Cześć i dzięki za rakiety

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

[Znaleźliśmy osławioną bocznicę między Pałacem Kultury i tunelem średnicowym]
MG: …I to w naszym rozstawie, nie rosyjskim.
MW: Kurna, jak się łączą z tunelem średnicowym, to oczywiście że muszą być w naszym rozstawie!
MG: A co, z Moskwą mają się łączyć, bezpośrednio przez gwiezdne wrota?
MW: To by był freakout!

MG: Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci granat.

K: Nie przyjechaliśmy tutaj na opryski wiosenne.

E: Będziemy ich ubezpieczać – friendly fire.

MG: Słyszysz strzał z przodu – to Malec.
A: Miły psychopata, kurde.
E: No wiesz, to student.

K: HRówę mamy, zastrzeliłaby go bez wahania.
MG: Zwolniłaby go przez Twittera.

MW: Co to za niedobre dialogi znowu?
K: Informuję kolegów, co ich czeka na zewnątrz. Prognoza pogody przewiduje opad kału.

Terroryści porwali Pałac Kultury i lecą do Berlina

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

A: No to przyklejamy wąsy i idziemy do pałacu.
E: Ja nie.
K: Ty golisz?

[W Muzeum Techniki]
MG: Są wirtualne ekspozycje typu „Przejedź się Bizonem”…

K: Ja mam katar, ty masz łupież – chodź, idziemy kręcić chałwę.

K: Pończochę sobie załóż na głowę.
E: Po co?
K: Żeby cię nie poznali. Ja nie mam, a skarpety sobie nie nacisnę.

MG: Najlepiej widzi on [pokazuje A.].
A: Koci Wzrok. Widzi jedzenie.

K: To wyjdę, zrobię trzy kroki…
MG: …Półpiruet i z dekstra…
MW: …Upierdolę mu nogi w kolanach!

MW: Ale kamizelkę ma na sobie, może posłużyć jako prymitywne chomąto. Poza tym pasuje do ciebie chomąto.

E: Ej, a ta rakieta nie powinna się jakoś bardziej bogoojczyźnianie nazywać?
MG: No co ty, urwało ci od komunizmu?

Eat THIS

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

[Supermoce powodują, że Wiśniak nie dostaje już kopa po napojach energetycznych, czeka go więc zamiana jednego uzależnienia na drugie – tylko na jakie?]
E: Mógłby się od seksu uzależnić.
MW: To nie wróży dobrze, wiesz, bo to ty z nim na tylnej kanapie siedzisz.
A: To ja się wolę od jedzenia uzależnić.
MW: Możesz też połączyć jedno z drugim i zaatakować szarlotkę.
K: Ta, liofilizowaną.

[Kwadrans później]
K: Przygotuję jakieś jedzenie, zjemy – tylko nie szarlotkę.
A: Co, mamy szarlotkę?
K: Ta, miałeś szarlotkę.

[Dalej podśmiewamy się z mężniejącej po spotkaniu z tajemniczym monumentem Emi]
A: Nadal nie wiemy, na co był skalibrowany ołtarz.
K: Na enerdowską pływaczkę.
E: Jakby nie patrzeć, enerdowska pływaczka to pewien rodzaj superczłowieka.

[Walka!]
MG: Trafiłeś, samochód wybucha.
MW: Haa! Pokazuje im fakolce! [gestykuluje]
MG: Sprawdźmy czy nie przypłaciłeś tego życiem…

[I po walce – Wiśniak oberwał, ale…]
MW: Gratuluję, w godzinę wyleczyłeś się ze śmiertelnego postrzału. Miałeś acute case of death.

MW: Dzwonię do niego.
Malec: Ty, wracaj.
Henryk: No kurwa, nie mogę ich słuchać! Idę do lasu polować na wiewiórki, nie mogę słuchać tego ich jojczenia, jeść i jeść!
K: Nie ma tu jakiejś zwierzyny?
MG: Zima jest.
Henryk: Chodź no tu, znalazłem mrowisko, to jedyna zwierzyna jaka tu mieszka.
Malec: To prościej jednak ich przytransportować, wetkniemy ich ssawami w to mrowisko i pogadamy spokojnie w tym czasie.

