Przetrzymane książki

K: …Dawno dawno temu, kiedy internet był jeszcze na poważnie…

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

MG: Kiedy podjeżdżacie do miasta…
K: Podchodzimy, podjeżdżać nie mamy czym.
MW: Weź, kiedy była ostatnia kąpiel? Podjeżdżamy na pewno. A woda i tak była z hydrą, więc wiesz.

[Gościnę w mieście mamy za darmo, więc postanowiliśmy pomóc]
K: Dziewczęta niech tam opalają bale, one są silne, ja mogę im survivalem jakoś zapasy opierdolić albo co.
Ew: Jak powiedziałeś „opierdolić zapasy”, to całkiem co innego pomyślałam.
MG: Dadzą ci milion ryb do filetowania.
MW: To ja mu pomogę, do niczego innego się nie nadaję.
K: Ja będę machał nożami, a ty się możesz do nich wdzięczyć.
Ew: Plaga filetów.

MG: … i tu się okazuje, że wasz rozmówca jest czarodziejem katalogów.
Ew: Bazodanowcem?

MW: Czy oni mają tu koty?
Ew: Jak to są tunele, to pewno mają tu szczury, a jak mają szczury to pewno mają koty. Czy ty wiesz jak w ogóle działa życie w życiu?

[Mają koty, koty są interesowne i nie pomogą bez fileta w zamian]
Ew: Wrócisz cały ujebany łuską?
K: Nieno, umyję się przecież. Mamy służbowe koryto, są jakieś benefity tej pracy.

K: Wiem. Alter self.
Ew: Zamieniasz się w książkę?

[Zamienił się w psa posokowca węszyciela]
MG: Od niego pachnie…
MW: …Lawendą. No co? Mole nie żrą mi gatek.
MG: …Lawendą i aluminium, taki dziwny metaliczny wręcz posmak, od niej [Ew.]…
MW: …Potem i kuźnią.
Ew: No co, ktoś tu musi pachnieć jak prawdziwy mężczyzna.
K: To wy dwie.

[Ew. nie znała sposobu na podcieranie się biletem tramwajowym]
Ew: Jesteś ohydny.
B (z offu): Na pocieszenie powiem ci, że jest to ulubiony dowcip także mojego ojca.

[Podziemia koboldów zaczęły się splądrowanym składem ciesielskim]
MW: Ja te chuje znam. Idę przodem i wyszukuję pułapki.
[Chwilę później]
MG: Znalazłeś te wszystkie narzędzia. Dwadzieścia obrażeń, jesteś ciesielskim jeżem.

MW: Nabijajcie się z ochotnika który idzie przodem…
K: Na razie to ty się nabiłeś.
MW: That does it, teraz ty idziesz pierwszy.

[Yup, podziemia koboldów, pełne pułapek]
MG: Przytuliłeś się do ściany, spadająca płonąca paladynka przetacza się koło ciebie i spada dalej po schodach.
K: Super, zaktywuje wszystkie pułapki po drodze.
MG: Tak, aktywuje jeszcze jedną pułapkę po drodze, niestety jest to zapadnia.
K: Wilczy dół z kolcami?
MG: Nie, dół z wodą.
MW: Przynajmniej nie płoniesz.

[Zamieniony w formę wodną Kent skacze do dołu z wodą, żeby wyciągać paladynkę. Usiłuje zahaczyć ją hakiem, żebyśmy mogli ją wydobyć, ale paladynka się miota]
K: Ja tu poluję! Poza tym ja mam advantage, bo jestem w wodzie, a ona ma disadvantage, bo jest w wodzie!

[Kolejny skasztaniony rzut na percepcję]
K: O, mam następną pułapkę. Jeszcze jedna i się zmieniamy.
MW: Teraz czy po następnej?
K: Po następnej, I feel adventurous.

[Sprawdzając jaskinię po walce Kent wdepnął w latrynę koboldów]
K: Jakie kurwa bose stopy, to jest jakiś jebany przesąd! W bestiariuszu sprawdzaliście te halflingi, a nie w plajersie!
Ew: Znaczy co, jak ci ściągnąć buty to dostajesz pierdolca i atakujesz BG?
K: Try me.

