nie masz mocy.

[Zabieram Kodo na tor IPSC]

MW: Wiesz co, kulkami to ty się możesz w domu samotnie bawić, prawdziwe strzelanie wygląda inaczej.
O: Ale wiesz, tej kulce to można dorobić przyssawkę…
MW: Nie chcę nic o tym wiedzieć.

MG: Udało wam się przesiedlić załogę Sa Nalaor…
MW: Osiedlić! Phrasing!
D: To nie jest tak, że oni byli osiedleni na Cholgannie.
O: Osadzeni byli.

[Wybieramy się do systemu z podejrzanie wysoką liczbą zaginięć statków]
D: Czy wy serio chcecie lecieć w to miejsce, skąd ludzie nie wracają?
O: Chcemy tam polecieć, bo chcemy stamtąd wrócić.
D: Statystyka jest przeciwko nam!
O: A jaka była statystyka, że wygrasz wyścig na Bespin?
D: No ale ja jestem znakomitym pilotem!
O: No więc właśnie, taka sama jest odpowiedź i w tej sytuacji.
D: Ale tam mogą być rzeczy, których się nie da przelecieć!
R: Phrasing!

[W systemie okazuje się mieszkać imperialna flota]

MG: Oprócz normalnych Star Destroyerów jest jeszcze jeden taki w chuj wielki, ze dwa rozmiary większy niż normalne.
D: I’m in love, ale muszę zmienić spodnie.

[Flota nie bierze jeńców, bez żadnego pytania o cokolwiek zaczyna strzelać do nas z turbolaserów; uciekamy przed myśliwcami, kombinując, jak tu im zaśmiecić radary]
MW: Znaczy co, chcesz żebym wyrzucił nasze konsumable w przestrzeń?
O: Niee, wodę w kiblu spuść! To już nie są konsumable!
MW: Ale wiesz że działamy w obiegu zamkniętym? Nic się nie marnuje. Wiesz, wczorajsza kawa.
O: O rany, to już wiem, czemu tak smakuje…!

MG: Wychodzicie ze statku, jesteście we wraku. W sumie o to chodziło.
O: Nawet flota Imperium nie jest w stanie przeszkodzić nam w scavengu!

MG: Chyba jednak lotniskowiec – są tu szczątki starożytnych myśliwców…
D: Aaa, starożytne myśliwce! Gwiazdki w oczach! I heard you like ships! In your ships!

D: Zdjęcie na pamiątkę niech mi dronka zrobi!
R: Takie tam, w starożytnym myśliwcu.

[Nie tylko myśmy tu przylecieli i nadziali się na flotę – ale niektórym poszło gorzej i NPC przyszedł na piechotę do naszego statku]
O: Zakładam nową rolkę, pewnie będzie chciał skorzystać.
MW: Może ma taki, wiesz – stawia klocka w skafandrze, system mu wysysa wodę, a pozostałość plop, wypluwa w przestrzeń.
O: W postaci sześcianu. I stąd się wzięły…
R: …Shit bricks.

[Planeta – postapokaliptyczny wasteland]

MG: Nie, oni się tu nie bombardowali atomówkami. Dużo prościej jest zrzucić na planetę kowadło.
MW: True.
O: Wszędzie kratery i takie wielkie kowadła.

[Otwieramy gigantyczne przedwieczne drzwi]
MW: No, całkiem nieźle. Dwa sukcesy, dwa zagrożenia.
O: Drzwi się otwierają, ale na was.

Parazytologia stosowana

W: A czy nie jest tak, że jak level skacze, to automatycznie ma full HP?
K: Tylko w grach wideo.

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

MG: Niektórzy tu próbują prowadzić i popełniają takie kardynalskie pomyłki.
MW: Kardynalska pomyłka to jak źle zagłosujesz i papieżem zostanie nie ten co trzeba?
K: Brązowy dym.

