W drodze na lodową planetę

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

MG: Docieracie wszyscy bez większych problemów na Wheel…
O: Ja to chyba stopem, bo zabrali wszystkie statki!

O: Biorę repair droida i mieszkamy w statku: on się żywi olejem, ja się żywię olejem razem z nim…
MG: Jecie z jednej miski, olejowej…?

MW: Dlaczego nie śpisz w kajucie jak człowiek?
O: Wciskam się między przewody i tam śpię. A najlepiej to na przewodach odpowietrzania silników, one ryczą i wtedy mi się najlepiej zasypia. Dlatego jak on włącza hipernapęd to się budzę. Ta cisza mnie niepokoi.
MW: Jak kiedyś nie będziesz mógł spać, nałożymy ci wiadro na głowę i będziemy napierdalać.

MG: [Hipernapęd] ma też przycisk „override”, naciśnięcie go nie wymaga żadnego specjalnego skilla.
MW: Zablokować zapałką.
O: Albo wyjąć bezpiecznik i zastąpić go kawałkiem drutu. To jest bardziej mechaniczna metoda. Ty go chciałeś oszukać – a ja go naprawię.

MW: Roll roll roll your dice, gently down the stream…
[R. turla]
MW: …chujnia chujnia chujnia chujnia, life is but a dream.

MG: Statek jest wprasowany w asteroid.
R: Fizyka to jest…
MW: …Straszna bicz!
R: Na co dzień się takich rzeczy nie widzi.

MG: Analityk to nie jest specjalizacja wymagająca fizycznego treningu.
MW: Nikt ci nie zrobi unitarki dla analityka, nie przeczołga cię przez excele…!
O: Przez tabele! Przestawne!

Reklamy

Chwila na spokojne plądrowanie

[Edukacja Sithów]
O: Dwadzieścia lat temu miał klasę, trzydzieści dwie osoby. Po pierwszych zajęciach z mieczami świetlnymi została ich połowa.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

MG: Ktoś z was ma Survival?
D: Wszyscy mamy! Nasza przygoda Camel Trophy nauczyła nas wiele!

O: Wiecie czego się boję? Że w tej gigantycznej jaskini żyją gigantyczne ćmy…
MW: …I któraś przyleci, zabierze statek, poleci w pizdu…?
MG: Zapalacie światła, nad wami coś się spłoszyło, słyszycie łopot skrzydeł.
O: A nie mówiłem? Czy to nietoperzowe skrzydła?
MW: Tak długo jak do kompletu nie ma akompaniamentu muzyki organowej, wszystko jest OK.
MG: Zaraz to naprawię… (zaczyna gmerać w telefonie)
R: „Witajcie w mojej kawernie, jestem hrabia von Rakatula.”

MG: Czyli idziecie w stronę złowrogiego waporu, OK. Masz maskę?
D: Nie będziemy czuć jakby waliło trupem…
MG: Odcinacie sobie jeden zmysł, tak.
MW [demonstruje ściąganie maski]: Cyjanowodór!
R: Nie zdążysz nawet powiedzieć „Wysokie stężenie chloru”…

MG: Jaki ty masz pancerz?
O: To się nazywa laminate armor.
D: Masz laminowany pancerz?
O: Cały jestem laminowany. Jak mój certyfikat survivalu.

MG: Datapad z mapą zostaje wystrzelony z gniazda…
MW: Nie, inaczej! Odskakując, wyszarpnął go i osłonił własnym ciałem, odtaczając się przez wybuch!
O: Jakby coś, to ja biorę obrażenia zamiast niego. To mój ukochany datapad.
R: Ty wiesz co on ma na tym datapadzie?
MW: Ew.
R: No właśnie! A myślisz że czemu ja tak źle sypiam?

[Ryzyko noszenia mandaloriańskiej zbroi]
R: Spotkasz Mandalorianina, on się spyta „skąd to masz?”, a ty mu odpowiesz „ściągnąłem ze stygnącego trupa twojego brata”.
O: Dobre, dobre, podoba mi się ten pomysł. Ty to mówisz.

MW: Lepiej nie chodź tu sama, przypominam że tu są te latające drapieżniki.
D: Eh, mam blaster.
MW: Famous last words.

MG: Minęło 25 tys lat od kiedy tu było cokolwiek odpalane. Cała ta technologia jest już szczątkami tylko.
D: Ale ceramika jest wieczna…!
MW: To znajdziesz komplet rakatańskich bezpieczników.
O: Zwatowanych!

[Plądrować wraki imperialnych statków czy nie?]
R: Cztery dni patrol się nie odzywał, już coś tu leci, mało czasu.
O: No to dawaj dawaj dawaj, ja już mam w ręku śrubokręt i hydrospanner!