[Oprócz wypożyczonych i przetrzymanych przez koboldy książek znaleźliśmy też scroll]
MG: Rozpakowany scroll wisi w powietrzu i obraca się sam z siebie.
MW: Podtrzymywany mage handem?
MG: Nie.
MW: Dobra, wiesz co, ty jesteś już opanowany przez boginię, więc jakby co to opętania się skancelują.
K: OK.
E: To tak działa?
MW: Nie.

MG: Scroll obraca się i wybucha wiedzą w twoją stronę.
K: Jaką wiedzą?
MG: To jest testament.
Ew: Stary, nowy?

MG: Rozdaję ekspy.
K: Rozbroiłem dużo pułapek.
MW: A ja jedną, ale tak że nie wybuchła.

MW: Nie ma czegoś takiego jak pół ekspa!
Ew: Pół ekspa jest wtedy jak idziesz w nocy się wysikać, widzisz się kątem oka w lustrze i robisz tak whoa!

Reklamy

Blaszki pod kapeluszem

K: Podążamy w ustalonym szyku, ja przodem, [MW] za mną, patrzy mi nad głową i dlatego widzimy chujnię w stereoskopowej wizji. W pionie.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

MW: Mój rekord to dwadzieścia dwie godziny bez zdejmowania butów. Ale to było w liceum, więc się nie liczy.
J: Mój rekord to obóz harcerski.
Ew: Cały?!

[Najpierw była chmura paraliżujących grzybowych zarodników…]
Ew: Jak się z nim kłócisz przez chustkę?
MW: Normalnie, to nie knebel.
Ew: Może powinien być?

K: Grzyb to nie jest beast?
MG: Nie, to plant.
K: No to sorry, nic nie mam. Jakbym wiedział, to bym maść wziął.
MW: Albo masełko.
K: Tak, czosnkiem bym se natarł.

K: Krzyczę do nich nosowo. [mamrocze niezrozumiale]
MG: Rzuć sobie, bo się nawdychałeś.
[K. rzuca, pada]
MW: Pokwakał, pokwakał i padł.

[…a potem i wypuszczające ją, wielkie chodzące grzyby z włóczniami.]

K: Dlatego próbuję mediować. „Potwory…”
Ew: Nie mów do nich „potwory”.
K: „…Grzyby. Szanowne grzyby. Grzybowie. Odłóżmy broń, to się da załagodzić, nie przyszliśmy tu na grzybobranie.”

Ew: Czy jakby te grzyby miały wysoką inicjatywę, to można by było o nich powiedzieć, że to śmigłe rydze?

[Straszny łomot nam spuściły te grzyby, dzielnie wspierane przez strzelającego nam w plecy Kenta]
Ew: J. dąży do TPK. Zmęczył się nami.
K: Zaczęliśmy go mierzić.
Ew: Chce żeby nasze przygody skończyły się w sposób na jaki zasługujemy.
K: Porośnie nas grzybnia, chujnię zapewniliśmy we własnym zakresie.
MG: Jakbyście mieli dostać to na co zasługujecie, zostalibyście zalizani na śmierć przez wielkie alpaki.
K: I to jest właśnie to co przegapiłeś w teście na Percepcję!
MG: Słyszysz dzwoneczki.
MW: ALE ZA PÓŹNO!

[Któryś laptop wydaje dziwaczny odgłos]

MG: Ktoś zaparkował na miejscu dla mykoidów.

[Kent strzelał nam w plecy, bo grzybowa bogini obłożyła go kontrolą umysłu]

K: Dobra, ja mogę spore’a wziąć. Obiecuję spiłować trochę te kurwy i chuje.
Ew: A co?
MG: A bo bogini musiała sobie profanity filter włączyć, żeby mu czytać w myślach.

K: No, to idziemy. Ram pam pam parararam pam pam, wypuść na nas jakieś wielkie pająki.
MG: No, skończyliście dzisiaj trochę wcześniej.
K: No to przerwy kwadrans, a potem dawaj te pająki.