[Dotarliśmy do cywilizacji, pierwszy ciepły posiłek od dawna]
K: Ja pierdolę, zeżarła cztery golonki! Teraz dopiero wygląda jak prawdziwa pływaczka! Schwimm!

MG: Tak, koło odbytu też masz nieopaloną skórę.
MW: A skąd wiesz, może on ma jakieś deklaracje na ten temat? Może wystawia się asteryskiem do tuby brązującej?
MG: Miałby raka odbytu.
K: Tak, a także homara i langustę.

A: Laserowy wzrok?
K: Maserowy.
MG: Serowy.
MW: Łzawię cheddarem!

A: Chcieliśmy powiadomić służby, bo wolimy żeby monument dostały służby a nie ruska mafia. Jak mamy jakiś inny wybór to świetnie.
K: No, możemy to też wstawić do Brotherhood of Steel.

MW: Rozpierducha była fajna.
MG: Tak, widziałem że wam się podobała. Czasami trzeba coś rozpiedolić, no.
K: Owszem. Na następnej sesji planuję rozpierdolić sprzęgło.

Ciekawość pierwszym stopniem do cool powers

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

[Połać odbarwionej trawy]
K: Skoro cała trawa tutaj to jest jeden wielki organizm, to może tutaj ma włosy łonowe po prostu.

[Z budynku koło którego obozujemy wyłania się gigantyczna mrówka, strażujący Malec budzi Henryka]
Malec: Ty, mrówka idzie.
Henryk: No kurwa, mam nadzieję że nie śpisz!

[Pojawiła się mrówka z konkurencyjnego mrowiska, zaczyna się walka]
E: Mixed Martial Ants.

[Inwazja mrówek, prawie wyniosły nasz samochód, a odpędzone stratowały obozowisko]
K: No, to wracamy do spania w samochodzie. Jakbyśmy teraz kimali, zwiedzilibyśmy kilka miejsc fajnych. Bez włączania silnika.
A: No, podziemia…
K: …Tunele, spotkanie z królową…
A: …Żłobek. O! Miejsce pracy przyjazne matce!

[Dłubię w zdobycznym palmtopie]
K; Filmujemy PDA, żeby w razie jakby spłonęło mu w rękach to była jakaś pamiątka. Ostatnim razem jak zaczął w coś klikać to wiecie co było.
MW: Nie wiem skąd te aluzje.
K: Ja też nie, ale wody tam nie ma za dużo, co? Sprawdź czy nie chlupie.

K: No przecież nie mogą być bardziej niebezpieczni niż mrówka Karolina.

[Drzwi blokowane potężnymi bolcami]
MG [psuje się]
MW: No co, nigdy ci nie przyszła w takiej sytuacji na myśl stała Bolcmana?
MG: Nie, ja jestem normalny…
K: Od kiedy?! Coś mnie ominęło jak na urlopie byłem?

[Zwiad w korytarzu pełnym niebezpiecznych roślin]
MW: To mu przywiążę linę do kamizelki, wyciągniemy go w razie co.
E: Widzisz jak o ciebie dbamy, dostałeś tarczę, piłę, linę…
A: Powiedzcie mi, czemu ja się na to zgadzam?
K: Bo jesteś z natury thiefem. [Do MW] Świetny outsourcing.

MW: Ktoś to kameruje? Ja oświetlam.
K: Ja kameruję.
MW: Dobra, ja go oświetlam. Żeby było wygodnie, to tą latarką którą mam na kałasznikowie.

MG: Zrób sobie test.
[Jeden test później]
MG: Świetnie, jakbyś się urodził z granatem w ręku.

MG: Test Obserwacji, osoba która idzie jako pierwsza i osoba która idzie jako druga.
E: Dobra, kto idzie drugi?
MW: Ej!

[Wiśniak zostaje tajemniczo uleczony z poparzeń od mrówczego jadu]
A: Polanka która leczy.
K: Znakomicie, można tu sejwować.

[Monument, który leczy i poprawia osiągi został przetestowany w najprostszy sposób – poprzez użycie na sobie]
E: A poza wilczym głodem coś mi się zmieniło?
MW [gestykulując w okolicy piersi]: Zakiełkowały…!