E: Ale do karczmy poszli tylko MW i K?
K: Tak, ale mamy duży staying power. Ja mam 1 HP, ty masz 27…

MG: Siadacie w pobliskim pubie, rozglądasz się, wypuszczasz magiczny sensor. Po cichu, tak jak się powinno wypuszczać sensor w pubie…

[Próbujemy się dostać do porządnej knajpy, ale nijak nie idzie]

MG: Kawałek wiedzy dla ciebie: porządne knajpy rzucają sobie czar w rodzaju „Repel Insects”, żeby nie mieć wewnątrz much, wszy, innych takich.
K: Szczurów?
MW: Wiesz, to może być „Repel Vermin”, i wtedy myszę i szczura też odepchnie.
K: Ale na przykład glista ludzka…
MW: Nie podoba mi się kierunek tej rozmowy i z góry się nie zgadzam.

K: Rozmawiałem ostatnio z laską, która pracuje w SpaceX, i mówi że ich ulubionym słowem we firmie jest „RUD” – Rapid Unscheduled Disassembly.

P: Druid może zmienić płeć, nie?
K: Nie.
P: To ja ci mogę zmienić płeć.

MG: …Na małej scenie na środku stoi czterech Drowów, grających jakąś dziwną, drowową muzykę…
P: Underground.

E: …A nie, ja nie słyszałam.
MG: Słyszałaś, Grud przekazał.
W: Tak, nawet dyskretnie jak na mnie.
K: „E, chuju! – ten.”

K: Zamieniam się w latającego węża. Latające węże są tu bardzo popularne, służą jako kurierzy. Ty, owiń mnie rachunkiem.

W: To idziemy gromadnie chyba, bo ja jestem masażystą tych impów.
K: „A ta pani? Hehehe, he he he!”

[Do pojedynku impów  Borsuk wybrał, well, impa „żywiołu” gówna]
MG: I gówniany wygrał.
W: Jak?
K: No kurwa, obrzucił go kwiatami! Gówniany postawił mu takiego wielkiego kloca na hlavu!

K: Chcesz zobaczyć moją kolekcję motylic?

[Potrzebujemy sprawdzić coś w księgach lokalnej gildii magów, która ma wejście dziesięć metrów nad ziemią, odsiewając w ten sposób nielatających interesantów. Sovelien latać nie umie, ale Halón umie się zamienić w latającego węża.]
K: Ty, weź mi tam owiń dookoła ogona zlecenie wydania odpisu ksiąg wieczystych tego Malhezara i znaczek skarbowy.
MW: No weź.
K: No co? Mag może wysyłać listy czym chce, nie? Niech się cieszą że tasiemcem nie wysłał.

[Dłuższe rozważania na temat omijania limitu 25 słów na Sending poprzez wysyłanie wiadomości w języku aglutynacyjnym – np niemieckim]
MG: Przed tobą na moment pojawia się Mystra i kiwa palcem z dezaprobatą.
K: Zrobiłeś niezaaprobowany debet. Z dwunastu następnych medytacji rekwiruję ci trzeci slot.

I choose you!

MG: Atakujesz smoka w jego naturalnym środowisku i uważasz że to on będzie miał problem?!

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.
Grud, wojownik, człowiek: W.

Prowadzi: J.

MG: Który ty masz poziom?
W: Dwunasty.
MG: To się zgadza?
MW: Nie, jest poziom do tyłu.
K: Retarded.
MW: Nieno, jak ty do niego mówisz. Chociaż zaraz, nie – jak jest poziom do tyłu, to faktycznie jest opóźniony w rozwoju…

W: A mamy jakąś drogę ewakuacji, przez teleport czy coś?
P: Mamy.
K: A są tu drzewa?
MG: Nie. Grzyby.
MW: W grzyby potrafisz wchodzić?
K: Nie. Znaczy potrafię, ale zostaję w grzybie wtedy.
W: Teleportacja przez huby.
K: Znakomite, w sandale bym komuś wylazł.