[Zamiast wielkich pająków był Storm Giant. Zaczął od pioruna z chmury, potem zdzielił mieczem i zostały mi 2 HP]
K: Weź go smyrnij ręką, zwróć mu 50 HP!
Ew: Nie mogę, co najwyżej 24 mogę mu zwrócić.
MW: 24 HP…?
K: Nie kalkuluje się, jednym strzałem go nadal zdejmie. Zachowaj na podnoszenie go.
MW: Co?
K i Ew [chórem]: Nic!

K: Dwa hitpointy, kurde: jednego zgubi, a drugi zepsuje.

Dzień suchara

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

[Wkurzony drzwiami opornymi na wytrychy, próbuję przez nie przeniknąć astralnie – i porażka.]
K: Nabił sobie guza.
MW: Na ciele astralnym na szczęście, więc nie jest celem szyderstw.
K: Guz astralny. Jest astralnym jednorożcem.

[Nieudany test siły]
MG: Niestety, klapa ani drgnie.
Ew: Czyli – klapa?

MG: Paladynka zabrała się do sprawy inaczej – zaczęła kłuć mech mieczem i podnosić…
Ew: Kłuć mech póki gorący.

Ew: CO TO JEST HANDSZPAK, do cholery! Czy to jest taki ptak którego masz w garści, i jest lekko brązowy?!
MW: Tak, i jest lepszy od tego który jest na dachu.
K: Lepszy handszpak w garści…
MW: …Niż kabestan na dachu.

K: Łokurwa, już widzę twoje portfolio! Będziesz patronem grania na lirze!
MW: I owszem. A ty – magii, wiedzy i włosów na stopach.
MG: Kurna, wyobraziłem sobie kapłanów z perukami-przeszczepami! I gołymi nogami!

[Nagle okazało się, że jesteśmy w strefie podwyższonej – czyli normalnej – magii]
MW: O, ale to jest dobra sugestia, łączę się z patronem i zdaję mu relację.
Ew: Znaczy masz dobry zasięg, więc zawracasz mu głowę?
MW: Tak!
Ew: Słusznie.

MG: Chodzicie, rozglądacie się, a tu…
MW: Suddenly drzewo.
Ew: SAD-enli!
MG: To było tak suche, że musiałem popić.
Ew: Jesteś w Pun City!
MW: Population one.
Ew: Ale za to świetnie się bawię!

Ew: Będzie piekło. Już piecze.
MW: Ale to te mniejsze drzewa.
Ew: Ale może zajadlejsze. Mają więcej do udowodnienia.

MG: …I drzewo cię trafia.
Ew: JEBŁO CIĘ Z LIŚCIA! Nie wierzę że mi tyle czasu zajęło!

MG: Hydra wygląda tak. [prezentuje obrazek]
Ew: Ni pies ni hydra. Chytra hydra.
MG: Czy hydra wygra.

K: Możemy hydrze wrzucić coś, wtedy ona wychyli łeb z tej wody, my ją tam ratatata, i ona ma jeden łeb mniej.
Ew: Czyli myślisz żeby ją – przehydrzyć.
K: Myślałem żeby wrzucić coś, ale mogę też spróbować wrzucić kogoś.

MG: Hydra startuje i próbuje ugryźć…
MW: …Wszystkich?

K: Kurwa, rozpierdoliliśmy…
MW: Hydrant.
K: …Część infrastruktury pożarniczej.

K: Mam jeszcze osiem płonących strzał, mogę je wystrzelić na wiwat.
Ew: Albo tak pośliń palce i -psst-.
B (z offu): Albo komuś w dupie zgaś.

B (z offu): Ja nie wiem w co wy gracie.
K: W dedeki, ale mamy dużo prądu chwilowo.
MW: Prąd uderzył nam do głowy.

Time passes

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

[Recap]
K: …i Hator Hator Hator.
MW: Nie mówiliśmy Hator Hator Hator [do napotkanej przypadkiem bogini Bast], i mam wrażenie że mogłoby się to obrócić przeciwko nam.
K: Wszystko co hatorniecie, może być hatornięte przeciwko wam.