Great outdoors

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

K: Nie muszę chyba nikomu przypominać, że na ostatniej sesji coś zatopiliśmy.
E: To była lekka wtopa.

[Palmtop z zaszyfrowanymi danymi]
MG: Ale przypominam, że to szyfrowanie jest sprzed dwudziestu lat.
K: A, spoko, to zaraz coś znajdziemy.
A: Wpisz w Google, sam zdeszyfruje.

[Aplikacje biznesowe w sieci]
K: …Prócz tego na cloudzie możesz liczyć różne modele biznesowe, wtykasz tam różne dane, komputujesz, on ci wypluwa jakieś zalecenia, ty je ignorujesz bo masz lepszego nosa, potem tego żałujesz…

MG: Masz jakiś skill biznesowy?
K: No raczej.
MG: Więc podłapałeś…
[parsknięcia, śmiechy]
K: Nigdzie nie byłem! „Co złapiesz jak mi zrobisz”

[Planujemy wyprawę w obszar klęski ekologicznej]
A: Po prostu weźmiemy dwóch przewodników, jednego rozpakujemy na miejscu, jak ten pierwszy zginie.
K: Jeden zginie na samym początku, żeby ten drugi się zesrał.

[Planowanie weszło w fazę zakupów]
K: Zastanawiam się, czy by nie wziąć rozwieraka hydraulicznego takiego wielkiego.
MG: Planujesz tym razem spotkać wielką kobietę?

[Łączność w ruinach]
A: Zawsze możemy rozciągać sobie światłowód.
K: Moczowód sobie rozciągniesz, jak o zbrojenie zahaczysz.

[Organizujemy wstępny wypad, z NPCem jako przewodnikiem]
NPC: A, i nie jeździmy w czerwcu.
MW: Czemu?
NPC: Bo to okres pylenia.
[cisza, grupa patrzy po sobie ze zgrozą]

[Piknik w środku Puszczy Białowiesko-Augustowskiej]
E: A mają może ogórki kiszone?
A: Ogórki kiszone trzeba sobie samemu ustrzelić.

A: Nie, stary, miotacz ognia nie, podpalony szczur prócz gryzienia będzie cię jeszcze parzył…

K: A komu potrzebna biologia?
MW: Wiesz co to jest komórka – i to tyle.
A: Tak, trzymam tam narzędzia.

[Poszukiwania rozkładu jazdy dron patrolowych, którym nie chcemy się rzucać w oczy]
K: Na stronie ZTMu znalazłeś.
E: Droneo.pl
A: Jakominę.pl

K: Kłody trzeba piłować, ciąć na mniejsze kawałki, przeciągać, potem się trzeba zmęczyć, narzekać że ja to jestem od HR a nie od noszenia drewna…

[Zmutowany rosomak wylazł z nory, obwąchał samochód, oznaczył]
MW: Znakomicie, wygraliśmy. Będzie klepało, ale samochód śmierdzi jak puszcza.
K: Ha! Teraz mamy Rosomaka!

[Nocujemy w samochodzie]
E: W Puszczy B-A nie ma tylu turystów co w Yellowstone, więc niedźwiedzie nie nauczyły się otwierać konserw.

MG: Budzicie się, kiedy coś uderza w samochód.
K: Zakładam hełm z epoki i włączam wzmacniacz obrazu.
MW: Wyciągam gogle, są w kieszeni kamizelki… dobra, nie spałem w kamizelce, szukam…
E: Zawijam się bardziej w śpiwór i udaję, że mnie nie ma.

MG: Nietoperze zlatują się do tego otwartego drzewa, obsiadają środek, po czym drzewo się tak powoli zamyka.
[pauza]
E: Mieliśmy okazję zaobserwować unikalny rytuał godowy.

Zniszczyliście bezcenny zabytek!

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

MG: Wy nie widzieliście nigdy nylonowej linki.
E: A on tak? Dlaczego?
MW: Bo tak, no.
E: Najwyraźniej ma jakąś historię której my nie mamy.
A: Tak naprawdę jest cyborgiem, a nie studentem.
MW: Tak, bierz kij i idź przodem, odkryłeś moją tajemnicę i nie mogę pozwolić ci przeżyć. Zapierdalaj!
K: Bo będzie strzelał pod nogi! Za czasów wojny był faszystą!