[Okazuje się, że w mieście jest plaga impów – irytujących magicznych stworzonek, które wpychają się wszędzie, szczają do mleka i ogólnie są uciążliwe…]
K: Impa? Na chuj ci taki imp!
P: Brzmi boleśnie.
K: Co z tego że familiar, ja mam ptaka i nie mam czasu się nim zajmować, bo ciągle w delegacji.

[…Więc lokalnym pomysłem na ogarnięcie problemu jest łapanie tych impów do małych magicznych kulek.]
MG: No taki pomniejszy przedmiot magiczny. Rzucasz tym w małą istotę, a potem na powszechnie znane słowo aktywacyjne wypuszczasz.
MW: I to słowo to „I choose you”?
K: Ciekawe, jak się czuje istota w takiej kulce.
P: Chcesz sprawdzić?
K: No pewnie! To może być rozwiązanie mojego problemu z ptakiem!

K: I kto skupuje te impy?
MG: Jakichś trzech bogatych kolesi, właściwie nie wiadomo po co.
K: Trzech kolesi – Nin, Ten i Do.

[Siedzimy w knajpie, pijemy browary, czekamy aż lokalesi postanowią nas ograbić]

MG: Kolesie wykonują pierwszy ruch, jak gnom idzie się odlać. Wstają i ruszają za nim.
MW: To my wstajemy i idziemy za nimi.
K: Tak zwana impreza kanapka.
MG: Zostawiacie kogoś przy stole?
E: To ja zostanę i popatrzę.
MW: Może jeszcze kogoś zostawimy, żeby się zaraz nie zrobił drugi odłam imprezy?
W: To ja zostanę, dajcie mi sygnał jakby co.
MW: Umówiony sygnał: wrzaski i odgłosy rozróby.

[Próba lokalesów skończyła się dość żałośnie]
MG: Koleś ma sztylet, dwie kule na impy i taką zbroję, lekką, utkaną z takiej pajęczyny z metalu.
W: Żonojebkę, no.
K: Z mitrylu!

MG: Taki gówniarz, mały, brudny, obrotny…
MW: …Rasa nieokreślona, już mówi w trzech językach…
MG: …A przeklina w pięciu. Tak, wiesz – łezka ci się w oku zakręciła.

[To jaki imp nam się złapał?]
P: O kurde, phase imp? To faktycznie, może nie będę tego sprzedawał, dokupię kulek…
MG: …I „gotta catch them all”?

MG: Zacznijmy od tego, że w knajpie jest smok. Czerwony.
MW: Dyskretnie wytrząsam z nogawki.

[Nawiązaliśmy dyskretny kontakt z potencjalnym sojusznikiem, ale trzeba to obgadać jakoś paszczowo. Sojusznik proponuje, żeby Liza się do niego dosiadła…]
MW: Misja jest dla ciebie.
W: Musisz udawać łatwą.

MG: W., siedzisz sobie, rozglądasz się po karczmie…
W: …Z głupim wyrazem twarzy, to mi dobrze wychodzi.
MG: Umysł nieskażony myślą, to też ci nieźle idzie…

K: Przypominam, że najpierw chwyciłem za różdżkę, a potem poleciało gówno!
E: Nie wiem co mnie ominęło, ale chyba się cieszę.
K: P. złapał gównianego impa.
MW: A ja dostałem od gównianego impa.
MG: Tylko proszę cię, nie mów że to rzadki imp.
P: Unikalny!
MW: Nie, próbowałem, ale nie uniknąłem.
K: Jak się trzęsie tą kulką, to na pewno nie śnieg pada.

W: Jeszcze Sanepida ściągniesz.
MG: Sanepid? To jakiś sławny potwór?
MW: Sławny bohater!
P: Zależy po której stronie lady się znajdujesz.