MG: Ty się orientujesz, że to nie jest wilgotna mgła, tylko jakiś dym.
MW: Rozpoznaję?
MG: Kadzidełko takie.
MW: Śmierdzi nogami, OK.
MG: Kurde no, kadzidełko! Zapach kadzidełka!
B (z offu): Nie mówi się „śmierdzi nogami”, tylko „wieje sandałem”.
K: Skąd wiesz, może to kadzidełko o zapachu nóg.

[Meduza wabi uwodzicielskim głosem]
Ew: Myślę że powinnyśmy się tam udać, żeby ich wesprzeć.
E: Żeby zaprezentować im inny zestaw wdzięków?

MW: Dobiegnę do nich w tej rundzie?
MG: Dobiegniesz, ale nie zaatakujesz. Złota zasada trójkąta, rozumiesz.
K: Ciepło, paliwo i… utleniacz! Trzeba zabrać któreś z tych trzech. Trójkąt pożarniczy.
MW: Ten którego nie wozisz w samochodzie.

[Kenta miażdży wąż]
K: Oddalam się. Przepraszam, muszę na stronę.
MW: Możesz srać w węża, jak dla mnie.
K: Już to zrobiłem. Nie wchodź tam.

MG: Teraz ty.
MW: Niewidzialność.
MG: I co?
MW: I zachodzę meduzę od tyłu.
MG: Nie widzę problemu.
MW: Ona też nie!

K: To taki nasz urok. Swoisty.
Ew: Jesteście smakiem nabytym.
MG: Jak marmite.
MW: Ser pleśniowy Lazur.
K: Towot do kanapek.

K: Ile ty masz CONa?
MW: 15, nie tak znowu źle.
Ew: Czy możesz powiedzieć, że jesteś a con artist?

[Dziewięć lat później]
MG: Okolica nie wygląda dobrze, wszystkie te tereny które pamiętacie jako łąki, są teraz porośnięte kolczastymi krzewami. Na wodzie, mimo temperatury, bąbluje gruba warstwa zielonej rzęsy, spod której wyskakują jakieś – ryby?
K: KARRRRP!

E: Wiecie jakiego dostałam feata? „Hide in plain sight”, dostaję +10 do Stealth jeśli stoję nieruchomo i wypaćkam błotem.
C (z offu): Czy to w muzeum też działa?
K: Tak, ale musisz stanąć w gablocie z australopitekiem.

[Hexblade to taki warlock, ale niezły także w mieczu – Charyzmy używa nie tylko do rzucania czarów, ale także do walki wręcz. K. zorientował się dopiero teraz, i trochę się wzbudził.]
MW: Ja też przez całe życie dopisywałem modyfikator DEXa, ale znalazłem sposób żeby dopisywać Charyzmę.
Ew: Dopisywał DEXa, ale znalazł jeden prosty trick…
MW: …Rangerzy go nienawidzą!

Ew: Mam Revivify, więc jak się przekręcisz to cię podniosę w minutę.
E: Ale dlaczego tylko jego?
K: Bo on się najczęściej przewraca, bo nie znalazł jeszcze sposobu żeby ten modyfikator Charyzmy dodać do HP! Znaczy znalazł, ale tylko wygląda jak żywy!

K: Bardzo miło to wyszło. Znaczy chujnia, ale bardzo realistyczna. Tekstura – mniam.

K: Kurwa, szukam orła. Sprawy wymknęły się spod kontroli.
MW: Coś sobie kompensuje wyraźnie.
K: Tak, potrzebuję wielkiego ptaka.

Prawie TPK

K: Ja mam tu języki [czytając z karty] – starocerkiewnofrancuski i ten drugi.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

Ew: Czemu tak na mnie patrzysz?
MW: Widzę że jesteś w dobrym humorze, i czuję że zaraz będę jego celem.
K: Nazwijmy sprawy po imieniu…
MG: …Ofiarą.

[Film z latania samolotem]
K: A to jest Radom, uczęszczany wtedy tylko przez nas. Chuj tam zimuje. Znaczy nie, tam chuj mieszka cały rok.