[We wrakach znaleźliśmy prawie nieuszkodzonego TIE]
D: Czy w holonecie jest coś w rodzaju anarchist’s cookbook, żeby przerobić TIE fightera tak żeby nie wyglądał jak TIE fighter, a nadal latał tak fajnie?

Starożytne ruiny, a w nich Sithowie

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Magazyn pełen przedwiecznych droidów]
MW: Nie wymałpiam się, nie robię głupich min. On [O.] jest od tego.
O: Proszę nie deklarować za mnie.
MW: Ja nie deklaruję, ja tylko mówię kto co robi.
[parę minut później]
MG: Droidów robi się tyle, że zaczynacie mieć kłopoty z przeciskaniem się między nimi.
R: Przewracam jednego.
O: O, a weź tak żeby jeden wpadł na drugiego, a ten na następnego…!

MG: Wygląda to dość śmiesznie, jakbyście trafili do magazynu manekinów…
D: Faktycznie, bardzo śmieszne!
MW: Jeszcze śmieszniej byłoby, jakbyśmy trafili do magazynu klaunów! Ahaha!
O: Rakatański magazyn klaunów…?

[Po dłuższej chwili targania ciężkiego urządzenia Kodo przyczepił do niego
antygrawitacyjny podnośnik]

D: CZEMU ŻEŚ TEGO WCZEŚNIEJ NIE ZROBIŁ?
O: Nie mam pojęcia. Ale muskle bolą, co? W bazie trzeba łopatą pomachać, nie możemy być wszyscy tacy słabowici.

MG: Możesz też zwolnić.
MW: Statkiem kosmicznym? W budynku? Powoli?!

O: A Jorda?
MG [jako NPC]: Chyba go już nie spotkamy. W każdym razie nie zabierali go ze sobą.
MW: POCZEKAJCIE CHWILĘ. Biegnę do rampy, zabezpieczyć truchło.

[MG opisuje serię krytycznych ran, które przyjął Latro]
MG: …I oprócz tego rypie cię głowa i ogólnie jesteś połamany.
D: Oprócz wszystkich okropności wojny jeszcze man flu!

O: Może i przewracasz oczami i nikt nie widzi, ale pejsami gestykulujesz ciągle. I ciągle pokazujesz faki. Sześć naraz.
MG: To tak jak z tymi plamami atramentu – co by ci nie pokazywać, to ciągle widzisz faki.

[Lecimy muzealnym statkiem, coś nas przechwytuje]
MG: Macie wizualną. To TIE fightery.
drużyna chórem: TIE fightery?!
O: Teraz nasuwamy się z imperium?
MW: Co jak co, ale na pewno nie mamy transpondera. I mamy przewagę zaskoczenia, bo oni teraz gapią się przez swoją szybkę i są tacy [chórem z O] „Co to kurwa jest!?”

[Włamujemy się do statku Mandalorian]

MW: To teraz trzeba znaleźć tą sekwencję zapłonu, która faktycznie włącza zapłon a nie detonuje statek. Mechanika czy Skullduggery?
MG: Wiesz co, które chcesz. Kompetentny mechanik i kompetentny złodziej dadzą sobie radę równie dobrze.
MW: [do O.] To wiesz, w twoje ręce. Masz więcej Mechaniki niż ja Skullduggery. [do MG] Wychodzę na zewnątrz i przyjmuję pozycję bezpieczną.
MG: Nogami w kierunku wybuchu.

[Rzut na pilotaż]

O: E, nie ma tragedii. [pauza]. Nie, jest tragedia.

MG: No, na mandaloriańskim statku jest pełno mandaloriańskiego szpeju.
O: Patrz! Mandaloriański papier toaletowy! Ścierny! To są twardziele…!

Z leża Hutta prosto w starożytne ruiny

R: Jak się nastawia złamania w pancerzu?
O: Z trudem.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

MG: W ostatnim odcinku…
O: …Jabba the Hutt…
MG: Zaraz obniżę ci Knowledge: Underworld, bo ewidentnie nie zasługujesz.
[Przebywaliśmy „w gościnie” nie u Jabby, a u zupełnie innego Hutta.]

[Spacerkiem przez tunele wentylacyjne, znowu]
MG: Wyciągnie rękę, skupi się…
O: …A wiatrak ciach! W pewnym wieku wszyscy jedi tracą prawą rękę.

O [do świeżo przejętego droida]: Masz. Jak idziemy, przemaluj się na niebiesko.
MG: Przemalowuje się.
O: Dobrze że kurz leci, będzie wyglądał jak kiedyś przemalowany.