[Szukamy dobrego miejsca na rozróbę]
MG; Jest tu taka dzielnica, gdzie się napierdalali magowie niedawno; budynki są poniszczone, ludzie stamtąd pouciekali, będą to odbudowywać ale jeszcze nie teraz.
P: Po co to odbudowywać? Trzeba przystosować! Piaseczkiem wysypać, odpływ zrobić…

MG: Na środku jest placyk, wyłożony kamiennymi płytami. Te płyty są poorane, poznaczone kwasem…
MW: Kurde, kolesie się napierdalają impami tu.
P: O rany! Zajebisty pomysł!

MG: Co ten mag mógłby ci zrobić, żeby ci zaszkodzić…
K: Mógłby ją podjebać do ZUSu.
MW: Za co?
K: Za niepłacenie składek. Nigdy nie deklarowała że płaci składki.

[Bam! Fireball! E. przerzuca saving throw z Lucka, ale nadal fail.]
K: Odpisz sobie Lucka. I włosy. I wierzchnią warstwę skóry.
MW: I brwi.
K: Ale brwi ci odrysujemy od szklanki.

P: Jeden Disintegrate raczej mnie nie zabije, musiałby mieć naprawdę niezłe rzuty.
E: Uważaj.
MG: Nie mówi się takich rzeczy przed rzutem MG.
E: Jesteś ze szkoły Divination, powinieneś wiedzieć takie rzeczy.

[Czterech kultystów weszło w strefę rażenia aury wokół Halóna, i padli od razu]

K: Wreszcie znalazłem swoją niszę: biegam i niszczę miniony.

Prawie wtopa

[Nib zakosił datapad, Kodo go odlockowuje]
O: Have fun. Nie graj w węża.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Wygrali, wygrali wyścig]
MG: Samochód was odwiezie; ulicami nie pójdziecie, bo jesteście mocno rozpoznawani w tej chwili.
D: Nie mogę nic na to poradzić, więc zamierzam się w tym pławić.

[Potrzebujemy porwać i zhackować droida, ale trwa impreza…]
R: Wyjdę na chwilę, złapię banking droida, wrócę. Potrzebny mi był bankomat. Dosłownie!

MG: Macie jakieś dwie godziny, żeby załatwić sobie stroje.
O: Znaczy przepraszam technik ma pójść w czym?
MW: W źle dobranym garniturze. Chodź, znajdę ci jakiś.

O: Przyglądam się temu robotowi, gdzie on ma te części różne, gdzie mu tam za przeproszeniem wetknąć tego restraining bolta.
MG: Tak, rozbierasz go na części wzrokiem.
O: „Ależ masz piękne… wspomaganie…”
MW: Get a room!
MG: No taki jest jego plan na ten wieczór, że weźmie pokój i spędzi wieczór z droidem.

O: No wiesz, „wielu Bothan zginęło, żeby dostarczyć nam tą informację”, więc wysnuliśmy taki całkowicie mylny wniosek, że jak bothanin zdobędzie zbyt dużo informacji, to wybucha.

O: No jak każdy granat, odbezpieczasz i rzucasz. Po trzech albo pięciu sekundach odpala. Zależy czy to jest zwykły granat czy Święty Granat z Antiochii, trzeba policzyć do trzech, a nie do czterech…
MW: …Ani do dwóch, a pięć jest wykluczone.

R: A jak robot ma też takie urządzenie, że potrafią go wykryć na sto parseków?
MW: To miejmy nadzieję, że dokładność ma taką, że będą wiedzieć że jest na Cloud City.

[After after party]

O: Nigdy w życiu nie brałaś takich ilości narkotyków! „Robin, a czemu ci głowa tak chodzi? A nie słyszycie tego beatu?”

MW: Otwieram sprężynówkę, pruję siedzenie wzdłuż…
O: …To nie jest czas na jedzenie dermy!

MG: Striptizerki, przerażone, zaczynają się chować za rurami…

[Kupujemy używany statek]
MG: Dobra, 30k.
MW: 30k i zatankuj.
MG: Do połowy.
O: Do połowy to on już jest zatankowany!