MG: Znaleźliście pozostałości po kilku roślinożercach.
Ew: Znaczy klocki?
MG: Tak.
Ew: Znaczy to co konie tam, jabłka? Czy placki, że tak kulinarnie zapytam?

Ew: Czy ty nie masz ptaszora, przepraszam że tak pytam?
K: Mam, wywalić?

[Wspinaczka]
K: To ja wykorzystuję moją umiejętność Survival, żeby z kawałka liny zrobić taką uprząż, żeby w razie jakbym spadał…
MW: …To żeby cię przecięło w połowie?

MG: E., rzuć sobie Perception.
K: Widzisz że jesteście w dupie.

[Meduza!]
MG: Straszne cięcie rozcina jej szaty, ukazując apetyczne bardzo…
MW: I so don’t care right now.
Ew: Naprawdę? Nie ma przerażonego bonera?

Ew: A on zazwyczaj ma spiczaste uszy?
MW: No ma, to halfling.
Ew: Myślałam że to hobbit.
K: Nie, hobbity są zastrzeżone.
MW: Nie jest portly i nie lubi zjeść, tylko jest chudy jak szczapa i kradnie. Coś jak ja, tylko niższy.

The troll(ey) problem

Ew: Masz czyste smite’y na każdą okazję.

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Kent, ranger-intelektualista, mikry nawet jak na halflinga: K.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Prowadzi: J.

[Recap]
MW: …I wróciłem pełen poczucia dobrze spełnionego obowiązku, które mi minęło jak sobie przypomniałem co to jest rakshasa.
MG: Czemu?
MW: Bo to diabeł devil demon, i mógł łgać jak pies, a ja jestem matołem i nie mam Insight [umiejętności wykrywania kłamstw], następnym razem idę z paladynką.
Ew: Dzień dobry, to ja – the truth police.

K: Nadciągam okrakiem na dwóch mułach.
MG: A nie masz już tylko jednego?
K: Myślę że odkupiłem muła.
MW: Jesteś odkupicielem mułów?

MG: … I główny problem jest taki że ten robal tu składa jaja.
Ew: No tak.
E: Tak.
Ew: Trzeba mu będzie podwiązać jajowód…?
K: No to macie już wprawę.
Ew: Tak, to nie nasze pierwsze robaleo.

MG: …Ty znasz trasę, przekradałeś się tędy nie raz – no, dwa razy, w tę i z powrotem.

[Inwestygacji mięs ciąg dalszy – konfrontacja z gigantyczną polędwicą]
K: Dobra, idę obejrzeć co to jest za diplodok. Jestem wykształcony, na wydziale niejednego takiego diplodoka jedliśmy.

[Opisuję ohydne źródło mięsa – zdeformowanego trolla trzymanego w piwnicy – na tyle plastycznie, że gracze rzucają fortitude save]
MG: Ty rzygasz, ty utrzymałaś, a ty to w ogóle – żaden kłopot. Może jakby pentametrem jambicznym pojechał…
MW: Mogę i pentametr jambiczny!
Ew: Trzymaj swój pentametr tam, gdzie go zazwyczaj trzymasz.

[Może by trolla otruć? Ale skąd by tu truciznę?]
K: Ty znajdujesz jakieś jagódki, ja jakiegoś węża, let our powers combine…
Ew: …Kapitan Trucizna?
K: Heart! Liver! Kidneys! Collapse.

[W zemście za przysrywy po wcześniejszej niezbyt udanej akcji obudziłem się o piątej rano i zgoliłem Kentowi brwi.]
MG: On teraz naprawdę dziwnie wygląda – bo wiesz, halflingi mają takie krzaczaste brwi…
Ew: Takie breżniewy?
K: Take my brew away.

K: …Ale jak już i tak będziemy do stwora wchodzić, to jak on jest związany i na haku to możemy mu truciznę wlać do ryja, i ave maria.

[„Proszę się nie nadwerężać, bo szwy się rozejdą i będzie blizna”]
E: Blizna jest pożądana.
MW: No, well, jakbyś bliznę jeszcze w walce odniosła.
E: Nie powiesz mi, że to się często trafia – blizna po zatruciu pokarmowym.

