Zbyt uporządkowane miasto

System: Warhammer, 2 edycja.

Grają:
Franz, najemnik: K.
Klaus, najemnik: MW.
Torrendil, elf morski, łowca: O.
Hans Urgen, cyrulik: W.

Prowadzi: J

[Miasto zostało metodami magicznymi całkowicie pozbawione występku – razem z wolą życia u mieszkańców]
MG: No, głodu tu nie widzicie, niedostatku też nie.
W: Ale stagnacja jest. Zaraz będą mieli recesję, jak Japonia.

[Podejrzany cyrulik opatruje Hansa, któremu wymierzono karę chłosty]
W: Jak byłem wcześniej szukać sklepu z ziołami, to zwróciłem na niego uwagę; sprawiał wrażenie prowokatora. Ośmielił się coś skomentować i mieć zastrzeżenia do księcia. To może być nasz klucz.
MW: Klucz do czego?
W: Do ponownego wpierdolu.
MW: Cieszę się, żeśmy to sobie wyjaśnili zawczasu.

[Nadal odmawiamy współpracy]
MG: Kurwa, przygodę trzeba wam nie że do gardła wciskać, ale do dupy!
K: Stworzyłeś nastrój paranoi, to teraz cierp. Gość będzie musiał przyjść i powiedzieć „Nie jestem prowokatorem, mam na to glejt od księcia pana.”

[Hans wybiera się na miasto]
O: Czy ktoś z nim idzie, przypilnować żeby się znów w coś nie wpierdolił?
W: Nie, teraz to mam kompas moralny nadrukowany na plecach.

[Elf rozważa przebranie się za kogoś, żeby mniej rzucać się w oczy]
O: Hm, a trędowaci w Imperium są?
MW: No znakomity plan, trzech zbrojnych i trędowany, świetne przebranie…

[Szukamy pracy jako ochrona wędrownego teatru]
W: A nie potrzeba wam dwóch silnych, jednego mądrego i jednego pięknego?
NPC – szef teatru: Hmmm. A umiecie coś?
O: Nic. Jak i wy.

Reklamy

Piechotą przez pustkowia

System: Warhammer, 2 edycja.

Grają:
Franz, najemnik: K.
Klaus, najemnik: MW.
Torrendil, elf morski, łowca: O.
Hans Urgen, cyrulik: W.

Prowadzi: J

[Rozmowa o nadużywaniu wdzięczności uratowanych wieśniaków]
W: Zadźgaliby nas we śnie, mamy po 150 koron na łeb, zarobiliby na nas cztery razy tyle co musieli wydać, skończylibyśmy pod gruszą…
MW: Wczasy pod gruszą? Nie tak to sobie wyobrażałem.

MG: Wyprowadzili was na przełęcz, wskazali że w tamtą stronę do Imperium…
W [wciąga powietrze]: Mmmm, zapach zepsucia, ta zdegenerowana szlachta…

MG: Schodzicie z gór, wokół zmienia się roślinność, coraz mniej iglaków, coraz więcej drzew liściastych.
W: Przyroda.
[Wszyscy kiwają mądrze głowami]

[Rozważania nad mapą]
K: …Więc tutaj odbijemy w prawo, w stronę miasta Essen…
MW: …Które chętnie byśmy spotkali…
K: …Gdyż chce nam się jeść.

MG: Rzućcie sobie, jesteście po raz pierwszy od dawna w okolicy, w której możecie się schlać.
K: Nie zdałem.
MG: Masz ochotę śpiewać.
K: Nie śpiewać, szczekać!
MW: Szczekać po niemiecku.
K: Hund! Hund! Hund!

Czterech wspaniałych

O: Może nie mam dużego miecza, ale za to mam długi łuk.

System: Warhammer, 2 edycja.

Grają:
Franz, najemnik: K.
Klaus, najemnik: MW.
Torrendil, elf morski, łowca: O.
Hans Urgen, cyrulik: W.

Prowadzi: J

[W. nie dotarł na sesję]
O: Lekarz znowu patrzy przed siebie niewidzącym wzrokiem.
K: Jarl Borg.

[Krótka dygresja – opowieści szpitalne]
K: …Leżałem z sześcioma dziadkami z krótką skórą.
[grupa patrzy pytająco]
K: No dziadki z krótką skórą, o dziewiątej wieczorem spać, zamykają lufcik, bo „nie grzeją” – no i jak zamykają oczy, to im się otwiera dupa. Leżą i co kwadrans rychtyk jakby się któryś zesrywał pod kołdrą. Mój sąsiad robił to mniej więcej co dwadzieścia trzy minuty.