O: Kibel jest zatkany, a propos. Ja tego naprawiał nie będę.
MW: Srał będziesz w skafander, rozumiem?
O: Pewnie!
MW: To ja też. W twój!

D: Nie ma tu jakiegoś hydraulicznego droida, który to może naprawić?
MG: Pewnie. Za parę kredytów przetka wam rurę.
MW: Ciekawe, bo są tu panie, które świadczą dokładnie tą samą usługę…

O: Wiecie co, trzebaby ostrzec nasze kontakty na The Wheel, że może do nich przylecieć droid.
R: I bomba.

MW: Dobra – co nas będzie kosztować zapasowy hipernapęd?
MG: A to nie ma zapasowego hipenapędu?!
MW: Nie.
MG: O rany! Przegapiłem taką okazję! Mogłem was uziemić na parę lat!

MG: I jest jacuzzi.
MW: Yes!
MG: No, było zapotrzebowanie.
MW: No pewno, bo co to za luksusowy statek…
Wszyscy: …Bez jacuzzi!
O: Statek Huttów. Następne pytanie.
MW: Nieno, ma odpowiednik.
O: Ta, z bagnem! Swampuzi!
MW: Liczy się.

And they’re off!

[Śledzą nas]
O: Możemy też wejść do salonu spa i wyjść tylnym wyjściem. Żaden szanujący się bandyta nie wejdzie do salonu spa. Zagranie psychologiczne.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Zwiad w tunelach śmieciowych Bespin]

MG: Z góry tunelu słychać dudnienie – coś leci.
O: Jedi bez ręki.

[Przewoźnik z Bespin.]

O: Mogę was zabrać, ale muszę was najpierw zamrozić w karbonicie. Taka miejscowa tradycja.

[A co, jak ktoś narobi smrodu, że Klejnot z Yavin jest fałszywy?]
MG: …To wtedy nie będzie aukcji, nie będzie skoku, nie będzie niczego.
R: Wyjdzie taki poirytowany z tego kanału śmieciowego przy muzeum, „kurde.”
O: Z obrazem! „Coś musiałem wziąć!”
R: Wylezie stamtąd z holorzeźbą, „patrz pan, co można w tych kanałach…!”
MW: „To wam zapchało! Ktoś holorzeźbę spuścił, wyobrażasz se pan?”

MG: Jest gala, jest oficjalna prasa…
[MW dławi się herbatą]
MW: Wyobraziłem sobie…
O: …Oficjalną prasę? [gest sprasowywania]
MW: Tak! W garniaku i pod krawatem!

MW: To co, do której instytucji pożytku publicznego wchodzimy?
O: Zarząd Oczyszczania Miasta?
MW: No, w sumie.
O: I tak mają śmietnik.

[Wielki wyścig! Żeby nam się nie nudziło, dostaliśmy do prowadzenia załogi przeciwników]
MG: Możesz pilota walnąć po łbie.
O: Między tymi podami nie ma przejścia, więc niezbyt.
MG: No to pokazujecie tam sobie różne rzeczy.
O: „TE! PROWADZISZ TAM?”

MW: Tylko pamiętaj, jak go zestrzelisz, będzie dyskwalifikacja.
O: Etam, jeszcze chwilę polatam, zdyskwalifikują mnie na mecie.

MG: Przed wami dryfują wielkie, majestatyczne stworzenia.
MW: Beldony!
R: Te wybuchowe?
O: Taka piękna sytuacja!
R: A ty akurat bez działek.
O: Kurrrwa, a mówiłem więcej działek…! „Wysiadasz!” [gest wyrzucania strzelca ze statku]

MG: Części na granaty w sumie kosztowały stówę.
D: A, granaty są do muzeum.
O: Wypraszam sobie! Są zupełnie nowe!

Lich na pięterku

System: DND 5ed.

Grają:
Halón Nailo, druid/wizard, elf: K.
Sovelien Bersk, rogue, półelf: MW.
Alstom „Borsuk” Timbers, mag, gnom: P.
Liza, kapłanka Ellistrae, elfka: E.