MG: Zrób sobie jakiś tam test.
MW: Hehe, „turl, jakiś tam wynik”?
MG: I co, mam opisać jakiś tam efekt?

[Grzebiąc kijem w szlamie wzbudziliśmy wielki bąbel gazu, odskakując stłukliśmy żarówkę – efektem był…]
MG: Potworny wybuch! Proszę natychmiast wykonać test akrobatyki.
[wyniki testu – ja zdałem znakomicie, K. wcale, E. i A. tak sobie]
MW: Haha! Evasion!
K: On nie bierze żadnych obrażeń, ja całość, a E. i A. połowę?
MG: A zabawne, bo dokładnie tak.
[Evasion występuje w DND i jest nieodmiennym atrybutem rogue’a – czyli odcinek kolejny nieustającego serialu pt. „bo MW to zawsze thiefem gra”]

MG: Tracisz wystające elementy urody.

MG: Zombiak wiesza się na tobie, ryczy coś, gryzie, dźga cię bagnetem…
MW: Zajebiście, dokładnie mój pomysł na udany wieczór.

[Na scenie pojawia się zarośnięty, brodaty gość, od trzech lat ukrywający się w starej bazie]
Emi: Masz tu jakieś – mieszkanko?
Henryk: Kurwa, jej to tylko jedno w głowie. No dawaj, zaprowadź ją, dawno tego nie miałeś, my się tu – rozejrzymy. Kurna, piętro wyżej leży taki gość, z nim też chciała…
Malec: Nie, jego chciała ciągnąć do siebie do mieszkania…!

Wiśniak: A czemu ma nie disować? To jego natura.
Henryk: A postrzelić cię w stopę? Szlam byś teraz żarł! Z mojej natury, takiej dobrej, podniosłem cię z błota i użyłem do osłony przeciw zombiakom!

[Robimy plany zbicia wielkiej kasy na sprzedaży starych fantów na Allegro]
Wiśniak: Ale będziemy musieli sprzedawać po troszku, bo załamiemy rynek.
Malec: Patrz, ochroniarz a jaki kumaty.
Henryk: Wpadł do szlamu, to dlatego. Potem mu minie.
Malec: Taki Algernon zasilany szlamem?
Henryk: Iszlamabad.

MG: Kurna, ja różne rzeczy chciałem prowadzić tej drużynie, survival horror, konspiracje, coś w stylu „obcy są wszędzie” – a i tak wychodzi zawsze komedia.
MW: No co ty, to jest normalna reakcja na szok! Pamiętasz „Shaun of the Dead”?
MG: No ale oni byli Angolami.
K: A my jesteśmy Polakami. Ale też z Londynu.

[Zupełnym przypadkiem zatopiliśmy wielką, tajną bazę]
K: No, co by nie mówić, zrobiliśmy to z wielką pompą.

MG: Dostaniecie ode mnie po cztery ekspy, a MW dostanie piątego…
MW: …Za zatopienie kampanii?
MG: No, nie zatopiliście, coś wykombinuję…
MW: Kampania jest chwilowo pod wodą, liczy się jako zatopiona.

A: Nieno, stary, ile nam zajmie kurs płetwonurkowania teraz?
K: Ale ja mówię o działaniach bezsensownych i niezbornych, a nie przemyślanych i metodycznych.

A: Jak gwałtownie ta woda tam runęła?
K: W skali gwałtowności – od chuja i trochę.

K: Grunt żeby się nie osunął zamek, bo mi zmiażdży samochód.

Another level

System: ideefixe, kampania “urban explorers”

Grają:
Emi, androgynicznej urody korpodrona z HR – E.
Wiśniak, krótko ostrzyżony ochroniarz z firmy “Zawisza Czarny” – A.
Henryk, drobny przedsiębiorca z branży teleoperacyjnej – K.
Malec, nieudany student, obecnie kurier motocyklowy – MW.

Prowadzi: J.