[Monster of the week w stercie do produkcji węgla drzewnego]
MW: Stoję i tak w zamyśleniu patrzę na stertę.
K: Myślisz, że coś się zalęgło w stercie i jak rozgarnąć, to się rzuca?
MW: Nie, myślę że nigdy w życiu nie skalałem się fizyczną pracą i nie zamierzam teraz zaczynać.
Ew: Aha, jasne. Bierz łopatę i nie rezonuj.
MW: Super, biorę łopatę. To wy rozgarniajcie stertę, ja poczekam aż ostygnie, a potem ewentualnie rozważę załadowanie na wóz.
K: No dobra, to bierzcie widły i naprzód. No co, nie będzie półmetrowy koleś przecież widłował!
Ew: No kurwa!
K: Kobiety na traktory.
Ew: Wy to jesteście chuje. Nawet więcej powiem: jak was zebrać obu do kupy i podzielić na dwa, to wyjdą dwa normalne chuje.

Ew: Ile ci dać HP?
MW: Dwa mi starczą, wypiję sobie trutkę.
Ew: Trutkę?
MW: Trutkę. Jak mnie podniesiesz, to specjalnie se wypiję trutkę na szczury, żeby znów paść.
Ew: Powstałeś? Padnij. Depowerade.

Afera mięsna

System: DND 5 ed, świat po załamaniu magitechnologicznej cywilizacji

Grają:
Velda, łowczyni potworów, napakowana półorczyca: E.
Anzelma, paladynka idei odpowiedzialności, z zawodu kowal: Ew.
Apoikilea, warlock-hexblade, dwumetrowy półelf: MW.

Kent w delegacji.

Prowadzi: J.

[Recap]
MW: …I oni to mięso marynują w czymś żrącym bardzo…
Ew: W Domestosie.
E: I wyście w końcu znaleźli gdzie oni to marynują?
MW: Tak, w karczmie marynują.
Ew: Dostaliśmy przepis na marynatę, jakbyśmy sobie chcieli kibel wyczyścić.

MG: …Wypiłaś browar z wkładką, jeden, drugi…
Ew: Zaraz, z jaką wkładką?
MW: Z ubootem.
Ew: A, bo już wizualizowałam kotleta w moim piwie.

MG: Ty się trzymasz lepiej, bo…
Ew: Bo jestem kowalem.
MG: Tak, a do tego jesteś bohaterem ludowym. Bohater ludowy musi umieć pić.

[Włamanie do podejrzanej piwnicy z samobieżną chabaniną]
MW: Wyciągam z mojego podręcznego bandoletu maluteńką olejareczkę…
Ew: Przepraszam – masz bandolety na pierdolety?

MW: Czy w okolicy tej klapy wisi jakiś oczywisty sprzęt BHP? Gruby fartuch, cattle prod, gaśnica, krucyfiks?
MG: Tylko takie wielkie tasaki do dzielenia mięsa.
J (z offu): Bezpieczeństwo i Higiena Patroszenia?

[Zawiesiliśmy inwestygację mięs, wyruszyliśmy w teren, napotkać monster of the week]
MG: Coś sunie po kamieniach, taki szeleszczący odgłos.
MW: Gigantyczny wąż.
Ew: W gigantycznej kieszeni.

MW: Rozstawiam antenę i idę spać.
Ew: Z anteną na wierzchu? Budzisz się i coś ci mamla antenę?

[Potwór z dodatkowym atakiem od gorąca]
MG: Twoje piękne elfie włosy zaskwierczały od gorąca…
Ew: Półelfie.
MG: Włosy ma po tatusiu.
MW: Po mamusi akurat.
Ew: Twoja matka była labradorem?

[A co, jeśli ktoś nam zemrze? Za parę poziomów paladynka będzie wskrzeszać mocą rozsądku]
Ew: „Wszyscy na tobie polegaliśmy! Jak mogłeś teraz umrzeć!” I guilt trip do świata żywych!