Grud nieobecny.

Prowadzi: J.

[Iskander udawał ostatniego lokatora wieży, potężnego maga Xontala, nosząc jego szaty. Jako że teraz my mamy szaty, próbujemy tej samej sztuczki.]
MW: Masz tam któryś Prestigitation?
P: Mam.
MW: Weź no mi upierz te szaty.
P [wykonuje gest]: Pachną lawendą teraz.
MW: Super, mole ich nie będą jadły. Ciekawe czy działa też na elementale.

MG: Wielkie kamienne zamknięte drzwi.
P: Disintegrate.
MW: Kurwa, kapitan subtelny.
P: No co, nie mamy czasu!

[Rozwaliliśmy drzwi, wpadliśmy na poziom mieszkalny wieży – i okazało się, że mag nadal tam mieszka. Rozmawiamy kulturalnie o kulcie smoka, planującym przyzwać międzywymiarową smoczą boginię zła.]
MG [jako Xontal, lich]: Nie wiem, co kieruje śmiertelnikami, że mają takie zamiary, ale będzie to ciekawy widok do podziwiania z bezpiecznej odległości.

[Specjalnością Xontala są podróże między planami, Halón zawsze o tym marzył i wykorzystuje okazję żeby się czegoś więcej dowiedzieć na temat.]
K: No dostanę Planeshift za chwilę, ale daj mi do tego dojść w sposób bardziej erpegowy niż „za lewel wskakuje mi planeszift i co mam z nim kurwa zrobić?”!

MG: Cały jest zrobiony z płomienia – siada ci na ramieniu, czujesz potworny ból…
K: Chciałem zauważyć że jestem fire resistant, więc czuję połowę potwornego bólu.

MG: Chyba wszyscy trzej spędziliście trochę czasu w bibliotekach, co? Czy ty nie?
K [o P]: On z kory czytał.
MW: Dlatego dał się wciągnąć w ten pyramid scheme z kulami za 1000 gp, jest multi level marketing wizard.

MW: To robimy kserokopiarkę.
K: Tak – otwieramy książkę, on siada przed lewą stroną, ja przed prawą i przepisujemy.
P: Tak to robią w Candlekeep, tak?
MW: Tak. Jakbyś czytał coś więcej poza korą z brzozy, to byś też wiedział.

[Nadal nie wiemy, jak wyjść z tej wieży. Robimy zwiad po piwnicach.]
E: W 1/4 tunelu głos Xontala mówi „zawróć podróżniku”, więc zawróciłam, bo dalej są pewnie atrakcje, których wolałam nie sprawdzać.
P: Dalej są konsekwencje.

[Znaleźliśmy potencjalne wyjście, tylko że trzeba być bezcielesnym żeby go użyć.]
P: Nauczyłem się kiedyś takiego zaklęcia, nie mam pojęcia po co, Gaseous Form.
E: Będziemy obłoczkami!
MW: Ja mogę być zielonym obłoczkiem.
K: Czad.

K: Waterdeep! Waterdeep! Ale tu klepie!
P: W wieży maga było ładnie…
K: …Elementale sprzątały…
MW: …A tu zaraz ktoś będzie nam chciał zapierdolić sakiewkę.
K: A potem po prostu zapierdolić.

[„Wróciliście? Świetnie, to nie zdejmujcie butów, bo następna misja.”]
MW: No to nie ma szans na dzień wolnego, kurna.
K: No, też liczyłem.
P: A co byś chciał robić, jeszcze raz książki skopiować?
K: Nieno, kurwa, ja tu ptaka mam! Chciałem chociaż z nią rundkę wokół miasta zrobić, a tak to co? Przecież do Underdarku jej nie zabiorę, bo zaraz ją tam jakieś pająki rozpierdolą.
E: Ale chociaż możesz z nią pokląskać przy księżycu.