[Nadal zwiedzamy tą samą tajną bazę, w której napotkaliśmy nanotechnologiczne zombie – tym razem zeszliśmy poziom niżej, do maszynowni zalanej wodą]
Henryk: Nie wiem czemu jesteś taki oporny.
Malec: Wiesz, to te wszystkie zombie.
Henryk: I co, spodziewasz się zombie-ryb? Zombie-leszcza?
Malec: A spodziewałeś się zombie-żołnierzy?
Henryk: Znaczy co, zombie-nurek? Jak zobaczysz fajkę, wal zaraz obok fajki.

K: Nie mam nic takiego, kurwa. Jestem zarządzaczem, artystą, pilotem, ale do cholery nie monterem.

K: Może to trzeba odkręcić?
MW: Kwadratową klapę?
K: Może ma pod spodem jakiś gwint…?
MW: Gwint na kwadratowej klapie?

MG: Jakbyście mieli dozymetry jak na łodzi podwodnej, zrobiłyby się szare.
MW: E, przez następne pół roku nie będziemy się kręcić koło otwartych reaktorów i będzie dobrze.

[Przeglądamy pliki na cudzym komputerze]
MG: Rzucajcie na Analizę danych.
K: Meh. Dziewięć.
MW: Osiem. Nie jestem od tego.
E: Dwadzieścia.
K: No tak, HR – masz doświadczenie w czytaniu cudzych maili.
MG: Dobra, przeglądasz te maile…
K: …I wyrzuciłabyś go z roboty.

MW: No kurwa, na napierdalanie łomem w ścianę wyrzuciłem dziewiątkę.
MG: To pokazuje, do czego się nadajesz.
E: Może jesteś po prostu ułomny.

MG [do A.]: A ty nie idziesz dalej, nie jesteś w stanie.
K: Dzik o sile 1 pozostanie tutaj, aż ktoś go pokona.

E: Tutaj nikt nie znajdzie twojego pawia.

Emi: A ty w swojej karierze studenta nie byłeś na medycynie?
Malec: Jakoś nie, wole rzeczy które jak je stuknąć młotkiem robią -pong- a nie -splat-.
MG: I tak dobierasz kobiety?

[Heroicznie powstrzymaliśmy się od pyrgania trzymetrowym kijem podejrzanego znaleziska – nietkniętego rozkładem ciała]
MG: A ty jak?
K: A ja pyrgam. Nie wiem po co oni mają Ciekawość, ale ja mam bo lubię pyrgać.

[Niespodziewany telepatyczny kontakt ze znaleziskiem!]
MG: Słyszysz w swojej głowie głos, rezonuje jak na stadionie…
MW: No tak, w końcu jest pusta.

MG: Nie, nie reagujesz na bodźce zewnętrzne, jesteś w środku swojej głowy…
MW: Jaki tam jest krajobraz?
MG [milczy w stuporze]

MG: Wielkie boisko piłkarskie, na środku twój mózg wielkości piłki.
MW: Tak długo jak nikt go nie kopie, jestem zadowolony.
A: Tylko nie wiedzieć czemu piłka jest do siatki.
MG: Nie, do tenisa – jest mała, zielona i włochata.

E: Wiecie co mnie korci? Podejść do niego i pogilgotać go po stopach.
MW: Jak po stopach to pół biedy.

A: Jeśli to jest pół-boss, to co będzie całym bossem?
K: Dwa razy taki gość. Z erekcją.

[Gość okazał się nadspodziewanie żywotny i bardzo spodobał się Emi]
K: Masz ochotę mieć go w domu, wynieść go sobie, usunąć jakoś tego kolesia który ci się zalągł w mieszkaniu nie wiadomo dlaczego…
MW: W domu go mieć to jeszcze pół biedy.
K: Wszędzie!
MW: W aucie, ehe…

K: To co, może go wyniesiemy?
MW: Nie wiem, czemu nucisz melodyjkę z „Sąsiadów”.
K: Ja wiem.
MW: W dywanie?
K: Parę razy nam upadnie…

[K. ciągle nuci „Sąsiadów”]
MG: Nie wiem czemu ciągle mam złe wizje wynoszenia tego kolesia. „O, zaczepił masztem!”