O: IG, na hasło „rozwielitka” atakujesz wszystkich, którzy atakują nas.
MG [jako NPC-droid]: Zrozumiałem.
O: Raczej nie użyjemy tego w konwersacji, co?
MW: Jasne. A co to właściwie jest? Potem mi wytłumaczysz potem mi wytłumaczysz!
O: Haha, tak, „rozumiesz, rozwielitka to jest…”
MW [gestykuluje, przedstawiając jatkę]

[Wykonaliśmy najlepszy przekręt po tej stronie galaktyki]
R: Jeszcze jedno chciałbym powiedzieć: nie kupię od ciebie żadnego używanego landspeedera. Albo, kurwa. Kupię.

MG: Hailuje was pancernik, czy tam niszczyciel.
O: Krążownik. Krąży wokół planety, więc musi być krążownik.
MG: Nie nie, krążowniki to on ma wokół siebie, żeby krążyły wokół niego.

D: To nie jest Kylo Ren, on ma miękkie serduszko.
O: Kto?
MW: Jorda. Nie ma.
R: Nieno, ma. -sklrtch- [zaciska pięść].
[Jorda to nasz „znajomy” Sith.]

MW: Lepiej nie, jakoś tak się dzieje, że jak komuś powiedzieć żeby się nie interesował bo dostanie kociej mordy, to on się właśnie bardziej interesuje.
O: I dostaje kociej mordy.
MG: I stąd się wzięli Bothanie.

NPC: Mam dla was bike’i…
MW: Bajki! Bajki! Hurra!
D: To samo pomyślałam!
[MG patrzy w niezrozumieniu]
MW: Jorda, opowiedz mi bajkę! Albo chuj, nie opowiadaj.
R: Będziesz miał koszmary potem.
O: „Dawno dawno temu był sobie mistrz Darth Malak. I któregoś dnia powiedział ‚MOŻE BYĆ TYLKO JEDEN’…”

[Dłubiemy w starej fabryce]
MG: …I masz zasilanie na szynie.
MW: -pwzzzzzzzt!-
O: Ale uziemiona jest u was, więc [obelżywe gesty]

Trzewia planety

O: Idziemy [gest przeładowania śrutówki]. I zbieram nabój z podłogi, bo
załadowana przecież była.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Wyrwaliśmy się z więzienia, przygotowujemy się do eksploracji podziemnych korytarzy – ale ile mamy jedzenia?]
O: Jak coś, mamy jeszcze dużo wieprzowiny.
MW: Wiesz co, ja chciałbym od razu powiedzieć: zasady moralne zabraniają mi zjadać cokolwiek, co jest w stanie grać w karty. Więc wieprzowina – nie. Nie tamta.
O: Ale oni grali w czarnego piotrusia, co to za karty!
MG: W sabacca grali, jak wszyscy.
MW: Widzisz? W sabacca! Musieli umieć liczyć chociaż do dwudziestu!

[Nib zmaga się ze swoim świeżo nabytym sumieniem, a Latro jest dość krwiożerczy. Bywają drobne spięcia na tym tle.]
R: Idziemy w te ciemne korytarze, nie chcemy robić rozpierdolu w kopalni, żeby wypuścili powietrze i żeby zginęło wielu niewolników.
MW: Thank you.
R: Ale tylko po to, żebym się nie musiał o nich potykać.
MW: …Małe kroczki.

[Kodo zakochał się w śrutówce]
R: Będziesz z nią spał teraz? To gamorreańska śrutówka! Wiesz co oni z nią robili?
MW: Teraz już wie! Ma plastyczną wyobraźnię!
O: Dobrze że ją przestrzelałem!
MW: Aha, przestrzelał…

MW: Siedzę, jestem grzecznym pasażerem.
O: Wyrywasz dermę z siedzeń?

[Tymczasem na powierzchni pilot ukrywa się razem ze statkiem. Pokładowe roboty wyłączone, wszystko wyłączone]
O: Jak w łodzi podwodnej.
D: Nigdy nie byłam w łodzi podwodnej…
MG: No, tak naprawdę to byłaś…

[Oczywiście przekradamy się wentylacją – w kierunku uzdatnialni powietrza]
O: Interesuje nas rura która wychodzi z uzdatnialni.
MW: Nie, ta która wchodzi!
O: Bo będziemy szli pod wiatr?
MW: Tak jest, i wiatr może być tak silny że nie będziemy w stanie iść, ale w sumie wolę nie być w stanie iść niż trzymać się rury żeby nas nie wciągnęło w wiatrak, tak, rura wychodząca.
R: Od początku mówiłem!

MG: Na podłodze tunelu leżą jakieś kawałki, jak coś tu wpadło to się tu wala.
O: Odcięta ręka z lightsabrem…
MW: Kurde, bo jak gdzieś jest tunel techniczny, to zaraz odcięte ręce! Co za człowiek!