[Wieśniacy pogonili nas kłonicami, ale potem przyszli negocjować]
NPC: Steffen tutaj mówi, żeście najemnicy i za garść złota się bijecie.
Klaus: Wam także dzień dobry.
Torrendil: Dzisiaj niech on gada.
Klaus: Nie, jestem głodny, to nie jest dobry pomysł, żebym gadał.
MG: Ja tylko powiem, że to nigdy nie był dobry pomysł, żeby on gadał. W żadnym erpegu.
MW: Oj spierdalaj, wiesz?
MG: No, ale w sumie gram z tobą dopiero…
Grupa chórem: Dwadzieścia lat!
MG: …Więc jeszcze wiele może się zmienić.

K [do O.]: Trochę wyglądasz jak WC Kaczka.
O: Trochę tak.

[Orki przylazły negocjować]
K: No to wychynę. „Hy?” – zapytam. Mam dobrą Ogładę, wiesz.

Armia ciemności

W: Nakradliśmy z ich miasteczka, mamy moralny obowiązek ich uratować.

System: Warhammer, 2 edycja.

Grają:
Franz, najemnik: K.
Klaus, najemnik: MW.
Torrendil, elf morski, łowca: O.
Hans Urgen, cyrulik: W.

Prowadzi: J

[Jakieś dwa dni temu miasteczko nawiedziła armia szkieletów]
O: Ja pójdę do miasta.
MG: Jeden punkt obłędu i już głupota heroiczna.
MW: No, chciałem proponować żeby pociągnąć słomki i kto trafi najkrótszą ten idzie, ale skoro się zgłosił…?
K: Może ma najkrótszą słomkę. W końcu to elf.

MG: Tutaj zmarłych się zakopuje w poświęconej ziemi albo pali – nekromancja to realny problem, a nikt nie chce żeby na cmentarzu zapanowało radosne ożywienie.

K: Co my będziemy pić do tego śniadania, wodę, jak zwierzęta? Do wody ryby szczają!

K: Bo elfy mają za dobrze, wszystkie współczynniki wysoko, jedyna wada jest taka, że ludzie ich czasem traktują tak bardziej z góry. I to właśnie ja!

K: Myśmy se połowili…
MW: …Chuja złowiliśmy…
K: …Ale pomogło nam to na morale.
MW: Moczenie kija, jak wiadomo, robi dobrze na morale.
Ka (z offu): I reumatyzm. Penisa.

[Zeszliśmy w podziemia, wejście się zamyka…]
K: Dwie kozice, morska i górska, wbiegły na górę.
MG: Miejskie, bo po schodach biegli.

[Ogromny undead okazał się odporny na zwykłą broń, toteż próbujemy go tłuc świętym sierpem]

K: [turl] Trafiam, 04! [turl] 9, plus siła ciosu, 12 obrażeń!
W: Twój kamienny sierp rozsypuje się na kawałki. „Oj.”

W: Tego nie lubie w undeadach. Nie wycofa się.
K: Nie ma rodziny. Nie ma kredytów.
W: Wolny człowiek.

MG: Chwieje się już, dopadacie do niego, tłuczecie go…
W: Kujawiaczek!
O: Dresy, kurde. „Dawaj kase! Gdzie telefon!”

[Opatrywanie ran w zalanej wodą jaskini]

W: Gdzie go dziabnął, w korpus? To korpus i tak wystaje nad wodą, co się przejmujesz.

[Podczas pospiesznej ewakuacji pogubiliśmy część sprzętu, w tym łuk elfa]

O [konfidencjonalnym szeptem]: Zauważ, że nie żądałem, żebyście znaleźli moje wiosło.

[Próba rozbrojenia]
MG: A masz Disarm?
MW: Nie, tak sobie popierdalam.
K: Lejcami go omota, bo ma Powożenie.

K [do O.]: Weź miecz, jak mężczyzna!
O: Z mieczem mam jeszcze mniejszą szansę go trafić.
K: Za to będziesz wyglądał zabawnie, ginąc.

MG: Na wyspie nie ma licza.
W: A liczyliśmy na niego…

MG: W momencie kiedy skończyliście walkę, na horyzoncie pojawiają się sztandary.
W: No tak, armia Imperium. „Poszli już?”

Nieudana interwencja w ościennej Sylvanii

W: Czy jesteśmy nadal najemnikami, czy przechodzimy już na system maruderski?

System: Warhammer, 2 edycja.

Grają:
Franz, najemnik: K.
Klaus, najemnik: MW.
Torrendil, elf łowca: O.
Hans Urgen, cyrulik: W.

Prowadzi: J

K: Nie ma d6! Nie używa się w Warhammerze d6! Kiedyś się używało do obrażen, a teraz jest d10 i jest jeszcze mroczniej.

[Tworzenie postaci, umiejętności do wyboru]
K: Skoro nikt nie umie pływać, nie ma co robić precedensu.
W: Jestem przeciwny używaniu wody do czegokolwiek.

MG: Nadajcie sobie imiona i nazwiska.
MW: Nazwiska? Moja rodzina była tak biedna, że nie stać jej było na nazwisko!
K: My mieliśmy jedno nazwisko na całą wieś. I żyliśmy w dołach.