[Oczywiście w wentylacji są wielkie wiatraki, przez które trzeba jakoś przejść]
O: -szszu- Mam dwie ręce! -szszu- Mam już tylko jedną!

[O. przygotowuje się do zablokowania szyną wiatraka, trzesie kośćmi]
MW: Wyobrażasz sobie, co będzie jak ta szyna odbije.
[rzuca, straszliwie żałosny wynik]
O: Odbiła.
MG: Ale zatrzymałeś.
MW: Twarzą.

R: Jeszcze zapieram się tym kawałem szyny.
MW: Już pokiereszowanym.
MG: Tak, każde nacięcie to jeden pokonany wiatrak.

[Uzdatnialnia powietrza, pradawna Huttowska robota]
MG: Nieeee, no co ty! Nie ma tu planu ewakuacyjnego na ścianie! Co jeszcze, tablica „Ostatni wypadek mieliśmy pięć dni temu”? To są Huttowie!
MW: „In case of emergency – die.”

Znudzony Hutt gorszy od zarazy

MG: Leci standardowy huttowski prom.
R: O wulgarnym kształcie.

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

[Latro jest żądny sławy]

R: Lubię jak mnie rozpoznają, ale nie lubię jak mi przynoszą dokładnie takie piwo jak pijam!
D: Coś jest nie tak z jego modułem logicznym…

[Huttowie – kobiety…?]
MW: No, któraś szefowa klanu jest, no, szefową.
O: Tak, i szminkę ma.
R: I te wielkie powieki, pociągnięte cieniem…
MW: Sami to sobie robicie.

[Odbijamy więźnia – ale jak?]
D: Ale to jaki mamy plan?
O: No widzisz, to zależy kogo spytać. Bo jak spytasz mnie, to powiem że odbijemy ją dzięki przewadze technologicznej. Jak spytasz [Latro], to pewno powie, że wchodzimy do pałacu, przystawiamy wszystkim pistolety do czoła… A jak spytasz [Niba], to pewno powie jeszcze co innego.

[A może więźnia po prostu wykupić?]
MG: A straty moralne Huttów zawsze bolą.
O: Bo oni są duzi. Moralność mają dużą taką.
MG: I trzeba dużo pieniędzy, żeby na całe ciało starczyło.
MW: Na straty moralne pomagają tylko okłady z pieniędzy.

[Ani jedno ani drugie! Huttowi się nudziło i wtrącił nas do lochu.]

R: Ja już jestem wściekły. Nie jestem już gościem?
MW: Nie. Znaczy wiesz, jesteś gościem, ale nie jesteś gościem.

[Postrzelaliśmy strażników – Gamorrean, MG twierdzi, że Niba gryzie sumienie, czyli ma Konflikt]

MW: No to jest Konflikt, ale jakiś taki na pół gwizdka.
O: Dobijemy świnkę prądem, wiesz? [Udaje force lightning]

O: Gamorreański walkman. Chcecie?
MW: Zakładasz się o 30 kredytów, że w środku jest gamorreańska opera?
O: Tylko jeśli ty sprawdzisz.
MW: Spoko, sprawdzam.
MG: Gamorreański folk metal.
MW: Kuuurwa. Płacę 30 kredytów.

Zupełnie nie konfrontacja

D: Kurde, nawet SWAT czasami jeździ na urlop!

System: Star Wars – Edge of Empire.

Grają:
Robin, pilotka, człowiek: D.
Latro Kuvar, eks-żołnierz, człowiek: R.
Kodo Choven, mechanik, człowiek: O.
Nib Andook, przekręciarz i początkujący Jedi, Twi’lek: MW.

Prowadzi: P.

MG: Ale nie czujcie się bardzo pod presją…
D: Jasne, no pressure! Nad nami dziesięć kilometrów wody!

[Gigantyczna podwodna jaskinia…]
MG: Powietrze jest takie jak potrzeba wam do oddychania, może jest trochę więcej czegoś niż czegoś innego…
O [cienkim głosem]: …Helu!

[…Pełna przedwiecznych robotów.]
O: Próbuję mu powiedzieć w tym staro-cerkiewno-niewiadomojakim nicht ferstehen no comprende. Uniwersalny gest „o chuj tu chodzi”. [wykonuje]

[NPC wychyla się zza osłony, Latro bez żadnych rozmów strzela mu w głowę]
O: Gość myślał że będziemy rozmawiać. Szczerze mówiąc, ja też.

D: To od ilu lat uczysz się być Sithem?
NPC: Już ze trzy lata.
O: Jeszcze dwa i matura.