MG: Elf? Z Altdorfu [stolicy]?
W: Tam jest duży park miejski.

K: Halfling – szef cyrulików jest proktologiem-jasnowidzem. Wróży z kichy.

[Klaus w chwilach nudy i marazmu gra na flecie, czym skutecznie terroryzuje grupę]
K: Ładuję kuszę.
O: Ale nie fletem.
K: Strzelam elfowi w prącie, ładuję kuszę drugi raz.
MG: Ja nie mogę w tych warunkach, klimat mi się rozpuszcza.

[Przypomnienie, co się działo zeszłym razem]

K: Wyskoczyły na nas zwierzoludzie, jednego zabiłem, O. się gdzieś potoczył, W. nadepły.

[Usiłujemy zmylić pogonie]

W: Ale jak znajdą nasze ślady, będą za nami szli, choćby po to żeby sprawdzić, czy nie jesteśmy częścią tamtej grupy.
O: Dlatego ja idę ostatni. Jakby mnie znaleźli, powiem że jestem samotnym elfem szukającym wrażeń.

Uratowani! Jesteśmy uratowani!

System: Warhammer, pierwsza edycja.

Grają:
Kat, najemnik, elfka – D.
Inge, medyk, eks-najemnik, człowiek – C.
Max, strzelec, halfling – J.
Johann, banita, eks-podżegacz – MW.

Prowadzi: P.

J: Znasz jakieś tajemne znaki, po których można ich rozróżnić?
MW: Sekretne znaki chaosytów?
J: Nie, sekretne znaki wyznawców prawa, jak nie będą umieli to przez redukcję.

[Zbliża się godzina zero – nadejście demona]
J: Może się usadzić na jakimś kutrze i wypłynąć na nim na morze?
MW: A potem co?
J: No, potem czekać na zaćmienie.
MW: A potem co, mieć nadzieję że demon się utopi?

MG: Wszystko będzie widać, księżyc jest w pełni.
J: Zielony bo zielony, ale zawsze.

[Po przekradaniu się do dzielnicy portowej przez pół miasta]
MG: Dookoła tawerny buzuje życie, nikt się nie przejmuje godziną policyjną.
D: Świetnie, można się wyprostować wreszcie.
J: Ja cały czas szedłem wyprostowany.
D: Ty to siedź cicho.

[Po uratowaniu czterech blond dziewczynek]
J: I co ja mam zrobić z tym aryjskim obozem młodzieży?
MW: Oddaj do sierocińca.
MG: Albo rodzicom.
MW: A tak, zapomniałem o tej opcji.

Powrót do Marienburga okazał się ledwie początkiem problemów

MG: Z mgły wyłania się postać. Z ubioru wygląda jak szlachcic…
D: …A z figury jak mutant.

System: Warhammer, pierwsza edycja.

Grają:
Kat, najemnik, elfka – D.
Inge, medyk, eks-najemnik, człowiek – C.
Max, strzelec, halfling – J.
Johann, banita, eks-podżegacz – MW.

Prowadzi: P.

[Natrafiamy na Spawn of Chaos]
MG: …I takie małe macki. Tentaklusie.
MW: TENTAKLUSIE?!
C: „Tentaklusiowy pamiętnik”.

[Grasujące po bagnach fimiry porywają kobiety]
D: Po co?
MG: Rozmnażają się w ten sposób.
C: Przecież mają wiedźmy?
MW: Najwyraźniej wiedźmy im nie dają.

C: To na ile żeśmy się połaszczyli za tą misję?
MW: 500 koron od głowy.
J: Zastanawiam się, ile będę miał głów jak dojedziemy.

D: Dziecko śpi? Nie ukradli jej?
J: Przed chwilą ruszała noskiem jakby była króliczkiem. Mogę jej wszystko wybaczyć, jak tak słodko śpi.
MW: I to mówi halfling, który strzelił kolesiowi w oko z pistoletu strzałkowego.
J: I to mówi człowiek, który strzelał uciekającym w plecy z kuszy!
MW: Ale chcieli nas napaść!

J: Nie, kurwa, nie jesteśmy poszukiwaczami przygód. Jesteśmy znajdowaczami przygód! Same nas znajdują!

MW: Stary, to jest najbardziej uzasadniony przypadek strzelenia człowiekowi w ryj z kuszy w całej twojej jebanej karierze!
J: No, jeszcze wtedy jak na mnie biegł gość z mieczem.
MW: Nadal nie! Zastrzeliłeś właśnie człowieka, który próbował porwać małą, bezbronną dziewczynkę…
[Cała grupa wybucha śmiechem]
[Dziewczynka prawdopodobnie jest straszliwym pomiotem Chaosu, jest odporna na aurę spaczenia, a wydarzenia losowe mają nieprzyjemną tendencję do układania się na jej korzyść]